środa, listopada 30, 2005

Komentarz do komentów

Na moim bLoGa$ku na ogół komentów niewiele, ale tym razem jakoś się ich namnożyło, dzięki czemu mam o czym dzisiaj pisać. Qacie -- ten 'felieton' jest dla Ciebie.

***

Jak widać na załączonym z boku zdjęciu, miałem kiedyś irokeza. Jak pisze w komentach qat, on miał długie włosy. I qat, i ja oberwaliśmy za nietypowy fryz. I qat, i ja fryzur się pozbyliśmy.

Homoseksualizm nie jest sprawą wyboru, nie jest czymś, czego można się pozbyć. Jest cechą podobnie wrodzoną, jak poczucie humoru lub jego brak, duży lub mały nos, wzrost, długość palców. Tyle, że w kraju-raju za brak poczucia humoru się ludzi nie prześladuje.

Piszesz, qacie, aby rozmawiać z dziennikarzami. Rozmawiamy z dziennikarzami. Osobiście rozmawiałem z Newsweekiem nie tak dawno temu. Zapominasz jednak, że większość społeczeństwa, podobnie jak autorka cytowanego wczoraj bloga, "poglądy już ma" i "nie przekonujcie mnie, bo i tak ich nie zmienię". Poza tym... Marsz Równości w Poznaniu, ten rozgoniony pałami, był zamknięciem 'Dni Równości i Tolerancji' podczas których odbywały się odczyty, wywiady i dyskusje. Nie odnotowano ani jednego dziennikarza, bo dziennikarzy nie interesuje rozmowa. Dziennikarzy interesuje sensacja. I dlatego TVN ilustruje polskie wydarzenia zdjęciami Love Parade; co ciekawego w pokazywaniu tłumu ludzi w grubych kurtkach pod listopadowym niebem? Jeśli nastraszymy babcie i dziadków law perejdem, może następnym razem poleje się krew i wtedy będzie co pokazać.

Poseł Wierzejski odmawia podawania ręki homoseksualistom, bo "nie wie, gdzie wcześniej rękę wsadzali". Za takie dictum w kraju cywilizowanym poseł Wierzejski wyleciałby z partii, bo dyskutanta obrażać nie wolno. U nas został najpierw europosłem, potem zaś posłem i przy okazji naczelnym autorytetem do spraw homoseksualistów w polskich mediach.

Piszesz, że "inność można nosić w sercu". Nie każdą inność da się nosić w sercu. Nie da się nosić w sercu ciemnej skóry, nie da się w sercu ukryć skośnych oczu. A kiedy Twój ukochany człowiek zachoruje, nie da się w sercu ukryć wiedzy, że nikt Ci nie pozwoli podjąć decyzji o operacji, nie będziesz mógł go odwiedzić na intensywnej terapii, nie będziesz w stanie odebrać ciała najdroższej Ci osoby ze szpitala, nie Ty zadecydujesz o pogrzebie. A jeśli Twojego ukochanego wyrzekła się rodzina, co nie jest takim rzadkim zjawiskiem i sam tej 'przyjemności' doświadczyłem, zostanie pogrzebany na koszt państwa, bo jako osoba obca nie masz prawa decydować o jego pochówku.

"Brak emocji", piszesz. Popełniasz w ten sposób błąd, który -- wierzę -- u Ciebie spowodowany jest po prostu brakiem zastanowienia; sprowadzasz homoseksualizm do sylaby "seks" pośrodku wyrazu. Gubisz emocje. Tak jest zawsze, gdy rozmawia się o nas w telewizji: nawet Izabela Jaruga-Nowacka pozwoliła się wpuścić w kanalik "Rozmów O Dupie". Nikt nie używa wyrazów: miłość, przywiązanie, kochać, blisko, para. Te wyrazy rezerwujemy dla par heteroseksualnych. Czasami, gdy rozmówcy mają w sobie wiele dobrej woli, pojawia się 'dziedziczenie' oraz 'partnerzy'. Nawet Maria Szyszkowska użyje w telewizji wyrazu 'miłość' rozmawiając o 'ustawie o związkach'. Wszystko, co sugerowałoby, że 'rejestrowany związek' ma coś wspólnego z emocjami zostało z projektu ustawy wymazane przez posłów prawicy, sprowadzając ową 'rejestrację' do suchego wymieniania korzyści finansowych, a na koniec wysłane w niebyt, jako, że dawałoby homoseksualistom 'niesprawiedliwe profity'.

Na koniec odniosę się do 'terapii wstrząsowej' jaką 'chcemy stosować'. Różnego rodzaju eventy typu gay pride odbywają się na świecie od dziesiątków lat, u nas chyba od lat dziesięciu. Byłem w Amsterdamie podczas zeszłorocznego gay pride; zjechało się, o ile pamiętam, 400 tysięcy osób homoseksualnych z całego świata, poprzebieranych kolorowo, wyglądających dziwnie, bardzo dziwnie i ekstremalnie dziwnie. Amsterdam był pełen par z dziećmi, które przyszły obejrzeć fajne widowisko, za które nie muszą płacić. Posterunki policyjne były przystrojone tęczowymi flagami, kanałem płynęły łodzie z tańczącymi drag queen. Nikt nie został zatrzymany, nikt nie został pobity, nie zostało złożone ani jedno zażalenie na sianie zgorszenia. Po prostu są na świecie kraje, w których stroje w kolorach innych niż brunatny nie są gorszące.

Jak wspomniałem, od dziesięciu lat odbywają się w Polsce parady i marsze. Nigdy ani jedna osoba nie została zatrzymana za sianie zgorszenia, a to z tego powodu, że nic takiego nigdy nie nastąpiło. Czemu miałoby nastąpić? Przecież my też wychowaliśmy się w Polsce, my też bywamy wierzący (Robert Biedroń, jeden z liderów organizacji gejowskich, wzywał do odwołania tradycyjnej parady czerwcowej z uwagi na śmierć papieża) Niemniej jednak niejaki Lech K., zwany prezydentem-elektem postanowił pewnego dnia zbić kapitał polityczny na dewiantach i od tego czasu parady, marsze i wiece nie schodzą z pierwszych stron gazet.

Jeśli szukasz osoby, która jest winna fundowaniu terapii wstrząsowej, sugeruję regularne wysyłanie do Lecha K. wezwań do zaprzestania zakazywania parad i marszy, a jeśli Lech posłucha, ręczę ci, że za dwa lata żadna gazeta nawet o nich nie wspomni. Tak, jak nie wspominała do 2003 roku.

wtorek, listopada 29, 2005

Duma i obrzydzenie

Czytam różne rzeczy, bo czasu mam teraz bardzo dużo, i czasami trafiam na różne kwiatki.

Oto blog, któremu kilka razy przyglądałem się z przyjemnością, publikuje następujące wyznanie:
"Tak, nazywajcie sobie nas jak chcecie, ale my nie damy sobie młyna gazowego na łeb nałożyć. Według nas geje i lesbijki, to nienormalni ludzie, którzy zasługują na współczucie. Współczucia tylko nam zaczyna już brakować, kiedy chorzy przekonują nas natarczywie, agresywnie i bezczelnie, że oni właśnie są zdrowi i są z tego dumni, a my jesteśmy ciemnogrodem wieśniackim, co świata nie widział i tyle. Oni, czyli geje, to tacy są wszechstronni, oczytani i światowi. A ja powiem tak: Czujcie się światowi, śpijcie z kim wam się podoba, maszerujcie na tym mrozie aż wam ptaszki zmarzną i odpadną, mnie jest „gancegal” i kropka. Jesteście żałosni chodząc za rączkę na wiec i bijąc się z Policją. Jesteście po prostu śmieszni. A mnie i tak nie przekonacie. Pedał będzie zawsze pedałem, choćby nie wiem ile kilometrów marszu zrobił. Normalni ludzie to z was nigdy nie będą.I powiem więcej. Macie do tego prawo, a ja mam prawo was nie lubić. Mam prawo, Konstytucja mi to gwarantuje, mimo, że nie jestem gejem, tylko heteroseksualną osobą. Wiec skoro mam prawo, to mówię: NIE LUBIĘ GEJÓW I JESTEM Z TEGO DUMNA!!!"

Naprawdę trudno jest mi zrozumieć, jak można nie lubić jakiejś GRUPY ludzi, z których się prawdopodobnie żadnego nie zna. Nie rozumiem rasizmu, nie rozumiem nienawiści narodowców do Żydów, Niemców, Rosjan, Romów, Rumunów, Wietnamczyków i wszystkiego co nie ma w nazwie "wszech". Ale mimo wszystko łatwiej mi jakoś nierozumowo pojąć takie uczucia u łysych nazioli ze swastyką na ścianie, niż u osoby zdawałoby się normalnej.

Bardzo często czytam w komentarzach na forach: "ja to ogólnie się nie zgadzam z LPR i MW i uważam ich za faszystów, ale pedały to mnie brzydzą". Jak spytała kiedyś Kinga Dunin: czy to nie przerażające, że łatwiej nam zaakceptować widok mężczyzn strzelających do siebie, niż trzymających się za ręce? Jak to jest, że można być osobą niby to wyzbytą uprzedzeń, uważającą się za wykształconą i oczytaną, a jednocześnie brzydzić się kimś, kogo się nigdy nie poznało tylko i wyłącznie dlatego, że nie będąc takim lub taką jak my domaga się praw, które my już posiadamy?

Cytat z komentarza do powyższej notki: "Mnie rażą te marsze dlatego, że uważam ich za ludzi NORMALNYCH. Jeśli ktoś nie obnosi się z własną seksualnością, to nie sądzę by był dyskryminowany." Co to znaczy obnosić się z seksualnością? Czemu widok kobiety w ciąży (uprawiała seks hetero), mężczyzny z obrączką (wziął ślub z kobietą płci odmiennej), plakatów filmowych z całującymi się parami hetero, prezydenta Lesiokaczki z żoną i córką to nie jest obnoszenie się, a dwóch chłopców trzymających się za ręce to już jest obnoszenie?

Czytam sobie dzienniki Rakowskiego, o czym już wspominałem, wcześniej czytałem dzienniki Gombrowicza i uderza mnie to, że co prawda wróg sprzed 30-40 lat jest inny (Żydzi) ale nienawiść całkiem taka sama. Czyżby Polacy KONIECZNIE potrzebowali Innego, na którym mogliby odreagowywać własne kompleksy? Aktualnie innym jest gej (nie lesbijka -- lesbijka jak powszechnie wiadomo to kobieta, której brakuje chłopa), który samym swoim istnieniem bezcześci pamięć Ojca Świętego, ośmielając się wziąć ukochaną osobę za rękę afiszuje się z seksualnością, a wychodząc w listopadzie na ulicę w obronie własnego prawa do głosu "budzi zgorszenie moralności publicznej". Już kiedyś był ustrój, który miał monopol na decyzje o tym, co moralne, co dozwolone i komu wolno zabierać głos, a komu nie. Skąd w kraju doświadczonym tak ciężko przez nienawiść do Innego powrót tych samych nastrojów? Czy z tego samego źródła, z którego bierze się odmawianie wolności przez te same osoby, które o (swoją) wolność walczyły? Czy naprawdę drugi koniec pałki jest aż tak pociągający, że nie możecie się, Wy, Polacy, oprzeć konieczności jej użycia?

Napisałem "Wy, Polacy", bo, szczerze mówiąc, z Polski ogarniętej obsesją nienawidzenia Innego ja się wypisuję. Na Wiece Równości przyszło w sumie może 5000 osób, czy to oznacza, że pozostałe 37 milionów z dużym kawałkiem naprawdę NIE LUBI GEJÓW I JEST Z TEGO DUMNE? W jaki sposób konkretnie można być dumnym z tego, że się kogoś NIE LUBI? Czy nienawiść wobec Tego, Co Nie Jest Wami daje Wam, kochani Polacy, jakieś profity? Czy możecie mi wskazać miejsce, gdzie w Biblii jest napisane "Nienawidź swojego bliźniego, a bliższy Bogu będziesz"?

