piątek, lutego 17, 2006

Dół bez dna

Dzisiaj mam doła. Takiego prawie, jakie miewałem przed rozpoczęciem kuracji antydepresantami. Przegląd prasy albowiem pozwolił mi wzbogacić swoją wiedzę o następujące kwiatki (właściwie to już cały ogród...):

http://www.gazetaprawna.pl/...htm

"Pracownica, która zajdzie w ciążę i urodzi dziecko, przez 4 lata nie będzie musiała się martwić o zatrudnienie. Taką ochronę stosunku pracy zakłada projekt LPR dotyczący zmian w kodeksie pracy, który trafił do parlamentu. [...] Rozstanie z taką pracownicą mogłoby być możliwe tylko w przypadku likwidacji lub ogłoszenia upadłości firmy oraz w przypadku, gdy zajdą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jej winy, a związki zawodowe zgodzą się na to zwolnienie. [...] Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, uważa, że tak długi okres ochronny kobiet powracających do pracy po macierzyńskim znacznie ogranicza swobodę kształtowania polityki kadrowej przez pracodawcę."

Na papierze wygląda ślicznie, prawda? Mniej więcej przez 5 sekund -- tyle potrzebuje średnio inteligentny człowiek, aby zauważyć, że pracodawcy mając do wyboru zatrudnić mężczyznę, którego da się zwolnić w każdej chwili i kobietę, której nie da się wyrzucić nawet jeśli będzie spędzać 6 z 8 godzin dnia pracy na dłubaniu w nosie i czytaniu gazety pod biurkiem, wybierze mężczyznę.

Przeraża mnie nie tyle sam projekt, co hipokryzja, jaka leje się strumieniami z wypowiedzi panów (jakie to ciekawe, że akurat panów...) posłów LPR. "Taką ochronę wymuszają sytuacja na rynku pracy i działania pracodawców, którzy nie zawsze uwzględniają fakt posiadania małego dziecka, np. przy planowaniu rozkładu czasu pracy – uważa poseł Andrzej Mańka. – Okres ochrony w połączeniu z urlopem macierzyńskim pozwoli na opiekę nad dzieckiem do czasu osiągnięcia przez nie wieku przedszkolnego. Wówczas nie wymaga ono takiej opieki i matki mogą wrócić do pracy już bez żadnych ograniczeń – argumentuje Andrzej Mańka." Ani słowa o tym, że właściciele firm zyskują właśnie potężny argument za zmniejszaniem płac kobiet oraz ich kompletnym niezatrudnianiem. O tym, że dla małej firemki zatrudnienie np. dziewczyny prosto po studiach i trzy miesiące po ślubie byłoby strzelaniem sobie w stopę z armaty. Nie twierdzę, że kobiety po urodzeniu dziecka natychmiast zaczną kompletnie olewać pracę... jednak nie sądzę, żeby nawet poseł Andrzej Mańka potrafił przekonać pracodawców, że takie przypadki nie wystąpią. Warto też zauważyć, że projekt nie bierze pod uwagę np. reorganizacji firmy (a może cały dział miałby ulec likwidacji... jednak pani Marzenka musi zostać). No i na koniec pytanie: co ma zrobić pani Marzenka, której co prawda nie wolno zwolnić, ale wolno jej ograniczyć pensję do absolutnego minimum w dniu zajścia w ciążę?

LPR ma i na to odpowiedź, która padła już dość dawno temu -- otóż kobiety powinny zaoszczędzić sobie męki pracy i zostać w domu, gdzie otrzymają pieniądze za taśmową produkcję płowowłosych Wszechpolaków. Na wypadek, gdyby kobieta miała inne zdanie na temat wychowania dziecięcia swego, powstał wszakże Instytut Wychowania. "Jak twierdzi wiceminister edukacji Jarosław Zieliński - jego głównym zadaniem będzie praca nad wyrobieniem w młodzieży postawy obywatelskiej i patriotycznej. [...] Pomysł ministerstwa edukacji nie wzbudza powszechnego zachwytu. Przede wszystkim dlatego, że - jak zapowiedział minister edukacji Michał Seweryński - wychowywanie młodzieży będzie się odbywać w oparciu o wartości chrześcijańskie. Budzi to obawę, że rząd działa w kierunku stworzenia państwa wyznaniowego. Narzucenie wychowywania w nurcie chrześcijańskim narusza też konstytucję, która daje rodzicom prawo do wychowania religijnego i moralnego dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami." Możnaby zauważyć, że nie jest to pierwszy pomysł rządu i Sejmu naruszający konstytucję, na szczęście jednak Jarosław Kaczyński zapowiedział już, że Trybunał Konstytucyjny wymieni się na odpowiedni.

