sobota, grudnia 16, 2006

Nie mój prezydent

"Kiedy w piątek dziennikarze pytali prezydenta, dlaczego nazwał dziennikarkę "małpą w czerwonym", próbował zignorować pytanie. W końcu odparł, że nie będzie komentował podsłuchów. Dziennikarze nie ustępowali: to nie był żaden podsłuch, tylko wypowiedź przy włączonych mikrofonach, o czym prezydent i jego doradcy wiedzieli. Wówczas prezydent zmienił linię obrony, mówiąc, że była to "prywatna wymiana zdań".

Czy Lech Kaczyński tak właśnie prywatnie nazywa dziennikarzy? - Prywatnie nazywam ich różnie, podobnie jak i innych ludzi - bronił się prezydent. - Zresztą w tym wypadku nie chodziło o urodę."

Co mi się nie podoba w tej wypowiedzi?
1. Oczywista -- nazwanie dziennikarki małpą trudno uznać za eleganckie. Ale akurat to najmniej razi, bo rzeczywiście prywatnie pozwalamy sobie na więcej, niż publicznie; chociażby ja sam inaczej mówię o Lechu I Wielkim w zaciszu domowym, niż piszę na blogu.
2. Wpadka nastąpiła, mikrofon był włączony, prezydent nazwał dziennikarkę małpą. Trudno. Niestety to dopiero tutaj zaczynają się schody.

"Gdy George Bush nazwał przy otwartym mikrofonie dziennikarza New York Timesa "palantem", później do niego zadzwonił i go przeprosił. O ich rozmowie telefonicznej media dowiedziały się od ludzi Busha 10 minut później i było po sprawie.

To się nazywa damage control. Nasz prezydent tymczasem postanowił iść w zaparte. Nie rozumiem, jak to się ma do szacunku do kobiet, o którym media wspominają za każdym razem, gdy piszą o prezydencie. Nie rozumiem też, jak to się ma do nowego, bardziej moralnego wizerunku prezydentury, który kreuje pan prezydent Kaczyński.

Nie rozumiem, co robią ludzie w Kancelarii Prezydenta. Przecież ktoś powinien godzinę po nieszczęsnej konferencji dać prezydentowi bukiet kwiatów, który pan prezydent powinien był wręczyć dziennikarce na oczach innych dziennikarzy. Jeszcze dał by jej ekskluzywny 10-minutowy wywiad i nie tylko byłoby po sprawie, ale jeszcze prezydent pokazałby innym politykom, że przyznanie się do błędu jest czymś dobrym i wartym aplauzu."

Wypowiedź Bartosza Węglarczyka kopiuję, ponieważ mam dokładnie takie samo zdanie. Pan Węglarczyk jest dziennikarzem łże-organu i nie wypada mu powiedzieć tego, co powiem ja: tak zachowałby się człowiek z odrobiną klasy. Nawet najwybitniejszym zdarza się palnąć głupotę, przejęzyczyć czy po prostu w chwili irytacji rzucić jakąś małpą. Oznaką człowieka na pewnym poziomie jest umiejętność przepraszania. I na odwrót: brak umiejętności przepraszania jest typowy dla ludzi pozbawionych klasy. I to właśnie to wytykają panu prezydentowi łże-bloggerzy i media z układu.

Ciekawsze jednak, niż brak klasy pana prezydenta, jest dla mnie zachowanie Radka Sikorskiego, którego jak do tej pory poważałem. Pan Sikorski stwierdza, iż "przypomina sobie panią redaktor Rosińską jako bardzo sympatyczną małpkę" i zwala winę na dziennikarkę, jako, że "nasi dziennikarze mają metodę "polowania na zwierzę' - tak agresywnego odpytywania polityków, że stracą panowanie nad sobą i powiedzą coś, co będzie można wyrwać z kontekstu". Czyli: sama sobie zasłużyła, było nie odpytywać agresywnie, nie prowokować. Przykład należy brać z Radia Maryja, gdzie nikt nie odpytuje agresywnie, nie przerywa i nie prowokuje.

Kojarzy mi się to, szczerze mówiąc, z naszymi ulubionymi aferzystami z Samoobrony. Wśród rozważań o moralności Anety K. umknęło zupełnie to, że oskarżonym był niejaki Łyżwiński. I w obu tych przypadkach pojawili się domorośli maczo (niektórzy z nich płci żeńskiej, np. pani Łyżwińska) którzy uroczo zarumienieni i rozochoceni tłumaczyli, że to wina kobiety, bo prowokowała.

Panu prezydentowi mam do powiedzenia tyle: jeśli byle dziennikarka może pana sprowokować, to znaczy, że dziennikarka pracuje dobrze, a pan źle. Sam uważam, że media zachowują się często w sposób chamski i nieelegancki, ale takie są media, jakie społeczeństwo -- gdyby nie było zapotrzebowania na pewien sposób przedstawiania rzeczywistości, nie byłoby i agresywnych dziennikarzy. Ale to nie dziennikarka nazwała prezydenta małpą. To nie ona odmówiła przeprosin. To nie ona przedstawia się jako "żoliborski inteligent". I to nie jej współpracownik mówi, że prezydent sobie na to zasłużył i określa go mianem "bardzo sympatycznej małpki". (Ciekawe swoją drogą, czy gdyby dziennikarka nazwała prezydenta "małpą", zostałaby oskarżona z tego paragrafu, co Hubert H.?)

