czwartek, lipca 06, 2006

How to be invisible

Kiedyś, dawno, dawno temu, kiedy naszym krajem nie rządzili jeszcze obrażalscy i nie mieliśmy wicepremiera przestępcy, na portalu Gejowo odbyła się sonda, dotycząca preferencji politycznych. Gdyby sami geje (lesbijek na Gejowie nie widuję) wybierali sejm, mielibyśmy w Sejmie SdPl, PO, Demokratów, SLD, PPP oraz... PiS. A warto zwrócić uwagę na to, że sondaż odbył się na portalu internetowym, co oznacza, że ankietowanymi byli internauci -- z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że preferowany był elektorat wielkomiejski, wykształcony, o wysokich zarobkach.

Wbrew uroczym dykteryjkom rządzącego Układu (krótsze i lepiej brzmi niż "Koalicja socjalistyczno-katolicko-rolnicza", prawdaż?) nie wszyscy homoseksualiści chadzają na parady, przyczepiają sobie regularnie do czoła sztuczne członki oraz marzą o obaleniu burżuazyjnej instytucji łże-małżeństwa. O zgrozo! Niektórzy nie posiadają nawet ani jednej sukienki, nie mówiąc o torebce oraz puderniczce! Co gorsza, wśród homoseksualistów są również kobiety płci odmiennej -- i bynajmniej nie uprawiają seksu z mężczyznami 4,5 raza częściej, niż kobiety heteroseksualne, cokolwiek sądzi na ten temat John Diggs, autorytet księdza Oko.

Osoby homoseksualne nie posiadają gremialnie, wbrew temu, co się mylnie przyjęło uważać, poglądów hiper-lewicowych, anarchistycznych, socjalistycznych ani, tak naprawdę, żadnych innych. Homoseksualizm nie powoduje rozrostu partii mózgu odpowiedzialnych za lewicowość, liberalizm ani -- niestety -- nawet wzrostu inteligencji. Nie istnieje coś takiego, jak "typowy homoseksualista". Wojciech Wierzejski uważa, że typowy homoseksualista to pedofil w sukience, palący marihuanę i od niechcenia dokonujący licznych aborcji. Kampania Przeciw Homofobii skontrowała (bez większego powodzenia, a jednocześnie z ogromnym sukcesem) plakatami, na których pojawili się tzw. zwykli ludzie, ubrani w zimowe ciuchy, trzymający się za ręce w parku. Gdzie leży prawda? Wszędzie i nigdzie -- i bynajmniej nie pośrodku. Umiecie opisać typowego heteroseksualistę?

Kiedyś, dawno, pisałem już -- i teraz się powtórzę: obawiam się, że jestem kompletnie nudnym drobnomieszczaninem. Moim marzeniem było od zawsze mieć mały, biały domek w małym miasteczku, mieszkać w domku z mężem, ja hodowałbym nasturcje, a on pelargonie (lub odwrotnie). Mielibyśmy psa i kota, które oczywiście żyłyby ze sobą w idealnym pokoju; wieczorami wychodzilibyśmy na spacer z naszymi zwierzakami, lub spotykalibyśmy się z sąsiadami. Heteroseksualista, przyznający się do takich marzeń zostałby wyśmiany i określony mianem beznadziejnego, wyzbytego męskości pantoflarza. (Cioty?) Ponieważ jednak nie jestem heteroseksualistą, jestem oskarżany o lewactwo, ekstremizm, próby wzniecenia rewolucji, burzenia tradycji oraz świętej instytucji rodziny.

Po pierwsze primo, chciałbym, abyśmy mogli mieszkać w małym miasteczku. W małych miasteczkach ludzie na ogół się znają, im mniejsze miasteczko, tym lepiej. Mieszkające razem kobiety nie wzbudzają podejrzeń (jak wiadomo, lesbijki nie istnieją) -- pewnie kuzynki, albo i przyjaciółki, co to zresztą kogo obchodzi, jeśli ładne, to się podrywa, jeśli nieładne (czyli na przykład nieumalowane i bez głębokich dekoltów) -- się ignoruje i uznaje za stare panny. Mieszkający razem mężczyźni w wieku między 25 a 50 MUSZĄ wzbudzić podejrzenia, jeśli nie są wystarczająco regularnie widywani z dziewczynami. Nie mówię tu o tak oburzającym afiszowaniu się ze swoją orientacją seksualną, jak np. określenie nieobecnego partnera mianem "męża" w obecności listonosza, lub trzymaniu się za ręce podczas spaceru; sam fakt, że dwaj mężczyźni, niebędący duchownymi ani krewnymi mieliby razem mieszkać jest w IV, a nawet III RP absolutnie niedozwolony. Chłop z kobitką jest i basta.