Po wyborach najbardziej rasowego Polaka w jednej ze szkół podstawowych zastanawiam się, kto będzie następny w kolejce do polskiej nienawiści i wychodzi mi, że pewnie Arab. Czy kochani czytelnicy zgodzą się ze mną?

poniedziałek, listopada 28, 2005

Wiece, wiece i po wiecach

Byłem w Warszawie. Około 2 tysięcy ludzi, kiepska pogoda, świetne nastroje, sympatyczna policja, Jaruga-Nowacka uspokajająca posłankę Sobecką, że nawet jeśli wprowadzi się ustawę o związkach rejestrowanych, posłanka Sobecka jest od zakusów Jarugi bezpieczna. Borowski cytujący projekt konstytucji Piss, w którym to projekcie stwierdza się, że zgromadzenia ma prawo zakazać wyłącznie sąd, a urzędy są od tego, żeby zgromadzeniu zapewnić bezpieczeństwo i spokój. Mirosław Chojecki, stwierdzający, że on jest człowiekiem prawicy i lewicy nie lubi, ale zrobi wszystko, aby zapewnić jej wolność głoszenia poglądów, nawet tych, z którymi się nie zgadza. Wspólnie skandowane: "wolność słowa", "reanimacja demokracji", układane ze zniczy na chodniku "Art. 57". Poczucie, że dobrze się stało, że tu jesteśmy; że jest nas o wiele więcej, niż by było dwa tygodnie temu; że nie damy się nowej władzy zjeść. Że Lech Wałęsa myli się, stwierdzając, że demokracja to dyktatura większości, której mniejszość ma się podporządkować, potulnie siedząc w swoim kątku. (Nawiasem mówiąc, gdyby pan Wałęsa postępował zgodnie ze swymi słowami, być może nadal mielibyśmy komunizm.) "Gazeta Wyborcza" na pierwszych trzech stronach nie pisząca prawie o niczym innym, niż tylko o wiecach. Przemówienia Kazimierza Kutza, Jacka Żakowskiego, nadesłane głosy poparcia Joanny Szczepkowskiej, Piotra Cieślaka... Długo mógłbym tak wymieniać. Na koniec "Mury".

Rozchodząc się czuliśmy się... ważni. Czuliśmy, że nie da się tego zignorować; że tak wiele udało się zorganizować tak szybko, że bardzo było ważne, aby pokazać, że nie będziemy cicho się pozwalać usadzać w zakratowanym kąciku, jaki nowa władza wyznaczyła dla ludzi o poglądach innych niż jej własne. I co?

Pierwsza była oczywiście telewizja publiczna. "Wiece solidarności z gejami". Policja stwierdziła, że w Warszawie demonstrowało 1500 osób, co według TVP magicznie skurczyło się do 200. Zbliżenia na Młodzież Wszechpolską. Voiceover: w wiecu wzięli udział ludzie kultury i polityki. Migawka na z daleka pokazany gromadzący się tłum. Ekspert Wierzejski stwierdza, że gdyby nie pałowanie w Poznaniu, wiece byłyby obsceniczne. Koniec.

TVN: "W Warszawie 1500 osób". Niestety brak kamery w Warszawie spowodował konieczność pokazywania mniej licznych wieców. Love Parade z Berlina (co to ma wspólnego z demonstracją w obronie demokracji?) Gdańsk: przeciwnicy demonstracji rzucają kostkami brukowymi, kamieniami i petardami. Policja zatrzymuje 5 osób. W Poznaniu tydzień temu zatrzymała 68 za siedzenie na chodniku.

26-27 listopada 2005:

Ludwik Dorn, minister MSWiA: Hasła protestujących były śmieszne

http://wiadomosci.onet.pl/1202689,11,item.html

Wystąpił [...] z apelem do organizatorów zapowiadających kolejne wiece. Według niego, konieczność chronienia ich przez policję powoduje odciąganie funkcjonariuszy od ich ważnych zadań, na przykład patrolowania ulic.

Minister spraw wewnętrznych i administracji uznał też za śmieszne hasła, pod którymi odbyły się demonstracje - organizatorzy mówili o obronie zagrożonej demokracji i sprzeciwie wobec interwencji policji tydzień wcześniej w Poznaniu. Dorn twierdzi, że wtedy policja zachowała się bardzo delikatnie, usuwając z ulic uczestników nielegalnej - jak podkreślał - demonstracji.

Ciekawe, które hasła najbardziej pana Dorna ubawiły. Może "Artykuł 57 Konstytucji RP: Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich"? Może "Nie ma demokracji bez demonstracji"? Może "Wolne media naszym prawem"? A może "Prezydencie Kaczyński, gej jest twoim bratem"?


Nasz Dziennik:

Głos żołnierzy wolności
Polityczna prowokacja lewicy, w jaką zamieniły się owe wiece, została też w bardzo ostrych słowach skrytykowana przez byłych żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i WiN z Małopolski. W specjalnym oświadczeniu sygnowanym przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych napisali oni: "(...) Demonstracje te nie mają nic wspólnego z demokratyczną zasadą tolerancji ani z prawami obywatelskimi, gwarantowanymi przez Konstytucję RP. Są w istocie rzeczy prowokacjami o charakterze politycznym, mającymi na celu destrukcję i destabilizację społeczną (...)".

Zupełnym przypadkiem dzisiaj właśnie zacząłem czytać drugi tom "Dzienników" Rakowskiego, gdzie czytamy:

"W numerze z 27 grudnia opublikował swój artykuł 'Wolność pozorna i prawdziwa'. Czakowski pisze, że w Związku Radzieckim w interesie milionów ludzi osiągnięto już taki szczebel wolności, na którego tle demokracja burżuazyjna wygląda jak "poniklowana klatka" [...] Zdobytą przez naród swobodę inicjatywy i śmiałych twórczych poszukiwań w imię budowy komunizmu formaliści zrozumieli jako przyzwolenie dla anarchistyczno-indywidualistycznych eskapad, jako wolność bezmyślnego naśladowania najgorszych wzorów sztuki burżuazyjnej".

Nie wiem jak Wam, ale mi się kojarzy.


Le Soir: Homoseksualiści celem krucjaty w Polsce

http://wiadomosci.onet.pl/1202804,12,item.html

"To smutny spektakl - pisze gazeta. - Homoseksualiści są tylko pretekstem i - w przeciwieństwie do tego, co mógł napisać Alfred Jarry, Polska nie leży »nigdzie«, tylko w Unii Europejskiej, i jest jej ważnym członkiem". [...] "W dyskursie politycznym PiS kpi sobie z podstawowych praw obywatelskich - dodaje dziennik. - Jego zdaniem, większość obywateli nie musi wcale znosić manifestacji, które odzwierciedlają opinie mniejszości!".


Gazeta Wyborcza, 28 listopada:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3035551.html

Na ulice polskich miast wyszło w ten weekend kilka tysięcy osób. Pod hasłami "Reanimacja Demokracji" i "Nie oddamy demokracji, nie oddamy demonstracji" protestowali przeciw zakazowi i rozbiciu tydzień temu demonstracji w Poznaniu.

Tym razem policja stanęła na wysokości zadania. Skutecznie chroniła uczestników pokojowych protestów organizowanych przez środowiska wolnościowe (gejów, feministki, zielonych, alterglobalistów). Do demonstracji chętnie dołączali zwykli mieszkańcy. Ale też politycy - najczęściej z SLD. Tylko w kilku miastach uczestnicy zostali zaatakowani jajkami, pomidorami i jogurtami przez młodych kiboli i narodowców.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3035843.html

Halina Bortnowska, członek Komitetu Helsińskiego w Polsce, uważa, że spokojny przebieg wieców równości dowodzi, że gdyby w Poznaniu nie dokonała się prowokacja ze strony jej przeciwników, a władze miasta spełniły rolę bezstronnych arbitrów, to tam też nic by się nie stało.

A dorzucę jeszcze (oczywiście, zestawienie cytatów tendencyjne i niesprawiedliwe):

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3034777.html

"Głos Szczeciński" 6-7 marca 1993 r.

Zbigniew Jasina: Nie sądzi Pan, że demonstracja uliczna może być niebezpieczna dla funkcjonowania państwa?

Jarosław Kaczyński, prezes PC: Przyznaję, że z tej warszawskiej manifestacji jestem bardzo zadowolony. Od bardzo wielu lat, nawet w stanie wojennym, nie mieliśmy w stolicy demonstracji politycznej takiego wymiaru. Tysiące ludzi zebrało się nie po to, by walczyć o przysłowiową kiełbasę. Dla mnie jest to właśnie znak powrotu normalności w Polsce. Ci, którzy twierdzą, że demonstracja uliczna jest czymś nienormalnym, nie wiedzą widocznie, że na świecie odbywają się one często i i nikogo nie szokują.

" Dziennik Łódzki" 7 czerwca 1993 r.

Tomasz Zawratyński: Szef MSW uważa, że manifestacja była nielegalna.

Jarosław Kaczyński, prezes PC: Jeśli nawet przyjąć, że władze miasta miały rację, to nie było żadnego powodu, żeby policja zachowywała się tak, jak się zachowała. Organizatorzy chcieli przeprowadzić ludzi na plac Trzech Krzyży. Wiadomo przecież było, że po uprzednim zawiadomieniu ludzie będą się tam gromadzić. I jeszcze jedno. O tym, że planowano prowokację, może świadczyć fakt, że poprzedniego dnia odmówiono przekazania informacji w dzienniku telewizyjnym o zmianie miejsca rozpoczęcia manifestacji.

Była to oczywista prowokacja przygotowana nie tylko przez MSW, ale także cały gabinet Hanny Suchockiej. [Zachowanie policji] potwierdziło opinie, iż państwo stacza się ku dawnym czasom, czasom stanu wojennego.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3032725.html

Chciałbym, żeby we wszystkich podobnych przypadkach funkcjonariusze działali w taki sposób - mówił wczoraj w Sejmie o rozbiciu przez policję Marszu Równości szef MSWiA Ludwik Dorn

Była to odpowiedź na pytanie posła SLD Piotra Gadzinowskiego, dlaczego w sobotę w Poznaniu policja "zaatakowała pokojową demonstrację, a chroniła faszystowskie bojówki".

- Działania policji były modelowe. Policjanci zachowali się całkowicie bezstronnie wobec obu grup demonstrantów. Działali zdecydowanie, ale proporcjonalnie i taktownie. Dla postępowania policji, dowódcy, wyrażam pełne uznanie - odpowiadał Dorn. - Policja nie zaatakowała demonstracji, nie chroniła chuliganów wznoszących faszystowskie okrzyki, nie użyła w żadnym wypadku pałek do rozpraszania demonstracji - przekonywał. Podkreślał, że siły używano wyłącznie wobec osób, które stawiały bierny opór. Polegała na "braniu pod ramiona, za nogi i przemieszczaniu do policyjnego auta".

http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3034595.html

Jacka i Marysię policja ciągnęła za nogi. Marta krzyknęła, żeby przestali szarpać, bo ją rozerwą. Sergiusza zwinęli w pół zdania na oczach telewidzów. Marcin mówi, że ma już pięćdziesiątkę na karku, że ulica to ostateczność. Czuł się zażenowany, że znowu musi jechać suką, że musiał się szarpać z policją. [...] weszły z tubą na kwietnik, żeby zapanować nad złymi emocjami. Bo na "Pedały do gazu" uczestnicy marszu odpowiadali: "Faszyści". Zaczęły skandować: "Dość nienawiści, dość przemocy", ludzie podchwycili. Jak leciały jaja, zasłaniały się bannerem "Różni, ale równi". Kiedy ogłosiły przez tubę koniec marszu i rozdawały świece, żeby ludzie ułożyli pacyfę, zza kordonu tarczowników wyskoczyli lekkozbrojni w kominiarkach i zaczęli wyciągać ludzi. [...]

Starszych demonstrantów, takich jak Marcin Kęszycki, aktor Teatru Ósmego Dnia, policjanci jakoś omijali. Szarpali młodych. W policyjnych walkie talkie słychać było rozkazy: "Brać tych z transparentami". Zobaczył, jak policjant w kominiarce ciągnie za włosy dziewczynę, 18, może 20 lat.

- Proszę pana, co pan robi, ona nie ma nawet transparrr...

Nie skończył, wykręcili mu ręce i pognali do suki. Kazali poczekać, bo policjant w środku bił chłopaka. Skończył, zapakowali. Jechał z ludźmi tylko o parę lat starszymi od swojego syna. Niektórzy mocno przestraszeni, pierwszy raz w suce.

Kęszyckiemu przyszły na myśl lata 80., kiedy 13. każdego miesiąca chodziło się z kwiatami pod pomnik Czerwca '56. Kwiaty trudno było położyć, bo pomnik otaczali zomowcy, ale już za samo posiadanie kwiatów wyszarpywali ludzi z tłumu. Za włosy, nogi, byle zaciągnąć do suki. Nigdy nie było wiadomo, jak się to skończy, aresztem czy pobiciem.

[...] - W jakąś rocznicę Czerwca tajniacy dopadli mnie na ulicy, szedłem wieczorem do znajomego, zacząłem uciekać, gonili mnie samochodami. Skoczyłem między domy, a oni rozbili samochód, więc się wściekli. Dopadli mnie w końcu, tłukli moją głową o gaśnicę samochodową, potem opluli. Długo mnie przesłuchiwali na esbecji. Na koniec tajniak wstaje. "Te drzwi zamykam - mówi - a to okno otwieram". Zgnoić, złamać, a potem niech się młody zabije.

- Śmieszne, że porównujesz tamte czasy z sobotnim marszem.

