czwartek, sierpnia 31, 2006

Gratulacje dla budowniczych IV RP!

Raczkowski

Gloria! W walce Układu Rządzącego przeciw łże-emerytce Wandzie Gąsior z Nowej Huty po wielu tygodniach krwi i znoju zwyciężył Układ! Otóż ta znana agentka SB i twórczyni Okrągłego Stołu (podobno sama dokręcała śrubokrętem jedną z nóg tego zbrodniczego mebla) jest winną pomówienia Pana Ministra Wassermanna, jakoby był oszustem. Ma to związek z faktem, iż Wassermann odmówił zapłacenia za instalację wasserwanny, a pani Gąsior, w złudnym mniemaniu, że obywatel ma jakiekolwiek szanse w sporze z Panem Ministrem, napisała listy do władz PiSs, wojewody krakowskiego, prasy i telewizji. "TVP przesłała list napisany przez Gąsior Wassermannowi, by ten ustosunkował się do zarzutów. Poseł list przeczytał i zlecił swojemu adwokatowi Łukaszowi Woźniakowi sporządzenie aktu oskarżenia przeciwko teściowej fachowca."

Wanda G., podobno kochanka zdrajcy Kuronia, musi teraz zapłacić 1000 zł za straty moralne Pana Ministra, 300 zł kosztów procesu dla Pana Ministra oraz 100 zł własnych kosztów. Uważam to za słuszne rozstrzygnięcie, jako, że Pan Minister odmówił zapłacenia 120 tysięcy zł (połowy kosztów remontu domu), z czego wnosić należy, że jest człowiekiem ubogim; za to Wanda G., jako główna negocjatorka między agentem Bolkiem, a Kiszczakiem, żyje w luksusach i 1000 zł to dla niej jak splunąć. Warto też pamiętać, że Pan Minister porównał swoje cierpienia -- jakich mogła mu przysporzyć wasserwanna -- do zamachu na ks. Popiełuszkę. 1000 zł to zbyt małe wynagrodzenie strat moralnych Pana Ministra; sugerowałbym 100,000 zł.

Chciałbym również dodać, iż zawsze popierałem wszelkie poczynania Prezydenta Lecha I Wielkiego oraz jego Wszechrządu; zobowiązuję się zawsze mówić o ministrach Układu Rządzącego wyłącznie w superlatywach oraz brać udział we wszystkich spontanicznych marszach poparcia, jakie zostaną zorganizowane przez popierających Rząd w walce ze zbrodniczymi emerytkami. Nie ma to absolutnie żadnego związku z tym, że uważam sądy IV RP za dyspozycyjne (bo przecież absolutnie nie uważam). Planuję również spontanicznie wstrzymać się od mówienia i pisania publicznie czegokolwiek, co mogłoby się nie spodobać Układowi Rządzącemu -- nie ma to żadnego związku z tym, że nie jestem tak bogaty jak przeciętna emerytka i nie mam czasu szlajać się po sądach po to, żeby potem musieć płacić ubogim ministrom 1000 zł za straty moralne doznane wskutek niezapłacenia za remont domu.

PS. Mam nadzieję, że wyborcy PiSs są z siebie dumni. Dzisiejszy dzień zapamiętajcie jako datę pierwszej wiktorii nad Układem i Stolikiem! Niewielka to może wiktoria, ale jakże znacząca! Alleluja i do przodu -- wszystkie siły policji w stan gotowości! Trzeba dorwać Huberta H.!

środa, sierpnia 30, 2006

Gorycz bohaterów

Rewolucja moralna IV RP pokazuje jeszcze jedno oblicze; otóż w jej wyniku bohaterami czasów PRL staną się nie ci, którzy w PRL walczyli o obalenie komunizmu, tylko ci, którzy nic wtedy nie robili. Dlaczego? Bo na nich SB materiałów nie zbierała (bo i po co?) Tak więc zbrodniarzem okazuje się być Kuroń (znany informator SB), Herbert (denuncjator środowiska prawdziwych patriotów), Wałęsa (praktycznie osobiście dowodził UB), ministrowie spraw zagranicznych III RP (agenci sowieccy), o Michniku nie wspomnę, bo wszyscy wiemy, że osobiście wprowadził on stan wojenny, a w aresztach PRL siedział dla niepoznaki, aby odsunąć od siebie podejrzenia.

Ataku na Kuronia Michnik nie wytrzymał (i nie ma mu się co dziwić -- nie pojmuję, jak wytrzymuje ataki na siebie): "Nie potrafię w żaden sposób skomentować publikacji "Życia Warszawy". Nie sądziłem, że dożyję dnia, gdy o świadectwo przyzwoitości Jacka będzie proszony wysoki oficer Służby Bezpieczeństwa. Nie potrafię już się oburzać na to wszystko - jestem bezradny. [...] Tym ludziom nie powinno się podawać ręki. Chociaż Jacek, który wszystkim podawał rękę i wszystkim wybaczył, pewno by wybaczył także tym draniom." Po raz kolejny zwraca też uwagę na uroczy paradoks, który tak ładnie było widać podczas transmisji serialu "Zyta Gilowska show" -- "Dziś także nie potrafię polemizować z opiniami grona nieświętych młodzianków z telewizji, gazet i IPN na temat wartości szpiclowskich donosów i ubeckich raportów. Podobnie jak aparatczycy partyjni z epoki PRL także i ci nieświęci młodziankowie więcej zaufania mają do słów oficerów SB i szpicli niż do słów ludzi, którzy byli przeciwnikami dyktatury." O wiele ostrzej mówi Andrzej Celiński: "- Pytam panów z IPN: czy wyście się z chu...m na łby pozamieniali?! - powiedział "Życiu Warszawy" oburzony Andrzej Celiński, b. współpracownik Kuronia z KOR i "S". Jego zdaniem, to kolejny przejaw niszczenia autorytetów. [...] Ten, kto się w tym babrze, jest po prostu szambonurkiem, to znaczy, że lubi wkładać swoją głowę w g...no - ocenia. - Ludziom, którzy nigdy palcem nie ruszyli, żeby cokolwiek zmienić w PRL, mówi się dziś, że ci, którzy cokolwiek robili dla zmiany Polski, to ostatnie gnoje, dodaje Celiński." Co na to nasz ulubiony profesor historii, homorealista Wojciech Roszkowski? "- Ważne jest to, że SB wybierała takich, a nie innych "negocjatorów". Dla mnie jest też nowością to, co w reakcji na waszą publikację mówi Lech Wałęsa. Skoro lider "S" sam wyznaczył dwudziestu "negocjatorów", to znaczy, że mieli oni odegrać specjalną rolę w przygotowaniach do Okrągłego Stołu ze strony opozycji. Powstają zatem dwa bardzo ważne pytania: kto ich wybrał? I dlaczego właśnie ich?" Czyli: jeśli będziemy rzucać wystarczająco długo, trochę błota się przyklei.

IV RP jest krajem, w którym punktowane są podłość, donosicielstwo, kłamstwo, pomówienie; wolność słowa, tolerancja i pluralizm nie są w IV RP poważane, nic dziwnego zatem, że tacy ludzie, jak Michnik, Wałęsa czy Kuroń muszą zostać zniszczeni jako pierwsi. Na ich tle autorytety moralne IV RP -- Rydzyk, Kurski czy Macierewicz -- wypadają cokolwiek blado, żeby nie użyć o wiele mocniejszych słów. Wrodzona ciekawość nakazuje mi zastanowić się, co zostanie z dumy narodowej i patriotyzmu Polaków, kiedy już obrzuci się błotem wszystkie autorytety oprócz Dmowskiego, Jędrzeja Giertycha i braci Kaczyńskich; nie jest łatwo być dumnym z kraju zamieszkanego wyłącznie przez świnie, kolaborantów, szpiclów, pedofili, kłamców lustracyjnych, komuchów, złodziei i -- na mocy wyroku IPN niesplamionych PRL-em -- twórców skrótów myślowych, przestępców, ksenofobów i neonazistów. Z drugiej strony, jest to pewna sugestia podstaw programowych nauczania patriotyzmu.

PS. "Jest wieczór, polityk PiS spieszy się do telewizji. Reporterzy podwożą go do gdańskiego studia TVN. Na skrzyżowaniu zatrzymuje ich sygnalizacja świetlna. Kurski: "Walcie na czerwonym, Bóg się zlitował i w końcu mam immunitet". Wie, że nie grożą mu żadne konsekwencje." Jeśli nie chce Wam się czytać o dalszych losach autorytetu moralnego, wyjaśniam, że mimo kolejnych wykroczeń, w tym jednego dokonanego gdy poseł w towarzystwie dziennikarzy jechał zapłacić mandat i zarejestrowanego przez kamery, nic mu się nie stało, a mandatu nie przyjęto, bo poseł ma immunitet.

wtorek, sierpnia 29, 2006

Po co kręcić "Misia 2"?

Przecież my żyjemy w filmie Barei.

"Policjanci warszawskiej drogówki prześcigają się w pomysłach na dyscyplinowanie kierowców. Od początku września chcą odbierać prawo jazdy każdemu, kto w terenie zabudowanym dwukrotnie przekroczy dozwoloną prędkość. [...] Litości nie będzie nawet dla tych, którzy po osiedlowej uliczce z ograniczeniem prędkości do 20 km/godz. przejadą z szybkością 40 km/godz." Czyli: jak z idei w zasadzie słusznej -- "Mężczyzna pędził z prędkością 175 km/godz. - Ponad trzy razy przekroczył dozwoloną prędkość 50 km/godz. Tłumaczył, że dodał gazu, bo zdenerwowała go żona - oburza się podinsp. Pasieczny" -- zrobić nieśmieszną komedię.

