niedziela, maja 14, 2006

Lumpen-inteligencja kontratakuje, czyli Bronek i Romek uczą nasze dzieci

1. Wybrałem się wczoraj demonstrować ze studentami i uczniami przeciw osobie Romcia Edukatora. Pogoda była śliczna, tłum satysfakcjonujący ("kilkaset" cytowane przez gazetę, onet i interię wyraźnie pochodzi z jednego źródła, którego to źródła wiarygodność wydaje mi się cokolwiek wątpliwa -- chyba, że "co najmniej 20" to też jest "kilka"), mnóstwo fajnych freaków z irokezami, kolczykami, tatuażami, śmiesznymi bródkami, w podartych spodenkach z suwakami gdzie nie trzeba, fioletowymi pasemkami we włosach, etc. etc.

Kiedy już z Szacownym Małżonkiem powracaliśmy ku domostwu naszemu, nasunęło mi się ciekawe spostrzeżenie. Otóż jeden z powodów, dla których ja zwyczajnie lubię tego typu demonstracje jest wygląd demonstrujących. Freaki to mój ulubiony gatunek, a na demonstracje anty-prawicowe i wolnościowe freaki przybywają zawsze tłumnie. Jak wyglądają (a raczej wyglądałyby, gdyby nie upór organizatorów aby nie dać mediom pożywki) demonstracje typu gay parade, też wiadomo -- kolory, tęcze, drag queen, tańce, muzyka, etc. Z drugiej strony -- jak wyglądają demonstracje młodzieżówek prawicowych, też wiadomo: ponure, krótko ostrzyżone klony, przyodziane w dresy lub imitacje mundurków, wywrzaskują hasełka spełniające definicję hate-speech.



2. Pozwolę sobie sformułować hipotezę: otóż lewicowość łączy się z otwartością na zjawiska spoza prywatnego kręgu kulturowego, zaś prawicowość łączy się z zamknięciem na owe zjawiska. Uwaga: nie mówię tu ani o pseudo-lewicy typu SLD, ani o pseudo-prawicy typu PiS. Nie mówię też o komunizmie, którego kojarzenie z lewicą powoduje u mnie dreszcze obrzydzenia.

Komunizm -- a raczej jego realizacja w PRL, ZSRR, etc. -- jest pięknym przykładem idei wymyślonej przez lewicowych intelektualistów na własną zgubę: idei utopijnej podobnie jak anarchia. Anarchia zakłada, że jeżeli tylko usuniemy władzę, ludzie natychmiast rozpoczną entuzjastyczne i spontaniczne zrzeszanie się w grupki celem czynienia dobra. Komunizm zakłada, że ponieważ wszyscy ludzie są równi, a praca robotnika równie dobra i wartościowa jak praca profesora, robotnik i profesor równie dobrze będą w stanie wcielać w życie ideały komunizmu. Zarówno anarchia jak i komunizm odrzucają ideę, zgodnie z którą pewna "klasa" osób jest bardziej niż inne predestynowana do rządzenia (rozumianego przeze mnie -- utopijnie -- jako wytyczanie kierunku, a nie spis zakazów). W anarchii wytyczanie kierunku nie jest potrzebne, gdyż każdy człowiek świetnie wie, jaki kierunek jest właściwy. W komunizmie wytyczanie kierunku jest potrzebne, jednak każdy człowiek potrafi wytyczyć kierunek równie dobrze. Jednak twórcy idei w swoim zapale na ogół zapominają, że ich sposób myślenia nie jest typowy.

Rządy panów Kaczyńskich i Marcinkiewicza realizują ideę komunizmu w sposób wypaczony dokładnie tak samo, jak realizacja idei komunizmu przez PRL i rządzącą PZPR. Otóż według panów Kaczyńskich i Marcinkiewicza każdy równie dobrze nadaje się do rządzenia i Roman Giertych może być ministrem edukacji (kiedyś był w szkole), a Antoni Jaszczak ministrem budownictwa (z okna widzi budowę). Jednak -- podobnie jak w komunizmie PRL "każdy" w rzeczywistości oznaczało "każdy, kto zgadza się z naszymi poglądami", tak samo dla panów Kaczyńskich i Marcinkiewicza "każdy" oznacza "każdy, kto jest gotów nas poprzeć, niezależnie od motywacji". Tak więc Andrzej Lepper może zostać ministrem i wicepremierem, mimo, że ma na koncie kilka wyroków; usprawiedliwia go gotowość do poparcia Wyższego Dobra, jakim jest lustracja, dekomunizacja (rozumiana jako "usuwanie wszystkich, którzy nie są po naszej stronie") oraz Rewolucja Moralna, która jak łatwo zauważyć jest nowym rozwinięciem skrótu TKM.