- Niektórych kolegów z mojego pokolenia też to śmieszy. Mnie nie. Na tym chyba polega problem. Dla mnie teraz jest tak samo serio jak wtedy. Tylko trochę inna dramaturgia, inne dekoracje. Moje pokolenie walczyło o demokrację, a ci młodzi walczą, żeby ta demokracja nie zwiędła. Nie jestem ulicznym zadymiarzem. Pięćdziesiątka na karku. Wiem, że na ulicę się wychodzi tylko w stanie wyższej konieczności. Obserwuję tych młodych, organizują w teatrze spotkanie. Z Modzelewskim, ze Szczuką, Osiatyńskim. Słyszę, jak dyskutują, bardzo serio, to nie są puste hasła. Oni mają ważne sprawy. Poszliśmy z kolegami z teatru na marsz z poczucia solidarności. A na miejscu zrozumiałem, że zostało mi odebrane prawo do sprzeciwu obywatelskiego. W Poznaniu IV Rzeczpospolita zaczęła się od akcji policyjnej. Czułem się zażenowany tym, że znowu muszę jechać suką, że znowu muszę się szarpać z policją.

[...] Sergiusza Wróblewskiego (37 lat) zamaskowani policjanci zwinęli w pół zdania. Właśnie przed kamerami krytykował zachowanie policji. Że to, co robią z młodymi ludźmi, to Białoruś, a nie Europa. Zdążył jeszcze powiedzieć, że te grube miliony, które prezydent Grobelny wydał na promocję Poznania na Zachodzie, zostały właśnie wyrzucone w błoto, bo po marszu chyba nikt w takim Berlinie nie uwierzy, że "Poznań wart jest poznania".

Warto przeczytać całość. Polecam zwłaszcza fanom IV Rzeszpospolitej.

czwartek, listopada 24, 2005

Wiece w całej Polsce

UPDATE: 10 MIAST + BERLIN, NOWE MIEJSCE W GDAŃSKU

Ogólnopolski Komitet “Solidarność z Poznaniem”

zaprasza serdecznie do udziału w wiecach solidarności z Poznaniem:

REANIMACJA DEMOKRACJI.
MARSZ RÓWNOŚCI IDZIE DALEJ!
Ogólnopolskie wiece solidarności z Poznaniem

26 (sobota) i 27 (niedziela) listopada 2005

Elbląg, Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń, Warszawa, Wrocław, Berlin

Wypadki poznańskie – wydany przez władze Poznania zakaz Marszu Równości, a potem brutalne pacyfikowanie przez policję pokojowego zgromadzenia – pokazały, że Polska nie jest państwem prawa. Władza publiczna udowodniła właśnie, że ma za nic konstytucję i wolności obywatelskie. Kierując się czysto ideologicznymi względami i doraźnym interesem politycznym nie tylko uniemożliwia obywatelom i obywatelkom wyrażanie swoich poglądów, ale też pozwala, by faszystowskie bojówki i policja bezkarnie atakowały bezbronnych ludzi. Gdyby władza nie złamała prawa do organizowania zgromadzeń, nigdy by do tego nie doszło. Przypomnijmy, że 11 listopada br. agresywna demonstracja ONR-owska mogła manifestować legalnie chroniona przez policję. Biorąc pod uwagę efekt zakazu, pobitych uczestników marszu, władze z całą pewnością nie miały na celu zapewnienia komukolwiek bezpieczeństwa.

Polska demokracja wymaga reanimacji. W najbliższy weekend 26 (sobota) i 27 (niedziela) listopada w różnych miastach w Polsce (m.in. w Elblągu, Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Warszawie) odbędą się pokojowe manifestacje na znak solidarności z Poznaniem. Wiece są wyrazem protestu przeciwko postępującemu procesowi ograniczania i łamania praw człowieka w Polsce. To jest chwila, żeby pokazać władzy, że nie godzimy się na nowe warunki wolności tylko dla wybranych obywateli o prawicowych poglądach.



W samym Poznaniu, dokładnie tydzień po tym, co się stało, w tym samym miejscu, odbędzie się wiec w obronie demokracji i demonstracji. Marsz Równości idzie dalej!

Marsz Równości nie zatrzymał się na Półwiejskiej w Poznaniu. Marsz Równości idzie dalej po całym kraju.

Mówimy NIE dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, orientację seksualną, kolor skóry, wyznanie czy poglądy polityczne.

Mówimy NIE łamaniu podstawowych praw człowieka i wolności obywatelskich.

Mówimy NIE zakazowi odbywania pokojowych zgromadzeń i wyrażania swoich poglądów.

Mówimy TAK demokracji, tolerancji i solidarności z grupami dyskryminowanymi.

Mówimy TAK wolności zgromadzeń.

Mówimy TAK wolności wyrażania swoich poglądów.

******************************************

Wiece solidarności z Poznaniem odbędą się w:
Elblągu, 27 listopada (niedziela), godz. 18.00, Pl. Słowiański
Gdańsku, 27 listopada (niedziela), godz. 13.00, Długi Targ

Organizatorzy gdańskiego niedzielnego wiecu organizowanego w ramach akcji "Reanimacja demokracji: Marsz Równości idzie dalej" podpisali dziś porozumienie z "Solidarnością" Stoczni Gdańskiej. W porozumieniu strony wyrażają wzajemny szacunek dla siebie i podkreślają,ą wspólne wartości: wolność i demokrację. Na prośbę "Solidarności" stoczniowej wiec w geście dobrej woli został przeniesiony na Długi Targ, w okolice słynnej fontanny z Neptunem. Data i godzina wiecu pozostaje bez zmian.

Katowicach, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Plac Szewczyka pod estakadą przy Dworcu Głównym
Krakowie, 26 listopada (sobota), godz. 14.00, Rynek Główny przy Wieży Ratuszowej
Łodzi, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Pasaż Schillera
Rzeszowie, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Urząd Wojewódzki przy ul. Grunwaldzkiej
Toruniu, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Pod Pomnikiem Kopernika
Warszawie, 27 listopada (niedziela), godz. 12.00, Pl. Konstytucji (między ul. Koszykową i Śniadeckich)
Wrocław, 27 listopada (niedziela), godz. 15.00, na Rynku pod Pręgierzem
Wiec w Poznaniu: 26 listopada (sobota), godz. 15.00, ul. Półwiejska 42

***********************************************

W skład Ogólnopolskiego Komitetu “Solidarność z Poznaniem” wchodzą następujące organizacje (w porządku alfabetycznym): Demokratyczna Unia Kobiet (Gdańsk), Federacja Anarchistyczna (Gdańsk), Federacja Młodych Unii Pracy (Gdańsk), Fundacja eFKa (Kraków), Fundacja Kultura dla Tolerancji (Kraków), Fundacja Przestrzenie Dialogu (Gdańsk), Kampania Przeciw Homofobii, Koło Naukowe Gender Studies, Uniwersytet Gdański, nieformalna grupa Łódź Gender (Łódź), łódzki oddział Centrum Praw Kobiet (Łódź), Młode Centrum (Gdańsk), Partia Demokratyczna (Gdańsk), Platforma Ideowa Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja, Młodzi Socjaliści Podkarpacie, Porozumienie Kobiet 8 Marca (Warszawa), Porozumienie Lesbijek (LBT), Ruch Nowa Generacja, Socjaldemokracja Polska (Gdańsk), Stowarzyszenie Lambda Warszawa, Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści (Gdańsk), Unia Lewicy (Gdańsk), Zieloni 2004.

Przegląd prasy

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3030580.html

Co jest "złą ideologią"? Ni mniej, ni więcej tylko chronione przez polską konstytucję postulaty walki z dyskryminacją ze względu na orientacją seksualną. Dla Strąka to ideologia bardzo zła. Zestawił ją nawet z faszyzmem i komunizmem. [...] Może odchodząca w przeszłość cywilizowana debata to tylko, jak chcą wszechpolacy, klatka postawiona przez zwolenników "politycznej poprawności"? I że teraz standardy dyskusji w demokratycznym państwie wyznaczać ma tak dowartościowywane przez nową władzę Radio Maryja i obrażający inteligencję większości widzów poseł Strąk?

Tak tak. Faszyzm był bardzo dobrze znany z walki z dyskryminacją, zaś komunizm jako swój główny cel widział zlikwidowanie nierówności i poprawę sytuacji grup dyskryminowanych, np. działaczy prawicy. Tak bardzo im chciał pomóc, że nawet niektórzy przeszli na sponsorowany przez państwo wikt.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3030286.html

To władze lokalne powinny wskazywać organizatorom manifestacji miejsca na wyrażanie poglądów - proponuje zastępca prezydenta Poznania Tomasz Kayser. Organizatorzy sobotniego Marszu Równości pomysł kwitują krótko: karygodny.

Ależ pomysł świetny, świetny. Na przykład pogląd, że homoseksualiści to też ludzie możnaby manifestować gdzieś w lesie za miastem.

http://www.rzeczpospolita.pl/.../kraj_a_14.html

Wniosek o zgodę na demonstrację trafił właśnie do gdańskiego magistratu. - Ma to być protest przeciw łamaniu demokracji, brutalnej akcji policji w Poznaniu, planujemy też happenig "Agonia demokracji" - twierdzi Artur Czerwiński, działacz feministyczno-gejowski. Dziennikarzy oficjalnie poinformowano, że ma to być akcja pod hasłem "Marsz Równości idzie dalej". - Mamy trzy dni na rozpatrzenie wniosku - wyjaśnia Maciej Turnowiecki, rzecznik prezydenta miasta.
- Taki wiec pod krzyżami, w miejscu gdzie w grudniu 1970 ginęli ludzie? Po wyborze miejsca wyraźnie widać, że nie chodzi im o wolność seksualną, tylko o prowokację i zadymę - nie kryje oburzenia Jerzy Borowczak, wiceprzewodniczący "S" w Stoczni Gdańskiej.


Taaak, idzie o wolność seksualną, to będzie kolejna listopadowa orgia, bo homoseksualiści ubóstwiają orgie w chłodne deszczowe poranki i właśnie taki jest cel manifestacji. Jakie to żałosne, że osoby, które kiedyś walczyły o wolność poglądów i manifestacji teraz dają do zrozumienia, że chodziło wyłącznie o ICH poglądy i ICH manifestacje...

http://www.rzeczpospolita.pl/.../kraj/kraj_a_2.html

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się dzisiaj, do Sejmu weszłyby tylko
trzy ugrupowania - PiS, PO i Samoobrona.

http://www.rzeczpospolita.pl/.../kraj_a_2-1.F.jpg

Cóż, Polakom gratulujemy wyborów.

http://www.rzeczpospolita.pl/.../publicystyka_a_2.html
Nasze społeczeństwo jest w przeważającej większości przeciwne demonstracjom homoseksualistów. Niechęć ta nie wynika jednak z nienawiści do homoseksualistów, lecz z zupełnie innych przyczyn. Publiczne manifestowanie swej seksualności (jakakolwiek by była) jest w Polsce niezrozumiałe i nieakceptowane. [...]

O czym z pewnością wiedzą pary heteroseksualne, wylizujące sobie migdałki w metrze, na przystanku autobusowym, w księgarni, w kawiarni, na ulicy, twórcy reklam oraz Lech Kaczyński, który tak bardzo chciał zamanifestować swą seksualność (jakakolwiek by była) że nawet babcię na plakat zaciągnął. A nie, przepraszam, to był właśnie Lech Kaczyński. Tak się składa, że życie przeciętnego heteroseksualisty w dużym stopniu się składa z "manifestowania swej seksualności". Czym innym jest kobieta w ciąży, jak nie manifestacją seksualności? Czym jest para trzymająca się za ręce, jeśli nie manifestacją seksualności owej pary? Tyle, że jeśli para jest hetero, seksualność demonstrować powinna, bo to "normalne", a jeśli homo, to nie powinna, bo to chore i ohydne -- i to właśnie pani Sonik swoimi zgrabnymi słówkami próbuje wyrazić.

Demonstrujący mówią, że chodzi im o swobodę wyrażania poglądów. Ale ta swoboda istnieje. Są gejowskie strony internetowe, są liczne środowiskowe pisma. Ogólnie dostępne media też chętnie udzielają łamówi mikrofonów działaczom środowisk homoseksualnych. Istnieją i mają się świetnie gejowskie kluby i kawiarnie.

Szkoda, że pani Sonik nie umie sobie wyobrazić, jak pięknie by było, gdyby wolno jej demonstrować swoje poglądy w zamkniętych klubach dla Soników i na gejowskich stronach internetowych.
Przeprowadźcie eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, że na wszystkich plakatach w mieście widać pary homoseksualne; dookoła lesbijki i geje wychowują małe homoseksualne dzieci (powstałe, na przykład, za pomocą in vitro). Filmy dotyczą wyłącznie miłości homoseksualnej, film, w którym występuje para hetero jest oprotestowywany przez Ostrych Skórzaków z Radia Motocykl i wchodzi na ekrany w atmosferze skandalu. Albo wcale. Heteroseksualistom nie wolno mieć dzieci, nie wolno się pobierać ani rejestrować swojego związku, a za pocałunek w miejscu publicznym grozi im pobicie (co by o tym myślała pani Sonik, pobicia homoseksualistów za pocałunek w publicznym miejscu się zdarzają i akurat ja wiem o tym bardzo dobrze).
I co, pani Liliano? Czuje się pani komfortowo z taką wizją? Przecież wolno pani chodzić do klubów dla heteroseksualistów, są liczne środowiskowe pisma. Niezadowolona? To niech pani sobie wejdzie na www.heteroseksualizm.pl, a tam pani poczyta, że ma pani prawo do życia jak każda normalna osoba. Tylko niech Pani niechcący nie wejdzie na www.heteroseksualizm.org, bo ilość nagromadzonych tam bluzgów i wezwań do Adolfiny Hitlerriny aby wróciła i wytłukła heteroseksualne wszy grozi załamaniem.

