sobota, maja 27, 2006

Apage Satanas, czyli jak obraziłem uczucia religijne

Wstęp:

Poniższa notka może urażać uczucia religijne. Ewentualna uraza nie jest przeze mnie zamierzona. Osoby urażone niniejszym przepraszam i zapewniam o gotowości współpracy z organami prawa celem ocenzurowania fragmentów grożących mi karą więzienia z art. 196 kk.

Motto:

"Wiceminister spraw wewnętrznych Władysław Stasiak podkreśla, że mimo bardzo dużych utrudnień na trasie pielgrzymki zarówno pielgrzymi jak i kierowcy zachowują się wzorowo. Stasiak przyznaje, że zdarzają się przypadki kierowców niezadowolonych z zamkniętych ulic, ale jest to margines. "To są Adasie Miałczyńscy, ale generalnie jest wspaniała współpraca i zrozumienie" - wyjaśnia wiceminister w rozmowie z IAR."

Dużo ostatnio myślę o tzw. uczuciach religijnych i karalności ich obrażania, zwłaszcza w kontekście komentarzy do poprzedniej notki.

W Polsce, według zeznań samych zainteresowanych, 95% osób wyznaje wiarę katolicką. Są wśród tych osób babcie, dziadkowie, matki, ojcowie, dzieci i wnuczęta. Są tacy, którzy rzucają kamieniami, tacy, którzy wszędzie widzą żydostwo i pedalstwo oraz tacy, którzy po prostu wierzą w istnienie Boga. Uczucia wszystkich tych osób są chronione za pomocą prawa, które za "obrazę uczuć religijnych" nakłada karę więzienia. (Polecana lektura) Dodatkowo nie da się zdefiniować obszaru wypowiedzi obrażających uczucia religijne -- por. prof. Leszek Kołakowski: "...trudno mi - wskutek trwałego zaniku poczucia świętości - ustalić granicę pomiędzy sprawozdaniem z własnego stanowiska a oceną, która mogłaby zostać odczuwana jako coś obraźliwego dla kolegów katolików; chciałbym bardzo uniknąć tej ostatniej możliwości, boję się tylko, że brak mi dostatecznego wyczucia tej granicy, a wiadomo mi z doświadczenia, że nic łatwiejszego niż spowodować bezwiednie, aby w dyskusji rozmówca-katolik uznał, że jego uczucia religijne zostały obrażone". Tak więc dla osoby niewierzącej i wyzbytej uczuć religijnych rozmowa z katolikiem jest niezwykle trudna, ponieważ wymaga skazanych na niepowodzenie prób odgadywania, jakich słów użyć i jaką myśl wyrazić, aby rozmówca nie poczuł się urażony. Dodatkowo utrudnia to fakt, że jednego katolika np. napisanie "Serdetschnye vitamy" obrazi, a drugiego nie.

Poglądy i odczucia niezwiązane z religijnością nie są w naszym kraju chronione prawnie. Wątłą próbą obrony uczuć osób nieposiadających uczuć religijnych jest pojęcie tzw. poprawności politycznej, które za granicą nakazuje politykom np. nie zwracać się do starszego człowieka per "spieprzaj dziadu", a do geja nie mówić "nie podam temu ręki bo nie wiadomo, gdzie ją wcześniej wsadzał". W Polsce poprawność polityczna jest bezlitośnie wyśmiewana, jako próba ograniczania wolności słowa. Najgłośniej wyśmiewają ją politycy Ligi Polskich Rodzin, którzy jednocześnie jako pierwsi rwą się z pozwami sądowymi o obrazę ich uczuć religijnych. A uczucia LPR bardzo łatwo urazić, wystarczy np. umieścić Madonnę-piosenkarkę wmontowaną w obraz Madonny-niepiosenkarki na okładce pisma muzycznego lub wmontować męskie genitalia w kształt plusa (używany m. in. jako logo Polskiego Czerwonego Krzyża).