3. Moje rozumienie lewicowości i prawicowości (podzielane, między innymi, przez Ludwika Stommę) pozwala mi wnioskować, że w Polsce -- generalnie -- prawie cały czas rządzi prawica. Jest mi wszystko jedno, czy chodzi o prawicę komunistyczną, post-komunistyczną czy anty-komunistyczną; rządy (z wyjątkiem rządu Belki i w pewnym stopniu Mazowieckiego) oparte są cały czas na antynomii Nasi-Wasi, My-Oni, Dobrzy-Źli. Zachowanie Mazowieckiego, który przystał na Okrągły Stół i wybory częściowo tylko demokratyczne jest uznawane przez prawicę za zdradę; ich "klapki" nie pozwalają im spojrzeć z punktu widzenia czy to komunistycznego rządu, który śmiertelnie bał się oddania władzy i zbyt mocno naciskany byłby gotów użyć siły dla jej utrzymania (mała interwencyjka ZSRR, anyone?), czy to społeczeństwa, które wcale nie było takie en masse przekonane do Solidarności, czy to samej Solidarności, która na sprawowaniu władzy zwyczajnie się nie znała (bo i skąd by miała?) Wymiana PZPR na Solidarność nie była wcale wymianą lewicy na prawicę; była wymianą prawicy komunistycznej na prawicę katolistyczną. Owszem, prawica katolistyczna gotowa była wprowadzić wolność wyznania, ale pod warunkiem, że było to wyznanie katolickie, wolność wypowiedzi -- pod warunkiem, że nie pochwalała PZPR i nie szkalowała papieża, wolność wyboru -- pod warunkiem, że wybierano spośród pewnego ograniczonego zbioru i przy pomocy pewnych ograniczonych reguł oraz -- że zaraz po wyborach obywatele tracili znów wpływ na rządzących, aż dopóki nie nadeszły kolejne wybory.

Moje zdanie podziela, co ciekawe, również Bronisław Wildstein (chociaż idę o zakład, że nie zdaje sobie sprawy, że je podziela...): "Media, a zwłaszcza ich elita - ważniejsi redaktorzy, gospodarze programów w telewizji i radiu, komentatorzy - należą do opiniotwórczego establishmentu. Na skutek kontestacyjnego przełomu lat 60. i 70. poglądy tego establishmentu w zachodnim świecie przesunęły się na lewo, co potwierdzają badania. Przedstawiciele opiniotwórczych elit (określenia tego używam w sensie opisowym, nie wartościującym) przedstawiają to przesunięcie jako symptom dojrzałości swoich środowisk, kreując się tym samym na "oświeconych". Gdyby zaakceptować owo (nieco megalomańskie) przeświadczenie większości establishmentu, płynęłyby z niego radykalnie niedemokratyczne wnioski. Wynikałoby, że rządzić powinny oświecone elity - oczywiście dla dobra wszystkich, w tym nieoświeconego tłumu. Już prawie 80 lat temu hiszpański filozof Jose Ortega y Gasset napisał "Bunt mas", gdzie między innymi piętnował wtargnięcie mentalności tłumu do środowisk pełniących funkcję elit."

Drogi panie Bronisławie, wnioski te możnaby też sformułować inaczej: otóż być może nie od rzeczy by było, gdyby uświadomić wyborcom-obywatelom, że demokracja polega na tym, że mogą albo dokonywać wyborów właściwych, albo niewłaściwych i być może nie od rzeczy byłoby spróbować czasem dokonać wyborów właściwych, a nie uczyć się na błędach. Jeśli ludzie wykształceni i "opiniotwórczy" mają w większości poglądy lewicowe, być może oznacza to, że wykształcenie sprzyja ich nabieraniu; co do wykształcenia, być może nie od rzeczy byłoby spróbować wytłumaczyć ludziom, że nie jest ono fanaberią, tylko ciężką harówą, która daje całkiem sensowne rezultaty. Co do Ortegi y Gasseta, polecam przeczytanie całej książki, nie tylko notki na okładce.

