piątek, lutego 29, 2008

No dobra

Oficjalnie ogłaszam, że Bl0ga$ek jest nieczynny do odwołania (przy czym nie spodziewałbym się odwołania). Zapraszam na Obywatela IV RP (który czasami, z rzadka bywa aktywny) oraz do moich blogowych znajomych, wymienionych w kolumnie po prawej.

Powód jest bardzo prosty -- nie chce mi się interesować polską polityką, bo mnie ona nie dotyczy i nie interesuje. Co do spraw queerowych, też nie bardzo mi się chce pisać o polskim postrzeganiu; mieszkając w Amsterdamie zwyczajnie czuję się normalnie, nie mam z kim się użerać na tematy typu "czy homoseksualizm jest uleczalny" albo "dlaczego geje gwałcą dzieci". Polska widziana z Amsterdamu to dziwaczny pseudokatolicki skansen zabity dechami. Nawet rozmawiając przez gadu-gadu ze znajomymi widzę, że przez te 16 miesięcy oddaliłem się od Polski na tyle, że mój punkt widzenia na pewne sprawy nie ma już nic wspólnego z tym, który reprezentują nawet liberalni i oczytani Polacy. I chyba rozumiem, jak się czuli zagraniczni politycy słysząc od braci Kaczyńskich, iż najwyższy czas rozpocząć dyskusję na temat zakazu aborcji oraz kary śmierci. Ja już się nawet nie denerwuję, kiedy czytam o wyroku sądu, zgodnie z którym ONR nie wykonuje gestów faszystowskich, tylko krzewi kulturę klasyczną za pomocą salutu rzymskiego. Po prostu unoszę brwi i wracam do lektury o wiele dla mnie ciekawszej -- wyznań pani Rity Verdonk, która postanowiła zostać pierwszą kobietą-premierką Holandii.

Pozdrawiam serdecznie.

czwartek, listopada 01, 2007

Postępująca żenada

"Prezydent Lech Kaczyński odwołał marszałka Senatu Bogdana Borusewicza ze składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego - poinformowała Kancelaria Prezydenta."

Krótka to informacja, a jakże znacząca. W RBN pozostały następujące wybitne jednostki: premier Jarosław Kaczyński, marszałek Sejmu Ludwik Dorn, szef MSWiA Władysław Stasiak, minister spraw zagranicznych Anna Fotyga i minister obrony narodowej Aleksander Szczygło. To grono dba o bezpieczeństwo Polski. Borusewicz do tej pory też dbał, ale skoro PO zaproponowało mu stanowisko Marszałka Senatu, oznacza to, że jest on szpiegiem niemieckim, którego dziadek z Wehrmachtu osobiście robił macę z mózgów polskich dzieci i musi zostać odwołany.

Bartosz Węglarczyk skomentował to na blogu tak:

Nie ma "marszałka Senatu Bogadana Borusewicza", albo przynajmniej "pana Bogdana Borusewicza. Jest "Bogdana Borusewicza". I ani słowa dlaczego, po co, co się stało, dlaczego akurat jego, dlaczego akurat teraz.

Cały, calutki komunikat Pałacu Prezydenckiego brzmi tak:

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński postanowieniem z dnia 31 października 2007 r. odwołał Bogdana Borusewicza ze składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Koniec. Wszystko jasne. Odmaszerować. [...]

Oczywiście jedno się stało. Borusiewicz z osoby popieranej przez PiS (bo członkiem tej partii nie był) stał się osobą popieraną przez PO.

Oskarżam więc pana prezydenta o dwa występki:

- po pierwsze, o bezgraniczną mściwość i małostkowość;

- po drugie, o zaniedbanie troski o bezpieczeństwo kraju przez okrajanie bez żadnych podstaw merytorycznych składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego w delikatnej sytuacji politycznej.


Przeczytałem to sobie, zestawiłem z obrażonym prezydentem, który przez półtora tygodnia nie pokazuje się publicznie, bo Donald powiedział, że jego brat jest jego bratem, a to obelga biologiczna... i westchnąłem. Ja oczywiście wiem, że Kaczyński nie chce być prezydentem wszystkich Polaków, tylko tych, co nie mieli dziadków w Wehrmachcie, nie stali tam gdzie ZOMO, nie są wykształciuchami, łże-elitą i quasi-kulturą, a najlepiej mają potwierdzenie na piśmie od proboszcza, że głosują na PiS i słuchają Radia Maryja. Ale... czy nawet wyborców Lecha Kaczyńskiego, którzy zagłosowali w wyborach parlamentarnych na PiS nie razi leciutko postępowanie pana prezydenta? Powiedzcie, tak szczerze. Dumni jesteście ze swojego reprezentanta?