Jak wiadomo, jestem gejem i ateistą, w związku z czym nie posiadam żadnych uczuć chronionych prawnie. Podczas rozmowy z osobą wierzącą, lub podejrzewaną przeze mnie o to, że wierzącą być może, czuję się zwykle bardzo niekomfortowo, ponieważ nie mogę usunąć ze świadomości przykrego doznania, że jako rozmówcy nie stoimy na równych pozycjach. Co więcej, ja nie mam nigdy nawet pewności, że nie urażę uczuć rozmówcy zupełnie bezwiednie -- z powodów opisanych powyżej. Co z tego wynika, widać było, kiedy poprzednią notkę zakończyłem wyrazami "Trvayzie motzni v vyezhe"; zostałem oskarżony o brak kultury, prymitywizm, brak tolerancji i drwinę z głowy państwa. Jako żywo, nie dostrzegam w cytowaniu zapisu fonetycznego, jakim posługuje się papież żadnej z powyższych rzeczy, co więcej, główna oskarżycielka przyznaje, że sama nie posiada uczuć religijnych, a jednak uważa, że ja je urażam.

Koresponduję ostatnio z pewnym katolikiem; obaj staramy się o maksimum dobrej woli, zrozumienia i pozytywne podejście do rozmówcy. A jednak rozmówca nie wahał się napisać mi, iż uważa, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne nie jest dobrym pomysłem. Trudno to uznać za zdanie obraźliwe, prawda? Po prostu ma taki pogląd, który nawet potrafi uzasadnić. Ja w swoim cytacie nie wyraziłem żadnego poglądu, pośrednio chodziło mi o zwrócenie uwagi na powierzchowność postrzegania papieża i brak prób zrozumienia jego wypowiedzi. "Trwajcie mocni w wierze", hasło pielgrzymki, można analizować długo i wytrwale; a jednak nigdzie w mediach nie spotkałem się z taką analizą, za to oglądam kolejne zdjęcia papieża w różnych pozach oraz czytam, że "Benedykt jest prawie tak kochany, jak Jan Paweł II". A jednak: mój cytat jest obrazą, drwiną i prymitywizmem. Jak ja mam pisać notki zahaczające o tematy religijne, jeśli nawet coś tak zdawałoby się niewinnego generuje tak niezwykle negatywne konotacje? Oraz: czemu ja nie czuję się obrażony przez to, że mój rozmówca uważa, że byłbym złym ojcem? Czyżby w obu przypadkach chodziło po prostu o moje wynikające z socjalizacji przyzwyczajenie do tego, że rozmówca-gej jest gorszy i można powątpiewać w jego pełne człowieczeństwo, zaś rozmówca-katolik jest lepszy i jednocześnie wrażliwszy i pisząc lub mówiąc cokolwiek na jego temat należy dbać wyjątkowo o to, aby go w jakiś sposób nie urazić?

Wróćmy do początku: otóż w Polsce 95% osób uważa się za -- na różny sposób -- katolików. Nawet ja, jak się okazuje, jestem wliczany do tej liczby, ponieważ zostałem ochrzczony. To, że teraz nie nazywam się tak samo jak wtedy, jestem niewierzący i w moim otoczeniu osób wierzących po prostu nie ma, nie liczy się. Liczba 95% jest argumentem najlepszym i jedynym dla tego, żeby w państwie rzekomo neutralnym religijnie w każdej szkole i w każdym urzędzie wisiały krzyże, ale i dla tego, żeby wizytę Benedykta XVI relacjonowały jednocześnie WSZYSTKIE kanały telewizji publicznej. Osoba niewierząca, która w swojej naiwności liczy na to, że poogląda sobie coś ciekawego, zawiedzie się srogo. Argument o 95% nie przekonuje mnie o tyle, że nawet gdyby katolików było 99%, nie są w stanie oglądać kilku kanałów telewizyjnych jednocześnie, a zatem gdy TVP1 nadaje 24 godziny na dobę serwisów papieskich, TVP2 mogłoby chociażby nadawać powtórki seriali lub nieprzesadnie gorszące (chociaż właściwie dlaczego? skoro katolicy oglądają TVP1...) filmy. A jednak tak nie jest. Pomijam kanały prywatne, bo właściciel kanału prywatnego ma prawo nadawać cokolwiek uzna za stosowne i ignorować dowolny odsetek ewentualnej widowni. Ale czemu telewizja publiczna, finansowana za pieniądze katolików i ateistów przez te kilka dni kompletnie ignoruje istnienie tych drugich? Demokracja, która rzekomo ma wyrażać zdanie większości przy jednoczesnym bronieniu praw mniejszości, staje się czymś w rodzaju totalitaryzmu, w którym jedyne, co pozostaje mniejszości to godne milczenie i emigracja wewnętrzna. Czyż motto, rozpoczynające powyższy tekst -- po zamienieniu "pielgrzymki" na "wizytę Breżniewa", "pielgrzymów" na "spontanicznie witających" oraz "Adasiów Miałczyńskich" na "bikiniarzy ze znanych kół" -- nie brzmi Wam podejrzanie znajomo?

