wtorek, czerwca 27, 2006

O tym, jak buduje się rewolucję

gazeta.pl właśnie umieściła na swojej stronie informację, że wg MEN Inicjatywa Uczniowska podżega do popełnienia przestępstwa. "Na stronach internetowych tej organizacji znalazły się materiały instruujące jak popełnić przestępstwo i jak uniknąć za nie odpowiedzialności - mówi wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski." Przyjrzyjmy się tej informacji nieco głębiej.

Materiały, o których mowa to PDF z magazynem anarchistów "Buntownik". Jest to, według stron IU, "Biuletyn uczniowski z kręgów Federacji Anarchistycznej". W biuletynie można znaleźć informację o tym, jak przygotować "bombę z farbą" (co dla ministra jest powodem do oskarżenia o podżeganie do terroryzmu, a oznacza wydmuszkę zawierającą farbę). Dlaczego biuletyn znalazł się na stronie IU? "Współpraca pomiędzy naszą organizacją i grupa redagującą buntownika jest coraz bliższa, więc przy okazji postanowiliśmy udostępnić tu wszystkie dotychczasowe i zapewnić miejsce każdemu przyszłemu numerowi tego pisma" -- piszą autorzy strony.

Co to oznacza? Bardzo wiele. Po pierwsze, dzięki niebywałemu rozdmuchaniu zina w PDFie, który w przeciwnym przypadku zainteresowałby może ze sto osób w wieku 13-16, teraz pół Polski dowie się, że IU propaguje wiedzę potrzebną do "wybijania szyb" (naprawdę, panie ministrze, nie umie pan wybić szyby bez instruktażu?) oraz produkcji "bomb" z wydmuszek. Po drugie, Giertych i Orzechowski zyskali (w swojej opinii) doskonały argument, aby ignorować wszelkie dalsze protesty -- bo oczywiście o wiele silniejszy jest argument, iż IU podżega do terroru, niż ten o inspiracji pedofili z SLD. Po trzecie, jeśli uda się narobić wystarczająco dużo szumu, sprawa wiceprezesa TVP, niejakiego Farfała zniknie z mediów -- czymże jest rozpowszechnianie treści nazistowskich przez jakiegoś tam wiceprezesa Telewizji Polskiej wobec wydmuszkowego terroryzmu lewackich bojówek IU? Po czwarte i ostatnie, Giertych wydaje się nie znać prostej prawdy historycznej, która mówi, że prawdziwy terroryzm rodzi się w kręgach studenckich i młodzieżowych pod wpływem frustracji spowodowanej niemożnością uzyskania posłuchu w inny sposób.

Czerwone Brygady utworzyli studenci: Renato Curcio, jego dziewczyna i kolega. Powodem ich stworzenia był "brak skuteczności działania mniej radykalnych organizacji lewicowych". W ciągu lat 70-tych Czerwone Brygady dopuściły się 14 tysięcy aktów przemocy, od porwań do morderstw. Baader-Meinhof, czyli RAF powstała w Niemczech ok. 1968, wokół ruchu nowej lewicy studenckiej. Do 1998 roku RAF dokonała 34 morderstw, często przypadkowych. Powodem zawiązania się organizacji było zastrzelenie niemieckiego studenta podczas protestów przeciw wizycie irańskiego szacha w Berlinie. Wszystkie te informacje pochodzą ze znanej strony terrorystycznej Wikipedia.

Czym skutkuje ostentacyjne ignorowanie protestów grup społecznych dowiedzieliśmy się przy okazji strajków górników i lekarzy. Górnicy zdemolowali kawałek Warszawy i nie dość, że wyrwali kawałek tortu, to jeszcze sama groźba, że przyjadą ponownie spowodowała, że rząd (nie ten sam!) ugiął się ponownie przed żądaniami wypłaty zysku (który w rzeczywistości nie jest tyle zyskiem, co nagle objawioną cudowną możliwością spłaty części kolosalnych długów). Lekarze i pielęgniarki musieli odejść od łóżek pacjentów, aby doczekać się obietnicy podwyżek. Jednocześnie Ludwik Dorn zapewnił sobie wieczną nienawiść lekarzy, zwalniając dyrektora szpitala, który zawinił tym, że zażądał na piśmie wyrażonego telefonicznie polecenia wywalenia strajkujących. Władza wysyła w ten sposób następujące sygnały: 1) tylko przemoc działa jako środek kontaktów z rządem; 2) im "mocniejsze" argumenty protestujących, tym większe skutki.

W tej chwili nastąpiło coś, co na podstawie swojej bardzo miernej znajomości historii oceniam jako impuls do stworzenia prawdziwych radykalnych bojówek lewackich w Polsce. Protesty uczniów są zwyczajnie ignorowane; zbieranie podpisów pod listami otwartymi może sobie trwać w nieskończoność, skoro 140 tysięcy podpisów nie jest warte tego, aby premier chociażby dał znak, że zapoznał się z treścią listu; tarcia między uczniami, a ministrem są najwyraźniej traktowane jako wewnętrzna sprawa LPR, skoro ani Jarosław Kaczyński, ani Marcinkiewicz słowem się nie zająkną na ten temat. Giertych do uczniów wysyła policję, a Orzechowski przez półtora godziny rozmawia z członkinią IU tylko po to, żeby potem obwieścić telewizji, że dla niego narkomani i pedofile to żadni partnerzy. Sygnał jest jeden: mamy was w dupie. Rozmowa, pokojowe protesty, plakaty, listy otwarte, wiece nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Co ma znaczenie? Współpraca IU z anarchistami.

Utożsamienie IU z anarchistami i tak otwarte uderzenie, jak to, którego właśnie dokonał wiceminister Orzechowski to najgorsze (lub oczywiście najlepsze, jeśli ktoś popiera ideę "słusznej przemocy") rozwiązanie. Do tej pory współpraca obu organizacji była prawdopodobnie marginesem, ograniczającym się do tego, że anarchiści pomagają zorganizować koncert, a IU daje im miejsce na serwerze na PDFy. Teraz IU i anarchiści zostali powiązani przez wiceministra w jedno; mają wspólnego wroga i wspólny cel, który osiągnąć mogą tylko wspólnie. Dodatkowo jasne jest, że celem wiceministra będzie wypchnięcie IU w świadomości społeczeństwa z pozycji legalnie protestującej organizacji na pozycję terrorystycznej bojówki rzucającej "bomby" z farbą; po jednej stronie pedofile, Żydzi, dewianci, komuchy i terroryści, po drugiej stronie prawi i sprawiedliwi młodziankowie wszechpolscy, pisujący niekiedy artykuły do wydawnictw nazistowskich. Skoro już pan minister dorobił im gębę terrorystów i przestępców, co ma ich powstrzymać przed zasłużeniem sobie wreszcie na tę opinię?

Panie ministrze -- dam panu radę (bo wiem, że pan z niej nie skorzysta). Sposobem na kompletne udupienie Inicjatywy Uczniowskiej byłoby zaproszenie jej do dialogu. Oto minister Giertych ściska ręce przywódcom protestów i ogłasza, że członkowie IU będą brać udział w przygotowaniu programu nauczania. Że jest otwarty na wszelkie propozycje. Że być może błędem było usunięcie dyrektora CODN. Że konieczne są konsultacje. IU wchodzi do ministerstwa, gdzie trafia na biurokrację: oczywiście wasze pomysły są słuszne, ale widzicie, braki budżetowe, musicie to złożyć na piśmie, skonsultować... To są, panie ministrze, dzieci i młodzież. Zdaję sobie sprawę z pewnej ich wady -- nie jest to młodzież wszechpolska, tylko polska po prostu. Ale niech pan pamięta, że dopóki mamy mały płotek z furtką, którą można otworzyć i wejść, przed wejściem chłopcy może nawet zapukają; natomiast jeśli stawia pan między sobą, a młodzieżą -- której dobro powinno być pana największą troską -- wielki mur pozbawiony przejścia i pokryty drutem kolczastym, ryzykuje pan, że celem wejścia i porozmawiania młodzież użyje bomby. I to nie takiej z wydmuszki.

sobota, czerwca 24, 2006

Nowa, ciekawa moda

Zauważyłem jakiś czas temu nastanie nowej mody. Pierwszy raz zetknąłem się z nią w komentarzach mojego bloga, zaś od tego czasu stykam się z nią coraz częściej. Chodzi o urażone uczucia religijne osób niewierzących.

Pisząc sobie różne rzeczy na blogu stykam się z reakcjami czasem pozytywnymi, czasem negatywnymi, często anonimowymi (tu wtręt -- ostatnio próbowałem wyłączyć komentarze Anonymous, niestety spowodowało to konieczność posiadania bloga na blogspocie celem komentowania; tak więc komentarze bez logowania włączyłem z powrotem, natomiast zawiadamiam wszem i wobec, że niepodpisane komentarze anonimowych autorów będę ciąć bez litości. Howgh). Najgorętsze reakcje powoduje opublikowanie jakiejkolwiek krytyki, żartu lub chociażby sarkastycznej wypowiedzi na tematy religijne. Cytat "Trwayzie motzni v vyezhe" spowodował oskarżenie mnie o chamstwo, szyderstwo i nietolerancję. Zdziwienie hipokryzją polityków atakujących Joannę Senyszyn zaowocowało informacją, że Senyszyn jest nieinteligentna, a skoro "większość katolików się obraża" to "coś jest na rzeczy". Wstawienie na znajomym forum gejowskim linku do bloga niejakiej Zazie doprowadziło do kłótni na noże, w której padały sugestie, że nietolerancja homoseksualistów wobec KRK jest dokładnie takim samym złem jak nietolerancja KRK wobec homoseksualistów. Sugestie te padały ze strony, cóż, innych gejów, z których chyba tylko dwóch określiło się jako katolicy.

Hmmm.

Obraza uczuć religijnych to bardzo szerokie i nieprecyzyjne sformułowanie. galopujacy_major, który napisał, że "skoro większość się obraża, to coś jest na rzeczy", w pewnym stopniu ma rację. Co prawda nie przedstawił wyników badań na populacji katolików, które stwierdzałyby, że większość tejże populacji obraziła wypowiedź Senyszyn, jednak być może nieświadomie dotknął problemu, którym jest autocenzura i szok, jaki powoduje brak tejże u niektórych osób.