Po drugie primo, chciałbym mieszkać z MĘŻEM. Nie z "bratem", "kuzynem", "współlokatorem" ani nawet -- tu już budzą się podejrzenia "przyjacielem", tylko z mężem. Wierzę w tak zwane stałe związki, nie interesuje mnie życie metodą z kwiatka na kwiatek, jestem nudny, małomiasteczkowy i konserwatywny. Chcę mieć męża.

Tak naprawdę reszty wizji nie muszę już opisywać. Jak wygląda życie geja w małym mieście, ciężko mi myśleć, bo wiem, jak wygląda w dużym; pewnego żeru dla wyobraźni daje opowieść Tomka z Łeby, który był jednym ze sfotografowanych w ramach akcji "Niech nas zobaczą". Jednak i w dużym mieście nie jest wcale tak przyjemnie, jak by chciał premier Marcinkiewicz. To w Warszawie został pobity mój eks, to w Warszawie zostaliśmy obrzuceni puszkami z piwem, to w Krakowie obrzucono nas z daleka kawałkami drewna; wszystkie te trzy wypadki spowodowane były ostentacyjnym obnoszeniem się z orientacją seksualną. Co konkretnie robiliśmy? Trzymaliśmy się za ręce.

Co robią w Polsce geje, lesbijki, biseksualiści? Próbują jakoś żyć; tylko tyle i aż tyle. Niektórzy cierpią dodatkowo w związku z brzemieniem katolicyzmu; tym współczuję najgoręcej. Już wytłumaczenie samemu sobie, że orientacja seksualna jest sprawą drugorzędną, a uczucia nie powinny być okazywane okupione jest niezwykłą ekwilibrystyką umysłową -- lesbijka, która w domu ma żonę, na poczcie kuzynkę, a wszędzie jest traktowana "tak jak wszyscy" pod warunkiem, że zachowuje się "tak jak wszyscy" wcale nie jest rzadkim przypadkiem. Rzekłbym, że takich osób jest w Polsce zdecydowana większość; nie potrzebują prawa spadkowego, bo na pewno rodzina się zrzeknie zachowku, a poza tym na razie żyją. Nie potrzebują okazywać uczuć, bo uczucia to sprawa intymna. Nie potrzebują trzymać się za ręce, bo przecież jest tyle ważniejszych rzeczy w ich związku. Nie potrzebują wspólnego opodatkowania, bo przecież zaoszczędza się na nim nędzne grosze. Nie potrzebują prawa do adopcji, bo przecież społeczeństwo jest takie nietolerancyjne, że zaszczułoby dzidziusia. (Co absolutnie nie kłóci się z tym, że osoby, o których piszę, czują się traktowane na równi ze wszystkimi i nie zauważają żadnej nietolerancji.) Nie potrzebują prawa do decydowania o terapii partnera, bo przecież partner jest zdrowy. I tak dalej.

Dołączenie do tego samoprogramowania modułu "wiara katolicka" powoduje rzeczy niezwykłe. Niektórzy uznają, że z bliżej nieznanych powodów niektóre z nakazów i zakazów ich religii (np. te mówiące o seksie pozamałżeńskim) są mniej ważne, niż pozostałe. Kiedy ksiądz z zapałem zwalcza pedała z wyżyny ambony, myślą, że to przecież nie o nich chodzi, bo oni się nie afiszują. Przy spowiedzi nie wspominają o swoim związku, bo nie czują się w nim grzeszni, chociaż Kościół zupełnie nie ma w planach zmiany aktualnego poglądu na homoseksualizm -- grzech i tyle, chyba, że żyje się w czystości. A oni przecież żyją w czystości prawie przez cały czas! Za wyjątkiem tych krótkich okresów od początku do końca stosunku.