Wyśmiewane bezlitośnie nawet w tak, zdawałoby się, lewackich łże-mediach jak Tygodnik Powszechny "Tiszerty dla wolności" to dla nas, ateistów, freaków i feministek swoisty (i jedyny) wentyl bezpieczeństwa, sposób, w jaki możemy zaznaczyć swoją obecność w społeczeństwie, które tej obecności próbuje wszelkimi siłami zaprzeczać. Kiedy już TVP1, TVP2, TVP3, Polsat, TVN, TVN24 i wszystkie pozostałe kanały zamieniają się w TV Benedykt, my -- margines -- możemy sobie co najwyżej włożyć koszulkę z napisem "Nie płakałem po papieżu". Wy -- większość -- macie po swojej stronie telewizję, prawo, sprawiedliwość i liczebność. A jednak -- tiszerty są wyśmiewane, usuwane, oprotestowywane, uznawane przez autorytety za żałosne i dziecinne. Bo tiszerty to poprawność polityczna. Którą konserwatywni politycy lubią określać mianem knebla, a ja -- lewak -- mianem dobrego wychowania. Bo niektórych rzeczy publicznie mówić i pisać nie wypada, podobnie, jak nie puszcza się bąków podczas obiadu rodzinnego; i nie ma tu nic do rzeczy kara więzienia lub jej brak, po prostu jako osoba dobrze wychowana w gronie, w którym mogą znajdować się katolicy nie piszę, że "katole to idjoci", a w otoczeniu osób płci obojga nie opowiadam seksistowskich dowcipów niezależnie od tego, co myślę o katolikach i czy dowcipy mnie śmieszą. "Nie płakałem po papieżu" natomiast jest zdaniem bez negatywnego ładunku emocjonalnego, niesugerującym niczego w kwestii tego, czy czytający to stwierdzenie po papieżu płakali czy też nie, niedeklarującym mojego negatywnego stosunku do papieża, religii i wierzących. I kiedy na forum gazeta.pl ktoś w sygnaturce umieszcza zdanie "Nie płakałem po Le Madame", ma do tego prawo, tak ja mam prawo pomyśleć, że ten ktoś jest głupi. Na tym, moim zdaniem, polega wolność słowa. A jednak społeczne postrzeganie i, co gorsza, ochrona prawna osób noszących koszulki "Nie płakałem po papieżu" i "Nie płakałem po Le Madame" są zupełnie odmienne. Dlaczego?

Gdybym chciał z premedytacją urazić Wasze, drodzy czytelnicy, uczucia religijne, nie miałbym z tym żadnych problemów. Wystarczyłoby na przykład wziąć list Wierzejskiego do Ziobry i zastąpić wszelkie odniesienia do homoseksualizmu odniesieniami do katolicyzmu. Obraza byłaby wtedy jak najbardziej zamierzona, w odróżnieniu od mojego nieszczęsnego zapisu fonetycznego. A jednak ja nie mógłbym pozwać Wierzejskiego do sądu (ponieważ w liście nie pada moje nazwisko), podczas gdy Wy, drodzy czytelnicy, moglibyście pozwać mnie. I jakkolwiek medialna i ciekawa z punktu widzenia prawa mogłaby być sprawa, to mi groziłby wyrok 2 lat więzienia, a nie Wierzejskiemu.