[...]
DLACZEGO WIĘC MANIFESTUJĄ?
Trudno powiedzieć, bo poza emocjonalnymi oskarżeniami o nietolerancję, homofobię i ciemnotę, nie sposób usłyszeć konkretów.


Proszę do mnie zadzwonić, szanowna pani.

Nie jest łatwo być homoseksualistą. Nie jest też łatwo być dzieckiem, kobietą czy starcem. Coraz trudniej być mężczyzną czy rodzicem. Listę cierpiących z powodu swej kondycji można wydłużać w nieskończoność.

Osoby, które kiedykolwiek zostały pobite w związku z byciem kobietą lub rodzicem proszę o kontakt.

http://www.rzeczpospolita.pl/.../publicystyka_a_1.html
Po raz trzeci urzędnicy polskiego, demokratycznego państwa złamali podstawowe prawo, gwarantowane przez Konstytucję RP. Jest to prawo, za które do więzienia szli najpierw przedstawiciele demokratycznej opozycji, a potem podziemnej "Solidarności". Jest to prawo wolności słowa, przekonań, zgromadzeń i swobodnego stowarzyszania się. To samo jądro praw obywatelskich i ludzkich, które, dawno przyjęte przez ONZ, zostały uznane przez Jana Pawła II za prawa naturalne, w tym kościelnym sensie słowa, a więc prawa jednostek, osób, dane przez samego Boga, i które nie mogą być przez nikogo, zwłaszcza przez żadną większość, komukolwiek zabrane. [...] uzbrojone po zęby i używające koni oddziały policji zaatakowały w końcu demonstrujących przedstawicieli organizacji gejowskich, lesbijskich, feministycznych i całego kręgu stowarzyszeń, które przyłączyły się do tej manifestacji. Ze względu na zakaz przemarsz ulicami miasta zamieniono na wiec. I oto ofiarami ataku przedstawicieli państwa nie stali się ci, którzy na co dzień dają wyraz wrogości i nienawiści, lecz ci, którzy po to chcieli zrealizować swą manifestację, aby zaprotestować przeciwko dyskryminacji i nienawiści.

[...] Można zapytać, rzecz jasna, co się stało z tą Polską, która w ponurych latach zniewolenia dawała wyraz swym pluralistycznym przekonaniom. Gdzie się podziała ta młoda i pełna wigoru Polska, która z wielką odwagą i jednocześnie poczuciem odpowiedzialności wsparła demokratyczną, pomarańczową rewolucję na Ukrainie? Teraz z całą pewnością stoimy wobec zagrożenia podstaw własnej, polskiej demokracji. I nie ma w tym, niestety, nadmiernej przesady.


Dalej nie przeglądałem, bo po listach od czytelników zrobiło mi się niedobrze.

poniedziałek, listopada 21, 2005

Nierówności wyrównuje się walcem

za portalem gejowo:

Na portalach internetowych rozpowszechniany jest fragment wypowiedzi Jana Rokity z radiowego programu „Siódmy dzień tygodnia”. Materiały Polskiej Agencji Prasowej cytują jednak zaledwie fragment wypowiedzi niedoszłego premiera. Na jej podstawie można odnieść wrażenie, że była to wypowiedź pełna tolerancji dla manifestujących lesbijek i gejów.

Wypowiedź zaczyna się natomiast od następujących słów:„We mnie, w każdym bądź razie, cienia sympatii do bardzo specyficznego gatunku ludzi, który postanawia na ulicach demonstrować to, jak zaspakaja swoje potrzeby seksualne, nie ma. To akurat uważam za przejaw dziwactwa, nienormalności, przełamania normalnej, naturalnej, granicy między sferą prywatności a sferą publiczną. Tego typu demonstracji nie cierpię, mam ochotę z nimi polemizować publicznie. Uważam je za świadectwo degradacji życia publicznego i tyle.”

I dopiero potem padły słowa:

„lepiej, gdy demonstracje, jak już się mają odbywać, są legalne. Wszystkie polskie doświadczenia pokazują, że władza nie dysponuje w Polsce zdolnością egzekwowania zakazów. Zakaz oznacza, że demonstracja się odbywa, ale odbywa się bardziej agresywnie, głośno i jest większa awantura"

***

Dwa miesiące po wyborach parlamentarnych chęć głosowania na Prawo i Sprawiedliwość deklaruje 43 proc. ankietowanych. Poparcie dla PiS wzrosło o 16 proc. w porównaniu z wynikiem wyborczym tej partii - wynika z najnowszego sondażu CBOS.

***

Dzięki o. Rydzykowi rządowe limuzyny można zobaczyć coraz częściej na ulicach Torunia. W sobotę do studia Telewizji Trwam i Radia Maryja przyjechali: minister gospodarki Piotr Woźniak oraz transportu i budownictwa Jerzy Polaczek. Przed nimi byli tam już premier Kazimierz Marcinkiewicz, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann - wylicza dziennik.

Zdaniem rzecznika rządu Konrada Ciesiołkiewicza to nic dziwnego: "Premier i ministrowie, w miarę możliwości, starają się przyjmować zaproszenia wszystkich mediów".

Toruń może zyskać na częstych odwiedzinach członków rządu. Podczas sobotniej audycji do programu dodzwonił się o. Rydzyk, który poskarżył się na stan drogi z Warszawy do Torunia. "Nawet w Białorusi czy na Litwie są lepsze drogi czy autostrady, nie mówiąc już o zachodnich".

"Co do drogi do Torunia, to ja się przyłączam" - przytaknął minister Woźniak. "Coś z tym zróbmy. Toruń to znakomita atrakcja turystyczna, niezwykle trudno dostępna, niemalże jak w głębi puszczy amazońskiej. To jest stan do zmiany" - powiedział minister "Gazecie Wyborczej".

***

Mimo zakazu przed godz. 15 na deptaku pojawiło się kilkuset uczestników. - Pokojowej demonstracji nie można uznać za nielegalną - mówili przez megafony. Nie zdołali jednak ruszyć, bo drogę zagrodziła im policja. Po drugiej stronie kordonu zebrała się kilkudziesięcioosobowa grupa przeciwników marszu. "Pedały do gazu!", "Zrobimy z wami, co Hitler zrobił z Żydami!" - krzyczeli młodzi ludzie ubrani w dresy, zaczęli rzucać jajkami i łajnem policyjnych koni. Wśród przeciwników marszu byli działacze Młodzieży Wszechpolskiej, którzy - według jednego z nich Artura Kuśmidra - robili zdjęcia uczestnikom demonstracji; zamierzają przekazać je policji jako dokument świadczący o tym, że złamano prawo. [Niestety, młodym ludziom ubranym w dresy zapomnieli zrobić zdjęcia.]

Ok. godz. 16.30 z zapalonych zniczy ułożyli "pacyfę" przed szpalerem policjantów, ale ci zaczęli ich po chwili wciągać siłą do furgonetek. Kilkanaście osób brutalnie wlekli po chodniku, jednego chłopaka - głową po ziemi. - Gestapo! Zomo! Wolność zgromadzeń! Nie Białoruś, to jest Polska! - krzyczeli pozostali manifestanci.

60% głosujących na portalu gazety pozytywnie ocenia zachowanie policji.

***

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3022224.html

Żadne żonglowanie prawem nie zmieni faktu, że zakazywanie pokojowych zgromadzeń jest łamaniem konstytucji. Wie o tym prezydent Poznania Ryszard Grobelny choćby dlatego, że rok temu przegrał przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym sprawę o zakazywanie Ruchowi Wolny Kaukaz protestów przeciwko wojnie w Czeczenii. Sąd powiedział wtedy, że administracji publicznej nie wolno uzależniać korzystania z wolności zgromadzeń od własnych ocen i poglądów.

I nie pomoże tu kombinowanie, że wolność zgromadzeń nie dotyczy homoseksualistów, bo każde ich publiczne pokazanie się jest demonstracją seksualności. Czy wymyślanie, że przemarsz ubranych ludzi pod hasłami równości będzie "prezentowaniem treści pornograficznych osobom, które sobie tego nie życzą", czyli przestępstwem z kodeksu karnego (to patenty Lecha Kaczyńskiego, gdy zakazywał Parad Równości w tym i zeszłym roku). Ani powoływanie się na zagrożenie bezpieczeństwa, porządku i mienia przez kontrdemonstrantów. Bo orzecznictwo Trybunału w Strasburgu jest od trzydziestu lat ustalone: to władza ma zapewnić korzystanie z wolności zgromadzeń, w tym ochraniać zgromadzonych przed atakami przeciwników. To wszystko preteksty. I prędzej czy później ocenią je sądy.

Ja tego komentować już nie będę, fragment o Hitlerze wysłałem wojewodzie wielkopolskiemu z gratulacjami z okazji posiadania tak wspaniałych sojuszników.

niedziela, listopada 20, 2005

Sprawna akcja poznańskiej milicji

"W poniedziałek, 30 maja w Komendzie Wojewódzkiej MO, o godz. 7.00 odbyła się krótka odprawa przedstawicieli sił porządkowych. W rejon ewentualnej konfrontacji wysłano patrole. Służba bezpieczeństwa zajęła przygotowane wcześniej punkty obserwacyjne, z których miano fotografować zajścia. Przy ul. Partyzantów stanął w pogotowiu oddział ZOMO*. Odwód stanowiła kompania szkolna. Straż pożarna postawiła w stan alarmu załogę pompy strażackiej. Szczególnie przygotowała się Komenda MO przy ul. Kasprowicza. Tymczasem w domu katolickim nic się nie działo. Do godz. 9.00 zebrało się nie więcej niż 15 osób. Były to przede wszystkim kobiety należące do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Jednocześnie do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej udała się delegacja parafian z wcześniej przygotowaną petycją (z podpisami 1200 mieszkańców, które przy pomocy parafian zebrał ks. Kazimierz Michalski i 26 maja złożył w Kurii. Ks. Biskup Wilhelm Pluta poparł prośbę i wysłał petycję do Warszawy - przyp. red.). Żądano odstąpienia lub wstrzymania eksmisji przynajmniej do czasu nadejścia odpowiedzi od Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego. W pierwszych minutach delegacja nie została przyjęta. Jednak po namyśle władze administracyjne odesłały ją do lokalnych władz partyjnych. Te zaś dopiero po pół godzinie rozpoczęły rozmowy. Sekretarz KM PZPR* Jan Gomółka nie mógł podjąć decyzji bez konsultacji z Komitetem Wojewódzkim PZPR. Prawdopodobnie konsultacja ta się odbyła i odpowiedź z KW była negatywna. Świadczy o tym wypowiedź I Sekretarza KW PZPR Tadeusza Wieczorka, który na posiedzeniu Egzekutywy KW 1 czerwca stwierdził wprost "odraczanie eksmisji oznaczałoby naszą słabość". Przejęcie domu katolickiego w jego odczuciu było więc sprawą prestiżu władzy. W tym czasie, w budynku, jak zwykle w poniedziałki odbywała się nauka religii. Prawdopodobnie po negatywnej odpowiedzi władz partyjnych, o godz. 9.50, w asyście kilku funkcjonariuszy MO, do budynku podeszła grupa eksmisyjna. Jednak kobiety przebywające w budynku i na zewnątrz nie chciały wpuścić przedstawicieli władz miejskich. Utarczki słowne, trwały około kwadransa. W tym czasie przed budynkiem zgromadziło się około 200 osób, w większości obserwatorów zatargu. Kilkunastoosobowa grupa została zasilona przez starsze osoby wychodzące z kościoła p.w. Matki Bożej Częstochowskiej oraz, młodszych przyjezdnych, oczekujących na sąsiednim dworcu autobusowym PKS. W tym czasie podjechały na plac samochody z kompanią ZOMO. O godz. 10.05 rolę władz miejskich przejęli mundurowi. Wezwali oni do rozejścia się. Wystąpienie porucznika Kazimierza Węcka, zamiast uspokoić, jeszcze bardziej wzburzyło zebranych. Zomowcy zaatakowali zebranych na placu. Ludzie nie stawiali żadnego oporu. Bici pałkami, rozpierzchli się po okolicznych sklepach i podwórkach. [...] Bito pałkami uciekających. Tłum podzielił się na kilka części. Grupa milicjantów wrzuciła pojemniki z gazem do kościoła i bijąc pałkami zaczęła wyciągać zgromadzonych w świątyni!!! Wówczas, z okrzykami (...) ruszyła grupa z rejonu ul. Żeromskiego. W kierunku milicjantów poleciały kamienie i kawałki cegieł. (...) Komendant wojewódzki MO pułkownik Henryk Piotrowski powiadomił Komendę Główną o sytuacji w mieście. Prosił o przysłanie posiłków. Według ustaleń około 100 milicjantów poznańskiego ZOMO miało czekać w pogotowiu w Sulechowie. Także wówczas wezwano oddział gorzowski. Wydano polecenia aby przygotowana później rezerwa MO z Gorzowa podciągnęła do Świebodzina. (...) Pierwsze przybyło ZOMO z Gorzowa Wlkp., o godz. 13.15 (...). Milicja poznańska, w "długich podgumowanych płaszczach z wyciągniętymi pałami" rozpoczęła akcję o godz. 16.00".

