sobota, czerwca 24, 2006

Nowa, ciekawa moda

Zauważyłem jakiś czas temu nastanie nowej mody. Pierwszy raz zetknąłem się z nią w komentarzach mojego bloga, zaś od tego czasu stykam się z nią coraz częściej. Chodzi o urażone uczucia religijne osób niewierzących.

Pisząc sobie różne rzeczy na blogu stykam się z reakcjami czasem pozytywnymi, czasem negatywnymi, często anonimowymi (tu wtręt -- ostatnio próbowałem wyłączyć komentarze Anonymous, niestety spowodowało to konieczność posiadania bloga na blogspocie celem komentowania; tak więc komentarze bez logowania włączyłem z powrotem, natomiast zawiadamiam wszem i wobec, że niepodpisane komentarze anonimowych autorów będę ciąć bez litości. Howgh). Najgorętsze reakcje powoduje opublikowanie jakiejkolwiek krytyki, żartu lub chociażby sarkastycznej wypowiedzi na tematy religijne. Cytat "Trwayzie motzni v vyezhe" spowodował oskarżenie mnie o chamstwo, szyderstwo i nietolerancję. Zdziwienie hipokryzją polityków atakujących Joannę Senyszyn zaowocowało informacją, że Senyszyn jest nieinteligentna, a skoro "większość katolików się obraża" to "coś jest na rzeczy". Wstawienie na znajomym forum gejowskim linku do bloga niejakiej Zazie doprowadziło do kłótni na noże, w której padały sugestie, że nietolerancja homoseksualistów wobec KRK jest dokładnie takim samym złem jak nietolerancja KRK wobec homoseksualistów. Sugestie te padały ze strony, cóż, innych gejów, z których chyba tylko dwóch określiło się jako katolicy.

Hmmm.

Obraza uczuć religijnych to bardzo szerokie i nieprecyzyjne sformułowanie. galopujacy_major, który napisał, że "skoro większość się obraża, to coś jest na rzeczy", w pewnym stopniu ma rację. Co prawda nie przedstawił wyników badań na populacji katolików, które stwierdzałyby, że większość tejże populacji obraziła wypowiedź Senyszyn, jednak być może nieświadomie dotknął problemu, którym jest autocenzura i szok, jaki powoduje brak tejże u niektórych osób.

Osoby, które gotowe są rozdzierać szaty na widok parafrazy wypowiedzi Jana Pawła II na ogół nie czują się przesadnie zgorszone wypowiedziami np. Wierzejskiego lub biskupa Pieronka. Padają stwierdzenia: "skoro sam oczekujesz tolerancji, masz obowiązek być tolerancyjny", "biskup taki-i-owaki nie reprezentuje całego Kościoła", "takie [homofobiczne] opinie są typowe dla osób niewykształconych" bądź "czego innego się spodziewać po Wierzejskim". Wszystkie te sugestie uważam za kompletnie nietrafne. Po pierwsze, tolerancja nie jest tym samym, co kaganiec; zresztą jak twierdzi nasz ókohany Sejm, w Polsce nie istnieje nietolerancja, a w parlamencie homofobia. Pozwalam sobie z tego wyciągnąć wniosek, że wszelkie wypowiedzi o ładunku emocjonalnym równym i mniejszym niż te Wierzejskiego o pałowaniu dewiantów nie są oznaką nietolerancji, również, jeśli zaadresuję je pod adresem Kościoła. Po drugie, jeśli biskup, a nawet papież nie reprezentuje całego Kościoła, to kto go reprezentuje? Jeśli ksiądz Oko cytuje "badania" Johna Diggsa (tego, który rozpoznaje lesbijki po tym, że 4,5 raza częściej uprawiają seks z mężczyznami) na dowód, że homoseksualiści są nienormalni, a ksiądz Boniecki się z nim nie zgadza, to który z nich bardziej reprezentuje Kościół? Obaj? Żaden? Rozstrzygnie rzut kostką? Po trzecie, panowie Wierzejski, Dorn, obaj Kaczyńscy i Niesiołowski wszyscy mają wykształcenie wyższe (i niekoniecznie poprzestali na magisterce), a poseł Bosak jest studentem, więc argument o braku wykształcenia homofobów uważam za co najmniej chybiony. Po czwarte, jeśli nie mogę się spodziewać niczego dobrego po pośle na Sejm, to czemu niby ja miałbym reprezentować wyższy poziom? Bo jestem gejem i muszę?

Nie przeczę i przeczyć nie planowałem, że w moich wypowiedziach jest mnóstwo goryczy i obrazy na świat (nie tyle na świat, co na ludzi zaludniających kraj-raj). Co więcej, jestem też antyklerykałem, a wiarę w Boga uważam prywatnie za rodzaj niegroźnego schorzenia umysłowego. Nie oznacza to jednak, że planuję zwalczać religijność, nawracać katolików na ateizm, zmuszać wszystkich do uprawiania stosunków homoseksualnych (bo jak nie to w papę). Co gorsza (dla moich niektórych czytelników) -- nie planuję też dbać o uczucia osób wierzących, ani nawet tych niewierzących, bardziej niż muszę, aby nie narazić się na skazanie z odpowiedniego paragrafu.

