poniedziałek, marca 12, 2007

Ostatnia notka

Zbieram się od kilku dni (a tak naprawdę, od kilku tygodni) do napisania ostatniej notki na tym blogu. Nie jest to łatwe; jej ostateczność ciąży nad jej treścią, determinuje ją, a jednocześnie przypomina mi o wpisach, które nigdy nie powstały; wpis o dniu kobiet -- zaniedbany, wpis o eutanazji -- zarzucony i pokryty kurzem... Nie powstały i już nie powstaną; może napisze je kto inny, a może nikt.

Mój ostatni wpis uprzedził Bart, który wczoraj wieczorem opublikował tę notkę. (Słowo do Barta -- nieładnie podbierać puenty. Ale rozgrzeszam, bo wiem, że niechcący ;))

Pisanie tego bloga rozpocząłem w listopadzie 2005, kiedy zakończyłem publikowanie bloga Brata Anzelma. Anzelm, człowiek niezwykle cnotliwy i moralny, na początku bawił, tumanił i przestraszał; potem jednak, kiedy Rzeczpospolita opublikowała fragment jego komentarza jako "zdanie internauty" na temat, nie pomnę, chyba śmierci papieża, zaś na blogu zaczęły się mnożyć komentarze osób, które brały Anzelma na poważnie i oskarżały go o przestępstwa karalne w stylu nawoływania do nienawiści uznałem, że już wystarczy. Anzelm powrócił jeszcze potem na jakiś czas, ale znów musiał odejść -- ze zbliżonych powodów, tudzież w związku z kolejnymi śledztwami w sprawie obrazy głowy państwa. Tak się składało, że planując wyjazd za granicę nie chciałem sobie zawracać dodatkowo głowy tym, czy aby CBA albo inne ABW nie tropi autora bloga urażającego uczucia religijne wyborców kartoflano-buraczanej koalicji. Queerpolitik wydawał mi się bezpieczniejszy, jak również poważniejszy. Za poważny?

Bart pisze: "Od jakiegoś czasu toczy mi głowę pewna smutna refleksja. Nie jest to żadne odkrywcze twierdzenie, ale jednocześnie dość dobrze odpowiada na szereg poważnych pytań, które nie tylko ja sobie zadaję. Np. dlaczego PiS wygrał wybory? Albo dlaczego szerzy się homofobia? Dlaczego rośnie w siłę fundamentalizm? Dlaczego jest kreacjonizm? Odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi: bo ludzie chcą prostych odpowiedzi, choćby i kłamliwych. [...] Jeden z moich, khm, dyskutantów, wspomniał coś o ”oświeconych” — właśnie w cudzysłowie. Co takiego jest w wiedzy, że należy jej się pogarda? Czy chodzi o fakt, że wiedza komplikuje obraz świata, zamiast go upraszczać? Fakty przeczą teorii? Najwyraźniej tym gorzej dla faktów. [...] Dlaczego ten wpis jest bardzo osobisty? Bo mi przykro. Moje widzenie świata przegrywa z doktrynalnym manicheizmem, w dodatku manicheizmem fałszującym rzeczywistość. Białe jest czarne, czarne jest białe. Ignorancja to siła."

Mam bardzo zbliżone uczucia. Na większość pytań nie ma prostych odpowiedzi. Świat nie jest czarno-biały. Nie wszyscy komuniści są źli, nie wszyscy katolicy wierzą w Boga, nie każdy pedofil jest księdzem, nie każdy homoseksualista jest uczciwy. W epoce mediów, które gonią za szybkim niusem nie ma miejsca na odpowiedzi składające się ze zdań złożonych. Kardiolog ze szpitala MSWiA to Doktor Śmierć, który Już Nigdy Nie Pozbawi Nikogo Życia, mówi Ziobro. Każdy, kto śmie przypomnieć, że o winie decyduje wyrok sądowy, jest łże-elitą i obrońcą morderców. Wypowiedź Ziobry jest prosta i zrozumiała, chirurg zabijał za pióra wieczne i koniak. Opinia łże-elit jest taka, że nie można wykluczyć, że lekarz rzeczywiście dopuścił się jakichś przestępstw, niemniej jednak szumnie obwieszczany podczas konferencji 30-procentowy odsetek zgonów w rok po przeszczepie jest uważany za normalny, lekarz zajmował się często przypadkami uznawanymi przez kolegów za beznadziejne, zaś historia Ziobry o krowie okazała się banialuką. Co ciągle nie oznacza, że doktor G. jest niewinny. Gdzie tu materiał na pierwszą stronę? Gdzie szokujący tytuł?