Najsmutniejsze jest to, że Sikorski prawdopodobnie ma rację: brak obycia pana prezydenta raczej mu w oczach opinii publicznej pomoże, niż zaszkodzi. Nie lubimy w Polsce sztywniaków, inteligencików, poprawności politycznej. Lubimy swojego chłopa, co babę po dupie poklepie, beknie po piweczku z golonką i rzuci mięsem od czasu do czasu. A pan prezydent i tak delikatnie się wyraził. Mógł wszakże powiedzieć "k...a". Najwyraźniej rewolucja moralna na tyle już w Polsce okrzepła, że określenie kobiety mianem małpy i odmowa przeprosin oznacza, że jesteśmy żoliborskim inteligentem, nieco staroświeckim, wychowanym w domu, w którym szacunek dla kobiet i sawułar wiwr to zasady podstawowe. A ja? Ja się najwyraźniej wychowałem w zakonie. Gejowskim, rzecz jasna. I było to w III RP.

PS. Do komentatorów: bardzo Was proszę, darujcie sobie goleń Kwaśniewskiego. Wiem, że Kaczyński popełnia mniejsze i większe gafy co trzy dni, a Kwaśniewskiemu zdarzyły się w sumie w ciągu 10 lat dwie poważne wpadki: z magistrem i z golenią. Wiem, że jakoś się musicie bronić. Ale naprawdę wysilcie umysł i wymyślcie coś innego...

10 Comments:

  • Mnie akurat goleń czy mgr. Kwaśniewskiego nie interesuje i nie uwazam aby te wpadki przbijaly chamstwo i prostactwo Kaczynskiego Lecha, prezydenta jakby nie bylo kraju europejskiego. Jego wypowiedz i zachowanie godne jest jego elektoratu, nop bo kto na niego glosowal? Chamy, prostaki, moherowe berety, ludzie ciemni i "glupi". Z niego jest taki inteligent jak z koziej d---y trąba, wychowany prze ojca kolaboranta wspolpracujacego i tworzacego "uniwersytet" dla kacyków teraz to swoje yntelygencke wychowanie wlasnie pokazuje.
    A "małpa w czerwonym" ni jak nie mpgla go zdenerwowac bo tego dnia nie zadala mu ani jednego pytania, wiec anomozja do pani Ingi wywodzi sie z anomozji do wykształciuchow z TVN. O Radku Sikorskim szkoda nawet pisac. Sprzedal sie chlopina a nwet zrzekl sie obywatelstwa angielskiego bo Jarosawowi to nie pasowalo ze niby patriota z podwojnym obywatelstwem to dl aPiSu afront wielki.

    By Blogger atkabe, at 5:29 PM  

  • I zaraz się okaże, że nie można powiedzieć "pan presydent". Przecież Pan to szympans.

    By Anonymous migg, at 7:48 PM  

  • "Oznaką człowieka na pewnym poziomie jest umiejętność przepraszania."

    Węglarczyk napisał, że przeproszenie byłoby dla prezia korzystne. W tym wypadku, gdyby prezio przeprosił, byłoby to oznaką pewnej z jego strony mądrości. Albo przynajmniej kogoś z jego otoczenia. A to nie byłaby prawda.

    By Anonymous Ajfel, at 1:16 AM  

  • im mniejsze królestwo, tym żałośniejszy król...

    By Anonymous MG, at 6:32 PM  

  • Eh, Sikorski, milutki kundelek :-(
    Zaskoczył mię bardziej niż kaczyńska małpa przy włączonych mikrofonach.

    By Anonymous send_me, at 8:19 PM  

  • A wpadeczka językowa? Holendersko- holenderska?
    Kocham tego gościa, jak straci praceęw Belwederze, niech śmiało uderza do kabaretu.

    By Anonymous Meg, at 9:29 PM  

  • Pan Prezydent, otoczony w domu i w pracy pięknymi kobietami, przyzwyczaił się do odzwierzęcych zdrobnień/zgrubień, więc małpa w prezydenckich ustach może być rzeczywiście komplementem. Może o tyle niebezpiecznym, że powodującym poszukiwania wzorców w tym najbliższym otoczeniu!

    By Blogger jotesz, at 2:51 PM  

  • mam, mam a Milerowa miała brzydką i sprośną sukienkę na przyjazd cesarzostwa Japonii

    wysiliłam się ;)

    By Anonymous socjopatyczna_malkontentka, at 3:34 PM  

  • Zastanawiam się (na marginesie, bo gdzie indziej szkoda miejsca), co na temat wypowiedzi ministra S. sądzi znana skądinąd dziennikarka amerykańska, p. Anne Applebaum... jak czułaby się, nazwana w kontekście swojej zawodowej działalności "sympatyczną małpką"... i jak na taką hipotetyczną "recenzję" jej pracy reagowałby jej małżonek (którym jest... magic, magic... Mr. Sikorski...)?

    By Anonymous cosima, at 2:49 AM  

  • :-) no coż, wyobraź sobie- NIE ZAMIERZAM z Tobą polemizować. Głupio się składa, ale mam takie samo zdanie i czuję się zażenowana. Również tym, ze minister oraz kobieta 2 w 1 jadąc do Niemiec nie przygotuje się merytorycznie, żeby nie mylić ze sobą traktatów...
    Taka gmina

    By Anonymous joe255, at 8:58 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home