Osoby, które gotowe są rozdzierać szaty na widok parafrazy wypowiedzi Jana Pawła II na ogół nie czują się przesadnie zgorszone wypowiedziami np. Wierzejskiego lub biskupa Pieronka. Padają stwierdzenia: "skoro sam oczekujesz tolerancji, masz obowiązek być tolerancyjny", "biskup taki-i-owaki nie reprezentuje całego Kościoła", "takie [homofobiczne] opinie są typowe dla osób niewykształconych" bądź "czego innego się spodziewać po Wierzejskim". Wszystkie te sugestie uważam za kompletnie nietrafne. Po pierwsze, tolerancja nie jest tym samym, co kaganiec; zresztą jak twierdzi nasz ókohany Sejm, w Polsce nie istnieje nietolerancja, a w parlamencie homofobia. Pozwalam sobie z tego wyciągnąć wniosek, że wszelkie wypowiedzi o ładunku emocjonalnym równym i mniejszym niż te Wierzejskiego o pałowaniu dewiantów nie są oznaką nietolerancji, również, jeśli zaadresuję je pod adresem Kościoła. Po drugie, jeśli biskup, a nawet papież nie reprezentuje całego Kościoła, to kto go reprezentuje? Jeśli ksiądz Oko cytuje "badania" Johna Diggsa (tego, który rozpoznaje lesbijki po tym, że 4,5 raza częściej uprawiają seks z mężczyznami) na dowód, że homoseksualiści są nienormalni, a ksiądz Boniecki się z nim nie zgadza, to który z nich bardziej reprezentuje Kościół? Obaj? Żaden? Rozstrzygnie rzut kostką? Po trzecie, panowie Wierzejski, Dorn, obaj Kaczyńscy i Niesiołowski wszyscy mają wykształcenie wyższe (i niekoniecznie poprzestali na magisterce), a poseł Bosak jest studentem, więc argument o braku wykształcenia homofobów uważam za co najmniej chybiony. Po czwarte, jeśli nie mogę się spodziewać niczego dobrego po pośle na Sejm, to czemu niby ja miałbym reprezentować wyższy poziom? Bo jestem gejem i muszę?

Nie przeczę i przeczyć nie planowałem, że w moich wypowiedziach jest mnóstwo goryczy i obrazy na świat (nie tyle na świat, co na ludzi zaludniających kraj-raj). Co więcej, jestem też antyklerykałem, a wiarę w Boga uważam prywatnie za rodzaj niegroźnego schorzenia umysłowego. Nie oznacza to jednak, że planuję zwalczać religijność, nawracać katolików na ateizm, zmuszać wszystkich do uprawiania stosunków homoseksualnych (bo jak nie to w papę). Co gorsza (dla moich niektórych czytelników) -- nie planuję też dbać o uczucia osób wierzących, ani nawet tych niewierzących, bardziej niż muszę, aby nie narazić się na skazanie z odpowiedniego paragrafu.

Jak pisze Bogdan Chwedeńczuk w ostatnim numerze "Bez Dogmatu", "Żyję więc w Polsce, gdzie oddziaływanie katolickiego religianctwa na społeczeństwo sięgnęło dna – oddziaływanie niszczycielskie, bo niszczące tkankę rozróżnień pojęciowych, bez których publiczna komunikacja językowa przestaje wiązać nas ze światem." Mateusz Kwaterko: "Konstytucja RP zapewnia każdemu obywatelowi „wolność wyrażania swoich poglądów” (art. 54) oraz „wolność twórczości artystycznej” (art. 73). [...] Swoboda twórcza pozwala szpikować miasta, miasteczka i wsie pomnikami Chrystusa Króla, papieża i pomniejszych herosów chrześcijaństwa, a następnie zabrania gejom i lesbijkom paradować w sąsiedztwie owych monumentów. [...] Ci, którzy twierdzą, że „nie można mówić o zagrożeniu swobód obywatelskich w Polsce”, mają rację, ale tylko w tym sensie, że „zagrożenie” jest określeniem stanowczo zbyt łagodnym. Wspomniane swobody pogwałcono już dawno temu, a w ostatnim czasie padają one ofiarą gwałtów zbiorowych, wielokrotnych i codziennych."

Obrony urażonych uczuć podejmują się nawet (co gorsza -- zwłaszcza) ci, którzy -- rzekomo -- bronią wolności słowa; każda wypowiedź o wiadomej pracy Doroty Nieznalskiej zaczyna się od "co prawda mi osobiście ta praca zupełnie się nie podoba, uważam ją za niepotrzebną prowokację i nie widzę w niej żadnych walorów artystycznych, ale...", o okładce Machiny -- "ta nędzna artystycznie okładka nie miała co prawda żadnej głębszej treści niż tylko skandal i prowokacja, ale...", o opisanych dwie notki temu ojcu i synie "co prawda nawet nie byli Żydami, ale..." Mateusz Kwaterko komentuje: "Taką bezpieczną postawę – przywodzącą na myśl pana Cieciszowskiego z Transatlantyku – zajęło zresztą wielu „ekspertów”. Krytycy sztuki, recenzenci teatralni i profesorowie z ASP proszeni o skomentowanie tych skandalicznych przypadków cenzury, zwierzali się przede wszystkim z własnych upodobań estetycznych: „może to i niedobrze, że ktoś podpalił naszemu sąsiadowi dom, albo i dobrze. Wnętrze moim zdaniem nie było urządzone w najlepszym guście”. [...] Jest to kwestia kluczowa i pewnie z tego względu w dyskusjach o wolności słowa i swobodach twórczych starannie przemilczana. Wśród polskich artystów, również tych, którzy głoszą swoją przynależność do „awangardy”, śmiałość jest czymś rzadkim, a autocenzura powszechna."

Nikt chyba nie ośmielił się powiedzieć, że okładka Machiny wśród polskich czasopism wyróżnia się chociażby tym, że jest bardzo starannie opracowana plastycznie, zaś "greps" polegający na umieszczeniu Madonny Ciccone w miejscu Madonny Nieciccone jest całkiem inteligentny, zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że dawna pornografka aktualnie oddaje się z zapałem praktykom Kabały, jednocześnie nie przestając eksponować różnych fragmentów ciała w teledyskach. Być może chodzi po prostu o to, że ja -- prostak -- jestem jedyną osobą w kraju-raju, której okładka się podobała. Być może o to, że przyznanie się do tego, że okładka nie jest znowu taka zła jest de facto współuczestnictwem w przestępstwie obrazy uczuć religijnych.

Nie widziałem żadnej opinii pozytywnej o pracy "Pasja" Doroty Nieznalskiej. Ostatnia rozprawa zaowocowała takim oto zeznaniem: "B. rektor Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku Jerzy Krechowicz, zeznający we wtorek jako świadek w procesie Doroty Nieznalskiej, oskarżonej o obrazę uczuć religijnych, powiedział, że jej praca jest "artystycznym bełkotem". [...] Z obrazą uczuć religijnych nie ma to nic wspólnego. Taką nadinterpretację wywołały bardzo wnikliwe media. Dzieło pani Nieznalskiej z punktu widzenia estetycznego i moralnego nie jest rzeczą godną uwagi" - powiedział przed Sądem Rejonowym w Gdańsku Krechowicz." Nie mogę nie wznieść brwi w zadziwieniu nad faktem, że tak kompletnie nieutalentowana osoba, bełkocząca artystycznie i niegodna uwagi, nie dość, że zdołała jakimś cudem ukończyć -- hmm! -- wydział rzeźby ASP w Gdańsku, to jej biografia przedstawia się całkiem imponująco: "Dorota Nieznalska jest absolwentką Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Wielokrotnie uczestniczyła w wystawach zbiorowych w Polsce [...] oraz za granicą Art Genda, Sztokholm 1998; Germinations XI, Hall /Wielka Brytania/1999; Irreligia, Bruksela 2001. Ma za sobą również szereg wystaw indywidualnych [...]" Czyżby "Pasja" była jej jedynym dziełem stanowiącym "bełkot artystyczny", a tak poza tym Nieznalska jest artystką europejskiego formatu? Czy też dla odmiany wszystkie jej dzieła są beznadziejne, a tylko przewidywanie skandalu wokół "Pasji" skłoniło Szwedów, Brytyjczyków, Belgów i, cóż, Polaków do pokazywania jej pozostałych prac w latach 1998-2001?

Mógłbym tak pisać długo i rozwlekle, ale nie bardzo widzę powód; oczywiste jest dla mnie natomiast, iż "moda" o której piszę jest w rzeczywistości silnym, często nieuświadamianym ograniczeniem języka, jakim opisujemy widziany świat. (Staram się unikać wyrazu "dyskurs".) W świecie, jaki postrzegają Polacy "homofobia" to "język lewactwa", który ma na celu niszczenie "tradycji judeochrześcijańskiej". Z drugiej strony praca Doroty Nieznalskiej to "obrzydliwa prowokacja", "bełkot artystyczny" i "wykwit cywilizacji śmierci". To są powszechnie zaakceptowane i zinternalizowane granice języka, zakreślone przez i dla Polaków; granice, w jakich się poruszamy.

Podczas debaty o sztuce 22 IV 2004 roku (po rozprawie Doroty Nieznalskiej) "Prawnicy napominali artystów by pamiętali o odbiorcy nie mającym nic wspólnego ze sztuką, środowiskiem. Artyści starali się udowodnić pewną wyjątkowość swojej pracy i sytuacji społecznej." Ponownie zwracam uwagę na użyte konstrukcje językowe: otóż prawnicy napominali, zaś artyści starali się udowodnić. Nieświadomie, jak sądzę, autorka tego krótkiego streszczenia sugeruje, że prawnicy są niejako doroślejsi, mądrzejsi od artystów; napominanie jest wszakże przywilejem nauczyciela lub rodzica, który widzi, że dziecko zboczyło z właściwego szlaku. Artyści zaś "starali się udowodnić" -- co oznacza, że nie udało im się to, jakkolwiek próbowali. Ze streszczenia nie wynika, czy padło pytanie: dlaczegóż to niby artyści mieliby pamiętać o odbiorcy niemającym nic wspólnego ze sztuką? Na czym miałaby polegać ta pamięć -- na konsultowaniu dzieł sztuki z radą panelową złożoną z dziennikarzy "Naszego Dziennika"? Czy politycy pamiętają o odbiorcy niemającym nic wspólnego z wiarą katolicką, kiedy nakładają na telewizję i radio nakaz respektowania wartości chrześcijańskich?

