wtorek, stycznia 30, 2007

Zmartwieni obywatele spieszą z pomocą posłance

Łobywatele i łobywatelki! Towazyse i towazyski! Zwracam się do Was z uprzejmą prośbą o napisanie maila do pani Anny Sobeckiej. Rodzina tej nieszczęśliwej osoby przeżywa głęboki upadek moralny w związku z faktem, że pani Sobecka wychowując dzieci pracowała; pracuje nadal, mimo, że mąż (tudzież dzieci) ciągle żyje i powinien utrzymywać panią Annę. W związku z tym proszę Was o wysłanie kilku słów tej dobrej kobiecie pod ten oto adres. Wystarczy kliknąć i dać upust pozytywnym uczuciom wobec pani Anny, jakie dusicie w sobie. Ja jeszcze nie napisałem, ale od czego wieczór? Moje współczucie wobec biednej pani Anny, która musi zabijać w sobie kobiecość, zmuszając się do harówki ponad siły na rzecz naszej Ojczyzny jest niezmierzone. Ratujcie panią Annę! Wezwijcie ją do złożenia mandatu a jej męża, żołnierza w stanie spoczynku do natychmiastowego powrotu do pracy, aby rodzina pani Anny ("Jeśli chcemy, aby rodzina była zdrowa moralnie, nie widzę możliwości, aby matka pracowała") mogła znów być zdrowa moralnie!

PS. Być może należałoby również doprowadzić do zwolnienia z pracy córki pani Sobeckiej ("córka - pracownik administracyjny UMK"), ale tę akcję musiałby koordynować ktoś inny, bo ja osobiście nie mam nic przeciwko dzieciom pani Anny. Mimo, że pochodzą z rodziny głęboko przeżartej rozkładem moralnym.

Krótka notka o poranku

"Co najmniej czwórka dzieci, pracujący ojciec i matka zajmująca się domem - to idealny model rodziny według posłów PiS. [...] Jeśli chcemy, aby rodzina była zdrowa moralnie, nie widzę możliwości, aby matka pracowała - argumentuje Anna Sobecka, posłanka niezrzeszona."

Może jestem złośliwy, ale główne informacje, jakie zapamiętałem z artykułu, to:
1. Braciom Kaczyńskim potrzeba jeszcze w sumie siedmiorga dzieci.
2. Rodzina pani Sobeckiej jest przeżarta zgnilizną moralną.

Miłego dnia państwu życzę...

niedziela, stycznia 28, 2007

Ta gra dwie ma instrukcje

"Ministerstwo Edukacji Narodowej podliczyło wyniki ankiet o liczbie ciężarnych uczennic. -Musimy przygotować świadomość młodej dziewczyny. Powinna być przygotowana do cnoty wierności i czystości - komentował wyniki wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski. [...] Musimy przygotować świadomość młodej dziewczyny do tego, żeby poczekała z inicjacją do czasu, kiedy założy rodzinę - tłumaczył. - Powinna być przygotowywana do wszystkich cnót, które są niezbędne dla takiej sytuacji, a więc cnoty wierności i cnoty czystości."

"Zarzuty dla wyrodnej matki 2,5-latka: Spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i znęcanie się nad dzieckiem - to zarzuty dla matki 2,5-letniego chłopca z zachodniopomorskiej wioski pod Wolinem. [...] Okazuje się, że synem nie opiekowała się od dawna. Matka mieszkała sama u swojej matki w dobrych warunkach, natomiast dziecko było pozostawione u wujka w bardzo złych warunkach"

"Gimnazjaliści przyznali, że przez kilka tygodni prześladowali Anię. Klepali ją po pośladkach, łapali za biust i wulgarnie wyzywali: lodziara, kurwa, parociąg. W dniu poprzedzającym samobójstwo Mateusz podbiegł do Ani i "zaczął ją szurać kolanem po pośladkach", a Łukasz chwycił ją za kark i pociągnął głowę w okolice krocza. [...] Rodzice wypuszczonych chłopców zapowiedzieli, że chcą, by dzieci wróciły już w poniedziałek do Gimnazjum nr 2. Jest duża szansa, że tak się stanie. - Chłopcy popełnili błąd i powinni naprawić go w tym miejscu, w którym wszystko się stało, w swojej szkole [...]"

"Liczba kobiet w wieku 15-50 jest określona. Ponieważ liczba maszynek rodzących i urządzeń jest określona, możemy jedynie prosić je, aby każda z osobna postarała się jak najlepiej, choć być może nie jest rzeczą właściwą nazywanie ich maszynkami" - powiedział do lokalnych działaczy partyjnych minister Hakuo Yanagisawa."

Różne to sprawy, lecz łączy je jedno: pogardliwy stosunek do kobiet. Minister Orzechowski podziela poglądy św. Tomasza -- "Kobiety są więc siedliskiem wszelkich wad. To one wciągają mężczyzn w grzech. Skoro brzydzą was rzygowiny i kupa gnoju, jak możecie trzymać w ramionach ten wór nieczystości?!" Ciąże nastolatek nie są winą nastolatków; zapewne są efektem dzieworództwa. Nie śmiem wspomnieć o niepokalanym poczęciu; wszakże minister wspomina o tym, że dziewczętom brakuje moralności i czystości, a chyba nie sugeruje, że tego samego brakowało Maryi. Chłopców nie trzeba niczego uczyć. Dlaczego? Głupie pytanie. Chłopcy to ludzie, kobiety to wory nieczystości. Skoro mowa już o płci męskiej, chłopcy z gdańskiego gimnazjum po prostu pozwolili dać worowi (parociągowi, lodziarze) wciągnąć się w grzech; co prawda był to błąd, ale zostanie on naprawiony w szkole. (Jak? Czy nastąpi sesja wywoływania duchów, lub też Ania zostanie wskrzeszona? A może odbędzie się lekcja Wen-Do, samoobrony dla kobiet, dzięki której inne dziewczęta w klasie będą umiały obronić się przed dowcipnymi kolegami?) Minister, niepolski co prawda, nazwał kobiety maszynkami do rodzenia; warto jednak zauważyć, że w odróżnieniu od ministra polskiego chce je prosić, aby postarały się jak najlepiej, nie zaś przymuszać zmianami prawa pracy i konstytucji. Na koniec wyrodna matka 2,5-latka: niby sprawa jest oczywista, zła kobieta spożywała alkohol, podczas gdy niewinne dziecko odmrażało sobie nóżki. Jednak warto zauważyć, że dzieci na ogół mają dwoje rodziców (o której to zadziwiającej prawidłowości politycy prawicowi pamiętają wyłącznie podczas rozmów o związkach rejestrowanych par homoseksualnych). Wyrodny ojciec dziecka w ogóle się w artykule nie pojawia. Być może nie żyje. Jednak dziecko "było pozostawione u wujka w bardzo złych warunkach". To może wyrodny wujek też powinien za to odpowiedzieć?