Najciekawszym, z mojego punktu widzenia, gatunkiem jest gatunek Geja Konserwowego. Gej Konserwowy gorąco zwalcza instytucję związków rejestrowanych oraz małżeństw osób homoseksualnych, jako, że Tradycja i Moralność wyznaczają definicję małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Adopcja absolutnie nie leży w obszarze zainteresowań Konserwowego, który otrząsa się ze wstrętem na myśl o oddaniu dzieci w ręce dewiantów. Konserwowy z zapałem zwalcza wszelkie inicjatywy, mające na celu poszerzenie praw osób homoseksualnych; w wyborach głosuje na partie, które gejów i lesbijki określają mianem dewiantów i budują swoją tożsamość na wspieraniu Świętej Instytucji Rodziny. Parady gejowskie uważa za ohydne i szkodliwe, publiczne okazywanie uczuć -- za wstrętne, zaś drag queen najchętniej potraktowaliby wysokim napięciem, aż im się peruki sfajczą. Co nie przeszkadza im samym w regularnych zmianach partnerów, świetnej zabawie w klubach gejowskich, łącznie z tymi, gdzie występują drag queen oraz w uprawianiu dokładnie tych form seksu, jakie ich reprezentanci w Sejmie najchętniej by karali śmiercią lub kalectwem.

Konserwowy bowiem postrzega siebie jako zupełnie odrębny gatunek; jak to kiedyś ujął mój dawny współlokator, jest on "żaden gej, normalny człowiek, tyle, że sypia z facetami". Konserwowy jest jak Ludwik Dorn, który w ramach rewolucji moralnej posiada żonę i kochankę, tudzież Anna Sobecka, która z sejmowej mównicy grzmi, że miejsce kobiety jest w domu, przy kuchni. Dla Konserwowego istnieją dwa podzbiory gatunku ludzkiego: on sam oraz bydło (wszyscy pozostali). Jeśli jest w wyjątkowo dobrym humorze, do pierwszego podzbioru dolicza swojego aktualnego partnera, ale zawsze warunkowo.

Konserwowi trafiają się również wśród... działaczy gejowskich. Do historii ruchów LGTB powinien przejść wywiad, w którym Marzena Chińcz subtelnie strofuje działaczy Lambdy i KPH za to, że wypowiadają się w imieniu wszystkich homoseksualistów, po czym stwierdza, że osoby homoseksualne wcale nie chcą adoptować dzieci. Robert Biedroń dla odmiany uznaje, że jeśli on nie organizuje Marszu Tolerancji, to nikt inny nie ma do tego prawa, ponieważ uraża uczucia Biedronia. Gdzie polski OutRage!? Gdzie outing polityków? Zapewne tam, gdzie polska lewica niepostkomunistyczna, czyli w dalekiej przyszłości.

Jak wspomniałem, nie mam zupełnie chęci bycia bojownikiem, nie mam w planach palenia kościołów, nie spluwam na widok par małżeńskich. Natomiast nie planuję nigdy więcej w życiu ani klecić misternych bredni pod tytułem "dlaczego uważam, że nie należy się afiszować swoimi uczuciami" -- ciekawe, ilu heteroseksualistów nie przyznaje się, że posiada małżonka płci odmiennej, ilu mężczyzn hetero podczas spaceru w parku trzyma partnerkę na dystans trzech kroków, aby nie gorszyć maluczkich swoją orientacją? -- ani zadowalać się "tolerancją", która polega na tym, że dopóki moją miłość, intymność i seksualność trzymam w granicach mojego malutkiego getta o nazwie "Utopia", "Tomba Tomba" albo "moje mieszkanie", nie powinienem się obawiać, że zostanę pobity. A przynajmniej nie za bardzo. Jednak aby osiągnąć etap, na którym osoby homoseksualne i osoby heteroseksualne mają te same prawa, trzeba najpierw osiągnąć etap, na którym same osoby homoseksualne zrozumieją, że ani komunizm sam się nie obalił, ani kobiety nie dostały praw wyborczych w prezencie od skruszonych mężczyzn, ani też sankcjonowany prawnie rasizm w Stanach Zjednoczonych nie skończył się dlatego, że biali pewnego dnia doszli drogą przemyśleń do wniosku, że mają za dużo. Polscy homoseksualiści w zdecydowanej większości uważają, że prawo do związków rejestrowanych to może nawet im się należy, ale ma do nich przyjść samo, a oni wtedy trochę powybrzydzają, wykrzywią usta z niechęcią, że niewystarczająco się postarano, aż łaskawie je przyjmą. A na razie będą sobie żyć po kryjomu, w biernym oporze wobec prób zmiany status quo, bez nalepek na czołach, niedyskryminowani tak długo, jak długo nikt nie zdaje sobie sprawy z ich obecności.

