niedziela, listopada 20, 2005

Sprawna akcja poznańskiej milicji

"W poniedziałek, 30 maja w Komendzie Wojewódzkiej MO, o godz. 7.00 odbyła się krótka odprawa przedstawicieli sił porządkowych. W rejon ewentualnej konfrontacji wysłano patrole. Służba bezpieczeństwa zajęła przygotowane wcześniej punkty obserwacyjne, z których miano fotografować zajścia. Przy ul. Partyzantów stanął w pogotowiu oddział ZOMO*. Odwód stanowiła kompania szkolna. Straż pożarna postawiła w stan alarmu załogę pompy strażackiej. Szczególnie przygotowała się Komenda MO przy ul. Kasprowicza. Tymczasem w domu katolickim nic się nie działo. Do godz. 9.00 zebrało się nie więcej niż 15 osób. Były to przede wszystkim kobiety należące do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Jednocześnie do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej udała się delegacja parafian z wcześniej przygotowaną petycją (z podpisami 1200 mieszkańców, które przy pomocy parafian zebrał ks. Kazimierz Michalski i 26 maja złożył w Kurii. Ks. Biskup Wilhelm Pluta poparł prośbę i wysłał petycję do Warszawy - przyp. red.). Żądano odstąpienia lub wstrzymania eksmisji przynajmniej do czasu nadejścia odpowiedzi od Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego. W pierwszych minutach delegacja nie została przyjęta. Jednak po namyśle władze administracyjne odesłały ją do lokalnych władz partyjnych. Te zaś dopiero po pół godzinie rozpoczęły rozmowy. Sekretarz KM PZPR* Jan Gomółka nie mógł podjąć decyzji bez konsultacji z Komitetem Wojewódzkim PZPR. Prawdopodobnie konsultacja ta się odbyła i odpowiedź z KW była negatywna. Świadczy o tym wypowiedź I Sekretarza KW PZPR Tadeusza Wieczorka, który na posiedzeniu Egzekutywy KW 1 czerwca stwierdził wprost "odraczanie eksmisji oznaczałoby naszą słabość". Przejęcie domu katolickiego w jego odczuciu było więc sprawą prestiżu władzy. W tym czasie, w budynku, jak zwykle w poniedziałki odbywała się nauka religii. Prawdopodobnie po negatywnej odpowiedzi władz partyjnych, o godz. 9.50, w asyście kilku funkcjonariuszy MO, do budynku podeszła grupa eksmisyjna. Jednak kobiety przebywające w budynku i na zewnątrz nie chciały wpuścić przedstawicieli władz miejskich. Utarczki słowne, trwały około kwadransa. W tym czasie przed budynkiem zgromadziło się około 200 osób, w większości obserwatorów zatargu. Kilkunastoosobowa grupa została zasilona przez starsze osoby wychodzące z kościoła p.w. Matki Bożej Częstochowskiej oraz, młodszych przyjezdnych, oczekujących na sąsiednim dworcu autobusowym PKS. W tym czasie podjechały na plac samochody z kompanią ZOMO. O godz. 10.05 rolę władz miejskich przejęli mundurowi. Wezwali oni do rozejścia się. Wystąpienie porucznika Kazimierza Węcka, zamiast uspokoić, jeszcze bardziej wzburzyło zebranych. Zomowcy zaatakowali zebranych na placu. Ludzie nie stawiali żadnego oporu. Bici pałkami, rozpierzchli się po okolicznych sklepach i podwórkach. [...] Bito pałkami uciekających. Tłum podzielił się na kilka części. Grupa milicjantów wrzuciła pojemniki z gazem do kościoła i bijąc pałkami zaczęła wyciągać zgromadzonych w świątyni!!! Wówczas, z okrzykami (...) ruszyła grupa z rejonu ul. Żeromskiego. W kierunku milicjantów poleciały kamienie i kawałki cegieł. (...) Komendant wojewódzki MO pułkownik Henryk Piotrowski powiadomił Komendę Główną o sytuacji w mieście. Prosił o przysłanie posiłków. Według ustaleń około 100 milicjantów poznańskiego ZOMO miało czekać w pogotowiu w Sulechowie. Także wówczas wezwano oddział gorzowski. Wydano polecenia aby przygotowana później rezerwa MO z Gorzowa podciągnęła do Świebodzina. (...) Pierwsze przybyło ZOMO z Gorzowa Wlkp., o godz. 13.15 (...). Milicja poznańska, w "długich podgumowanych płaszczach z wyciągniętymi pałami" rozpoczęła akcję o godz. 16.00".

30 maja 1960, Poznań.