Przedmiotowe traktowanie kobiet może przyjmować różną skalę. Czasami ogranicza się do tego, że 2,5-letni chłopczyk ma tylko wyrodną matkę, mimo, że mieszka u wujka. Czasami sięga dalej. Minister Orzechowski wydaje się cierpieć na kompleks Madonny/ladacznicy; kobiety w jego oczach dzielą się na czyste i moralne (Madonna) oraz splamione, nieczyste (ladacznica). Misją ministra jest nauczenie uczennic cnoty wierności oraz cnoty czystości, czyli zamienienie (potencjalnych) ladacznic w Madonny. Chłopcy ministra nie interesują; chłopcy są z natury dobrzy, mądrzy i sprawiedliwi, jednak czasami ladacznice (zwane również worami nieczystości, wyrodnymi matkami, etc.) mogą sprowadzić ich na złą drogę.

Rezultaty nauk ministra potrafię przewidzieć już dzisiaj. Oto uroczy zaiste post niejakiego Edwarda na forum o2.pl: "MAm 32 lata, żona 30. BArdzo sie kochaliśmy, naprawdę wielka miłość. MAMy 2 letnia córeczkę, ale niestety od czasu gdy sie urodziła zaczęły się nasze kłopoty. Właściwie moje... czułem głęboka ambiwalencje w stosunku do nowej sytuacji... zmienił sie sex...żona przestała mnie pociągać... była zmęczona ciągle, zaabsorbowana dzieckiem i te wielkie nabrzmiałe mlekiem balony... powiedziałem jej to. POwiedziałem, że nie jestem szczęśliwy, że przestała być dla mnie kobietą.... TAki głupi jestem, a kocham j.a nad zycie... i pojawiły sie też kópoty w pracy, więc oddalaliśmy się od siebie. Ona sie starała. Prawie kazdego dnia robiła mi loda, z obawy że będe niezadowolony...i bym jej nie zostawił... [...] myślałem, że wszystko jest ok aż się wyprowadziła... dwa lata próbowała i mówi że chyba przestała mnie kochać... [...]"

Nie jestem psychologiem, ale czy trzeba psychologa, żeby zanalizować wyzwania Edwarda? Może trzeba. Bardzo proszę: "Rather than having a too close relationship with his mother as an infant he, in fact, was alienated from her. His search for a wife was based on attributes of his mother and having found her, he plays out his early infantile dynamics hoping for the love he had not received as an infant. [...] the search for his beloved mother continues through their spousal relationship and is the cause of unrealistic expectations on the part of the husband as he continually but unconsciously searches for his mother in his relationship with his wife. [...] Thus, both non-sexual and sexual intimacy of the marriage can trigger unconsciousnes memories of that first intimacy, the mother/infant relationship. In order to avoid triggers of such memories, the husband may begin to avoid sex with his spouse. The early infantile trauma may be particularly reactivated when his wife becomes a mother, since it brings into the forefront the repressed memories of his own mother/infant relationship."

Przykro mi, że Edward i minister Orzechowski prawdopodobnie czuli się odepchnięci przez swoje matki. Ale czy na pewno właściwym rozwiązaniem kompleksów ministra będzie nauczanie uczennic czystości oraz promocja homoseksualizmu wśród uczniów? (Zastanówcie się: chłopcy nadal będą ofiarami burzy hormonów, dziewczęta będą czyste i wierne, więc z kim chłopcy rozładują swoje niewinne namiętności...?) Żartuję oczywiście, ale żart to gorzki. "Zniekształcony jest dźwięk, ale widać, że dziewczyna nie była molestowana. To były takie końskie zaloty, zabawa nastolatków" mówi adwokat jednego z chłopców z gdańskiego gimnazjum. W tej zabawie reguły są różne dla dziewczynek i chłopców. Ania tego nie wiedziała. A może wiedziała aż za dobrze? W końcu mama Ani nie musiała oglądać filmu z komórki, aby wybaczyć chłopcom.

środa, stycznia 17, 2007

Marazm

"Premier Jarosław Kaczyński zaproponował kompromisową zmianę konstytucji dotyczącą zapisu o ochronie życia - podało RMF FM. Według radia, premier chce, by w ustawie zasadniczej zapisać, że "Rzeczpospolita Polska chroni życie dzieci poczętych przez ustawodawstwo i wysiłki władz publicznych"."

"Chrześcijański, czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i on
nie ma alternatywy. Stąd też waga tej decyzji w naszym kraju jest nieporównanie inna, niż w innym kraju - powiedział prezydent "Wiadomościom" TVP."

Sprawa aborcji od lat jest tematem najgorętszych dyskusji. Bardzo niewiele jest osób, które deklarują na przykład "jestem przeciwna aborcji, więc bym jej sobie nie zrobiła, ale to tylko moje zdanie i nie dotyczy innych". Strona pro-life wywiesza plakaty ze zdjęciami ofiar wojny obok płodów, porównuje aborcję do Holocaustu, żąda zrównania kary za aborcję z karą za morderstwo, rozdaje małe plastikowe embrionki i generalnie wykazuje się wielką pomysłowością. Strona pro-choice, przynajmniej w Polsce, niekiedy organizuje manifestacje, czasem pisze artykuły; niestety od momentu, kiedy wprowadzono drakońską ustawę z 1993 (zwaną niekiedy kompromisem -- szkoda, że jest to kompromis między Kościołem, a politykami, w którym to kompromisie kobiety nie były pytane o zdanie) nie udało się zdziałać właściwie nic. Jest to o tyle mało zaskakujące, że postawa pro-choice NIE jest "promocją cywilizacji śmierci", jak chcieliby przeciwnicy aborcji; osoby o poglądach pro-choice domagają się tylko i wyłącznie wyboru. A wybór to kategoria zamazana, w odróżnieniu od zakazu.

W Polsce nie istnieje coś takiego, jak dialog między rządem, a obywatelami. Obywatele mają za zadanie udawać się do urn wyborczych, wrzucać do nich papierki, za pomocą których uda się im "wybrać" reprezentantów, którzy będą następnie prowadzić program zupełnie odmienny od obiecanego. SLD szło do wyborów pod hasłami (między innymi) legalizacji związków par homoseksualnych i zmiany ustawy antyaborcyjnej. Wybory zostały wybrane, po czym SLD zajął się spiesznie realizowaniem programu typowego ugrupowania centroprawicowego oraz generowaniem afer. PiS szedł do wyborów pod hasłami (między innymi) rewolucji moralnej oraz oczyszczenia. Dali się na to nabrać nawet tacy wyjadacze, jak Jacek Żakowski, który w owym okresie odkrył nagle, że zawsze był konserwatystą i na łamach Polityki analizował wady i zalety rewolucji moralnej. PiS wybory wygrał, po czym zawiązał koalicję z Samoobroną i LPR i zajął się realizowaniem... właściwie trudno powiedzieć, czego, bo poza rzucanymi co jakiś czas hasłami o dekomunizacji niewiele się dzieje, oprócz oczywiście TKM na skalę daleko przewyższającą wszystko, co kiedykolwiek udało się SLD i AWS razem wziętym.

