niedziela, lutego 25, 2007

Unio, napisz nam historię!

Sprawa wspólnego podręcznika historii dla krajów unijnych jak rzadko obrazuje różnicę w postrzeganiu tego, czym jest Unia Europejska przez "stare" kraje i Polskę.

Przypomnę pokrótce: otóż niemiecka ministra edukacji, Annette Schavan wpadła na pomysł stworzenia podręcznika historii wspólnego dla wszystkich krajów, wzorem już istniejącego podręcznika niemiecko-francuskiego. (Na marginesie, historycy obu krajów nie porozumieli się we wszystkich sprawach, więc fragmenty podręcznika różnią się w zależności od kraju.) Niewiele więcej wiadomo na temat ewentualnego podręcznika, bo jest to jedynie rzucony mimochodem pomysł: "Pani minister Annette Schavan nadmieniła podczas niedawnej wizyty w Brukseli, że ponieważ jest już wspólny niemiecko- francuski podręcznik do historii, to byłoby dobrze, gdyby powstał także taki podręcznik dla wszystkich krajów - wyjaśnił rzecznik niemieckiego ministerstwa oświaty Elmar Koenig."

Co na to mają do powiedzenia Polacy? Ano, to co zwykle. Nie liczy się to, co Polska mogłaby do Unii wnieść, ale to, co będzie mogła zablokować. Czcigodny minister edukacji koalicji rządzącej (a więc wybrany głosami większości Polaków -- wszyscy wyborcy PiS i Samoobrony mogą sobie gratulować wyboru ministra edukacji) "podkreślił, że we wszystkich krajach Europy w nauczaniu historii "różnie rozkłada się akcenty". Dlatego - według niego - trudno wyobrazić sobie nauczanie "historii Europy". W ocenie ministra edukacji, byłaby to "próba tworzenia tożsamości europejskiej", a z tym - jak podkreślił - nie zgadza się." Jego kolega partyjny, kandydat na prezydenta Warszawy Wojciech Wierzejski, znany głównie ze swojej fascynacji sceną gejowską, ma do dodania tyle: "Już były wiceminister oświaty w telewizji poparł ten skrajnie kretyński pomysł. W Polsce papug, powtarzających za "oświeconymi" europejskimi salonami jest w bród. Zaraz czeka nas "obiektywna" debata, gdzie racje jednych i drugich będą skrupulatnie "ważone" jako równoprawne" (To, jak rozumiem, błąd -- przecież obiektywizm to coś, co narzuca się odgórnie.) "Jak wyobrażają sobie Niemcy wspólny podręcznik do historii, np. opisujący niemieckie obozy koncentracyjne? A rok 1939, czy będzie zaprezentowany jako antycypacja jednoczenia Europy pod niemiecką prezydencją? - pisze poseł LPR na swoim blogu."

Jak sobie wyobrażają? Bardzo łatwo można sprawdzić, zaglądając do podręcznika niemiecko-francuskiego. Jestem dziwnie przekonany, że znajduje się tam opis obozów koncentracyjnych, zaś rok 1939 nie jest prezentowany jako antycypacja jednoczenia Europy. Niemniej jednak nie fakty liczą się dla myślicieli z LPR i nie dlatego Wierzejski protestuje, że mu się wydaje, że młodzi Francuzi uczą się, że II Wojny Światowej nie było. Chodzi o dwie zupełnie inne rzeczy.