4. Niepodzielne rządy prawicy to rządy ignorantów, którzy z klapkami na oczach prą przed siebie, nie zważając na śmieszność, głupotę i żałosność własnych poczynań. Dajmy spokój panu Bronkowi, który ma zwyczaj głosić demagogiczne tezy typu "[kara śmierci] zdaniem środowisk opiniotwórczych Europy, ma być zakazana niezależnie od poglądów obywateli na ten temat. I o ile referendum w sprawie kary śmierci uznają oni za niedopuszczalne, o tyle referendum w sprawie aborcji chcą powtarzać, dopóki nie uzyskają oczekiwanego przez siebie rezultatu, to znaczy pełnej jej dopuszczalności". Warto zauważyć, że w Polsce nie odbyło się żadne referendum na temat aborcji, ponieważ "oświecone elity" prawicy katolistycznej uznały, że wiedzą lepiej, czego pragnie społeczeństwo i referendum nie jest potrzebne. ("Oświecone elity" biorę w cudzysłów, jako, że polska demokracja swoich rzeczywiście oświeconych elit z radością się pozbywa, już to wyrzucając z kraju, już to obniżając nakłady na niepotrzebną edukację, już to zamieniając inteligencję w lumpen-inteligencję.) Podobnie pan Bronisław nie musi czytać Ortegi y Gasseta, żeby wiedzieć, o czym ów pisze -- lewica kontestuje, prawica wie. Lewica pyta "dlaczego?", prawica nie musi pytać, gdyż zna odpowiedź. Prawicowość jest dostępna każdemu -- każdy może wybrać (lub przyjąć podany) zestaw stereotypów, które w łatwy sposób wytłumaczą mu świat; słuchacz Radia Maryja nie musi sobie udowadniać prawdziwości tych stereotypów, Bronisław Wildstein ma szeroki zestaw lektur, które albo dowodzą słuszności jego przekonań, albo można je zignorować i sprowadzić do notki na okładce. Lewicowość łączy się z koniecznością ciągłego myślenia, zadawania pytań i ciągłej niepewności, czy dzisiejszy ideał nie stanie się jutro kolejną minioną teorią; każda przeczytana książka może zmusić do często nieprzyjemnej i bolesnej refleksji.

5. W kraju rządzonym przez prawicę w oczywisty sposób leży w interesie rządzących obrzydzanie lewicowości. Jeśli ministrem czynimy rolnika z wykształceniem podstawowym, nie leży w jego interesie zachęcanie wyborców do głosowania na osoby z wykształceniem wyższym. Jeśli ministrem czynimy przestępcę, nie leży w jego interesie nakłanianie wyborców do głosowania na osoby niekarane, tudzież pomoc we wprowadzeniu ograniczeń prawnych uniemożliwiających wybieranie na wysokie stanowiska osób skazanych prawomocnym wyrokiem. W ten sposób powstaje pewien rodzaj zaklętego koła, które przez obrzydzanie "oświeconych elit" -- których nawiasem mówiąc jest pan chcąc nie chcąc członkiem, panie Bronisławie, panie filologu, panie dawny Wielki Dozorco Wielkiej Loży Narodowej Polski -- umożliwia kształtowanie "wolnej woli społeczeństwa" w taki sposób, aby wolna wola nie zdawała sobie sprawy ze swojego zniewolenia. Umysł, który został ukształtowany w kraju, gdzie mimo deklarowanej neutralności religijnej we wszystkich szkołach i urzędach wiszą krzyże nie jest w stanie zrozumieć, iż krzyże te są dla niego zniewoleniem; umysł, który został ukształtowany w pogardzie dla oświeconych elit i w podziwie dla krętaczy i oszustów odrzuci profesora ekonomii Belkę na korzyść magistra fizyki Marcinkiewicza, a profesora ekonomii Balcerowicza na korzyść absolwenta Państwowego Technikum Rolniczego Leppera. Co więcej, społeczeństwo będzie głęboko przekonane, że dokonało takiego wyboru kierując się wolną wolą.