Czemu o tym piszę? Lista dyskusyjna gender, na której jestem, jeszcze rok temu po ogłoszeniu wypowiedzi bliźniaków kipiałaby wściekłością i pomysłami. Demonstracja! Plakaty! Hasła! Artykuły! Petycje! Jednak mniej więcej od momentu, kiedy premier (jeszcze wtedy Marcinkiewicz) kompletnie zignorował petycję podpisaną przez kilkaset tysięcy obywateli, domagających się usunięcia Romana Giertycha, z "pozarządowej opozycji" uszło powietrze. Stało się oczywiste, że rząd będzie sobie robił, co mu się spodoba, dodatkowo epatując butą, chamstwem i różnymi innymi chrześcijańskimi cnotami. Nie ma alternatywy. (Interesujące to swoją drogą rozumienie demokracji. Może warto porównać definicję ustroju demokratycznego i totalitarnego i sprawdzić, do którego bliżej ma 33 1/3 RP?) Miejsce dla osób o poglądach innych, niż narodowo-socjalistyczne jest wyłącznie poza granicami kraju. Co gorsza, najwyraźniej miejsce dla osób inteligentnych i kompetentnych również jest wyłącznie poza granicami kraju. (Skoro o Balcerowiczu mowa, polecam wywiad z nowym szefem NBP, panem Skrzypkiem -- jeśli ktoś potrafi wysnuć z wywiadu jakiekolwiek wnioski na temat poglądów pana Skrzypka na cokolwiek, proszę dać znać.) Jednak jedyną w zasadzie reakcją dyskutantów listy gender na wypowiedź premiera było podśmiewanie się z jego wybitnej polszczyzny (jakoś tak jest, że ci, którzy najczęściej wycierają sobie gęby Polską, Polskością, Polakami i Ojczyzną Nierzucimziemiskądnaszród, mają największe problemy z własnym językiem), a passus o braku alternatywy przeszedł zupełnie bez echa.

Azrael w swoim blogu cieszy się, że "Janusz Kochanowski stwierdził, ponieważ duża część jego działań to jego inicjatywa, że prawa konstytucyjne Polaków są zagrożone, jak również obywatele i publicyści zaczynają doceniać jego urząd." Kojarzy mi się to dość natrętnie z dowcipem o Stalinie, który wrzasnął do dziewczynki z kwiatami "spier..." i natychmiast kamera pokazała planszę "a mógł zabić". Podobne pienia zachwytu czytałem ongiś pod adresem pani Kluzik-Rostkowskiej i też wystarczyło to, że jest odrobinę mniej na prawo niż posłanka Sobecka.
Czy naprawdę tym, którzy nie wyjechali z 33 1/3 RP jest wszystko jedno, czy jest alternatywa dla katolicyzmu, czy też nie? Czy dzieci poczęte przez ustawodawstwo to dla wszystkich pozostałych w 33 1/3 RP już tylko zabawna gramatyka? Jak to się stało, że wypowiedź prezydenta o braku alternatywy dla katolicyzmu przeszła bez echa? Wszyscy już przywykliście do tego, że mieszkacie w kraju wyznaniowym?

Przyznam, myślałem długo nad tym, co należałoby zrobić, żeby rozmontować koalicję nazistowsko-gwałcicielsko-kartoflaną i nic nie wymyśliłem, bo brak mi narzędzi. Dlatego właśnie wyjechałem za granicę. Wy, którzy nie wyjechaliście, macie problem. I nie wystarczy wsadzić głowę w piasek i udawać, że polityki nie ma; politycy rozmontowują NBP, PKO, Trybunał Konstytucyjny, politycy ustalają, czy kobiecie wolno usunąć ciążę i dlaczego nie, politycy przerzucają się teczkami, marnując bezproduktywnie niepowtarzalną szansę rozwoju kraju, sterta artykułów o arcybiskupie Wielgusie sięga księżyca, co dnia wyciekają nowe materiały z archiwum IPN. To Wasze szanse marnują politycy, to Wasz czas ucieka bezpowrotnie, to Wy możecie zajść w ciążę i nie mieć możliwości jej usunięcia nawet, jeśli wiadomo będzie, że nie przeżyjecie porodu, to Wy możecie jutro wylecieć z pracy za brak zaświadczenia od proboszcza lub dlatego, że Sejm przegłosuje sobie 150 tygodni urlopu macierzyńskiego i wszystkie kobiety poniżej stanowiska dyrektora znajdą się nagle na bruku, nie zauważywszy nawet, jak i kiedy się to stało.

Mnie, moroux, spotlessa, Coenraada, libreexamen stać na marazm. (Paradoksalnie: tych, którzy emigrują z kraju, stać również na emigrację wewnętrzną.) Was, którzy nie planujecie wyjazdu z 33 1/3 RP -- nie stać. Nie mam dla Was prostej rady w stylu "zagłosujcie na Platformę i będzie git". Być może rację ma atkabe, która w komentarzu do poprzedniej notki pisze "Zmiany nie nadejda ani za 2 lata, ani za 10, do tego trzeba zmiany calego pokolenia . W Hiszpani w latach 80tych bylo tak samo jak u nas teraz, a nawet jeszce gorzej. proces zmian zajal in 25 lat." To też musicie wziąć pod uwagę. Być może przed Wami 25 lat rządów Kaczyńskich, Giertychów, Rokitów i Lepperów (Jarosław już sobie niewinnie zażartował, że planuje rządzić do 2041 roku). Pamiętajcie o tym wybierając kierunek studiów, otwierając gazetę, włączając TVPiS i nabijając się z gramatyki premiera. Nie ma alternatywy? Nie ma. I nie będzie, dopóki jej nie stworzycie.

--------

Powyższą notkę tworzyłem fragmentami przez kilka ostatnich dni. Uprasza się o wybaczenie wrażenia chaotyczności -- jest ono jak najbardziej usprawiedliwione.

Socjopatyczna Malkontentka -- "Myślałam, że jak wyjedziesz to będziesz pisał bardziej optymistycznie. Że z daleka to mniejsi się wszyscy wydają (jeszcze mniejsi)." Niestety, jest inaczej: z daleka dużo lepiej widać, jak bardzo Polska zapędziła się pod ścianę. Sami Polacy nie bardzo chyba już zdają sobie z tego sprawę (czego dowodzi chociażby Azrael). Mieszkasz w kraju, w którym neonaziści bez problemów zyskują zezwolenia na manifestacje, a homoseksualiści nie. W kraju, w którym należy rozważać, czy aby nie usunąć kłamstw o ewolucji z książek od biologii. W kraju, w którym znakiem pluralizmu poglądów w publicznym radio jest to, że oprócz dziesiątki publicystów (od centroprawicowych do ekstremalnie prawicowych) felietony może wygłaszać również satyryk z Gazety Wyborczej. Optymistycznie to ja mogę pisać na drugim blogu. A co mogę Tobie napisać optymistycznego? Być może Kaczyńscy nie postanowią wprowadzić stanu wyjątkowego i zawiesić wyborów do odwołania. Być może opozycja nagle odkryje w sobie jakieś zasady i znajdzie pod kanapą jakiś program. Być może lustracja pożre własne dzieci. Tyle mam optymistycznego do powiedzenia.

A teraz idę pisać notkę na drugim blogu. Będzie optymistyczna.

niedziela, stycznia 14, 2007

Taki kraj, jakie wiadomości... czy odwrotnie?