Roman Giertych nadmienia, że "byłaby to "próba tworzenia tożsamości europejskiej", a z tym - jak podkreślił - nie zgadza się." W tym zdaniu streszcza się różnica wizji Europy z punktu widzenia Annette Schavan i Romana Giertycha. Elity intelektualne Europy pamiętają o tym, że w deklaracji Schumana padło zdanie "Europe will not be made all at once, or according to a single plan. It will be built through concrete achievements which first create a de facto solidarity." Ta "solidarity" o której wspominają nie była tą samą "solidarity", w której działali Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa. Celem Unii Europejskiej jest stworzenie współpracy i wspólnoty na jak największą skalę; temu służy otwarcie rynków pracy, zniesienie kontroli celnej na granicach, wspólne paszporty, (częściowo) wspólne prawo, a teraz być może wspólny podręcznik. Wszystkie te rzeczy powstają drogą mozolnej pracy przedstawicieli wszystkich krajów i im większy kraj, tym więcej ma do powiedzenia i wniesienia do dyskusji. Czasem dyskusja prowadzi do wypracowania kompromisu, czasem zaś nie. Jak to zwykle dyskusje.

No, chyba, że mówimy o Polsce. Polska nie ma do powiedzenia nic, politycy IV RP potrafią wyłącznie walić pięścią w stół, wrzeszczeć "granda!" i obrażać rozmówców. (Nazywa się to "nieprowadzeniem polityki na kolanach".) Czemu Wierzejski nie zareagował na wypowiedź Schavan stwierdzeniem, że Polska z przyjemnością zgłosi swój zespół historyków, którzy zadbają o to, żeby do podręcznika nie wkradły się nieścisłości? Bo dla Wierzejskiego Unia to nie współpraca, tylko eurokołchoz. Poseł LPR nie odczuwa potrzeby wnoszenia czegokolwiek do wspólnoty, ponieważ wspólnotę uważa za zło konieczne -- konieczne, aby z głupiej Unii wysysać pieniążki, które potem będziemy mogli wydać na becikowe, Świątynię Opatrzności Bożej i książki o Żydach Macieja Giertycha. Rola Unii według Wierzejskiego jest żadna; Unia to ciało efemeryczne, które powstało po to, żeby dawać Polsce pieniądze. Czasami Unia próbuje się wtrącić do NASZYCH, WEWNĘTRZNYCH spraw, na przykład stwierdzając, że w Polsce panuje homofobia, obwodnica powinna iść inną trasą, niż pasuje ministrowi Szyszce lub też chcąc stworzenia wspólnego podręcznika. Na takie pomysły Wierzejski, Kaczyński i Lepper nie mogą pozwolić -- np. przy okazji obwodnicy Jarosław Kaczyński wspomniał, że zaowocowałoby to kompletnym zatrzymaniem budów autostrad w Polsce. (Ach, panie premierze, żeby w Polsce były kiedyś autostrady w jednej dziesiątej tak doskonałe, jak w Holandii...)

Dlaczego nie mogą pozwolić na takie pomysły? Nie dlatego, że widzą ich wady -- zauważmy, że w przypadku unijnego podręcznika nie powstał jeszcze nawet zarys treści, ba -- żadne państwo jeszcze nie poparło pomysłu ministry Schavan. Wierzejski jednak już widział podręcznik i wie, że tam nie ma ani słowa o obozach koncentracyjnych, zaś WW2 jest przedstawiona jako wywołana przez Polskę burda mająca na celu zatrzymanie jednoczenia Europy. Celem polskich rządów nie jest bynajmniej silna Polska w silnej Unii; celem polskich rządów jest silna Polska i słaba Unia na granicy rozpadu, na tyle jedynie powiązana, aby strumień pieniędzy płynął do Polski. W przypadku Rospudy chociażby rola Unii kończy się na tym, że dadzą na obwodnicę pieniądze i nie ich sprawa, którędy obwodnica będzie przebiegać i co przy okazji zostanie bezpowrotnie zdewastowane. Nam, Polakom się należy, bo osobiście obaliliśmy komunizm (choć, jak zauważa Elżbieta Jakubiak, "My pojechaliśmy wolni na mur berliński i siedzieliśmy na tym murze już jako Polacy z wolnego kraju, a Europa uważa, że obalenie komunizmu rozpoczęło się właśnie obaleniem muru berlińskiego" -- zatem być może teraz jest doskonały moment, aby drogą wspólnego podręcznika uświadomić Europie, jak bardzo się myli?). Zbyt długo polityka była prowadzona na kolanach przez agentów WSI i szarą sieć. Teraz Polska już w żadnej dyskusji nie weźmie udziału -- tu nie pojedziemy, bo nie dostaniemy imiennego zaproszenia, tam nie pojedziemy, bo uniemożliwi nam to dyspepsja, a do podręcznika nic nie wniesiemy oprócz naszego sprzeciwu. Nie, bo nie.

