niedziela, lipca 30, 2006

Knebelek z patriotyzmu

Ku zupełnemu brakowi mojego zdziwienia, są tacy, którzy się z mojej (i, oczywiście, nie tylko mojej) emigracji bardzo cieszą. Przypomina to troszkę radość synka, który odmówił mamie włożenia czapki i teraz -- przy -15 stopniach -- jest bardzo zadowolony, że postawił na swoim. Późniejszego przeziębienia w ogóle nie skojarzy z brakiem czapki.

Trzej (łże-)ekonomiści, pp. Antczak, Dobrowolski i Petru, piszą: "Polska jak każde współczesne państwo jest mechanizmem redystrybucji międzypokoleniowej. Ze składek i podatków młodych opłaca się emerytury i leczenie seniorów. Mechanizm ten funkcjonował całkiem dobrze, dopóki na każdego niepracującego i żyjącego z transferów przypadało kilkunastu pracujących i płacących podatki. Uprawnionym było nazwanie takiego rozwiązania solidarnością międzypokoleniową. Jednak tylko do czasu. Obecnie państwo dobrobytu oparte na transferze od młodych do starych jest nie do utrzymania. Systematyczny wzrost długości życia oraz spadek dzietności sprawiają, że liczba młodych pracujących w stosunku do seniorów pobierających świadczenia spada w większości krajów świata. W Polsce jeszcze w latach 60. na jednego emeryta i rencistę pobierającego świadczenia przypadało 12 pracujących i płacących podatki. Dziś na każdego emeryta i rencistę przypada dwie i pół osoby w wieku produkcyjnym oraz tylko dwie osoby pracujące! [...] Polska właśnie zderzyła się ze zjawiskami wypychania młodzieży z rodzimego rynku pracy oraz zwiększoną mobilnością młodych osób. Milion młodych Polaków, którzy wyjechali za granicę, to konsekwencja przerzucania zbyt dużej części kosztu starzenia się społeczeństwa na barki młodych obywateli. Państwo, które po jednej burdzie ulicznej znalazło kilkadziesiąt miliardów złotych w kieszeniach młodych obywateli na wcześniejsze emerytury dla górników, a nie może znaleźć kilkunastu miliardów na normalnej jakości drogi pomiędzy swoimi głównymi miastami, nie jest atrakcyjnym miejscem pracy i życia dla młodych Polaków." Nic dodać (może oprócz całej reszty artykułu), nic ująć. A to przecież tylko jeden z wielu powodów wyjazdów.

Jakiś czas temu (pisałem o tym) właścicielka restauracji nad morzem żaliła się, że oferuje "całkiem wysoką płacę, 800 zł na rękę" a jednak nie może znaleźć kelnera. Pozwalam sobie zgodzić się z sugestią, iż jest to związane z tym, że potencjalny kelner woli, pracując tyle samo, zarobić w Anglii 800 funtów. Właścicielka restauracji nie wpada na pomysł, że być może praca w jej restauracji nie jest tak ekscytująca, żeby chcieć ją podjąć za pieniądze niewystarczające nawet na wynajęcie mieszkania; horyzonty umysłowe właścicielki pozwalają jej co najwyżej na stwierdzenie, że ludzie to się strasznie leniwi zrobili, bo mimo tego, że 800 zł, to jednak jakoś nie przychodzą tłumnie. Podobnie jest z nauką patriotyzmu: otóż np. lekarze wyjeżdżający z kraju za zarobkiem, bądź też taki mały ja jesteśmy w oczach Prawdziwego Patrioty tchórzami i zdrajcami, bo przecież obowiązkiem naszym jest siedzieć tu W Polsce i pracować Dla Polski. Praca dla pieniędzy? Toż to obrzydlistwo. Prawdziwy Patriota pracuje Dla Polski i Dla Polaków. Nawet głodując, a jednocześnie zauważając, że Trój-Partia rozrzuca w dzikim zapale pieniądze na Świątynie Opaczności Bożej, Świątynie Lustracji Narodowej, becikowe, zapomogi dla rolników, KRUS, emerytury górnicze, etc., Prawdziwy Patriota zaciska zęby i tłumaczy sobie, że należy pracować, aby Trój-Partia (która zawsze Wie Najlepiej) miała więcej pieniędzy do zmarnowania i rozdania. Dla dobra, oczywiście, Polski. Zdrajca, np. ja, pakuje walizki i przenosi się w miejsce, gdzie jego podatki są wydatkowane na naukę, rozwój i kulturę; właśnie tak wygląda w moim przypadku motywacja finansowa -- nie chodzi o niskie zarobki, chodzi o to, że zarabiając dużo i płacąc wysokie podatki nie zgadzam się na taki ich rozdział, jaki obecnie oglądam.