Milczenie ugrupowań pseudolewicowych (SLD, SdPl) oraz pseudo-centro-prawicowych (PO) podczas, gdy ekstremalna prawica wrzeszcząc zawłaszcza kolejne sfery życia i polityki oraz przycina kolejne dyskursy do granic jedynie właściwych bierze się między innymi stąd, że pseudolewica post-komunistyczna cierpi na zaszczepione długą indoktrynacją poczucie winy, a pseudo-centro-prawica jak ognia boi się posądzenia o lewicowość, która w Polsce oznacza przynależność do PZPR i najprawdopodobniej przez jakieś kolejne 20 lat będzie to właśnie oznaczać. Lewicowość i inteligencja zostały w naszym kraju tak gruntownie wyśmiane i zepchnięte na margines, że zamknęły się w sobie i co najwyżej są w stanie popiskiwać na blogach o chęci wyjazdu za granicę. (Patrz: niżej podpisany.) Rację ma Igor Janke, kiedy pisze, że w tym kraju lewica nie jest potrzebna -- i rację ma Kinga Dunin, pisząc, że w tym kraju lewica jest niezbędna. Rzecz w tym, że Janke ma rację ilościową, a Dunin jakościową; Janke jest realistą, Dunin jest idealistką. Janke jest prawicowcem, Dunin jest lewicowa. Dunin zadaje pytania, Janke zna odpowiedzi. Co gorsza, prawdziwa lewica nie jest w stanie wrzeszczeć i walić pięścią w stół, z niezachwianą pewnością obwiniając Układy i Stoliki, ponieważ lewica -- wciąż poszukując -- nigdy nie ma tej niezachwianej pewności i nie jest w stanie zafiksować się na żadnej idei. W tym ujęciu Lech Kaczyński jest prawicowcem idealnym, niedopuszczającym do swojego umysłu żadnej wątpliwości w kwestii istnienia wrogiego Układu & Stolika, których przedstawicielem jest Platforma, o czym najłatwiej się przekonać zauważając, że Platforma nie jest co do ich istnienia przekonana i wysuwa wątpliwości, czy aby na pewno najlepiej będzie dla kraju, gdy ludzie z klapkami na oczach przejmą kontrolę nad wszelkimi resortami tzw. siłowymi.

6. Wczoraj zakończyło się zbieranie podpisów pod petycją o usunięcie Romana Giertycha ze stanowiska ministra edukacji. Jako miłośnik i zbieracz głosów ludu na forach internetowych dowiedziałem się, że: 1. petycję i demonstracje antygiertychowe organizują komuniści; 2. młodzież jest głupia i wykorzystywana; 3. nie przeszkadzał młodzieży minister Wiatr, który zachwycał się Stalinem.

1. jest na tyle głupie, że nawet mi się nie chce na nie odpowiadać -- owszem, było pewnie trochę komunistów wśród organizatorów, średnia wieku tych komunistów wynosi 17. 2. gdyby młodzież była głupia, nie poszłaby demonstrować, tylko siedziała przed Playstation w głębokim przekonaniu, że Romek ma na przedmieściu domek, a im to nie przeszkodzi grać na Playstation, chodzić na mecze i demolować ogródki na Starówce. 3. Owszem, być może nie przeszkadzał, zwłaszcza, że cytowana wypowiedź pochodziła, zdaje się, z roku 1967. Po prostu młodzież, w tej liczbie ja, ma w dupie to, co minister Wiatr mówił i robił w roku 1967, natomiast świetnie pamięta, co Roman Giertych mówił i robił dwa dni przed wyborem na ministra. Młodzież ma w dupie lustrację i dekomunizację, ponieważ zbrodnie komunizmu są dla młodzieży co najwyżej wspomnieniem (a w większości i tym nie), natomiast rzeczywistością jest dla młodzieży bezrobocie, brak mieszkań, brak perspektyw, niskie płace, wykorzystywanie pracowników przez pracodawców, dzwonki do telefonów po 5 zł + 22% VAT oraz Unia Europejska. Młodzież widzi sposób, w jaki zawłaszczanie kraju przez pseudolewicową prawicę postkomunistyczną jest zastępowane zawłaszczaniem przez pseudoprawicową prawicę katolistyczną.

