wtorek, lipca 04, 2006

O znieważonej głowie państwa, czyli -- o ćo chodzi jakby?

Przeczytałem kilka dni temu na interii o tym, jak to Niemcy znieważają głowę naszego państwa. Nazywają prezydenta kartoflem i atakują matkę braci Kaczyńskich. Muszę przyznać, że jak tych panów nie znoszę, tak poczułem ukłucie; to jednak, bądź co bądź, prezydent, a nie zamiatacz ulic. Pewnych rzeczy się o prezydencie nie pisze.

Jednak dzisiaj przeczytałem artykuł, o którym mowa na Interii, który premier nazywa "obrzydliwym" i za którego publikację na stronach MSZ, gdzie mają trafiać z założenia wszystkie artykuły o Polsce drukowane w zagranicznej prasie, stracił pracę Paweł Dobrowolski, dyrektor Departamentu Systemu Informacji. Oto, co NAPRAWDĘ napisano w Tageszeitung.

Po pierwsze, ani prezydent, ani jego brat nie są nazywani "kartoflami". Słowo to pojawia się w tytule ("Młody polski kartofel" lub wg drugiego tłumaczenia "Nowy") oraz raz w treści, w zdaniu brzmiącym "Prawy Jarosław zagarnął dla siebie w 2005 r. podczas wyborów do parlamentu największego kartofla". Szczerze mówiąc, nawet gdyby zdanie to napisano o mnie, nie byłbym w stanie znaleźć w nim niczego obraźliwego. Podobnie w tytule -- trudno mi zinterpretować, co autor miał na myśli, domyślam się, że chodzi o jakiś nieznany mi idiom. Jeśli już miałbym się poczuć urażony, to drugą częścią tytułu, "Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem". To prawda, że zagrali w tym nieszczęsnym filmie, jednak nie chodziło tam o zawładnięcie światem, tylko o kradzież księżyca, tak samo teraz Lech Kaczyński nie wybiera się chyba na stanowisko władcy świata, ponieważ takie nie istnieje. Tak więc za określenie "złodziejaszki" należy się minus, zakładając, że autor nie użył słowa, które tłumaczy się na kilka sposobów, a ten akurat nie jest właściwym. (Według artykułu o reakcji Marcinkiewicza wyraz ten to "dranie".)

Po drugie, przy najlepszych chęciach nie mogę się dopatrzeć "ataku na matkę prezydenta". Matka owa pojawia się w ostatnim zdaniu artykułu, które brzmi "Lech zabronił mężczyznom w Warszawie paradować z gołymi tyłkami, Jarosław zaś mieszka z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu." Jako żywo, nie widzę tu ataku na Jadwigę Kaczyńską. Sformułowanie "przynajmniej bez ślubu" może ewentualnie sugerować, że autor dopatruje się związku kazirodczego i z przekąsem zauważa, że związek ów nie został zalegalizowany, niemniej jednak czego by autor nie sugerował i czego byśmy się nie dopatrywali, na pewno nie chodzi tu o atak na Jadwigę Kaczyńską, a co najwyżej na Jarosława Kaczyńskiego, któremu fakt zamieszkiwania z mamą i kotem nie przeszkadza w byciu piewcą wielodzietności, związków małżeńskich oraz zwracania uwagi homoseksualistom, że ich niezrozumiała niechęć do "leczenia się" zaniża przyrost naturalny.

