środa, maja 30, 2007

Po raz kolejny powtarzam...

...coś, czego nigdy nie można powtórzyć wystarczającą ilość razy: za granicą pani Sowińska nie jest postrzegana jako zabawna dewotka, nieszkodliwa maniaczka czy osoba z klucza partyjnego, która musiała zostać RPD dlatego, że była z LPR i tyle kwalifikacji jej wystarczyło. Za granicą pani Sowińska jest oficjalną przedstawicielką oficjalnego rządu Polski. I stąd reakcja: "Jest nie do pomyślenia, by RPD zajmował się takimi sprawami i trwonił na to pieniądze. Homofobia Ewy Sowińskiej musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją europejskich rzeczników praw dziecka - oświadczył RPD Norwegii [...] Według Hjermanna, Sowińska swoim postępowaniem łamie europejskie prawo i nakłania do dyskryminacji całej grupy społecznej z powodu orientacji seksualnej. - Nie ma najmniejszego znaczenia, czy postać tego Teletubisia jest gejem, czy nie. Można powiedzieć - to jest prywatna sprawa Tinky Winky'ego - podkreślił norweski RPD."

Teraz czekamy, aż pani Sowińska wzorem Giertychów, Dornów i innych Marcinkiewiczy powie, że wcale nie jest homofobką, po prostu brzydzi się pedałów.

poniedziałek, maja 28, 2007

Yee-haw! -- epilog

"Jeżeli posiadamy satyryków lub twórców s.f. – niechże się jedni i drudzy odzieją w wory pokutne i przestaną tworzyć rzeczy całkiem nie przystające do rzeczywistości. Ona całkowicie przerasta ich fantazję. Mieć pojęcie o Mrożku, zaliczyć Strugackich i dożyć chwili, w której madame Sowińska pełni państwową funkcję – to doprawdy ewenement raz na kilka pokoleń."

O tak, tak! a dzisiaj pani Szczypińska powiedziała o pigułce antykoncepcyjnej eliminującej okres o, tak ładnie: "Nie można pozbawiać kobiet ich kobiecości. Ten lek zakrawa o horror." Naprawdę, jeśli kobiecość według pani Szczypińskiej polega wyłącznie na comiesięcznym krwawieniu, często bolesnym, to nie ma się co dziwić uporczywemu zestawianiu jej z niezwykle męskim premierem Kaczyńskim.

A propos, pani posłanka Szczypińska ma 50 lat, nie ma męża ani dzieci i mieszka z matką. Naprawdę, zadziwia fakt, że chce jej się wypowiadać na temat pozbawiania kobiet kobiecości za pomocą antykoncepcji. Z drugiej strony w tym kraju księża (to tacy panowie, którzy chodzą w sukienkach i przysięgają nigdy nie tykać kobiet) są autorytetami do spraw seksualności wszelakiej, wychwalają pod niebiosa rodziny heteroseksualne, odradzają życie singla i ratują małżeństwa, wszystko na podstawie swoich doświadczeń w samotnym życiu w sukience. Można z tego wysnuć przewrotny wniosek, że dla PiS kobieta, posiadająca męża i dzieci to taki odpowiednik wykształciucha, więc polityką prorodzinną i antykoncepcją mogą zajmować się wyłącznie osoby samotne i kobiety w wieku menopauzalnym, zaś promowaniem wiary katolickiej -- posiadacze żon i kochanek.

niedziela, maja 27, 2007

Yeee-haaaaw!

Jestem pewien, że Bart to doceni :D

"Poproszę moich psychologów z biura, by obejrzeli bajkę "Teletubbies" i ocenili, czy może być ona pokazywana w telewizji publicznej -- deklaruje rzeczniczka praw dziecka, Ewa Sowińska. Chodzi o sugestie, że popularny animowany program dla najmłodszych promuje homoseksualizm. - Słyszałam o tym problemie. Sprawa jest niezwykle delikatna, bo ta bajka jest wyjątkowo przez dzieci lubiana. Mnie się zdarzyło kiedyś obejrzeć jeden z odcinków i muszę przyznać, że te postaci wydały mi się bardzo sympatyczne. Jest jednak prawdopodobnie problem jednej z postaci -- twierdzi Sowińska w wywiadzie dla tygodnika "Wprost".