Szczupak: Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!!!
Kierowca: Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu?
Szczupak (do mikrofonu): Halo, tu brzoza, tu brzoza! Źle cię słyszę! Powtarzam, powiedział, że matka siedzi z tyłu... "Matka siedzi z tyłu!!!" Tak powiedział!!!

"Obecnemu przełożonemu Marka Surmacza, szefowi MSWiA Ludwikowi Dornowi nie przeszkadza jego przeszłość. Także to, że służył w milicji. Zdaniem Dorna, jako milicjant Marek Surmacz wyznawał uniwersalne zasady: "Niezależnie czy socjalizm realny, czy nie, to dobrze, żeby pijacy się nie awanturowali, a bandyci nie latali po ulicach. Mnie to absolutnie nie przeszkadza"." Chciałbym również dodać, że Gunter Grass musi odejść.

"Prokuratura w Toruniu nie dopatrzyła się antysemityzmu w felietonie Stanisława Michalkiewicza nadanym pod koniec marca w Radiu Maryja. Wczoraj umorzyła śledztwo w tej sprawie." oraz: "Jest to komentarz obrazujący pogląd autora na otaczającą jego rzeczywistość. Felieton porusza kwestie niesłusznie -- zdaniem felietonisty -- wysuwane wobec Polski żądań finansowych, ale żądań wysuwanych przez organizacje, a nie grupę ludności" -napisano w uzasadnieniu." oraz: "Hubert H. miał jeszcze używać wulgarnych określeń na penisa i nazywać braci Kaczyńskich "kaczkami". [...] Gdy prokurator przeczytał dokumenty, nie miał wątpliwości - słowa wykrzyczane na dworcu miały "charakter zniewag głowy państwa". Wniósł sprawę do sądu."

Myślę, że tak naprawdę pierwszym obywatelem IV RP jest Szymon Majewski, który zrozumiał, że IV RP to wysokobudżetowa komedia nowoczesna bez konkretnego scenariusza; "1,5 mln zł zadośćuczynienia za straty moralne zamierza domagać się znany satyryk Szymon Majewski od wicepremiera, ministra edukacji narodowej Romana Giertycha. Majewski twierdzi, że w 1987 r. nie zdał matury i z tego powodu o rok opóźniło się "rozśmieszanie" przez niego społeczeństwa, które straciło tym samym 3 tys. dowcipów." Giertych ripostuje: "Jeżeli ktoś ma problemy osobowościowe tego typu, że po 26 latach jeszcze taka zadra funkcjonuje, to się nie dziwię, jeżeli chodzi o formę i treść niektórych programów, które reprezentuje pan Szymon Majewski". Warto zwrócić uwagę na to, że minister edukacji nie umie dokonać niezwykle skomplikowanego wyliczenia różnicy 2006-1987. Może przydałaby się powtórka z matury? Oczywiście nie na poziomie trudności dla przeciętnego licealisty. Jakaś taka na miarę ministrowych możliwości, z dodawania i odejmowania w zakresie 20 tysięcy. Żeby chociaż się pan minister we własnej pensji rozeznał.

niedziela, sierpnia 27, 2006

Epilogi



"Polska opinia ma prawo do prawdy" - Walentynowicz, Wyszkowski i Gwiazdowie bronią Macierewicza i apelują do premiera. [...] uważamy, że minister Macierewicz dokonał czynu patriotycznego, mającego na celu dobro państwa i narodu polskiego. Ci sami ludzie, którzy w roku 1992 obalali rząd Jana Olszewskiego za próbę ograniczenia wpływów posowieckiej agentury, dzisiaj znowu atakują ministra, który chce realizować te same cele [...] "nagonka medialna" przeciwko Macierewiczowi jest "w istocie próbą powstrzymania lustracji i trwającego od miesiąca procesu likwidacji WSI i tworzenia zupełnie nowych służb specjalnych Wojska Polskiego Polski niepodległej".

Pełnomocniczka niemieckiego rządu ds. stosunków polsko-niemieckich Gesine Schwan w wywiadzie dla dziennika "Frankfurter Rundschau" zarzuciła polskiemu rządowi forsowanie "pewnych projektów politycznych, które są nie do zniesienia". W wywiadzie, który ukaże się w poniedziałkowym wydaniu gazety, Schwan wymieniła w tym kontekście traktowanie homoseksualizmu jako przestępstwa oraz dyskusję o karze śmierci. O wywiadzie poinformowała w sobotę agencja dpa.

"Na początek uspokajająca wiadomość dla Warszawy: z dotychczasowych ustaleń wynika, że za zajściem podczas manewrów na polskich wodach nie stoi Erika Steinbach" - rozpoczyna swój krótki komentarz, "Między dobrymi sąsiadami", autor "FAZ".

DODATEK:

"Szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczygło jest zdania, że po przeprosinach Antoniego Macierewicza sprawa jego wypowiedzi dla telewizji Trwam jest zakończona. [...] Wicepremier Roman Giertych jest zdania, że po przeprosinach Macierewicza powinny się pojawić także inne - ze strony szefów polskiej dyplomacji, którzy w liście krytykowali prezydenta za odwołanie swego udziału w szczycie Trójkąta Weimarskiego."

Wydaje mi się, że nie od rzeczy byłoby, gdyby adwokaci niejakiego Pana Huberta, najgroźniejszego przestępcy IV RP dowodzili, iż mówiąc o Lechu I Wielkim użył on niewłaściwego skrótu myślowego. A tak poważnie, naprawdę wielki podziw wzbudza we mnie niesamowita hucpa oraz godne lemingów tendencje samobójcze, z jakimi rząd IV RP pcha się w ślepą alejkę popierania Macierewicza.

sobota, sierpnia 26, 2006

Epidemia bredniusa przejęzyczusa

Obawiam się, iż światek duchownych katolickich oraz polityków prawicy zaatakowało jakieś dziwne schorzenie. Ojciec Rydzyk na ten przykład odkrył, czym naprawdę jest poprawność polityczna: otóż poprawność polityczna oznacza, iż osoby pomawiane o zdradę kraju domagają się przedstawienia dowodów owej zdrady. "Jeżeli (...) nieprawdę powiedział, to niech udowodnią mu" - mówił w radiu redemptorysta. - "Mowa na żywo w telewizji, to jest mowa na żywo. Można czasami na skróty iść, ale nie znaczy, że nie mówi się prawdy" - przekonywał." Rewolucja moralna zatacza zaiste dziwne kręgi -- otóż w IV RP udowadniać należy nie winę, lecz niewinność, zaś żądanie dowodów winy jest linczowaniem oskarżającego. Sam Macierewicz, który oskarżył "większość ministrów spraw zagranicznych" o bycie agentami sowieckimi, tłumaczy się "przejęzyczeniem". Niezły to kaliber przejęzyczenia, nieomal jak z dowcipu o mężu, który chcąc powiedzieć "kochanie, podaj mi sól" przejęzyczył się i powiedział "ty k***o, zrujnowałaś mi życie". Może ojciec dyrektor też się przejęzyczył? Mógł na przykład chcieć powiedzieć "Jeżeli są agentami, to niech Macierewicz to udowodni".

Kolejną ofiarą schorzenia -- które, mam nadzieję, uda się zdusić w zarodku -- jest sam prymas Glemp. Święty mąż wygłosił, obok andronów mniejszego kalibru, następujące zdanie: "Wbrew prawom natury kwestionuje się instytucję małżeństwa i stawia się na związki partnerskie. Czyżby nowa epidemia nawiedziła ludzkość?" Rozpatrzmy niewątpliwe przejęzyczenia prymasa. Otóż najwyraźniej w naturze spotykamy związki małżeńskie, które zawierają między sobą zwierzątka i kwiatki. Oczywiście, są to związki zwierzątek i kwiatków heteroseksualnych. W tych monogamicznych związkach stworzonka boże pozostają przez całe życie, aż do naturalnej śmierci ze starości, zaś zawierają je li i jedynie dlatego, żeby żyć w zgodzie z Biblią i uprawiać seks celem prokreacji. Jak wiadomo, tak właśnie wyglądają prawa natury. Poza tym, związki partnerskie oznaczają "kwestionowanie instytucji małżeństwa". Zapewne ksiądz prymas chce przez to powiedzieć, iż Kościół nie sprzeciwia się już nazywaniu związków par homoseksualnych małżeństwami? Szczerze mówiąc, żadne inne wytłumaczenie niewątpliwego przejęzyczenia nie przychodzi mi do głowy.

Następnie prymas pyta o jakąś epidemię, jaka to najwyraźniej nawiedziła ludzkość. Tego przejęzyczenia nie potrafię już wytłumaczyć w żaden sposób. Jeśli chodzi o związki partnerskie, nic mi nie wiadomo o tym, aby były rozpoznaną jednostką chorobową; co więcej, nawet myśliciele i humaniści rodzaju pana Wierzejskiego, czy też Bosaka nie atakują związków partnerskich, tylko sam fakt bycia homoseksualistą. Niemniej jednak epidemia ta nie wydaje się być specjalnie groźną dla dalszego istnienia ludzkości, jako, że tylko niewielka część osób homoseksualnych, które same w sobie stanowią niewielką część społeczeństwa rejestruje swoje związki partnerskie, które swoją drogą dostępne są tylko w niewielkiej części świata. Co więcej, nie czytałem w ostatnich czasach żadnych artykułów sugerujących lawinowe narastanie ilości par hetero, czy też homoseksualnych rejestrujących swoje związki; nawet zakładając, iż ksiądz prymas jest lepiej w tej materii obeznany, niż ja trudno mi uwierzyć, jakoby chęć rejestrowania związków była zaraźliwa. Przez dotyk? Drogą kropelkową? (Drogę płciową pozwolę sobie wykluczyć.) Strach myśleć, co też dobry prymas może mieć na myśli.