"Wszystko tu było bezprecedensowe - i posługa arcybiskupia trwająca dwa dni, i odwołanie ingresu w chwili jego rozpoczęcia, i krzyk tłumu podczas mszy... W dwa lata po śmierci Jana Pawła II Kościół w Polsce znalazł się w kryzysie. Wciąż nie jest jasne, jak mogło do niego dojść. [...] Polski Kościół przez lata ostrzegał przed środowiskami liberalnymi i lewicowymi - teraz atak przyszedł ze strony ortodoksyjnie katolickiej, ostentacyjnie prawicowej. Latami mówił o rozliczeniach z minionym systemem - dziś to jego oskarżono o brak rozliczeń. Skupiał się na problemach typu "chrześcijaństwo w konstytucji europejskiej" - teraz walczą z nim ci, którzy chrześcijaństwa w życiu publicznym chcieliby jeszcze więcej. [...] Jan Paweł II sprawę Miłosierdzia Bożego postawił w centrum swego nauczania. Kiedy jednak z minionych lat usiłuję sobie przypomnieć jakiś głos na temat miłosierdzia w życiu publicznym, sztuki wybaczania, gotowości do pojednania - wówczas nie przychodzi mi do głowy nikt z biskupów czy z katolickiego laikatu, lecz tylko Adam Michnik."

"Jeśli Instytut wiedział, że istnieją dokumenty, z których może wynikać, że abp Wielgus współpracował z SB, to bylibyśmy najszczęśliwsi w świecie, gdyby Instytut mógł skontaktować się czy z nuncjaturą apostolską, czy z Episkopatem, i przekazać tę wiedzę. Wiadomo, że Ojciec Święty jest w pełni niezawisły, gdy chodzi o nominacje biskupów, natomiast musi mieć rzetelne informacje. [...] Myślę, że ksiądz Isakowicz-Zaleski nie chce krzywdzić Kościoła, on pewnie kieruje się dobrymi intencjami. Ale nie może być instytucją, która lustruje duchowieństwo polskie. To nie jest jego zadanie. Niechże uruchomią się komisje diecezjalne, to wówczas ksiądz Zaleski nie będzie miał co robić, nie będzie musiał się tym zajmować."

"Jak podkreślają biskupi w liście, tylko krytyczna i rzetelna analiza wszystkich dostępnych źródeł pozwoli nam zbliżyć się do prawdy. "Odczytywane jednostronnie dokumenty, sporządzone przez wrogich Narodowi i Kościołowi funkcjonariuszy aparatu represji komunistycznego państwa, mogą poważnie krzywdzić ludzi, niszczyć więzi społecznego zaufania i w konsekwencji okazać się pogrobowym zwycięstwem nieludzkiego systemu, w jakim przypadło nam żyć" - uważają hierarchowie. [...] Hierarchowie wzywają w nim również rządzących i parlamentarzystów, by zapewnili takie korzystanie z materiałów, znalezionych w archiwach pochodzących z czasów PRL-u, by "nie prowadziło to do naruszania praw osoby ludzkiej i poniżania godności człowieka oraz by istniała możliwość weryfikacji tych materiałów przed niezawisłym sądem". "I nie wolno też zapominać, że materiały te obciążają przede wszystkim ich autorów" - podkreślają biskupi w liście do wiernych."

"Andrzej Lepper opowiedział się po stronie arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Podczas zjazdu z okazji 15-lecia związku zawodowego Samoobrona szef partii deklarował, że będzie bronił kościoła. Wzorem ojca Tadeusza Rydzyka, Lepper zachęcał działaczy Samoobrony do wysyłania listów poparcia do arcybiskupa. [...] Andrzej Lepper jest przekonany, że obecny rząd z udziałem jego partii jest skazany na sukces. W przemówieniu podsumował jego dotychczasową działalność i przypomniał najważniejsze fakty z historii Samoobrony. Zwrócił uwagę, że już 15 lat temu działacze związku alarmowali, iż transformacja gospodarcza idzie w złym kierunku. Teraz, zdaniem Andrzeja Leppera, mamy tego efekty. Wicepremier wskazał między innymi na "złodziejską prywatyzację" czy masową emigrację młodych ludzi poszukujących pracy."

"Samoobrona opowie się za deubekizacją - zadeklarował w niedzielę wiceprzewodniczący tej partii, Krzysztof Filipek w Radiu Zet. Projekt ustawy w tej sprawie zgłosiło PiS. Deubekizacja ma m.in. polegać na odebraniu przywilejów emerytalnych i rentowych funkcjonariuszom PRL-owskich służb bezpieczeństwa."

"Wielkim bólem napełnia mnie to, gdy widzę, że moja Polska, naród, który czerpie z katolicyzmu, nie umie przebaczać i nie zna litości" - wyznał [Tadeusz] Mazowiecki w rozmowie z katolicką gazetą."

"Miłościwie Nam Panujący rzekł ostatnio odnośnie decyzji arcybiskupa Wielgusa o rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego: " Chrześcijański, czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i on nie ma alternatywy. Stąd też waga tej decyzji w naszym kraju jest nieporównanie inna, niż w innym kraju.".

Nie powiem co wykrzyknąłem jak to usłyszałem, bo łatwo się domyślić (chyba, że się słucha pewnego radia i nosi beret z pewnego materiału, to już nie tak łatwo). Pomijam, że wypada przeczytać Konstytucję, bo bardzo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z tejże lektury, gdyby tylko do niej zerknąć. A to, że Polska to kraj świecki i się nie miesza religii z państwem. A to, że każdy ma prawo do swoich poglądów i systemu wartości, i że nie ma systemów gorszych lub lepszych. Wypadałoby również być może poczytać inne lektury, a wówczas zauważyłoby się, że Prezydent to taki urząd, który ma łączyć, nie dzielić. I że wypowiedzi, że dla jakiegoś-tam religijnego systemu wartości nie ma alternatywy wstyd wypowiadać. [...]

Taka Polska, jaką przedstawia Miłościwie Nam Panujący to nie mój kraj. W takiej Polsce nie chcę mieszkać. I poranne czytanie kolejnych rewelacji z kraju zastępuję czytaniem o sporcie. Poczytam sobie jak to Adaś nasz lata zamiast wypocin Miłościwych, jak to Otylia wygrała plebiscyt zamiast usług gastronomiczno-taksówkarskich policji i czuję się zdrowszy.

Niestety martwi mnie wtedy tylko jedno. Miłościwi brzydzą się społeczeństwem obywatelskim. Ja brzydzę się obłudą i hipokryzją. A to znaczy, że czytając o sporcie zostawiam Polskę samej sobie, to znaczy Miłościwym."

środa, stycznia 10, 2007

Dulska, Dulska uber alles!