Co prawda Ministerstwo Prawdy, chciałem powiedzieć Instytut Wychowania jeszcze nie działa, ale zawsze pozostają katecheci i katechetki: otóż "Dzieci z drugiej klasy gimnazjum w Kalinowie pod Ełkiem obejrzały na lekcji religii wywołujący kontrowersje film "Niemy krzyk". Rodzice dowiedzieli się o tym przypadkiem. [...] Katechetka, która zdecydowała się pokazać film swoim uczniom jest zdziwiona reakcją rodziców. - Omawialiśmy temat zła, a aborcja to jego przejaw - tłumaczy. - Film jest drastyczny, ale pasował do tematu. Uczniowie pierwszych klas podeszli do tego bardzo spokojnie, dlatego obejrzeliśmy go także w klasach drugich." Nie będę opowiadał, o czym jest film, bo wszyscy wiedzą, nie wszyscy jednak wiedzą, że już w 1985 roku organizacja Planned Parenthood poprosiła zespół sześciu specjalistów (w tym ginekologa i neurologa) o wyrażenie opinii na temat dzieła. Oto cytat, za "Światem bez kobiet" Agnieszki Graff:

"W roku 1985 organizacja Planned Parenthood poprosiła zespół specjalistów (sześciu lekarzy, w tym trzech profesorów ginekologii i neurologii), żeby przeanalizowali przekazywane w filmie treści naukowe. W obszernym raporcie pod tytułem „Nieścisłości medyczne w „Niemym krzyku” stwierdzili oni, że film zawiera pięć podstawowych przekłamań. Przede wszystkim fałszywe jest twierdzenie, iż „dwunastotygodniowy płód odczuwa ból”. Na tym etapie rozwoju mózg składa się ze szczątkowego wzgórza i rdzenia kręgowego, a większość komórek mózgowych jeszcze się nie rozwinęła. Bez kory mózgowej nie można otrzymywać bodźców bólowych. Po drugie, nie jest prawdą, że „dwunastotygodniowy płód wykonuje świadome ruchy” (np. uciekając przed narzędziami chirurgicznymi). W tym stadium rozwoju możliwe są tylko odruchy ruchowe – takie jak u organizmów jednokomórkowych – bez udziału świadomości i cierpienia. Eksperci od echografii i techniki filmowej stwierdzili też, że zabieg umyślnie filmowano w zwolnionym tempie, co przy normalnej projekcji daje wrażenie nadaktywności płodu. Po trzecie, fałszywe jest powtarzane w filmie twierdzenie, iż „echografia pokazuje otwarte usta płodu”. Na obrazie przekazywanym za pomocą ultradźwięków nie da się bez żadnych wątpliwości zidentyfikować ust. Nieprawdziwa jest również teza, iż „dwunastotygodniowy płód wydaje niemy krzyk”, ponieważ krzyk wymaga obecności powietrza w drogach oddechowych. Zarzut dotyczy także twierdzenia, że „płód jest osobą taką samą jak my wszyscy”. W tym stadium rozwoju posiada on tylko zawiązki organów i nie jest zdolny ani do życia poza organizmem matki, ani do świadomego myślenia – z punktu widzenia medycyny nie jest więc dzieckiem, lecz organizmem we wczesnej fazie rozwoju, który potencjalnie może stać się dzieckiem. Wreszcie, zdaniem komisji, istotnym nadużyciem jest też sam przebieg filmowanego zabiegu: przy dwunastotygodniowej ciąży nie używa się „instrumentów zgniatających”, lecz wykorzystuje metodę próżniową.”
Aborcji można dokonywać tylko przez okres trzech pierwszych miesięcy ciąży, co daje nam około trzynastu tygodni, czyli okres czasu, podczas którego żaden zarodek pod względem swojej biologicznej budowy i funkcji fizjologicznych nie jest jeszcze człowiekiem. A już absurdem jest twierdzić, że może być porównywany do noworodka. Mitem jest, że lekarze usuwają dzieci tuż przed narodzinami, albo w ostatnich miesiącach ciąży. Ze względu na zdrowie kobiety taki zabieg byłby niezwykle ryzykowny."