Kolejny cytat dla szanpaństwa: "Nowe podręczniki tchnęły patosem. Sięgnijmy po książkę dla piątoklasistów „Piękna nasza Polska cała”: „Pan nauczyciel rzucił: »Równaj krok « i pośpiesznie ramieniem odmierzał odstępy między szeregami. Edziowi skoczył w myślach jak piłką wysoko rzuconą: »Dziś jedenasty listopada! «. Już dojrzał Pana Prezydenta, już prawie widział jego uśmiechniętą twarz, jego ruch ręki. I niby zdawałoby się, że to taki sobie zwyczajny pan, wysoki i szczupły, a tymczasem od razu zahuczało w głowie Edzia i rozbłysło olśnieniem, że to przecież Prezydent, że to jakby cała Polska! Oszołomione oczy Edzia wytężyły się w prawo. I naraz, gdy tam, mimo wytężenia, widział wszystko jak przez mgłę, przychwyciło go i zatrzymało spojrzenie Pana Prezydenta. To było tak naprawdę, że Pan Prezydent dojrzał w szeregu małego, za małego na swój wiek, i że uśmiechnął się do Edzia! I też naprawdę tak było, że Edzio od razu poczuł się duży i szczęśliwy”." Kiedy powstały te podręczniki? Czy to jakaś futurystyczna fikcja opisująca lekcje patriotyzmu Romana G.? Ależ skąd. Może to Was naprowadzi na trop? "W uroczystych akademiach i okolicznościowych mszach brały udział całe szkoły. Przemarsze delegacji uczniowskich były stałym motywem świąt państwowych. "W przeddzień imienin Pana Prezydenta Rzplitej o godz. 12 w południe młodzież szkół średnich i powszechnych wraz z pocztami sztandarowymi oraz delegacje harcerzy przybyły na dziedziniec zamkowy celem złożenia hołdu dostojnemu solenizantowi - donosiła prasa. - Orkiestry szkolne odegrały hymn narodowy. Następnie jedna z uczennic w serdecznych słowach złożyła życzenia imieninowe i hołd Dostojnemu Solenizantowi w imieniu młodzieży szkolnej, zakończony okrzykiem na Jego cześć"." Ciągle nie? Podpowiem więc, że Pan Prezydent, który panuje nam miłościwie w tej chwili, nie jest wysoki i szczupły. A na koniec dodam: "Od połowy lat 60. myślą przewodnią polityki oświatowej stało się wychowanie patriotyczne. Ministerstwo Oświaty deklarowało, że celem edukacji jest "związanie ucznia z tradycjami własnego narodu". Kolejne ustawy z lat 70. i 80. dekretowały, iż obowiązkiem nauczycieli jest "wychowanie w umiłowaniu ojczyzny i poszanowaniu konstytucji PRL jako państwa socjalistycznego"."

"Jak zauważył Krzysztof Kosiński w książce "O nową mentalność. Życie codzienne w szkołach 1945-1956", uczniowie byli odporni na indoktrynację. Przyjmowali postawę nie tyle antysystemową, co asystemową. Odrzucali propagowane przez partię wartości, światopogląd, wzory osobowe - przez młodzieńczą przekorę, ale też dlatego, że większość dostrzegała dysonans między codziennością a górnolotnymi frazesami. "Ani w szkole, ani w domu kultury, ani gdziekolwiek indziej nikt nie pyta, czy to, co nam każą robić, sprawia nam przyjemność - skarżył się warszawski maturzysta. - Wszyscy się martwią, czy to nas kształtuje, wychowuje, uczy, pogłębia, daje wyniki, przynosi korzyści, nie zadając zwykłego pytania: czy wy to lubicie robić?"." Czy Roman G. pyta w ogóle o cokolwiek maturzystów? Czy spytał ich w ogóle, czy wolą dostać świadectwo maturalne z oceną niedostateczną, która może przekreślić ich szansę na studiowanie, czy też poprawić wynik egzaminu? Czy Roman G. rzeczywiście wierzy, że patriotyzmu można się nauczyć? Czego nauczył się maturzysta z oceną niedostateczną z języka polskiego?