Kolejna sprawa, którą wszyscy znają i wszyscy mają na jej temat zdanie: Simon Mol, Kameruńczyk, uchodźca, działacz stowarzyszenia "Nigdy Więcej", poeta zarażał kobiety wirusem HIV. Nie muszę przytaczać faktów, wystarczy, że zajrzycie na pierwszą stronę dowolnego portalu. Być może zakażonych kobiet jest nawet kilkaset (a być może nie, bo liczba ta opiera się na gdybaniu: "Biorąc pod uwagę to, ile lat to trwa i potencjalną liczbę kochanek tego pana, to liczba poszkodowanych może sięgać nawet kilkuset osób - anonimowo przypuszcza lekarz z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie"). Rzeczpospolita "zastanawia się czy Kameruńczyk realizował plan, dzięki któremu chciał oddać chorobę swym partnerkom". Niestety nie mam dostępu do całego artykułu, tak więc nie wiem, nad czym jeszcze zastanawia się Rzeczpospolita. Wiem za to, nad czym zastanawia się dziennikarz Zarzeczny w portalu Interia w swoim tekście pod uroczym tytułem "Czemu nie lubię Murzynów".

"Inny Murzyn, który mnie zdenerwował, ale już taki zupełnie czarniutki i nie z Zakopca, tylko z Kamerunu, pozarażał na pęczki polskie dziewczyny. Hm, pewnie to nawet nie jego wina, tylko tych idiotek, którym najwyraźniej za mało było w sklepie czekolady. I którym za mało było też rad mamusi, która wyraźnie mówiła, że nogi rozkłada się po ślubie dopiero! No, ale wyszło u tych kobiet umiłowanie poezji zapewne, bo ten nosiciel był ponoć utalentowanym poetą. Wyobrażam więc sobie taki wieczór kameruńskich wierszy, poprzedzający kameruńsko-polskie zbliżenie:

Bumba bamba bamba

edoke edoke maloke

chodź, to cię złoję

jak kogucik kwokę!"

Wysokich lotów felieton i felietonista, nie ma co. Kobiety to idiotki, zaś poezja kameruńska to edoke maloke. Utwór pana Zarzecznego, który nawiasem mówiąc jest dziennikarzem sportowym, kończy się tak: "Nie wiem, co powinni zrobić teraz nasi polscy Murzyni, żeby odzyskać moją sympatię. Tak sobie jednak nieśmiało myślę, że najprościej jakby wrócili do Afryki."

Mniejszościom, generalnie, wolno w Polsce mniej. Nie chodzi mi tu nawet o jawnie okazywany rasizm, czy homofobię. Jednak to, co w wykonaniu Jana Kowalskiego z Pszczyny byłoby co najwyżej gorszącą informację, w wykonaniu Simona Mola z Kamerunu jest newsem roku i -- w wyobrażeniu pana Zarzecznego i jemu podobnych -- przyzwoleniem na publikowanie rasistowskich paszkwili. Zaraził biały? Cóż, może się zdarzyć, może jakiś głupi był. Zaraził czarny, działacz antyrasistowskiego stowarzyszenia? Edoke edoke, wracajcie czarni do Afryki! Od początku mieliśmy rację, wszyscy Murzyni mają AIDS, nie wykraczają intelektualnie poza edoke edoke, a wszystkie kobiety to szmaty, którym nie dość czekolady w sklepie!

Boję się myśleć, co by było, gdyby skazany właśnie na 8 lat więzienia Andrzej Samson został uznany przez media za homoseksualistę. Na szczęście jednak taka możliwość nie była rozpatrywana, zaś fakt, że był heteroseksualistą dla nikogo nie jest powodem do wzywania do chemicznej kastracji heteroseksualistów, przymusowego "leczenia" bądź tworzenia obozów zamkniętych. Samson jest wśród beneficjentów patriarchalnego systemu; biały, heteroseksualny mężczyzna zawsze mieć będzie więcej szans, niż Murzyn, gej czy kobieta, co dopiero osoba, która ma pecha należeć do więcej niż jednej z mniejszości. (Co za szczęście, że Mol nie był gejem. Wtedy byśmy się dopiero nasłuchali. A i tak dowiedziałem się z różnych wypowiedzi, że oto poznaliśmy prawdziwą twarz lewactwa... Z drugiej strony, gdyby był gejem, zakaziłby najpewniej o wiele mniej osób; w Polsce do tej pory pielęgnowany jest szkodliwy stereotyp, zgodnie z którym AIDS to choroba dotycząca wyłącznie homoseksualistów i narkomanów.)

Sprawa Simona Mola jest porażką na wielu frontach. Jest porażką ugrupowań typu "Nigdy Więcej" i spełnionym snem faszysty; jest porażką polskiego systemu zapobiegania AIDS; jest porażką zarażonych kobiet. Zarzeczny nadal będzie publikować w Interii. Kolejni wszechpolacy dostaną stanowiska ministerialne. Mieszkający w Polsce uchodźcy afrykańscy (i nie tylko, wszakże wbrew pomysłom pana Zarzecznego nie wszyscy Murzyni przyjechali do 33 1/3 RP z Afryki) już odczuli falę nienawiści. Edukacja seksualna, która w Polsce leży i kwiczy ("Część z tych kobiet to ofiary niedostatecznej edukacji seksualnej. Jedna z nich mówiła nam, że skoro prezerwatywa nie chroni przed HIV w 100 procentach, to po co jej używać? - relacjonuje gazecie Wanda Nowicka, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.") może co najwyżej zostać kompletnie usunięta z programu nauczania; czego sprawa nauczyła wiceministra zdrowia? "Minister nie będzie latał po stolicy z kondomami - oświadczył na to gazecie wiceszef resortu zdrowia Bolesław Piecha (PiS). Jego zdaniem należy promować wstrzemięźliwość seksualną i wierność małżeńską." Dulska, Dulska uber alles!

Kto zwyciężył w sprawie Simona Mola? Rasiści, którzy mają "dowód" na to, że Murzyni zarażają wszystkich AIDS. Mizogini, którzy mają "dowód" na to, że kobietom mało w sklepie czekolady. Kto przegrał? Przede wszystkim kobiety, które być może odmówią teraz czarnoskóremu mężczyźnie seksu bez prezerwatywy, ale ciągle będą gotowe zrobić "to" z białym, przystojnym facetem, który ładnie pachnie i chodzi w garniturze. Bo przecież skoro pachnie i przystojny, to na pewno zdrowy, a poza tym prezerwatywa i tak nie chroni przed HIV. Jeśli się zarażą, to będzie wyłącznie ich wina, było żyć we wstrzemięźliwości i zachowywać dziewictwo dla małżonka. Ile osób może zachorować, a potem umrzeć po to, żeby wiceminister Piecha mógł udowodnić swoją wyższość moralną? Nieważne. Wszakże papież też był przeciwny udostępnianiu prezerwatyw w Afryce.

wtorek, stycznia 09, 2007

Nie zaleję Krakowa

Na głównej stronie portalu Gazeta.pl artykuł "Kraków zaleje turystyczna fala gejów i lesbijek?". Przerażająca to wizja, niemniej jednak jako człowiek straceńczo odważny klikam, aby dowiedzieć się, że "Według "Faktu" Orbitz.com to "przewodnik dla gejów i lesbijek z całego świata". Jako przykład zaangażowania w Orbitz.com homoseksualnego lobby redakcja podaje m.in. umieszczony w jednej z setek szufladek internetowej strony touroperatora "osobisty list jednego z gejów, który z rozrzewnieniem wspomina pobyt w krakowskim hotelu". O innych faktach "Fakt" nie wspomina, kończy jednak tekst puentą o potrzebie "otrzeźwienia propagandzistów z magistratu"." Chodzi o to, że strona Orbitz.com zareklamowała Kraków jako szalenie modne miasto, co pełnomocniczka prezydenta Krakowa ds. turystyki skomentowała "Niewiarygodny sukces!". Jednak "Na łączach internetowych Krakowa ze światem zawrzało. Komentarze i prośby o wyjaśnienie dotarły również do "Gazety"."