Sprawa Nieznalskiej toczy się od marca 2002. W międzyczasie zapadł wyrok pierwszej instancji, skazujący Nieznalską za obrazę uczuć religijnych. Apelacja zaowocowała skierowaniem sprawy do ponownego rozpatrzenia. 13 czerwca 2006 odbyła się dziewiętnasta już rozprawa. Jak widać, kategoria "uczuć religijnych" i ich obrazy jest nader trudna do zdefiniowania. Czy jeśli znajdzie się jedna jedyna osoba, którą wypowiedź (dzieło sztuki, podpis pod zdjęciem, film...) urazi i która zgłosi się do prokuratury, oznacza to, że obraza nastąpiła, czy jeszcze nie? Czy jest jakaś grupa katolików, której uczucia mogą stanowić probierz obrazy -- np. księża, grupa wybrana przez CBOS lub też dowolna inna? Czy sam fakt zaskarżenia jakiegoś dzieła oznacza, że nastąpiła obraza? Jak udowodnić, że np. okładka Machiny miała na celu tylko i wyłącznie prowokację? (odpowiedzi w stylu "to chyba oczywiste" nie są dla mnie dowodem)

Nie sądzę, żeby musiał istnieć ścisły antagonizm między osobami wierzącymi, a niewierzącymi; nie sądzę też, aby gej-katolik był zmuszony do wyboru strony, po której się opowiada. Dowodzi tego chociażby Holandia, w której partia chrześcijańskiej prawicy popiera ideę małżeństw osób homoseksualnych. Natomiast w Polsce idea obrazy uczuć religijnych oraz -- co gorsza -- możliwości skazania przez sąd stanowi mur, na którym nie można siedzieć okrakiem. Nie można być tylko trochę za cenzurą, odrobinę popierać ograniczenie wolności słowa lub opowiadać się za "prawdziwą wolnością", jednocześnie nie popadając w schizofrenię; dopóki żyjemy w kraju, w którym można profilaktycznie zakazać paradzie gejowskiej przejścia obok kościoła, ponieważ z pewnością obrazi tym uczucia religijne, lub też stwierdzić, że obrzuceni kamieniami uczestnicy Marszu Tolerancji sami są sobie winni, ponieważ "gdy się kogoś drażni, nie ma się co dziwić - wygląda to tak jak wczoraj. Wina jest tu po obu stronach: jedni byli agresywni, ale drudzy prowokowali terminem swojego marszu. Data była ustalona bardzo niefortunnie. Słyszałem, że podobny marsz planuje się też w Warszawie, dzień po Bożym Ciele. To również zły termin" -- nie widzę możliwości znalezienia kompromisu. Co gorsza, jeśli jedna strona ma w mediach reprezentację złożoną z posłanki Senyszyn i Roberta Biedronia, a druga -- właściwie wszystkich pozostałych, drugi punkt widzenia zaczyna nie tyle zwyciężać, co zajmować pozycję centrową; dyskusja nie toczy się już na temat "czy należy skazywać za obrazę uczuć religijnych", tylko "co wolno powiedzieć, aby nie obrazić uczuć religijnych".

Dokąd zmierzam wraz z moim przydługim esejem? Do Holandii. A poważniej? Poważniej -- chciałbym, żeby moi rozmówcy zadali sobie pytanie -- czemu akurat uczuć religijnych nie wolno obrażać? co czyni je ważniejszymi niż wszystkie inne uczucia? jak zdefiniować obrazę? dlaczego inne standardy mają obowiązywać nietolerowane mniejszości, a inne większość, która rozsiadła się okrakiem na tronie i spogląda z góry? I dlaczego, do cholery, w naszym kraju, w którym rzekomo mamy 97% katolików, których uczucia są chronione przez prawo, pozostałe 3% czuje tak silną potrzebę chronienia tychże uczuć dodatkowo, że jest w stanie napluć na każdego, kto odważy się na przykład podpisać zdjęcie ministrantów upozowanych na jezdni "katalog pozycji modlitewnych"? Pomyślcie nad tym, naprawdę pomyślcie, spróbujcie raz wyjść poza wyznaczone przez Wierzejskiego i Pieronka granice dyskursu i znaleźć odpowiedzi na moje pytania. Bo jak mówi Kinga Dunin, od myślenia nie traci się cnoty.

czwartek, czerwca 22, 2006

Jak zadbać o moralność młodzieży, czyli Beniamin w sieci

Ministerstwo Edukacji ogłosiło właśnie, iż rozpoczyna rozdawanie programu, mającego na celu zablokowanie dostęp do treści pornograficznych. Z radością ściągnąłem program o uroczej nazwie Beniamin i zainstalowałem go z domyślnymi opcjami (pozwalam sobie zakładać, że tak właśnie postąpi większość szkół), po czym przystąpiłem do testów.

Na pierwszy ogień poszła strona http://pwgay.7z9.net która otwarła się bez problemu. Muszę przyznać, że trochę mnie to zaskoczyło, założyłem nawet, że może to oznaczać, że program nie działa. Wpisałem więc w google "homoseksualizm" i ujrzałem taki oto uroczy komunikat:

STOP
Dostęp do strony zablokowany
Dostęp zablokowany przez program Beniamin, przyczyna zablokowania: Treści zabronione

Program dla szkół oraz do niekomercyjnego użytku domowego.

Więcej informacji na temat programu www.beniamin.pl

Hm. Homoseksualizm = pornografia. Spróbujmy więc "heteroseksualizm".

STOP

Cóż, wygląda na to, że to dobry moment, żeby zacząć pisać notkę na queerpolitik i uaktualniać ją na bieżąco.

STOP

Queerpolitik to pornografia! Muszę przyznać, że lekko zniechęciło mnie to do testowania programu, niemniej jednak postanowiłem kontynuować test, zapisując wrażenia w notatniku. Na początek wróćmy do strony gazety i kliknijmy w link "MEN rozdaje komputerowy program antypedofilski".

STOP

Nie poddaję się. Wchodzę na http://www.lpr.pl/ i klikam w link "MEN informuje o bezpłatnym programie zabezpieczającym treści internetowe w szkołach"

STOP

No dobrze. Wiemy już, jakie strony są zakazane. Spróbujmy teraz od drugiej strony. Na początek wpisuję w google "redwatch". Wyniki są. Klikam w link. Działa jak najbardziej. "PAMIĘTAJ MIEJSCA, TWARZE ZDRAJCÓW RASY, ONI WSZYSCY ZAPŁACĄ ZA SWOJE ZBRODNIE" -- te treści uczniowie mogą przeglądać do woli. Próbuję wpisywać kolejne hasła w google: "skinhead" działa, "nazi" działa, "faszysta" działa, "Hitler" też. "Ciota" i "dewiant" działa, "Pedał" też (swoją drogą pierwszy wynik wydaje się całkiem interesujący...), "pedryl" działa, "gej" już nie. "Lesbijka" jest zablokowana, "lesba" i "lezbija" już nie. "Czarnuch" -- bardzo proszę. "Murzynka" -- STOP. (!!!)

Czy wiedzieliście, że Ku Klux Klan ma swój sklep? Ja nie wiedziałem, póki się tego nie dowiedziałem wpisując "skinhead nazi" w Google. Forum White Power ku mojemu zdziwieniu jest zablokowane, ale już strony NOP, ONR, "Żelazny Legion" -- proszę oglądać, ile wlezie. http://wolnomularstwo.blox.pl zablokowane -- aż mnie zaciekawiło, co tam ciekawego mają do przeczytania. http://euromason.blox.pl zablokowany. (Zresztą witryna główna blox.pl również jest zablokowana.)

Spróbujmy wulgaryzmów. "Dupa" -- bez problemu, obol wiele ciekawych linków -- zablokowanych. "Ch...", "K...s" -- zablokowane. "K..wa" jak najbardziej dostępna. Wśród wyników wyświetla się następujący tekst: "Kurwa Wy wieku 12,13,14 lat chce sie robic sex ja wy huja nie ... W tym wieku niech się kurwa za książki weźmie, a nie za jebanie! w pizdu z taką młodzieżą!" Beniamin uznaje go za jak najbardziej odpowiedni. Przechodzimy do Google Images. "Dupa" daje nam kilka rezultatów, jednak to nas nie zadowala. "Kurwy" to ciągle nie to, rezultatem są w większości zdjęcia polityków. Jako iż uczniowie w pewnym wieku znają na ogół więcej niż jeden język, próbuję "vagina". Ho, ho! Całkiem interesująco, chociaż człowiekowi na poziomie intelektualnym wyższym niż posłanki Sobeckiej trudno określić rezultaty mianem pornografii. "Nipples", "Nude", "Domina" -- Beniamin zaprasza. Co najciekawsze, "orgies" również nie wzbudza alarmu! "BDSM" możemy przeglądać w grafice, w tekście już niestety nie. Osoby o wrażliwych oczętach ostrzegam -- darmowe galerie w http://www.bmezine.com/hard.html można w Beniaminie przeglądać ile wlezie.

Co by tu dalej spróbować? Może sprawdzimy, jak Benny reaguje na portale gejowskie. InnaStrona -- zablokowana. Gejowo -- zablokowane. homiki.pl -- zablokowane. Homoseksualizm.pl -- zablokowane. (.org również, co jest drobnym, acz wątpliwym pocieszeniem.) Wiemy już, że wszystko, czym zajmują się geje to pornografia. Próbuję wikipedii. Hasło "gej" wyświetla się bez problemów. Zachęcony klikam w "lesbijkę" -- niestety, lesbijka ciągle jest nielegalna. Udaje się obejrzeć stronę Kampanii Przeciw Homofobii -- zapewne przez przeoczenie, do naprawienia w kolejnej wersji.