Sprawę łatwo wytłumaczyć przejęzyczeniem. W rzeczywistości ksiądz prymas chciał zapewne powiedzieć: "Kościół cieszy się, iż coraz więcej ludzi rejestruje swoje związki, czy to w formie małżeństwa, czy dowolnej innej; miłość jest piękna bez względu na to, kto ją komu okazuje. Kościół potępia też wszelkie akty przemocy, łącznie z tymi skierowanymi przeciw osobom homoseksualnym; zwłaszcza w IV RP, kraju tkniętym rewolucją moralną, należy o tym często przypominać." Ot, lapsus językowy.

PS. Osoby, które uraziło stwierdzenie o andronach wygłoszonych przez księdza prymasa przepraszam serdecznie -- ot, przejęzyczenie, chodziło oczywiście o mądre i światłe wypowiedzi.

środa, sierpnia 23, 2006

Nieoczekiwana zmiana ustrojów

Jakiś czas temu "Prawo" i "Sprawiedliwość" wraz z przystawkami postanowiły sobie poprawić prawo tak, aby na pewno wygrać wybory do samorządów. Opozycja przez jakiś czas radziła sobie środkami obstrukcyjnymi (nie mylić z tabletką stosowaną przy niedyspozycji dyspeptycznej) aż w końcu "Prawo" i "Sprawiedliwość" się zirytowało. Do komisji sejmowej dodano 30 osób, dzięki czemu opozycja straciła większość, ze stanowiska przewodniczącego usunięto Waldemara Pawlaka z PSL, a do godności owej wyniesiono Dawida Jackiewicza (ku zaskoczeniu obecnych, "Prawo" i "Sprawiedliwość"). Następnie odbyły się głosowania, drogą których zadecydowano, iż nie odbędzie się wysłuchanie publiczne, dzięki czemu zmiana ordynacji może już nastąpić bez przeszkód. W międzyczasie przeczytałem na forum gazety: "Gratuluję szczerości jednemu z posłów PiS, który powiedział, że: "WYSŁUCHANIE PUBLICZNE JEST STRATA CZASU, A ZBÓJECKIM PRAWEM TEGO, KTO WYGRAŁ WYBORY, JEST MAJSTROWANIE PRZY ORDYNACJI". Kurtyna. Zwykły dzień w III 1/2 RP.

I tylko tak się zastanawiam, czy aby na pewno demokracja polega na tym, że rządzący Układ jest w stanie uchwalić wszystko, mimo sprzeciwu opozycji, przepisów prawa i obywateli. Skoro możliwość sprzeciwu praktycznie nie istnieje, może warto przestać udawać demokrację? Niech posłowie PO, SLD i PSL przestaną przychodzić do budynku Sejmu. Jeśli Układ chce zbudować totalitaryzm, niech go sobie buduje sam, bez możliwości usprawiedliwiania się, że "przecież opozycja też była przy tym obecna i jakoś nic nie zrobiła".

Dzień współczucia dla popleczników Układu

Smutne to trochę. Układ Rządzący kompromituje się co dnia po kilka razy. Na dodatek nie o wszystkie kompromitacje da się obwinić Platformę i pedofili z SLD. Tylko dzisiaj przeczytać można o:

  • tym, że Roman Edukator nie zdąży ze swoją "amnestią": "Nawet zakładając optymistyczną wersję, że Giertych podpisze rozporządzenie zaraz na początku września, potrzeba będzie jeszcze trzech tygodni. Tydzień na wejście w życie rozporządzenia i dwa na wydrukowanie świadectw. Do rąk maturzystów dokumenty trafią najwcześniej pod koniec września. To praktycznie pozbawia ich możliwości studiowania na uczelniach publicznych, które już zakończą rekrutację. Pozostaną im uczelnie niepubliczne, które w większości prowadzą nabór do końca września."
  • tym, że wicepremier rewolucji moralnej, niejaki Andrzej L., został po raz kolejny skazany: "Wicepremier i szef Samoobrony ma przeprosić biznesmena i byłego posła PSL Zbigniewa Komorowskiego, którego firmie wysypał zboże - orzekł we wtorek Sąd Apelacyjny w Warszawie [...] Akcja wysypania zboża znajdzie swój finał w sądzie karnym, bo prokuratura oskarżyła Leppera, Alfreda Budnera i Krzysztofa Filipka o zniszczenia mienia. Sprawa od roku czeka na termin."
  • tym, że Polską rządzili sami sowieccy agenci, jednak premierowi nie spędza to snu z powiek -- choć możnaby się spodziewać serii aresztowań i błyskawicznych procesów, wszakże ludzie ci popełnili przestępstwo onegdaj karane śmiercią: "Rzecznik rządu Jan Dziedziczak poinformował we wtorek dziennikarzy, że wiceminister obrony Antoni Macierewicz pozostaje na stanowisku. Rzecznik dodał, że premier Jarosław Kaczyński przyjął wyjaśnienia Macierewicza dotyczące jego wypowiedzi w telewizji "Trwam" na temat byłych ministrów spraw zagranicznych" Jakie znowu wyjaśnienia? Albo są dowody, wtedy wsadzamy szpiegów do więzienia i to natychmiast, albo też dowodów nie ma (co by mnie nie zaskoczyło) i wtedy wsadzamy Macierewicza do kliniki psychiatrycznej -- skąd tu nagle trzecia opcja?
  • no i o sprawie obrazy Prezydenta IV RP przez Obywatela III RP: "Nie ma już granic śmieszności w IV RP. Już dawno przekroczyliśmy Mrożka, Ionesco i cały teatr absurdu. Przyjmują się u nas już nowe wzorce obowiązujące zazwyczaj w jakimś operetkowym państwie."
Na koniec Tomasz Lis: "Wicepremier modli się o deszcz. Drugi wicepremier nie ma głowy do reformy edukacji, wiec chce zdobyć względy niecierpiącej go młodzieży, wprowadzając maturalną amnestię. Pani kandydat na prezydenta stolicy nie zdążyła jeszcze przedstawić programu dla stolicy, ale zdążyła poinformować, że nasz zmarły Ojciec Święty poznałby ją na końcu świata. Pan komisarz stolicy wypisuje godne dojrzewającego 15-latka dyrdymały w swym blogu. Szef BOR-u jest zwolniony, bo na teren prezydenckiego ośrodka na Helu wpadła piłka. Pan prezydent jest ochraniany przez mężczyzn z teczkami (w środku zszywki z niepochlebnymi tekstami na jego temat z zagranicznej prasy?). Tak ochraniany ogłasza, że trzeba zwiększyć budżet armii, bo wprawdzie jesteśmy w NATO, ale w 1920 r. przed nawałnicą bolszewicką Polska obroniła Europę sama. A na koniec tych wszystkich rewelacji zaledwie kilkanaście dni wcześniej zupełnie poważnie sprawą państwową uczyniono satyryczny tekst o kartoflach. Mamy więc jakiś kiepski kabaret. Coraz gorszy, niestety. I mający coraz lepszą oglądalność, bo tak już jest, że jak widowisko "nurkuje", to widzów jest coraz więcej. Jak pisał Wojciech Młynarski - "ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio". "

Współczuć należy wyborcom Układu, którzy mają tylko jedno wspomnienie, Kwaśniewskiego chwiejącego się w Charkowie i muszą je przywoływać za każdym razem, kiedy Układ skompromituje się po raz kolejny. To musi być nudne, pisać o tym samym po 10 razy dziennie.

sobota, sierpnia 19, 2006

Chwała nam i naszym kolegom! Ateistom precz!

Wojciech Sadurski analizuje projekt nowej konstytucji dla IV RP. Zacytuję tylko co smaczniejsze kawałki, chętnych odsyłając do całości tekstu:

"Na początek inwokacja: "W imię Boga Wszechmogącego!", po której następuje "dziękczynienie" złożone Bożej Opatrzności "za dar odzyskanej niepodległości". W krótkiej preambule znalazło się jeszcze miejsce na przypomnienie "ponadtysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem". Preambuła, a także inne fragmenty projektu dosłownie ociekają natrętnym klerykalizmem w stopniu, który - jak sądzę - wprawi w zażenowanie nawet hierarchów kościelnych, którzy nie lubią (i słusznie), gdy instytucje świeckie stają się bardziej papieskie niż papież."

"[...] Nie ma w projekcie PiS zasady (obecnej w dzisiejszej konstytucji RP, a także w większości współczesnych konstytucji), że nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia w religijnych praktykach ani do ujawniania swych poglądów religijnych lub wyznania. Prawo do wolności sumienia ujęte jest zatem w sposób całkowicie jednostronny, nieuwzględniający praw osób niewierzących albo niepragnących ujawniać publicznie swej religii."

"Jak widać, w projekcie PiS równie ważne jest to, co w nim zapisano, jak i to, co pominięto. Pominięto wiele gwarancji wynikających z zasady bezstronności religijnej państwa - gwarancji wolności dla wierzących i myślących inaczej niż liderzy PiS. Pominięto np. zapisaną w obecnej konstytucji gwarancję służby zastępczej dla tych, którym "przekonania religijne lub wyznawane zasady moralne nie pozwalają na odbywanie służby wojskowej"."

"Inna rzucająca się w oczy luka dotyczy wyeliminowania instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich. Na jego miejsce PiS proponuje ustanowić Urząd Pomocy Ofiarom Bezprawia, z radykalnie obciętymi uprawnieniami. Prezes nowego urzędu nie będzie miał najważniejszego narzędzia, jakim dysponuje dziś rzecznik - prawa do inicjowania kontroli konstytucyjności ustaw przyjętych przez parlament."

"Projekt PiS zachowuje prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swymi przekonaniami, ale pomija ważną klauzulę obecną w konstytucji z 1997 r., że "wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania". Pominięcie to nie dziwi - w ugrupowaniu, którego przedstawiciele oświadczali, że bachory należy prać, stwierdzenie, że dzieci mogą mieć własne przekonania oraz że należy uwzględniać ich dojrzałość, zakrawa na ekstrawagancką nowinkę obyczajową."

