środa, stycznia 17, 2007

Marazm

"Premier Jarosław Kaczyński zaproponował kompromisową zmianę konstytucji dotyczącą zapisu o ochronie życia - podało RMF FM. Według radia, premier chce, by w ustawie zasadniczej zapisać, że "Rzeczpospolita Polska chroni życie dzieci poczętych przez ustawodawstwo i wysiłki władz publicznych"."

"Chrześcijański, czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i on
nie ma alternatywy. Stąd też waga tej decyzji w naszym kraju jest nieporównanie inna, niż w innym kraju - powiedział prezydent "Wiadomościom" TVP."

Sprawa aborcji od lat jest tematem najgorętszych dyskusji. Bardzo niewiele jest osób, które deklarują na przykład "jestem przeciwna aborcji, więc bym jej sobie nie zrobiła, ale to tylko moje zdanie i nie dotyczy innych". Strona pro-life wywiesza plakaty ze zdjęciami ofiar wojny obok płodów, porównuje aborcję do Holocaustu, żąda zrównania kary za aborcję z karą za morderstwo, rozdaje małe plastikowe embrionki i generalnie wykazuje się wielką pomysłowością. Strona pro-choice, przynajmniej w Polsce, niekiedy organizuje manifestacje, czasem pisze artykuły; niestety od momentu, kiedy wprowadzono drakońską ustawę z 1993 (zwaną niekiedy kompromisem -- szkoda, że jest to kompromis między Kościołem, a politykami, w którym to kompromisie kobiety nie były pytane o zdanie) nie udało się zdziałać właściwie nic. Jest to o tyle mało zaskakujące, że postawa pro-choice NIE jest "promocją cywilizacji śmierci", jak chcieliby przeciwnicy aborcji; osoby o poglądach pro-choice domagają się tylko i wyłącznie wyboru. A wybór to kategoria zamazana, w odróżnieniu od zakazu.

W Polsce nie istnieje coś takiego, jak dialog między rządem, a obywatelami. Obywatele mają za zadanie udawać się do urn wyborczych, wrzucać do nich papierki, za pomocą których uda się im "wybrać" reprezentantów, którzy będą następnie prowadzić program zupełnie odmienny od obiecanego. SLD szło do wyborów pod hasłami (między innymi) legalizacji związków par homoseksualnych i zmiany ustawy antyaborcyjnej. Wybory zostały wybrane, po czym SLD zajął się spiesznie realizowaniem programu typowego ugrupowania centroprawicowego oraz generowaniem afer. PiS szedł do wyborów pod hasłami (między innymi) rewolucji moralnej oraz oczyszczenia. Dali się na to nabrać nawet tacy wyjadacze, jak Jacek Żakowski, który w owym okresie odkrył nagle, że zawsze był konserwatystą i na łamach Polityki analizował wady i zalety rewolucji moralnej. PiS wybory wygrał, po czym zawiązał koalicję z Samoobroną i LPR i zajął się realizowaniem... właściwie trudno powiedzieć, czego, bo poza rzucanymi co jakiś czas hasłami o dekomunizacji niewiele się dzieje, oprócz oczywiście TKM na skalę daleko przewyższającą wszystko, co kiedykolwiek udało się SLD i AWS razem wziętym.

Czemu o tym piszę? Lista dyskusyjna gender, na której jestem, jeszcze rok temu po ogłoszeniu wypowiedzi bliźniaków kipiałaby wściekłością i pomysłami. Demonstracja! Plakaty! Hasła! Artykuły! Petycje! Jednak mniej więcej od momentu, kiedy premier (jeszcze wtedy Marcinkiewicz) kompletnie zignorował petycję podpisaną przez kilkaset tysięcy obywateli, domagających się usunięcia Romana Giertycha, z "pozarządowej opozycji" uszło powietrze. Stało się oczywiste, że rząd będzie sobie robił, co mu się spodoba, dodatkowo epatując butą, chamstwem i różnymi innymi chrześcijańskimi cnotami. Nie ma alternatywy. (Interesujące to swoją drogą rozumienie demokracji. Może warto porównać definicję ustroju demokratycznego i totalitarnego i sprawdzić, do którego bliżej ma 33 1/3 RP?) Miejsce dla osób o poglądach innych, niż narodowo-socjalistyczne jest wyłącznie poza granicami kraju. Co gorsza, najwyraźniej miejsce dla osób inteligentnych i kompetentnych również jest wyłącznie poza granicami kraju. (Skoro o Balcerowiczu mowa, polecam wywiad z nowym szefem NBP, panem Skrzypkiem -- jeśli ktoś potrafi wysnuć z wywiadu jakiekolwiek wnioski na temat poglądów pana Skrzypka na cokolwiek, proszę dać znać.) Jednak jedyną w zasadzie reakcją dyskutantów listy gender na wypowiedź premiera było podśmiewanie się z jego wybitnej polszczyzny (jakoś tak jest, że ci, którzy najczęściej wycierają sobie gęby Polską, Polskością, Polakami i Ojczyzną Nierzucimziemiskądnaszród, mają największe problemy z własnym językiem), a passus o braku alternatywy przeszedł zupełnie bez echa.