Nauka patriotyzmu rozumiana jako straszenie złą zagranicą, wpajanie miłości do orzełka białego i "nie rzucim ziemi skąd nasz ród" ma całkiem jasno zdefiniowany cel: otóż społeczeństwo ma zaprzestać wyjazdów, siedzieć w kraju-raju i płacić podatki po to, żeby władza, która Wie Lepiej, mogła je wydatkować na rzeczy Ważne. Rzeczami Ważnymi nie są np. inwestycje w edukację, rozwój relacji z Unią Europejską, czy też jakieś pierduły o tolerancji i współpracy; rzeczy Ważne to lustracja, Kościół, kara śmierci (która ma być polskim wkładem w cywilizację europejską) budowa nowych więzień, małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, etc. To w sumie nawet miałoby pewien sens, trzyma się kupy i w ogóle (zmniejszanie nakładów na edukację -> głupie społeczeństwo -> społeczeństwo bezmyślne -> brak protestów póki jest co jeść i pić). Tylko my już naprawdę raz mieliśmy władzę, która Wiedziała Lepiej. Skoro było tak dobrze, to czemu teraz tyle wysiłków wkłada się w wycięcie do ostatniej trawki wszystkiego, co po Wiedzących Lepiej zostało? To ma być jakaś samokrytyka, wypalanie ogniem ze zdrowego ciała narodu zgniłej tkanki błędów i wypaczeń?

Z blogu Edwina Bendyka dowiedziałem się, iż na witrynie prof. Witolda Marciszewskiego powstało forum Ruchu Przeciw Nonsensowi. Forum na początek zajęło się nową ustawą lustracyjną. To, co w swoim tekście pisze prof. Marciszewski, szalenie przypomina mi przeczytany kiedyś w Polityce tekst o różnicy między prawicą, a lewicą (aczkolwiek podobnie jak prof. Marciszewski coraz większe mam opory przed używaniem tych pojęć, jako, że kompletnie się zdewaluowały). Oto fragment: "Pewien rodzaj nieufności do ludzi nazywamy mizantropią, a nosiciela tej cechy mizantropem. Polski słownik wyrazów obcych określa mizantropa jako nieprzyjaciela ludzi, angielski zaś definiuje misanthropy jako dislike of people in general. Tę druga˛definicję trzeba uzupełnić zastrzeżeniem, iż zwrot in general dopuszcza pewien wyjątek; jest taki typ mizantropa, który lubi i ceni samego siebie. Przykład tego wzorcowy mieliśmy w wywiadzie czołowego polskiego polityka, który zakończył rozmowę zapewnieniem, iż „w nim jest samo dobro”. Gdy takie samouwielbienie połączy się z mizantropią, powstaje wyborna przesłanka do forsowania własnej dyktatury, która brzmi: ludzie w ogólności są zepsuci, ale ich naprawię swymi dekretami, gdy będę miał pełnię władzy. Intencja to szlachetna, lecz dla życia społecznego katastrofalna. Nawet gdyby w duszy kandydata do dyktatury przelewało się samo dobro. Nie da się bowiem ulepszyć ludzi dekretami ani homiliami." Ani, dodam, zatrzymać ludzi zarabiających w Polsce śmieszne kwoty lekcjami patriotyzmu. Natomiast, nie przeczę, niewątpliwie nie reformując KRUS, rozdając dodatki, wcześniejsze emerytury i tym podobne bzdety uda się utrzymać poparcie wśród górników, rolników i bezrobotnych. Tylko kto za to wszystko zapłaci?

Wspomniani wyżej trzej ekonomiści nie ograniczają się do biadania, lecz kończą swój tekst kilkoma bardzo konkretnymi sugestiami: "Po pierwsze, uczciwie policzyć zadłużenie państwa wobec obecnych i przyszłych pokoleń [...] Po drugie, w miarę szybko (np. w okresie 3-6 lat) zrównać i podwyższyć wiek emerytalny dla mężczyzn i kobiet do 67. roku życia [...] Po trzecie, umożliwić szybką i legalną imigrację do Polski znacznej liczby obcokrajowców [...] Po czwarte, objąć wszystkich obywateli, w tym rolników, równym obowiązkiem podatkowym [...] Po piąte, dokonać rzeczywistej reformy służby zdrowia [...] Po szóste, egzekwować istniejący w polskim prawie obowiązek alimentacyjny zarówno w stosunku do osób wstępnych (dzieci), jak i do osób zstępnych (rodziców i dziadków) [...]" To nie są gołe hasła, każde z nich jest w tekście rozwinięte. Ale zarówno ekonomiści, jak i ja wiemy, że polskie społeczeństwo, straszone przez rządzących feministkami, które chcą zmusić kobiety do długiej pracy, Żydami i Niemcami chcącymi rozkupić Polskę naszą piękną całą oraz w szczególności rolnicy, którzy się nie ubezpieczali od skutków upału (i teraz państwo sypnie hojną rączką 300 milionów na koszt ubezpieczeń) nie zgodzą się na realizację tych postulatów, dopóki głód nie zajrzy im w oczy. Być może to, co robi Trój-Partia ma na celu przyspieszenie tego momentu, aby jak najprędzej można było zapytać lud "Pomożecie?" i rozpocząć niezbędne reformy. Ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to o to chodziło -- myślę, że chodzi raczej o wycięcie wrogów ("chwała nam i naszym kolegom..."), zlustrowanie, Układ i Stolik, rozwiązanie, dekomunizowanie, moralizowanie, wychowanie, ukaranie przy jednoczesnym chowaniu głowy w piasek w nadziei, że deficyt budżetowy zniknie. Ale... co potem? Choćby potop?