I tak dalej. Szczerze mówiąc, muszę przyznać, że -- w odróżnieniu od pana Sadurskiego -- aprobuję taką konstytucję, jako -- wreszcie -- usankcjonowanie stanu faktycznego. Żyjemy w państwie wyznaniowym -- o tym wie każdy, kto zwraca uwagę na obecność krzyży w państwowych (a więc rzekomo neutralnych) szkołach i urzędach. Musimy budować silną armię do walki ze "z reguły przyjaznymi sąsiadami", a więc nie można sobie pozwolić, żeby jakieś niedowiarki uchylały się od służby. Natrętnym klerykalizmem ociekają wszystkie partie w sejmie RP, wliczając w to centroprawicowy SLD, tak więc podlanie tym sosem konstytucji niejako ją uwiarygodni. Zaś co do "braku konieczności uczestniczenia w praktykach religijnych" -- paragraf ten w oczywisty sposób musiał zniknąć w kraju, w którym obowiązkowe mają być lekcje etyki lub religii, przy czym te pierwsze z braku etyków będą prowadzone przez katechetów. Zapisanie tego wszystkiego w konstytucji mogłoby być całkiem dobrym argumentem przy występowaniu o azyl z powodu prześladowań za poglądy.

Zwolennicy IV RP będą usatysfakcjonowani. W końcu są wierzący, heteroseksualni,
wierzą w silne państwo polskie z równie silną armią, nienawidzą Niemców, Żydów i pedałów, prawa człowieka (dodajmy -- również człowieka niebędącego zwolennikiem IV RP) uznają za lewackie wymysły, brzydzą się komunistów (chociaż nie wiem, dlaczego -- IV RP od PRL różni się głównie wyborem Wielkiego Brata). Wierzą w planowanie, zakazy i nakazy. Dzieci tłuką ile wlezie (polecam artykuł) -- oczywiście dla ich dobra. Zakazują używania prezerwatyw, ponieważ jedynym środkiem przeciw AIDS jest wstrzemięźliwość. I patriotycznie współpracują z CBA, dostarczając wiadomości o orientacji seksualnej i wyznaniu sąsiadów. Oczywiście wyłącznie po to, aby zapobiegać korupcji.

A co z nielicznymi (jakieś 75%) pozostałymi mieszkańcami kraju-raju, którzy NIE chcą mieszkać w Polskiej Rzeczpospolitej Klerykalnej? Ujął to nieźle jeden z komentatorów na forum gazeta.pl -- "Polska -- kochaj albo spadaj". Po rewolucji moralnej nie będzie miejsca na poglądy niezgodne z linią Partii.

I tylko ciągle się zastanawiam, po cholerę było obalać komunizm tylko po to, żeby go teraz z wielkim wysiłkiem odbudowywać. Nie można było w czerwonej książeczce dopisać czegoś o wiodącej roli kleru?

piątek, sierpnia 18, 2006

Czemu Ministerstwo Prawdy milczy?

8 sierpnia

"Rzeczpospolita": Powiernictwo będzie się domagać zwrotu dawnych majątków niemieckich w Polsce. Już w czwartek Erika Steinbach otworzy wystawę o wypędzonych. Gest mało przyjazny, lecz nie powinien zagrozić stosunkom polsko-niemieckim.

9 sierpnia

Wystawa Eriki Steinbach "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" obciąża niemiecką historię i utrudnia stosunki z Polską - ocenił opiniotwórczy niemiecki tygodnik "Die Zeit".

10 sierpnia

Liga Polskich Rodzin jest przeciwna wystawie "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenia w XX wieku" organizowanej w Berlinie przez fundację szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych Eriki Steinbach.

Prof. Władysław Bartoszewski uważa, że Erika Steinbach organizując w Berlinie wystawę na temat wypędzonych, wykorzystuje "naszą polską bierność". "Steinbach jest świadomym wrogiem Polski".

Komisarz Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz powiedział w wieczornym programie TVN24, że nie pojedzie jutro do Berlina, ponieważ w związku z otwarciem wystawy Eriki Steinbach jego przyjazd mógłby być źle zrozumiany.

To bardzo niedobre wydarzenie, niepokojące i smutne - ocenił premier Jarosław Kaczyński otwartą wczoraj w Berlinie wystawę zorganizowaną przez Erikę Steinbach. [...] Życzylibyśmy sobie jak najszybszego zakończenia tego wszystkiego, co jest związane z panią Eriką Steinbach. Nie wynika z tego nic dobrego ani dla Polski, ani dla Niemiec, ani dla Europy - oświadczył premier.

11 sierpnia

Burmistrz Berlina Klaus Wowereit z SPD wyraził żal z powodu odwołania przez pełniącego funkcję prezydenta Warszawy Kazimierza Marcinkiewicza wizyty w stolicy Niemiec - poinformowała w wydanym dziś oświadczeniu kancelaria berlińskiego Senatu (rządu).

"Liczę bardzo na wizytę w Berlinie w innym terminie" - napisał w swoim blogu Kazimierz Marcinkiewicz, pisząc o odwołaniu swojej wizyty w Berlinie.

Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych, otwarta w Berlinie wystawa "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku", nie służy budowie wzajemnego zaufania i zrozumienia pomiędzy Polakami i Niemcami.

Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Krawczyk uważa, że berlińska wystawa jest krótkotrwałym "zgrzytem" w stosunkach polsko-niemieckich, ale - jego zdaniem - na dłuższą metę na pewno ich nie pogorszy.

Polski historyk, profesor Tomasz Szarota uważa, że otwarta w czwartek wystawa Eriki Steinbach "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" została zrobiona po amatorsku, lecz nie obraża Polaków, ani też nie jest przejawem rewizjonizmu.

Z okazji 15. rocznicy partnerstwa między Berlinem a Warszawą burmistrz stolicy Niemiec Klaus Wowereit (SPD) zaapelował w piątek do władz i mieszkańców obu miast o wykazanie gotowości do "dobrej współpracy" za pomocą konkretnych przykładów.

12 sierpnia

Niemiecki Związek Wypędzonych (BdV) nie zamierza rozliczać się z nazistowskiej przeszłości - podał niemiecki tygodnik "Der Spiegel". "To kosztuje, a my nie mamy na to pieniędzy" - powiedziała przewodnicząca BdV Erika Steinbach.

Kilkadziesiąt osób protestowało w Berlinie przeciwko czynnej od dwóch dni wystawie "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku", przygotowanej przez fundację, którą kieruje przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych Erika Steinbach.

13 sierpnia

Wystawa zorganizowana przez Erikę Steinbach w Berlinie aczkolwiek nie rozmija się z faktami, ale daje fałszywy obraz o najnowszych wydarzeniach XX wieku - uważa Anna Walentynowicz.

Bronisław Geremek uważa, że dotychczasowy dorobek w stosunkach polsko-niemieckich staje pod znakiem zapytania. Według eurodeputowanego Partii Demokratycznej przyczyniają się do tego działania zarówno jednej jak i drugiej strony.

14 sierpnia

"Dzisiejsze kierownictwo w Warszawie także próbuje wyznaczyć określony obraz historii i nawiązuje do antyniemieckich odruchów, które - jak wydawało się - zostały już dawno temu przezwyciężone" - uważa autor komentarza ["Suddeutsche Zeitung"] zatytułowanego "Warszawa majstruje przy obrazie historii". Zdaniem autora tylko w ten sposób można wytłumaczyć postępowanie polskich władz usiłujących wywierać presję na wszystkie instytucje, które użyczyły eksponatów na wystawę "Wymuszone drogi", przygotowaną przez fundację kierowaną przez Erikę Steinbach.

Dwa eksponaty należące do Muzeum Historycznego m.st. Warszawy zostały na prośbę muzeum usunięte z berlińskiej wystawy "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" - podał w poniedziałek niemiecki dziennik "BZ".

15 sierpnia

Niemiecki dziennik "Berliner Zeitung" określił mianem skandalu reakcję polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego na przygotowaną przez Erikę Steinbach wystawę "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku".

Wystawa "Wymuszone drogi" jest użalaniem się Niemców nad własnym losem - napisał polski publicysta Adam Krzemiński w komentarzu, opublikowanym w środowym wydaniu niemieckiego dziennika "Die Welt".

16 sierpnia

68 proc. Niemców nie słyszało o Centrum przeciw Wypędzeniom - inicjatywie szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) Eriki Steinbach, zmierzającej do upamiętnienia niemieckich wysiedleńców z czasów II wojny światowej.

17 sierpnia

Powiernictwo Polskie (PP) zażądało zaprzestania "nadużywania zwrotu »wypędzeni«" m.in. przez Erikę Steinbach. Organizacja zwraca też uwagę, że berlińska wystawa zorganizowana przez Erikę Steinbach promuje fałszywy obraz historii II wojny światowej.

Polskie Ratownictwo Okrętowe (PRO) wystąpiło do organizatorów wystawy w Berlinie "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenia w Europie XX wieku" o zwrot wypożyczonego dzwonu wydobytego z wraku niemieckiego statku Wilhelm Gustloff.

Związek Sybiraków z Trzebiatowa wycofał swój sztandar z wystawy Eriki Steinbach "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku".

18 sierpnia

Pełnomocnik niemieckiego rządu ds. przestrzegania praw człowieka Guenter Nooke (CDU) skrytykował "niepokojące podsycanie nastrojów w Polsce" przeciwko wystawie "Wymuszone drogi" przygotowanej przez fundację Centrum przeciwko Wypędzeniom Eriki Steinbach.