30 maja 1960, Poznań.

Kiedy zeszliśmy po konferencji pod Stary Browar, były tłumy policji, które
niemal od razu otoczyły nas kordonem. Zamknięto nas z jednej, i z drugiej
strony ulicy. Niestety to uniemożliwiło to części osób, które chciały się
przyłączyć do Marszu, przejść na naszą stronę. Było nas więc niezbyt dużo -
ok. 300, może trochę więcej osób. Podeszliśmy z wielkim transparentem do
kordonu policji z hasłami: Manifestacja pokojowa, Dość dyskryminacji, dość
homofobii; Wolność słowa, wolność zgromadzeń; Promujemy tolerancję,
Promujemy demokrację; Dość nienawiści, dość przemocy. Wolność, równość,
tolerancja, Przepuśćcie nas. Zróbcie miejsce dla demonstracji. Itp. Niestety
nie ruszali się ani na krok. Leciały jajka. Ale spokojnie można się było
uchronić. Z naprzeciwka wielka grupa, skandująca "Pedały, pedały".
Zakrzyczęliśmy ich "Homofobię da się leczyć". W końcu zaczęliśmy chodzić w
kółko z hasłem: "Demonstracja chodzi wkoło".
Wróciliśmy do punktu wyjścia. Okazało się, że policja po bokach zaczęła
spisywać demonstrantów. Mówiliśmy, że nikt nie może zostać ukarany za udział
w nielegalnej demonstracji. Odpowiedzialni są tylko organizatorzy.
Mówiliśmy, że policja ma nam zapewnić bezpieczeństwo. Policjanci, którzy
spisywali odchodzą na bok. Nas jako komitetu nie ruszają. "Niech policja nas
obroni, a bandytów niech przegoni".
Tyły mówiły nam, że policja szykuje armatki, że coś nawołuje. No więc my
(Komitet org) znowu szliśmy do tyłu (wkoło). Spokój. Wracamy. Próbujemy
wpłynąć na nich, żeby nas przepuścili. Widać, że ul Półwiejska jest już
pusta. Stoi tylko mała grupa Młodzieży Wszechpolskiej i agresywnie krzyczy.
Rozdają ludziom zawiadomienia o przestępstwie. Policja pozwala im stać.
Próbujemy przejść. Nie daje się, więc apelujemy do wszystkich o zapalenia
świeczek za demokrację (wcześniej je rozdaliśmy). Zapalamy. Podejmujemy
decyzje, żeby powoli kończyć. Komitet postanawia więc skierować się do
jednego kwietnika by położyć świeczki. Na chwilę nasz komitet nie jest
razem, osoby z transparentem podeszły do drugiego kwietnika, ale zaraz
wracamy. Nawołujemy do zakończenia, ale przed tym nawołujemy do ułożenia
pacyfy z palących się świec.
I ten właśnie moment wykorzystuje policja, podbiegając do ludzi, którzy
układają pacyfę, szarpiąc ich i aresztując. Ludzie w przerażeniu (policja
jest brutalna i nie liczy się z tym, że komuś z nas może stać się krzywda),
siadają na ziemi, niektórzy się przewracają. Trzy osoby z komitetu wchodzą
na kwietnik. Skandujemy: Dość nienawiści, dość przemocy; Zostawcie nas;
Puśćcie ich. Robi się coraz bardziej gorąco. Ludzie wyciągani są z tego
sittingu w sposób brutalny, szarpani i bici. Skandujemy: To jest pogrzeb
demokracji, Nie róbcie z Polski Białorusi; Demonstracja pokojowa. Zaczynają
zwijać osoby z komitetu org. Wykorzystują to, że nie stoimy razem w siedem
osób, które były w komitecie. Wykorzystują rozproszenie. Wyciągają Martę,
która siedzi w sittingu; za chwilę bardzo brutalnie wyszarpują Agatę.
Wyciągają Gaję i Asię. Kindze udaje się uchronić. Może nie zauważyli, że
była w komitecie. Monika i ja, stałyśmy z tubą, krzycząc o pogrzebanej
demokracji. Za chwilę jednak wyciągają również nas. Wyciągają tak około
50-60 osób. Stoimy zaaresztowani. Jest zimno. Jedna z koleżanek z Warszawy
zgubiła w tej szarpaninie plecak. Prosimy policję, by go poszukali. Mają to
gdzieś. Koleżanka chce spisać numer tych panów policjantów, nie chcą
oczywiście podać. Część osób odjeżdża dużym radiowozem. Stoję dalej w małej
grupce i marznę. Widzę, że reszcie policja pozwala się rozchodzić. Nie
pozwalają dziennikarzom zbliżyć się do nas. Podjężdżają następne radiowozy,
mniejsze. Chcę wejść, bo mi cholernie zimno. Nie pozwalają. Ładują innych. W
końcu widzę jakąś policyjną szychę, jakich ich przełożony, zadowolony z
siebie. Mówię mu o tym plecaku Beaty, a on mi każe iść go poszukać. No to
idę, po drodze spotykam ludzi z Teatru 8 Dnia, proszę ich, żeby szli ze mną,
bo nie wiem, dlaczego policjanci pozwolili mi tak sobie pójść (okazuje się,
że kilka osób tak wypuścili). Plecaka nie ma, potem znajduje się na
szczęście na policji. Ale ja wychodzę z tego zamieszania wolna, rozmawiam z
kilkoma osobami z mediów. Są równei przerażone tym, co się stało, jak my.
Reszta trafia na komisariaty, są spisywani i nie podaje im się informacji za
co i dlaczego.


Iza Kowalczyk, Porozumienie Kobiet, 19 listopada 2005.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3022966.html

68 uczestnikom nielegalnego Marszu Równości, który mimo zakazu władz miasta i województwa odbył się w sobotę w Poznaniu, grożą kary grzywny do 5 tysięcy zł i do miesiąca aresztu [...] Prokurator Adamski zwrócił uwagę, że "o ile polskie ustawodawstwo przewiduje karę za lżenie z powodu rasy, narodowości czy wyznawanej religii, to nie ma w nim mowy o karaniu za lżenie z powodu orientacji seksualnej".

piątek, listopada 18, 2005

Napiszcie do prezydenta!

Nieczęsto zdarza się, aby osoba na wysokim stanowisku przyznawała się otwarcie do tego, że nie potrafi sprostać wymogom owego stanowiska. Prezydent Poznania, niejaki Ryszard Grobelny, oraz komendant policji miasta Poznania stwierdzili właśnie, iż nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa legalnej demonstracji. Kto w takim razie ma się tym zająć? Krasnoludki?

Zachęcam czytelników bloga$ka do wysłania następującego maila. Dla Waszej wygody przygotowałem listę adresatów, temat i treść. Kopiujcie i ślijcie!

Adresy:

Prezydent@um.poznan.pl, krs@um.poznan.pl, kraj@agora.pl, polityka@polityka.com.pl, ikosmala@redakcja.nie.com.pl, m.messner@eib.org, rzecznik@mswia.gov.pl, dorota.malesa@newsweek.pl, news@antyradio.pl

Temat:

Prośba do prezydenta Poznania o rezygnację z pełnionej funkcji

Treść:

Szanowny Panie Prezydencie, w związku z wyrażoną przez Pana na piśmie i potwierdzoną przez wojewodę niezdolnością do zapewnienia bezpieczeństwa pokojowej demonstracji z okazji Międzynarodowego Dnia Tolerancji UNESCO oraz mieszkańcom Poznania, niniejszym wzywam Pana oraz Komendanta Miejskiego Policji do natychmiastowego podania się do dymisji.

Jest niedopuszczalne, aby osoby, które w oczywisty sposób nie są zdolne do wykonywania swoich obowiązków, pozostawały dłużej na stanowiskach.

Z pewnością zgodzi się Pan z moim zdaniem.

Jednocześnie pragnę wyrazić pełne poparcie dla Marszu Tolerancji w Poznaniu i zaprotestować przeciwko jego zakazaniu.

Z poważaniem,

[imię i nazwisko]

I znów bez komentarzy

Marta Jermaczek, Zieloni 2004

List

Mam 23 lata. Kiedy trwała walka o wolność i demokrację, byłam całkiem małym dzieckiem. Znam ją tylko z książek, filmów, opowiadań rodziców. Podobno najpierw było upokorzenie, a z niego wzięła się wściekłość. Żyję w wolnym i demokratycznym kraju. Czuję się upokorzona. Zaczynam być wściekła.

Prezydent Poznania wydał zakaz Marszu Równości, który ma się odbyć 19 listopada (sobota) z okazji Międzynarodowego Dnia Tolerancji UNESCO. W uzasadnieniu napisano, że marsz będzie "zagrożeniem - w sposób szczególny - dla porządku publicznego, a w sposób wyjątkowy - dla majątku w znacznych rozmiarach".

Jest 15 listopada, wtorek, dowiedziałam się o zakazie marszu. Siedzę w studiu telewizyjnym i oglądam materiał, który za chwilę mam skomentować. "Urzędnicy i policja boją się strat, jakie mogłyby powstać, gdyby poznańskim deptakiem przemaszerowało pół tysiąca demonstrantów". Powołują się na wydarzenia sprzed roku, kiedy chuligani - nie demonstranci, dlaczego za każdym razem trzeba to powtarzać? - doprowadzili do zamieszek, bitwy z policją oraz zniszczyli dwa samochody. Codziennie deptakiem maszerują tysiące przechodniów. Od kilku tygodni powtarzamy: Marsz Równości, solidarność społeczna, demokracja, różnorodność, tolerancja. Słyszę: parada, parada, parada.

14 listopada ustaliliśmy z policją, że zapewni nam bezpieczeństwo na proponowanej przez nas - trochę skróconej na ich prośbę - trasie przemarszu. "Żebyście znowu nie mówili, że jesteśmy nieudolni". Nie podpisałam żadnego protokołu, nie miałam dyktafonu, nie nagrywałam szczegółów spotkania. Teraz słyszę wypowiedź rzecznika policji, z której dowiaduję się, że proponowano nam inną trasę, inne miejsca (np., z czym spotykam się po raz pierwszy, na poznańskiej Malcie), ale upieraliśmy się przy tych potencjalnie niebezpiecznych. Jak mam to nazwać, żeby nie wylądować za kratkami albo przynajmniej na robotach publicznych? Jak udowodnić, że było inaczej, skoro jestem ciągle jeszcze tak naiwna, że wierzę ludziom na słowo?

Chciałabym dyskutować z argumentami, rzetelnymi i popartymi obowiązującym prawem. Chciałabym swobodnie i publicznie powoływać się na prawo polskie i międzynarodowe - moje prawo - kiedy wiem, że jest łamane. Wiem, że nie wszystkim ono się podoba, a na pewno nie podoba się ludziom, którzy weszli w skład nowego rządu. Nie podoba się, bo od dawna deklarują, że chcą je zmienić. Nie podoba im się, że osoby homoseksualne mogą mówić publicznie o swoim prawie do godnego życia, że nie dla wszystkich katechizm jest ważniejszy od konstytucji, że nie wszyscy godzą się z tym, że są w Polsce nie u siebie.

"Wolność zgromadzeń jest czymś nadrzędnym i istnieje domniemanie możliwości odbycia zgromadzenia. Ewentualny zakaz jest dopuszczalny, ale musi być niezwykle dobrze uzasadniony. Trudno oszacować, czy faktycznie zgromadzenie wywoła zagrożenie dla mienia, czy też nie, przed jego odbyciem. Rolą władzy jest to, żeby zapewnić porządek w czasie zgromadzenia" - skomentował zakaz marszu Sławomir Cybulski z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Wychodzę ze studia, rozmawiam z panią X z urzędu miasta. - "No, to teraz już będziecie wiedzieć, czegoś się nauczycie" - mówi. Będziecie wiedziały, drogie dzieci, że żelazko parzy. A mówiliśmy: nie dotykać. Pytam, gdzie moglibyśmy zorganizować ewentualny wiec, jeśli odwołanie się od decyzji do wojewody nie poskutkuje. Może na Starym Rynku? - "Nie sądzę".

czwartek, listopada 17, 2005

Zarzucono mi...