Tinky Winky jest gejem?

- Zauważyłam, że Tinky Winky ma damską torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem. W pierwszej chwili pomyślałam, że ta torebka musi temu teletubisiowi przeszkadzać. Taki balast niepotrzebny. Później się dowiedziałam, że w tym może być jakiś ukryty homoseksualny podtekst -- twierdzi Sowińska.

"Nie zapraszać mniejszości seksualnych do szkół"

Wg "Wprost" rzeczniczka praw dziecka popiera też pomysł ministerstwa edukacji, by zakazać zapraszania do szkół przedstawicieli mniejszości seksualnych. - Taka osoba może przyjść na lekcję ekstrawagancko ubrana, a młodzieży może się to spodobać. Z pozoru nic się złego nie dzieje, a jednak jakiejś formy promocji homoseksualizmu można się tu dopatrzeć -- ocenia pani rzecznik."

I teraz wiemy wreszcie, czemu Polacy ubierają się w szaro-bure worki, swetry w romby wpuszczone w spodnie, tekstylia firmy Stadią nieznanego koloru tudzież zastosowania oraz dresy z jedenastoma paskami firmy Adildos. Chodzi po prostu o promocję heteroseksualizmu. W Polsce heteroseksualistów poznajemy po kompletnym braku gustu. Na zamieszczonym powyżej zdjęciu pani Sowińska promuje heteroseksualizm.

sobota, maja 26, 2007

Módl się w domu po kryjomu

"Być może u nas wszystkich powstaje pytanie czy ten akt jest na dzisiejsze czasy? Czy ten akt duchowy i religijny, nie jest przekroczeniem granicy słusznej autonomii miedzy polityczną i legislacyjna pracą sejmu, a wymiarem nadprzyrodzonym? Być może znajdą się i tacy, którzy będą postulować, aby wiara i religia posłów pozostawała ich sprawa prywatną, jak to było za tamtych czasów."

Pfffkhmkhmkhm. No w kraju neutralnym religijnie mieliby się znaleźć jacyś tacy co by postulowali, żeby wiara i religia posłów pozostawała ich sprawą prywatną? Księże arcybiskupie, niechże ksiądz mnie nie rozśmiesza.

EDIT: Jest jeszcze śmieszniejsza wiadomość!!

"Piotr Strzembosz, wybrany do Sejmiku z listy Platformy Obywatelskiej poinformował, że w piątek do Prokuratury Rejonowej Śródmieście Północ w Warszawie zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez organizatorów i uczestników pochodu 1-majowego w Warszawie, polegającego na propagowaniu systemu totalitarnego. W uzasadnieniu czytamy, że złamania prawa dopuścili się uczestnicy demonstracji, którzy nieśli flagi i transparent z emblematami sierpa i młota oraz mężczyzna ubrany w koszulkę z wizerunkiem Che Guevary."

No, to mój blogasek jak amen w pacierzu wygłaszanym przez neutralnych politycznie posłów zostanie zamknięty za propagowanie systemu totalitarnego. (Jak już wystawią europejski nakaz aresztowania mojej osoby, rzecz jasna...)

piątek, maja 25, 2007

Go West, young man

Forum gazeta.pl, autor: redakcja:

"Jak wynika z najnowszych sondaży, ponad połowa Polaków w ciągu ostatniego roku dostała podwyżkę. Równowartość 10 euro na godzinę w
Polsce dla wykwalifikowanego budowlańca to już nie fantazja.
Czy nadal opłaca się wyjeżdżać za granicę? Bo może czas już wracać? Czekamy na Wasze opinie, na tym forum oraz pod e-mailem:
podwyzki2007@gazeta.pl"

Artykuł Olgi Trojak na stronie głównej portalu:

"Uczelnia zablokowała stronę i odcięła internet studentom z akademika. Władzom nie podobały się żałobne koszulki pokazane w sieci. Gdy na Politechnice Częstochowskiej pojawiły się plotki, że juwenaliów w tym roku nie będzie, Krzysiek i Wojtek, studenci V roku informatyki, wymyślili żałobne koszulki. Z przodu klepsydra i napis: "Z głębokim żalem żegnamy Juwenalia 2007. Marzenie o nich na zawsze pozostanie w naszych sercach". Do tego zwyczajowe R.I.P. i wieniec. Z tyłu napis "Częstochowa" opleciony łańcuchami. Na jednej z liter siedzi kruk (jest w herbie miasta), za napisem stoją ksiądz i staruszka w berecie, pod nim znaki: zakaz picia piwa i zakaz grillowania. [...] Zamknięto stronę oraz odcięto internet całemu akademikowi, a Krzysiek i Wojtek zostali wezwani do dyrektorki akademika i dziekana. [...] Co takiego nie spodobało się rektorowi? Danuta Kulesza, rzeczniczka Politechniki, odpowiada sucho: - Powodem był fakt, że na stronie znalazły się koszulki juwenaliowe z nadrukiem w formie nagrobka, zawierającym treści obraźliwe i wykraczające poza ogólnie przyjęte normy etyczne. Wyłączenie internetu było wyrazem dezaprobaty kierownictwa uczelni wobec studentów za tego rodzaju żart. Zadaniem uczelni jest wychowywanie inteligencji, władze mają obowiązek zwracać uwagę studentom na niewłaściwość ich zachowania. [...] Wojtek i Krzysiek nie chcą już produkować koszulek. Oddają pieniądze: - Za miesiąc bronimy pracy magisterskiej i wyjeżdżamy stąd. Jak najdalej."

Sondaż Gazety: "Najwięcej dla Polski robi Ziobro - szeryf PiS-owskiej naprawy świata. [...] Zbigniew Ziobro wygrał cały ranking - wizerunek ministra sprawiedliwości coraz wyraźniej odkleja się od macierzystej partii. Czy to się podoba wykształciuchom (jak niżej podpisany), czy nie Ziobro jest spostrzegany jako ten, który próbuje zaprowadzić w Polsce porządek. [...] Jeśli gdzieś obóz rządzący cieszy się wyższym poparciem, to wśród najmniej wykształconych. Wśród ludzi po podstawówce więcej uznało, że premier i prezydent Kaczyńscy, a nawet wicepremier Lepper dobrze służą Polsce! [...] Ziobro ma ten sam profil społecznego poparcia. Cenią go np. ponaddwukrotnie częściej na wsi niż w największych miastach."

W związku z powyższymi artykułami przewiduję, że niedługo nastąpi pierwsza fala powrotów Polaków z zagranicy. Zrobi to bardzo dobrze zagranicy, niekoniecznie zaś Polsce. Wrócą mianowicie ci, którzy nie potrafią przywyknąć do mieszkania za granicą; ci, którzy -- jak dwie śliczne Polki z poprzedniej notki -- myślą kategoriami "czarnuch", "turkiszon" i "pedały"; ci, którzy za granicą pracują na zmywaku, po czym wieczorami czytają w kafejce internetowej, że w Polsce wszyscy dostają podwyżki i ogólnie jest git. Ci, którzy czytając o koszulkach studentów walą pięścią w stół i wykrzykują "nareszcie ktoś z darmozjadami zrobi porządek! student jest od studiowania, a nie od robienia koszulek!"

W Polsce, generalnie rzecz biorąc, wykształcenie jest postrzegane jako fanaberia. Studia w odbiorze społecznym to pięć lat obijania się, chlania na potęgę i gżenia się po krzakach. Wiedza wchłania się sama. Poczytajmy chociażby opinie o lekarzach na forach onetu, czy gazety; zdaję sobie sprawę, że fora internetowe nie stanowią prawidłowej próbki statystycznej reprezentacji poglądów w społeczeństwie, ale na temat lekarzy i studentów panuje rzadka zgoda. Lekarze to złodzieje i mordercy, którzy z łapówek kupują sobie zamki i Maybachy. ("Czy widział kto biednego lekarza?") Studenci to pijaczyny, które na koszt podatnika żyją sobie wystawnie od imprezy do imprezy. (Fakt, że studia są "darmowe" najbardziej oburza, co ciekawe, tych, którzy sami nigdy niczego nie studiowali, a podatków nie płacą wcale.)