O ile to, że Fakt "oskarża" i wskazuje potrzebę "otrzeźwienia propagandzistów" specjalnie mnie nie dziwi -- czego się po brukowcu spodziewać -- o tyle reakcje oficjeli, internautów i Gazety już nieco mnie szokują. Oto Jan Rudomina, dyrektor nowojorskiego oddziału Polskiej Organizacji Turystycznej wskazuje, że "Fakt" pisze bzdury. Dokładnie policzyliśmy, że na 239 cytowanych artykułów na Orbitz.com jedynie cztery zahaczają o tematykę gejowską. Tak więc można śmiało stwierdzić, że portal promuje mniejszości seksualne w 1,67 procenta". "Oskarżenia "Faktu" śmieszą Katarzynę Gądek, dyrektorkę wydziału promocji UMK: - Trudno te rewelacje nawet komentować, zwłaszcza że Kraków według Orbitz.com nie ma żadnego związku z gejami, w przeciwieństwie do Pragi, Budapesztu, Berlina i Wiednia, które wymienione są w rubryce "najbardziej przyjazne gejom miasta regionu"." Podoba mi się zarówno użycie wyrazu "oskarżenia", jak i obrona pani Katarzyny -- ależ nie myślcie, że Kraków mógłby być przyjazny gejom, absolutnie nie ma nas na liście miast przyjaznych gejom, jesteśmy czyści i katoliccy.

Żenuje mnie w tym artykule właściwie wszystko, począwszy od tytułu, skończywszy na wykorzystanym słownictwie. "Oskarżenia" "śmieszą", "propagandzistów" trzeba "otrzeźwić", zaś na łączach "zawrzało". Dyrektor policzył artykuły, po czym uznał, że portal "promuje mniejszości seksualne" jedynie w 1,67 procenta. (Po raz kolejny pytam, na czym polega promocja mniejszości seksualnych? Są dodawane do większości seksualnych, czy też kupując homoseksualizm dostajemy biseksualizm gratis?) Pani Gądek jest rozbawiona, gdyż Kraków na szczęście absolutnie nie ma żadnego związku z gejami.

Oczywiście w zestawieniu z homofobią wszechpolską, pan Romanowski (autor artykułu w Gazecie) jest niezwykle wręcz tolerancyjny, zaś pan Rudomina najpewniej żartuje i zupełnie nie o to mi chodzi. To, co najbardziej mnie w tekście zadziwia, to fakt, że z promocji w gejowskim serwisie należy się tłumaczyć, możliwość, iż geje i lesbijki mieliby przyjechać do Krakowa w celach turystycznych jest tak przerażająca, że artykuł znalazł się na pierwszej stronie serwisu gazeta.pl, zaś Katarzyna Gądek jest myślą o przyjeździe osób homoseksualnych rozbawiona. W sumie to ostatnie dziwi mnie najmniej. Po cóż geje i lesbijki (którzy, jak zauważa na końcu artykułu Janusz Marchwiński, menedżer klubów dla osób homoseksualnych, należą do kategorii DINK -- double income, no kids -- więc mają do wydania dużo pieniędzy) mieliby jechać do miasta, które cieszy się, że nie jest reklamowane w portalach gejowskich i że nie znalazło się na liście miast przyjaznych gejom? Możemy przecież jeździć w miejsca, gdzie nie jesteśmy podludźmi. Jak powiedział znajomy Holender, kiedy zasugerowałem mu wspólny wypad do Zakopanego: no, thanks, I'd rather not support homophobes with my money.

Zastanawia mnie, dlaczego w ogóle Gazeta zamieściła artykuł w takim tonie. Co prawda zdarzały się na łamach GW wypowiedzi mniej i bardziej homofobiczne, od wszechpolaków przez księży aż do Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, niemniej jednak były to wypowiedzi konkretnych osób, wypowiadających swoje poglądy. Jak do tej pory nie wyczułem homofobicznego smrodku w zwykłych notkach, newsach czy też informacjach. Obok tekstu znalazło się zdjęcie łóżka, nad którym wisi obrazek -- zdjęcie twarzy chłopca. Podpis: "Hostel dla gejów". Tak, my geje nie mieszkamy w normalnych hotelach czy hostelach, my mamy hostele dla gejów, gdzie wiszą zdjęcia twarzy chłopców. Gdyby wisiało zdjęcie twarzy dziewczyny, albo nie daj Szatanie krzyż, to by nam wyskoczyła wysypka na sztucznym członku.

Czy się czepiam? Zależy od punktu widzenia. Kiedy wybraliśmy się na urlop do Wiednia, zapytano nas, czy chcemy pokój z podwójnym łóżkiem, czy z dwoma pojedynczymi. Kiedy wybraliśmy się na urlop do Zakopanego, właścicielka pensjonatu (zbliżonej wielkości) przepraszała nas, że syn omyłkowo zestawił łóżka, gdyż sądził, że przyjeżdża para. Prawie robi wielką różnicę.

niedziela, stycznia 07, 2007

Notka anty


Dzisiaj jestem zdecydowanie anty.

Portal gazeta.pl zajmuje się tylko jednym tematem. "Abp. Wielgus: Rezygnuję; wierni: Zostań z nami!", "Papież przyjął rezygnację abp. Wielgusa z urzędu metropolity", "Abp Wielgus zrezygnował pod naciskiem?", "Bp Pieronek: przyjąłem tę decyzję z wielką ulgą".

Głównym błędem arcybiskupa było to, że nie przeczekał okresu żywotności standardowego niusa. Było brać przykład z polityków. Mógł na przykład zwołać konferencję prasową i opowiadać o gwałtownych atakach sił antykościelnych. Żądać przedstawienia teczek dziennikarzy, którzy piszą o sprawie. Wystąpić w Radio Maryja i opowiadać o nagonce określonych środowisk. Po dwóch tygodniach pisanoby już o zupełnie czym innym, a arcybiskup byłby metropolitą warszawskim przez następne kilkanaście-kilkadziesiąt lat. Kurtyna.

W którymś z dziennikarskich blogów wyczytałem samokrytykę, brzmiącą mniej więcej tak (nie mogę znaleźć oryginału -- za dużo czytam, najwyraźniej): "politycy wydają się niezatapialni przez kolejne afery, ale to po części nasza, dziennikarzy, wina -- dajemy sobie podrzucać kolejne tematy i nie zajmujemy się niczym do końca". Zgadzam się z tym w zupełności. Ilu Polaków słyszało w ogóle w życiu wyraz "ingres" przed falą artykułów o nowym metropolicie? Na interii znalazłem artykuł: "Odwołanie ingresu decyzją bez precedensu" -- na ilu ingresach był autor artykułu? Jak rozumiem, wszystkie dotychczasowe ingresy szły jak po maśle?