Jak pisze Bogdan Chwedeńczuk w ostatnim numerze "Bez Dogmatu", "Żyję więc w Polsce, gdzie oddziaływanie katolickiego religianctwa na społeczeństwo sięgnęło dna – oddziaływanie niszczycielskie, bo niszczące tkankę rozróżnień pojęciowych, bez których publiczna komunikacja językowa przestaje wiązać nas ze światem." Mateusz Kwaterko: "Konstytucja RP zapewnia każdemu obywatelowi „wolność wyrażania swoich poglądów” (art. 54) oraz „wolność twórczości artystycznej” (art. 73). [...] Swoboda twórcza pozwala szpikować miasta, miasteczka i wsie pomnikami Chrystusa Króla, papieża i pomniejszych herosów chrześcijaństwa, a następnie zabrania gejom i lesbijkom paradować w sąsiedztwie owych monumentów. [...] Ci, którzy twierdzą, że „nie można mówić o zagrożeniu swobód obywatelskich w Polsce”, mają rację, ale tylko w tym sensie, że „zagrożenie” jest określeniem stanowczo zbyt łagodnym. Wspomniane swobody pogwałcono już dawno temu, a w ostatnim czasie padają one ofiarą gwałtów zbiorowych, wielokrotnych i codziennych."

Obrony urażonych uczuć podejmują się nawet (co gorsza -- zwłaszcza) ci, którzy -- rzekomo -- bronią wolności słowa; każda wypowiedź o wiadomej pracy Doroty Nieznalskiej zaczyna się od "co prawda mi osobiście ta praca zupełnie się nie podoba, uważam ją za niepotrzebną prowokację i nie widzę w niej żadnych walorów artystycznych, ale...", o okładce Machiny -- "ta nędzna artystycznie okładka nie miała co prawda żadnej głębszej treści niż tylko skandal i prowokacja, ale...", o opisanych dwie notki temu ojcu i synie "co prawda nawet nie byli Żydami, ale..." Mateusz Kwaterko komentuje: "Taką bezpieczną postawę – przywodzącą na myśl pana Cieciszowskiego z Transatlantyku – zajęło zresztą wielu „ekspertów”. Krytycy sztuki, recenzenci teatralni i profesorowie z ASP proszeni o skomentowanie tych skandalicznych przypadków cenzury, zwierzali się przede wszystkim z własnych upodobań estetycznych: „może to i niedobrze, że ktoś podpalił naszemu sąsiadowi dom, albo i dobrze. Wnętrze moim zdaniem nie było urządzone w najlepszym guście”. [...] Jest to kwestia kluczowa i pewnie z tego względu w dyskusjach o wolności słowa i swobodach twórczych starannie przemilczana. Wśród polskich artystów, również tych, którzy głoszą swoją przynależność do „awangardy”, śmiałość jest czymś rzadkim, a autocenzura powszechna."

Nikt chyba nie ośmielił się powiedzieć, że okładka Machiny wśród polskich czasopism wyróżnia się chociażby tym, że jest bardzo starannie opracowana plastycznie, zaś "greps" polegający na umieszczeniu Madonny Ciccone w miejscu Madonny Nieciccone jest całkiem inteligentny, zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że dawna pornografka aktualnie oddaje się z zapałem praktykom Kabały, jednocześnie nie przestając eksponować różnych fragmentów ciała w teledyskach. Być może chodzi po prostu o to, że ja -- prostak -- jestem jedyną osobą w kraju-raju, której okładka się podobała. Być może o to, że przyznanie się do tego, że okładka nie jest znowu taka zła jest de facto współuczestnictwem w przestępstwie obrazy uczuć religijnych.

Nie widziałem żadnej opinii pozytywnej o pracy "Pasja" Doroty Nieznalskiej. Ostatnia rozprawa zaowocowała takim oto zeznaniem: "B. rektor Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku Jerzy Krechowicz, zeznający we wtorek jako świadek w procesie Doroty Nieznalskiej, oskarżonej o obrazę uczuć religijnych, powiedział, że jej praca jest "artystycznym bełkotem". [...] Z obrazą uczuć religijnych nie ma to nic wspólnego. Taką nadinterpretację wywołały bardzo wnikliwe media. Dzieło pani Nieznalskiej z punktu widzenia estetycznego i moralnego nie jest rzeczą godną uwagi" - powiedział przed Sądem Rejonowym w Gdańsku Krechowicz." Nie mogę nie wznieść brwi w zadziwieniu nad faktem, że tak kompletnie nieutalentowana osoba, bełkocząca artystycznie i niegodna uwagi, nie dość, że zdołała jakimś cudem ukończyć -- hmm! -- wydział rzeźby ASP w Gdańsku, to jej biografia przedstawia się całkiem imponująco: "Dorota Nieznalska jest absolwentką Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Wielokrotnie uczestniczyła w wystawach zbiorowych w Polsce [...] oraz za granicą Art Genda, Sztokholm 1998; Germinations XI, Hall /Wielka Brytania/1999; Irreligia, Bruksela 2001. Ma za sobą również szereg wystaw indywidualnych [...]" Czyżby "Pasja" była jej jedynym dziełem stanowiącym "bełkot artystyczny", a tak poza tym Nieznalska jest artystką europejskiego formatu? Czy też dla odmiany wszystkie jej dzieła są beznadziejne, a tylko przewidywanie skandalu wokół "Pasji" skłoniło Szwedów, Brytyjczyków, Belgów i, cóż, Polaków do pokazywania jej pozostałych prac w latach 1998-2001?