Absolwenci studiów w ogólności, a medycznych w szczególności mają obowiązek siedzieć w kraju i nie protestować. Lekarz ma się cieszyć, jeśli w ogóle dostaje jakąś pensję, bo przecież wiadomo, że żyje z łapówek i tak naprawdę to powinien dopłacać za możliwość pracy w szpitalu lub lecznicy. Prawnik to złodziej i oszust (podobnie, jak lekarz, chociaż studia niby inne -- ale co za różnica, czy przepiło się na koszt podatnika pięć lat studiów prawniczych, medycznych czy dowolnych innych?), któremu minister Ziobro pokaże, gdzie raki zimują. (Wczoraj Sejm uchwalił przepis, zgodnie z którym sędziowie będą mogli być odsuwani od sądzenia, minister Ziobro będzie mógł wyznaczać p.o. prezesów sądów według swojego widzimisię i bezterminowo, zaś wyznaczeni prezesi będą mogli decydować jednoosobowo, który sędzia ma się zająć jaką sprawą. Chyba tylko osoby po amputacji mózgu mogą się upierać, że takie rozwiązanie ma na celu zwiększenie bezstronności sądów i "oczyszczanie sądownictwa i prokuratury". Chyba, że "oczyszczanie" oznacza "usuwanie sędziów i prokuratorów niezgadzających się z ministrem", wtedy oczywiście zgadzam się w pełni. Nawiasem mówiąc, tu mi kaktus wyrośnie, jeśli PiS zgodzi się oddać tak ogromną władzę nad sądami w ręce SLD czy PO.)

Ludzie głupi mają tę właściwość, że generalnie jest ich w populacji większość. Głupotę (upraszczam, oczywiście) zwalcza się za pomocą edukacji. Na czele polskiego ministerstwa edukacji stoi Roman Giertych. Więcej dowodów na to, że głupota jest w IV RP cechą pożądaną nie trzeba.

Człowiek głupi nie rozumuje w kategoriach jednostkowych, bo nie umie i nie czuje takiej potrzeby. Jeden skorumpowany lekarz to dowód na to, że wszyscy lekarze to złodzieje. Jeden pedofil obmacujący chłopców to dowód na to, że wszyscy homoseksualiści napastują dzieci. Dwóch studentów sprzedających koszulki to powód do odcięcia internetu całemu akademikowi. (Smakowity kąsek: obrażonym rektorem PCz jest January Bień, członek PZPR, a później SLD, który wyrzucił wuefistę za to, że nie złożył lojalki. Czyż świat nie jest zabawny?) Do ludzi głupich przemawia odpowiedzialność zbiorowa, ponieważ jest widowiskowa i potwierdza ich widzenie świata. Dodatkowo pozwala na pognębienie mniejszości, a ludzie głupi mają również tę cechę, że nie zdają sobie sprawy, że prawie każdy z nich również należy do jakiejś mniejszości; na razie przychodzą po Żydów i komunistów, dobrzy katolicy mają spokój, że tak sparafrazuję słowa pastora Niemollera.