Blog, który na początku składał się ze złośliwie dobranych cytatów zmienił się w moje próby analizowania różnych bredni, rozkładania ich na części pierwsze i dowodzenia ich bezsensowności. Spędzam na tym zdecydowanie zbyt wiele czasu, zdecydowanie za bardzo się emocjonuję i zdecydowanie zbyt wiele pracy wkładam w coś, co tak naprawdę jest kompletnie bezsensowne, ponieważ osoby, które wierzą, że "Rejs" stał się beznadziejnym filmem ponieważ Piwowski podpisał zobowiązanie do współpracy z SB, Unii Europejskiej zależy na tym, żeby nie powstała obwodnica Augustowa, zaś Lech Wałęsa jako agent SB stworzył sfałszowaną III RP, dzięki czemu komunizm w Polsce upadł dopiero w dniu wyboru Jarosława Kaczyńskiego na premiera... cóż, takie osoby na pewno mojego bloga nie czytają. Na ogół w ogóle niczego nie czytają -- przykładem niejaki Blizna05, który specjalizuje się w wypisywaniu czegoś w rodzaju strumienia zwichrowanej świadomości i wstawianiu tych dzieł kompletnie losowo na różne blogi, niezależnie od ich tematyki. Jeśli Blizna w ogóle coś czyta, to co najwyżej Gazetę Polską i antysemickie broszurki Leszka Bubla.

Homofobia, o której napisałem już bardzo, bardzo dużo, również bierze się ze znajdowania prostych odpowiedzi na trudne pytania. Jak pisze Bart, "Homoseksualizm jest dla mnie czymś, co mnie wewnętrznie niepokoi. Trudno mi myśleć o gejach, nie pamiętając przy tym o ich sposobach uprawiania seksu. Zdarzało mi się pracować w jednej firmie z homoseksualistą i co prawda po jakimś czasie zacząłem go traktować i postrzegać zupełnie normalnie, jednak nasze pierwsze spotkania odbierałem dziwnie. Mogę przyjąć, że jest to mój prywatny problem, moja ułomność i spróbować jakoś nad nią zapanować. Mogę też jednak uznać, że moja reakcja jest absolutnie prawidłowa — geje to zdeprawowane, chore jednostki, które zmieniają partnerów jak rękawiczki, ćpają i gwałcą małych chłopców." Wielu ludzi -- w Polsce bardzo, bardzo wielu -- rozumuje jeszcze prościej: gej to taki ktoś, kto wkłada ch... w d... innego faceta, co rozumującemu wydaje się obrzydliwe w odniesieniu do własnej osoby, zatem gej = obrzydliwy zboczeniec. Nie trzeba uzasadnień. Gej może być biały, czarny, mieć poglądy lewicowe, prawicowe lub centrowe, być profesorem, fryzjerem, sprzątaczem, księdzem, koszykarzem, lekarzem lub pisarzem, ale te wszystkie cechy są absolutnie drugorzędne w obliczu faktu, że jest gejem. Człowiek myślący zastanawia się: czemu właściwie miałby postrzegać homoseksualistów tylko przez pryzmat ich seksualności? Człowiek bezmyślny się nie zastanawia, bo nie jest to czynność właściwa temu gatunkowi. Gej jest zboczeńcem, ponieważ jest zboczeńcem. Koniec i kropka.

Do momentu rozpoczęcia rządów przez aktualną koalicję politycy III RP zachowywali się różnie, niemniej jednak pewne rzeczy szanowali: szanowali (w zasadzie) tytuły naukowe, wiedzę, doświadczenie. Na stanowiska wybierani byli ludzie z własnego kręgu, niemniej jednak byli to ludzie, których kandydatury przynajmniej w dużej części dało się obronić -- kolega profesor, koleżanka sędzina. Koalicja ewolucji moralnych inteligencją pogardza i pomiata nią w sposób niespotykany od czasów głębokiej komuny. Na czele państwa stoi profesor, który tytuł uzyskał w czasach komunizmu, uniknąwszy po drodze nauczenia się jakiegokolwiek języka (co wydaje mi się o tyle ciekawe, że ja nie mógłbym nawet zdać na trzeci rok studiów bez egzaminu z języka na poziomie zaawansowanym). Doświadczenie to dla koalicji balast bycia z Układu; stopień naukowy to oznaka bycia wykształciuchem z łże-elit; zadawanie pytań to histeryczna krytyka. Koalicja na wszystko ma proste rozwiązania: przestępczość usuniemy zaostrzając kary, w szkołach zaprowadzimy porządek nakazując noszenie mundurków, zaś teoria ewolucji to brednia (skoro teoria...) w odróżnieniu od kreacjonizmu, który nie jest teorią tylko daną od Boga pewnością. Jeśli profesor ekonomii jest znany w kręgu innych profesorów ekonomii, to jest członkiem układu i należy szukać kogoś, kto będzie nieznany wśród ekono-stolikowców, najlepiej żeby w ogóle nie był ekonomistą i nie miał za sobą żadnych studiów, bo w ten sposób z pewnością uniknie splamienia Układem. Podobnie jest z byciem informatorem SB, czy WSI: nawet, jeśli informowanie wyglądało tak, że podpisało się lojalkę, a potem odmówiło jakichkolwiek informacji, jest się naznaczonym piętnem, które przekreśla absolutnie wszystkie inne osiągnięcia zawodowe i naukowe. Co gorsza, teraz pojawiają się nowe lojalki, a wraz z nimi głosy, że akurat tę lojalkę trzeba podpisać, a jeśli się nie podpisze, to się jest oszustem, zdrajcą i przestępcą.