Wszystkie cytaty pochodzą stąd. Najważniejszy -- moim zdaniem -- wyróżniłem pogrubieniem. Wystawa Eriki Steinbach i kartoflana afera Tageszeitung mają pewną cechę wspólną -- są mało ważne. O inicjatywie Steinbach 68 procent Niemców w ogóle nie słyszało, jednak Polska traktuje ją nieomal jak wypowiedzenie trzeciej wojny światowej, a przynajmniej powód do zerwania stosunków dyplomatycznych z Niemcami. O artykule w Tageszeitung nie usłyszałby prawdopodobnie nikt oprócz garstki czytelników pisma, gdyby nie reakcja obrażonego dyspeptycznie prezydenta. Oba te wydarzenia zostały rozdmuchane do rozmiarów megaskandali.

Mimo powołania Ministra Prawdy, zwanego potocznie wizerunkowym, nic się od kilku tygodni nie zmienia w polityce zagranicznej Polski (jeśli to, co się dzieje można nazwać "polityką"). Trwa potrząsanie szabelką, podlewanie benzyny do ognia, napuszczanie Prawdziwych Polaków na Złych Hitlerowców. Jednocześnie nasi rządzący (bo przecież nie "my") wierzą głęboko, że jeśli Polska będzie mieć kłopoty na forum międzynarodowym, np. z Rosją, Unia natychmiast się za nami opowie i będzie bronić. Oczywiście przede wszystkim winni nam pomoc są Niemcy, bo w końcu to oni (konkretnie Gunter Grass) rozpoczęli drugą wojnę światową i wymordowali mnóstwo Polaków. Jarosław Kaczyński grubych kresek nie uznaje i nigdy nie wybacza; spodziewam się, że we właściwym momencie pokaże publiczności... chciałem powiedzieć, elektoratowi grubą teczkę pełną furiackich ataków niemieckiego rządu na bliźniacze władze IV RP.

Niewesołe są te żarty, niestety. Zwłaszcza w zestawieniu z taką informacją: "Prezydent podczas obchodów Dnia Wojska Polskiego zapowiedział zwiększenie wydatków na modernizację sił zbrojnych, bo jego zdaniem powinniśmy być w stanie obronić się sami" oraz "choć sytuacja międzynarodowa jest obecnie inna, Polska należy do NATO i otaczają ją "prawie z reguły" przyjaźni sąsiedzi, to musi doskonalić swoją zdolność obronną". Którzy to są ci "prawie z reguły" sąsiedzi, boję się pytać, zwłaszcza kiedy stwierdzenie to pada tuż obok sugestii zwiększenia wydatków na modernizację sił zbrojnych. Idziemy na wojnę z Niemcami? Za Erikę Steinbach i Tageszeitung?

środa, sierpnia 16, 2006

Poznaliśmy granicę populizmu

Kara śmierci? Nie. Becikowe? Nie. Berecikowe? Nie. Emerytalne? Nie. Amnestia maturalna? Nie.

"Kobiety, które zrezygnują z własnej kariery zawodowej na rzecz wychowania dzieci i zajmowania się domem, powinny otrzymywać pensję - uważa 82 proc. ankietowanych, którzy wzięli udział w sondażu TNS OBOP.
Gazeta podkreśla jednak, że szanse na takie rozwiązanie są marne, ponieważ ten plan budzi sprzeciw polityków. "Trzeba się opierać pokusie populizmu, nas na to nie stać" - mówi posłanka PO Elżbieta Radziszewska." Tak więc okazuje się, że naszego niezmiernie bogatego kraju, w którym dwie trzecie rent zostało wyłudzonych, urlopy macierzyńskie wydłużone mają być do 52 tygodni, wiek emerytalny kobiet i mężczyzn nie będzie wyrównywany, zaś co tydzień dorzuca się lekką rączką pół miliarda złotych na to lub na tamto, na coś nie stać! Jestem wstrząśnięty tą niecną wypowiedzią antypolskiej posłanki Układu i Stolika, uderzającą w fundamenta pro-rodzinnej i pro-reprodukcyjnej polityki PiS. Niestety, zwieść dał się również słynny poseł Piłka, który uważa, że ważniejsze od pensji są dłuższe urlopy macierzyńskie i ulgi podatkowe dla młodych rodzin.

Dodatkowe punkty przyznaję prof. Marcinowi Królowi za stwierdzenie, że zamiast narzekania na brak pieniędzy, trzeba znaleźć wreszcie rozwiązanie niedrenujące tak mocno kasy państwa. "Już 10 lat temu postulowałem, by płacić za pracę w domu, bo to normalna robota. Nie wiem jak konkretnie, ale nad tym pomysłem trzeba publicznie dyskutować". Jak konkretnie płacić, nie wydając pieniędzy -- oto pytanie, nad jakim wszyscy powinniśmy się zastanowić.

wtorek, sierpnia 15, 2006

Polak Arab dwa bratanki

Dziś kolejny post z serii "cytaty są tendencyjne".

"Oczywiście takie ryczałtowe konstatacje mogą dotyczyć tylko stanu całościowego. Nie mówią nic o indywidualnych zdolnościach Arabów, które jak wszędzie na świecie rozkładają się zgodnie z normalnym procesem genetycznym. Kto jednak wypowiada samodzielne opinie, ten w wielu państwach Maghrebu i Bliskiego Wschodu naraża swoje życie. Dlatego wielu najlepszych naukowców, techników, pisarzy i myślicieli politycznych żyje na wygnaniu. Według danych zawartych w „Arab Human Development Report” wyemigrowało 23 proc. wszystkich arabskich inżynierów, połowa arabskich lekarzy i 15 proc. przyrodoznawców. Co czwarty spośród 300 tys. absolwentów szkół wyższych w semestrze 1995/96 zdążył już opuścić swój kraj. Ten brain drain [drenaż mózgów] można porównać z wypędzeniem żydowskich elit z Niemiec lat 30. i zapewne będzie on miał równie dalekosiężne skutki."

Janusz Kochanowski: Co najmniej milion, a niektóre szacunki mówią nawet o dwóch milionach Polaków, pracuje za granicą. To największa w historii emigracja Polaków. W Anglii, gdzie oficjalnie pracuje ok. 250 tys. naszych obywateli, mówi się, że to największa imigracja od czasów hugenotów. A szacuje się, że w Anglii przebywa co najmniej drugie tyle Polaków.

"Jeszcze głębiej zakorzenione w dziejach arabskich są problemy, które wiążą się z pozycją kobiet. Trudno zmierzyć następstwa, jakie dla rozwoju społecznego ma sytuacja, gdy połowa ludności podlega daleko idącym ograniczeniom - nie tylko w sferze edukacyjnej i w życiu zawodowym."

Jest ich 16, wedle planów rządu ma być 18. A przy następnym dziecku 20. Tygodni urlopu, rzecz jasna. Acha, jak się urodzą bliźniaczki czy trojaczki – to tych tygodni ma być 28. I cała sprawa ma kosztować budżet 150 milionów złotych. No tak, ale na tym nie koniec, bo PiS ma jednak ochotę urlopy dalej przedłużać: za sześć lat ma być tych tygodni 26, na drugie dziecko 38, a na trzecie i kolejne – 52. Nerwowo szukam kalkulatora. Jak to 52?? Mnożymy przez 7 dni, wychodzi rok. Rok??? No dobra, spokojnie, takie trojaczki to jest potrójny wysłek, powiedzmy, że się należy. Ale co na to szef, albo szefowa, mamy rzeczonych trojaczków? Ma czekać? Zatrudnić kogoś na chwilę? A ten ktoś, albo ktosia - też ma czekać, zatrudniona tylko na rok? I tak z jednej strony oczyma wyobrażni oglądam rumiane buzie hipotetycznych trojaczków, zaglądam w oczy ich zmordowanej mamie, ale z drugiej – muszę ten roczny urlop jakoś wyjaśnić pracodawczyni, udręczonej urlopami kolejnych pracownic…

"W przypadku gwałtu winę przypisuje się kobiecie, dopóki nie ma dowodu na przeciwną interpretację - zakłada się, że kobieta swoim zachowaniem zachęciła mężczyznę. Przemoc w rodzinie nie podlega sankcjom. [...] Wszelako Christine Schirrmacher cytuje wyrok sądu kasacyjnego w Tunezji: "Razy i lekkie rany zadane kobiecie przez małżonka należą do natury normalnego pożycia małżeńskiego". W zestawieniu z takimi normami spór o chusty na głowie wygląda na próbę odwrócenia uwagi. W sumie wolno zakładać, że dyskryminacja kobiet, obok słabości kultury intelektualnej, ponosi główną winę za niedorozwój społeczeństw arabskich."

W badaniach CBOS z 1993 i 1996 roku 18% respondentek stwierdziło, że padło ofiarami "przemocy domowej". W grupie kobiet po rozwodzie aż 41% kobiet powiedziało, że były często bite przez mężów, a kolejne 21%, że zdarzało się to sporadycznie. Można przypuszczać, że wiele kobiet nie ujawnia, także w badaniach, że były maltretowane. Wskazuje na to m.in. dysproporcja między liczbą kobiet, które przyznają, że padły ofiarą przemocy i liczbą tych, które mówią, że znają inne kobiety bite przez swoich "partnerów".

Gwałt w polskim kodeksie karnym zagrożony jest karą od 2 do 12 lat więzienia (wcześniej od 3 do 15 lat). Bardzo rzadko jednak sądy orzekają wysokie, adekwatne do wagi przestępstwa wyroki. Na przykład sąd w Opolu skazał sprawców zbiorowego gwałtu dokonanego ze szczególnym okrucieństwem na 14-letniej dziewczynce na 1-2 lat z zawieszeniem na 5 lat. Z kolei sąd w Kaliszu pozbawił jedynie na 3 lata sprawcę gwałtu na 5-letniej dziewczynce. Często natomiast sądy obarczają winą za gwałt kobietę, ofiarę przestępstwa.