Kiedy zeszliśmy po konferencji pod Stary Browar, były tłumy policji, które
niemal od razu otoczyły nas kordonem. Zamknięto nas z jednej, i z drugiej
strony ulicy. Niestety to uniemożliwiło to części osób, które chciały się
przyłączyć do Marszu, przejść na naszą stronę. Było nas więc niezbyt dużo -
ok. 300, może trochę więcej osób. Podeszliśmy z wielkim transparentem do
kordonu policji z hasłami: Manifestacja pokojowa, Dość dyskryminacji, dość
homofobii; Wolność słowa, wolność zgromadzeń; Promujemy tolerancję,
Promujemy demokrację; Dość nienawiści, dość przemocy. Wolność, równość,
tolerancja, Przepuśćcie nas. Zróbcie miejsce dla demonstracji. Itp. Niestety
nie ruszali się ani na krok. Leciały jajka. Ale spokojnie można się było
uchronić. Z naprzeciwka wielka grupa, skandująca "Pedały, pedały".
Zakrzyczęliśmy ich "Homofobię da się leczyć". W końcu zaczęliśmy chodzić w
kółko z hasłem: "Demonstracja chodzi wkoło".
Wróciliśmy do punktu wyjścia. Okazało się, że policja po bokach zaczęła
spisywać demonstrantów. Mówiliśmy, że nikt nie może zostać ukarany za udział
w nielegalnej demonstracji. Odpowiedzialni są tylko organizatorzy.
Mówiliśmy, że policja ma nam zapewnić bezpieczeństwo. Policjanci, którzy
spisywali odchodzą na bok. Nas jako komitetu nie ruszają. "Niech policja nas
obroni, a bandytów niech przegoni".
Tyły mówiły nam, że policja szykuje armatki, że coś nawołuje. No więc my
(Komitet org) znowu szliśmy do tyłu (wkoło). Spokój. Wracamy. Próbujemy
wpłynąć na nich, żeby nas przepuścili. Widać, że ul Półwiejska jest już
pusta. Stoi tylko mała grupa Młodzieży Wszechpolskiej i agresywnie krzyczy.
Rozdają ludziom zawiadomienia o przestępstwie. Policja pozwala im stać.
Próbujemy przejść. Nie daje się, więc apelujemy do wszystkich o zapalenia
świeczek za demokrację (wcześniej je rozdaliśmy). Zapalamy. Podejmujemy
decyzje, żeby powoli kończyć. Komitet postanawia więc skierować się do
jednego kwietnika by położyć świeczki. Na chwilę nasz komitet nie jest
razem, osoby z transparentem podeszły do drugiego kwietnika, ale zaraz
wracamy. Nawołujemy do zakończenia, ale przed tym nawołujemy do ułożenia
pacyfy z palących się świec.
I ten właśnie moment wykorzystuje policja, podbiegając do ludzi, którzy
układają pacyfę, szarpiąc ich i aresztując. Ludzie w przerażeniu (policja
jest brutalna i nie liczy się z tym, że komuś z nas może stać się krzywda),
siadają na ziemi, niektórzy się przewracają. Trzy osoby z komitetu wchodzą
na kwietnik. Skandujemy: Dość nienawiści, dość przemocy; Zostawcie nas;
Puśćcie ich. Robi się coraz bardziej gorąco. Ludzie wyciągani są z tego
sittingu w sposób brutalny, szarpani i bici. Skandujemy: To jest pogrzeb
demokracji, Nie róbcie z Polski Białorusi; Demonstracja pokojowa. Zaczynają
zwijać osoby z komitetu org. Wykorzystują to, że nie stoimy razem w siedem
osób, które były w komitecie. Wykorzystują rozproszenie. Wyciągają Martę,
która siedzi w sittingu; za chwilę bardzo brutalnie wyszarpują Agatę.
Wyciągają Gaję i Asię. Kindze udaje się uchronić. Może nie zauważyli, że
była w komitecie. Monika i ja, stałyśmy z tubą, krzycząc o pogrzebanej
demokracji. Za chwilę jednak wyciągają również nas. Wyciągają tak około
50-60 osób. Stoimy zaaresztowani. Jest zimno. Jedna z koleżanek z Warszawy
zgubiła w tej szarpaninie plecak. Prosimy policję, by go poszukali. Mają to
gdzieś. Koleżanka chce spisać numer tych panów policjantów, nie chcą
oczywiście podać. Część osób odjeżdża dużym radiowozem. Stoję dalej w małej
grupce i marznę. Widzę, że reszcie policja pozwala się rozchodzić. Nie
pozwalają dziennikarzom zbliżyć się do nas. Podjężdżają następne radiowozy,
mniejsze. Chcę wejść, bo mi cholernie zimno. Nie pozwalają. Ładują innych. W
końcu widzę jakąś policyjną szychę, jakich ich przełożony, zadowolony z
siebie. Mówię mu o tym plecaku Beaty, a on mi każe iść go poszukać. No to
idę, po drodze spotykam ludzi z Teatru 8 Dnia, proszę ich, żeby szli ze mną,
bo nie wiem, dlaczego policjanci pozwolili mi tak sobie pójść (okazuje się,
że kilka osób tak wypuścili). Plecaka nie ma, potem znajduje się na
szczęście na policji. Ale ja wychodzę z tego zamieszania wolna, rozmawiam z
kilkoma osobami z mediów. Są równei przerażone tym, co się stało, jak my.
Reszta trafia na komisariaty, są spisywani i nie podaje im się informacji za
co i dlaczego.


Iza Kowalczyk, Porozumienie Kobiet, 19 listopada 2005.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3022966.html

68 uczestnikom nielegalnego Marszu Równości, który mimo zakazu władz miasta i województwa odbył się w sobotę w Poznaniu, grożą kary grzywny do 5 tysięcy zł i do miesiąca aresztu [...] Prokurator Adamski zwrócił uwagę, że "o ile polskie ustawodawstwo przewiduje karę za lżenie z powodu rasy, narodowości czy wyznawanej religii, to nie ma w nim mowy o karaniu za lżenie z powodu orientacji seksualnej".

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home