Wraz z lojalkami na wierzch wychodzi jeszcze coś: otóż kiedyś, za czasów III RP (które pamiętamy jak przez mgłę) głupota stanowiła powód do wstydu. Teraz głupota wyłazi na wierzch, przeciąga się zadowolona, mruczy rozkosznie, a potem jak nie ryknie...! Oto minister edukacji opowiada w parlamencie unijnym o propagandzie homoseksualnej, jego ojciec wydaje książeczkę o tym, jak to Żydzi ubóstwiają mieszkać w gettach, wiceminister zaś stwierdza, że teoria ewolucji to kłamstwo, gdyż wszystkie robaczki i kwiatki stworzył Pan Bóg. To są ludzie, którzy przynajmniej teoretycznie mają stanowić wzór dla wszystkich nauczycieli oraz kształcić przyszłe elity polskiego narodu. Głupota popularna jest wszędzie, nie tylko w rządzie: Gazeta Wyborcza publikuje pięciostronicową analizę powodów, dla których polska gospodarka potrzebuje reform, zaś pod spodem komentujący piszą: "Koszerna jak zwykle łże", "za czasów SLD wybiórcza nie protestowała", "ble ble ble, profesorek piepszy bes sęsu" oraz "a może by pan Michnik ujawnił swoją teczkę". Czy ktokolwiek w ogóle czyta te artykuły? Tak, ja. Mieszkaniec Amsterdamu, bez planów powrotu do kraju ewolucji moralnych.

Postanowiłem to zmienić. Widzicie -- w odróżnieniu od nielicznych wykształciuchów, którzy jeszcze pozostali w Polsce, ja nie muszę się przejmować tym, jak gigantyczne straty ponosi Polska z każdym wyjeżdżającym ekonomistą, lekarzem, grafikiem, czy robotnikiem wykwalifikowanym. Nie muszę czytać o tym, że NATO nie jest naszym wymarzonym partnerem, że Unia chce, aby w Polsce nie było autostrad, czy też o tym, że jestem zdeprawowanym zboczeńcem, zarażającym dzieci chorobą homoseksualizmu za pośrednictwem parad równości. Od pół roku nie mieszkam fizycznie w Polsce; być może nadszedł czas, aby do końca przeciąć pępowinę, która zmusza mnie do maniakalnego pożerania informacji o poskręcanym potworku IV RP. Mam nadzieję, że kiedy homoseksualizm zostanie przez wasz rząd uznany za przestępstwo, zaś emigrantom zakaże się wstępu do kraju bez wcześniejszego podpisania lojalki, ktoś znajomy uprzejmie mi o tym doniesie. (Oczywiście w miarę możliwości. Nie chciałbym, aby ktoś znajomy został uznany za agenta, informującego obce siły o wewnętrznych sprawach IV RP.)

Queerpolitik pozostanie sobie online, nie planuję go zamykać. Pozostawię przy życiu również bloga Obywatel IV RP, na którym planuję pisać o życiu codziennym w Amsterdamie; oprócz tego zapraszam na stronę z moją muzyką, www.raygrant.com. Wycofuję się z pisania i interesowania się polską polityką. Jeśli marzeniem Polaków jest mieszkanie w kraju, w którym ignorancja to siła, głupota to zaleta, zaś jedynym wymaganiem wobec polityka, reżysera, dziennikarza i bankowca jest to, żeby był heteroseksualnym, zdewociałym mężczyzną, który w PRL zachowywał bierność i trzymał się z daleka od polityki, a teraz grzecznie podpisze każdą lojalkę, jaką mu podsunie władza... to byłoby z mojej strony -- jako mieszkańca Holandii -- wielką nieuprzejmością przeszkadzać mieszkańcom IV RP w budowie takiego raju.

sobota, marca 10, 2007

Za lisem

Niejaki Lis wywołał mnie do tablicy i kazał ujawnić 5 faktów z mojej teczki agenturalnej. Oto one.