Cechą charakterystyczną naszych czasów jest ogólny zanik zmysłu wstydliwości, zwłaszcza u kobiet. Już Max Scheler stwierdził, że bez wątpienia dające się skonstatować w nowszych czasach zanikanie uczucia wstydu jest pewnym duchowym znakiem degeneracji rasy. Dla potwierdzenia powyższej tezy wystarczy wskazać na pewne fakty będące przedmiotem ogólnego doświadczenia. Pierwszy dotyczy sposobu ubierania się dziewcząt i kobiet, zwłaszcza od czasu powszechnego przyjęcia się tzw. mini spódniczek [...] Faktem jest, że wyzywający sposób ubierania się - do niedawna charakterystyczny dla dziewcząt i kobiet lekkich obyczajów, stosowany w kabaretach i podejrzanych lokalach rozrywkowych - stał się dziś publicznym strojem większości naszych dziewcząt i kobiet. Ten sposób ubierania się pozwoliły sobie dziewczęta i kobiety narzucić przez anonimowych dyktatorów mody bez najmniejszego oporu, nie mając z tym żadnego problemu wewnętrznego.

"Bernard Lewis opisuje, jak przekonani o własnej wyższości Arabowie już w dawnych czasach skłonni byli okazywać innym narodom brak zainteresowania i pogardę. Cytuje autorytety z X i XI wieku, które o narodach Północy mówią, co następuje: "Brakuje im gorących serc, ich charakter jest grubiański, intelekt tępy, ciała niezdarne, maniery nieokrzesane, a języki nieruchawe. (...) Te pośród nich, co żyją najdalej na Północy, najbardziej są głupawe, dzikie i nieczułe". Inne źródło podaje: "Brak im bystrości i jasności umysłu, a władzę nad nimi sprawuje niewiedza i błazeństwo, ślepota i głupota"."


"Oczywiście przekonanie o własnej wyższości nie jest czymś specyficznym, co wyróżnia mentalność arabską. Europejczycy i północni Amerykanie ani trochę nie ustępują pod tym względem innym kulturom. Natomiast dwa czynniki dodają temu przekonaniu Arabów osobliwej energii. Po pierwsze, wiara we własną supremację ma fundament religijny. Po drugie, koliduje ona z niedostrzeganą własną słabością. To prowadzi do narcystycznej urazy, która domaga się kompensacji. Toteż wytykanie win, spiskowe teorie i projekcje wszelkiego rodzaju należą do zasobu emocji zbiorowych. Gdyby dać im wiarę, wrogi świat zewnętrzny ma tylko jeden cel - upokorzyć arabskich muzułmanów. Ze skrajnym wyczuleniem reaguje się więc na każdą domniemaną bądź prawdziwą zniewagę. Nie jest tajemnicą, jak łatwo instrumentalizować tego rodzaju drażliwość. Każdy kolektyw przegranych szybko popada w stan pobudzenia, który można wykorzystać politycznie. Jakkolwiek błahy czy śmieszny może się wydać pretekst, pokusa, by zbić na nim kapitał polityczny, okazuje się nie do odparcia dla wszystkich reprezentantów interesu strategicznego."

Bez cytatów, bo za dużo: fundament religijny, celem świata jest upokorzyć Polaków, zbijanie kapitału politycznego.

"Można odnieść wrażenie, że emigracja nie zmniejsza u przegranych ryzyka psychicznego, lecz je zaostrza. Niezależnie od swej sytuacji ekonomicznej wykorzenieni emigranci z krajów arabskich stają do bezpośredniej konfrontacji z cywilizacją zachodnią i są wystawieni na trwały szok kulturowy. Dotyczy to zwłaszcza uchodźców mężczyzn. Wskutek pozornego nadmiaru towarów, opinii, opcji ekonomicznych i seksualnych pojawia się ambiwalencja atrakcji i odrzucenia. Wciąż żywa pamięć o tym, jak zacofana jest własna cywilizacja, staje się nieznośna. Następstwa dla własnej, i tak rozchwianej samooceny, są jasne jak słońce - podobnie jak gwałtowna potrzeba kompensacji tych następstw za pomocą teorii spiskowych i aktów zemsty. W tej sytuacji oferta islamistów - ukarać innych za własne niepowodzenie - dla wielu stanowi silną pokusę."

***

Wszystkie cytaty w cudzysłowie pochodzą, jak łatwo zgadnąć, z artykułu o terroryzmie w wykonaniu radykalistów muzułmańskich. Jakie są reakcje czytelników, łatwo zgadnąć: "sekta do delegalizacji", "islamofaszyzm = śmierć naszych dzieci", "islam jest zbrodnią tak jak faszyzm / hitleryzm", "islam - religia musi zdechnać", "Jedyną szansą dla Muzułmanów jest wprowadzenie nowych kategorii na nagrodę Nobla -na przykład za: porywanie samolotów, wysadzanie cywilów w restauracjach, zabijanie dzieci w autobusach szkolnych, samobójstw Jihadistów, odcinania głów, ataków na ambasady, i innych czynów barbarzyństwa.". Oczywiście nie wszystkie komentarze brzmią tak, jak te zacytowane, podobnie, jak nie wszyscy muzułmanie zajmują się podkładaniem bomb, nie wszyscy katolicy to wierni wyznawcy Radia Maryja, nie wszyscy wyborcy Układu PiS-LPR-Samoobrona mają taką obsesję na punkcie gejów jak Wierzejski i MW, etc. etc. Ale czy naprawdę pogarda, jaką czują polscy katolicy wobec muzułmanów tak bardzo się różni od pogardy, jaką czują wychowankowie Abu Hamzy wobec niewiernych? Czy gdyby "islam" zamienić w powyższych komentarzach na "chrześcijaństwo" czy też "katolicyzm" nie bylibyście, drodzy czytelnicy, wstrząśnięci tak niezwykłą dawką nienawiści? I czy czytając powyższe słowa wcale, ale to wcale nie macie wrażenia, że pod wodzą panów Rydzyka, Giertycha, Wierzejskiego, czy Kaczyńskich Polska wstępuje na drogę, na której końcu umieszcza się w samolotach bomby w imię Bożej Miłości?

poniedziałek, sierpnia 14, 2006

Nie wszystko można zdzierżyć

Uczestnik Waffen-SS nie może być honorowym obywatelem żadnego polskiego miasta, szczególnie Gdańska - mówi Jacek Kurski. Kurski zapowiedział, że jeśli Grass nie zrzeknie się honorowego obywatelstwa, to lokalni radni PiS rozpoczną pracę nad uchwałą wzywającą Grassa do takiego kroku.

Warto tu może przypomnieć, że niejaki Farfał, który raptem *6* a nie *60* lat temu wcale nieprzymuszany pisał teksty o treści antysemickiej, potem zaś dokonała się w nim odnowa moralna i wstąpił do znanej, krzewiącej tolerancję organizacji Młodzież Wszechpolska, MOŻE bez problemu być prezesem TVP, ponieważ w jego przypadku chodzi o “błędy młodości”. Fakt, że niejaki Benedykt XVI (może słyszeliście -- głowa Kościoła katolickiego) był członkiem Hitlerjugend również panu Kurskiemu snu z powiek nie spędza. ALE -- oni są "nasi". "Chwała nam i naszym kolegom, ch... precz"

Nie znam wystarczająco obelżywych słów, aby streścić moją opinię o panu Kurskim. Na usta pchają się wyłącznie słowa niezamieszczane w słownikach. I kiedy pan Kurski śmie osądzać Guntera Grassa -- kiedy oszust, silny Rewolucją Moralną, wyrokuje tonem lekceważąco-pobłażliwym o postępkach noblisty -- po raz kolejny dowiadujemy się, czemu Szekspira (i Grassa) zapamiętają kolejne pokolenia, a o Kurskim zapomni się zaraz po jego zakończonej wyrokiem lustracji w V RP:

w śmierć jak w sen odejść pragnę
znużony tym wszystkim
tym, jak rzadko zasługę nagradza zapłata
jak miernota się stroi i raduje zyskiem
jak czystą ufność krzywdzi wiarołomstwo świata
jak hańba blask honoru rychło brudem maże
jak żądza na złą droge dziewiczość sprowadza
jak zacność bezskutecznie odpiera potwarze
jak moc pospólną trwoni nieudolna władza
jak sztuce zamykają usta jej wrogowie
jak naukę w pakt biorą ignorantów stada
jak prostą prawdomówność głupotą się zowie
jak dobro złu na sługę najwyżej się nada

znużony odejść pragnę lecz chęć w sobie dławię -
jeśli umrę sam na sam, że światem Cię zostawię


(podziękowania dla Karoliny)

Patrz też: fraglesi, joe255.

Nagadano mi...

...żem leniwy i nie piszę nic ostatnio. Prawda, nie piszę. Ale o czym mam pisać?

Świadectwa dojrzałości dostaną także uczniowie, którzy nie zdali testu z języka obcego, a na dodatek oblali, bo ściągali. Stanie się tak, jeśli w życie wejdą zmiany dotyczące systemu oceniania zaproponowane przez Romana Giertycha...

Krótko po wyborach parlamentarnych - 18 października ubiegłego roku -
Samoobrona przelała 25 tys. zł na konto fundacji Lux Veritas ojca Tadeusza Rydzyka. W dokumentach, które posiada gazeta, napisano, ze to tylko część zapłaty...

Narodowy socjalizm, jedyna droga do celu - niosło się ze statku Serwy, kiedy przemknął pod mostem przy ul. Mostowej w Augustowie. Była sobota, dochodziła godz. 23. Statek powoli podpływał do portu Żeglugi Augustowskiej, z jego pokładu leciało wielokrotnie głośne: "Sieg heil!". 200 młodych mężczyzn, stojąc na pokładzie łodzi, zaczęło podnosić wyprostowane prawe dłonie, w geście hitlerowskiego pozdrowienia...