PS. Bożena Umińska o tiszertach.

23 Comments:

  • Bardzo dobry tekst. Mam tylko małe zastrzeżenie. Osoba starająca się sprzeciwić temu co napisałeś, może się zaczepić o zdanie: "Osoby nieposiadające uczuć religijnych nie są w naszym kraju chronione prawnie." i odjechać z dyskusją w strone nie mającą znaczenia.
    Oczywistym jest, że osoba nieposiadająca uczuć religijnych jest chroniona prawnie np w przypadku, jak zostanie napadnięta na ulicy przez zwykłego nieznajomego złodzieja, gdy zostanie pobita przez nieznajomego napastnika, lub gdy sąsiad będzie ją meczył co noc hałaśliwą muzyką... a także w wielu innych sytuacjach.
    Uprzedzając komentarze złośliwych komentatorów proponuję Oliveirze rozwinąć cytowane przeze mnie zdanie do postaci: "Poglądy osób nieposiadające uczuć religijnych nie są w naszym kraju chronione prawnie, w przeciwieństwie do poglądów osób uczucia te posiadających".

    By Anonymous Chłopiec, at 3:07 PM  

  • Dziękuję, niezupełnie tak, ale poprawiłem :)

    By Blogger Oliveira, at 3:16 PM  

  • dla mnie to też uciążliwość: mega-promocja Benedykta razi moje uczucia i każe mi nie oglądać telewizji a chciałbym mieć wybór. Utopią jest równość wobec prawa w tym wzgledzie

    By Anonymous joe255, at 3:25 PM  

  • jak napisał b.hunter u mnie:
    Szaleństwo już mnie męczy.
    jako i mnie.
    dlatego lecę Obrazkiem (też cudzym):
    http://www.ooops.pl/blog/?p=1807#comments
    po co gadać?

    By Anonymous makowski, at 6:07 PM  

  • "Obraza uczuć religijnych" to ewentement i dziwoląg prawny, który jest szkodliwy i niepotrzebny.

    Paragraf ten czyni z chrzescijan uposledzone dzieci, ktore sa tak slabe, ze potrzebuja policjanta aby ich pilnowal i bronil. Bo czy osoba silna, przekonana o swojej racji, swiadoma i wewnatrz sterowna moze byc zagrozona jakąkolwiek obraza? Co z tego ze ktos sobie cos gada? Co to komu szkodzi? Boga to zgrzewa, tak samo jak prawdziwie wierzacych ludzi.

    Ten paragraf konserwuje powszechny obraz neurotycznego chrzescijanstwa: osaczonego, przesladowanego, wysmiewanego i bezradnego. "No tak" - mowi taki neurotyczny chrzescijanin - "obrazasz moja religie, jestem tak slaby ze nie moge sie bronic, przez Ciebie trace moja wiare. Ale nic to, wsadze cie do pierdla, zamkne twoja gazete, w ten sposob na swiecie bedzie lepiej". Jest to tak durne i odlegle od idei jaka glosil Jezus ze az mi sie nie chce bardziej komentowac.

    Sw. Pawel, kiedy zawedrowal do Grecji, mial nieprzyjemnosc przemawiac na Aeropagu. Grecy jak uslyszeli o zmartwychwstaniu to zaczeli boki zrywac, polecialy pewnie tez pomidory. I co? Czy Sw. Pawel pogrążył sie w kontestacji swojej oplutej wiary? Nie. Rozmawial dalej z tymi ktorzy chcieli go słuchać.

    "Obraza uczuć religijnych" to tylko taki lewarek dla neopogan i faszystów z LPR aby pokazać "że coś robią". No bo przeciez jest juz tak zle ze "coś" trzeba robić.
    Bo nie moze tak byc zeby kazdy mowil co mysli, czym by sie to skonczylo!!

    Alleluja i do przodu.