1. Napisałem kiedyś książkę o życiu nastolatka w Stanach Zjednoczonych. Nastolatek ów założył zespół popowy, który oczywiście stał się niezwykle popularny, poza tym znalazł miłość (płci żeńskiej -- nie byłem jeszcze wtedy aż tak wyzwolony jak teraz). Dzieło spłodziłem mając lat 15. (Nie, nie zamieszczę na blogu fragmentów.)

2. Moim najulubieńszym posiadanym ciuchem jest ramoneska, która co prawda straciła już fragment suwaka, jest podziurawiona odznakami, które najpierw mi się bardzo podobały, a potem zdjąłem (a teraz mam ochotę założyć znowu), ale jest najwygodniejszą rzeczą, jaką w ogóle mam i kocham ją dozgonnie.

3. Najpiękniejszy prezent, jaki w życiu dostałem to pluszowy miś od kolegi z Anglii. Misia mam do tej pory i spałem z nim przez kilka lat -- był jedynym mężczyzną, który co dnia szedł ze mną do łóżka bez skarg, o tej porze co ja, nie zdradzał, nie zapominał o moich urodzinach i w ogóle był zawsze na stanowisku. Teraz miś leży na regale w salonie -- jego miejsce zajął Szacowny Małżonek. Chyba jestem niewdzięcznikiem...

4. Branżowo: z tego, że jestem gejem zdałem sobie sprawę w wieku lat 13, kiedy przeczytałem artykuł w piśmie erotycznym podprowadzonym ojczymowi. Przedtem zdawało mi się, że powinienem być dziewczynką, ponieważ nie wiedziałem, że istnieją jacyś geje. Artykuł był całkiem niezły (o ile pamiętam), ponieważ nie załamałem się ani nie poszedłem topić, tylko poczułem ulgę -- wreszcie pojąłem, kim jestem.

5. Największa liczba kolczyków, jakie miałem w sobie naraz to 9, w tym 7 widocznych.

Ponieważ czuję się lekko zagubiony w temacie tego, kto już zostawał wywołany, a kto nie, pozwolę sobie nieśmiało zasugerować, że chętnie bym przeczytał parę drobiazgów o Miss Bartender, Makowskim, Kallipygosie, Seoirse i WO. Ciekawe, czy się doczekam :)

PS. To jest przedostatnia notka, jaką zamieszczam w tym blogu.

środa, marca 07, 2007

Kwiatek

"Będę apelował. Wyrok ubezwłasnowolnia mnie jako wydawcę i stawia w roli cenzora. Każdy kto mnie nie lubi, może zamieścić na forum jakieś groźby, pójść z tym do prokuratury i stanę się recydywistą. Poza tym nie zgadzam się ze stanowiskiem sądu, że posty są materiałem dziennikarskim w rozumieniu prawa prasowego - powiedział Leszek Szymczak. [...] Bytowska prokuratura zdecydowała, że Leszek Szymczak powinien zostać ukarany za wpisy zamieszczone przez anonimowych internautów na jego stronie. [...] Autorów nie udało się znaleźć. Teksty internautów zostały przez prokuraturę uznane za materiały prasowe i prokuratura pociągnęła do odpowiedzialności Szymczaka."

No to juz wiemy, kto musi skladac oswiadczenia lustracyjne. Wszyscy, ktorzy kiedykolwiek umiescili jakikolwiek wpis na jakimkolwiek forum :D

wtorek, marca 06, 2007

Łże-elity miały rację?