Pod koniec maja minister edukacji Roman Giertych powiedział, że
obóz propagował homoseksualizm. Uznał, że skandalem jest, iż zorganizowano go z publicznych pieniędzy. - Obóz szerzący dewiacje zorganizowany był po raz ostatni. Dopóki nie będzie zmian w resorcie, taka sytuacja już się nie powtórzy - mówi Kaja Małecka, rzeczniczka MEN-u...

"Od września TVP rezygnuje z rozmów Moniki Olejnik" - napisał na stronie internetowej miesięcznik "Press". W rozsyłanej domom mediowym jesiennej ramówce, czyli rozpisce stałych programów z godzinami emisji, nie ma programu "Prosto w oczy".

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" poinformowała, że w ramach zwiększania dawki programów artystyczno-kulturanych w Telewizji Polskiej pojawi się program Rafała Ziemkiewicza "Ring" nadawany o godz. 22:00 w piątki [...] Rafał Ziemkiewicz będzie chciał dociec na przykład, dlaczego jedni twórcy są pomijani, a inni stawiani na piedestale. [...] Niestety w ostatnich dniach powrócił pomysł likwidacji poniedziałkowej Sceny Jedynki i pokazywania przedstawień teatralnych wyłącznie w Programie 2. Oznaczać to będzie dalszą marginalizację widowisk w ofercie publicznego nadawcy...

No i co. Jest o czym pisać? Sami widzicie, że nie ma.

wtorek, sierpnia 08, 2006

Głos rozsądku w twoim domu

U Tomka Łysakowskiego wyczytane:

"Małgorzata Werner: Prawie w całym kraju pada. Czy to skutek mszy w intencji deszczu, którą pod koniec lipca zamówili posłowie PiS?
Przemysław Gosiewski: Drobny deszcz spadł już następnego dnia po naszej mszy w lipcu. (…)
MW: Ale w niektórych miejscach kraju padają już nie deszcze, lecz ulewy. (…) Gdyby zaczęły się powodzie, czy PiS zamówi mszę w intencji ustania opadów?
PG: W sprawach dotyczących natury najlepsza, bo najskuteczniejsza jest zawsze prośba skierowana do Boga. Doskonałym dowodem jest właśnie wspomniana msza w intencji deszczu.
MW: Czy to znaczy, że PiS częściej będzie sięgało do tej metody?
PG: Odwoływanie się do Boga zawsze jest skuteczne. Dla katolika, a kierownictwo PiS składa się z katolików, na pewno odwoływanie się do Boga przynosi najlepsze skutki.
MW: Czy to sposób na wszystkie trudności?
PG: My nie chcemy nadużywać Boskiej cierpliwości. (…)"

W zasadzie możnaby zlikwidować policję, wojsko, rząd i Sejm, skoro Panem Bogiem można sterować przy pomocy zamawiania odpowiednich mszy w kaplicy sejmowej. Troszkę co prawda sterowanie nieprecyzyjne, bo aktualnie mamy powodzie, a po modłach o ustanie mrozów -- najgorętsze lato od, o ile pomnę, 1778.

Układ nie zaprzestaje również prób walki z homoseksualistami w imię Miłości i Dobra -- oto, co stworzył dumny parlamentarzysta PiS:

"Lesby, geje, zoofiliści, kto pojutrze? To syfilizacja" - taki transparent zawiesili działacze PiS na swoim biurze w Kościerzynie. - Forma za ostra, ale kto sieje wiatr, zbiera burzę. To odpowiedź na gejowskie parady - twierdzi Tadeusz Cymański, pomorski szef PiS. Transparent zastąpił na elewacji biura Prawa i Sprawiedliwości zwykłe partyjne reklamy. Atak na homoseksualistów politycy z Kościerzyny wzmacniają odwołaniem do Jana Pawła II: "Dziś lesby-geje, jutro zoofiliści, kto pojutrze? Czy tak ma wyglądać wolność i demokracja? To jest SYFILIZACJA!!! Najznamienitszy z rodu Polaków przygląda się z Domu Pana. Dokąd zmierzasz Narodzie Polski". [...] Cymański: - Zgadzam się z kolegami z Kościerzyny, że należy zatrzymać ekspansję homoseksualizmu. Nie podoba mi się natomiast mocny język, bo słowo "syfilizacja" jest chyba trochę przesadzone. Warto jednak dodać, że ten kto sieje wiatr, zbiera później burzę. Gdyby nie duża aktywność środowisk gejowskich, to nie byłoby takich transparentów."

Nie mogę się oprzeć skojarzeniu z biskupem Pieronkiem, który stwierdził, że uczestnicy Marszu Tolerancji, obrzuceni kamieniami przez faszystów w Krakowie sami są sobie winni, bo prowokowali. Podobnie Żydzi, którzy zamiast się zagazować sami, ściągnęli sobie na głowę Hitlera -- gdyby się tak nie afiszowali swoją religią i zamiłowaniem do bankowości, to by Adolf nie musiał się kłopotać, jak położyć kres ekspansji syjonizmu.

Jednak znalazł się jakiś "głos rozsądku":

"Jeszcze nie przycichła debata o pomyśle promowania Polski w świecie poprzez przywrócenie kary śmierci, a już najbardziej arcykatolicka partia zapowiedziała wykorzystanie kościelnych, sierpniowych uroczystości w Częstochowie na "konsultacje" z biskupami, aby przekonać niewiernych (bo na to wychodzi) hierarchów, żeby poparli zaostrzenie tzw. prawa aborcyjnego w Polsce. [...] Jak doniosła "GW", na Podbeskidziu pewien student historii na łamach lokalnego, partyjnego pisemka wyzwał od "zwierząt" i "wysłanników diabła" homoseksualistów. Cały tekst stylizowany jest na traktat teologiczny, co młodemu aktywiście politycznemu nie wystawia najlepszej oceny z religii właśnie. Przecież gdyby zamiast na polityczne akcje i choćby przedwyborcze plakatowanie więcej czasu znalazł na przeczytanie tego, co o homoseksualizmie mają do powiedzenia papieże czy biskupi, spłonąłby pewnie ze wstydu i zapadł się pod ziemię."

Autor głosu zastrzega się: "Piszę to w pełni świadomy, że koledzy autora tekstu zaliczą mnie pewnie do grona "intelektualistów, liberałów, uczestników parad równości", a może - o zgrozo - nawet do jakiegoś układu, który "wykorzystując pojedyncze napaści i słowne wyzwiska, umiejętnie zjednują sobie ludzkie współczucie, stylizując się na ofiary represji i 'nietolerancji'". Trudno." Ciekawe jest to, że autorem jest ksiądz Kazimierz Sowa, autor felietonów na interia.pl, osoba raczej konserwatywna, jeden z członków chóru potępiającego fałszywą i kłamliwą rezolucję Parlamentu Europejskiego oraz znaną jawnogrzesznicę Joannę Senyszyn. Czy to, że konserwatywny ksiądz stanowi w Polsce głos centrowy w dyskusji między "prawicą" (Układ LPR-Samoobrona-PiS) i "lewicą" (centroprawicowe SLD) nie pozwala Szanownym Czytelnikom odnieść wrażenia, że budowa IV RP -- konserwatywno-socjalistycznego totalitaryzmu ukrywającego faktyczną dyktaturę pod gładkimi hasełkami ukradzionymi katolikom -- postępuje coraz sprawniej?

poniedziałek, sierpnia 07, 2006

Biedny, biedny pan

Homoseksualiści to zwierzęta i wysłannicy diabła - twierdzi Paweł Zyzak z bielskiego PiS na łamach partyjnej gazety. Tadeusz Cymański zapowiada, że zdyscyplinuje bielskich działaczy.

Zyzak, student historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikował w gazecie "W prawo zwrot!" artykuł "Diabeł jest zoofilem". Tekst jest pseudoteologicznym wywodem na temat tego, że homoseksualiści są wysłannikami diabła.

- Diabeł nie mógł wykończyć Kościoła za pomocą ludzi, chce to zrobić za pomocą "zwierząt" - pisze Zyzak. Obraża intelektualistów, liberałów, uczestników parad równości. - Pedały, wykorzystując pojedyncze napaści i słowne wyzwiska, umiejętnie zjednują sobie ludzkie współczucie, stylizując się na ofiary represji i "nietolerancji". Do walki przyłączają się zafascynowani ruchem lub okazujący się być zdeklarowanymi pedałami intelektualiści - pisze student UJ.

Ho, ho. Z jednej strony, czuję się wyróżniony. Jestem wysłannikiem diabła! To pewnie znaczy, że mam jakieś moce magiczne. Może na przykład mogę razić ogniem, albo latać? To by było fajne i zaoszczędziło mi wydatków na bilety autobusowe. Poza tym, zawsze chciałem mieć rogi i ogon. To by mnie na pewno odróżniło od większości ludzi. Może oczy, płonące nieludzkim żarem? Wow!

Poważniej, jednak -- szalenie smutne jest, kiedy ktoś tak bardzo stara się wyprzeć swoje skłonności homoseksualne. Inaczej tego nie mogę zdiagnozować -- wysłannicy diabła muszą pana Zyzaka kusić co dnia i co nocy, biedak spać nie może, bo co oczy zamknie, jawi mu się sodomia i gomoria w wykonaniu "zwierząt". Stara się sobie i innym tłumaczyć, że homoseksualiści to w ogóle nie ludzie, tylko zwierzęta, on wcale taki nie jest, patrzcie, jak się odcina i jak nienawidzi! A jednak wysłannicy diabła kuszą...

