czwartek, lutego 08, 2007

Dziś gościnnie: feministka

Agnieszka Graff, autorka książki "Świat bez kobiet", po przeczytaniu której zrozumiałem, że jestem feministą, polemizuje -- a raczej: rozprawia się -- z Tomaszem Terlikowskim i, przy okazji, z IV RP.

"Podręcznik "Kompas - edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą" przygotowała Rada Europy, przetłumaczono ją na 19 języków, ale nigdzie oprócz Polski książka nie okazała się kontrowersyjna. Roman Giertych uznał, że publikacja służy "lansowaniu zasady współpracy między środowiskami uczniowskimi a homoseksualnymi" i zakazał jej dystrybucji. To właśnie za przygotowanie "Kompasu" zwolniono Mirosława Sielatyckiego, szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycielskiego. Bronili go nauczyciele, Polska Sekcja Amnesty International i Helsińska Fundacja Praw Człowieka - bez skutku.

Książka jest podręcznikiem metodycznym dla nauczycieli. Podaje podstawowe informacje z zakresu praw człowieka, przede wszystkim jednak proponuje pomysły na ciekawe lekcje: scenki z podziałem na role, debaty, w których ścierają się interesy różnych grup, wizualizacje. Celem autorów nie było zebranie faktów do zapamiętania, z których nauczyciel może potem zrobić klasówkę, lecz zaproponowanie ram dla otwartej debaty. Te ramy to koncepcja praw człowieka zawarta w międzynarodowych dokumentach, których nasz kraj jest sygnatariuszem: prawa obywatelskie i polityczne, ale także gorzej u nas znane prawa społeczne, gospodarcze, kulturalne i zbiorowe. [...]

Artykuł wybiórczo cytuje podręcznik, by następnie go parodiować, wyszydzając jego założenia i retorykę. Terlikowskiego śmieszy wszystko oprócz chrześcijaństwa: szacunek do islamu, ekologia, historia religii pogańskich Litwinów, emancypacja kobiet, oświeceniowa tradycja praw człowieka. Z tych żarcików wyłania się system wartości polskich konserwatystów, a także stosunek IV RP do praw człowieka. [...] Dla polskiego konserwatysty nie do przełknięcia jest sytuacja, kiedy dochodzi do starcia różnych interesów i poglądów traktowanych równie poważnie, tym bardziej gdy strony tego konfliktu to Indianie i ekolodzy. Słuszny pogląd jest jeden, cała reszta to kłamstwa. Skoro historia Europy to opowieść o zbawczym wpływie chrześcijaństwa, to czy nie należałoby edukacji obywatelskiej po prostu zastąpić katechezą?"

Cytat długi, warto przeczytać całość. Agnieszka Graff zwraca uwagę na dwie rzeczy, które wydają mi się w tej chwili najważniejsze: po pierwsze -- na samoizolację Polski w świecie, po drugie -- na niezwykle wąski zakres ważnych w polskim dyskursie publicznym tematów. Ot, chociażby wczoraj do dymisji podał się Andrzej Krawczyk, dymisja została natychmiast przyjęta przez prezydenta. Powód dymisji? Krawczyk, szantażowany, podpisał oświadczenie, że będzie współpracował z Wojskową Służbą Wewnętrzną, po czym podczas pierwszego i jedynego spotkania z oficerem prowadzącym powiedział, że współpracy odmawia, mimo gróźb. Czy Krawczyk jest osobą kompetentną? Czy radził sobie na powierzonym stanowisku? Czy jest na jego miejsce ktoś lepszy? Nikogo to nie obchodzi, ważne, że podpisał coś w 1982 roku, czyli 25 lat temu. O abpie Wielgusie nie muszę chyba opowiadać, wszyscy wiedzą, że był agentem. Czy byłby dobrym metropolitą warszawskim? Czy są lepsi na jego miejsce? Czy poradziłby sobie na tym stanowisku? A kogo to obchodzi? Jest teczka. Teczka rządzi.