* * *

Nie planuję pisać za często o polityce, bo mam cichą nadzieję, że nie będzie o czym. Chętnie przypomniałbym sobie raczej, skąd wzięło się "queer" w nazwie tego bloga. To takie małe ostrzeżenie dla tych, którzy przychodzą tu poczytać, jak plwam na naród wybrany i jego wybranych reprezentantów niewielkiego wzrostu; plwać będę nadal, ale będę używać innych słów. :)

Etykiety: , , , , ,

piątek, października 26, 2007

Zlew i honor

"Prezydent od niedzieli wyborczej zniknął. Nie pokazuje się publicznie."

To mnie nie dziwi. Dyspepsja wyklucza publiczne występy. Szybkiego ozdrowienia życzymy.

"Premier Jarosław Kaczyński twierdził, że jego brat prezydent jest obrażony "chamskimi" zachowaniami PO w kampanii. Obrazą miało być użycie przez lidera PO Donalda Tuska określenia "bracia Kaczyńscy". A to - według premiera Kaczyńskiego - określenie w sensie biologicznym, a nie politycznym. I że prezydent pogratuluje zwycięzcy dopiero po przeprosinach ze strony Tuska."

To jest zdecydowanie cytat roku. Oto Tusk ma przeprosić prezydenta za to, że jego brat jest premierem. Nie przeczę, dla mnie też to było obraźliwe (zwłaszcza w zestawieniu z nieobowiązującą zasadą "nie będę premierem, jeśli mój brat będzie prezydentem"). Ale trudno mi obwiniać za to Tuska. Już prędzej ciemny lud, który nabrał się na obietnice pana premiera Jarosława.

"Prezydent zapowiadał w dniu wyborów, że w ciągu kilku dni "powie, jaka była rola tych wyborów dla demokracji". Lecz do tej pory żadnego orędzia nie wygłosił. Wczoraj Kamiński zapewniał, że prezydent wystąpi w ciągu najbliższych dni, aby ocenić sytuację polityczną w kraju oraz swoje oczekiwania wobec nowej ekipy. Konkretnego terminu nie podał. - Prezydentowi chodzi jednak o to, by przemówić dopiero wtedy, gdy opadną emocje - tłumaczył."

Co na polski tłumaczymy, jak mniemam, że prezydent przemówi, kiedy mu przejdzie niedyspozycja, a nie przeczę, że po takiej porażce może być potężna. I za to Tusk powinien przeprosić. Wygrywanie wyborów z ludźmi do tego stopnia niezdolnymi do przyjęcia porażki do wiadomości to nie tylko sadyzm, to znęcanie się nad głową państwa, a to jest karalne.

Na szczęście jednak Jarosław zna już przyczyny porażki:

"Powodów było wiele. Po pierwsze, moja wpadka w debacie z Tuskiem. Poszedłem na nią wymęczony, trochę chory i jednocześnie nieprzygotowany. I skończyło się źle. Druga sprawa – to, że Aleksander Kwaśniewski swym zachowaniem odebrał LiD trzy – cztery procent poparcia i dorzucił je PO. Sądzę też, że zaszkodziła nam sprawa Beaty Sawickiej. Trzeba było dać sobie z tym spokój. Ale Mariusz Kamiński sądził, że jeśli ujawni kulisy akcji CBA już po wyborach, to nikt tego nie usłyszy. [...] Błędem była zgoda na debatę. Lepiej było wysłuchać jeszcze parę razy od PO, że jestem tchórzem. [...] Najbardziej spektakularnym elementem tej kampanii była akcja telewizyjna „Idź na wybory – zmień Polskę”, która trwała w TVP nawet podczas ciszy wyborczej."

Tak więc winni są: TVP, Kwaśniewski, Beata Sawicka oraz choroba. Żadnego cienia winy nie ma po stronie PiS, niezwiązanych ze sobą Jarosława i Lecha Kaczyńskich (wszelkie pogłoski, jakoby były braćmi to biologiczne wyzwiska i obelgi), Kurskiego, Kamińskiego i Bielana. Najgorsza ta akcja w TVP zachęcająca do zmieniania Polski. Przecież przez ostatnie dwa lata Polska była idealna, a wybory miały na celu wyłonienie Sejmu identycznego z poprzednim i wszelkie zmiany były niewskazane. Tylko po co w takim razie było organizować wybory? Tego też nie rozumiem, ale jestem pewien, że Tusk powinien za to przeprosić.