Panie Pawle -- proponuję pogadać o tym z Wojciechem Wierzejskim. On też zmaga się z Wysłannikami Piekieł od lat. A jeśli niczego nie wymyśli, zawsze zostaje wam zgłosić się do grupy Odwaga na terapię przytulaniem.

piątek, sierpnia 04, 2006

Is there something wrong with this picture?






http://www.joemonster.org/article.php?sid=6254

środa, sierpnia 02, 2006

Czarny Polak w meczecie

"Za 100 lat statystyczny Polak może być czarnoskórym muzułmaninem, a nad ranem będzie wzywał innych Polaków na modły do meczetu" - to zdanie pochodzi z najnowszego "Gońca Lubelskiego". To pismo związane z lubelską LPR. Liga ostrzega w nim przed zalewem naszego kraju przez imigrantów. "Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której w Polsce jakiś reżyser, który opisze problemy islamu, zostanie brutalnie zaszlachtowany nożem (...). Jeżeli nie chcemy, by problem Francji spotkał Polskę, musimy ograniczyć imigrację do naszego kraju do minimum" - stwierdza na łamach artykułu "Imigranci - dziś i jutro" wszechpolak z Chełma Adrian Wieczorek. [...] "Do Polski powinni być wpuszczani ludzie bliscy naszej kulturze, narody o korzeniach słowiańskich (...) Europa wyhodowała żmije, dla których bezsensowne wartości świętej wojny są ważniejsze niż cywilizacja kontynentu, który dał im nowy dom" - czytamy w publikacji, która kończy się kategorycznym stwierdzeniem: "Równość jest narzędziem zniszczenia doskonałości"."

Doskonałość, jak mniemam, wyraża się w osobie pana Wieczorka.

Uroczy jest wstęp do artykułu. Metodą zbliżoną do tej stosowanej przed referendum unijnym (LPR wywieszała wtedy plakaty, na których polskiej rodzinie przeciwstawiano "rodzinę europejską" -- dwóch złowrogo wyglądających mężczyzn, trzymających za ramię małego chłopca) straszy się czytelników przez odwołanie do najbardziej obrzydliwych stereotypów rasowych i najniższych instynktów: otóż czarnoskóry muzułmanin, czyli odwrotność doskonałości jaką jest pan Wieczorek, brutalnie szlachtuje reżyserów, podpala samochody i oddaje się z upodobaniem świętej wojnie. Dodatkowo jest źródłem kosztów: "(...) kursy językowe, zasiłki, mieszkania socjalne, praca, opieka zdrowotna, ale też np. koszty zwiększonej przestępczości. Uchodźcy dostają zasiłek, średnio 1000 zł miesięcznie" pisze doskonałość. Oczywiście czarnoskórzy muzułmanie we Francji, którą przywołuje jako przykład autor, nie płacą podatków, nie pracują, nie studiują, nie są lekarzami, prawnikami, sprzedawcami lub kucharzami. Nie mają czasu, tak są zajęci szlachtowaniem reżyserów.

Dalej autor pisze, iż do Polski "powinni być wpuszczani ludzie bliscy naszej kulturze, narody o korzeniach słowiańskich". Czemu akurat ci, autor nie precyzuje. Czy aby na pewno Polakom bliżej do kultury ukraińskiej, niż niemieckiej lub angielskiej? Na czym polega szkoda wynikła z mieszania kultur? Przykładem, który autor przywołuje celem zakazania wstępu imigrantom są Czeczeni: "Według Wieczorka większość z nich "przepadła w szarej strefie", a ok. 40 odsiaduje wyroki w polskich więzieniach. Jego zdaniem to niezbity dowód na to, że imigranci mają niekorzystny wpływ na społeczeństwo polskie." Obawiam się, iż po pierwsze teza, że Czeczeni i Słowianie to grupy rozłączne jest nie do obrony, a po drugie -- jeśli policzyć ilość byłych posłów, radnych i innych urzędników państwowych, którzy odsiadują wyroki można zażądać wydalenia z Polski wszystkich polityków i urzędników, ponieważ mają niekorzystny wpływ na resztę społeczeństwa.

Imigranci z krajów muzułmańskich rzeczywiście stanowią problem, z jakim zmagają się np. Holendrzy i Francuzi. Tyle, że nie wszyscy imigranci. Podobnie, jak nie wszyscy posłowie LPR są przestępcami, a nie wszyscy księża -- pedofilami. Problemem są imigranci, którzy odmawiają przyjęcia do wiadomości, że w kraju, w którym się znajdują jest więcej niż jedna kultura, a wszystkim należy się równy szacunek; imigranci, którzy zamykają się na własne życzenie w gettach, odmawiają nauki języka, nie chcą mieszać się ze społeczeństwem, którego częścią w zamierzeniu mieli być, a dodatkowo -- kiedy poczują siłę -- zaczynają żądać, aby to społeczeństwo dopasowywało się do nich. W Holandii wprowadzono w tej chwili tzw. test naturalizacyjny, składający się z testu językowego oraz czegoś w rodzaju "egzaminu moralności" -- jeśli brzydzisz się homoseksualistami, a na widok kobiety bez biustonosza ogarnia cię furia, nie pchaj się w miejsce, gdzie jedno i drugie jest normalne. Jak zadziała test i czy pomoże -- zobaczymy pewnie za jakiś czas. Na razie jednak odnoszę wrażenie, że głównym problemem Polski związanym z imigracją jest pan Wieczorek i myślący podobnie do niego; imigranci, którzy podpalają samochody to nie ci, którzy uczą się języka, tworzą społeczeństwo multikulturowe i starają się tolerować zjawiska, których nie rozumieją i które są im obce. To ci, którzy żądają monokultury i wyłączności na szacunek, ponieważ uważają się za lepszych, niż cała reszta; za doskonałości.

wtorek, sierpnia 01, 2006

Czy aby na pewno nie jestem wielbłądem?

Dzisiejszą notkę dedykuję tym gejom i lesbijkom, którzy się upierają, że ustawa o związkach rejestrowanych jest niepotrzebna, a małżeństwo to tradycyjny związek mężczyzny i kobiety.

Holenderski urząd ds. imigracji i naturalizacji (IND) poprosił, abyśmy -- ja i Szacowny Małżonek -- udowodnili, że jesteśmy parą. To, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe. Nie mamy wspólnego konta bankowego, adresy zameldowania mamy różne, a na umowie o wynajem mieszkania widnieje tylko moje nazwisko. Wiedząc, iż w Polsce nie ma żadnego przepisu prawnego, jaki regulowałby kwestię związków osób homoseksualnych, IND uznał, że wystarczy, jeśli udowodnimy, że żaden z nas nie jest żonaty. Nic trudnego, prawda? Nieprawda.

Otóż USC nie wystawia dokumentów potwierdzających stan cywilny. USC wystawia wyłącznie odpisy aktów małżeństwa. Jeśli ktoś nie zawarł związku małżeńskiego, USC nie wystawia nic. Po prostu potwierdzeniem stanu kawalerskiego jest nieposiadanie dokumentu stwierdzającego istnienie małżeństwa. Jedynym dokumentem, jaki USC jest gotowe wystawić dla zagranicy jest potwierdzenie zdolności zawarcia małżeństwa, ważne trzy miesiące i dostępne wyłącznie dla pary heteroseksualnej (tak więc heteroseksualista-kawaler również nie może udowodnić, że jest kawalerem, jeśli nie znajdzie chętnej koleżanki). Na pytanie, czy para homoseksualna również może uzyskać taki dokument urzędniczka odpowiedziała, jak sądzę zgodnie z prawdą, że nie, ponieważ według polskiego prawa para homoseksualna nie jest zdolna do zawarcia małżeństwa. Zaś jeśli wybierałbym się wziąć ślub z kobietą płci odmiennej, musiałbym przedstawić skrócony akt urodzenia oraz ustnie zeznać przed urzędnikiem, iż nie jestem żonaty.

Jak napisała do mnie bardzo miła pani z działu kadr holenderskiej firmy, inne kraje (wymieniła Ukrainę, Rumunię i Węgry) nie mają problemu z wystawieniem dokumentu, poświadczającego stan cywilny. Polskie USC jest tego faktu świadome, słyszało, że w innych krajach coś takiego mają, ale polskiemu urzędowi to jakoś specjalnie nie przeszkadza i nie przewiduje wprowadzania takiego dokumentu, dopóki Unia się o niego nie upomni.

Aktualnie czekamy na odpowiedź IND, zapytanego, co zrobić z krajem trzeciego świata, który uważa, że małżeństwo kobiety i mężczyzny to tak niezwykła wartość, że osoby niebędące (w domyśle: jeszcze) w związku małżeńskim nie są w stanie uzyskać żadnego dokumentu potwierdzającego tak niezwykły stan rzeczy.

DODATEK

Jak się okazuje, takie zaświadczenie istnieje, a USC ma obowiązek jego wydania. Natomiast, jak się okazuje, USC nie lubią wydawać zaświadczeń, jako, że część osób homoseksualnych używa ich celem zawarcia związków w krajach, w których jest to możliwe. Jest to problem znany Kampanii Przeciw Homofobii. Uzbrojony w podstawę prawną, wydruki wniosków o zaświadczenia oraz tym podobne dokumenty, jutro ruszam na podbój USC. A jeśli spotkam się z odmową, być może usłyszycie niedługo o kolejnym procesie wytoczonym państwu polskiemu przez obywatela.

DODATEK 2

Jak się okazuje, można zamienić niemożliwe w możliwe, a to, czego nie dało się zrobić wczoraj, dziś jest już wykonalne -- za tydzień mamy się z Małżonkiem pojawić celem odbioru aktów urodzenia z wpisanym stanem cywilnym. I tylko szkoda, że nie wszyscy, którym takie akty będą w życiu potrzebne mają internet i potrafią znaleźć w google dokumenty, które pozwolą skłonić urząd do wydania dokumentu, którego urząd wydać nie chce.