Mógłbym tak pisać długo i rozwlekle, ale nie bardzo widzę powód; oczywiste jest dla mnie natomiast, iż "moda" o której piszę jest w rzeczywistości silnym, często nieuświadamianym ograniczeniem języka, jakim opisujemy widziany świat. (Staram się unikać wyrazu "dyskurs".) W świecie, jaki postrzegają Polacy "homofobia" to "język lewactwa", który ma na celu niszczenie "tradycji judeochrześcijańskiej". Z drugiej strony praca Doroty Nieznalskiej to "obrzydliwa prowokacja", "bełkot artystyczny" i "wykwit cywilizacji śmierci". To są powszechnie zaakceptowane i zinternalizowane granice języka, zakreślone przez i dla Polaków; granice, w jakich się poruszamy.

Podczas debaty o sztuce 22 IV 2004 roku (po rozprawie Doroty Nieznalskiej) "Prawnicy napominali artystów by pamiętali o odbiorcy nie mającym nic wspólnego ze sztuką, środowiskiem. Artyści starali się udowodnić pewną wyjątkowość swojej pracy i sytuacji społecznej." Ponownie zwracam uwagę na użyte konstrukcje językowe: otóż prawnicy napominali, zaś artyści starali się udowodnić. Nieświadomie, jak sądzę, autorka tego krótkiego streszczenia sugeruje, że prawnicy są niejako doroślejsi, mądrzejsi od artystów; napominanie jest wszakże przywilejem nauczyciela lub rodzica, który widzi, że dziecko zboczyło z właściwego szlaku. Artyści zaś "starali się udowodnić" -- co oznacza, że nie udało im się to, jakkolwiek próbowali. Ze streszczenia nie wynika, czy padło pytanie: dlaczegóż to niby artyści mieliby pamiętać o odbiorcy niemającym nic wspólnego ze sztuką? Na czym miałaby polegać ta pamięć -- na konsultowaniu dzieł sztuki z radą panelową złożoną z dziennikarzy "Naszego Dziennika"? Czy politycy pamiętają o odbiorcy niemającym nic wspólnego z wiarą katolicką, kiedy nakładają na telewizję i radio nakaz respektowania wartości chrześcijańskich?

Sprawa Nieznalskiej toczy się od marca 2002. W międzyczasie zapadł wyrok pierwszej instancji, skazujący Nieznalską za obrazę uczuć religijnych. Apelacja zaowocowała skierowaniem sprawy do ponownego rozpatrzenia. 13 czerwca 2006 odbyła się dziewiętnasta już rozprawa. Jak widać, kategoria "uczuć religijnych" i ich obrazy jest nader trudna do zdefiniowania. Czy jeśli znajdzie się jedna jedyna osoba, którą wypowiedź (dzieło sztuki, podpis pod zdjęciem, film...) urazi i która zgłosi się do prokuratury, oznacza to, że obraza nastąpiła, czy jeszcze nie? Czy jest jakaś grupa katolików, której uczucia mogą stanowić probierz obrazy -- np. księża, grupa wybrana przez CBOS lub też dowolna inna? Czy sam fakt zaskarżenia jakiegoś dzieła oznacza, że nastąpiła obraza? Jak udowodnić, że np. okładka Machiny miała na celu tylko i wyłącznie prowokację? (odpowiedzi w stylu "to chyba oczywiste" nie są dla mnie dowodem)

Nie sądzę, żeby musiał istnieć ścisły antagonizm między osobami wierzącymi, a niewierzącymi; nie sądzę też, aby gej-katolik był zmuszony do wyboru strony, po której się opowiada. Dowodzi tego chociażby Holandia, w której partia chrześcijańskiej prawicy popiera ideę małżeństw osób homoseksualnych. Natomiast w Polsce idea obrazy uczuć religijnych oraz -- co gorsza -- możliwości skazania przez sąd stanowi mur, na którym nie można siedzieć okrakiem. Nie można być tylko trochę za cenzurą, odrobinę popierać ograniczenie wolności słowa lub opowiadać się za "prawdziwą wolnością", jednocześnie nie popadając w schizofrenię; dopóki żyjemy w kraju, w którym można profilaktycznie zakazać paradzie gejowskiej przejścia obok kościoła, ponieważ z pewnością obrazi tym uczucia religijne, lub też stwierdzić, że obrzuceni kamieniami uczestnicy Marszu Tolerancji sami są sobie winni, ponieważ "gdy się kogoś drażni, nie ma się co dziwić - wygląda to tak jak wczoraj. Wina jest tu po obu stronach: jedni byli agresywni, ale drudzy prowokowali terminem swojego marszu. Data była ustalona bardzo niefortunnie. Słyszałem, że podobny marsz planuje się też w Warszawie, dzień po Bożym Ciele. To również zły termin" -- nie widzę możliwości znalezienia kompromisu. Co gorsza, jeśli jedna strona ma w mediach reprezentację złożoną z posłanki Senyszyn i Roberta Biedronia, a druga -- właściwie wszystkich pozostałych, drugi punkt widzenia zaczyna nie tyle zwyciężać, co zajmować pozycję centrową; dyskusja nie toczy się już na temat "czy należy skazywać za obrazę uczuć religijnych", tylko "co wolno powiedzieć, aby nie obrazić uczuć religijnych".