Wywiad w Rzeczpospolitej jest w ogóle interesujący, dowiadujemy się na przykład, że Urbański jest wymieniony imiennie w ustawie o radiofonii i telewizji:

"Andrzej Urbański w mechanizmie politycznym wprowadzonym ustawą o radiofonii i telewizji z 1993 roku był jedynym człowiekiem, który mógł zostać prezesem telewizji. Czy się komuś to podoba, czy nie, tak to zostało skonstruowane."

Niezwykłe. I to już 14 lat temu przewidziano! Ten Urbański to niesamowite plecy musiał mieć.

"Ale proszę nie zapominać, że przez dwa lata Platforma prowadziła z nami totalną wojnę na niebywałym poziomie agresji i kłamstwa. Wmawiała, że w Polsce jest tragedia, katastrofa gospodarcza i Polacy muszą się wstydzić tego, co się dzieje. To łgarstwa, które szkodziły Polsce. Robiono to w imię interesów establishmentu, bo Donald Tusk jest jego reprezentantem czystej krwi."

Całe szczęście, że w powyższej wypowiedzi nie pada żadna aluzja do braterstwa lub braci, bo Tusk musiałby się obrazić.

No i kto by pomyślał, że wyjdzie na to, że więcej honoru mają ludzie z LPR:

"Młodzież Wszechpolska przestanie istnieć. Poinformował o tym pełniący obowiązki prezesa Ligi Polskich Rodzin, Sylwester Chruszcz. Wyjaśnił, że "organizacja ta wystarczająco się już skompromitowała"."

I tak trzymać. LPR w zasadzie mogłaby przestać istnieć z tego samego powodu, ale nie kopmy leżącego. Przynajmniej nie domagają się przeprosin od Tuska, a to duży postęp w porównaniu z pewnymi dwoma absolutnie niespokrewnionymi politykami.

Etykiety: , , , , , , ,

środa, października 24, 2007

Mały, żałosny człowieczek

Według premiera, PiS będzie opozycją "twardą", ale "biorącą pod uwagę interesy kraju". [...] Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że w ciągu najbliższych tygodni PiS wytoczy szereg procesów za obrazę, w tym także szefowi PO Donaldowi Tuskowi. - Możemy w tej chwili opierać się o doświadczenie dwóch lat opozycji, no niebywale wręcz radykalnej, brutalnej, niestety łamiącej zasady kultury. Wytoczymy teraz szereg procesów, bo nie chcieliśmy tego robić, kiedy byliśmy przy władzy, ale kiedy jesteśmy w opozycji, mamy rozwiązane ręce - mówił szef PiS, odpowiadając na konferencji prasowej na pytanie o współpracę z przyszłym rządem. Kaczyński uściślił, że będą to procesy cywilne, ale także karne - "za obrazę".
Za mało przegrali, jak pragnę zdrowia. Będą wytaczać szereg procesów za obrazę, biorąc pod uwagę interesy kraju...

Etykiety: , , , ,

wtorek, października 23, 2007

No i po wyborach

Radość powoli opada i pojawia się pytanie: co dalej?

Przede wszystkim (jak wiadomo, lubię być Kasandrą i przepowiadać najbardziej pesymistyczne rozwiązania, ponieważ jeśli moje przepowiednie się spełnią, mam ponurą satysfakcję, a jeśli nie, to jest lepiej, niż być mogło, co również jest przyjemne) -- na razie prezydent musi powierzyć misję formowania rządu Tuskowi, a nie na przykład bratu. Potem musi zaprzestać idiotycznych praktyk typu "skoro napisano, że prezydent akceptuje kandydatów, to znaczy, że może tego nie robić, a skoro nie zapisano, że ma na to jakiś okres czasu, to może ich nie akceptować w nieskończoność, etc." No ale załóżmy, że prezydent pomyśli, pogłówkuje i uzna, że do reelekcji nie wystarczy mu 30% głosów i zacznie się zachowywać normalnie. PO powoła rząd. Co z tego wyniknie?

W tematach obyczajowych -- nic się nie zmieni. Hanna Gronkiewicz-Waltz pokazała, że PO i PiS pod względem podejścia do kościoła i moralności różnią się głównie nazwą. Prywatnie liczę na to, że politycy PO nie będą się pojawiać w Radio Maryja, ale i tu mogę się przeliczyć; poza tym, być może akurat byłoby pozytywne, gdyby to robili, jeśli Tusk ma być premierem WSZYSTKICH Polaków. Nie mam zdania, ale jestem przekonany, że PO nie zrobi niczego, czym mogłoby się narazić hierarchom. Mniejszości seksualne, a w zasadzie ta ich mniejsza część, która nie wyjechała za granicę w nadziei, że w Polsce coś się zmieni, nie mają specjalnych powodów do zachwytu. Ateiści nie doczekają się zdjęcia krzyży w urzędach i szkołach. Kobiety nie doczekają się liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.