W jutrzejszej Polityce wywiad z prof. dr hab. Januszem Czaplińskim, wykształciuchem pracującym na Wydziale Psychologii UW. Nie będę streszczać wywiadu, podam dane statystyczne. Otóż w ciągu ostatniego roku:
  • ponad 60% piętnastolatków piło alkohol
  • z 14% do 19% wzrosła liczba nauczycieli, którzy przyznają, że byli prowokowani przez uczniów do wybuchów gniewu
  • z 20% do 29% wzrosła liczba nauczycieli, którzy przyznają, że uczniowie ignorują ich polecenia
  • z 3% do 5% wzrosła liczba nauczycieli, którzy przyznają, że uczniowie zmuszają ich do robienia czegoś, na co nie mają ochoty
  • z 6% do 8% wzrosła liczba uczniów, którzy padli ofiarą przemocy ze strony nauczyciela
  • z 16% do 20% wzrosła liczba uczniów, którzy skarżą się na używanie przez nauczycieli wyzwisk
  • z 49% do 39% spadła liczba uczniów, którzy lubią chodzić do szkoły (w szkołach ponadgimnazjalnych z 36% do 25%)
  • z 33% do 40% wzrosła liczba nauczycieli, którzy uważają, że nie mogą liczyć na współpracę rodziców
  • z 15% do 6% spadła liczba nauczycieli, którzy uważają, że zdecydowanie mogą liczyć na współpracę rodziców
  • z 29% do 17% spadła liczba nauczycieli, którzy uważają, że rodzice interesują się problemami szkoły
Gratulacje składam tutaj przede wszystkim wyborcom PiS i LPR i generalnie wszystkim ludziom, którzy uważają, że Giertych ma rację, uczniów trzeba dyscyplinować, a na wszystkie nieprawości sposobem są mundurki, zakaz używania telefonów komórkowych i brak informacji o antykoncepcji. Ciekawi mnie też, czy Giertych wybuduje tyle szkół specjalnych, żeby starczyło ich dla 60% pijących piętnastolatków. Natomiast warto zauważyć, że ci uczniowie to nie jest jakaś grupa ludzi, którzy umrą przed pełnoletnością. To będą obywatele IV RP. Obywatele, którzy ze szkoły wyniosą przekonanie, że nie można na nikogo liczyć, że nauczyciel (szef, profesor...) jest wrogiem, zaś jedynym sposobem na osiągnięcie celu jest przemoc i zastraszanie.

Kogo obwiniam za to, co się dzieje w szkołach? Wbrew pozorom nie Giertycha; Giertych ma szkoły głęboko w jelicie grubym, uczniów się brzydzi, a ministerstwo służy mu wyłącznie po to, żeby mógł urządzać konferencje, jeździć po świecie i opowiadać, że brzydzi się pedałów i aborcji. Winę za wzrost przemocy w szkołach, wzrost spożycia alkoholu wśród uczniów, spadek zaufania między nauczycielami i uczniami, tudzież nauczycielami i rodzicami ponosi Jarosław Kaczyński. To z jego wyboru Giertych jest ministrem edukacji i to on wyznacza tę granicę, której "Giertych jeszcze nie przekroczył". A gdzie jest ta granica? Granica jest dzień po wyborach parlamentarnych. Dopóki Jarosław Kaczyński ma władzę, a Antoni Macierewicz teczki, uczniowie mogą do nauczycieli strzelać, podkładać bomby, gwałcić i mordować się nawzajem, a Giertych będzie miał rację i granicy nie przekroczy.

poniedziałek, marca 05, 2007

Pozdrowienia dla wyborców IV RP

"Możemy udowodnić, że Pomorze potrafi być pisowskie. To jest początek, a jeśli spotkamy się tu za trzy lata, to zobaczycie, że PiS na Pomorzu będzie wielki - mówił Kurski. - Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla ludzi PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Odzyskamy te miejsca, których obsada zależy od państwa. PiS musi tam rządzić.

Poseł mówił dalej: - Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w naszych kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku. Ci ludzie muszą w satysfakcjonujący sposób przejąć władzę w części sektora podlegającemu rządowi. Trzeba wymienić aparatczyków pamiętających PRL."

Teraz, kurwa, IV RP. Chwała nam i naszym kolegom. Ch... precz.

sobota, marca 03, 2007

This is propaganda, you know

Wesoły Romek, zauważywszy, że jego nazwisko pojawiło się w gazetach idzie za ciosem i żąda, aby Sejm ustalił stanowisko w sprawie propagandy homoseksualizmu i morderstw żyć nadpoczętych. (A propos, kiedy czytacie, że Romek sprzeciwia się morderstwom dzieci i dewiacjom, nie mówi on o tej sprawie, bo to normalna, zdrowa, heteroseksualna rodzina była i nic ciekawego się z punktu widzenia Romka nie wydarzyło.) W uchwale mają się znaleźć m. in. słowa: "Sejm Rzeczpospolitej Polski "sprzeciwia się każdej formie propagandy homoseksualizmu, która niszczy rodzinę". Niestety gazeta.pl nie podaje, czy znajdzie się w uchwale definicja propagandy homoseksualizmu i tłumaczenie, w jaki sposób owa propaganda niszczy rodzinę. (Czyją? Romka?)

