poniedziałek, listopada 28, 2005

Wiece, wiece i po wiecach

Byłem w Warszawie. Około 2 tysięcy ludzi, kiepska pogoda, świetne nastroje, sympatyczna policja, Jaruga-Nowacka uspokajająca posłankę Sobecką, że nawet jeśli wprowadzi się ustawę o związkach rejestrowanych, posłanka Sobecka jest od zakusów Jarugi bezpieczna. Borowski cytujący projekt konstytucji Piss, w którym to projekcie stwierdza się, że zgromadzenia ma prawo zakazać wyłącznie sąd, a urzędy są od tego, żeby zgromadzeniu zapewnić bezpieczeństwo i spokój. Mirosław Chojecki, stwierdzający, że on jest człowiekiem prawicy i lewicy nie lubi, ale zrobi wszystko, aby zapewnić jej wolność głoszenia poglądów, nawet tych, z którymi się nie zgadza. Wspólnie skandowane: "wolność słowa", "reanimacja demokracji", układane ze zniczy na chodniku "Art. 57". Poczucie, że dobrze się stało, że tu jesteśmy; że jest nas o wiele więcej, niż by było dwa tygodnie temu; że nie damy się nowej władzy zjeść. Że Lech Wałęsa myli się, stwierdzając, że demokracja to dyktatura większości, której mniejszość ma się podporządkować, potulnie siedząc w swoim kątku. (Nawiasem mówiąc, gdyby pan Wałęsa postępował zgodnie ze swymi słowami, być może nadal mielibyśmy komunizm.) "Gazeta Wyborcza" na pierwszych trzech stronach nie pisząca prawie o niczym innym, niż tylko o wiecach. Przemówienia Kazimierza Kutza, Jacka Żakowskiego, nadesłane głosy poparcia Joanny Szczepkowskiej, Piotra Cieślaka... Długo mógłbym tak wymieniać. Na koniec "Mury".

Rozchodząc się czuliśmy się... ważni. Czuliśmy, że nie da się tego zignorować; że tak wiele udało się zorganizować tak szybko, że bardzo było ważne, aby pokazać, że nie będziemy cicho się pozwalać usadzać w zakratowanym kąciku, jaki nowa władza wyznaczyła dla ludzi o poglądach innych niż jej własne. I co?

Pierwsza była oczywiście telewizja publiczna. "Wiece solidarności z gejami". Policja stwierdziła, że w Warszawie demonstrowało 1500 osób, co według TVP magicznie skurczyło się do 200. Zbliżenia na Młodzież Wszechpolską. Voiceover: w wiecu wzięli udział ludzie kultury i polityki. Migawka na z daleka pokazany gromadzący się tłum. Ekspert Wierzejski stwierdza, że gdyby nie pałowanie w Poznaniu, wiece byłyby obsceniczne. Koniec.

TVN: "W Warszawie 1500 osób". Niestety brak kamery w Warszawie spowodował konieczność pokazywania mniej licznych wieców. Love Parade z Berlina (co to ma wspólnego z demonstracją w obronie demokracji?) Gdańsk: przeciwnicy demonstracji rzucają kostkami brukowymi, kamieniami i petardami. Policja zatrzymuje 5 osób. W Poznaniu tydzień temu zatrzymała 68 za siedzenie na chodniku.

26-27 listopada 2005:

Ludwik Dorn, minister MSWiA: Hasła protestujących były śmieszne

http://wiadomosci.onet.pl/1202689,11,item.html

Wystąpił [...] z apelem do organizatorów zapowiadających kolejne wiece. Według niego, konieczność chronienia ich przez policję powoduje odciąganie funkcjonariuszy od ich ważnych zadań, na przykład patrolowania ulic.

Minister spraw wewnętrznych i administracji uznał też za śmieszne hasła, pod którymi odbyły się demonstracje - organizatorzy mówili o obronie zagrożonej demokracji i sprzeciwie wobec interwencji policji tydzień wcześniej w Poznaniu. Dorn twierdzi, że wtedy policja zachowała się bardzo delikatnie, usuwając z ulic uczestników nielegalnej - jak podkreślał - demonstracji.

Ciekawe, które hasła najbardziej pana Dorna ubawiły. Może "Artykuł 57 Konstytucji RP: Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich"? Może "Nie ma demokracji bez demonstracji"? Może "Wolne media naszym prawem"? A może "Prezydencie Kaczyński, gej jest twoim bratem"?


Nasz Dziennik:

Głos żołnierzy wolności
Polityczna prowokacja lewicy, w jaką zamieniły się owe wiece, została też w bardzo ostrych słowach skrytykowana przez byłych żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i WiN z Małopolski. W specjalnym oświadczeniu sygnowanym przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych napisali oni: "(...) Demonstracje te nie mają nic wspólnego z demokratyczną zasadą tolerancji ani z prawami obywatelskimi, gwarantowanymi przez Konstytucję RP. Są w istocie rzeczy prowokacjami o charakterze politycznym, mającymi na celu destrukcję i destabilizację społeczną (...)".