W tematach gospodarczych może być różnie. Głosy o Balcerowiczu w roli ministra finansów bardzo mi się podobają, głosy o tym, że Balcerowicz ma elektorat negatywny i może jednak wybrać kogoś innego świadczą o tym, że Platforma nawet z 95% poparciem bałaby się tego, co powie PiS, ojciec dyrektor i ludzie, którzy na Platformę NIE głosowali. Wzrost gospodarczy, osiągnięty dzięki wejściu do UE został w dużym stopniu przejedzony przez becikowe (pamiętam, że PO głosowała za), emerytury, odroczenia reform i ogólnie dzięki pani Gilowskiej, której nie należy tego zapomnieć; teraz nie można już symulować pracy nad reformami. Albo się je przeprowadzi szybko, albo za 5-10 lat w Polsce będzie można oglądać powtórkę z Argentyny. Dla ułatwienia, umieszczenie na środowisku ministra finansów osoby niekontrowersyjnej o poglądach akceptowalnych dla większości Polaków raczej nie zaowocuje błyskawicznym przeprowadzeniem reform...

W polityce zagranicznej gorzej być nie może, zatem musi być lepiej. Chyba nawet Lepper byłby lepszym ministrem spraw zagranicznych niż Fotyga, choć oczywiście nie można wykluczyć, że Platforma wygrzebie jakiegoś Kononowicza, który na początek oświadczy, że Niemcy oszwabili nas po drugiej wojnie światowej i mają nam natychmiast wypłacić sto bilionów euro, albo na nich zaatakujemy. Niemniej jednak liczę na to, że prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jest niskie i -- jednak -- będzie lepiej.

Bardzo podoba mi się to, co na razie słychać o mediach i służbach specjalnych; odpolitycznienie jednych i drugich to dokładnie to, co jest im potrzebne. (W obliczu przegranej PiS prawdopodobnie nawet Wildstein i Semka zgodzą się z tą opinią...) Pytanie, jak długo PO będzie przy tym pomyśle obstawać. Oby wystarczająco długo, żeby rzeczywiście się to wydarzyło...

Sprawiedliwość: oczywiście bardzo podoba mi się pomysł, aby ministrem został Andrzej Zoll. Nadzwyczaj ubawił mnie pełen oburzenia felieton pana Warzechy z Faktu, który stwierdził, że to zły pomysł, bo Zoll wierzy w jakieś pierdoły typu resocjalizacja, zaś Ziobro był lubiany i należy kontynuować jego politykę. Tak więc jeśli Zoll zostanie ministrem, to Tusk od Warzechy dostanie minusa. Mam nadzieję, że Donald Tusk nie przerazi się wizją posiadania minusa u czołowego europejskiego intelektualisty Warzechy i polityka Ziobry nie będzie kontynuowana :]

Na koniec -- jedno, co wiem na pewno, to to, że nastąpi zmiana języka polityki. Na lepsze. Widać to chociażby po wywiadach z Tuskiem i Komorowskim; nie ma ani słowa o ZOMO, o agresywnej totalitarnej opozycji, o zabójcach Popiełuszki, o froncie obrony przestępców, o hołocie, wykształciuchach, Irasiadach... Zdumiewające! Tak można? A tym, którzy stwierdzą, że front obrony przestępców wyniósł PO do władzy dedykuję zastanowienie, jakim cudem 42% głosujących może być przestępcami.

Etykiety: , , , , , , ,

poniedziałek, października 22, 2007

IV RP RIP

Ach, Sejm bez Romana, bez Wojtusia, bez Krzysia Bosaka, bez Endrju, bez Begerowej, bez Łyżwińskiego, bez Cypriana, bez Sandry Lewandowskiej... Warto było. I chyba niewiele osób może zaprzeczyć, łącznie z tymi, którzy wierzą we front obrony korupcji obejmujący 70% Polaków. Niewiele, bo LPR i Samoobrona w sumie uzbierały 3% i (zapewne) nie dostaną subwencji budżetowych. Ach, ale szkoda...

Etykiety: ,

środa, października 17, 2007

Dlaczego PiS wygra wybory

Przed ciszą wyborczą (wiem, że mam jeszcze całe dwa dni, ale mam ważniejsze zajęcia niż jakaś tam polityka, konkretnie mam jutro egzamin z niderlandzkiego) chciałem parę zdań do szanownej publiczności.