Dokąd zmierzam wraz z moim przydługim esejem? Do Holandii. A poważniej? Poważniej -- chciałbym, żeby moi rozmówcy zadali sobie pytanie -- czemu akurat uczuć religijnych nie wolno obrażać? co czyni je ważniejszymi niż wszystkie inne uczucia? jak zdefiniować obrazę? dlaczego inne standardy mają obowiązywać nietolerowane mniejszości, a inne większość, która rozsiadła się okrakiem na tronie i spogląda z góry? I dlaczego, do cholery, w naszym kraju, w którym rzekomo mamy 97% katolików, których uczucia są chronione przez prawo, pozostałe 3% czuje tak silną potrzebę chronienia tychże uczuć dodatkowo, że jest w stanie napluć na każdego, kto odważy się na przykład podpisać zdjęcie ministrantów upozowanych na jezdni "katalog pozycji modlitewnych"? Pomyślcie nad tym, naprawdę pomyślcie, spróbujcie raz wyjść poza wyznaczone przez Wierzejskiego i Pieronka granice dyskursu i znaleźć odpowiedzi na moje pytania. Bo jak mówi Kinga Dunin, od myślenia nie traci się cnoty.

16 Comments:

  • Zgadzam sie absolutnie ze wszystkim - poza oceną twórczości Nieznalskiej. Dla mnie ta pani jest jak Dan Brown - sztuką tego, co robi nazwać nie można, i, co za tym idzie, prawdopodobnie nikt by o niej nie usłyszał, gdyby nie skandale. Co jednak nie zmienia faktu, że to ona ma w Polsce proces, podczas gdy Wierzejski, Niesiołowski czy Pieronek chodzą sobie wolno.

    By Anonymous tomek ł, at 5:35 PM  

  • Dodam jeszcze pewien cytat, który dziś zamieściłem w komentarzach na swoim blogu, cytat z pewnego klasyka biologii, który mówi nam, dlaczego ludzie percypują religię właśnie w sposób opisany przez Oliveirę.

    Wiara w Boga lub inne byty nadprzyrodzone nie jest sama w sobie zła, ba, kiedyś prawdopodobnie nawet przyczyniała się do lepszego funkcjonowania społeczeństw. Jednak nie wszystko, co sprawdza się w jednej sytuacji, pozostaje dobrym rozwiązaniem, gdy zmieniają się warunki. Przykładem skłonność do bardziej wydajnego gromadzenia tłuszczów, pomagająca w przetrwaniu w czasie głodu tym z naszych przodków, którzy posiadali warunkujące ją geny, skłonność, która dziś, w czasach dostatku odpowiada za otyłość milionów nieszczęśników. Tak samo stało się z wiarą w Boga, zwłaszcza że kiedy już przybrała postać instytucjonalnej religii, dokleiły do niej inne, znacznie groźniejsze memy. Oddajmy głos Richardowi Dawkinsowi, autorowi "Samolubnego genu":