Organizatorzy demonstracji wolnościowych w oczywisty sposób są lewicowcami. Ich uczestnicy bywają lewicowcami lub prawicowcami. Na niemalże idealny przypadek osoby ekstremalnie prawicowej natrafiłem kiedyś na forum feminoteki, gdzie przeczytałem, że wegetarianizm jest tak głęboko właściwy, że należy spalić wszystkie sklepy mięsne i wymordować wszystkich, którzy z zabijania zwierząt czerpią profity. Sposób myślenia "skoro a, to b" nie dotyczy bynajmniej wyłącznie Młodzieży Wszechpolskiej, co więcej, jestem w stanie wyobrazić sobie przepięknie wykolczykowanego i wydziarganego freaka, który spluwa z pogardą na mój widok, ponieważ ja mam tylko dwa kolczyki, a na głowie zamiast irokeza mam kucyk. Poza tym co prawda jestem wegetarianinem, ale noszę skórzane spodnie i nie uważam, że wszyscy ludzie na świecie muszą natychmiast zostać wegetarianami, a jak nie to w papę. Wspomniana osoba równie dobrze mogłaby organizować demonstracje Młodzieży Wszechpolskiej, gdyby tylko jej klapki zamiast pokazywać wycinek świata, w którym wszyscy są wegetarianami i mają na twarzy kilkanaście kolczyków zupełnym przypadkiem pokazywałyby wycinek, w którym wszyscy noszą dresy, wołają "Sieg Heil" i są heteroseksualni. (Albo usiłują być -- polecam lekturę nowego listu Wojciecha Wierzejskiego i jego analizę dokonaną przez studenta psychologii.)

Według mojego rozumienia lewicowości i prawicowości lewicowość jest przywilejem ludzi młodych, inteligentnych i kreatywnych. Jednak takich jest, najzwyczajniej w świecie, niedużo. Wraz z wiekiem następuje ociosywanie: freaki zdejmują kolczyki, kupują żel do włosów, garnitur zasłaniający tatuaże. Odkrywają radości pism "Chwila dla ciebie" i "CKM". Przywykają do myśli, że idee są niejadalne, nielegalne ziele (bez akcyzy) zastępują legalną wódką (z akcyzą), dyskusje polityczne zastępują wcześniej ukształtowanymi, wybranymi spośród czterech dostępnych szufladek schematami. Bardzo niewielka jest grupka tych, którym się to nie przydarza: w wieku lat 18 organizują demonstracje, w wieku lat 30 piszą artykuły, w wieku lat 45 piszą grube książki, w których przedstawiają ze szczegółami swój plan świata, ze szczegółami obmyślony, przedyskutowany, rozważony, przez lata zahartowany w walce z za i przeciw. Jeśli mają szczęście, umierają, zanim młodzi prawicowcy z klapkami na oczach zdążą -- w zapamiętaniu i zachwycie niezrozumianymi i nie do końca doczytanymi ideami -- krwią, ogniem i łagrem wprowadzić je w życie w głębokiej wierze, że jak zwykle uszczęśliwią społeczeństwo.

PS. Za inspirację i pomoc w lekkim poukładaniu powyższego, chaotycznego tekstu dziękuję joe255.

7 Comments:

  • oooo, Stary, znów kawał dobrej roboty :-)!
    Coś w tym na pewno jest, bo wiąże się ta teaz nie tylko z otwartościa młodych, ale i ich niepogodzeniem lub zbuntowaniem jak wolisz. Na szczęście jest tak, że niektórych te złe syndromy trzymają długie łata i się nie.. prawicują, w sposób polski- dodam. Bo i może logika w tym jest jakaś pokrętna, że się starość obraca do - jaki by on nie był-"Boga" tak na wsiakij pożarnyj sluczaj- w trosce o własną d..

    By Anonymous joe255, at 2:45 PM  

  • Naprawdę dobry tekst.

    1. W demonstracjach także podoba mi się ta różnorodność - to, że okolczykowany i wytatuowany młody człowiek idzie ramię w ramię z muzułmanką i emerytem, i oni wszyscy działają, myślą i czują podobnie. I ogólnie cenię współczesną tzw. nową lewicę za to, że stara się realizować ideały wielokulturowości.