PiS wygra, ponieważ na PiS się nie głosuje, w PiS się wierzy. Prawdziwy Polak głosuje na PiS. Prawdziwy katolik, prawdziwy patriota -- tylko PiS. Kochasz Polskę? Wybierasz PiS. Kto głosuje na WSZYSTKIE pozostałe partie według partyjnej propagandy PiS? Homoseksualiści, Żydzi, złodzieje, skorumpowani lekarze i inne wykształciuchy, element godzien pogardy, zdeptania i wygnania.

Tymczasem tak naprawdę -- wystarczy nie być wyborcą PiS, żeby to rozumieć -- my, którzy nie trawimy postkomuny w wydaniu dewocyjnym, nie jesteśmy bandą samych złodziei, pedałów i Żydów. Chociażby dlatego, że 70% obywateli Polski nie może być złodziejami. Ale to nie znaczy, że wybraliśmy sobie najgorsze szumowiny, wybudowaliśmy z nich PO i teraz na nie głosujemy. My, wykształciuchy, a określam tym mianem osoby myślące, posiadające wykształcenie powyżej średniego, czytające więcej niż jedną gazetę i znające z widzenia więcej niż jedną stację telewizyjną i portal internetowy, otóż my mamy SKRUPUŁY. Brzydzi nas Oleksy, nie przekonuje Olejniczak, niesmaczy nas Kwaśniewski, chory czy niechory, może jednak te komuchy to nie. Tusk taki jakiś bezbarwny, w partii ma opozycję pod postacią Gowina czy innej Marysi (chwilowo na chorobowym, margines niezmiennie pozdrawia), nieee, ta Platforma to tak nie bardzo. Może byśmy ewentualnie rozważyli PSL, ale to jednak partia wiejska, a co my w Warszawie, Poznaniu, Krakowie czy Londynie mamy ze wsią wspólnego? No więc może pójdziemy zagłosować, a może nie, może na PO, może na LiD, a może w ostatniej chwili zagłosujemy na Partię Kobiet żeby ratować honor i cnotę.

Wyborca postkomuny dewocyjnej nie miał problemu z pokochaniem Leppera, kiedy był koalicjantem, nie miał też problemu z oskarżaniem PO o obronę przestępców, kiedy Lepper przestał być koalicjantem, a PO nieśmiało spytała, co takiego konkretnie zrobił. Wyborca postkomuny dewocyjnej nie widzi niczego dziwnego w nagrywaniu, filmowaniu, szantażowaniu, kuszeniu do przestępstwa. (Śmiem nieśmiało zasugerować, że wyborca postkomuny dewocyjnej posrałby się z radości, gdyby przyszedł do niego agent CBA i zaproponował mu kwiatki i sto tysięcy, a ponieważ takowy agent nie przychodzi i nie proponuje, jest oczywistą oczywistością, że ten lub ta, do którego przychodzi to bydlę i świnia i trzeba mu/jej dowalić i udupić. Tak wyborca postkomuny dewocyjnej zrozumiał nauki swojego ukochanego papieża w kształcie ognia.) Wyborca, tudzież twórca postkomuny dewocyjnej nie widzi niczego złego w sugerowaniu, że wszyscy inni stoją tam gdzie ZOMO, jednak gdy pod swoim adresem usłyszy słowo "dyplomatołek", oburza się, gorszy i dostaje skrofułów, ach ach, cóż za paskudne wyzwisko, agresja totalitarnej opozycji bez przykładu.

Będę szczery. Czekałem na te wybory, a teraz -- kiedy nadeszły -- nie potrafię się nimi przejąć. Kraj, w którym ponad 30% wyborców chce głosować na postkomunę dewocyjną to kraj, który nie dorósł do wolności. Wykształciuchy moje drogie -- czas na decyzję. Albo bierzecie dupę w troki, wleczecie ją do urny i głosujecie na PO, PSL lub LiD, albo pakujcie się i zjeżdżajcie póki macie paszporty. Taki macie, matka kurka, obowiązek patriotyczny. W dupie mam wasze (i swoje) rozterki moralne. Obejrzyjcie sobie filmik poniżej i zastanówcie się, czy aby NA PEWNO premier Borowski, Tusk lub Pawlak, nawet z pijanym Kwaśniewskim, zdziwaczałym Palikotem i czym tam jeszcze byłby gorszy niż toto. A jeśli to Was nie przekonuje -- nie liczcie na to, że PiS będzie Wam wdzięczny za wygraną. Tam zobowiązuje tylko jedna zasada -- "spieprzaj dziadu".

Etykiety: , ,