Popróbujmy umówić się na randkę. W tym celu zaglądamy na interia.pl -- lecz zanim poszukam serwisu randkowego, moje oko przyciąga artykuł pt. "Czy jestem seksoholikiem?" Klikam. Beniamin pozwala mi dowiedzieć się, iż "Voyerysta: Obserwuje sąsiadów, podąża tropem zakochanych w ustronnych miejscach, szuka okazji, by podglądnąć cudze życie seksualne. Podsłuchuje erotyczne westchnienia i najbardziej podnieca go fakt, że wkrada się w najintymniejsze obszary innych osób. Tak naprawdę nie musi wcale uczestniczyć osobiście w akcie seksualnym, woli stać i patrzeć..." Obok ankieta "Seksdopasowanie". Beniamin ani mrugnie. No to randkujemy! Strona http://znajomi.interia.pl/randki/ otwiera się, wpisuję w wyszukiwarkę, iż interesują mnie dziewczyny w wieku 15-17, cel kontaktów: seks. Niestety strona nie otworzyła się w całości, klikam więc "odśwież" i... STOP. Pierwsza randka gratis? Zdziwiony wracam na główną stronę Interii i zaczynam przeglądanie czatów: Bi -- działa, Gay -- działa, Les -- działa, Bez cenzury -- działa, Randki działają. Loguję się jako "Seksilola19". Beniamin chyba śpi.

Wracamy na interię, dział "Facet". Po lewej stronie różne ciekawe linki. "Najseksowniejsze" niestety zablokowane. "Zakładanie prezerwatywy", o dziwo, nie. (Tyle, że nie mogę wyjść poza etap otwierania opakowania, za co jednak obwiniam interię.) "Drinki" dostępne, "Dziewczyny i samochody" też, "Anna Nicole Smith" może być, "Atrybuty kobiecości" podobnie. "Seksowna tenisistka" już nie. Wygląda na to, że program wyłapuje tylko najbardziej oczywiste słowa kluczowe. Spróbujmy poszukać informacji dwuznacznych. Na początek Nabokov: "Lolita" -- oczywiście STOP. "Pornografia Gombrowicz" -- STOP. Zresztą www.gombrowicz.pl -- też STOP. "Queer theory" -- STOP. Na www.kamasutra.pl możemy do woli oglądać wszystkie strony oprócz "Sex" i "Sex humor", w tym czytać artykuły o "Erotycznym zodiaku" i "Punktach rozkoszy".

Test uznaję za zakończony. Próbuję wrzucić ten tekst na forum Gazety. Ponieważ artykułu nie da się otworzyć (STOP), koleżanka podsuwa mi bezpośredni link: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=44042373

STOP

Łże-ataki na lumpen-Żydów

Dwa wycinki gazetowe z jednego dnia, w kolejności chronologicznej (wg PAP)

"W Polsce nie ma antysemityzmu - stwierdził kilka dni temu premier Kazimierz Marcinkiewicz. Premier chyba nic nie wie o życiu - odpowiadają ci, którzy doświadczają go na co dzień.
Nasz reporter Klaudiusz Slezak spotkał się z Eugeniuszem Temkinem i jego synem Aleksandrem.
Przed klatką ogromny napis. "Jude won", ale to i tak jedna z najłagodniejszych form szykan jakie ich spotykają. - Ciągle słyszymy "Ty Żydzie je*any, powtórzymy Oświęcim, drugie Jedwabne, powiesimy was" - mówi Aleksander Temkin. - Nie możemy wyjść spokojnie na zewnątrz, bo stoją tam grupki ludzi, którzy chcą nam zrobić krzywdę. Kilka razy musiałem uciekać, w zeszłym roku zostałem brutalnie pobity - dodaje. - Muszę za każdym razem spuszczać wzrok, kulić się, udawać, że nie słyszę tego, co do mnie krzyczą ludzie z sąsiednich bloków - potwierdza słowa ojca Eugeniusz. - W kółko wołają "ty Żydzie, Żyd, Żydek je*any". Mam już tego dość.
Paradoks polega także na tym, że ani ojciec, ani syn nie są Żydami. - Czujemy się Polakami, jesteśmy katolikami. Chodzimy do kościoła, żyjemy polską kulturą - mówią ojciec i syn. Żydów widzą w nich faszyści."

"Rzecznik praw obywatelskich dr Janusz Kochanowski ocenia, że nie może być mowy o narastającym w Polsce klimacie nietolerancji, jak sugerują to autorzy rezolucji, którą w ubiegłym tygodniu przyjął Parlament Europejski.
Według RPO, odnoszące się do Polski tezy z rezolucji w sprawie rasizmu i homofobii nie mają oparcia w faktach i realiach."

Mam tu kilka spostrzeżeń. Po pierwsze, z bycia lub niebycia Żydem należy się tłumaczyć; panowie Temkinowie "czują się Polakami, są katolikami, chodzą do kościoła i żyją polską kulturą". Mimo tak gorliwego wypełniania obowiązków Prawdziwego Polaka są prześladowani. Należy się zastanowić, czy w ich oczach (bądź też autorki tekstu) prześladowania byłyby w jakiś sposób usprawiedliwione, gdyby ojciec i syn nie byli katolikami i nie żyli polską kulturą. Czemu właściwie pojawiło się to stwierdzenie i czego ono dowodzi w kontekście pytania "czy w Polsce występuje antysemityzm"? Czy to, że panowie nie są Żydami dowodzi, że w Polsce Żydzi nie są prześladowani (jak widać prześladowanie spotyka katolików, co swoją drogą dla co bardziej perwersyjnych umysłów mogłoby być powodem do żądania od Parlamentu Europejskiego potępienia prześladowania katolików w Polsce) ? Czego dowiódł Tadeusz Mazowiecki, pokazując swoją metrykę chrztu przed wyborami prezydenckimi w 1990 na dowód, że nie jest Żydem? Po co Jacek Kuroń przedstawiał się antysemitom jako Żyd?

Drugie spostrzeżenie dotyczy wyjątkowo celnie dobranego przez RPO momentu na stwierdzenie, że w Polsce absolutnie nie ma klimatu nietolerancji. Ludwik Dorn, wzorem mojego ulubionego oportunisty Ziobry, od razu obiecał, że osobiście się zajmie sprawą panów Temkinów. (Zastanawiam się, co konkretnie zrobi. Weźmie w kamasze wszystkich, których pan Eugeniusz wskaże jako dręczycieli?) Postawa pana Dorna ta byłaby dla mnie o wiele bardziej wiarygodna, gdyby nie wspomnienia z pałowania demonstracji w Poznaniu... Jednak zostawmy w spokoju pana Ludwika i jego obuwie i wróćmy do Rzecznika Praw Obywatelskich: RPO otóż uważa, że tezy rezolucji "nie mają oparcia w faktach i realiach".

Najwyraźniej raport Lambdy, który stwierdza, że 12,2% procent osób homoseksualnych doznało przemocy fizycznej, a 31,5% przemocy psychicznej w związku z orientacją seksualną, to dla pana Kochanowskiego żadne fakty. Może dlatego, że raport ma już 4 lata, a jak wiadomo z wysoce naukowego raportu dr Johna R. Diggsa opublikowanego na stronie Stowarzyszenia Piotra Skargi "badanie epidemiologiczne dokonujące pomiaru długości życia mężczyzn, którzy są homoseksualistami lub biseksualistami, wykazało, że tracą oni do 20 lat życia". (Ten sam artykuł wspomina, że "93% lesbijek poinformowało o tym, że miało stosunki seksualne z mężczyznami, przy czym lesbijki 4,5 raza częściej aniżeli kobiety heteroseksualne" oraz "lesbijki trzy do czterech razy częściej aniżeli kobiety heteroseksualne odbywają stosunki seksualne z mężczyznami zagrożonymi HIV". Jeśli ktoś nie jest przekonany o tym, że lesbijkę poznajemy po tym, że bez przerwy uprawia seks z mężczyznami, zapraszam do lektury tego artykułu.) Tak więc nawet jeśli co ósma osoba homoseksualna doznała przemocy, to na pewno od 2002 roku dewianci ci wymarli już dawno na AIDS, tak więc teza o istnieniu w Polsce jakiejś tam homofobii nie ma żadnego, ale to żadnego oparcia w faktach i realiach.

Pan marszałek Marek Jurek w swoim przekonaniu o niezwykle wysokim poziomie tolerancji w IV RP posunął się tak daleko, że nawet napisał list do Parlamentu Europejskiego. Cóż tam napisał nasz znany humanista? "Do Parlamentu Europejskiego dotarł w czwartek faksem list marszałka Sejmu Marka Jurka do przewodniczącego europarlamentu Josepa Borrella z protestem przeciwko przyjętej niedawno przez PE rezolucji na temat homofobii - powiedział PAP rzecznik PE Jaume Duch. Marek Jurek zaprotestował w liście przeciwko - jego zdaniem - krzywdzącym Polskę i forsującym ideologię środowisk homoseksualnych, treściom rezolucji." I to, panie i panowie, jest wiadomość pocieszająca, ponieważ o ile wiemy już, że od RPO pomocy nie ma się co spodziewać dopóki jakiś fakt nie przywali panu Kochanowskiemu realnym,kijem baseballowym rycząc "zdychaj pedale", Ludwik Dorn zaś planuje osobiście rozwiązywać problem nietolerancji wobec katolików, o tyle Marek Jurek jest w stanie dokonać wiele dobrego, zwłaszcza, jeśli będzie dalej używać języka typu "ideologia środowisk homoseksualnych" oraz "dyskwalifikuje tradycję judeochrześcijańską".