Zupełnym przypadkiem dzisiaj właśnie zacząłem czytać drugi tom "Dzienników" Rakowskiego, gdzie czytamy:

"W numerze z 27 grudnia opublikował swój artykuł 'Wolność pozorna i prawdziwa'. Czakowski pisze, że w Związku Radzieckim w interesie milionów ludzi osiągnięto już taki szczebel wolności, na którego tle demokracja burżuazyjna wygląda jak "poniklowana klatka" [...] Zdobytą przez naród swobodę inicjatywy i śmiałych twórczych poszukiwań w imię budowy komunizmu formaliści zrozumieli jako przyzwolenie dla anarchistyczno-indywidualistycznych eskapad, jako wolność bezmyślnego naśladowania najgorszych wzorów sztuki burżuazyjnej".

Nie wiem jak Wam, ale mi się kojarzy.


Le Soir: Homoseksualiści celem krucjaty w Polsce

http://wiadomosci.onet.pl/1202804,12,item.html

"To smutny spektakl - pisze gazeta. - Homoseksualiści są tylko pretekstem i - w przeciwieństwie do tego, co mógł napisać Alfred Jarry, Polska nie leży »nigdzie«, tylko w Unii Europejskiej, i jest jej ważnym członkiem". [...] "W dyskursie politycznym PiS kpi sobie z podstawowych praw obywatelskich - dodaje dziennik. - Jego zdaniem, większość obywateli nie musi wcale znosić manifestacji, które odzwierciedlają opinie mniejszości!".


Gazeta Wyborcza, 28 listopada:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3035551.html

Na ulice polskich miast wyszło w ten weekend kilka tysięcy osób. Pod hasłami "Reanimacja Demokracji" i "Nie oddamy demokracji, nie oddamy demonstracji" protestowali przeciw zakazowi i rozbiciu tydzień temu demonstracji w Poznaniu.

Tym razem policja stanęła na wysokości zadania. Skutecznie chroniła uczestników pokojowych protestów organizowanych przez środowiska wolnościowe (gejów, feministki, zielonych, alterglobalistów). Do demonstracji chętnie dołączali zwykli mieszkańcy. Ale też politycy - najczęściej z SLD. Tylko w kilku miastach uczestnicy zostali zaatakowani jajkami, pomidorami i jogurtami przez młodych kiboli i narodowców.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3035843.html

Halina Bortnowska, członek Komitetu Helsińskiego w Polsce, uważa, że spokojny przebieg wieców równości dowodzi, że gdyby w Poznaniu nie dokonała się prowokacja ze strony jej przeciwników, a władze miasta spełniły rolę bezstronnych arbitrów, to tam też nic by się nie stało.

A dorzucę jeszcze (oczywiście, zestawienie cytatów tendencyjne i niesprawiedliwe):

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3034777.html

"Głos Szczeciński" 6-7 marca 1993 r.

Zbigniew Jasina: Nie sądzi Pan, że demonstracja uliczna może być niebezpieczna dla funkcjonowania państwa?

Jarosław Kaczyński, prezes PC: Przyznaję, że z tej warszawskiej manifestacji jestem bardzo zadowolony. Od bardzo wielu lat, nawet w stanie wojennym, nie mieliśmy w stolicy demonstracji politycznej takiego wymiaru. Tysiące ludzi zebrało się nie po to, by walczyć o przysłowiową kiełbasę. Dla mnie jest to właśnie znak powrotu normalności w Polsce. Ci, którzy twierdzą, że demonstracja uliczna jest czymś nienormalnym, nie wiedzą widocznie, że na świecie odbywają się one często i i nikogo nie szokują.

" Dziennik Łódzki" 7 czerwca 1993 r.

Tomasz Zawratyński: Szef MSW uważa, że manifestacja była nielegalna.

Jarosław Kaczyński, prezes PC: Jeśli nawet przyjąć, że władze miasta miały rację, to nie było żadnego powodu, żeby policja zachowywała się tak, jak się zachowała. Organizatorzy chcieli przeprowadzić ludzi na plac Trzech Krzyży. Wiadomo przecież było, że po uprzednim zawiadomieniu ludzie będą się tam gromadzić. I jeszcze jedno. O tym, że planowano prowokację, może świadczyć fakt, że poprzedniego dnia odmówiono przekazania informacji w dzienniku telewizyjnym o zmianie miejsca rozpoczęcia manifestacji.

