piątek, listopada 18, 2005

I znów bez komentarzy

Marta Jermaczek, Zieloni 2004

List

Mam 23 lata. Kiedy trwała walka o wolność i demokrację, byłam całkiem małym dzieckiem. Znam ją tylko z książek, filmów, opowiadań rodziców. Podobno najpierw było upokorzenie, a z niego wzięła się wściekłość. Żyję w wolnym i demokratycznym kraju. Czuję się upokorzona. Zaczynam być wściekła.

Prezydent Poznania wydał zakaz Marszu Równości, który ma się odbyć 19 listopada (sobota) z okazji Międzynarodowego Dnia Tolerancji UNESCO. W uzasadnieniu napisano, że marsz będzie "zagrożeniem - w sposób szczególny - dla porządku publicznego, a w sposób wyjątkowy - dla majątku w znacznych rozmiarach".

Jest 15 listopada, wtorek, dowiedziałam się o zakazie marszu. Siedzę w studiu telewizyjnym i oglądam materiał, który za chwilę mam skomentować. "Urzędnicy i policja boją się strat, jakie mogłyby powstać, gdyby poznańskim deptakiem przemaszerowało pół tysiąca demonstrantów". Powołują się na wydarzenia sprzed roku, kiedy chuligani - nie demonstranci, dlaczego za każdym razem trzeba to powtarzać? - doprowadzili do zamieszek, bitwy z policją oraz zniszczyli dwa samochody. Codziennie deptakiem maszerują tysiące przechodniów. Od kilku tygodni powtarzamy: Marsz Równości, solidarność społeczna, demokracja, różnorodność, tolerancja. Słyszę: parada, parada, parada.

14 listopada ustaliliśmy z policją, że zapewni nam bezpieczeństwo na proponowanej przez nas - trochę skróconej na ich prośbę - trasie przemarszu. "Żebyście znowu nie mówili, że jesteśmy nieudolni". Nie podpisałam żadnego protokołu, nie miałam dyktafonu, nie nagrywałam szczegółów spotkania. Teraz słyszę wypowiedź rzecznika policji, z której dowiaduję się, że proponowano nam inną trasę, inne miejsca (np., z czym spotykam się po raz pierwszy, na poznańskiej Malcie), ale upieraliśmy się przy tych potencjalnie niebezpiecznych. Jak mam to nazwać, żeby nie wylądować za kratkami albo przynajmniej na robotach publicznych? Jak udowodnić, że było inaczej, skoro jestem ciągle jeszcze tak naiwna, że wierzę ludziom na słowo?

Chciałabym dyskutować z argumentami, rzetelnymi i popartymi obowiązującym prawem. Chciałabym swobodnie i publicznie powoływać się na prawo polskie i międzynarodowe - moje prawo - kiedy wiem, że jest łamane. Wiem, że nie wszystkim ono się podoba, a na pewno nie podoba się ludziom, którzy weszli w skład nowego rządu. Nie podoba się, bo od dawna deklarują, że chcą je zmienić. Nie podoba im się, że osoby homoseksualne mogą mówić publicznie o swoim prawie do godnego życia, że nie dla wszystkich katechizm jest ważniejszy od konstytucji, że nie wszyscy godzą się z tym, że są w Polsce nie u siebie.

"Wolność zgromadzeń jest czymś nadrzędnym i istnieje domniemanie możliwości odbycia zgromadzenia. Ewentualny zakaz jest dopuszczalny, ale musi być niezwykle dobrze uzasadniony. Trudno oszacować, czy faktycznie zgromadzenie wywoła zagrożenie dla mienia, czy też nie, przed jego odbyciem. Rolą władzy jest to, żeby zapewnić porządek w czasie zgromadzenia" - skomentował zakaz marszu Sławomir Cybulski z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Wychodzę ze studia, rozmawiam z panią X z urzędu miasta. - "No, to teraz już będziecie wiedzieć, czegoś się nauczycie" - mówi. Będziecie wiedziały, drogie dzieci, że żelazko parzy. A mówiliśmy: nie dotykać. Pytam, gdzie moglibyśmy zorganizować ewentualny wiec, jeśli odwołanie się od decyzji do wojewody nie poskutkuje. Może na Starym Rynku? - "Nie sądzę".

1 Comments:

  • Założenie jest błędne:
    " Żyję w wolnym i demokratycznym kraju."

    By Anonymous Anonimowy, at 3:21 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home