Azrael w swoim blogu cieszy się, że "Janusz Kochanowski stwierdził, ponieważ duża część jego działań to jego inicjatywa, że prawa konstytucyjne Polaków są zagrożone, jak również obywatele i publicyści zaczynają doceniać jego urząd." Kojarzy mi się to dość natrętnie z dowcipem o Stalinie, który wrzasnął do dziewczynki z kwiatami "spier..." i natychmiast kamera pokazała planszę "a mógł zabić". Podobne pienia zachwytu czytałem ongiś pod adresem pani Kluzik-Rostkowskiej i też wystarczyło to, że jest odrobinę mniej na prawo niż posłanka Sobecka.
Czy naprawdę tym, którzy nie wyjechali z 33 1/3 RP jest wszystko jedno, czy jest alternatywa dla katolicyzmu, czy też nie? Czy dzieci poczęte przez ustawodawstwo to dla wszystkich pozostałych w 33 1/3 RP już tylko zabawna gramatyka? Jak to się stało, że wypowiedź prezydenta o braku alternatywy dla katolicyzmu przeszła bez echa? Wszyscy już przywykliście do tego, że mieszkacie w kraju wyznaniowym?

Przyznam, myślałem długo nad tym, co należałoby zrobić, żeby rozmontować koalicję nazistowsko-gwałcicielsko-kartoflaną i nic nie wymyśliłem, bo brak mi narzędzi. Dlatego właśnie wyjechałem za granicę. Wy, którzy nie wyjechaliście, macie problem. I nie wystarczy wsadzić głowę w piasek i udawać, że polityki nie ma; politycy rozmontowują NBP, PKO, Trybunał Konstytucyjny, politycy ustalają, czy kobiecie wolno usunąć ciążę i dlaczego nie, politycy przerzucają się teczkami, marnując bezproduktywnie niepowtarzalną szansę rozwoju kraju, sterta artykułów o arcybiskupie Wielgusie sięga księżyca, co dnia wyciekają nowe materiały z archiwum IPN. To Wasze szanse marnują politycy, to Wasz czas ucieka bezpowrotnie, to Wy możecie zajść w ciążę i nie mieć możliwości jej usunięcia nawet, jeśli wiadomo będzie, że nie przeżyjecie porodu, to Wy możecie jutro wylecieć z pracy za brak zaświadczenia od proboszcza lub dlatego, że Sejm przegłosuje sobie 150 tygodni urlopu macierzyńskiego i wszystkie kobiety poniżej stanowiska dyrektora znajdą się nagle na bruku, nie zauważywszy nawet, jak i kiedy się to stało.

Mnie, moroux, spotlessa, Coenraada, libreexamen stać na marazm. (Paradoksalnie: tych, którzy emigrują z kraju, stać również na emigrację wewnętrzną.) Was, którzy nie planujecie wyjazdu z 33 1/3 RP -- nie stać. Nie mam dla Was prostej rady w stylu "zagłosujcie na Platformę i będzie git". Być może rację ma atkabe, która w komentarzu do poprzedniej notki pisze "Zmiany nie nadejda ani za 2 lata, ani za 10, do tego trzeba zmiany calego pokolenia . W Hiszpani w latach 80tych bylo tak samo jak u nas teraz, a nawet jeszce gorzej. proces zmian zajal in 25 lat." To też musicie wziąć pod uwagę. Być może przed Wami 25 lat rządów Kaczyńskich, Giertychów, Rokitów i Lepperów (Jarosław już sobie niewinnie zażartował, że planuje rządzić do 2041 roku). Pamiętajcie o tym wybierając kierunek studiów, otwierając gazetę, włączając TVPiS i nabijając się z gramatyki premiera. Nie ma alternatywy? Nie ma. I nie będzie, dopóki jej nie stworzycie.

--------

Powyższą notkę tworzyłem fragmentami przez kilka ostatnich dni. Uprasza się o wybaczenie wrażenia chaotyczności -- jest ono jak najbardziej usprawiedliwione.