Arcybiskup nie "wyrobił" nerwowo i zrezygnował, bądź też Watykan nakazał mu zrezygnować, a może istniała możliwość dekonspiracji ważniejszego agenta... zastanawiają się dziennikarze. Po co? Jaką wagę ma dla nas, szarych obywateli, to, czy metropolita warszawski nazywa się Wielgus, Kowalski czy Iksiński? Na blogu Miss Bartender wyczytałem: "Janka - siła spokoju, chodząca pogoda ducha spotkała mnie dziś wracającą ze sklepu i płakała. Szła z kościoła, bo jak powiedziała, poszła sie pomodlić o pokorę. Nie, nie dla siebie. Dla biskupów. I powiedziała jeszcze, że nie myślała, że takiego wstydu jej przyjdzie dożyć. Że na miejsce po kardynale Wyszyńskim przyjdzie taki człowiek..." Jaki to człowiek? Co ten Wielgus takiego niby zrobił? Zamordował kogoś? Zgwałcił? Może napastował kleryków, może jest pedofilem? Kradł? Czemu Janka płakała, głodna była? A może głosowała na Wielgusa i teraz jej wstyd?

Żeby nie było niejasności -- mogę oczywiście uwierzyć, że są tacy, jak np. wspomniana Janka, dla których niezwykle ważne jest, żeby arcybiskup nie był informatorem SB. Ale czy naprawdę jest to temat aż tak ważny, żeby gazety inne, niż Fakt, Nasz Dziennik i Tygodnik Powszechny nie pisały o niczym innym? Czy nie ważniejsze jest, że "W ciągu czterech miesięcy pełnienia obowiązków prezesa spowodował odejście kilku członków zarządu, w tym menedżerów, dzięki którym nasz największy bank detaliczny osiągał doskonałe wyniki. Doprowadził do tego, że żaden członek zarządu PKO BP (łącznie z samym Skrzypkiem), nie posiada zgody Komisji Nadzoru Bankowego na pełnienie funkcji kierowniczych w banku. A prawo bankowe wymaga, by prezes oraz przynajmniej jeszcze jeden członek zarządu odpowiedzialny za ryzyko kredytowe zgodę posiadał"?

Kiedyś chyba w "Autobiografii" Joanny Chmielewskiej wyczytałem poradę, którą od tamtej pory staram się kierować: zawsze, kiedy emocje (z dowolnego powodu) sięgają zenitu warto się zastanowić, jak ważna dana rzecz będzie dla mnie za pięć lat. Jaki wpływ na życie przeciętnego obywatela ma to, czy arcybiskup Wielgus zrezygnował z urzędu, czy kazano mu zrezygnować? Czy podpisał, czy nie podpisał lojalkę w latach 80-tych? Czy jego ingres bez precedensu wpływa na inflację, ceny żywności, temperaturę w mieszkaniach, prawo lub sprawiedliwość? Ile pieniędzy straci Polska, ilu obywateli z wyższym wykształceniem wyjedzie, ile noworodków zostanie wyrzuconych na śmietnik w związku z ingresem Wielgusa?

Żeby było jasne: nie odmawiam tym, dla których SB jest czymś więcej, niż opowieścią z przeszłości prawa do przejmowania się agentem-arcybiskupem, nawet, jeżeli dla mnie osobiście jest to sprawa kompletnie obojętna. Ale czynienie ze sprawy pożywki dla mediów, rozdmuchiwanie jej, jakby chodziło co najmniej o śmierć tysięcy ludzi i nadawanie sekunda po sekundzie korespondencji z toalety arcybiskupa uważam za niesmaczne. Może Benedykt XVI chciał, żeby agent-arcybiskup został metropolitą, a może nie. Ale wmawianie ludziom, że przeszłość Wielgusa jest najważniejszym, co się na świecie wydarzyło w tym tygodniu uważam za równie niesmaczne i idiotyczne, jak wypowiedź radnej Gosiewskiej, która stwierdziła, że Kuroń to człowiek z niejasną przeszłością. A dziennikarze? Arcybiskupa sugeruję zostawić szmatławcom i pismom katolickim. Ja zaś chętnie się dowiem, jak idzie śledztwo w sprawie powiązań gejbombera ze sztabem wyborczym Lecha Kaczyńskiego, w sprawie podsłuchiwania dziennikarzy Rzeczpospolitej, jak wygląda perspektywa wprowadzenia tzw. jednego okienka dla przedsiębiorców, jaka jest prognoza strat finansowych ponoszonych przez PKP wskutek wybudowania stacji Włoszczowa Centralna, czy Andrzej Lepper jest gwałcicielem i czy już obliczono, jakie straty poniosła Warszawa dzięki prezydenturze Kaczyńskiego.

piątek, stycznia 05, 2007

Piękny umysł, czyli Układ się znalazł

Waldemar Kuczyński w swoim blogu regularnie rozpoczyna notki na przykład tak:

"KALENDARZ POŚCIGU ZA UKŁADEM
Minęły 462 dni od rozpoczęcia pościgu za układem!
A UKŁADU ANI ŚLADU!"

Miło mi donieść, że pościg jest zakończony. Dzisiaj pan prezydent zidentyfikował Układ. Nie zrobił tego co prawda tak zupełnie wprost, bo też po co ostrzegać Układ zanim CBA go rozbije, ale jako wykształciuch i łże-elita zrozumiałem pana prezydenta i cieszę się, że rządzi nami człowiek niewątpliwie pochodzący spoza Układu.

Wypowiedź, o której mówię, brzmi:

"We wczorajszym programie "A dobro Polski?" (TVP 1) kandydatury Skrzypka zdecydowanie bronił prezydent Lech Kaczyński, stwierdzając, że Skrzypek legitymuje się życiorysem, "którego można mu pozazdrościć". Pytany, czy Skrzypek na stanowisku prezesa NBP będzie "inny niż Leszek Balcerowicz", Kaczyński nie odpowiedział wprost. - Leszek Balcerowicz powiedział dzisiaj, że nie zna Sławomira Skrzypka. Mogę powiedzieć, że właśnie o to chodzi - oświadczył prezydent. [...] Lech Kaczyński w wywiadzie dla TVP 1 nie zgodził się z zarzutem, że Kazimierz Marcinkiewicz nie ma odpowiedniego stażu pracy w bankowości, by objąć posadę szefa PKO BP. Zdaniem prezydenta zapis o wymaganym stażu jest wymyślony po to, by pewnych stanowisk nie obejmowali ludzie "spoza układu"."

No i mamy jak na tacy: Układ to ludzie kompetentni. Tak tak, owieczki moje i baranki. Na przykład prezesem banku mógł do tej pory być tylko człowiek o długim stażu w bankowości, najlepiej poważany międzynarodowo. W 33 1/3 RP będzie inaczej: u nas prezesem banku będzie polityk, którego największe osiągnięcie to opanowanie jednego słowa po angielsku ("yes"). W tym ujęciu widać, że pan prezydent nie pochodzi z Układu; nie podaje ręki, dostaje niedyspozycji dyspeptycznych, o dziennikarzach wyraża się per małpa, a o szarych obywatelach per spieprzajdziadu, w orędziach informuje o tym, że nie podjął żadnych decyzji, obraża się za satyryczne artykuły, na dziennikarzy (nawet tych "z właściwej opcji"), którzy ośmielają się zadać jakiekolwiek pytanie i tak dalej. Zmusza to jego wyborców do ciągłego przypominania, że arcybiskup Głódź upił magistra Kwaśniewskiego w Charkowie, co może ich (tych wyborców, nie zaś arcybiskupa i magistra) narażać na dyskomfort. A jednocześnie dowodzi, że Lech Kaczyński na stanowisku prezydenta nie radzi sobie najlepiej (napisałbym zupełnie co innego, ale nie chcę zostać pozwany o obrazę głowy państwa, a jak wiadomo w 33 1/3 RP bardzo o to łatwo).