O czym ten artykuł tak naprawdę jest? Tak naprawdę artykuł w sposób, nie przeczę, dość niewybredny wyśmiewa dziwaczny pogląd prezydenta oraz jego świty, że można Niemców obrażać, traktować per noga, popełniać niezliczone gafy i spodziewać się, że padną oni na kolana i zawiodą pieśń dziękczynną wzorem polskich gejów, którzy przecież nie mogą narzekać na dyskryminację, jako, że prawo polskie nie nakazuje ich zabijania. Tak więc polski rząd z jednej strony prezentuje politykę "silnej ręki", ogłaszając, że Niemcy nie mają prawa dogadywać się w sprawie gazociągu, żądając, aby Unia zrezygnowała z używania wyrazów typu "homofobia" bo należą one do słownika międzynarodowego lewactwa oraz zakazując Niemcom wtrącania się w "prywatne sprawy Polski", walcząc z Eriką Steinbach i jej Centrum, czy też sporządzając analizy zniszczeń powojennych w Warszawie, aby w razie czego móc Niemcom podetknąć papier, na którym stoi, że są nam winni 54 mld dolarów. Z drugiej strony oczekujemy, że Niemcy będą dla nas nieskalanie uprzejmi, lekką rączką wysupłają te 54 mld dolarów, a Angela Merkel będzie skakać, jak jej Lech Kaczyński zagra. Ukłucie dyplomacji brytyjskiej w postaci odwołanego spotkania pozostało niezauważone i niezrozumiane; "Tageszeitung" dyplomacją nie jest, jest bulwarówką; nie jest też oficjalnym organem rządowym i może sobie pozwolić na pisanie otwartym językiem.

Jaka jest reakcja naszych oficjeli? Standardowa, wykształcona w przepychankach z PO: artykuł jest obrzydliwy, reakcja nieodzowna, sytuacja zadziwiająca i niedopuszczalna. Kancelaria prezydenta oczekuje reakcji władz niemieckich oraz wyrażenia krytyki. "Zarówno poprzez ambasadę, jak i ja bezpośrednio jestem w kontakcie z osobami z otoczenia kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Przekazaliśmy, opisaliśmy nasze stanowisko i reakcję na ten artykuł: zdziwienie, oburzenie i zniesmaczenie" - powiedział podsekretarz stanu, Andrzej Krawczyk. Jest to spektakl głęboko żenujący. Oto Polska znowu daje pokaz kompletnej dyplomatycznej ignorancji, nakazując niemieckiemu rządowi cenzurowanie wolnej prasy. Czy wyobrażacie sobie, jak Angela Merkel żąda od polskiego rządu przeprosin i tłumaczeń za artykuł w "Super Expressie"? Z artykułu w "Tageszeitung" robi się ogromną sprawę i porusza niebo i ziemię, jakby -- cóż -- było warto. Co da nam prezentacja urażonej dumy i bezsensowne żądania samokrytyki od władz niemieckich? Nic, co najwyżej utrwali obraz Polski i jej prezydenta dokładnie taki, jak przedstawiony w artykule. Jest to kolejne -- po wysłaniu listu protestacyjnego do Parlamentu Europejskiego -- działanie samobójcze; oto kiedy zwraca nam się uwagę na nasze wady, nie próbujemy ich zmienić, tylko żądamy, aby natychmiast zaprzestano zwracania nam uwagi oraz stwierdzamy butnie, że jesteśmy idealni.

Jaka reakcja na artykuł byłaby właściwa? Należało zaczekać, aż media same się tym artykułem zainteresują, po czym -- gdyby dziennikarze nalegali na komentarz, a spodziewam się, że raczej by nie nalegali -- odpowiedzieć godnie, że paszkwile lewackich łże-pisemek nie leżą w zakresie zainteresowania polskiego rządu.

ADDENDUM: Kuba podrzucił mi dwa linki, które niniejszym dodaję bez komentarza:

http://wiadomosci.onet.pl/1350674,11,item.html
"Publikacja »Die Tageszeitung« o prezydencie Kaczyńskim, to obelżywy, brukowy, wstrętny i haniebny tekst - uważa lider PO Jan Rokita. Jak jednak dodał, w świecie istnieje wolność prasy, a media mają skłonność do skandalizowania. "W moim przekonaniu najlepszą reakcją polityków jest nie zwracanie na to uwagi" - podkreślił Rokita na wtorkowej konferencji w Sejmie."

http://www.polityka.pl/...text
Tekst Petera Köhlera o Lechu Kaczyńskim ukazał się w dzienniku „Tageszeitung” aż na stronie 20., w satyrycznej rubryce „Wahrheit” (Prawda). [...] Przykładowe sylwetki pióra Köhlera (fragmenty):

Angela Merkel

Jest błogosławiona pośród polityków. Jej wielbiciele czczą dołek w pościeli, na której leżała, i robią z niego odlewy, by je potem wyrzeźbić w marmurze. Jej uczniowie wielbią ziemię, po której ona stąpa, wykopują potem łopatką odciski jej stóp, by przechować je w relikwiarzach. Morze występuje z brzegów, aby ją zobaczyć, trawa rośnie po to, by mogła po niej stąpać. Nawet Bóg ścisza głos w jej obecności – ona jest przecież córką pastora. [...]