Socjopatyczna Malkontentka zastanawia się, cóż to jest ta propaganda homoseksualizmu (przez czas jakiś na moim blogu trwała świąteczna promocja, podczas której do każdych dwóch homoseksualizmów dodawałem jeden biseksualizm gratis): "Dobrze, niech będzie, że socjopatyczna upowszechnia poglądy feministyczne, ale jak można upowszechniać bycie homoseksualistą? Załóżmy, że wychodzę na postument pomnika w jakimś dużym mieście i gromko oznajmiam: jestem homoseksualistką. Czy zdanie oznajmujące jest upowszechnieniem? Czy zauważenie faktu, iż w naszym kraju lesbijki i geje mieszkają, uczą się, pracują, gotują, hodują chomiki, czy co komu wpadnie do głowy, jest szerzeniem idei? [...] Może w tym upowszechnianiu homoseksualizmu według wicepremiera chodzi o manipulację? O celowe i natarczywe oddziaływanie na społeczeństwo? Jestem częścią społeczeństwa i nie przypominam sobie, by ktokolwiek namawiał mnie do zmiany orientacji seksualnej, albo mówił, że ta homoseksualna jest lepsza. W życiu. Jednakże wiele razy słyszałam, jak namawiano homoseksualistów do zmiany ich sposobu uprawiania miłości i mówiono, że hetero jest lepsze, naturalne. Słyszałam, że homoseksualiści to zboczeńcy, że pedofile. Słyszałam wiele kłamstw, wiele manipulacji." Ja również. Ale większość społeczeństwa nie ma takich wątpliwości i doskonale wie, o czym mówi wicepremier: "Większość nie zgadza się z szefem LPR w tych trzech sprawach, ale znacząca część Polaków podziela jego poglądy. I tak 40 proc. ankietowanych uważa, że narasta "propaganda homoseksualna", dla 44 proc. homoseksualiści są odchyleniem od prawa naturalnego, a 38 proc. popiera zakaz aborcji w Unii Europejskiej."

Ręczę, że żaden z ankietowanych, a co gorsza -- również sam wesoły Romek nie potrafiłby wytłumaczyć, na czym polega propaganda homoseksualna i podać definicji prawa naturalnego. Jeśli uznać, że prawo naturalne to prawo, którym kierują się zwierzęta, po pierwsze homoseksualizm wśród zwierząt jak najbardziej występuje, po drugie zaś zacytuję jedną z moich ulubionych anegdot -- o ile pomnę, to poseł Cymański (a może Kamiński?) usłyszał kiedyś, produkując się w najlepsze w jakimś programie TV na temat nienaturalności homoseksualizmu "panie pośle, pan jest w Warszawie, a widzą pana w Gdańsku -- to jest dopiero nienaturalne". Po trzecie zaś nie sądzę, żeby rozwiązaniem problemu przestępczości było wprowadzenie prawa naturalnego, zgodnie z którym silniejszy wygrywa. Zwłaszcze, że niektórzy silniejsi mogliby używać np. szalenie naturalnego wynalazku, jakim jest broń palna. I tak dalej... Z propagandy nie muszę się nabijać, zrobiła to za mnie Malkontentka.

Tak naprawdę ciekawi mnie co innego. Skąd w ludziach bierze się homofobia? Cała ta "propaganda homoseksualna" oznacza tylko tyle, że geje i lesbijki chcą mieć tyle samo praw, co heteroseksualiści. Przeciw nim wytaczane są działa najcięższe: oskarżenia o niszczenie rodziny, o zaprzeczanie naturalnemu porządkowi, obrazę uczuć religijnych, pedofilię i promocję homoseksualizmu, który niechybnie spowoduje wymarcie całej Europy. Mogę tylko przyświadczyć Malkontentce, kiedy ta pisze "Uwielbiam na przykład pierwszą-lepszą, ale ani ja jej, ani ona mnie nie namówi na łóżkowe figle-migle. Jesteśmy hetero i nawet, jeśli ktoś będzie mnie usilnie namawiał, to nic z tego nie wyjdzie. Tak samo, jak nikt nie namówi oliveiry (poza tym, że on jest monogamiczny) na baraszkowanie w pościeli z Miss Rosji czy Urugwaju." To prawda -- mimo niezwykle nachalnej propagandy heteroseksualnej, objawiającej się w każdej gazecie, każdym niemal filmie, piosence rockowej czy reklamie, zupełnie nie czuję w sobie budzącego się do życia heteroseksualizmu. Tymczasem Giertych, mąż i ojciec, grzmi, iż "propaganda homoseksualna niszczy rodzinę", a 40% Polaków się z tym zgadza. Czyżby 40% Polaków nie było pewnych swojej orientacji seksualnej i obawiało się, że widok parady równości może ich i ich dzieci bez ostrzeżenia zamienić w rozpasanych homoseksualistów? Czyżby 40% polskich rodzin było tworami tak nienaturalnymi i delikatnymi, że widok całujących się chłopców może zmusić rodziców do rozwodu, a dzieci do popadnięcia w narkomanię i alkoholizm?