Socjopatyczna Malkontentka -- "Myślałam, że jak wyjedziesz to będziesz pisał bardziej optymistycznie. Że z daleka to mniejsi się wszyscy wydają (jeszcze mniejsi)." Niestety, jest inaczej: z daleka dużo lepiej widać, jak bardzo Polska zapędziła się pod ścianę. Sami Polacy nie bardzo chyba już zdają sobie z tego sprawę (czego dowodzi chociażby Azrael). Mieszkasz w kraju, w którym neonaziści bez problemów zyskują zezwolenia na manifestacje, a homoseksualiści nie. W kraju, w którym należy rozważać, czy aby nie usunąć kłamstw o ewolucji z książek od biologii. W kraju, w którym znakiem pluralizmu poglądów w publicznym radio jest to, że oprócz dziesiątki publicystów (od centroprawicowych do ekstremalnie prawicowych) felietony może wygłaszać również satyryk z Gazety Wyborczej. Optymistycznie to ja mogę pisać na drugim blogu. A co mogę Tobie napisać optymistycznego? Być może Kaczyńscy nie postanowią wprowadzić stanu wyjątkowego i zawiesić wyborów do odwołania. Być może opozycja nagle odkryje w sobie jakieś zasady i znajdzie pod kanapą jakiś program. Być może lustracja pożre własne dzieci. Tyle mam optymistycznego do powiedzenia.

A teraz idę pisać notkę na drugim blogu. Będzie optymistyczna.

9 Comments:

  • `Zgadzam się z Twoją opinią na temat zerwania dialogu - nawet to chyba wykorzystam jako motyw jakiegoś mojego wpisu...

    Ja nie godzę się na to co jest w Polsce, zresztą chyba daję taego stałe przykłady, uważam natomiast, że nalezy wspierać każdą inicjatywę, która walczy z patologia nowej władzy.
    Kochanowski zaczął patrzeć na ręce rządzącym i mam nadzieję, że nie będzie legitymizował działań niezgodnych z Konstytucją.
    A.

    By Anonymous Azrael, at 2:35 PM  

  • a co maja zrobic rzesze, co w kraju-raju zostaly? ile mozna zmarnowac energii na pisanie listow otwartych, ktorych nikt nie czyta? ile mozna bic piany na tematy oczywiste? ile mozna o skrzypku, wielgusie, braku alternatywy czy marazmie platformy? no ile? i po co?

    lista gender ma zrobic sobie zbiorowe cwiczenia retoryczne? juz robila. nie raz, nie dwa i nie siedemnascie. zamiast tego, lepiej skupic sie na pracy u podstaw, zamiast zadrukowywac kolejne strony podpisami pod listem, ktorego nikt nie zauwazy, sprobowac poedukowac jakiegos jednego wyborce.

    milosciwie nas posiadajaca koalicja nie wywroci sie na braku alternatywy, tkm czy kolejnej aferze. wywroci sie, jak sie znudzi ciemnemu ludowi, czyli wtedy, jak ciemny lud glod poczuje. nie wczesniej.

    to tyle.
    w przerwach miedzy kolejnymi utopijnymi inicjatywami rozmyslam, jakby tu sie przeflancowac do cywilizowanego kraju. i juz.

    By Anonymous guzik, at 1:11 AM  

  • Ha -- rozumiem, czemu tylko 2 komentarze, blogger opublikował mi notkę pod datą rozpoczęcia, a nie zakończenia edycji. Gópi bloger bo tonie.

    Azrael: chciałbym, żeby to było tak ładnie, ale Kochanowski wsławił się głównie inicjatywami, których nie wymieniasz w swojej notce. Muszę przypominać?

    guzik: napisałem w notce, że nie wiem. Przychodzi mi do głowy albo porządna rewolucja z czołgami, koktajlami Mołotowa i Kazią Szczuką na złotym tronie (ale czołgi i koktajle to takie macho jest... to by była rewolucja podminowana samą sobą) albo wyjazd.
    "koalicja [...] wywroci sie, jak sie znudzi ciemnemu ludowi, czyli wtedy, jak ciemny lud glod poczuje." Zgadza się, i dlatego tak się rzuciły galbopieski na Waldemara Kuczyńskiego, kiedy to napisał na blogu. Od razu ruszyło dorabianie gęby zdrajcy ojczyzny, cytowanie tego fragmentu bez kontekstu na forach typu gazeta.pl, oburzone wypowiedzi, szukanie dziadków w Wehrmachcie, etc. Bo oni wiedzą, że ta (a jak nie ta, to podobna) koalicja porządzi tutaj tak długo, albo 1) wymrze jej elektorat (czyli około 2020), albo 2) ciemny lud odkryje, że teczki są niejadalne. W jakiś zawikłany sposób wstąpienie do UE pozwala tym ciemnotom na rządzenie, bo nawet upychając różne Skrzypki po stanowiskach prezesów banków mogą mieć przyjemną pewność, że gospodarka się nie rozsypie. I nie wiem, czy naprawdę nie byłoby dobrze, gdyby pewność okazała się oparta na fałszywych przesłankach.