4 Comments:

  • Może się mylę, ale mi się wydawało, że te 300 mln złotych na rolników, to są koszty rekompensat za ten nieubezpieczony rok. Te miały wynosić "kilkaset milionów" - tak gdzieś w onecie czytałem. Te 300mln, o których mówił Lepper, to pieniądze potrzebne w przyszłości z budżetu Państwa. Potrzebne wtedy, gdy rolnicy się obowiązkowo ubezpieczą.
    "Ale jak to?" - pomyślałem sobie wtedy. Jak to? Przecież jak się ubezpieczą, to nie będzie im trzeba niczego rekompensować! No i myślę dalej - po co te 300mln z budżetu. W końcu wpadłem na pomysł, że to może Państwo będzie ubezpieczać rolników, jakby to było za mało ubezpieczalni różnych na rynku. Ale przecież to się nie zgadza! Wtedy w budżecie byśmy mieli wpływy, bo przecież firmy ubezpieczeniowe mają przychody i wydatki, ale wypadkowo wypracowują z tego dodatni dochód. No i też mi się nie zgadzało. W końcu gdzieś doczytałem, że te 300mln to byłyby koszty ubezpieczeń, które (w całości lub w części) pokrywałoby w imieniu rolników Państwo! Nic tylko kupić ziemię i siać siać siać... a później dosypać jakiegoś świństwa roślinkom żeby padły i poprosić o wypłatę ubezpiecznia.
    Widzisz, zamiast wyjeżdżać powinieneś nabyć trochę ziemi, postawić mały drewniany domek, zasiać pole, ubezpieczyć się i żyć, tak jak w Twoich małomiasteczkowych marzeniach, nie płacąc podatków i śpiewając pieśni o KRUS.

    By Anonymous Chłopiec, at 12:23 PM  

  • w powyższym jest: "Może się mylę, ale mi się wydawało, że te 300 mln złotych na rolników, to są koszty rekompensat za ten nieubezpieczony rok." a miało być: "Może się mylę, ale mi się wydawało, że te 300 mln złotych na rolników, to NIE są koszty rekompensat za ten nieubezpieczony rok."

    By Anonymous chłopiec, at 12:24 PM  

  • o - właśnie w tefałenie było jak lepper mówił, że te 300mln (albo może i 500mln - on na razie szacował tak sobie z głowy - powiedział, że później się wyliczy ile dokładnie) to właśnie koszty, jakie budżet będzie musiał ponieść po wprowadzeniu obowiązkowych ubezpieczeń dla rolników. Będzie to polegało na tym, ze państwo pokryje 66,(6)% kosztów ubezpieczenia, a pozostałą część będą musieli pokryć rolnicy. Ja też bym chciał, by mnie państwo w ten sposób ubezpieczało. Może nie od wszystkiego, ale przynajmniej od tego, co przewiduję, że możę mi się zdarzyć. To byłoby jak granie w lotto na tych samych zasadach co teraz, tylko że z np 25 liczbami zamiast 49. Wartość oczekiwana z inwestycji zamiast ujemna, jak w normalnej loterii czy ubezpieczeniu, byłaby dodatnia.
    Jedyna nadzieja w tym, że rolnicy uznają, że 2/3 czyli 66,(6)% to liczba szatana i że się nie zgodzą. Choć pewnie wtedy państwo uzna, że dopłaci i resztę.

    Może doprowadźmy do tego, że wszyscy będą musieli się obowiązkowo ubezpieczać od wszystkiego, na co Państwo pobierałoby wszystkie nasze dochody.

    By Anonymous chłopiec, at 5:44 PM  

  • Drogi Oli,

    Niestety wiele problemów które tu wspomniałeś trapią także kraj, do którego się przenosisz. Co nie zmienia faktu, że gdybym mógł sam bym się tam przeniósł choćby jutro. Zwłaszcza, że po raz enty usłyszałem od osoby u której mieszkam, że mnie wyrzuci.

    By Anonymous Ajfel, at 11:48 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home