Dopóki nie został wprowadzony w życie radosny pomysł "Naszego Dziennika", o którym czytałem przed wyborami jeszcze -- zakaz wyjazdów za granicę przez pięć lat po ukończeniu studiów -- lekarze, prawnicy i absolwenci kierunków wszelakich mogą okazywać dobitnie, co myślą o Ziobrze, Relidze i rektorze Bieniu. Wykwalifikowany budowlaniec zarobi w Polsce 10 euro na godzinę i zapewne będzie to dla niego wystarczający powód, żeby nie wyjeżdżać, lub wrócić; jeśli w kraju, gdzie pedała się bije, a lekarza zamyka w więzieniu można zarobić tyle samo, co w kraju, w którym policjanci rozdają ulotki o homofobii, a Murzyni chodzą po ulicy i nikt na nich nie pluje, prawdziwy Polak z pewnością poczuje napływ patriotyzmu. Wykwalifikowany programista również zarobi w Polsce niewiele mniej niż za granicą, ale tak się składa, że od pewnego poziomu umysłowego poczynając kasa nie stanowi już podstawowej motywacji; po prostu jeśli o pieniądze jest łatwo, zaczynają się liczyć inne rzeczy. Chociażby chęć obejrzenia z bliska kraju, w którym prezes sądu nie wylatuje kurcgalopkiem potrząsać rączki wicepremiera -- strony procesu, nie w każdym urzędzie wisi krzyż, a lekarze leczą, zamiast prezentować skute rączki kamerom.

Państwo Kaczyńscy, Gilowska, Religa nie mają pieniędzy dla lekarzy. Nie mają tych pieniędzy, ponieważ ładują je w KRUS. Ładują je w KRUS, ponieważ rolników jest w Polsce więcej niż lekarzy, a dodatkowo ze wszystkich sondaży wynika, że rolnicy na PiS głosują, a wykształciuchy wprost przeciwnie. Tyle tylko, że już w tej chwili w Polsce brakuje paru tysięcy lekarzy i pielęgniarek. (Ciekawe swoją drogą, czemu nie mówi się: brakuje lekarek i pielęgniarzy?) Widowiskowe aresztowania, odmawianie podwyżek i ładowanie pieniędzy w rolników tego stanu nie zmieni. Budowlańcy, zmywakowcy i robotnicy do Polski wrócą. Lekarze, komputerowcy, Wojtek i Krzysiek od koszulek -- raczej nie.

Pozostaje tylko zastanowić się, jak Polacy, których tak cieszą sukcesy ministra Ziobro poradzą sobie bez lekarzy. Pal diabli komputerowców, czy projektantów koszulek -- ale nie wszystkie choroby da się wyleczyć modlitwą w Świątyni Opatrzności. Czy ktoś, kiedyś zaprezentuje Zytę Gilowską w kajdankach na konferencji prasowej, opowie o jej "reformach" i na zakończenie obwieści uroczyście "ta pani nikogo już nie zabije"?

czwartek, maja 24, 2007

And I, my Lord... etc.



Ten człowiek jest odpowiedzialny za organizację Euro 2012. Polakom gratulujemy wybrańców.

wtorek, maja 22, 2007

Łoceniajcie naszy czyny! Część II: Reaktywacja

"Prawica Rzeczypospolitej Polskiej zaapelowała we wtorek do rządu, aby odwołał się od wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc i Parad Równości. [...] "W obu tych sprawach oczekujemy stanowiska rządu, które będzie bronić prawa do życia, etyki lekarskiej, prawa samorządów do obrony moralności publicznej i pokoju społecznego i prawa samorządów do administrowania przestrzenią publiczną miast" - mówił Jurek. [...] Jak powiedział Jurek, to są "bardzo realne sprawy", które wiążą się z udziałem Polski w Radzie Europy. "Jest to ważniejsze niż wywoływanie sztucznych napięć z Radą Europy, jak deklaracje w sprawie kary śmierci" - dodał."

Tak się składa, że uważam, że pomysł Jurka jest doskonały. Jak wcześniej mówił nasz nowy marszałek, ten od butów, rząd polski należy oceniać "po czynach, nie po słowach". Jestem pewien, że odwoływanie się od jednogłośnego wyroku Trybunału Praw Człowieka będzie wspaniałym dowodem, że w Polsce prawa człowieka są respektowane, a homofobii nie ma ani, ani. Pomijając oczywiste zyski, a mianowicie te, że po raz kolejny Jarosław Kaczyński mógłby się zaprezentować jako naczelny homofob Europy, po czym ubawić do łez członków Parlamentu Europejskiego, stwierdzając, że w Polsce nie ma żadnej homofobii, jest za to tolerancja, która różni się od promocji etc., mielibyśmy również zyski dodatkowe, a mianowicie kolejne zabawne wystąpienia polskich posłów i ministrów, promocję Polski za granicą w charakterze skrzyżowania Iranu z pipidówą, etc.