    „Czy, dajmy na to, mem Boga może być skojarzony z jakimiś innymi, określonymi memami i czy może to się przysłużyć przetrwaniu każdego z tych memów? Kościół z właściwą mu architekturą, rytuałem, prawami, muzyką, sztuką i pisaną tradycją mógłby być zapewne traktowany jako taki właśnie koadaptujący, stabilny zestaw wzajemnie wspierających się memów.
    By posłużyć się konkretnym przykładem, częścią doktryny wiary bardzo skutecznie wymuszającą przestrzeganie nakazów religijnych jest groźba mąk piekielnych. Wiele dzieci, a nawet niektórzy dorośli są przeświadczeni, że jeśli nie dochowają zasad wiary, po śmierci cierpieć będą straszliwe męki. Jest to wybitnie odstręczająca technika perswazji, która była w wiekach średnich, a bywa nawet i dzisiaj, powodem dotkliwej Udręki psychicznej. Niemniej jednak jest bardzo skuteczna. Można by sądzić, że makiaweliczny kler, biegły w psychologicznych technikach głębokiej indoktrynacji, wprowadził ją z premedytacją. Osobiście wątpię jednak, by duchowni byli aż tak przebiegli. Już bardziej prawdopodobne, że to nieświadome memy zapewniły sobie własne przetrwanie na mocy tej samej, nazwijmy to, bezwzględności, jaką przejawiają te geny, które Z powodzeniem utrzymują się w puli genowe). Idea ognia piekielnego, dzięki swemu głębokiemu oddziaływaniu na psychikę, zapewnia sama sobie nieśmiertelność. Uległa sprzężeniu z memem Boga, ponieważ wzmacniają się one wzajemnie i wspomagają nawzajem swoje trwanie w puli memów.
    Kolejnym elementem religijnego zestawu memów jest wiara. Oznacza ona ślepą ufność przy braku dowodów, a nawet na przekór dowodom. Historię niewiernego Tomasza przytacza się nie po to, by stawiać go nam za wzór, lecz po to, byśmy, na zasadzie kontrastu, podziwiali pozostałych apostołów. Tomasz domagał się dowodów, tymczasem dla pewnych rodzajów memów nie ma nic bardziej zgubnego niż potrzeba znalezienia dowodów. Jako wartych naśladowania wskazuje się nam pozostałych apostołów, których wiara była tak silna, że obywała się bez dowodów. Mem ślepej wiary zapewnia sobie wieczne trwanie drogą prostego, nieświadomego wybiegu – nakłaniania do rezygnacji z racjonalnych dociekań.
    Ślepa wiara potrafi usprawiedliwić wszystko. Jeśli człowiek Wierzy w innego boga, a nawet jeśli dla oddawania czci temu Samemu bogu używa innego rytuału, ślepa wiara potrafi go skazać na śmierć – na krzyżu, na stosie, przez przebicie mieczem krzyżowca, zastrzelenie na ulicy w Bejrucie lub rozerwanie bombą w barze w Belfaście. Memy ślepej wiary, zarówno w sferze religii, jak patriotyzmu czy polityki, mają swoje własne bezwzględne sposoby na rozprzestrzenianie się.”

    By Anonymous tomek ł., at 5:41 PM  

  • Najbardziej zaskoczony jestem nazywaniem tego „modą”, ponieważ uważam, że szarlatanerii nigdy rodzajowi ludzkiemu nie brakowało. Czym innym, jak „obrazą uczuć religijnych” kierowali się inkwizytorzy? :> Bardzo pobudzające, jak bym to ujął, jest też powoływanie się tutaj na twórcę teorii „samolubnego genu”, jak zrobił to mój przedmówca, w celu punktowania prawdopodobnego źródła tego stanu rzeczy. Idąc dalej tym tropem chciałbym przećwiczyć reakcję na jedną z teorii, której autora niestety nie jestem w stanie nazwać, ale liczę na to, że rychło ktoś mnie oświeci, a która to argumentuje tezę oto taką, że nasza świadomość i sposób postrzegania jest tylko rodzajem choroby psychicznej o podłożu genetycznym, która skutkuje zdolnością do podejmowania analitycznych działań poznawczych i świadomego modyfikowania tychże w celach zarówno egoistycznych, jak i społecznych. Choroba ta ludziom, jako jedynemu gatunkowi, umożliwa eksploatowanie zasobów naturalnych tej planety zarówno bez wyrzutów sumienia, jak i za wszelką cenę (możliwe, że głównie z powodu predyspozycji do czerpania przyjemności ze zbyt wielu źródeł w porównaniu z innymi gatunkami). Kwestia eksploatacji zasobów ma w tym przykładzie znaczenie uniwersalne i odnosi się również do zachowań ludzkich w zakresie społecznym. Ale to tylko taka dygresja, która ma za zadanie pobudzić do myślenia.

    Po tej rozgrzewce, jeśli znaleźliście już jakieś błędy w wyżej zaproponowanym rozumowaniu (oczywiste ze względu na niesamowity poziom uproszczenia, który przy zastosowaniu zaledwie kilku tysięcy znaków do opisania idei są niemożliwe do uniknięcia przy kodowaniu za pomocą języka naturalnego; ostrzegam, że jeśli to dla osoby czytającej zawartość tego nawiasu jest zaskakujące w jakikolwiek sposób, to nie powinna taka osoba kontynuować lektury tego komentarza), chciałbym przejść do kwestii bliżej związanych z problemem przedstawionym w notce.