Z rozmów z mieszkańcami zgniłej Łuni wiem, że dla nich rozmiary homofobii, antysemityzmu i rasizmu w Polsce są kompletnie nie do wyobrażenia; to, że na polskiej ulicy można zostać wyzwanym od pedałów za to, że ma się na sobie czerwone dżinsy lub pobitym za to, że ma się długie włosy jest dla nich równie realne, jak istnienie małych brodatych ludków kryjących się w muchomorach, zaś opowieści o Wszechpolakach spotykają się z reakcją "to straszne, natychmiast napisz do swojego europarlamentarzysty!". Ci ludzie byliby w stanie bez problemu uwierzyć w zapewnienie RPO, że w Polsce homofobia czy antysemityzm to zjawiska marginalne, ponieważ nie mieści im się w głowie, że osoba piastująca stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich może być homofobem lub antysemitą. Natomiast list pana Jurka nie przejdzie bez echa -- chociażby dlatego, że mam przyjemną pewność, że pan Jurek będzie się domagać odpowiedzi, dopóki jej nie dostanie. I podobnie, jak Lech Kaczyński osobiście dokonał cudu, zamieniając Parady Równości z kompletnie niewidocznego przemarszu pięciu osób wokół pomnika w wydarzenie szeroko komentowane w całym świecie, tak być może Marek Jurek (przy współudziale pp. Krupy i Pęka) doprowadzi do tego, że Unia Europejska wprowadzi odczuwalne sankcje (np. finansowe) wobec rządu, którego premier pozwala sobie na wypowiedzi typu "Homoseksualizm to zachowanie nienaturalne [...] nie wiem, czy premier musi mieć poglądy na temat osób o innych preferencjach seksualnych". Powodzenia, panie Marku!

wtorek, czerwca 20, 2006

Znowu!

Przyobiecałem sobie, że nie będę na razie się przejmować i denerwować polityką, bo zaczynam wykonywać nerwowe ruchy i nakręcać się bez potrzeby. Neonazista wice-szefem TVP? Niech Żyd Wildstein sobie z tym radzi w swoim sumieniu. Promocja metod na kalendarzyk i szklankę wody zamiast? Nie moje dzieci umrą na AIDS przekonane, że prezerwatywy to wymysł szatana. Lodowaty spokój. Nic mnie to nie obchodzi.

A jednak kiedy przeczytałem:

"[...] Rano - słuchałem jak zwykle PR1 - niejaki Cymański (jest takie coś w sejmie…) usprawiedliwiał tego faszystowskiego niekompetentnego gnoja, mówiąc mniej więcej coś takiego, że "któż z nas mając 17 lat trochę nie rozrabiał"? Otóż, panie - tfu! - pośle, ja np. nie rozrabiałem; ale nie o to przecież chodzi. Onże Cymański, czy jak tam temu indywiduum, powiedział także, iż "GW" "wpisuje się swą melodyką w antypolski atak Parlamentu Europejskiego". Sprawa, rozumicie, jasna: Żydy bronią swoich i plują na naszą najprzeukochańszą ojczyznę…"

...zrobiło się tego już cokolwiek za wiele, zwłaszcza z surrealną dyskusją z pewnym trollem na temat "czemu potępiać neonazistę, skoro komuchy w latach 50 też były złe". Napiszę notkę, napiszę. Jak mi czerwona płachta zniknie sprzed oczu. A na Cymańskiego nawet splunąć nie warto, bo śliny szkoda. Ja też, panie Cymański, mając 17 lat nie wzywałem do mordowania i nie rysowałem ani gwiazd Dawida, ani nawet krzyży (mimo, żem dewiant i element antypolski) obsikiwanych przez psy. Ale skoro dla pana to są niewinne zabawy młodości, chętnie się dowiem, jak PAN się bawił w tym samym wieku.

poniedziałek, czerwca 19, 2006

Oj, jest niefajnie...

Cytat. cysiek @ pwgay:

"glosowanie nad ta nieszczesna rezolucja bylo tak naprawde rozbite na kilka glosowan - najpierw glosowano nad poszczegolnymi paragrafami (1,2,3... itd.) i punktami uzasadnienia (A, B, C... itd.) oraz nad zgloszonymi poprawkami do nich , a nastepnie nad cala rezolucja juz w ostatecznej wersji po tych pierwszych glosowaniach.

no i okazuje sie, ze poslowie z ramienia obecnej partii demokraci.pl (w momencie wyborow jeszcze byla to Unia Wolnosci) - ktora to partie mialem nieszczescie poprzec zarowno w wyborach do PE jak i Sejmu oraz Senatu, ze wzgledu na to ze kreowala sie na bardzo otwarta, tolernacyjna i wolnosciowa a jednoczesnie jej czlonkowie mogli sie juz poszczycic pokaznym dorobkiem politycznym - wlasciwie w wiekszosci tej rezolucji nie poparli. w glosowaniu nad tym czy do ostatecznego tekstu ma wejsc par. 4 pietnujacy przypadki nietolerancji i homofobii w Polsce dwojka parlamentarzystow byla przeciw (Kułakowski, Onyszkiewicz) a jedna poslanka sie wstrzymala (Staniszewska). w glosowaniu nad wersja finalowa (zawierajaca inkryminowany paragraf) dwojka sie wstrzymala (tym razem Kułakowski i Staniszewska) zas jedna osoba byla za (Onyszkiewicz).

prof. Geremek na samym glosowaniu nie byl obecny, jednak w wywiadzie dla prasy strasznie biadal nad tym, jakie to smutne, ze tak fatalna opinie o Polsce ma UE i jaka jest nam niezyczliwa, oraz zarzekał sie iz deputowani z jego partii byli przeciwni krytycznym wobec Polski zapisom. o tym, ze zapisy takie sa w pelni uzasadnione nie zajaknal sie ani slowem.

jesli tak ma wygladac otwartosc na problemy GLBT, tolerancjonizm i holdowanie ideom wolnosciowym, to ja naprawde dziekuje za cos takiego i nie widze powodow by Geremka czy kogokolwiek innego z PD przepraszac za swoje poprzednie wypowiedzi w tym watku."

Dzisiejsza notka miała być o utopii i o Utopii, ale chyba nie mam teraz nastroju do jej pisania. Nastrój mam melancholijny i co gorsza nie mogę się zdecydować, czy powinienem mieć na temat prof. Geremka zdanie pozytywne, negatywne czy takie sobie. Bo ja bardzo nie lubię postawy "panu bogu świeczkę, a diabłu ogarek".

niedziela, czerwca 18, 2006

Przeprosiny

Niniejszym przepraszam prof. Bronisława Geremka za błędną interpretację jego wypowiedzi dot. rezolucji Parlamentu Europejskiego o nietolerancji. Moje zdenerwowanie spowodowało, iż błędnie odczytałem słowa "Grupa deputowanych, z którą jestem związany - deputowani Partii Demokratycznej - byli zdecydowani głosować przeciwko paragrafowi, który wymieniał obok innych krajów także Polskę" jako stwierdzenie, że pan profesor głosował przeciw rezolucji; co więcej, nie mogąc łatwo odnaleźć potwierdzenia w materiałach PE pozwoliłem sobie założyć, że skoro nazwisko p. Geremka oraz nazwa jego partii nie padły nigdzie w kontekście głosowania "za", oznacza to, że "za" głosowali tylko eurodeputowani SdPl i SLD.

Wyniki głosowania polskich posłów brzmią następująco: (link do rezolucji i pełnych wyników)

ZA:

UW/Demokraci - Geremek, Kułakowski, Staniszewska,
Samoobrona - Golik, Kuc
SdPL - Grabowska, Pinior, Rosati,
SLD-UP - Szejna, Geringer d'Odenberger, Gierek

PRZECIW:

LPR - Grabowski, Krupa, Pęk, Piotrowski, Giertych, Wojciechowski Bernard,
Samoobrona - Czarnecki Marek, Czarnecki Ryszard, Masiek,
PO - Buzek, Chmielewski, Jałowiecki, Kaczmarek, Kudrycka, Lewandowski, Olbrycht, Saryusz-Wolski, Piskorski, Sonik, Zaleski, Zwiefka,
PiS - Bielan, Fołtyn-Kubicka, Janowski, Kamiński, Libicki, Roszkowski, Szymański,
PSL - Kuźmiuk, Podkański, Siekierski, Wojciechowski Janusz

WSTRZYMALI SIĘ
Samoobrona - Rutowicz,
SLD-UP - Liberadzki

BRAK NA LIŚCIE:
PO - Handzlik, Klich,
SLD - Siwiec,
UW/Demokraci – Onyszkiewicz

Dziękuję Libre za zwrócenie mi uwagi, oryginalny post dot. prof. Geremka usuwam, czytelników i pana profesora przepraszam za nierzetelność -- jak mawia pewien mój znajomy, jeśli wytykam wady innym, warto samemu przyłożyć się podwójnie.

A teraz oddalam się opieprzyć osobę, która mi zasugerowała taką, a nie inną interpretację :)

sobota, czerwca 17, 2006

Profesor Senyszyn pobudziła Edukatora

Roman Giertych chce delegalizacji SLD jako "organizacji antypaństwowej", "niekompatybilnej z polską rzeczywistością". Przypomnę, że zdradą stanu Senyszyn była parafraza słów papieża.

Strach myśleć, cóż Roman powiedziałby o TYM?!


Pomyśleć, że to bezeceństwo kiedyś wolno było w Polskim Radio puścić! Sam pamiętam, jak w Trójce słyszałem! Na szczęście teraz mamy Prawdziwą Wolność...

piątek, czerwca 16, 2006

Lekcja historii dla profesorów (i nie tylko)

Dosłownie i w przenośni.

"Prof. Wojciech Roszkowski ocenił rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski jako element politycznej gry. [...] Jego zdaniem, nieuprawnione jest stawianie na jednej płaszczyźnie rasizmu, homofobii i islamofobii. Miesza się w ten sposób autentyczną dyskryminację z powodów rasowych czy religijnych ze sprzeciwem wobec ideologii, który jest jak najbardziej uprawniony w normalnym dyskursie politycznym."

Homoseksualizm jako ideologia -- to nowatorskie stwierdzenie. Zwłaszcza przy jednoczesnym stwierdzeniu, że religia nie jest ideologią.

"Homofobia oznacza strach przed homoseksualistami, a przecież ci co protestują wcale się ich nie boją, a uważają, że ich orientacja jest odchyleniem od normy. Ci, którzy nazywają ich homofobami manipulują słowami i odwracają sytuację" - powiedział.

Wojciech Roszkowski ocenił, że powinno się wprowadzić następujące rozróżnienie: homoentuzjaści, homorealisci i homosceptycy. Jego zdaniem, niewątpliwie mamy do czynienia z ofensywą homoentuzjastów. Natomiast homorealistów i homosceptyków nazywa się obecnie homofobami, co jest - według niego - oczywistym nadużyciem."