TyciTyci pisze w swoim blogu tak: "Duży Romek, zwany nie wiedzieć czemu koniem (te są jak najbardziej w porządku), postanowił skończyć z agresywną agitacją wstrętnych pederastów. [...] A na poważnie: dureń i nie ma się czym zajmować!" Niestety, TyciTyci popełnia ten sam błąd, co Jarosław Kaczyński, któremu się zdaje, że jeśli Geremek nie wypowie się w, powiedzmy, "Die Welt" na temat idiotyzmów wyczynianych przez rząd, to zagranica się o nich nie dowie. Otóż się dowie, bo ma gazety i umie czytać. Tyle, że nie pozna kontekstu. W zagranicznych gazetach o Giertychu pisze się "wicepremier i minister edukacji"; nie wspomina się, że jest liderem podupadającej partyjki, który ledwie dostał się do Sejmu i zrobi wszystko, żeby tylko o nim pisano w gazetach. O Jurku jutro przeczytamy "lider zasiadającej w parlamencie partii Prawica RP, poprzedni Marszałek Sejmu". Nie padną słowa "kanapa", być może padną nazwiska Pęk i Zawisza, które w Polsce wzbudzają rozbawienie i politowanie, a dla Holendra czy Anglika nie znaczą nic. Poseł jest poseł, rząd jest rząd, minister jest minister, kraj europejski jest kraj europejski, czyny są czyny, a słowa są słowa.

niedziela, maja 20, 2007

Dziś tłumaczenie

Ze specjalnymi pozdrowieniami dla autora notki, Scotta Adamsa oraz dla pana Bogdana Misia, który opisał dziś zjawisko masowego dyzmizmu.

Adams pisze:

"Jeśli wszyscy eksperci twierdzą, że powinieneś iść w prawo, a ty idziesz w lewo, najprawdopodobniej jesteś głupi. Ale jeśli masz szczęście i po drodze znajdziesz garnek złota, ludzie nazwą cię liderem. Ciągle będziesz głupi, ale mniej ludzi będzie czuć potrzebę wytykania ci tego.

Kiedy już zasiądziesz za sterami, nie ma sensu przejmować się poradami ekspertów. Co możesz osiągnąć kierując się ich poradami? To, że zostaniesz nazwany "kompetentnym". Też mi pochwała. "Jarosław jest kompetentny." Brzmi ledwie, ledwie co lepiej niż "niekompetentny".

Co ciekawe, życie jest na tyle skomplikowane, że rzadko wiadomo na pewno, czy lepiej skręcić w prawo, czy w lewo. Nawet ekspertom zdarzają się pomyłki. To gwarantuje, że wielu głupców zostanie nazwanych wielkimi liderami. Skręcą nie w tę stronę i powiedzie im się.

Prezydent Reagan był albo wybitnym wizjonerem, który wygrał Zimną Wojnę, albo chodzącą kapustą, która przypadkiem zabłądziła do Białego Domu podczas gdy Związek Radziecki rozpadał się pod własnym ciężarem. Wybieraj.

Starszy prezydent Bush na ogół słuchał rad ekspertów. Historia zapamięta go jako kompetentnego prezydenta. Taki sam był Clinton -- kompetentny.

Syn Busha starszego olewa ekspertów w praktycznie każdej sprawie. Oczywiście jest pewna szansa, że globalne ocieplenie okaże się drobiazgiem, a Irak zamieni się w funkcjonującą demokrację. Szanse są niewielkie, twierdzą eksperci, ale życie jest generalnie nieprzewidywalne.

Prezydent Bush jest głupi z definicji, ponieważ ignoruje ekspertów w wielu dziedzinach. Ale przez następne 50 lat nie dowiemy się, czy był wybitnym liderem."