ADDENDUM 2:

"Jako "niepokojący" określiła we wtorek szefowa polskiej dyplomacji Anna Fotyga w rozmowie z PAP, artykuł o prezydencie Lechu Kaczyńskim w niemieckiej gazecie "Die Tageszeitung". Jej zdaniem, "niepokojący" jest także brak reakcji w tej sprawie niemieckich władz. [...] "Niepokoi nas zjawisko, którego przejawem jest ten artykuł. W Polsce musi on budzić skojarzenia z bardzo niedobrym okresem, czyli z latami 30. i +Stuermerem+ (niemiecki antysemicki tygodnik nazistowski wychodzący w latach 1923-45 - PAP), krótko mówiąc, kiedy to podobne zjawiska miały miejsce. To bardzo specyficzne połączenie obsceniczności z opisem sfery politycznej" - podkreśliła Fotyga."

Pani Anno, sugeruję następującą terapię:
1. wziąć do ręki długopis.
2. popukać się w głowę.
3. powtarzać do skutku.

ADDENDUM 3: czyli awans pana prezydenta z 20 strony na okładkę!

"Lech Kaczyński czuje się obrażony, a polski rząd oczekuje oficjalnej reakcji strony niemieckiej - pisze gazeta.

"To żądanie jest absurdalne. - czytamy w "Tageszeitung". - Rząd niemiecki nie może nikomu zabronić mediom obrażania czegokolwiek i kogokolwiek".

W Niemczech reakcje były natomiast powściągliwe. Rzecznik MSZ nie skomentował zdarzenia, powołując się na obowiązującą w tym kraju wolność prasy. [...] Korespondentka "Tageszeitung" może juz właściwie pakować walizki. Nowy rzecznik polskiego MSZ oświadczył bowiem, że jego resort nigdy więcej nie będzie rozmawiał z wysłannikiem tej gazety. Dziennikarka otrzymuje już zresztą anonimowe telefony z wyzwiskami i pogróżkami.

"Z Polakami nie ma żartów" - konstatuje Lesser."

12 Comments:

  • a co tu komentować? rządzą nami Psychole...
    prosty psychiatryczny przypadek. mamusia dostała Szału; to synusie, aby jej nie...
    1.
    Pomimo wprowadzającej w błąd nazwy, niestrawność nie ma nic wspólnego z zaburzeniami trawienia.”

    za to osobe cierpiąca na to dolegliwości dyspeptyczne może się “zeżygać “
    - hmmm “zeżygać ” się na kanclerza Rzeszy to honor dla prawdziwego polaka z IV RP - czyż nie?

    https://azraelk.wordpress.com/2006/07/03/na-ratunek/
    2.
    Od tego momentu wiadomo, że komuna już nie wróci i nie ma się czego bać, zaczyna się bohaterska kariera opozycyjna figuranta „Jar”. Figurant Jar odkuwa się na historii i niszczy po kolei autorytety opozycji, forując siebie na wodza rewolucji...
    http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,20505213,57282052,2286521,0,forum.html

    By Anonymous makowski, at 3:08 PM  

  • właściwie.. podpisałąbym się pod makowskim. Bo co tu dużo gadać

    By Anonymous joe255, at 2:48 AM  

  • "Muszę przyznać, że jak tych panów nie znoszę, tak poczułem ukłucie; to jednak, bądź co bądź, prezydent, a nie zamiatacz ulic. Pewnych rzeczy się o prezydencie nie pisze."
    Dziwi mnie to ukłucie, którego doznałeś. Czyżby jednak dzisiejsi "władcy" byli dla ciebie autorytetem? I jakich rzeczy nie wolno pisać o prezydencie? I kto miałby decydować co wolno pisać o prezydencie a czego nie? Do kogo powinna się niemiecka gazeta zwrócić z takim pytaniem?
    A pytam poprostu z ciekawości... ;-)