PS. Zainspirowane scenami dantejskimi, jakie obejrzeliśmy dziś z Szacownym w sklepie: drogi czytelniku, droga czytelniczko -- zanim następnym razem pomyślisz lub powiesz cokolwiek o "obnoszeniu się ze swoją orientacją", zwróć uwagę na pary heteroseksualne, które wykraczają z pieszczotami i pocałunkami w publicznych miejscach daleko poza trzymanie się za ręce; spójrz na obrączki na palcach; na huczne wesela, na kobiety w ciąży zupełnie nie usiłujące maskować faktu, iż uprawiają seks z mężczyznami płci odmiennej; na plakaty, reklamy i filmy, pełne uśmiechniętych par. Przypomnij sobie plakaty, na których Lech Kaczyński, który uważa orientację seksualną za sprawę intymną, pojawia się z żoną i dzieckiem. To też jest ostentacyjne obnoszenie się z orientacją seksualną. Bo heteroseksualizm, choć może trudno Ci w to uwierzyć, to również orientacja seksualna. Są tacy, co twierdzą, że nie gorsza, niż pozostałe.

14 Comments:

  • jestem ciekaw jakie ty masz poglady swiatopogladowe...liberalne, lewicowe?? Bo wtedy latwiej by mi przyszlo stawianie pytan...

    By Anonymous lukasz83s, at 12:51 AM  

  • A jakie to ma znaczenie jakie ma poglady? Pytania do tekstu zadajesz czy znowu szukasz dziury w calym?

    http://camell.blox.pl/2006/07/Moralnosc-Pani-Dulskiej.html

    By Anonymous camell, at 11:55 AM  

  • dlaczego niby ZNOW sie czepiam?? gdzie niby wczesniej szukalem dziury w calym??
    Z caly szacunkiem nie wiem czy dobrze zrozumialem twoj tekst, ale jesli masz poglady mieszczanskie a definiuje je jako liberalne to one koliduja z z postulatami przyznania gejom praw na takich zasadach jak heteroseksualne zwiazki. Odrazu zaznaczam jakies ekstra prawa dla zwiazkow malzenskich tez sa zle. Ale to odwieczne spor pomiedzy prawem negatywnym a pozytywnym

    By Anonymous lukasz83s, at 2:16 PM  

  • lukasz83s: Przepraszam, ale chciałbym niewinnie zauważyć, że: 1. nie jestem camellem, więc rozmawiasz jakby z dwiema osobami naraz; 2. jak łatwo wydedukować z wpisu, jestem konserwatywnym prawicowcem.

    By Blogger Oliveira, at 2:20 PM  

  • przepraszam drobna pomylka...jestem na innym komputerze i tutaj mam mala rodzielczosc i zbyt szybko przewinalem nick ktory zniknal.

    By Anonymous lukasz83s, at 2:30 PM  

  • To ja powiedzialem ze ZNOW, bo poprzedni raz to byly Twoje komentarze na moim blogu http://camell.blox.pl

    By Anonymous camell, at 3:28 PM  

  • Oliveira,

    "Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
    Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
    I myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął
    Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
    Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
    Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
    W najróżniejszych sztukach gramy
    Lecz w tej, co się skończy źle
    Jeszcze nie
    Długo nie"

    jeszcze pojedziemy na Kazimierz latem, będziecie chodzić za łapy z Szacownym Małżonkiem i nikt głupio patrzył nie będzie, ja będę stawiać nogi powoli i nikt głupio patrzył na nie, nie będzie.
    Ł. będzie miał na głowie kipę i nikt głupio się patrzył na niego nie będzie.
    Kiedyś tak będzie, wierzę w to. Nie pocieszam, ale wierzę.