Nagłe ujawnienie, że Układ to ludzie kompetentni tłumaczy bardzo wiele decyzji kadrowych. Na przykład rozumiemy teraz, czemu wszechpolacy są umieszczani na stanowiskach ministerialnych. Albo jakim cudem Roman Giertych jest ministrem edukacji i wicepremierem. Albo dlaczego pan prezydent jest zadowolony z pracy ministry Fotygi. Albo dlaczego Marcinkiewicz nadaje się na każde stanowisko. Albo dlaczego rewolucję moralną realizują Andrzej Lepper wraz z Samoobroną oraz Roman Giertych z LPR, ugrupowania znane z wysokich standardów moralnych. Albo dlaczego lekarze mieli iść w kamasze -- wtedy leczeniem mogliby zająć się wojacy, w oczywisty sposób spoza Układu. Bo czemu mielibyśmy dopuszczać do leczenia tylko ludzi z medycznych korporacji, tzn. po studiach medycznych? Wszakże nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie prezesa PKO BP.

Rewelacja pozwala mi również docenić wybór właściwego człowieka na szefa warszawskiego Prawa (buhaha) i Sprawiedliwości (ohohoho). Wczoraj myślałem, że pan Wojciech jest po prostu -- ech, widzę, że nie umknę karzącemu ramieniu Zbigniewa Ziobry -- powiedzmy, że niezupełnie predestynowany umysłowo do udzielania wywiadów mediom (i w ogóle do zajmowania jakiegokolwiek stanowiska powyżej kasjera w supermarkecie). Dzisiaj rozumiem już, że jest spoza Układu. Swoją drogą, pani Iwona Szpala, prowadząca wywiad chyba też jest spoza Układu, skoro na wypowiedź: "W PO jest kurs na postkomunistów. Mówiąc szczerze, to dziwię się Bronisławowi Komorowskiemu, posłankom PO Piterze i Fabisiak. Żeby ludzie z prawicowym rodowodem przyczyniali się do reaktywacji postkomuny?" nie zareagowała pytaniem o związki PiS ze znaną organizacją komunistyczną Samoobrona, założoną przez SB.

No i na koniec, znalezione u Makowskiego:

40 mln zł na Świątynię Opatrzności Bożej
40 mln zł na Świątynię Opatrzności Bożej chce przeznaczyć senacka Komisja Gospodarki Narodowej, która w piątek pozytywnie zaopiniowała poprawkę do budżetu na 2007 r. o takiej treści.
(…)
Rząd nie zgłasza zastrzeżeń do poprawki.
Obecna na posiedzeniu komisji wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska zwróciła jednak uwagę (…)


200 mln zł na wyższe uczelnie
Wyższe uczelnie mogłyby otrzymać dodatkowe 200 mln zł – senacka Komisja Gospodarki Narodowej pozytywnie zaopiniowała poprawkę do budżetu na 2007 r.
(…)
Przeciw poprawce protestuje Ministerstwo Finansów.
„Nie ma możliwości ograniczenia kosztów obsługi długu” – powiedziała podczas obrad komisji wiceminister Elżbieta Suchocka-Roguska. (…)

Kiedyś powiedziałbym, że IV RP, złapałbym się za głowę, zaczął biadolić o edukacji, pytać wyborców PiS, czy im nie wstyd, takie tam. Teraz wiem, że chodzi o obalenie Układu. Im więcej niekompetentnych dewotów, tym mniej Układu. A dobro Polski? Po prostu różnie je definiujemy, my wykształciuchy i oni -- rewolucjoniści moralni. Ja chciałbym zobaczyć autostrady, rozwój nauki, rzeczywistą, a nie deklarowaną równość praw kobiet i mężczyzn, czy też mniejszości i większości, szkołę uczącą tolerancji i współdziałania, społeczeństwo obywatelskie... Takie tam standardowe lewackie brednie. Zaś dla twórców IV RP Polska powinna być biedna (i głupia), byle katolicka. Alleluja i do tyłu!

PS. Z bólem przyznaję, że w blogu mnóstwo politik, a queer jak na lekarstwo. Ale nie bardzo mam o czym pisać, od kiedy minął moment wyborów samorządowych i złapania groźnego gej-bombera, który co prawda zamiast podkładać atrapy reklamował napój energetyczny, ale zgodzimy się, że policjanci i prokuratorzy w tej sprawie byli spoza Układu. Ale jak ja się mam zajmować queer, skoro w gazetach tyle WAŻNYCH spraw (a nie tematów zastępczych). Na przykład abp Wielgus, postać w oczywisty sposób niezwykle ważna dla rozwoju kraju. Albo informacje, że TVN założy, bądź nie założy kanału religijnego. Roman Giertych jak co tydzień wygłasza androny organizuje konferencję prasowa, tym razem po to, żeby znowu obiecywać podanie się do dymisji (po angielsku to się nazywa prick-teaser). Zdaniem radnej Gosiewskiej, niezwykle ważnej postaci opozycji PRL, Jacek Kuroń "ma niejasną przeszłość". Czy w obliczu tylu faktów ważnych dla kraju wolno mi pisać o pierwszym małżeństwie osób homoseksualnych w Szwajcarii?

czwartek, stycznia 04, 2007

Jeśli już ma istnieć przestępczość...

...niech przynajmniej będzie zorganizowana:

"Ministerstwo Finansów podkreśla, że przepisy o podatku dochodowym od osób fizycznych stosuje się tylko do przychodów uzyskanych na podstawie umowy. - W związku z tym majątek zgromadzony na działalności przestępczej nie podlega ściganiu przez organy skarbowe - twierdzi Zofia Ogińska."

Long live 33 1/3 RP! A co teraz robi Waldemar Gronowski, piekarz, który rozdawał niesprzedane pieczywo głodnym ludziom? "Gdy odkrył to urząd skarbowy, nakazał Gronowskiemu zapłacić 45 tys. zł VAT i zablokował mu konto bankowe. Kiedy sprawa stała się głośna, wrocławska izba skarbowa zawiesiła egzekucję, a konta odblokowano do rozstrzygnięcia sporu przez sąd. Od piekarza zaczęli się jednak odsuwać kolejni kontrahenci. Ostatecznie musiał zamknąć firmę. Dziś jest zarejestrowany jako bezrobotny." Cóż, zamiast rozdawać, trzeba było gromadzić majątek dzięki działalności przestępczej...

Praca domowa: wymień trzy różnice między 33 1/3 RP w wersji Prawa (hehe) i Sprawiedliwości (ohoho), a Ankh-Morpork.