Zarzucono mi, że piszę "gorzko". Że to, co piszę, jest "dołujące". Tudzież smutne. Niestety, nikt nie zarzucił mi, że piszę nieprawdę.

Dzisiaj nie będę wiele komentować, wstawię tylko trochę długich cytatów z tekstu Bożeny Umińskiej opublikowanego w Przeglądzie.

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=78

Według wydanej niedawno „Anatomii faszyzmu” Roberta Paxtona, jest kilka cech wyraźnie łączących postawy faszystowskie. A więc:
1. Jej występowanie łączy się w świadomości jakiejś grupy ludzi z poczuciem ogromnego kryzysu, którego nie da się rozwiązać bez zasadniczych zmian, wliczając zmianę modelu państwa (np. IV RP zamiast III).
2. Obowiązuje zasada prymatu grupy (np. biedni, bogobojni Polacy) nad jednostkami.
3. Ta grupa jest ujmowana jako ofiara, co usprawiedliwia różne działania podejmowane w jej imieniu bez prawnych czy moralnych ograniczeń.
4. Podsyca się lęk przed szkodą czy upadkiem grupy, wywołany działaniem indywidualistycznego liberalizmu przez konflikt klasowy lub obce wpływy (np. Unii).
5. Pojawia się potrzeba dalszej integracji, co często dzieje się przez odwołanie się do określonych wartości (np. katolicyzm) i/lub przez wykluczanie innych grup (np. geje, lesbijki, feministki).
6. Zawsze łączy się z potrzebą autorytetu i zawsze jest nim mężczyzna w roli przywódcy.

Pasuje? Po części bardzo. Gdyż oscylujemy gdzieś wokół tego modelu. Czy Polacy są dziś najbardziej autorytarnie nastawionym społeczeństwem w Europie? Sama jestem zdziwiona, ale wypadnie sobie odpowiedzieć, że – może poza Rosją – tak. Polska jest blisko – lub właśnie realizuje jakąś wersję neofaszyzmu z początku XXI w. Nie ma co się czarować, odczujemy to na własnej skórze.

[...] Wielu dziennikarzy z powodzeniem zarzuca wszelkie elementy krytycznego myślenia, by już tradycyjnie, po polsku konformistycznie dopasować się do niepasującej im rzeczywistości. Janina Paradowska, komentatorka, którą uważałam dotąd za przytomną [podobną przemianę przeszedł nowonarodzony konserwatysta Jacek Żakowski -- O.], rozważa na temat Kaczyńskich w „Polityce” (29.10.2005 r.). Pisze więc, że koalicja PO i PiS była naturalna (?), a ta z „Samoobroną i PSL, wspierana przez Radio Maryja – po wyborach stanie się obciążeniem. Jarosławowi Kaczyńskiemu była taktycznie niezbędna, lecz obu braciom musi być kulturowo obca”. (Raczej chodzi jej o „mentalnie”). I może musi, ale nie jest. Bracia zdecydowali się na rzecz paskudną i mam nadzieję, że będą się za to smażyć w piekle – wciągnęli w pasmo mainstreamu antysemickie, jadowite jak skorpion Radio Maryja. A skoro to zrobili, a Lech Kaczyński został prezydentem, a pani Paradowska chce się pocieszyć, to pisze, że był to sojusz „taktycznie niezbędny”. I nie pomyśli nawet, że jednak moralnie był zbędny, a nawet był złem.Sam Lech Kaczyński nie mówi o obcości, odwrotnie, wyborcy Radia Maryja – powiedział – są mu bliżsi niż ci od Leppera, dobrzy i bogobojni ludzie („Przekrój”, 27.10.2005 r.). Redaktorzy „Przekroju” choć znają treść rozmowy, na okładce dają dramatyczne pytanie dotyczące Lecha Kaczyńskiego: „Czy jest zakładnikiem brata, Leppera i Radia Maryja?”. Ciekawy zakładnik, który sam siebie wziął w niewolę, dla własnej potrzeby sprawowania władzy. No cóż, dziennikarze mają niewygodę, bo prezydent elekt wszedł w towarzystwie nieco śmierdzącym, więc tym gorzej dla faktów. Jakoś się je zwalczy, zaczaruje, zamaże.

[...] „GW” za „Faktem” publikuje zdjęcie Młodzieży Wszechpolskiej. Wesoło pozdrawia się ona gestem Sieg Hail! Czy dowiemy się niedługo, że w zasadzie ten gest w dawnej kulturze Indii znaczył „obyś był zdrów” i o to im idzie? Życzą sobie zdrówka przy piwie. Prof. Hołda z Fundacji Helsińskiej powiada: „Gesty typu Sieg Hail są zakazane tylko wtedy, kiedy łączą się z publicznym propagowaniem faszyzmu. A oni tylko siedzą w knajpie, piją piwo i się pozdrawiają. Jak kiedyś hitlerowcy w Bawarii” („GW”, 31.10-1.11.2005 r.). Zwariować można. Jakie „tylko”? Tylko „jak hitlerowcy” czy tylko „piją piwo”? Czy mamy czekać na ten proces, który niegdyś zaczął się w Bawarii, a doprowadził do Auschwitz? Żeby profesor z Fundacji Helsińskiej (może to inna fundacja?!) usprawiedliwiał Młodzież Wszechpolską i jej hitlerowskie gesty? Toteż właśnie sąd oddalił pozew młodzieżówki Unii Demokratycznej o delegalizację tej organizacji. Toteż Huelle przegrał w pierwszej instancji z ojcem Rydzykiem. Toteż będzie gorzej i gorzej. Dziękujemy profesorowi i fundacji!

„Śpi pijany świat”, jak mówił poeta XVII-wieczny, przejęty tamtą sarmacką Polską. Śpi, czeka na koszmarny sen, który nie będzie snem.

Chyba się upiję.

środa, listopada 16, 2005

O dzieciach i dewiantach, czyli prawica zjada własny ogon

Zauważam z niejaką uciechą (na ile można się cieszyć w obliczu tak "wesołych" zdarzeń), że panom Markowi Jurkowi i Kazimierzowi Marcinkiewiczowi nie zapomniano tego, że zwalczali ustawę mającą zakazać bicia dzieci, motywując swój sprzeciw wobec tak niepotrzebnego papierka tym, że nie można się wtrącać w działania rodziców, poza tym bicie dzieci ma działanie wychowawcze, a bite dzieci są "bardziej współczujące".

Tymczasem Polacy nie ustają w wychowywaniu dzieci na jak najbardziej współczujące:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3017536.html -- Na trzy miesiące sąd w Bielsku Podlaskim (Podlaskie) aresztował w środę 30-letnią mieszkankę jednej ze wsi koło Siemiatycz, podejrzaną o znęcanie się nad 3-tygodniowym synkiem i spowodowanie u niego lekkich obrażeń. [...] Kobieta przekonywała, że krew pojawiła się "samoistnie". W poniedziałek zatrzymano matkę dziecka i jej konkubenta, oboje byli pod wpływem alkoholu.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3003309.html -- Agatkę przewieziono do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach w ubiegłą niedzielę. Miała połamane żebra, obrzęk mózgu i obrażenia wewnętrzne. Zmarła dwa dni później. Prawda szybko wyszła na jaw: dziewczynka była maltretowana. Jak długo? Lekarze mówią, że co najmniej od kilku tygodni. Grzegorz M., kochanek Ewy B., matki dziewczynki, bił dziecko pasem i kopał. Zawsze wtedy, gdy chciała jeść, domagała się zabaw lub po prostu kaprysiła.

Jakie zalecenia ma specminister Ziobro? Jego zdaniem w niektórych przypadkach możliwa jest zmiana kwalifikacji z pobicia ze skutkiem śmiertelnym - za co grozi do 12 lat więzienia - na zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa. Wówczas za taki czyn groziłoby nawet 25 lat więzienia.

Tia, jestem pewien, że Grzegorz M. pomyślał sobie, bijąc Agatkę, "eee tam, 12 lat więzienia, zleci jak z bicza trzasł, a przynajmniej k... będzie bardzo współczująca". Przykład brał z pana premiera:

Dziennikarz gorzowski I: - Kazimierz mówi, że lanie paskiem jest wychowawcze. Słyszałem na diecezjalnym kongresie rodziny, jak chwalił ojca, że dawał im w skórę.

Młodszy brat Arek (rozbawiony): - Trzech urwisów w domu, można sobie wyobrazić, co się działo. Ojciec musiał lać.

- Ściągaliście portki?

- Tak. Kładliśmy się na kanapie, a tata przeciągał paskiem przez goły tyłek. Jak na mszy w katedrze się kręciliśmy, tata wyprowadzał przez zakrystię, trzy szybkie i z powrotem. Płakać nie było można, żeby księdzu nie przeszkadzać. Z naszymi dziećmi też tak robiliśmy, z tymi starszymi. Kazimierz czasem Maćkowi musiał przyłożyć.

Najbardziej bawią mnie ludzie, którzy poważnie wykładają swe tezy o tym, że "trzeba wiedzieć jak bić". Albo, "czy nie znasz granicy między biciem odpowiednim a nieodpowiednim?" Na ogół pojawiają się wyzwiska: ty lewaku, cioto, pojebie. Chyba osoby, które tak ładnie odzywają się do bliźnich były za mało bite, dlatego teraz takie jakieś są niewspółczujące biednym szaleńcom, którzy wierzą w wychowywanie bez bicia. Jej, jak mnie to bawi. Do łez.

PS. Jest i dobra wieść! Pan premier powoła doradcę do spraw życia. Jakiego życia, pytacie wzruszeni do łez? Czy aby życia skatowanego pasem na śmierć, pytacie Wy mnie? Otóż nie, dziatki moje. Życia niepoczętego. Aby żadne inwitry i prezerwatywy nie wchodziły w drogę płodności. Co potem? Bóg dał, Bóg wyżywi.

* * *

20 lat temu, 15 listopada 1985, rozpoczęła się tzw. Akcja Hiacynt.

http://www.innastrona.pl/bq_hiacynt.phtml

Akcja "Hiacynt" rozpoczęła się 15 listopada 1985 z polecenia generała Czesława Kiszczaka, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych. Milicja przez dwa lata zarejestrowała tysiące homoseksualistów. Na temat akcji wypowiadał się rzecznik prasowy Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej w wywiadzie dla pisma "W służbie narodu" z 12 stycznia 1986 roku.
Wyjaśniał, że spisanie danych dotyczących gejów jest konieczne ze względu na kryminogenność środowiska, szerzącą się prostytucję i niebezpieczeństwo AIDS. Według ówczesnych działaczy gejowskich, prawdziwym powodem było zinwigilowanie i zniszczenie rodzącego się ruchu gejowsko-lesbijskiego oraz zastraszenie potencjalnych zwolenników.

10 sierpnia br. Polska Agencja Prasowa poinformowała o postulatach Kampanii Przeciw Homofobii, która domaga się zniszczenia 11 tys. akt gejów i lesbijek, znajdujących się ponoć w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, a będących pozostałością po słynnej operacji "Hiacynt". Prezes KPH Robert Biedroń tłumaczył, że dokumenty te nie są już dziś nikomu potrzebne, a mogą posłużyć do szantażu. W odpowiedzi Andrzej Arseniuk z wydziału prasowego IPN poinformował, że zlikwidowanie akt jest niemożliwe, gdyż nie zezwala na to ustawa. Pomysł zniszczenia dokumentów wydaje się jednak nie tylko niezgodny z prawem, ale także całkowicie chybiony.


Całkowicie chybiony, rzeczywiście. Ja bym zamiast tego całość upublicznił. Jednak nasi bojownicy z komunizmem zamiast tego sugerują, żeby robić to w domu po kryjomu.

Podobieństwa między opozycjonistami, a gejami i lesbijkami widoczne są także dziś. Pisarka Anna Kowalska wspominała, że częste rewizje jej mieszkania przez milicję nie podobały się wielu sąsiadom na tyle, że pewnego razu usłyszała, "że wszyscy mają jakieś poglądy, ale to nie powód, by publicznie o nich mówić". Brzmi to nie tylko jak parafraza hasła "Rób to w domu po kryjomu" wykrzykiwanego do homoseksualistów podczas jednej z Parad Równości przez Młodzież Wszechpolską. W podobnym tonie wyrażają się też homofobiczni publicyści, od Wildesteina i Rybińsakiego, przez Ziemkiewicza do Barbary Fedyszak-Radziejowskiej. [...] po artykule Krzysztofa T. Darskiego Jerzy Urban ocenił tekst jako "jeden z najgłupszych i najbardziej podłych", objaw "przeczulenia i grupowego ekscentryzmu" oraz odmówił homoseksualistom prawa do opieki państwa "-Minister do spraw pederastii nie jest nam potrzebny" - zdecydował.