Rozumiem tu i argumenty drugiej strony: nie jest dla nich ważne, czy film jest prawdziwy, czy nie, wierzą po prostu, że aborcja jest złem i chwytają się wszystkich środków, żeby do niej nie dopuścić, nieważne, czy środki są etyczne, czy nie -- życie płodu ma wartość nadrzędną nad psychiką 14-latki, która obejrzy film. A że obejrzy go w szkole? że rzekomo świecka instytucja utrzymywana z pieniędzy podatników wpoi jej zwyczajną nieprawdę? To nie jest ważne. Polska biedna, ale katolicka!

Jeśli jeszcze nie wiecie, czemu mam doła, dorzucę kilka kolejnych cegiełek: otóż Lech Kaczyński zapowiedział, że "w sprawie ustawy legalizującej związki homoseksualne zachowałby się tak jak prezydent Czech Vaclav Klaus - czyli zawetowałby ją." Co prawda, "w obecnym polskim Sejmie podobna ustawa nie miałaby szans. Podkreślił jednak, że gdyby taka ustawa została uchwalona, "oczywiście by ją zawetował"." Zaiste, mamy tydzień obwieszczania Czego Prezydent Nie Zrobi. W poniedziałek prezydent ogłaszał, że nie rozwiązuje Sejmu, w piątek dodaje, że nie poprze ustawy, o której popieranie nikt go nie pytał. To oczywiście możnaby ciągnąć tonem kabaretowym dalej i zastanawiać się, jakich ustaw prezydent nie podpisze jutro, niemniej jednak z punktu widzenia osoby zainteresowanej ustawą osobiście Lech Kaczyński po prostu daje po raz kolejny sygnał, że NIE jest prezydentem wszystkich Polaków, co najwyżej Wszechpolaków. Czy wiecie, czego dotyczy ustawa? Otóż ustawa umożliwiałaby mi decyzję o leczeniu mojego partnera, odbieranie za niego listów na poczcie, regulowałaby przynajmniej częściowo kwestię dziedziczenia -- otóż "Podział majątku osoby zmarłej dokonywany jest na podstawie ustawy, a testament może być dla sądu tylko sugestią. Partner ze związku homoseksualnego nie jest przewidziany w naszym prawie. Nawet jeżeli zmarły zapisze w testamencie majątek drugiemu uczestnikowi związku gejowskiego, to rodzina nieboszczyka może tę decyzję łatwo podważyć. Podobny problem pojawia się przy konkubinatach heteroseksualnych." Problem w tym, że konkubinaty heteroseksualne mają proste wyjście -- wzięcie ślubu. My tego wyjścia nie mamy i prezydent już zapowiedział, że zadba o to, żebyśmy dalej wyjścia nie mieli. To, że część mojej rodziny nie przyznaje się do znajomości ze mną prezydenta nie ciekawi -- ostatecznie mam czego chciałem, wiodąc życie pełne grzechu i rozpusty. Przypomnę jeszcze, że przed wyborami PiSs uznawał rozmowy na temat ustawy o związkach rejestrowanych za temat zastępczy, odwracający uwagę obywateli od dyskusji na tematy ważne, jak na przykład głód, bezrobocie i gospodarka.

W tym kontekście 20 milionów zł na Świątynię Opatrzności Bożej pominę milczeniem, bo o czym tu mówić? Natomiast nie można pominąć milczeniem nowo utworzonej instytucji pt. CBA:

"[CBA] Może prowadzić śledztwo i stawiać zarzuty w każdej sprawie, jeśli w tle jest korupcja. Żeby użyć CBA, wystarczy zatem kogoś o korupcję pomówić - dowodził Wiesław Woda (PSL). Poseł uważa też, że biuro będzie zbierać informacje daleko wykraczające poza zakres jego działalności, np. o pochodzeniu rasowym, poglądach politycznych, przekonaniach religijnych, stanie zdrowia, nałogach i życiu seksualnym. - Co to wszystko ma wspólnego z korupcją? - dziwił się poseł. - To standard. Każda służba specjalna, zajmująca się jednym z aspektów bezpieczeństwa państwa, musi gromadzić, przetwarzać i analizować takie informacje o podejrzanych o działalność przestępczą. Jeśli ktoś okazuje się niewinny, dane są niszczone - tłumaczył Kamiński."