    Nie wiem czemu tak rzadko się o tym mówi, ale bez względu na przyczynę obrazy uczuć, powoływanie się na „obrazę uczuć religijnych” jest działaniem represyjnym w przestrzeni wolności słowa, czyli inaczej mówiąc jest to działanie prowadzące do autocenzury indukowanej przez powszechne w naszym kręgu kulturowym poczucie szacunku wobec świętości kojarzonych z religią. Mówiąc jeszcze prościej, dla tych, którzy nie dostrzegają jeszcze siły konsekwencji pozwalania sobie na posługiwanie się tą niemalże „bronią”, taki rodzaj szantażu w sferze publicznej jest podstawowym źródłem bigoterii i zakłamania, których zachodnie kraje się wyzbyły w biegu historii (a dokładniej tym jej fragmencie, gdy Polski nie było na mapie Europy), gdyż uznały je za ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa i rozwoju. Bardziej wnikliwym polecam szczegółową analizę przyczyn jak i przebiegu samej reformacji w Europie Zachodniej oraz wszystkich nurtów myśli historycznej, politologicznej i społecznej, które w jej czasie się zrodziły lub które pośrednio stały się dzięki niej możliwe. Polska nigdy tego procesu, ani rewolucji społecznych XX w. nie doświadczyła, co Polaków, jako społeczność, pozostawia wyjątkowo ułomnymi w porównaniu do kultur, z którymi w dzisiejszych czasach usiłujemy się identyfikować. Jeszcze żartobliwie dodam od siebie, że mógłbym sobie pomyśleć też, że niektórym po prostu brakuje owych genów warunkujących wcześniej wspomnianą przeze mnie chorobę genetyczną (możliwie, że większość rzeczywiście ma je upośledzone w wyniku mutacji). Ale to byłoby zbyt złośliwe i mogłoby dogłębnie kogoś obrazić, choć ja miałbym tę satysfakcję, że niniejszym udałoby się ustalić komu rzeczywiście owych genów brakuje (a raczej, mówiąc zupełnie na poważnie, rozwoju pewnych części mózgu, które w rozwoju osobniczym dojrzewają jako ostatnie(!), a które to są wyłącznie odpowiedzialne za posiadanie przez nas cech określanych jako ludzkie; dla niezorientowanych, u większości ludzi dzieje się to między 18 a 24 rokiem życia, u części trochę później). Przykre jest jednak nie to, że tak prostymi konceptami jak „Bóg”, czy ów nieszczęsny „samolubny gen”, czy też jakikolwiek inny mechanizm systemowy nie jesteśmy w stanie posługiwać się jako wzorzec do rozstrzygania na temat moralności i wartości zachowań oraz postaw ludzkich, ale to, że większość ludzi najwyraźniej tego nie jest w stanie zrozumieć lub samodzielnie dojść do takiego wniosku.

    Sam Dawkins w rozdziale swojej pracy „Samolubny gen” pt. „Skąd się wzięli ludzie?” pisze: Nie jestem rzecznikiem moralności opartej na zasadach ewolucji. Opisuję mechanizmy działania ewolucji, ale nie udzielam wskazówek moralnych co do postępowania nas, ludzi. Kładę na to taki nacisk, bo jestem świadom niebezpieczeństwa, że zostanę źle zrozumiany przez tych, wciąż nazbyt licznych, nie potrafiących dostrzec różnicy między wyrażaniem poglądu na temat rzeczywistego stanu rzeczy, a orędowaniem za stanem rzeczy, który uważa się za pożądany. Osobiście uważam, że bardzo nieprzyjemnie byłoby żyć w ludzkiej społeczności zorganizowanej jedynie wegług genowego prawa uniwersalnego: bezwzględnego egoizmu.

    Ze względu na powyższe słowa Richard’a Dawkins’a i wyrwanie jego słów z kontekstu przez zacytowanie konkretnego fragmentu dotyczącego wiary w Boga w świetle teorii, o której traktuje jego książka, jest ze strony mojego przedmówcy, Tomka Ł., rażąco nieuczciwe w stosunku zarówno do odbiorców tego przekazu, jak i do autora tych słów. Nie do zaakceptowania. Nie mam nic więcej w tym temacie do dodania.

    By Anonymous Harpigon, at 7:09 PM  

  • ja się zgodzę ze stwierdzeniem dotyczącym nędzy artystycznej jaką prezentowała okładka machiny bo użyto do niej przedstawienia Madonny Nieciccione nienajwyższych lotów, bo przyznajmy, że obraz ten jest średni i do Rafaella czy innych w ogóle się nie umywa, poza tym cały zakryty jest tandetnymi świecidełkami... jednakże zestawienie z Madonna jak najbardziej współczesną, nadało mu jakąś nową wartość... uwaga innego rodzaju, do zachwycających po dziś dzień przedstawień Madonny pozowały jak najbardziej współcześnie żyjące autorowi obrazu kobiety, nierzadko były one wątpliwej moralności, ze tak to ujmę...

    By Anonymous chariot, at 8:38 PM  

  • witam :)

    tu "niejaka Zazie" :)

    w związku ze sformułowaniem: "Wstawienie na znajomym forum gejowskim linku do bloga niejakiej Zazie doprowadziło do kłótni na noże"
    mogłabym (z ciekawości) prosić o podanie mi linku do tegoż forum? :>
    chciałabym poczytac :)

    pozdrawiam

    zaz

    By Anonymous zazie, at 1:59 PM  

  • Witaj, Zazie :)

    http://pwgay.7z9.net/forum/

    Forum PWGay, wątek "Dzisiejsze parady", link jest chyba na 3 lub 4 stronie, wstawiony przez użytkownika Pani Glebowa.

    By Blogger Oliveira, at 5:15 PM  

  • hm, mnie sie wydaje, ze stojac w pozycji osoby popierajacej wolnosc, rownosc, tolerancje i otwartosc na odmienne od wlasnych swiatopoglady nie powinno sie obrazac drugiego czlowieka (na tyle na ile jest to mozliwe w jakichs rozsadnych granicach powsciagania swojego temperamentu) niejako z definicji. i nie jest to kwestia zapisow prawnych (bzdurnych dodajmy) i leku przed oskarzeniem i skazaniem, tylko raczej - w mojej opinii - jakichs elementarnych zasad dobrego wspolzycia spolecznego z innymi ludzmi.