Była to oczywista prowokacja przygotowana nie tylko przez MSW, ale także cały gabinet Hanny Suchockiej. [Zachowanie policji] potwierdziło opinie, iż państwo stacza się ku dawnym czasom, czasom stanu wojennego.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3032725.html

Chciałbym, żeby we wszystkich podobnych przypadkach funkcjonariusze działali w taki sposób - mówił wczoraj w Sejmie o rozbiciu przez policję Marszu Równości szef MSWiA Ludwik Dorn

Była to odpowiedź na pytanie posła SLD Piotra Gadzinowskiego, dlaczego w sobotę w Poznaniu policja "zaatakowała pokojową demonstrację, a chroniła faszystowskie bojówki".

- Działania policji były modelowe. Policjanci zachowali się całkowicie bezstronnie wobec obu grup demonstrantów. Działali zdecydowanie, ale proporcjonalnie i taktownie. Dla postępowania policji, dowódcy, wyrażam pełne uznanie - odpowiadał Dorn. - Policja nie zaatakowała demonstracji, nie chroniła chuliganów wznoszących faszystowskie okrzyki, nie użyła w żadnym wypadku pałek do rozpraszania demonstracji - przekonywał. Podkreślał, że siły używano wyłącznie wobec osób, które stawiały bierny opór. Polegała na "braniu pod ramiona, za nogi i przemieszczaniu do policyjnego auta".

http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3034595.html

Jacka i Marysię policja ciągnęła za nogi. Marta krzyknęła, żeby przestali szarpać, bo ją rozerwą. Sergiusza zwinęli w pół zdania na oczach telewidzów. Marcin mówi, że ma już pięćdziesiątkę na karku, że ulica to ostateczność. Czuł się zażenowany, że znowu musi jechać suką, że musiał się szarpać z policją. [...] weszły z tubą na kwietnik, żeby zapanować nad złymi emocjami. Bo na "Pedały do gazu" uczestnicy marszu odpowiadali: "Faszyści". Zaczęły skandować: "Dość nienawiści, dość przemocy", ludzie podchwycili. Jak leciały jaja, zasłaniały się bannerem "Różni, ale równi". Kiedy ogłosiły przez tubę koniec marszu i rozdawały świece, żeby ludzie ułożyli pacyfę, zza kordonu tarczowników wyskoczyli lekkozbrojni w kominiarkach i zaczęli wyciągać ludzi. [...]

Starszych demonstrantów, takich jak Marcin Kęszycki, aktor Teatru Ósmego Dnia, policjanci jakoś omijali. Szarpali młodych. W policyjnych walkie talkie słychać było rozkazy: "Brać tych z transparentami". Zobaczył, jak policjant w kominiarce ciągnie za włosy dziewczynę, 18, może 20 lat.

- Proszę pana, co pan robi, ona nie ma nawet transparrr...

Nie skończył, wykręcili mu ręce i pognali do suki. Kazali poczekać, bo policjant w środku bił chłopaka. Skończył, zapakowali. Jechał z ludźmi tylko o parę lat starszymi od swojego syna. Niektórzy mocno przestraszeni, pierwszy raz w suce.

Kęszyckiemu przyszły na myśl lata 80., kiedy 13. każdego miesiąca chodziło się z kwiatami pod pomnik Czerwca '56. Kwiaty trudno było położyć, bo pomnik otaczali zomowcy, ale już za samo posiadanie kwiatów wyszarpywali ludzi z tłumu. Za włosy, nogi, byle zaciągnąć do suki. Nigdy nie było wiadomo, jak się to skończy, aresztem czy pobiciem.

[...] - W jakąś rocznicę Czerwca tajniacy dopadli mnie na ulicy, szedłem wieczorem do znajomego, zacząłem uciekać, gonili mnie samochodami. Skoczyłem między domy, a oni rozbili samochód, więc się wściekli. Dopadli mnie w końcu, tłukli moją głową o gaśnicę samochodową, potem opluli. Długo mnie przesłuchiwali na esbecji. Na koniec tajniak wstaje. "Te drzwi zamykam - mówi - a to okno otwieram". Zgnoić, złamać, a potem niech się młody zabije.

- Śmieszne, że porównujesz tamte czasy z sobotnim marszem.

- Niektórych kolegów z mojego pokolenia też to śmieszy. Mnie nie. Na tym chyba polega problem. Dla mnie teraz jest tak samo serio jak wtedy. Tylko trochę inna dramaturgia, inne dekoracje. Moje pokolenie walczyło o demokrację, a ci młodzi walczą, żeby ta demokracja nie zwiędła. Nie jestem ulicznym zadymiarzem. Pięćdziesiątka na karku. Wiem, że na ulicę się wychodzi tylko w stanie wyższej konieczności. Obserwuję tych młodych, organizują w teatrze spotkanie. Z Modzelewskim, ze Szczuką, Osiatyńskim. Słyszę, jak dyskutują, bardzo serio, to nie są puste hasła. Oni mają ważne sprawy. Poszliśmy z kolegami z teatru na marsz z poczucia solidarności. A na miejscu zrozumiałem, że zostało mi odebrane prawo do sprzeciwu obywatelskiego. W Poznaniu IV Rzeczpospolita zaczęła się od akcji policyjnej. Czułem się zażenowany tym, że znowu muszę jechać suką, że znowu muszę się szarpać z policją.