    2. Z komunistami sprawa jest o tyle zabawna, że nigdzie żadnych nie widać (tzn. nikt liczący się nie wypowiada głośno takich poglądów, poza KPP, której z kolei nikt nie traktuje poważnie), za to świetnie przydają się PO czy PiS-owi jako "systemowy wróg". Bazując na figurze tego wroga, zaciekli antykomuniści wygrywają wybory na zasadzie "zagłosujecie na nas albo przyjdą złe komuchy i wtedy to dopiero będzie", po czym ochoczo przechodzą do realizowania władzy opartej na technikach zaczerpniętych żywcem z PRL-u.
    Abstrahując już od faktu, że prawie cała historia komunizmu to było bazowanie na hasełkach wyjętych z kontekstu: "dyktatura proletariatu", "walka klas", to w zasadzie jestem w stanie zrozumieć szczerą fascynację intelektualną tą ideą (patrz Majakowski, Broniewski, trochę Miłosz). Tak jak nie mam nic przeciwko marksizmowi, o ile nie jest poglądem dominującym czy wręcz jedynym.
    Co oczywiście nie zmienia faktu, że całkiem przyjemne idee zgodnie z zasadami memetyki muszą ulec wypaczeniu.

    3. Jak najbardziej mamy bezustanne rządy prawicy bez względu na aktualną ekipę. Pomijając już to światopoglądowe zatrząśnięcie, praktycznie każda, czy to postkomunistyczna czy postsolidarnościowa formacja skręcała na prawo poprzez gospodarczy neoliberalizm i konserwatywne podejście do spraw obyczajowych. Koło się zatacza.
    A "Bunt mas" ma to do siebie, że przeciętny, "masowy" czytelnik przy lekturze najprawdopodobniej będzie miał wrażenie, że to on należy do tych cudownych jednostek, to o nim mowa.

    Sama zaś demokracja to rządy wszystkich, nie tylko "oświeconych", ale jak dla mnie płytkie jest zakończenie tych rządów na etapie oddania głosu w wyborach. W demokracji jak najwięcej obywateli powinno nie tylko mieć prawo czy iść na ulicę na manifestację, podpisać petycję, czy to działać na szczeblu samorządowym i dalszym, ale także z tego prawa aktywnie korzystać. Mamy niestety w tym kraju jakieś poronione przekonanie, że wszelka polityczna aktywność i brak bierności to oznaka nawiedzenia.

    Na koniec: mam osobistą nadzieję, że lewicowość mi "z wiekiem" nie przejdzie. Choć pewnie zgubną i naiwną.

    By Anonymous Selina, at 5:44 PM  

  • A ja się nie zgadzam. Tzn zgadzam, ale nie zgadzam... choć zgadzam... ale za chwilę nie zgadzam i tak non stop w trakcie czytania tego tekstu.