    By Blogger Oliveira, at 8:27 AM  

  • Nie wiem od czego zaczac, moze stwierdzeniem , ze ciemny lud, pozostanie ciemnym ludem, tak jak pisalam poprednio ten skansen tak latwo nie zniknie, a inteligencja , biznesmeni maja to chyba gleboko w powazaniu. Aby zacelo cos sie dziac ciemny lud musi zaczac cierpiec, a wiec co? bieda? No niby tak, ale ....polki pelne, alternatywa sa bazarki gdzie mozna taniej , wiec ciemny lud nie narzeka. Rzad sie chwali PKB 5% co nie przeklada sie ni jak na zawartosc portfela, ale gospodarka prosperuje.
    Ludziom sie poprostu nie chce, sa zmeczeni, i w wiekszosc z nich uwaza ze to co powie premier czy inni Kaczysci ich wlasciwie nie dotyczy, im sa potrzebne pieniadze i pelna micha. Tak naprawde kogo to obchodzi czy aborcja jest zaostrzona czy nie? Kogo to obchodzi ze TK opanowal PiS, ze NBP zarzadza nieudacznik z rozdania partyjnego, ze Orlen tez juz jest PiSowski?
    Ludzie tak naprawde nie widza alternetywy. Na kogo maja glosowac? Na SLD ktore sie skompromitowalo, na PO ktore nie ma pomyslu na Polske i tak wlasciwie nie wiele rozni sie od PiSu?
    Polska to taki ewnement na skale swiata, niby chodz do tego kosciola, niby sa wierzacymi , ale tak prawde mowiac to te ichnie nauki ida w las bo ludzie to maja w powazaniu. Wielu juz nawet do tego kosciola nie chodzi , widuje tysiace ludzi co niedziela na bazarku , wiec to ze Kaczynski powie ze nie ma alternatywy dla katolicyzmu , splywa po wszystkich jak po.....kaczce.
    Troche ten wpis taki od Sasa do lasa, ale nie potrafie chyba ujac tego co obserwuje .
    Mnie osobiscie marzy sie powtorka z roku 80tego. Ale chyba nie ten czas.

    By Blogger atkabe, at 10:33 AM  

  • Bede nadal pisac listy, chodzić na demonstracje i przede wszystkim uczyć. Co mam robić? A uśmiechnę się i pomyślę, że jak bym żyła w XIX wieku i była chłopką uwłaszczeniową, to bym nawet czytac pewnie nie umiała. Jak mawiał Jorge z Buros: im więcej wiedzy, tym więcej cierpienia. W końcu absurd pożre sam siebie.

    By Anonymous socjopatyczna_makontentka, at 4:11 PM  

  • trudno nie przyznać Ci racji i coraz trudniej liczyć na jakieś szybkie rozwiązania tego uważonego przez PiS pasztetu. Chciałoby się powiedzieć: znikąd pomocy

    By Anonymous joe255, at 6:46 PM  

  • Tak, przywyklem. Piszac dzisiaj notke o zdradzie minister Fotygi co piec zdan juz chcialem napisac, ze "to nie do wiary", "nieprawdopodobne", "niesamowite, ze..." - i za kazdym razem szybko powstrzymywalem sie od podobnych stwierdzen. Bo wszystko juz wiadomo: szans na zmiany nie ma, nawet jesli Jasnie Prezes miedli co chwile frazesy, ze jak nie to, tamto, to wybory. "Wladzy raz zdobytej nie oddamy nigdy", a przynajmniej do konca kadencji. To jest wlasnie mentalnosc Kaczystanu - mentalnosc autorytarna, ktora w dupie ma wszystkich, nawet wlasnych wyborcow. A skoro wladza ma mnie w dupie, to ja, szaraczek, niewiele moge zrobic poza libertynskimi manifestami na blogu gdzies w Internecie. Osobiscie widze tylko jedna szanse na przyspieszone zmiany: musialaby pieprznac ekonomia, tak aby ciemny lud uznal, ze przez ich ulubionych "prawdziwie polskich" fanatykow brakuje im chleba. Ale na to sie nie zanosi.