Bojownicy z komunizmem nie mają, jak widać, wcale tak daleko do Urbana, jak by chcieli udawać:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3015594.html

W zeszły piątek podczas uroczystej mszy za ojczyznę z udziałem władz Poznania biskup Marek Jędraszewski powiedział, że "zgoda na organizowanie imprezy - w swojej istocie naruszającej najbardziej podstawowe prawa boskie w odniesieniu do człowieka - uwłacza pamięci ojca świętego Jana Pawła II, jak również podważa wiarygodność zaproszenia wystosowanego do Benedykta XVI przez władze Poznania". Dalej biskup mówił, że nie można zasłaniać się poprawnością polityczną ani prawem, które jest złe, gdy pewne inicjatywy uderzają w to, co o godności człowieka mówi sam Bóg.


Jeszcze przed tą homilią biskupa zastępczyni dyrektora wydziału spraw obywatelskich Urzędu Miasta Poznania Halina Wojtkowska mówiła, że na razie nie ma przesłanek, żeby marszu zakazać. Natomiast wczoraj Katarzyna Wilk, dyrektor tego wydziału, poinformowała dziennikarzy o zakazie: - Nie interesuje nas ani cel, ani program tego marszu. Chodzi o bezpieczeństwo uczestników imprezy oraz poznaniaków i o ochronę mienia mieszkańców - powiedziała. - Prezydent ugiął się pod naciskami PiS i LPR - ocenia Iza Kowalczyk z Komitetu Organizacyjnego. - Zakaz marszu to decyzja polityczna.

- Rozpatrywane były tylko aspekty prawne i techniczne - zapewnia prezydent Grobelny.

- Proponowaliśmy zmianę trasy albo pikietę. Organizatorzy się nie zgodzili - mówi dyr. Wilk.

Organizatorzy jednak twierdzą co innego. - Jesteśmy zdumieni. Dzień wcześniej spotkaliśmy się z policją, uzgodniliśmy trasę przemarszu, nieco ją modyfikując, zgodnie z sugestiami policji. Konkluzja była taka, że policja jest w stanie zapewnić porządek. Mam notatkę z tego spotkania - powiedziała nam Agata Teutsch z Komitetu Organizatorów Marszu.

Policja ma inną wersję. - Wyraźnie powiedzieliśmy, że nasza opinia jest negatywna - mówi Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy poznańskiej policji. - Musimy pamiętać, że rok temu mieliśmy w Poznaniu zamieszki, starcia, regularną bitwę. Podobnie było w Krakowie i Warszawie. Ale zaakceptowalibyśmy zmodyfikowaną trasę marszu, gdyby prezydent go nie zakazał.

Czyli zakazaliśmy, bo nie zmieniono trasy, trasę zmieniono, ale i tak zakazano, a zmienionej trasy nie zaakceptowano, bo zakazaliśmy.

Niech za najlepszy komentarz posłuży wypowiedź pana profesora prawa, znamienitego (nie wątpię) znawcy "Roku 1984" Orwella, prof. Wojciecha Łączkowskiego:

- Domaganie się zalegalizowania pewnych zachowań homoseksualnych kłóci się z art. 25 ust. 2 Konstytucji RP [chodzi o bezstronność władz RP w sprawie przekonań m.in. światopoglądowych i filozoficznych]. Warto, by władze miasta wzięły to pod uwagę przy podejmowaniu decyzji w sprawie organizacji marszu równości w Poznaniu - uważa prof. Wojciech Łączkowski, prawnik i członek Rady.

Pan Wojciech bez problemu przebija cieniasa Winstona:

Odrzucenie błędu nie sprawiło mu trudności; nie obawiał się, że da się znów sprowadzić na manowce. Jednakże taki fałszywy tok rozumowania w ogóle nie powinien był mu przyjść do głowy. Umysł musi umieć się wyłączać, ilekroć zbacza na niebezpieczne tory. Proces ten powinien zachodzić automatycznie, odruchowo. W nowomowie określano go mianem zbrodnioszlaban.

Winston zaczął wyrabiać w sobie tę umiejętność. Przywoływał w myślach różne tezy - na przykład: "Partia twierdzi, że ziemia jest płaska", "Partia twierdzi, iż lód jest cięższy od wody" - i ćwiczył zdolność niedostrzegania lub nierozumienia argumentów, które mogłyby je obalić. Nie było to łatwe. Należało szybko myśleć, a ponadto mieć dar improwizacji. Już problemy arytmetyczne typu "dwa i dwa to pięć" znacznie przekraczały intelektualne możliwości Winstona. Wymagały niesłychanej giętkości umysłu pozwalającej w jednym momencie dokonywać najsubtelniejszych operacji logicznych, w następnym nie dostrzegać najbardziej podstawowych błędów w rozumowaniu. Głupota okazywała się równie niezbędna jak inteligencja, a znacznie trudniej było mu ją w sobie wykształcić.

Dla pana profesora prawa, który dyskryminującą decyzję uzasadnia nakazem bezstronności władz -- problem "dwa i dwa to pięć" to pestka. Pewnie miał to na pierwszym roku studiów.

poniedziałek, listopada 14, 2005

Sezon zimowy 2005/06

Dyżurnym tematem w mediach są aktualnie tzw. moherowe berety, czyli... wszyscy wiemy, kto i co. Na pewnym blogu znalazłem ciekawy tekst na ten temat:

http://fanaberia-qurrr.blog.onet.pl/2,ID52927241,index.html

" Nie ma chyba takich obelg, których młodzi, światli politycy oszczędziliby tym steranym życiem kobietom. Że są ciemną siłą narodu, że faszyzm, nacjonalizm, populizm. One nie dyskutują, pewnie nawet nie słyszą tych obelg. Robią swoje. Po cichu i skutecznie. Wrzucają kartki wyborcze do urn. I młodzi światli, aroganccy politycy znikają, jakby ich jakaś zaraza wymiotła.

Nie ma w Polsce grupy bardziej upośledzonej niż stare, biedne, opuszczone przez wszystkich kobiety. Nikt nigdy specjalnie się nimi nie przejmował. Nikt nie liczył się z ich zdaniem. A teraz to one mają głos. I z niego korzystają. Pisałam kiedyś na tym blogu o środowisku Radia Maryja, które w procesie recyklingu przemienia odrzuconych ludzi, ofiary transformacji, w milczący, gniewny i zdyscyplinowany elektorat. Ostatnie wybory pokazały, że jaka jest prawdziwa siłą tego procesu, jak moherowa lawina potrafi zmieść wszystko co stoi, lub kiedykolwiek stanie na jej drodze. "

Nie zgadzam się z tezami autorki o tym, że istnienie moherów jest związane z brakiem instytucji mających się z urzędu zajmować problemami kobiet i ich niechęcią wobec patriarchatu, bo akurat to mohery zadecydowały pośrednio o tym, że taki urząd zniknie lub przeistoczy się w formę maksymalnie patriarchalną. A jednak autorka celnie skomentowała pewien niezaprzeczalny fakt: dopóki demokracja obejmuje wszystkich pełnoletnich obywateli kraju-raju, a nie tylko tych wykształconych i najedzonych, rządzić będą nami ci, którzy odkryją sprawniejszą metodę podlizania się moherowym babciom.

Co smutne, los babć się nie zmieni. Nie jest w interesie Samej Brony ani LPR aby babciom było lepiej, bo wtedy mogłyby zamiast nizać paciorki i plwać na Nieznalską na przykład zainteresować się tym, jak się sprawdza w internecie cenę Maybacha albo kupić od czasu do czasu inną gazetę niż Nasz Dziennik. Albo -- o zgrozo -- zagłosować na kogoś innego niż ojciec Rydzyk zaleca! Babciom musi być źle i muszą wiedzieć, którzy ONI są temu winni. Bo to ONI są winni temu, że pani Leokadia z Koluszek ma żylaki i to ONI są winni temu, że wnusio pani Elżbiety odezwał się do niej słowem niecenzuralnym. Kim są oni? Oni to na ogół Żydzi, których poznajemy po tym, że w odróżnieniu od babć mają pieniądze, jedzenie i dostęp do prywatnego leczenia. Podobnie, jak politycy Samej Brony i LPR, ale im wolno, bo to są ludzie religijni, czyli nie Żydzi...

Proszę, jak łatwo wpaść w Anzelma.

Niewesołe są z tego wyciągane wnioski, bo sugerują, że Polska skazana jest na biedę -- ludzie, którzy mogliby ten kraj porządnie przetrzepać, zreformować i wyprowadzić na prostą, nie mają szans tego dokonać, bo nie pozwolą im na to babcie. W imię własnego dobra, zresztą. We własnym mniemaniu, that is.

sobota, listopada 12, 2005

Kacze rządy

Bardzo mądry artykuł:

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3011710.html

"To był triumf wielkiego kreatora, który zręcznie udając, dawkując wiedzę o swoich planach, skonstruował koalicję PiS, Samoobrona, LPR, PSL. Koalicję, która wydawała się niemożliwa.
Przecież Samoobrona to była partia, przed którą Kaczyński chciał Polski bronić, a LPR to partia, z którą najbardziej rywalizował. Którą odciął od Radia Maryja i od głosów słuchaczy tego radia."

Nie znoszę braci Placków i szczerze im życzę jak najgorzej, a jednak muszę przyznać, że Jarosław Kaczybrat okazał się wybitnym politykiem. Przy pomocy demagogii, kłamstw, nieoczekiwanych zmian frontu wytłumaczył najpierw Polakom, że jego celem są uczciwe, prawicowe rządy, rewolucja moralności i oczyszczenie polityki z brudnych elementów; atakami poniżej pasa wyeliminował PO z wyścigu, najpierw do sejmu, potem do pałacu prezydenckiego; LPR wygryzł z Radyja, a Samą Broną straszył niechętnych głosowaniu wyborców. Po czym:

"Kaczyński oskarżył Platformę, że chętnie by kibicowała patologicznym układom części służb specjalnych, przestępców, biznesmenów, polityków. "Ten stolik do brydża stałby w dalszym ciągu i w dalszym ciągu na tym stoliku toczyłaby się gra" - mówił prezes PiS.
To przekonanie nie wykiełkowało nagle w analitycznej głowie Jarosława Kaczyńskiego. Trudno przypuszczać, żeby w ogóle - nawet przed wyborami - miał zamiar wiązać się z PO. Raczej można domniemywać, że nawet gdyby to PO wygrała wybory, to PiS by i tak montował kontrkoalicję z Samoobroną i LPR.
Koalicja ta ma bowiem coś, co silnie, bo emocjonalnie, łączy wszystkich jej uczestników. Politycy PiS, Samoobrony, LPR i PSL mają poczucie odrzucenia przez salony. I triumfu - nie tylko dlatego, że powołali koalicję - ale dlatego, że z tej koalicji wygryźli Platformę. W czwartek Donald Tusk kpił, że wygrała "moherowa koalicja"."

Zgadzam się z autorką, panią Milewicz; nigdy nie było planu koalicji PO-PiS. Jarosław Kaczyński doskonale wiedział, że Platforma jest skazana albo na rządy z PiS, albo na niebyt polityczny. PiS natomiast obrał inny kierunek: uśpienie czujności przez obietnice dla Platformy, a potem faktyczną koalicję z Lepperem i Giertychem.

Czym się to skończy? Nie jest mi w tej chwili łatwo wyrokować; przewidziałem rezultaty wszystkich kolejnych tur wyborczych, przewidziałem, że koalicji PO-PiS nie będzie, a teraz zupełnie nie wiem co będzie dalej. Myślę, że Jarosław Kaczyński wie i wbrew swojej niechęci do tego człowieka gratuluję mu tej wiedzy i umiejętności, potrzebnych do znalezienia się w tym miejscu, w którym jest w tej chwili.

piątek, listopada 11, 2005

Zakaz dyskryminacji, chyba, że słusznej oczywiście...

Brat Anzelm atakuje:

Homoseksualiści nie mają prawa zostać księżmi - to najważniejsza konkluzja watykańskiej instrukcji, która zostanie ogłoszona 29 listopada. [...] Watykan podkreślił zarazem, że "osoby homoseksualne muszą być traktowane z szacunkiem i delikatnością i należy unikać jakichkolwiek przejawów dyskryminacji wobec nich".

http://wiadomosci.onet.pl/1194135,12,item.html

Co prawda nie chciałbym zostać księdzem, chyba, że groziłaby mi śmierć głodowa, niemniej jednak to brzmi prawie tak dobrze, jak wczorajsze expose premiera, który regularnie jest za, a nawet przeciw.

czwartek, listopada 10, 2005

Miała być rewolucja...

...a wyjdzie jak zwykle.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3009693.html?as=2&ias=3

Oto wyjątki z expose premiera. Tylko u nas! Ekskluzif! Expose komentują Lech i Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper oraz Kazimierz Marcinkiewicz! W obliczu tak wybitnych komentatorów ja sam usunę się skromnie w cień.