Na czołowe stanowiska w państwie powołuje się osoby kompletnie pozbawione jakichkolwiek kompetencji, autorów pisemek nazistowskich, przestępców skazanych prawomocnymi wyrokami -- ale zbyt grzecznych, zbyt bezbarwnych lub zbyt młodych, żeby interesowała się nimi kiedyś, dawno temu bezpieka. Gospodarka leży odłogiem, zapomniana. Plany reform Zyty Gilowskiej, jak skromne by nie były, są blokowane, lub odkładane na później; doraźnie sprawy załatwia się rozdając tu sto milionów, tam dwieście. Polska to kraj o przeraźliwie skrzywionej optyce; kraj, w którym de facto liczą się tylko dwie grupy: źli -- (post)komuna i dobrzy -- katolicy i ich Kościół. Profesorowie to wykształciuchy, zaś elitą intelektualną Polski jest Antoni Macierewicz, człowiek, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że reprezentuje sobą wybitną umysłowość.

Jak to możliwe, że w Polsce prawa człowieka (o które rzekomo walczyli opozycjoniści w czasach komunizmu), prawa w szczególności kobiet i osób homoseksualnych, ekologia, społeczeństwo obywatelskie, tolerancja, wzajemne zaufanie i szacunek, różnorodność, multi-kulti, reformy, wyrównywanie szans, wiedza i edukacja -- to lewackie mrzonki, zaś dekomunizacja, czyli -- przypomnę -- walka z wrogiem, który wyzionął ducha 18 lat temu, tudzież wydawanie milionów złotych z budżetu na budynki, w których będzie można oddawać kult niewidzialnym przyjaciołom to tematy najważniejsze? Jaką Polskę chcą zbudować takie elity intelektualne jak pan Terlikowski? Zdekomunizowaną, biedną, ale katolicką? Czym zajmą się przygłupie i niedokształcone elity IV RP, kiedy już zlustrują ostatniego nieszczęśnika, który 25 lat temu dał się szantażem zmusić do podpisania jednego papierka? Jeśli lustracja nie omija nawet takich osób, jak wieloletni współpracownik Kaczyńskiego, który 25 lat temu podpisał jeden świstek, kto oprze się fali teczek? Czy troll o nicku Blizna05, który co jakiś czas wrzuca mi w komentarze jakiś potworny, nieortograficzny i niegramatyczny bełkot na tematy ogólnie antykomunistyczne jest tym ideałem, który mają przed oczyma bracia Kaczyńscy, mówiąc o obywatelach IV RP?

Seoirse na blogu "Radykalna Demokracja" pisze, że przeraża ją to, że Janina Jankowska swoim nazwiskiem legitymuje takie decyzje, jak nominacja Krzysztofa Bosaka na wicedyrektora rady programowej TVP. Mnie przeraża to, że nie istnieje dialog między obywatelem Europy, a obywatelem IV RP. Dla obywatela Europy liczy się wszystko, tylko nie dekomunizacja. Dla obywatela IV RP nie liczy się nic oprócz dekomunizacji. Jak pisze Graff, "Tomasz Terlikowski nie mieszka jednak w wielokulturowej Europie. On żyje wyłącznie w Polsce, uczestniczy wyłącznie w polskich sporach. Tolerancja? Ekologia? Wielość kultur i systemów wartości? To go nie dotyczy. W Polsce system wartości jest jeden, a jedyny istotny spór dotyczy lustracji i dekomunizacji. Terlikowski czyta zatem europejski podręcznik o prawach człowieka i przełamywaniu stereotypów przez pryzmat walki z układem. Dziwnie monotonna to lektura, bo - niczym Jasiowi ze znanego dowcipu - wszystko kojarzy mu się z jednym, czyli z komunizmem. Równość to urawniłowka; idealizm to ideologia; dostrzeżenie nierówności to zakamuflowany totalitaryzm. A promowanie aktywności obywatelskiej to nic innego jak lewicowa agitacja. W żadnym kraju zachodnioeuropejskim nie byłyby to skojarzenia czytelne. Gdyby tekst Terlikowskiego przetłumaczyć na francuski czy angielski, okazałby się zbiorem dziwacznych nonsensów. Narzucona nam przez prawicę lustratorska obsesja sprawiła jednak, że te nonsensy wydają się dziś oczywistościami."