    By Anonymous Uenifeu, at 8:27 PM  

  • o ile same informacje o b16 specjalnie mi nie przeszkadzają [zawsze moge isc do wypozyczalni, gorzej kiedy musze sprawdzic poczte internetowa], to metoda praktykowana przez portale zaczyna mi przeszkadzac, kiedy zamiast waznych informacji na temat tego co sie dzieje na swiecie prezentowane jest kolejne zdjecie papieza. mozna sie tutaj powolac chociazby na wczorajsze krwawe stlumienie marszu w Moskwie, o ktorym polskie portale nie specjalnie sie zajaknely, prezentujac w zamian kolejne info o b16. ewentualne linki sa tu:
    http://smart.tin.it/rancinis/mosca27-05-06.html
    http://ukgaynews.org.uk/Archive/2006may/2703.htm

    By Anonymous chroma, at 2:08 PM  

  • Niezle fotki. Volker Beck jeszcze do nas nie przyjechał, a już dostał w dzioba.

    Powinni zaraz zabrać go na leczenie z gejostwa:

    http://uenifeu.blox.pl/2006/05/Leczenie-gejow-terapia-przytulaniem.html

    By Anonymous Uenifeu, at 7:01 PM  

  • Niezle fotki. Volker Beck jeszcze do nas nie przyjechał, a już dostał w dzioba.

    Powinni zaraz zabrać go na leczenie z gejostwa:

    http://uenifeu.blox.pl/2006/05/Leczenie-gejow-terapia-przytulaniem.html

    By Anonymous Uenifeu, at 7:01 PM  

  • jeszcze kawałek o obrażaniu uczuć religijnych cytatami z Benedykta:
    Prosto z JoeMonster:
    W dshischejschym vydaniu Autentikhuv, dowietsie tsie miedsy inymi dlatschego TPSA jest lepscha od TELE2, na jakim sptschentshie opiera tsie voiskhova telefonia oraz posnatshie potstdavy jentzyka hinskiego. Na potschontek historia litze-alnego spotkhania...
    Czy powyższym teksten, ten popuarlny portal uraził uczucia religijne swoich czytelników (którzy na dodatek za oglądanie JoeMonster płacą)?
    http://www.joemonster.org/article.php?sid=5978

    By Anonymous Chłopiec, at 12:28 AM  

  • "obraza uczuć religijnych" powstała z bardzo prostego powodu -- katolicyzm jest wyrazem niedojrzałości emocjonalnej, w wyniku której jego "wyznawcy" potrzebują zwalić winę na wymyślonego przez siebie boga. oczywiście każdy, kto choć trochę zachwieje ich chore wyobrażenie o świecie, musi zostać zaatakowany.

    katolicy w ogóle potrzebują opieki jak rozwydrzone dzieci, co widać choćby po prohibicji na czas pielgrzymki faceta w białej sukni.

    ciągiem dalszym ich neurotyzmu jest chociażby dzisiejsze wydanie Faktów (TVN), w których wizyta b16 była ważniejsza niż wypadek autokaru z dziećmi.

    ot, katolicka miłość.

    By Anonymous 7, at 9:24 PM  

  • w ogóle chore jest udawanie w czasie pielgrzymki, że Polacy nie piją alkoholu, nie używają podpasek i nie uprawiają seksu. hipokryzja w czysto katolickiej postaci.

    By Anonymous 7, at 9:28 PM  

  • "Obraza uczuć religijnych" to tylko taki lewarek dla neopogan i faszystów..."

    Ja jestem neopoganinem i jakoś nie jestem faszystą ba nawet nie jestem Rodzimowiercą Słowiańskim. Mam lewicowe poglądy i jestem przedstawicielem mniejszośći religijnej. Odwołuję się do tradycji Wicca i troszkę mnie wkurza stereotyp neo-poganina faszysty. Z dwojga złego w sumie lepiej być dziwakiem niż faszystą bo tak też jesteśmy traktowani. Ale cóż zdarza się że tradycje narodowe jak religia germańska czy słowiańska jest traktowana jako ideologia polityczna. Choć generalnie religie tzw. Earth Centered mają więcej wspólnego z Buddyzmem i Ekologią niż z faszyzmem. To tak jakby powidzieć że Katolicyzm to tylko LPR. Chciałem to napisać aby był ślad że neo-pogańska ścieżka to nie nie tylko nacjonalizm czy faszyzm.
    Pozdrawiam
    Thomas