    By Anonymous Libre, at 1:34 PM  

  • A co można zrobić? Jest jakaś polityczna alternatywa?
    Ja na wybory nie chodzę, bo nie mam po co. Jak mam wybierać między PiS, PO a komuchami, to naprawdę, ręce mi opadają.
    Jestem z pokolenia Solidarności i tak sobie myślę, że wszystko dlatego, że wtedy wygraliśmy, ale przegraliśmy. Miało być cudownie, mądrze i po naszemu, a wyszło jak zwykle. Jeśli kolejne zwycięstwo ma tak wyglądać, to ja dziękuję. Najgorsze jest to, że teraz mam niesmak, bo ja z tych, o których teraz się mówi, że byli "niewierzący, ale praktykujący". Tak, daliśmy się nabrać na to, że Kościół jest ostoją polskości i że poprowadzi nas ku wolności. Teraz widać, że ukręciliśmy bicz na własny zadek.
    Jak po czymś takim można uwierzyć w cokolwiek?
    Jak można wierzyć, że ten naród jednak jest mądry i że potrafi rządzić we własnym kraju?
    Widocznie nasza odwieczna tradycja jest taka, że musimy stąd emigrować. Dawniej emigrowaliśmy, bo najeźdźca, okupant, obca przemoc... teraz emigrujemy, bo nie da się żyć w kraju, którym rządzi banda oszołomów i idiotów wespół z religijnymi fanatykami.
    Kto został?
    Mohery, starcy i nieudacznicy. Czyli typowy elektorat PiS. Nawet jeśli są tu jacyś rozsądni i myślący, to i tak są bez szans, bo zostaną przegłosowani, wygwizdani, zatupani, a może nawet spałowani przez wszechpolaków i innych faszystów.
    Naprawdę, ręce opadają. Nawet demonstrować się nie chce, kiedy się widzi, jak to jest bezskuteczne i spływa po władzy jak woda po kaczce.

    By Anonymous astromaria, at 8:30 PM  

  • I co ja mam robić? Jeśli chodzi o ducha płynącego z mediów, polityków, Kościoła, czuję się w Polsce fatalnie (a właśnie ktoś mi podrzucił Gościa Niedzielnego do lektury... fe... jak można tak wołać o "prawdę" i głosić bezczelnei kłamstwa na co drugiej stronie?!).

    Tyle, że ci, którzy twierdzą o latach przemian mają dużo racji. Bardzo dużo. Dzisiaj występując jawnie z poglądami innymi niż narodowo-konserwatywne (tu bynajmniej PO nie jest istotnie różna od PiS) zostanie się zakrzyczanym. Takich poglądów po prostu "nie wypada" prezentować publicznie. Staje się wtedy kimś śmiesznym, nieważnym, marginalnym.

    Wiem, rozumiem -- to nie powód by udawać, że jest dobrze, a wręcz przeciwnie. Zresztą świetny przykład dała prawica z PiSem na czele, głosząc poglądy za które kilka lat temu politycy musieliby opuścić w hańbie życie publiczne, bezkarnie, butnie i pewnie siebie.

    Ale niestety -- zanim ktokolwiek weźmie się za liberalizację ustawy antyaborcyjnej potrzeba wielu lat mozolnej pracy, mówienia głośno o niezgodzie na narodowo-konserwatywne (czy może reakcyjne, bo to bynajmniej nie jest stateczny, poważny zachodni konserwatyzm) hasła, mity i działania.

    PS. Pewien mój znajomy (konserwatywny, choć niekoniecznie narodowy) opowiadał jak to przy pierwszej wizycie JPII w Polsce było dla niego objawieniem i umocnieniem w wierze, gdy dostrzegł jak wiele jest osób wierzących. Myślę, że nasza słabość wynika z tego, że nie czujemy swojej siły. To jest to, co się prawicy tak naprawdę udało -- stopniowe wyrugowanie z przestrzeni publicznej, medialnej. Poczucie zmarginalizowania i niemożności. Gdyby się komuś udała choć jedna, duża manifestacja -- mogłoby to dużo zmienić, skoro wiele osób tak prywatnie ma zupełnie inne poglądy niż te, które wypada im głosić publicznie. Tylko czy jest ktoś taki, czy jest takie hasło, które zebrałoby dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi w manifestacji? Ja go nie widzę.

    By Anonymous PAK, at 7:33 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home