Premier: "Polskie państwo jest zepsute w dwojakim sensie. Zepsute na podobieństwo mechanizmu, który nie wypełnia należycie funkcji, dla których został stworzony. I zepsute moralnie." W takich warunkach sprawowanie władzy nie może być skuteczne. Polacy nie mogą darzyć instytucji takiego państwa szacunkiem i zaufaniem - podkreślił premier.

gazeta.pl: A czy to nie jest wstyd dla Polski, że wicemarszałkiem został Andrzej Lepper?
Jarosław Kaczyński: - Wiecie panie, można przyjąć tutaj dwie logiki. Pierwszą, taką, w której idziemy na awanturę z Lepperem w sprawie wicemarszałka i Sejm pozostaje nieukonstytuowany. I drugą, nie ma co ukrywać, trudną, że jednak wybieramy marszałka i wicemarszałków.Myśmy się zdecydowali na wyjście z ukonstytuowanym Sejmem i bez awantury.
gazeta.pl: I głosował Pan na Leppera?
Jarosław Kaczyński: - Głosowałem.
gazeta.pl: Chce Pan powiedzieć, że z tych 56 posłów Samoobrony tylko on jeden mógł być wicemarszałkiem?
Jarosław Kaczyński: - Oni wysuwali właśnie jego i dobrze panie wiecie, że w tej partii jest tak, że nikogo innego by nie wysunęli.
gazeta.pl: Tak samo Platforma miała prawo do wysunięcia Komorowskiego. Ma nawet liczniejszy klub - 133 posłów.
Jarosław Kaczyński: - Miała prawo, ja oczywiście temu prawu nie przeczę. Tylko myśmy nie mieli obowiązku na takiego kandydata głosować.

Polacy pilnie potrzebują państwa, które nie będzie stolikiem do brydża dla partii rozgrywanych między politykami, ludźmi biznesu, aktualnymi i byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych i pospolitymi gangsterami - powiedział premier.

gazeta.pl: A wanna Wassermanna? Przecież on użył prokuratury w prywatnej sprawie. Z nierzetelnym rzemieślnikiem walczy się w sądzie cywilnym, a nie przy pomocy prokuratury, oskarżając go o próbę zabójstwa.
Jarosław Kaczyński: - W jego przeświadczeniu - a ja co do meritum nie będę się wypowiadał - tam doszło do tego rodzaju działań, które dalece przekraczają kwestie postępowania cywilnego, tylko wyraźnie wchodzą w zakres prawa karnego.

Rząd zamierza utrzymać obecnie obowiązujący system finansowania służby zdrowia. Zakłada przy tym, że "sfera zdrowia publicznego będzie finansowana z budżetu państwa, a sfera zdrowia indywidualnego - ze składki ubezpieczeniowej".

Premier dodał, że proponuje czasowo pozostawić Narodowy Fundusz Zdrowia. Zaznaczył, że wiąże się to z wprowadzeniem regulacji wzmacniających uprawnienia nadzorcze Ministra Zdrowia nad Funduszem.

Kandydat PiS na prezydenta Lech Kaczyński spotkał się z przedstawicielami służby zdrowia. PiS proponuje zmiany w służbie zdrowia i przejście na system budżetowy, co nie oznacza jej nacjonalizacji, lecz skrócenie obiegu pieniądza – powiedział Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami Dolnego Śląska. Jest to system technicznie nieporównywalnie sprawniejszy niż system obecnie realizowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Najważniejsze sprawy, jakie PiS chce załatwić już w 2006 r., to likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia i dopłaty dla przedsiębiorców do nowych miejsc pracy. [...] Jedna z tych poprawek to likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia. Nie oznacza to kolejnej reformy w służbie zdrowia. PiS chce jedynie skończyć żywot „korupcjogennej, niewydolnej i niesterowalnej instytucji, jaką jest NFZ” – czytamy w programie partii. Zadania Funduszu miałoby przejąć Ministerstwo Zdrowia. – Zatrudnieni w NFZ w Warszawie i na Śląsku zarabiają średnio powyżej 4,1 tys. zł, w innych regionach – 3,1 tys. zł. Administracyjne oszczędności na likwidacji NFZ mogą przynieść na początek 100-150 mln zł – mówi Bolesław Piecha, kandydat PiS na ministra zdrowia.

- Deklaruję, że utrzymamy bezpłatne studia na państwowych uczelniach. Wzrosną również nakłady na badania naukowe związane z najnowocześniejszymi gałęziami przemysłu - oświadczył szef rządu. Poinformował, że rząd planuje uporządkowanie rynku podręczników poprzez rozszerzenie kryteriów dopuszczania podręczników i środków dydaktycznych do użytku szkolnego.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada, że po objęciu władzy wprowadzi limity na ceny podręczników: 20 zł za książki do liceum, 18 za podręczniki do gimnazjum, a 15 zł za te dla podstawówek. Wydawcy protestują: to ingerowanie w wolny rynek.Jarosław Kaczyński przedstawił wczoraj edukacyjne plany swojej partii. Na pierwszym miejscu znalazł się projekt obniżenia cen podręczników o 30 proc. PiS chce w ministerialnym rozporządzeniu zapisać maksymalne ceny szkolnych podręczników. I proponuje, by Ministerstwo Edukacji nie opiniowało książek dla szkół, które byłyby droższe. - Jeśli będzie trzeba, wprowadzimy w tym celu nowelizację ustawy o systemie oświaty - zapowiedział poseł Kazimierz Marcinkiewicz odpowiedzialny w PiS za edukację.

- Reforma trzeciej władzy może dokonać się wyłącznie z inicjatywy władzy ustawodawczej i wykonawczej przy pełnym poszanowaniu dla jej konstytucyjnej odrębności i zasady niezawisłości sądów - powiedział premier. [...] - Jest oczywiste, że wyroki w imieniu Rzeczypospolitej mogą wydawać jedynie tacy sędziowie, których ręce nie są splamione przestępstwami lub współpracą ze światem przestępczym. Dla takich osób nie będzie również miejsca w prokuraturze i policji. Podobnie jak dla tych, którym brak profesjonalizmu i niejasne powiązania nie dają rękojmi lojalności wobec niepodległego państwa - zapowiedział premier.

Ktoś, kto skazywał w stanie wojennym, nie powinien obejmować najwyższych funkcji w żadnym rządzie - tak Jan Rokita zaatakował w niedzielę w Radiu ZET piątkową nominację sędziego Andrzeja Kryżego na wiceministra sprawiedliwości. Rokicie chodziło o wyrok, który Kryże wydał na uczestników manifestacji niepodległościowej - w tym Bronisława Komorowskiego, dziś jednego z liderów Platformy Obywatelskiej. Było to jednak w styczniu 1980 r., przed stanem wojennym. Kryże był wtedy sędzią Sądu Rejonowego w Warszawie. Prawu i Sprawiedliwości, które zapowiadało weryfikację gorliwych sędziów w PRL-u, przeszłość sędziego Kryżego nie przeszkadza.

Pięciu mieszkańców warmińskiego Włodowa podejrzanych o zlinczowanie sąsiada wyszło na wolność. Choć sąd prawomocnie zdecydował, że mają być w areszcie do grudnia, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro osobiście kazał ich wypuścić. Pisemne polecenie od ministra dotarło do prowadzącej śledztwo prokuratury okręgowej w Olsztynie drogą służbową czyli za pośrednictwem prokuratury apelacyjnej w Białymstoku. - Z poleceniem służbowym się nie dyskutuje. Dlatego wykonaliśmy je. Wystawiliśmy nakazy zwolnienia z aresztu mężczyzn podejrzanych o zlinczowanie we Włodowie Józefa C. - poinformował po południu Mieczysław Orzechowski, rzecznik prasowy olsztyńskiej prokuratury okręgowej.

Premier podkreślił, że tanie i skuteczne państwo to również stosowanie najnowocześniejszych metod informatycznych w procesach zarządzania. Zapewnił, że jego rząd wprowadzi nowy kodeks wyznaczający cztery zasady postępowania najwyższych urzędników w państwie - są to uczciwość, jawność, honor i skromność. - Dokonywanie zmian trzeba rozpoczynać od siebie, od przyjęcia najwyższych standardów postępowania. Bez tego będziemy po prostu niewiarygodni - podkreślił.

"Mamy pewien problem" - tak szef Samoobrony Andrzej Lepper skomentował w czwartek sejmowe expose premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Jak powiedział, jest "trochę rozczarowany".

Cytaty z komentatorów za: gazeta.pl, onet.pl, interia.pl, wyborczy.pl

środa, listopada 09, 2005

Być może brat Anzelm ewakuował się w ostatniej chwili

Z internetu znikają strony z dowcipami o Lechu Kaczyńskim. Ich autorzy boją się ścigania przez policję i prokuraturę. - Wolę zlikwidować stronę, niż czekać, aż o 6 rano ktoś zastuka do moich drzwi - mówi jeden z nich.

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,3007316.html

- Nasza strona to forma buntu przeciw takiemu wyborowi. My sami głosowaliśmy nie na Tuska, ale przeciw Kaczyńskiemu - mówi Adam. Po kilku dniach odezwało się do niego kilku prawników z ostrzeżeniem. - Powiedzieli, że mogę mieć kłopoty. Za obrażanie prezydenta grożą nawet 3 lata odsiadki. [...] Piszą do niego setki osób. Jedni z poparciem, inni z groźbami. Na przykład takimi: "Spieprzaj na wschód, załatwimy cię w prokuraturze, zaraz poczujesz kopa aryjskiego glana" - cytuje 22-latek.

Ech, rewolucja moralna o twarzy Leppera, a pod nosem jakby cień wąsika... A polskich właścicieli aryjskich glanów ubóstwiam, ciekawe, po której stronie glana ich dziadkowie byli podczas wojny?

Ostatni post brata Anzelma

List otwarty do polityków

Kochani Romanie Giertychu, Andrzeju Lepperze i Jarosławie Kalinowski!

Zbliża się chwila, gdy głosować będziecie nad wotum zaufania dla rządu Prawych i Sprawiedliwych Panów Kaczyńskich i Pana Premiera Marcinkiewicza. Macie niepowtarzalną możliwość realizacji najważniejszych celów politycznych -- tak, to Wy możecie uczynić Polskę rajem szczęśliwości i oazą katolicyzmu na pogańskiej mapie Europy. Pozwoliłem sobie zgromadzić najważniejsze postulaty, jakie możecie podsunąć Panu Premierowi na wypadek, gdyby o czymś zapomniał:

1. Konieczna jest renegocjacja traktatu z Łunią. Jest to bardzo proste -- trzeba wyjść z Łuni, a potem jeszcze raz wejść. Przy czym ten drugi krok można pominąć.

2. Życie niepoczętych musi być chronione. Każda kobieta niebędąca w ciąży winna stać się własnością ludu, a każdy mężczyzna mieć obowiązek patriotyczny zapłodnienia wszystkich niespokrewnionych z nim kobiet. Rozwiąże to problemy bezrobocia (kobieta będzie siedzieć w domu i rodzić), spadającego przyrostu naturalnego oraz tzw. aborcji (bo po co abortować, skoro następnego dnia znowu ktoś zapłodni).

3. Konieczne jest wykreślenie z książek do tzw. biologii szkodliwych bzdur o ewolucji. W ogóle najchętniej bym zakazał tzw. biologii -- wystarczy to, co mówi Biblia.

4. Niezbędne jest wprowadzenie berecikowego. Ta jednorazowa wpłata dotyczyć będzie osób starszych, którym często brakuje na chleb i lekarstwa. Osoby te znane są ze swego właściwego poglądu na życie i politykę i zasługują na podziękę.

5. Konstytucja musi zaczynać się od preambuły, w której na co najmniej trzech stronach dziękujemy Panu Bogu za zesłanie władzy. Poza tym musi zawierać punkt, że wszystkie prawa niezgodne z etyką chrześcijańską zostają automatycznie uchylone (dobry przykład: tu -- wypowiedź prof. Łączkowskiego: " Zdaniem innego z członków Rady, prawnika i byłego sędziego Trybunału Konstytucyjnego, prof. Wojciecha Łączkowskiego, nie powinno być zgody na Marsz Równości w Poznaniu. - Gdyby to ode mnie zależało, takiej zgody bym nie wydał. Są wartości wyższe niż prawo. Prawo, które narusza prawo naturalne, może być nie respektowane - oświadczył podczas konferencji prof. Łączkowski."). Poza tym najważniejszą świętością jest życie ludzkie, które może przerwać jedynie Bóg. No i niezbędna jest kara śmierci. Poza tym wszystko jedno, co będzie w Konstytucji.

Wierzę w Was, panowie. Osoby tak prawe i moralne jak Andrzej Lepper to jedyna gwarancja Rewolucji Moralnej, po której w Polsce zapanuje raj. Alleluja i do przodu!

Z poważaniem,

Brat Anzelm