[...] Sergiusza Wróblewskiego (37 lat) zamaskowani policjanci zwinęli w pół zdania. Właśnie przed kamerami krytykował zachowanie policji. Że to, co robią z młodymi ludźmi, to Białoruś, a nie Europa. Zdążył jeszcze powiedzieć, że te grube miliony, które prezydent Grobelny wydał na promocję Poznania na Zachodzie, zostały właśnie wyrzucone w błoto, bo po marszu chyba nikt w takim Berlinie nie uwierzy, że "Poznań wart jest poznania".

Warto przeczytać całość. Polecam zwłaszcza fanom IV Rzeszpospolitej.

8 Comments:

  • pozdrawiam wspoluczestnika:)
    ja nie ogladam tv... zeby znowu nie wpasc w to w co wpadlam po Poznaniu. zbyt duzo nadziei mi dala ta demonstracja...

    By Blogger goodnightsunshine, at 8:28 PM  

  • I co te marsze pokazaly? Nie to abym byla przeciewko , ale to wszystko jest robione bez namyslu. Przeciez oni sie z nas smieja . To wlasnie oni dali pozwolenie na te marsze , to oni wyszli na zwyciezcow bo pokazali ze demokracja w Polsce jest . Wiec tak naprawde nie ma co triumfowac, bo jedna jaskolka wiosny nie czyni a Kaczynscy jeszcze pokaza co potrafia. Taka jest moja opinia.

    By Blogger atkabe, at 12:07 PM  

  • @ amezed: niestety się z Tobą zgadzam i planuję na ten temat napisać dłuższy tekst.

    By Blogger Oliveira, at 12:15 PM  

  • amezed, to lepiej, żeby nie dali pozwolenia?

    By Blogger kazisi, at 2:18 PM  

  • Kazis, gdyby nie dali pozwolenia, a wiece by sie odbyly to My bysmy triumfowali, mimo aresztowan, popychanek i jajek na glowach . Te pozwolenia nie byly dane z dobrej woli, bo nagle piS zrozumial ze nie wolno ograniczac wolnosci do demonstrowania, to byla zmasowana , dobrze przemyslana akcja z ktorej rzad i caly PiS mial wyjsc na obroncow demokracji i to im sie udalo.

    By Blogger atkabe, at 6:41 PM  

  • dziwna logika, wydaje mi się, amezed. lepiej, żeby władza rozpędziła demonstracje, "to My (kto właściwie jest to My? te panie posłanki, co szły w pierwszym szeregu?) bysmy triumfowali". a jak pozwolili, to oni wygrali. a zezwolenia maja być dane z dobrej woli, a nie pod przymusem. i żeby wszyscy myśleli tak jak my, i żeby wszyscy nas kochali, chciałoby się dodać :)

    By Blogger kazisi, at 8:41 PM  

  • Oj, Kazisi, to nie jest takie proste. Rzecz w tym, że poznański wojewoda się pospieszył z zakazem. Najpierw PiSs miał przejąć media publiczne, gazety, zyskać kontrolę nad prywatnymi radiostacjami (do tego zmierza trzyosobowa rada radiofonii i telewizji złożona z polityków PiSsu) i wtedy dopiero można wdrażać politykę zakazów i pałowania; ponieważ poznański wojewoda się pospieszył, o zakazie usłyszał cały świat, Barroso pytał Marcinkiewicza o łamanie praw człowieka, etc. W związku z przyzwoleniem na wiece w weekend sprawa została zamieciona pod dywan -- my wcale nie zabraniamy, my pozwalamy, etc. Tyle, że Europa chce wierzyć, że Polska jest demokratyczna i pluralistyczna, bo Europa sama taka jest i takiemu Barroso nie mieści się w głowie, że premier Marcinkiewicz może uważać homoseksualizm za chorobę; my, którzy tu mieszkamy, wiemy, jak wiele absurdów można wprowadzić w życie dla dobra narodu i moralności. Ech...

    By Blogger Oliveira, at 9:06 PM  

  • Oj, ja wiem, że to wszystko nie takie proste. Widzę przecież, że z obu stron padają argumenty, które nie mieszczą mi się w głowie. I choć moja sympatia jest po stronie demonstrujących, obawiam się, że i wśród nich znajdują się tacy, którzy w innej sytuacji (np. w innym ustroju :) zachowywaliby sie jak najgorszy guevara.

    By Blogger kazisi, at 9:38 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home