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 5:07 PM  

  • camel prosze cie traktuj moje komentarze na swoim blogu jako osbona kwestie...

    By Anonymous lukasz83s, at 8:41 PM  

  • To nie jest zupelnie tak jak piszesz, polscy homoseksualisci nie czekaja na to aby ktos im na tacy przyniosl "wolnosc" , legalne sluby i wszelkiego rodzaju inne prawa. Polscy homoseksualisci czekaja na odpowiedni moment , kiedy o te prawa bedzie mozna powalczyc i je wyegzekwowac. W tej chwili takiej koniunktury nie ma i o tym wszyscy dobrze wiedza. Wyglada na to ze jak do tej pory przez ostatnie 16 lat nie nadazyl sie moment kiedy prawa homoseksualistow bylyby brane pod uwage przez jakakolwiek z parti.Jedyne co pozostaje to czekac, odbierac paczki z poczty dla "kuzynki" a uczucia okazywac sobie w domu . Jest to zapewne przykre ze tak trzeba postepowac aby nikt nas nie obrzucil wyzwiskiem czy kamieniem.
    Swoja droga Stonewall tez nie zdarzyl sie ot tak nagle, na to trzeba bylo lat.

    By Blogger atkabe, at 9:48 PM  

  • Maggie koniunktury nie było jak objawiła się Rosa Parks - kuzynka, to przyzwolenie i pogodzenie się, nigdy się z tym nie zgodzę...

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 10:01 PM  

  • socjopatyczna-jezeli sie nie godzisz i nie przyzwalasz na sytuacje jaka panuje w RP to czemu nie idziesz na barykady i nie walczysz o lepsze jutro ?
    A swoja droga rasizm w USA ma sie calkiem dobrze , Rosa Parks wywalczyla tolerancje i legalne zniesienie rasizmu, ale nie wyeliminowala go z narodu. Stany polnocne sa bardziej liberalne , ale wystarczy pojechac na poludnie i tam zobaczyc mozna rzeczy od ktorych wlosy staja na glowie.Takze obalenie rasizmu w USA nie jest tu dobrym przykladem.

    By Blogger atkabe, at 9:43 AM  

  • maggie walczę, cały czas walczę... i to włąśnie zarówno w moim zawodzie, jak i uczestnicząc w protestach, walczę całe życie, wszędzie gdzie mogę i jak mogę. Rosa Parks jest dobrym przykładem, bo od niej się zaczęło - zmiana prawodawstwa. Uważasz, że to niewiele? To najlepiej uśiąść na dupie i powiedzieć: Rosa Parks nic nie zmieniła, malkontentko powalcz na barykadach maggie. Czyli najlepiej zostawić, jak jest? Bo zmiany niewielkie? Na wszystkich dobro ma spłynąć deus ex machina i świat stanie się piekniejszy? Jasne...

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 11:13 AM  

  • socjopatyczna;
    to bardzo pocieszajace ze ktos "walczy" ale co to daje? Same parady rownosci, manify czy inne wyjscia na ulice nie wiele zmienia.
    Tu w tym kraju potrzebna jest partia ktora ujelaby sie za prawami mniejszosci a takiej nie bylo i nie ma i nie widomo kiedy bedzie. Polska to nie WQarszawa czy Krakow to tysiace wsi i miasteczek w ktorych mieszkaja ludzie o mentalnosci spoleczenstwa sredniowiecznego.
    Hiszpania swego czasu , jakies 20 lat temu tez byla ciemnogrodem, potrzebowala 20 lat aby to sie zmienilo. Kiedys i tu sie zmieni, ale nie pod wplywem marszow tylko pod wplywem dojrewania spoleczenstwa i politykow.

    By Blogger atkabe, at 10:01 AM  

  • maggie widzisz, manify i parady, to jeden ze sposobów, ja jestem pozytywistką, dlatego wolę nauczać :), wpływać na myślenie, pobudzać do refleksji. Walka niekoniecznie oznacza cegłówkę ;)

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 11:07 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home