    By Anonymous cyś, at 11:16 PM  

  • Harpigon, kilka kwestii:
    1. Wobec kogo jestem nieuczciwy? Piszesz, że wobec Dawkinsa, który prywatnie jest wojującym ateistą? Dlaczego? Jeśli coś się pisze, trzeba być przygotowanym na to, że będą to ludzie cytować i komentować. I Dawkins jest. To, co napisałeś o moralności, napisał w zupełnie innym kontekście: chodziło mu o to, by ludzie, naczytawszy się o samolubnych genach, nie zaczęli się wyrzynać, usprawiedliwiając się ich wpływem, bądź nie powrócili do rozwiązań eugenicznych. Nie o to, byśmy się cenzurowali w kwestii cytowania jego słów o religii. Dlaczego miałbym być nieuczciwy wobec czytelników, to już zupełnie nie rozumiem. Każdy może sobie sięgnąć po "Samolubny gen" i doczytać całą resztę, a cytat mój bynajmniej nie był wyrwany z kontekstu. Trudno wyrwać taki kawał ;)

    2. Świadomość bynajmniej nie jest nam potrzebna "do podejmowania analitycznych działań poznawczych". Komputery radzą tu sobie lepiej od ludzi bez świadomości. Co do "świadomego modyfikowania tychże w celach zarówno egoistycznych, jak i społecznych" - to popadasz w tautologię: świadomość jest potrzebna do czegoś świadomego. Trudno się nie zgodzić, ale co z tego bełkotu wynika? I dlaczego cele egoistyczne nie miałyby być jednocześnie społecznymi?

    3. Ludzie nie są jedynym gatunkiem eksploatującym planetę. Polecam jakiś podręcznik biologii (nawet do gimnazjum) albo Historię Australii.

    4. Piszesz: "Nie wiem czemu tak rzadko się o tym mówi, ale bez względu na przyczynę obrazy uczuć, powoływanie się na „obrazę uczuć religijnych” jest działaniem represyjnym w przestrzeni wolności słowa, czyli inaczej mówiąc jest to działanie prowadzące do autocenzury indukowanej przez powszechne w naszym kręgu kulturowym poczucie szacunku wobec świętości kojarzonych z religią. Mówiąc jeszcze prościej, dla tych, którzy nie dostrzegają jeszcze siły konsekwencji pozwalania sobie na posługiwanie się tą niemalże „bronią”, taki rodzaj szantażu w sferze publicznej jest podstawowym źródłem bigoterii i zakłamania, których zachodnie kraje się wyzbyły w biegu historii" I znów bzdura na bzdurze. Po pierwsze, reakcje na tzw. obrazę uczuć religijnych nie są ŹRÓDLEM, ale SKUTKIEM bigoterii, tzn. ludzie nie stają się bigotami dlatego, że nie chcą oglądać jąder na krzyżu, tylko nie chcą oglądać jąder na krzyżu, bo są bigotami. Po drugie, kraje zachodnie nie wyzbyły się bigoterii i szantażu, tylko zmienił się jej przedmiot: dziś dogmatem jest np. antynaukowa wiara, że GMO szkodzi, we Francji dają czadu bigoci maoistowskiego socjlizmu etc. I też tam są sfery tabu, choćby wspomniana polityczna poprawność (którą popieram, choć widzę jej ograniczenia). Co do wspomnianej przez ciebie reformacji, znam jej historię i nie pamiętam, by wynikało z niej to, co piszesz. Zwłaszcza że w XVI wieku i w Polsce silne były jej wpływy...

    To tyle. Reszta (o chorobie świadomości itp.) jest dla mnie zbyt bełkotliwa, by z nią dyskutować. Gwoli nabycia pewnego rozeznania w tym, jak pisać nie wypada poza czasopismami naukowymi dla humanistów, polecam "Modne bzdury" Sokala i Brickmonta.

    By Anonymous tomek ł., at 11:39 PM  

  • Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    By Blogger pawel, at 11:52 PM  

  • By Blogger pawel, at 11:53 PM  

  • Mój komentarz, poza kwestią cytowania, która jest po prostu kontrowersyjna, był celowo napisany w sposób niepoważny i przepraszam Cię Tomku, bo jak sądzę mogłem Cię zupełnie niepotrzebnie i w sposób niezamierzony obrazić, zupełnie na serio. Pisząc komentarz w pośpiechu nie zabezpieczyłem partii inspirowanego bełkotu stosownymi oznaczeniami, co mogło być nieuczciwe wobec Ciebie. Na przyszłość postaram się nie ulegać niczyim prośbom i pisać swoje komentarze z właściwym sobie opóźnieniem.

    Co do nieuczciwości wobec czytelników, miałem na myśli brak opisu celowości cytowania w tym miejscu akurat tego fragmentu tego konkretnego autora i tylko to.

    By Anonymous Harpigon, at 2:13 PM  

  • OK, to ja też przepraszam, bo w gorączce wczoraj siedząc, być może niepotrzebnie się uniosłem...
    Pozdrawiam.