    By Anonymous Thomas_Z, at 8:39 PM  

  • A moją religią jest ESTETYKA. I na każdym kroku w tym państwie są obrażane moje uczucia religijne: przez pandemonium kiczu w telewizji, w reklamie, w gazetach, w internecie, w radiu, w kinach, w galeriach, w książkach, na ulicach itd., a także przez kicz kościelny i kicz edukacyjny. Z satysfakcją jednak stwierdzam, że żadne mniejszości mnie nie obrażają. W przeciwieństwie do świętych większości, które obrażają się na wszystkich do nich nienależących. podpisano: Soach

    By Anonymous Anonimowy, at 10:21 PM  

  • I co mają powiedzieć ludzie inteligentni, dla których np. nauka jest religią, kiedy są obrażane ich uczucia religijne przez władze tego państwa, które hołdują populistycznej głupocie i ciemnocie?
    podpisano: Soach

    By Anonymous Anonimowy, at 10:31 PM  

  • "lub wmontować męskie genitalia w kształt plusa (używany m. in. jako logo Polskiego Czerwonego Krzyża)."

    Zdajesz sobie sprawę, że dopuszczasz sie tu manipulacji? I po co? Tarczę Dawida można przedstawiąc w ten sam sposób: "dwa splecione trójkąty uzywane m.in. jako logo izraelskiego odpowiednika Czerwonego Krzyża."

    Inną sprawą jest ocena kto tam sobie coś namazał czy skonstruował, a inną udawanie, że zielone jest jednak czerwone i w kropki.

    Tekst jest mocny i ciekawy, ale ten szczegół jest akurat głupi.

    tuje.

    By Anonymous Anonimowy, at 3:14 PM  

  • Tuje, widziałeś/łaś/łyście tę pracę?

    (powyższy link obraża uczucia religijne członków LPR i nie reprezentuje poglądów autora ;P)

    By Blogger Oliveira, at 3:26 PM  

  • Nie, nie wiem co to i w zasadzie mnie nie interesuje: jako erotyka jest kiepskie, jako "sztuka na ścianie" - dla mnie obciachowe, a jako pornografia - słabe i bez erekcji.

    Ja mówię o znaku graficznym:

    Napisałeś PLUS. Tymczasem to KRZYŻ. Tak jak przechodzisz przez SKRZYŻowanie a nie PLUSowanie, albo KRZYŻujesz palce. Nie PLUSujesz palców.

    Po angielsku jest zresztą tak samo.

    Dzieci w szkole uczą się: "2 krzyżyk dwa będziecie czytały: dwa plus dwa i to jest dodawanie".

    (wyjątkiem "c plus plus" nie warto się zasłaniać)

    Oczywiście można zaprzeczać rzeczywistości, tylko po co? Zyskujesz coś na tym?

    By Anonymous Anonimowy, at 7:10 PM  

  • W takim razie możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wszystko, co składa się z dwóch dowolnej długości skrzyżowanych pod kątem prostym odcinków/prostokątów/czegokolwiek jest jednoznacznie uznawane za symbol religii chrześcijańskiej. Bo dla mnie krzyż, który jest symbolem religii chrześcijańskiej ma "dolne ramię" zdecydowanie dłuższe, nawet kilka-kilkanaście razy dłuższe niż pozostałe. Jeśli wszystkie "ramiona" są identycznej długości, widzimy plus. EOT ode mnie, mam ciekawsze zajęcia niż spieranie się, czy dzieci w szkole bezczeszczą na lekcjach matematyki święte symbole.

    By Blogger Oliveira, at 7:14 PM  

  • Oliveira ma rację, krzyż chrześcijański nie ma równych czterech ramion. Zresztą Nieznalska pokazała jedynie to, co na licznych przedstawieniach ukrzyżowania jest zasłonięte. A jednak na niektórych jest odsłonięte - i to dawnych przedstawieniach.
    podpisano: Soach

    By Anonymous Anonimowy, at 2:33 PM  

  • Widzę skrzyżowane patyczki. Widzę zatem krzyżyk. Jakie ma znaczenie, że ktoś go uznaje za symbol, któremu udaje cześć? Dla mnie prawie żadne.