Wydawałoby się, że Polska miała już urzędy, które zajmowały się gromadzeniem informacji o pochodzeniu rasowym, poglądach politycznych, życiu seksualnym i przekonaniach religijnych. Oczywiście informacje te wykorzystywane były tylko w szczytnym celu Bezpieczeństwa, a jeśli ktoś okazywał się niewinny, dane były niszczone. Prawda? Tylko dlaczego w takim razie pracownicy dawnego SB mają być teraz lustrowani, odsuwani od stanowisk publicznych i ma się im odbierać emerytury? Czym różnić się będą metody SB od metod CBA? Przecież żadna z tych instytucji nie ma w nazwie "totalitarny", "represyjny", "przemoc" ani "przeciwnicy systemu", jedna zajmowała się bezpieczeństwem, druga będzie zwalczać korupcję. "Funkcjonariusze CBA będą mieli podobne uprawnienia, jak inne służby specjalne i policja prawo legitymowania, kontroli osobistej, przeszukiwania osób i pomieszczeń, podsłuchu, prawo do zakupu kontrolowanego. Będą mogli stosować środki przymusu i broń. [...] Niektóre przepisy wręcz wyśmiewano, np. ten, że wobec osób, których wygląd wskazuje na wiek do 13 lat, nie stosuje się kajdanek ani paralizatorów, tylko chwyty obezwładniające. - Nie wiedziałem, że dzieci też są zamieszane w korupcję - dziwił się jeden z posłów." A jakże! Dzieci urodzone w III RP nie przeszły przez Instytut Wychowania i można je podejrzewać o wszystko.

Tym optymistycznym akcentem kończę mój biuletyn w nadziei, że zanim Polska wyjdzie ze złej Łunii, zdążę wyjechać do zgniłej Holandii, gdzie nie ma instytutów ds. wychowania katolickiego, nie przeznacza się pieniędzy z budżetu na budowę kolejnych świątyń i nie zbiera informacji o życiu seksualnym celem walki z korupcją.

3 Comments:

  • Najbardziej dziwi mnie to ze wszsycy sa tacy zdziwieni tym co sie w tym kraju dzieje, ze tak okropnie przezywaja wypowiedzi politykow od siodmej bolesci i prowadza do niczego nie wiodace dyskusje na wszelkiego rodzaju forach i listach dyskusyjnych. Ludzie , hello, to bylo wszystko do przewidzenia, gdybyscie zwracali uwage na to co robil PiS od zawsze , na ich retoryke, chamstwo i grubianstwo, to moze teraz byscie sie tak nie dziwili i biadolili.
    PiS mial i ma ambicje byc jedyna sluszna partia w panstwie, nie ma i nie mial zamiaru budowania rzadnej IV RP tylko PRL Bis, oni chca robic dokladnie to samo co przezywalismy, znaczy co poniektorzy jak ja w PRL-u, aby to dostrzec nalezy sluchac i uwazac co oni mowia tak naprawde . To ze Ziobro mianowal prokurator ktora pastwila sie za komuny nad opozycja to nie jest przypadek a wykalkulowane dzialanie. Wprowadzenie urzedu d/s korupcji to nic innego jak SB , wyslanie antyterrorystow na ulice to nic innego jak ZOMO.
    A to tz Romek mowi glupoty o tym ze kobiety po 4 latach wciaz beda mialy prace to niech se mowi, oni duzo mowia aby zmylic spleczenstwo, ktore sie nei spodziewa ze to najgorsze jeszcze sie nie wydarzylo.

    By Blogger atkabe, at 3:21 PM  

  • oooo... ja to depresji dopiero dostałam po lekturze komentarza... łeee... ale może nie będzie tak tragicznie... przezyliśmy trzy rozbiory, przeżyjemy i kaczory! i tym optymistycznym akcentem - pozdrawiam:) [jako, że dziś swiatowy dzień walki z depresją]

    By Anonymous loony_bee, at 7:11 PM  

  • i to są powody dla których przestałam czytać gazety i oglądać tv...
    dół po przeczytaniu pierwszego słowa jest nie do uniknięcia

    By Anonymous arvata, at 10:20 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home