    By Anonymous tomek ł., at 5:25 PM  

  • W przestrzeni publicznej mamy stan wojny, owszem. A skutki są szczególnie przykre dla tych właśnie, którzy są do pewnego stopnia po jednej i po drugiej stronie i z żadnej nie chcą rezygnować. Skazani na niewidzialność, oficjalnie nieistniejący.
    Z jednej strony jestem z całego serca za demokracją, uwierzyłam, że jest systemem dobrym i coś się we mnie skręca na dźwięk używanego jako obelga słowa "demoliberalne", bo nie mieści mi się w głowie, że można uznawać demokrację i wolność za zło. I bardzo popieram równouprawnienie lesbijek i gejów włącznie z prawem do wychowania dzieci. Sumienie nie pozwala mi wierzyć, by Bóg potępiał szczerą ludzką miłość i zapewniam, że już nie raz choćby analiza słów księdza dawała mi do zrozumienia, że JA nie mam prawa do posiadania sumienia, nie-konserwatystom ono nie przysługuje.
    I jednocześnie wierzę w Boga, czy raczej nie muszę nawet wierzyć, bo WIEM, że On istnieje, czuję to. Proszę bardzo, nazwij mnie szaloną... za bardzo przesiąkłam romantyzmem filozoficznym, by widzieć w tym tylko społeczne odium i nieprzekraczalną opod groźbą wyłączenia ze wspólnoty barierę Rozumu.
    Owszem, prawdopodobnie tak jak w przypadku tego, czy "wolno" mi powoływać się na sumeinie - moja wiara nie ma w tym społeczeństwie żadnego znaczenia, bo nie jest wiarą wspólnotową, sformalizowaną... za sedno duchowości uznaję indywidualną relację między człowiekiem a Bogiem. Być może więc tak czy inaczej jestem de facto w tej samej sytuacji, co Wy - wyłączona z całkowicie zdominowanego przez katolicyzm dyskursu jako wierząca, ale nie identyfikująca się z Kościołem urzędowym.
    I tylko tak chciałabym większej otwartości na innego człowieka.

    By Anonymous Emu, at 11:24 PM  

  • Uczucia religijne są gupie.

    By Anonymous Chłopiec, at 2:46 AM  

  • chlopcze: w czym glupsze od jakichkolwiek innych uczuc?

    kurcze tak sie zastanawiam - bo z jednej strony chcialbym, aby bylo tak, ze jesli np. posel Wierzejski wygaduje publicznie, krozystajac przeciez z wolnosci wypowiedzi, farmazony szkalujace i obrazliwe dla homoseksualistow to mozna go za to w jakis sposob do odpowiedzialnosci pociagnac. wolnosc wypowiedzi - owszem, ale jesli ktos korzystajac z tej wolnosci krzywdzi inna osobe to powinna byc otwarta droga do zmuszenia tej osoby do naprawienia krzywdy lub ukarania jej (tak jak powiedzmy istnieje wolnosc posiadania noza, ale jak sie go uzyje celem, dajmy na to, dzgniecia kogos to nalezy sie liczyc potem z konsekwencjami). i mnie sie wydaje, ze jest to w porzadku - bo czesto slowami mozna czlowieka skrzywdzic duzo dotkliwiej i glebiej zranic niz nozem.

    i teraz pytanie za 100 pkt. - dlaczego odmawiac powiedzmy osobie religijnej, ktora sie poczula pokrzywdzona wypowiedzia jakas kontrowersyjna, dajmy na to Urbana albo Senyszyn, prawa do dochodzenia jakiegos zadoscuczynienia?

    kurcze, przyznam szczerze, ze uwazam, iz wszystkich w tej materii powinno sie traktowac tak samo, wiec sprawiedliwie - czyli albo pokrzywdzona lesbijka czy gej moga ciagac po sadach Wierzejskiego czy Tomczaka, a pokrzywdzony katolik moze toz samo czynic z Senyszyn, albo Urbane, albo w ogole okazuje sie ze mozna w dowolny sposob publicznie obrazac i szkalowac kazdego i nie groza z tego tytulu zadne sankcje.

    jak myslicie - co lepsze?

    By Anonymous cyś, at 1:10 PM  

  • Tu mogę akurat odpowiedzieć błyskawicznie, bo od dawna mam wyrobiony pogląd -- jeśli komuś się uraziły uczucia dowolnego rodzaju, powinien móc wytoczyć proces cywilny, w którym nie byłoby podziału na uczucia ważniejsze i mniej ważne. Natomiast co do wolności słowa, powinny być dozwolone i legalne wszystkie wypowiedzi, które nie podżegają do przemocy. Dla ułatwienia "dewiantów należy lać pałą" jest wypowiedzią podżegającą do przemocy, a "uważam, że wszyscy geje to pedofile" nie -- ta druga to co prawda brednia, niemniej jednak każdy ma prawo sobie uważać, że jego życiem kieruje niewidzialny przyjaciel, a ziemia jest płaska, dopóki nie usiłuje za pomocą pały wtłaczać tej samej opinii do głów wszystkich pozostałych.

    By Blogger Oliveira, at 1:15 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home