Kilka tygodni temu gazety rozpisywały się na temat "pierwszego geja w NBA". Po chwili pojawił się i pierwszy homofob NBA, niejaki Tim Hardaway, który wyznał: "First of all, I wouldn't want him on my team. And second of all, if he was on my team, I would, you know, really distance myself from him because, uh, I don't think that's right. And you know I don't think he should be in the locker room while we're in the locker room. I wouldn't even be a part of that. [...] Just buy him out his contract and let him go (laughs). You know, something has to give. If you got 12 other ballplayers in your locker room that's upset and concentrate and always worried about him in the locker room or on the court or whatever, you know, it's gonna be hard for your teammates to win and accept him as a teammate." Pod wypowiedzią komentarze 40% Polaków: "wreszcie jeden normalny", "to już się gejostwo nie może nie podobać?", "można poczuć pewien dyskomfort grając tyłem do kosza i mając Amaechi'ego "na plecach". No ale jak widać nie wolno o tym gadać".

Trudno jest mi pojąć sposób myślenia mężczyzn -- bo jakoś kobiety na ogół się w taki sposób nie wypowiadają -- którzy są przekonani, że w szatni NBA lub na boisku gej myśli wyłącznie o "obłapianiu". Nie uprawiałem nigdy żadnego sportu zawodowo, ale dość regularnie chodzę na siłownię i -- wierzcie mi, drodzy wystraszeni heterycy -- nie ocieram się niechcący o współ-trenujących, nie kradnę ich bielizny, nie czekam, aż schylą się po mydło, nie składam im propozycji, nie gwałcę, gdy pochylą się po sztangielkę. Przychodzę, ćwiczę, wychodzę. A po ćwiczeniach, kiedy biorę prysznic lub przebieram się w szatni, nie myślę bynajmniej o ciałach współ-trenujących, z prostego powodu -- jestem na ogół zbyt zmęczony, żeby myśleć o czymkolwiek. (Głupio mi to tłumaczyć, bo wydawało mi się oczywiste, ale najwyraźniej 40% Polaków potrzebuje to usłyszeć...) No, ale może świat sportu zawodowego wygląda inaczej? Może zawodowi sportowcy w ogóle się nie męczą, w szatni odbywają stosunki seksualne (ale tylko hetero, oczywiście), a na boisku poświęcają cały czas wyłącznie pilnowaniu, czy ktoś ich nie dotyka i czy oni sami kogoś nie dotykają? Tylko jakim cudem przy całym tym seksie i jednoczesnym niedotykaniu koszykarze znajdują czas na treningi? I czy przypadkiem ktoś, kto dowiedziawszy się, że w drużynie jest gej, nie byłby w stanie skoncentrować się na piłce, tak bardzo obawiałby się niespodziewanego gwałtu analnego... nie powinien leczyć się psychiatrycznie?

Czy Sejm przyjmie uchwałę o propagandzie homoseksualizmu, zobaczymy zapewne już niedługo. (Szczerze mówiąc głównie mnie ciekawi, co zrobi PO.) Niemniej jednak informacja, że 40% Polaków potrzebuje się leczyć psychiatrycznie trochę mną wstrząsa; jak się okazuje, nachalna propaganda homofobii, uprawiana przez posłów, rząd, media elektroniczne i papierowe, Elizę Michalik, Młodzież Wszechgłupią, NOP, księży (tacy mężczyźni w sukienkach, żyjący w celibacie, zapraszani na ogół do mediów jako specjaliści ds. normalności i związków homo- i heteroseksualnych), polskie komedie, seriale autorstwa Ilony Łepkowskiej, utwory hip-hopowe, koszykarzy NBA... cóż, propaganda skutkuje. Ale nie spodziewam się w tej sprawie żadnej uchwały Sejmu, wzywającej do tolerancji i poszanowania godności homoseksualnych istot narodzonych. Nie takie wartości Polska ma do zaoferowania Europie.

piątek, marca 02, 2007

Nowa wizja Europy

Jak to ładnie ujął Uenifeu, Wesoły Romek jeździ po Europie i robi siarę za pieniądze podatników. (Na marginesie, polecam śledzenie wyników nieustającego konkursu portalu gazeta.pl na najgorsze zdjęcie Romka. Od miesięcy konkurs regularnie dostarcza mi uciechy.) Co powiedział Romek, wiemy -- otóż należy stworzyć Wielką Kartę Praw Narodów Europy, w której zostaną zapisane wspólne wartości wszystkich państw europejskich, czyli zakaz aborcji i "propagandy homoseksualnej". (Nawiasem mówiąc, zakaz "propagandy", czyli cenzura, ma służyć zagwarantowaniu wolności.) Nie mogę się oprzeć stwierdzeniu, że Romek to chyba w jakiejś innej Europie bywały niż ja, bo pominąwszy hitlerowskie Niemcy nie zauważyłem, żeby homofobia stanowiła wartość moralną jakiegokolwiek kraju "starej Unii".