Rozpisałem się o jednym z powodów, dla których politycy IV RP nie zgodzą się na wspólny podręcznik. Teraz drugi z powodów, o wiele mniej skomplikowany. Politycy IV RP są w trakcie zmieniania historii i rozumieją, że Europa mogłaby mieć problemy ze zrozumieniem, że Lech Wałęsa był TW Bolkiem, Tadeusz Mazowiecki -- zdrajcą, wszyscy ministrowie spraw zagranicznych oprócz Anny Fotygi -- agentami sowieckiego wywiadu, zaś komunizm obalili osobiście bracia Kaczyńscy, idąc u boku Jana Pawła II. Poza tym podręcznik mógłby wspominać na przykład o tym, że w obozach koncentracyjnych ginęli homoseksualiści, albo -- o zgrozo -- nie podkreślać wystarczająco dobitnie, kto miał rację we wszystkich konfliktach zbrojnych (zawsze Polska!). A do tego dopuścić nie można. Żadnych lewackich mrzonek o równości. Naród wybrany zawsze pozostanie narodem wybranym, a imię jego wierzejski i giertych.

Na koniec wypowiedź prof. Zdzisława Macha z Centrum Studiów Europejskich UJ: "Opracowanie wspólnego podręcznika historii dla uczniów we wszystkich krajach Unii Europejskiej to dobry pomysł, bo jednym z głównych problemów wspólnoty jest to, że jej obywatele mało znają się między sobą [...] przygotowanie takiego podręcznika byłoby okazją do skorygowania jednostronnego ujęcia niektórych faktów i wyeliminowania przemilczeń. [...] Jego zdaniem, warto też negocjować interpretację faktów historycznych, nawet gdy do końca nie da się pewnych rzeczy uzgodnić. "Na Europę trzeba patrzeć jak na całość. Wspólny podręcznik pozwoliłby przełamać stereotypy, przezwyciężyć uprzedzenia, które w dużej mierze wynikają i z niewiedzy i z jednostronności spojrzenia" - podkreślił prof. Mach." Dokładnie tak, panie profesorze. I dlatego władze IV RP, dla których niewiedza i jednostronność spojrzenia to największe zalety u obywateli, prędzej wyprowadzą kraj z Unii Europejskiej, niż się na to zgodzą.

9 Comments:

  • a wynik tych negocjacji:
    1.
    OPTYMISTYCZNY
    45 674 tomy podręcznika podstawowego
    (+ 345 660 tomów akt, protestów, raportów Mniejszości...)
    2.
    PESYMISTYCZNY
    1-den (krótki podręcznik; bez I-szej i II-giej Wojen światowych; bo nie udało sie ustalić wspólnego stanowiska (a nawet kto zaczął ;-)
    ..................................
    tak, Historia jes wspólna; Turków pod wiedniem; i sobieskiego.
    ale interpretować ją będą (zapewne) austriacy...
    ..................................
    tak, Historia jes wspólna; ale Jej Opis -- to już tylko interpretacja.
    (katolicka, komunistyczna, ekologicza, prawicowo-różowa, lewicowo-technokratyczna...)

    By Anonymous makowski, at 1:22 PM  

  • „historycy obu krajów nie porozumieli się we wszystkich sprawach, więc fragmenty podręcznika różnią się w zależności od kraju” – z tego co słyszłem, to w przypadku różnicy zdań w podręczniku występują *obie wersje*. I to jest coś, co naprawdę mogłoby otworzyć ludziom oczy.