    Najpierws widzę, że wychwalasz lewicę, ale lewica to przecież tkzw komuniści. Dalej się dowiaduję, że wg Ciebie znani nam komuniści to nie lewica, więc się zaczynam zgadzać. Rozumiem ideały i świetnie Cię rozumiem w kwestii idealizmu, który charakteryzuje innych znanych mi drobnych lewicowców - tych działaczy co to myślą, że wszyscy podejmą ten sam dobry kierunek i będą służyć światu z własnej woli dla dobra ludzkości. Z tym, że ja się z nimi nie zgadzam, więc widzę, że lewicowcem nie jestem. Ale czy w takim razie jestem prawicowcem? Większość cech, które przypisujesz prawicy jest mi zupełnie obca i je potępiam. Co więcej, nie mam problemu z rozpoznaniem ich u naszej prawicy. I co wtedy wychodzi? Jestem jakimś centrowcem? Co to w ogóle miałoby niby znaczyć? Przecież ja mam totalnie skrajne poglądy. Może nie wyglądam jak freak, ale lubię niekiedy być minifreakiem. Na codzień nie jestem, bo by mnie wylali z pracy, na ulicy napadli i jeszcze musiałbym mieć czas zadbać o ten swój wygląd. Wiec z wygody i lenistwa jestem wyglądowym szarakiem, choć poglądy mam iście freakowskie. Lecz nie lewicowe!
    Oczywiście, duża część z tych konflików/paradoksów wynika jedynie z nazewnictwa i opisu jednowymiarowego - ew dwuwymiarowego, gdzie drugi wymiar opisuje zmiany zachodzace w czlowieku wraz z wiekiem. I tu się chyba po prostu nie zgadzam. Świat nie jest prawicowo-lewicowy. Lewicowość raczej nie oznacza otwartości na procesy myślowe, a prawicowość nie oznacza korzystania ze schematów. Można być otwartym szerzej i mniej szeroko. Można być otwartym w jednej kwestii a w innej schematycznym. Ostatecznie można być otwartym i dojść do pewnych własnych schematów - i to także nie w każdej dziedzinie.
    Za wikipedią (angielską, żeby nie było polskich naleciałości):In politics, left-wing, the political left or simply The Left are terms that refer to the segment of the political spectrum typically associated with any of several strains of socialism, social democracy or social liberalism, and defined in contradistinction to its polar opposite, the right.
    Wedle tej definicji, lewicowość to poglądy zgodne z socjalizmem (z którym się nie zgadzam), z demokracją socjalną (którą reprezentuje PIS, LPR, SAMO i kilka innych partii) i z socjalnym liberalizmem, który - po przejrzeniu definicji - okazuje się być nieco zgodnym z moimi poglądami.

    Podsumowując: Nie trzeba być lewicowcem by lubić wolność światopoglądową, bo to się nazywa chyba liberalizmem. Jeśli chodzi o liberalizm w ten sposób widziany, to po pierwsze w Polsce jest on teraz wyklęty przez Pis i spółkę, a w innej formie i tak się rzadko przejawia w działaniach partii politycznych, bo tak jak napisałeś, każdy promuje w społeczeństwie te cechy, które spowodują, że sam zostanie wybrany. Propagacja wolnomyślicielstwa to nie wołanie: "Wyrzućmy Leppera, bo jest przestępcą" czy też "Trzeba dać Lepperowi stanowisko, bo on wiele zrobi dobrego, a to że jest przestępcą niewiele znaczy" tylko "Lepper ma prawomocne wyroki, ładnie się ubiera, nie lubi Balcerowicza i zna sytuację polskiej wsi - wasza sprawa czy go chcecie". Oczywiście to ostatnie zdanie może być przsączone manipulacjami, bo trudno się powstrzymać od rozpowszechniania własnego zdania na jakiś temat.
    Nie mniej niż więcej, łączenie lewicowości z socjalizmem z komunizmem z anarchizmem z liberalizmem i jeszcze kilkoma innymi poglądami jest samo w sobie manipulacją obecnie rządzących, którzy wszystkie etykiety, które przypisywała sobie konkurencja, mieszają z etykietami rozpoznawanymi negatywnie, a następnie oczerniają do końca.

    Pozostaje mi tylko pytanie - czy da się jednym słowem określić moje poglądy? Chyba nie, bo lewicowość jest już zbyt ograniczonym schematem poglądów nieschematycznych i do mnie nie pasuje.

    By Anonymous chłopiec, at 6:16 PM  

  • co do punktu 3 o ministrze edukacji
    z tego co pamietam - a dla mnie to byl czas ostatnich klas podstawowki odbywaly sie wtedy protesty uczniow i badzo nosnym haslem bylo wtedy "uczniowi zawsze wiatr w oczy"
    wiec chyba nie do konca bylo tak, ze mlodzieży minister wiatr nie przeszkadzal

    btw jak juz tu jestem
    jakbys mial czasem ochote napisac cos na gender.blox.pl [ktory wczoraj wystartowal] to serdecznie zapraszam(y), oczywiscie takze jakbys chcial opublikowac tam jakis swoj wczesniejszy wpis, czy w jakikolwiek inny sposob wspolpracowac