Warto zwrócić uwagę na parę drobiazgów. 1) Wypowiedź Romana Giertycha padła podczas spotkania ministrów edukacji, co pozwala wysnuć wiele smakowitych wniosków na temat kompetencji pana ministra oraz tego, co też wspólnego ma on z edukacją. 2) To nie pierwsza w tym tygodniu wypowiedź wysoko postawionego polskiego polityka na temat osób homoseksualnych, mająca miejsce na forum europejskim. 3) Wypowiedź Romka pojawia się kilka tygodni po wydaniu drukiem epistoły jego czcigodnego protoplasty, Macieja, który uświadomił zdumionym Europejczykom, iż "Żydzi z własnej woli prowadzą życie odseparowane od otaczających ich społeczności, wybierają apartheid. Sami tworzą getta, dzielnice, gdzie mieszkają razem, porównywalne do Chinatowns w USA. Tylko Niemcy Hitlera zamknęły Żydów w gettach pod przymusem".

Bartosz Węglarczyk pisze w najnowszej notce: "Teoria polega na tym, że w polityce zagranicznej premier i prezydent (pani minister spraw zagranicznych nie zaliczam do grona osób tworzących politykę zagraniczną) stosują całkowicie odmienną filozofię od tej stosowanej w polityce wewnętrznej. [...] Żadnych kompromisów! Żadnego pójścia na ustępstwa! Kto nie z nami, ten przeciw nam!" Obawiam się, że prawda jest troszkę inna: rząd panów Kaczyńskich nie prowadzi żadnej polityki zagranicznej. Niezależnie od miejsca, w którym znajdują się polscy politycy i grona rozmówców -- z wyjątkiem spotkań w cztery oczy, na których nie pojawiają się kamery -- polski rząd przez cały czas prowadzi kampanię wyborczą. Giertych nie mówi tego, co mówi, bo ma złudzenia, że zła Łunia natychmiast zdelegalizuje "propagandę homoseksualną". Mówi to, ponieważ poparcie dla LPR w sondażach oscyluje wokół błędu statystycznego, więc trzeba powiedzieć coś tak kontrowersyjnego, żeby Nasz Dziennik pochwalił Romka i jego partyjkę. A że Polska znowu zaprezentuje się jako naród fanatyków, idiotów i niedouków? Że spotkanie ministrów edukacji dotyczy edukacji, a nie poglądów na propagandę neofaszystowską? To Romana nie ciekawi. Podobnie było z przemówieniem Lecha Kaczyńskiego, który opowiadał o tym, jak to jego przyjaciele dotknięci homoseksualizmem grożą wyginięciem rodu ludzkiego; Kaczyński nie zadał sobie trudu upewnić się, czy aby Irlandczycy właśnie nie uchwalili rezolucji o tym, jak to osoby homoseksualne są pełnowartościowymi obywatelami i nie należy ich w żaden sposób dyskryminować, ponieważ go to kompletnie nie interesowało. Notowania spadają, dyspepsja atakuje, trzeba zadziałać tak, żeby społeczeństwu się spodobało.

Ataki na homoseksualistów są wspaniałym sposobem na to, żeby się podlizać wyborcom. Przypominam, że wyborcy PiS, LPR i Samoobrony to z grubsza ta sama grupa: osoby niewykształcone, zamieszkałe raczej na wsi niż w mieście, afiszujące się ze swoją religijnością, powyżej 40 roku życia. Zapewne nikogo nie zaskoczy informacja, że dokładnie te same osoby, które głosują na naszą pożal się Istoto koalicję deklarują swoje obrzydzenie homoseksualizmem. Tak więc wypowiedź Lecha Kaczyńskiego i odpowiedź Romana to walka o elektorat. A że obie wypowiedzi miały miejsce za granicą? Mało to ważne, dopóki zagranica nie ma wpływu na to, kto rządzi w Polsce. A co sądzi o nas Unia Europejska, jak postrzegani są za granicą Polacy, jak się o Polsce pisze w zagranicznych gazetach? Wszystko furda. Unia ma przysyłać pieniążki. Reszta -- jest milczeniem.

PS. Tegoroczna warszawska Manifa odbędzie się 4 marca o 12:00, rozpocznie się na Placu Defilad. Tutaj szczegóły. Mnie niestety nie będzie; ciągle jestem w Amsterdamie. Jeśli Wy nie planujecie dołączyć do mnie na emigracji, wybierzcie się na Wielki Marsz Solidarności Kobiet. Nawet jeśli nie jesteście kobietami. Bo, wiecie -- kiedy przyszli po Żydów, milczałem... i tak dalej.