    By Anonymous Shot, at 3:05 PM  

  • >> Shot
    a taka np. wojna 30-letnia?
    zaangażowane; pół ełropy

    (...W wojnie trzydziestoletniej, pośrednio lub bezpośrednio, wzięły udział niemal wszystkie państwa europejskie...)

    to co: dla każdego Kraju: wersja?
    (czy może taka wersja nazywa się już "podręcznik historii dla klasy..." ;-))

    By Anonymous makowski, at 3:32 PM  

  • Być może w takim podręczniku nie znalazłoby się po prostu miejsce na zdanie "Żydzi preferują życie w odrębności, w apartheidzie od otaczających społeczności, co skutkuje rozwojem różnic biologicznych" (Maciej Giertych, "Wojna cywilizacji w Europie", 2007).

    By Anonymous bart, at 4:31 PM  

  • >> Bart
    ...preferują życie w odrębności, w apartheidzie...
    o Żydach (=w tym Podr.) nie mówimy;
    (= dowód w moim blogu)
    -- bo to Nie-Europa.
    (palestyna znaczy: azja ;-)
    a więc Twój cytat jest żałośnie niepoprawny politycznie; skreślić!
    niech se piszą WŁASNY: azjatycki podręcznik!
    z tatarami, Czyngiz Hanem, Stalinem, marko polo (o! prze...) i Turkami!
    europejska cHistorja dla Europejczyków!

    By Anonymous makowski, at 6:14 PM  

  • Wy sie tu dobrze bawicie, a ja mam dzieckow szkole.....

    By Anonymous Meg, at 10:53 AM  

  • To fantastyczny pomysł. Chciałbym dożyć dnia jego realizacji.

    By Anonymous Uenifeu, at 9:51 PM  

  • Myślę, że wbrew polskim obecnym nastrojom, jesteśmy w okresie mniej politycznego, a bardziej naukowego spoglądania na historię. Już na pewno wychodzenia z ciasnych, narodowych kategorii. Wystarczy porównać dzieła o historii sprzed 30 i powiedzmy 100 lat -- kolosalna różnica. Jeśli będzie wola polityczna, jeśli przynajmniej na początek zostaną miejsca na własne wersje, to taki podręcznik może powstać.

    By Anonymous PAK, at 12:35 PM  

  • Akurat tym razem, Oliveira, się z Tobą nie zgadzam. Może pójdźmy dalej - wspólny podręcznik z historii dla całego świata? Obejmijmy jeszcze ufoludki z innego układu gwiezdnego?

    Problem polega nie tylko na interpretacji faktów, ale właśnie na tym "rozkładaniu akcentów". Wiedzy historycznej jest zbyt dużo, by móc opowiadać o wszystkim. Trzeba mówić o rzeczach najważniejszych dla świata, Europy, ale przede wszystkim o Polsce i najbliższym jej otoczeniu - mamy inną mentalność niż Niemcy, inną, niż Węgrzy, inną, niż Amerykanie itd. Wiem, wiem, w wielu miejscach jest ona dziwna, bezsensowna - ale mentalności nie zmienia się "na siłę", trzeba wiele wysiłków, uświadamiania błędów w myśleniu itd. - NIE RÓWNA SIĘ TO RÓWNANIU MENTALNOŚCI WSZYSTKICH OBYWATELI NA ŚWIECIE! Każdy kraj ma własną kulturę, własną tradycję, własne zwyczaje... Oprócz złych rzeczy jest tam wiele pięknych, cementujących społeczność. Uważasz, że stworzenie jednego "kraju świata" jest możliwe? Zalecane? Uważasz, że gdyby wszyscy byli tacy sami, świat byłby ciekawy? Nie, byłby cholernie nudny. I dlatego różne kultury są światu potrzebne. A że w kulturę wpisuje się znajomość historii przede wszystkim własnej... Nie unikniesz tego.

    Nie rozumiem Twoich argumentów.

    By Anonymous m_gol, at 5:21 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home