Pan profesor protestuje najpierw przeciw tłumaczeniu wyrazu "homofobia" jako strach przed homoseksualistami, potem zaś sugeruje "homoentuzjazm" i "homosceptycyzm". Panie profesorze, przypominam, że "homo" po łacinie znaczy "człowiek". Skąd Pana sceptycyzm wobec człowieka? A może chodzi o sceptycyzm wobec sugestii, że homoseksualiści to też ludzie?

Ja wiem, że został Pan posłem z listy PiS, ale nie sądziłem, że polityka może spowodować, że profesor, autor podręczników historii i wykładowca może zacząć wyrażać poglądy nazistowskie... Bo czym innym jest głoszenie wyższości heteroseksualistów nad homoseksualistami? Czym innym jest sugerowanie, że homoseksualizm to "ideologia"? Czym jest odbieranie homoseksualistom praw człowieka i niedwuznaczne sugerowanie, że prawa człowieka to coś, co dotyczy tylko Übermenscha, wyższego "moralnie, intelektualnie i duchowo" od podludzi?

Panie profesorze, pozwolę sobie zadedykować Panu niniejsze fragmenty Wikipedii.

"Narodowi socjaliści kryteriom rasowo-biologicznym podporządkowali także politykę kulturalną. Zwalczano twórców pochodzenia żydowskiego, a także - jako produkt obcych ras i przejaw degeneracji - sztukę współczesną oraz jazz. Sztuka według ideału narodowosocjalistycznego powinna głosić wielkość narodu, heroizm "nadludzi", więź z przyrodą, tradycyjne wartości rodzinne. [...]

Szczególnie zdecydowanie atakowano działaczy
marksistowskich, komunistycznych oraz socjaldemokrację. [...]

Nazizm był za daleko posuniętym interwencjonizmem państwowym, mającym na celu zwalczenie wysokiego bezrobocia i hiperinflacji, które dominowały w Niemczech przed dojściem NSDAP do władzy, jednak w przeciwieństwie do komunizmu nie negował prywatnej własności środków produkcji. W polityce gospodarczej był za gospodarką mieszaną - znacznym interwencjonizmem państwowym, nie naruszającym jednak zasady prywatnej własności środków produkcji. Szeroko natomiast rozbudowano system pomocy socjalnej (Winterhilfe), taniego masowego wypoczynku (Kraft durch Freude) itp."

"W okresie przedwojennym Niemcy rozwinęli także uzasadniającą te kroki wielką akcję propagandową. Oskarżali Żydów o pasożytnictwo, wyzysk, demoralizowanie i niszczenie narodów, wśród których zamieszkują. Propaganda nagłaśniała także rzekomą organizację międzynarodowego spisku, obejmującego żydowskich bankierów i przemysłowców, a także polityków pochodzenia żydowskiego i znajdujących się pod wpływem Żydów. Spisek ten miał mieć charakter międzynarodowy; obejmował rzekomo liberałów, socjaldemokratów i komunistów, a także masonów, i inne organizacje społeczno-polityczne przeciwstawiające się ideom nazizmu."

I jeszcze na koniec:

Totalitaryzm - charakterystyczny dla XX-wiecznych reżimów dyktatorskich system rządów dążący do całkowitego podporządkowania społeczeństwa państwu za pomocą monopolu informacyjnego i propagandy, ideologii państwowej, terroru tajnych służb i masowych monopartii.

Totalitaryzm charakteryzuje państwa, w których ambicje modernizacyjne i mocarstwowe idą w parze z rozczarowaniem do demokracji, jej kryzysem lub niedostatkiem.

Panie Profesorze.

Proszę nie zapominać.

Nie miejcie złudzeń

Jakoś tytuł mojego posta brzmi jak coś, co mógłby powiedzieć JP2. Oświadczam więc na wstępie, że jeśli to powiedział, to nic mi o tym nie wiadomo i kajam się za urażone uczucia religijne. Etc.

Znajomy Holender, o którym już wspominałem, wysłuchał kiedyś mojej opowieści o poczynaniach Giertycha, Wierzejskiego i MW en masse, po czym głęboko wstrząśnięty zawołał: "To niedopuszczalne! niesłychane! Natychmiast napisz o tym do swojego europarlamentarzysty!".

Polscy europarlamentarzyści w mojej pamięci odcisnęli się w zasadzie raz, kiedy korespondowałem z posłem Sonikiem na temat tego, że skoro w Auschwitz zginęło tylko 4-5 tysięcy homoseksualistów, to nie ma żadnego powodu, żeby o tym wspominać w rezolucji PE. Teraz dali o sobie znać po raz drugi -- równie gromko.

"W Polsce nasila się nietolerancja wywołana homofobią, antysemityzmem i ksenofobią - mówi przyjęta w czwartek rezolucja Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowani najwięcej uwagi poświęcili Polsce, ale rezolucja dotyczy sytuacji w kilku krajach UE. Jednym tchem wymienia się zabójstwo czarnoskórej opiekunki i dziecka w Antwerpii, okrutne morderstwo transseksualnej Gisberty w portugalskim Oporto oraz napaść na Michaela Schudricha, naczelnego rabina Polski, którego w Warszawie ktoś uderzył na ulicy i prysnął mu w twarz dezodorantem."
Na marginesie, pierwszy raz słyszę, że był to dezodorant. Do tej pory była to "niezidentyfikowana substancja, prawdopodobnie gaz". Może po prostu rabin padł ofiarą promocji Axe lub innego Szanela Namberfajwa? Ale zostawmy krwawe złośliwości wobec gazety i jedźmy dalej.

"Dokument PE stwierdza, że część odpowiedzialności za wzrost nietolerancji w Polsce ponosi Radio Maryja. Zwraca uwagę na niedawne deklaracje "jednego z czołowych członków Ligi Polskich Rodzin nawołujące do przemocy wobec społeczności homoseksualnej w związku z marszem tolerancji i równości". Chodzi o wiceprezesa LPR Wojciecha Wierzejskiego, który mówił, by "dewiantom dolać pałami". Rezolucja wzywa Komisję Europejską, by sprawdziła, czy ostatnie działania ministra edukacji Romana Giertycha nie naruszają art. 6 traktatu o UE, gwarantującego przestrzeganie praw człowieka. Giertych zwolnił szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli za rozpowszechnianie oficjalnego poradnika Rady Europy o nauczaniu praw człowieka. Według europarlamentu Europejskie Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii (z siedzibą w Wiedniu) powinno przygotować raport w sprawie "narastającego klimatu nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią i homofobią w Polsce"."
Pominę resztę (np. tekst "Europarlament przełamał się na pół" -- jedno pół miało 301 głosów, a drugie 161). No więc europarlament się przełamał, wziął i uchwalił. Ufffff. Oczywiście w Polsce natychmiast wszystko się zmieniło!

"Premier Kazimierz Marcinkiewicz, komentując przyjętą w czwartek przez Parlament Europejski rezolucję, wymieniająca Polskę wśród krajów, w których narasta nietolerancja "powodowana rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem i homofobią", powiedział, że nie spotyka się w Polsce z tego typu zachowaniami. "Ja znam Polskę trochę lepiej niż Parlament Europejski, niż europejscy parlamentarzyści i nie spotykam się z tego typu zachowaniami. A gdy na nie natrafiamy, nasza konstytucja jest bezwzględna i za tego typu działania karze" - podkreślił premier w drodze na unijny szczyt w Brukseli."

Przez chwilę zdawało mi się, że premier sugeruje, że Wierzejski już został ukarany, ale po chwili zrozumiałem, o co mu chodzi: otóż mimo tego, że jest białym, heteroseksualnym katolikiem pan Marcinkiewicz nigdy nie padł ofiarą rasizmu, homofobii i antysemityzmu. Któż by pomyślał? Co więcej, skoro pan premier nie padł, to nikt inny też nie, tak więc problemu nie ma i nic nie trzeba zmieniać. To przesłanie dla tych, którzy się cieszą z rezolucji PE, jakby miała jakiekolwiek znaczenie.

"Bp Tadeusz Pieronek, komentując czwartkową rezolucję europarlamentu, w której mowa m.in. o Radiu Maryja, powiedział PAP, że "coś niedobrego dzieje się w Parlamencie Europejskim" [...] Bp Pieronek, odnosząc się do tych słów, powiedział, że "europarlamentarzyści uważają, że są sędziami świata, a świat pójdzie i tak swoją drogą". Pytany o Radio Maryja, które wymieniono w rezolucji, zapytał: "kto ich ustanowił sędziami nad tym?". "Niech sobie krzyczą, jeśli chcą" - dodał bp Pieronek."

Pan biskup znany jest z tego, że uważa rzucanie kamieniami za usprawiedliwione, jeśli ich celem są geje i lesbijki, ponieważ dewianci "sobie zasłużyli". Tak więc nie dziwi mnie też, że jedyną reakcją na rezolucję PE jest stwierdzenie, że "niedobrze się dzieje" -- prawda, tolerancji im się zachciewa, łże-elity jedne -- i że "świat pójdzie i tak swoją drogą". Ma pan rację, panie biskupie. Świat pójdzie swoją drogą. Już poszedł. A Polska została hen, hen w tyle i kiedy świat woła "chodź z nami" Polska rzuca kamieniami i woła "zrobimy z wami co Hitler z Żydami".

PS. "W orędziu do narodu niemieckiego w 1948 roku, papież Pius XII stwierdził, że sprawcą wojny oraz winnym zniszczenia niemieckich miast, jest "Manifest Komunistyczny"."



Wszystko już było.

wtorek, czerwca 13, 2006

To nie jest mój kraj ani mój rząd

Uczniowie nawet trochę się nudzili. Dla zabawy wymyślali coraz to nowsze rymowanki."Raz, dwa, trzy, cztery idź Giertych do cholery", "Spieprzaj dziadu". Szybko pojawił się policyjny radiowóz z megafonami. "Demonstracja jest nielegalna. Proszę się rozejść". "Ro-man Gier-tych nie-le-gal-ny" - brzmiało szybko wymyślone i skandowane przez uczniów hasło.