    By Anonymous arek, at 8:01 AM  

  • Mnie też ono dziwi. Chyba chodzi o to, że -- kurczę -- no jednak powinno istnieć takie pojęcie jak autorytet urzędu i pewien szacunek dla najwyższych władz; bądź co bądź nawet ja, kiedy piszę bloga, używam form "prezydent", "Lech Kaczyński" i "Prawo i Sprawiedliwość" :) a ilość moich odwiedzających jest (sporo :P) niższa niż 60 tysięcy dziennie. Czy nie wolno pisać o prezydencie per "kartofel"? Nie, stałbym raczej na stanowisku, że w gazecie takich rzeczy pisać się po prostu nie powinno. Z przyzwoitości. Po coś w końcu wymyśliliśmy poprawność polityczną :)

    Tak więc bardzo się cieszę, że ani o prezydencie nie napisano "kartofel", ani nie atakuje się jego matki. Za to ministra Fotyga i jej porównania z hitlerowskim "Sturmerem"... uch. Fotyga musi odejść.

    By Blogger Oliveira, at 9:25 AM  

  • W wplnym demokratycznym kraju, istnieje cos takiego jak wolnosc slowa, co jest gwarantowane przez konstytucje (np. w USA). Tam tez "wieszaja"na Bushu, wszekiego rodzaju"psy" , driwa sobie z niego nie tylko gazety , ale i komedianciw w codziennych programach i jakos nikt z otoczenia prezydenta Busha , ani on sam nie protestuje, nie obraza sie , nie robi tzw. cyrku i w protescie nie "choruje" na sraczke.Kaczynscy zasluzyli na krytyke i miedzynarodowe posmiewisko.Ludzie ktorym "sloma z butow wystaje" nie powinni rzucac sie z "siekiera na slonce" bo potem sa tego takie skutki jakie sa. Ich te role przerosly co widac golym okiem i jedynie przynosza wstyd temu panstwu.Notabene, caly ten rzad jest jednym wielkim posmiewiskiem.

    By Anonymous Maggie, at 10:22 AM  

  • do maggie: związek frazeologiczny, podany przez Ciebie winien rzmieć: z motyką na słońce a nie z siekierą :|

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 12:25 PM  

  • brzmieć: przepraszam za literówki i zły humor

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 12:25 PM  

  • Ok, ja mam jedna zupełnie odwrotny pogląd na tą sytuację :-)
    Wg. mnie nie wolno pisać obraźliwie o nikim ze względu na szacunek dla człowieka, w krytyce każdej osoby powinna nas ograniczać jedynie życzliwość dla drugiego człowieka. Jednak uważam że nie powinniśmy mieć szcunku ani życzliwości dla polityka, którego działalność godzi w nasze osobiste dobro, żadnego szacunku dla urzędnika, który jest po to aby nam służyć, działać dla naszego dobra. Wydaje mi się że Kaczyńskim właśnie zależy na wzmocnieniu autorytetu władzy - to da im jeszcze większą władzę. A więc jak na ironię - im większe ataki ze strony łże elit, tym władza Kaczyńskich silniejsza. To potwierdza nawet twoje "ukłucie" - nie lubisz Kaczyńskiego ale chcesz go bronić... ;-) To się nazywa manipulacja i chyba jest jednym z elementów socjotechniki. Nie jestem pewien... :-)

    By Anonymous arek, at 1:49 PM  

  • Wstyd, po porstu znowu wstyd. Prezydent jaki jest kazdy widzi...
    --
    http://camell.blox.pl

    By Anonymous camell, at 6:23 PM  

  • Wstyd, po porstu znowu wstyd. Prezydent jaki jest kazdy widzi...
    --
    http://camell.blox.pl

    By Anonymous camell, at 6:24 PM  

  • to juz nie chodzi o kompromitacje...prezydent wrecz zaszkodzil interesom Polski...odsyłam tutaj do mojego komentarza na moim blogu..nie bede sie powtarzal. Pozdrawiam

    http://lukasz83s.blox.pl/html

    By Anonymous lukasz83s, at 3:01 AM  

  • e tam, on ma sraczke ze strachu i nad czym tu sie rozwodzic.
    Prezydent ma sraczke

    By Anonymous qatryk, at 11:53 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home