    By Anonymous arvata, at 7:00 PM  

  • >> chłopiec
    ma rację:
    Nie trzeba być lewicowcem by lubić wolność światopoglądową, bo to się nazywa chyba liberalizmem
    a w polsce od lat rządzi Lewica. internacjonalistyczna Lewica, a teraz nacjonalistyczna Lewica...
    (dla mnie -- bez różnicy. no, tyle tylko, że za tą internacjonalistyczną stały jednak ruskie czołgi...)
    czy PiS, czy LPR czy PZPR -- kochają (posłuszne) związki zawodowe, solidaryzm społeczny, Troszcza się (w Gębie) o Najuboższych, budują (prawie dla wszystkich) front jedności narodu, zapewniają (w gazetach) mimimum socjalne...
    takie tam nudy.
    ................................
    extremizmy "Prawicowe" też bywają kolorowe (Mussolini, Peron...) na początku -- i dziwnie im blisko do Lewicy (zawsze).
    narodowo Socjalistyczna niemiecka partia pracy (NSDAP)
    polska zjednoczona partia Robotnicza
    i te de...
    ......................................
    w gruncie rzeczy ŻADEN extremizm polityczny nie znosi Pluralizmu; jedynie Liberalizm (z wszystkimi jego ograniczeniami, słabościami, wadami...) zapewnia Wolność.
    i żebyśmy jeszcze mieli w PL partię Liberalną; tobym się może 1-szy raz w życiu do Partii zapisał...;-)

    By Anonymous makowski, at 10:37 PM  

  • Tekst jest naprawdę świetny. Tylko jednego nie do końca rozumiem: czym jest „katolicyzm”? To wyrażenie bez komentarza pojawia się w tekście kilka razy, a sądzę, że bardzo ważne jest zrozumieć sens jego użycia właśnie w takich kontekstach, jak zaprezentowane tutaj. Pozdrawiam!

    By Anonymous Harpigon, at 1:27 PM  

  • Dziękuję za komentarze, oto odpowiedzi:

    selina -- mi się właśnie ta różnorodność podoba kiedykolwiek wyjadę za granicę. Biali, czarni, mali, duzi, długowłosi, z irokezami, w garniturach, w sari i w dżinsach. A u nas jeśli ktoś wygląda inaczej, to należy go bić, bo pedał i niepolak. Co do komunistów -- masz oczywiście 100% racji, komunista i pedał Żydem XXI wieku. Ale z 'Buntem mas' o tyle przesadziłaś, że nie widzę jakoś tych tłumów Polaków z Ortegą y Gassetem w dłoni :) Nie wszyscy czytujemy filozofów... (a szkoda)

    chłopiec -- jeśli ktoś jest przekonany, że Zna Prawdę i drogę do szczęścia ludzkości a jak ludzkość nie chce być uszczęśliwiana to w papę, to nie jest w moich oczach lewicowcem, czy droga do szczęścia to modlitwa, czy pomniki Stalina na każdym rogu. Świat oczywiście nie jest prawicowo-lewicowy w dwudziestowiecznym rozumieniu tych pojęć ("communists and socialists..."), tak, jak nie jest czarno-biały; manifestem lewicy XXI w. jest raczej "No Logo" niż dzieła Marksa.
    Tak naprawdę to nie tyle napisałeś komentarz, co notkę i muszę z Tobą o tym pogadać :)

    arvata -- no widzisz, ja Wiatra nie pamiętam, ale politycznie zaktywizowałem się całkiem niedawno. Jeszcze trzy lata temu nikt nie chciał mi zakazywać, odgórnie decydować i umoralniać i polityka mi w zasadzie wisiała. A czy uczniowie protestowali przeciw Wiatrowi z uwagi na jego cytaty ze Stalina?

    makowski -- to, co opisujesz to skrzyżowanie socjalizmu z populizmem, a nie żadna lewica. O populizmie i centrum nie chciałem pisać, bo musiałbym wydać bloga w kilku tomach :) Partia liberalna... taaaaaak. Ja bym chciał partię będącą odwrotnością PO... liberalną obyczajowo i konserwatywną gospodarczo :> i nie mam tu na myśli rozdawania kolejnych berecikowych...

    harpigon -- masz zapewne na myśli katolizm. Chodzi o totalitarną formę katolicyzmu, nieznoszącą sprzeciwu i żądającą bezwarunkowego posłuszeństwa. Taki katotaliban. A jak nie... to w papę. Nie mylić z Papą.

    By Blogger Oliveira, at 10:40 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home