W ciągu kilku minut od komunikatu do protestujących uczniów przyszli policjanci ubrani zupełnie jak do walki ze stadionowymi chuliganami. Kaski, pałki, specjalne ochraniacze. Kilkunastu uczniów siłą wzięto do policyjnych radiowozów.


"Ten w niebieskiej opasce i ten z tym kolorowym czubem na głowie też"

- brzmiały krótkie komendy policjanta dowodzącego akcją rozpędzania nastolatków. Ci zamknięci na dziedzińcu też zostali wyprowadzeni. Widziałem chłopaka, którego policjant ciągnął za dready (skręcone włosy), bo ten mocno trzymał się bramy. Wszystko trwało najwyżej kwadrans. Ci, których nie udało zapakować się do radiowozów, zostali spisani.


"Tak mamo, wszystko jest w porządku"

Niektórzy zupełnie nie wiedzieli co się dzieje. "To jest wa-sza, de-mo-kra-cja" - kolejne wymyślone hasło miało dodawać otuchy. Ale nie wszyscy potrafili to wytrzymać. "Mamo, tu jest strasznie. Oni wzięli Agatę do radiowozu, nie wiem co się z nią dzieje. Muszę zadzwonić do jej mamy. Ze mną wszystko w porządku" - opowiadała przez komórkę szesnastoletnia Dorota, z jednego z warszawskich liceów.


"Ja zapraszam każdego do dialogu"

-mówił dziennikarzom za murami ministerstwa Roman Giertych. "Mogę rozmawiać z każdym, ale nie z ludźmi, którzy atakują funkcjonariuszy policji i Biura Ochrony Rządu. Tym powinna zająć się policja i prokuratura"


Wiceminister dziennikarzom mówi co innego niż uczennicy

Anna Geller z V LO wyszła z gabinetu wiceministra Orzechowskiego po półtoragodzinnej rozmowie i zdziwiła się, że nie ma komu przekazać, o czym rozmawiała: - Minister wydawał się otwarty i przychylny. Wysłuchał obaw, że szkoła przestanie być miejscem wymiany poglądów i stykania się różnorodności religijnej i seksulanej. Wydawało mi się, że nawet się ze mną zgodził, że patriotyzmu nie da się nauczyć, że ma się go we krwi. Ale gdy wyszliśmy z gabinetu, słyszałam, jak powiedział dziennikarzom, że nie będzie z nami rozmawiał i że za mało w szkołach jest patriotyzmu. Poczułam się zawiedziona, bo znów zobaczyłam prawdziwą twarz LPR - mówi Geller.

Drodzy wyborcy PiSs, Samoobrony i LPR,
drodzy krajanie,
drodzy posiadacze wrażliwych uczuć religijnych,
drodzy dekomunizatorzy, arcybiskupi, prezesi TVP i posłowie,

gratuluję. Wreszcie zidentyfikowaliście swój UKŁAD.

Mam nadzieję, że jesteście z siebie zajebiście dumni.

poniedziałek, czerwca 12, 2006

Równiejsi wśród równych, czyli po Paradzie Równości Parada Hipokrytów

Roman Giertych chce wprowadzić do szkół nauczanie patriotyzmu. Ciekawy felieton na ten temat napisał Konrad Piasecki: "Nie ma chyba lepszego sposobu na obrzydzenie patriotycznych emocji i uniesień niż nauczanie ich w szkole. Młódź karnie siedząca w ławkach i słuchająca wykładu na temat tego za co należy kochać Polskę, to wizja iście gombrowiczowska. A jeśli byłoby to wychowanie a la Młodzież Wszechpolska to groteska ustępuje miejsca horrorowi." Prawda. Ale ja nie o tym chciałem.

Przy okazji minionego meczu Polska-Ekwador rozmawiałem ze znajomym Holendrem o Polsce; zapaliłem się nawet do tematu i zacząłem go przekonywać, że warto tu przyjechać na wakacje, że pięknie jest w górach, Mazury są absolutnym cudem przyrody, niczego nie da się porównać z grzanym piwem przy kominku w zakopiańskiej knajpie po 10 godzinach łażenia po górach w sezonie zimowym... Holender uciął mnie błyskawiczną, krótką ripostą: nie będzie wydawać swoich pieniędzy w kraju homofobów, w którym propagowanie tez nazistowskich nie spotyka się z potępieniem.

Zatkało mnie kompletnie. Mimo wszystko jestem Polakiem, czuję odrobinę patriotyzmu, której nie zdołał ze mnie wyplenić Giertych i jego wszechpolacy; jest to patriotyzm schizofreniczny, który pozwala mi oddzielnie postrzegać kraj -- Polskę i ludzi, którzy ten kraj zamieszkują. Argument Holendra ma tę zasadniczą wadę, że jest prawdziwy. Co ja mu mogę na to odpowiedzieć? "Taaaak, ale homofobów jest tylko 50%"? (jeśli założymy, że ludzie, którzy chcieliby zakazać homoseksualistom w ogóle uprawiania seksu to homofobi) "Taaak, eeeeee, noooo, ci neonaziści co prawda są w koalicji rządzącej, ale ostatnio nawet prawicowi publicyści mają dość hate-speech"?

W dalszej części rozmowy dowiedziałem się, że "Tusk's party is much more right-wing than our extreme right-wing christian parties". Powodem do tej wypowiedzi było przyznanie się przeze mnie do wypowiedzi Rokity na temat Parady Równości: otóż Marysia nie chodzi "na demonstracje ludzi, którzy manifestują swoje przekonania co do sposobu zaspokajania popędu seksualnego - Tak jak nie poszedłbym na demonstrację na przykład tych, którzy się onanizują".
(Margines pozdrawia panią Marysię.) I znowu nie mogę się bronić, bo przecież Holender ma zwyczajnie rację, holenderska partia chrześcijańskiej prawicy popiera ideę małżeństw par homoseksualnych.

W Polsce aktualnie głośna jest sprawa "holenderskiej legalizacji pedofilii" (jak to czarująco ujmuje Roman Giertych). Nawet gazeta.pl nie oparła się pokusie opublikowania artykułu na ten temat akurat -- cóż za przypadek -- w przeddzień Parady Równości. Jak to wygląda z drugiej strony? Otóż grupka pedofili postanowiła sobie założyć partię polityczną (ponieważ partię może założyć każdy, np. miłośnicy piwa lub gry w bierki). Głoszą hasło legalizacji pedofilii i zoofilii w nadziei, że znajdzie się tylu zainteresowanych, żeby na nich zagłosować. Tyle tylko, że jak na razie ogromna większość Holendrów takie postulaty kompletnie odrzuca i uważa za gorszące, a partia może liczyć na poparcie wielkości ułamka procenta. Ale o tym Roman nie wspomina. Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów.

Nieważne. Parada się odbyła, była niewątpliwym sukcesem, mimo tego, że wychowana patriotycznie młodzież obrzuciła paradujących kamieniami. A jednak...

"LPR chce ukarania Joanny Senyszyn (SLD) za jej "skandaliczne wystąpienie" na Paradzie Równości. Chodzi o słowa: "Niech ta parada zmieni oblicze ziemi, tej ziemi".
"Uważamy, że jest to jawne i publiczne szyderstwo z osoby Ojca Świętego Jana Pawła II. Prowokacja pani Senyszyn w zamierzeniu miała wywołać skandal poprzez sprofanowanie homilii Jana Pawła II z roku 1979, w której posłużył się on cytatem z Ewangelii. Było to jedno z najważniejszych i drogich sercu każdego Polaka, kazań Ojca Św. Stało się ono później symbolem początku upadku komunizmu" - napisał wiceszef klubu Ligi Wojciech Wierzejski i zapowiedział, że Klub Parlamentarny Ligi Polskich Rodzin złoży odpowiedni wniosek do Komisji Etyki Poselskiej."

Możnaby mieć to w nosie, Wierzejski nie jest znany ze swojej stabilności umysłowej, za to powoli każdemu zaczyna się kojarzyć z obsesyjną nienawiścią do osób homoseksualnych. (Ciekawe, co na to psychiatra?) Gdyby nie dalsze wypowiedzi na ten temat:

"Historyk idei, Marcin Król określa zachowanie posłanki jako paskudne."
"Piotr Zaremba uważa, że swoim zachowaniem Joanna Senyszyn uczyniła środowisku homoseksualnemu więcej szkody niż pożytku. Jego zdaniem wypowiedź posłanki świadczy o jej braku dobrego smaku."
"Ręce opadają jak się słyszy takie słowa" - mówi "Dziennikowi" o wypowiedzi posłanki SLD Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN24."
"Ryszard Kalisz, który był gościem niedzielnego programu "Kawa na ławę" w TVN, przeprosił "wszystkie osoby, które poczuły się urażone słowami pani Senyszyn". Zdaniem Kalisza, "odwołanie się do słów papieża było niewłaściwe i Joanna Senyszyn niepotrzebnie to zrobiła"."
"Według biorącego udział w programie Stefana Niesiołowskiego, wiązanie parady równości ze słowami papieża jest "obrzydliwe i plugawe". Jego zdaniem, wczorajsza manifestacja pokazuje, że środowiska homoseksualistów są "agresywne i zakłamane"."

Możnaby pomyśleć, że Senyszyn co najmniej wzywała do pałowania osób chodzących do kościoła albo zrównywała uprawianie zawodu księdza z pedofilią. Podwójnie dziwi obecność na liście potępiających Marcina Króla i Ryszarda Kalisza. O ile hipokryzja prawicy jest znana (pan Zaremba właśnie dopuścił się rzeczywiście obrzydliwej manipulacji, sugerując, że Kinga Dunin popiera pedofilię, zaś pan Niesiołowski nie jest znany ze swojej niezwykłej uprzejmości oraz dobierania słów tak, aby nikogo nie urazić; zauważam też, że nikomu nie przeszkadza sprzedaż alkoholu w sąsiedztwie kaplicy, pod warunkiem, że odbywa się w Sejmie), o tyle dziwią przeprosiny Kalisza (dlaczego Kalisz przeprasza za cudze słowa? To jakiś nowy zwyczaj? To może i za Wierzejskiego przeprosi?) oraz obrzydzenie Marcina Króla.