    Oboje/obaj nie zauważacie, że mnie kompletnie nie obchodzi, czy ten znak graficzny jest symbolem religii chrześcijańskiej, a w związku z tym podlega czy nie podlega specjalnej ochronie. Równie dobrze Nieznalska mogłaby narysować wyprężonego fiuta na skrzyżowaniu. I byłoby to sKRZYŻowanie, a nie idąc rozumowaniem autora sPLUSowanie.

    A mojego przedmówcę muszę rozczarować: nawet wikipedia notuje całe mnóstwo różnych form skrzyżowanych patyczków, przypisując je różnym organizacjom czy stowarzyszeniom, czy związkom religijnym. W szczególności form przypisywanych różnym odmianom chrześcijaństwa jest sporo (i greckie i jakieś krótkie i długie, itp).

    Poza kontekstem "2 plus 2" (ew. "c plus plus") złożone konkretnie patyczki w naszej (europejskiej - bynajmniej nie chrześcijańskiej) kulturze są nazywane krzyżem, krzyżykiem itp.

    A zupełnie inną sprawą jest, czy jeśli te patyczki będa zanurzone w kibelku, to czy będzie to dobrze, źle, czy bez znaczenia.

    Nawet słownik języka polskiego tak to definiuje.
    W kontekstach innych od podawania pozytywnych cech(plusów)
    "plus" to "znak zapisywany w postaci krzyżyka".
    (sjp.pwn.pl)

    Tak trudno to zrozumieć?

    By Anonymous Anonimowy, at 6:41 PM  

  • Widzę skrzyżowane patyczki. Widzę zatem krzyżyk. Jakie ma znaczenie, że ktoś go uznaje za symbol, któremu udaje cześć? Dla mnie prawie żadne.

    Oboje/obaj nie zauważacie, że mnie kompletnie nie obchodzi, czy ten znak graficzny jest symbolem religii chrześcijańskiej, a w związku z tym podlega czy nie podlega specjalnej ochronie. Równie dobrze Nieznalska mogłaby narysować wyprężonego fiuta na skrzyżowaniu. I byłoby to sKRZYŻowanie, a nie idąc rozumowaniem autora sPLUSowanie.

    A mojego przedmówcę muszę rozczarować: nawet wikipedia notuje całe mnóstwo różnych form skrzyżowanych patyczków, przypisując je różnym organizacjom czy stowarzyszeniom, czy związkom religijnym. W szczególności form przypisywanych różnym odmianom chrześcijaństwa jest sporo (i greckie i jakieś krótkie i długie, itp).

    Poza kontekstem "2 plus 2" (ew. "c plus plus") złożone konkretnie patyczki w naszej (europejskiej - bynajmniej nie chrześcijańskiej) kulturze są nazywane krzyżem, krzyżykiem itp.

    A zupełnie inną sprawą jest, czy jeśli te patyczki będa zanurzone w kibelku, to czy będzie to dobrze, źle, czy bez znaczenia.

    Nawet słownik języka polskiego tak to definiuje.
    W kontekstach innych od podawania pozytywnych cech(plusów)
    "plus" to "znak zapisywany w postaci krzyżyka".
    (sjp.pwn.pl)

    Tak trudno to zrozumieć?

    By Anonymous Anonimowy, at 6:43 PM  

  • Do anonymousa, który wrzucił skasowany url: Proszę mi tu nie spamować.

    By Blogger Oliveira, at 4:09 PM  

  • Ciut się znam na mediach - z zawodu. Brawo, Oliveira: to jest najlepszy tekst o "obrażaniu uczuć", jaki ostatnio (a może i w ogóle) czytałem. Zazadroszczę ci, że to nie ja napisałem. Chapeaux bas!

    By Anonymous Bogdan Miś, at 10:00 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home