W tekście Agnieszki Graff cieszy mnie to, że jest jeszcze w Polsce (a nie za granicą) ktoś, kto widzi, jak niezwykle absurdalne są problemy, jakimi zajmuje się władza. Z perspektywy europejskiej spory o to, czy Krawczyk podpisał coś 25 lat temu, czy też nie podpisał, są co najwyżej zabawne -- ale bardziej chyba żałosne. Jak się ma teczka Krawczyka do polityki europejskiej, w której ważne są właśnie te tematy, które Terlikowski określa mianem lewicowej agitacji? Graff w zakończeniu pisze: "Mam wrażenie, że w Unii ideologom IV RP podobają się tylko pieniądze, a cała reszta kojarzy im się z postkomuną." To nie wrażenie, to rzeczywistość: rzeczywistość zniewolonego umysłu, który sam nakłada na siebie więzy, żeby móc się w nich szamotać.

8 Comments:

  • W Polsce słychać głosy na temat absurdalności naszych dyskusji. W sondażach większość twierdzi, że dekomunizacja i lustracja to tematy zastępcze. Ale co to zmienia, skoro ta większość nie przekłada się na media i na politykę?

    Co do tego o co walczyła Solidarność -- rzeczywistość była bardzo złożona. Myślę, że "Solidarność" jako taka, sama nie wiedziała o co walczy. Walczyli poszczególni ludzie, kierując się swoimi ideałami, a łączył ich sprzeciw nie powiązany z wyraźniej określonym planem politycznym. Byli tam zwolennicy społeczeństwa otwartego i praw człowieka; ale byli też tacy, których interesowała tylko, jak to miał nazwać chyba Marks -- "rewolucja polityczna" - czyli taka, która zmienia rządzących, ale nie system sprawowania władzy. PiS to chyba cena, którą płacimy za idealistyczne zrównanie celów intelektualnych, zaangażowanych w Solidarność elit, z całością solidarnościowej rewolucji.

    By Anonymous PAK, at 8:36 AM  

  • No i ja sie w sumie z ta wiekszoscia zgadzam, ze to "historyczne" tematy zastepcze. A tymczasem wladza i mainstream przedstawia wlasnie rzeczone spoleczenstwo obywatelskie, feminizm, ekologie, czy nawet - tfu - mniejszosci seks jako problemy zastepcze, twierdzac, ze przeciez "nie dotycza" przecietnego Kowalskeigo. Bo przecietnemu K wiele rzeczy jest obojetnych, zwlaszcza jesli pozornie nie wplywaja na jego codziennosc. I oto mamy, Panie i Panowie, jedna z przyczyn jakze powszechnego marazmu. CBDU.

    By Blogger Ania, at 8:31 PM  

  • Wczoraj u Lisa niejaki Brudziński (kandydat na nowego Edgara?)stwierdził,że za emigrację Polaków do Unii odpowiedzialna jest obecna opozycja ,a koalicji rządzącej jakoś unijne pieniądze nie śmierdzą, cała reszta jest oczywiście be na czele z tymi nieszczęsnymi prawami człowieka i tą tfu! tolerancją i "podobnymi tematami zastępczymi" którymi się poddanym przecież nie obywatelom głowę zawraca

    By Blogger arundati.roy, at 8:57 PM  

  • arundati.roy: to poniekąd prawda, buraczana koalicja składa się z ugrupowań, które były przeciwne wejściu do Unii :] A że pecunia non olet, to od dawna wiadomo. Byle się unijne komuchy nie wtrącały do tego, na jakie świątynie polski rząd je wyda...

    By Blogger Oliveira, at 9:01 PM  

  • A Lepper nie jest ojcem dziecka Anety K! A Prezydentówna obecna zadaje się z komuchem z SLD! I się rozeszła ze swoim ślubnym...

    By Anonymous Meg, at 9:33 PM  

  • Meg: zabawne jest tutaj to, że Aneta K. wielokrotnie mówiła, że Lepper nie jest ojcem jej dziecka, a i tak na wszystkich portalach była to wiadomość dnia :)

    By Blogger Oliveira, at 9:36 PM  

  • Zabawne jest to, że wszystkich interesuje glownie prowadzenie sie Anety K, a nie molestowanie... Bo (pozwole sobie zacytowac wlasnych znajomych): po co sie puszczac za 1200 zl? Nawet nie zarabiala tyle, zeby bylo warto.
    Wniosek jasny: nalezy sie wyzej cenic!

    By Blogger Ania, at 10:28 PM  

  • Ania: "Zabawne jest to, że wszystkich interesuje glownie prowadzenie sie Anety K, a nie molestowanie..." Nie, to niestety nie jest zabawne, tylko potworne :(

    By Blogger Oliveira, at 11:07 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home