Nie będę prosić o to hipokrytów prawicowych, poproszę liberalnego pana Króla: proszę mi wytłumaczyć, CO KONKRETNIE jest takie paskudne w wypowiedzi Joanny Senyszyn. Konkretnie. Nie w stylu "jak pan nie rozumie to ja nie będę tłumaczyć" albo "bo wypowiedzi papieża nie wolno trawestować". Proszę oddzielić wypowiedź od kontekstu, a potem mi wytłumaczyć, co jest obraźliwego w zdaniu "Niech ta parada zmieni oblicze ziemi, tej ziemi". Wyobraźmy sobie, że chodzi o paradę z okazji Bożego Ciała i zdanie to wypowiada ksiądz. Czy taka trawestacja też brzydzi i gorszy Marcina Króla i Stefana Niesiołowskiego?

Ja w odróżnieniu od polskich polityków i dziennikarzy nie jestem hipokrytą i doskonale rozumiem, o co chodzi. Otóż geje (jak wiadomo lesbijki nie istnieją) nie są ludźmi. Kiedy coś jest drogie sercu "każdego Polaka", w podtekście wiadomo, że nie dotyczy to gejów. Geje to istoty co najwyżej pół-ludzkie, nie są to obywatele polscy tylko polskojęzyczni, zaś jeśli nawet śmią się mienić katolikami, to kłamią jak bure suki. Kiedy Jan Paweł II przyjeżdżał do Polski, przyjeżdżał tylko do heteroseksualistów. Do gejów nie przyjeżdżał nigdy, bo zgodnie ze słowami Biblii brzydził się ich. (Czyż nie mówił Chrystus "I rzucisz kamieniem w bliźniego"?) I dlatego księdzu wolno powiedzieć "Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ZHP" i nikt się nie gorszy, bo ksiądz jest równiejszym wśród równych, zaś dewiantów konstytucyjna zasada równości nie dotyczy. Prawda?

A ci spośród czytelników mojego bloga, których wypowiedź Joanny Senyszyn brzydzi i gorszy, niech mi w komentarzach napiszą, jak mam zachęcić Holendra do odwiedzin w Polsce. Taki konkurs bez nagród. Niech Wam wasza równiejszość będzie nagrodą.

PS. Niestety stan zdrowia nie pozwolił mi uczestniczyć w Paradzie. Dziękuję bardzo wszystkim, którzy się zaniepokoili moją nieobecnością i zapytywali o jej powody.

wtorek, czerwca 06, 2006

Smakołyk



Dzięki dla pduncza.

Roman Edukator II

Dwie krótkie notateczki prasowe: "Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczęło konsultacje w sprawie wprowadzenia do programu szkolnego nowego odrębnego przedmiotu - wychowania patriotycznego. Na lekcjach z tego przedmiotu młodzież uczyłaby się nie tylko historii Polski, lecz także byłaby wychowywana w duchu patriotycznym - powiedział na konferencji prasowej minister edukacji, Roman Giertych." I druga: "Skarga na posła LPR Wojciecha Wierzejskiego za podżeganie do przemocy może jeszcze bardziej popsuć obraz Polski w Europie. Do berlińskiej prokuratury wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez tego polityka. [...] Poseł skargą się nie przejmuje. "Pani Roth może sobie składać pozwy nawet do sądów holenderskich, belgijskich czy jakich tam chce. Przy okazji powinna od razu sprawdzić, czy nie jest psychicznie chora" - mówi Wierzejski dziennikowi. Według posła, Claudia Roth dołącza do międzynarodowej nagonki na Polaków. "Różne grupy chcą wmówić, że Polacy to homofobi, antysemici i wszystko, co najgorsze. A to przecież pani Roth pochodzi z narodu odpowiedzialnego za holokaust" - podkreśla Wierzejski."

Pierwsza notka budzi we mnie po równo przerażenie, rozbawienie, nadzieję i niesmak. Pojęcia patriotyzmu, ojczyzny, dumy narodowej i symboli narodowych zostały tak równiutko rozdysponowane między Młodzież Wszechpolską, stadionowych chuliganów i neonazistów, że myśl o tym, że miałyby być wpajane młodzieży w szkole początkowo przeraża. Potem jednak przychodzi do głowy, że w PRL też obowiązkowo czytywało się dzieła Lenina, uczęszczało na spontaniczne manifestacje miłości do władzy i Sowieckiego Przyjaciela i jakoś nic z tego specjalnie nie wynikało, jeśli chodzi o faktyczne przekonania ludzi, a nawet jakoś tak na odwyrtkę im bardziej kazano Polakom kochać Związek Radziecki i ubóstwiać dzieła Lenina, tym bardziej nienawidzili Związku Radzieckiego i dzieł Lenina. Tak więc nie przejmowałbym się specjalnie wychowaniem patriotycznym, gdyby nie jeden mały szczegół.

Otóż -- jak wspomniałem powyżej -- wszelkie symbole i pojęcia okołopatriotyczne zostały kompletnie zawłaszczone przez chuliganów i neonazistów. Co więcej, koalicja (którą prywatnie zwę LepPeRoPiSs-em) wszelkimi siłami stara się podzielić Polaków na część (oczywiście większą) która popiera LepPeRoPiSs (patrioci, intelektualiści, wybitni myśliciele, prawdziwi Polacy) i na tę, która nie popiera (dewianci, Żydzi, bankierzy-dusigrosze, Balcerowiczmusiodejść). Co gorsza, idzie im to doskonale; jak pisze w ostatniej notce p. Bogdan Miś, "Do czego doprowadził PiS i rządząca koalicja! Za chwilę nie będzie wypadało powiedzieć, że nie znoszę Tuska i Rokity (a obu nie znoszę), bo człowieka posądzą o popieranie PiS, antysemityzm i osobistą znajomość z jakimś giertychoidem, albo i romans z madame Beger… Daliśmy sobie wmówić, że nie ma wyboru poza wyborem między bardzo złą prawicą populistyczno-narodowo-klerykalną - a trochę tylko mniej złą prawicą technokratycznie umiarkowaną. A taki wybór jest; w każdym razie wierzę, że będzie." A jednak wprowadzenie w szkołach przedmiotu "Wychowanie patriotyczne" znów nas od tego wyboru oddala; wszakże jak tu protestować przeciw wychowaniu patriotycznemu? Jakiż patriota protestuje przeciw wychowaniu patriotycznemu własnych dzieci? Tylko zły Polak (Żyd i dewiant) mógłby się temu sprzeciwić.

A jednak... Wojciech Wierzejski przez dwa lata pełnił funkcję prezesa Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej; pamięta, kto doprowadził do Holocaustu; czyż mógłby być jeszcze wybitniejszym patriotą w oczach wszechministra Romana? Czy chcemy, aby młodzież w szkołach nabyła przeświadczenia, że patriotyzm i duma narodowa oznacza bycie jak Wojciech Wierzejski? Nie twierdzę, że młodzi ludzie staną się tłumem Wojtusiów; co więcej, mam głęboką nadzieję, że będzie wręcz przeciwnie. Ale to, co uda im się wpoić, to że patriotyzm to kolejny przedmiot do odbębnienia w szkole, a miłość do ojczyzny mierzy się w skali 1-6. "Ooo, Kasiu, wspaniała z ciebie patriotka, ale Jasio to niestety zupełnie się nie postarał, no jak można pół strony tylko napisać na temat 'dlaczego kocham Orła Białego'? Jasiu, musisz za karę zostać po lekcjach, napiszesz mi drugą pracę i mają być co najmniej dwie strony". Czy homofobia, antysemityzm, rasizm i nacjonalizm będą częścią programu zajęć z patriotyzmu? Tego dowiemy się być może już niedługo. Ale coś mi mówi, że to wykonanie hymnu nie zostanie ujęte wśród zaleceń programowych.

PS. Nikt nie zgadł, który to patriota tak ładnie powtarzał fragmenty przemówień PiS; być może dlatego, że ten patriota był pierwszy. Cytat w poprzedniej notce jest autorstwa Wojciecha Jaruzelskiego.

poniedziałek, czerwca 05, 2006

Rewolunci rewolułują

Cytat z pewnego rewolunta moralnego, znaleziony na znajomym blogu: "Można by nam zarzucić wyolbrzymianie znaczenia za­gadnień moralnych. Byłby to zarzut niesłuszny. W spo­łeczeństwie (..) odnowa rozumiana jest nie tyle jako zespół założeń polityczno-programowych, nie tyle jako suma reform instytucjonalno-prawnych, lecz przede wszystkim jako stopień zmian dających się zaobserwować we własnym, najbliższym kręgu. Bez kon­sekwentnego oczyszczania życia ze zła, z wynaturzeń społeczno-moralnych nikt w rzeczywistą odnowę nie uwierzy."

Zgadnijcie, z kogo to cytat.

On an unrelated note, libreexamen komentuje ofertę PiS dla inteligentów: "[...] ucieszyłem się, gdy Prezes wyjaśnił, że ofertą dla inteligencji jest "budowa mocnego państwa". Serce moje następnie roztopiło się z zachwytu nad słowami, że PiS, co więcej, nie ma absolutnie nic przeciwko inteligencji, z wyjątkiem "kilkusetosobowej grupy żyjącej w zamkniętym gronie, przekonującym się o dzikości całej reszty". [...] Zaraz jednak musiałem wykonać gest mnichów z "Monty Pythona i Świętego Graala", przypomniawszy sobie w porę, że słowa Prezesa trzeba przetłumaczyć, nim rozpocznie się aplauz. W tymże tłumaczeniu okazało się, że "kilkusetosobowa grupa" znaczy "większość", a specjalną "ofertą" jest dokładnie to, co PiS od miesięcy sprzedaje swojemu elektoratowi małomiejsko-wiejskiemu. Najciekawsze jest jednak tłumaczenie słowa "inteligencja". Myślałby kto, że chodzi o naukowców, społeczników i artystów? Ależ nic podobnego. "Inteligentem" w rozumieniu Partii jest tylko taki intelektualista, który popiera konserwatyzm obyczajowy." And I, my Lord, may I say nothing?