Ten tekst można by w polskich warunkach poszerzyć o dodatkowy fragment tłumaczący teorię prawdopodobieństwa. Otóż jeśli mamy dwa obiekty, powiedzmy -- dwóch braci bliźniaków, zaś dla każdego obiektu prawdopodobieństwo, że jest wybitnym liderem, a nie idiotą wynosi 10%, to prawdopodobieństwo, że obaj bracia naraz są wybitnymi liderami nie wynosi ani 10%, ani 20%, tylko 1%.

"Serwis tvn24.pl dotarł do pełnej listy kandydatów na wysokie stanowiska w Telewizji Publicznej. Wszystkie nominacje zgłosił popierany przez LPR wiceprezes Piotr Farfał. Według serwisu wicedyrektorem najważniejszego ośrodka regionalnego - TVP 3 Warszawa - ma być Marcin Kubiński. Ma 25 lat, był prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, a także rzecznikiem prasowym Ligi Polskich Rodzin. Wicedyrektorem TVP 3 Szczecin ma zostać prawnik Dominik Tarczyński, który pracował jako inspektor w kasynie Baracuda oraz jako krupier kasyna Orbis w Lublinie. Dyrektorem w Łodzi ma być Michał Likowski, dziennikarz sportowy “Naszego Dziennika”, a dyrektorem TVP 3 Rzeszów Tadeusz Górczyk, do niedawna czynny samorządowiec, sekretarz rady Jasła i dyrektor GS-u w Jaśle."

Zadania dla maturzystów:
1. Oblicz prawdopodobieństwo, że wymienione powyżej wybitne persony stworzą ciekawą, niezależną i apolityczną telewizję.
2. Roman Giertych wie lepiej niż medycyna czy homoseksualizm jest zaraźliwą chorobą. Andrzej Lepper (rolnik bez matury) wie lepiej, niż Leszek Balcerowicz, czego potrzeba polskiej gospodarce. Andrzej Mularczyk (magister) nazywa Andrzeja Zolla (profesora) ignorantem. Jarosław Kaczyński (doktor nauk prawnych) nie widzi potrzeby pośpiechu z publikacją wyroku, który może mieć wpływ na kilkaset tysięcy osób, mimo, że Trybunał Konstytucyjny z dużym naciskiem żądał natychmiastowej publikacji. Lech Kaczyński (doktor habilitowany nauk prawnych) napisał nowelizację ustawy lustracyjnej, którą grono ekspertów Trybunału Konstytucyjnego rozniosło w pył. Oblicz prawdopodobieństwo, że osoby, których nazwiska pogrubiłem są wspaniałymi liderami.
3. (Pytanie dodatkowe) Ile lat więzienia grozi w Polsce osobie, która napisałaby na blogu zdanie "Prezydent Kaczyński jest głupi z definicji"?

czwartek, maja 17, 2007

Aaaa....

„Jeżeli potwierdzą się obecne prognozy demograficzne, nasz kraj już za kilka dekad może stać się oazą białego człowieka”. Zdaniem Likowskiego inną drogę wybrały Francja, Belgia, Holandia czy Wielka Brytania: „Miliony Murzynów, Arabów, Turków czy Pakistańczyków zalewają te państwa tak skutecznie, że już za kilkadziesiąt lat biali będą stanowić we własnych ojczyznach mniejszość. Dlatego nie może dziwić tak wielka chęć przyjmowania nowych, ale jednak »białych « państw do Unii Europejskiej. Żaden zachodni rząd nie będzie powstrzymywał napływu Polaków, Rumunów czy Bułgarów na własny rynek pracy. Bo ci ludzie - w odróżnieniu od innych ras i religii - są doskonałym materiałem do asymilacji i wzmocnienia »białego materiału genetycznego «”.

(Michał Likowski, nowy szef łódzkiej TVP, poprzednio pracownik "Skrzydlatej Polski" i magazynu "Raport", członek LPR i Młodzieży Wszechpolskiej. W oczywisty sposób bardziej przygotowany do prezesury łódzkiej TVP niż poprzednia szefowa, Małgorzata Potocka, aktorka i producentka filmowa, która kierowała łódzką TVP od stycznia 2006)

Pozwolę sobie to skomentować w sposób nieprzyzwoity (powiedziałbym "nieparlamentarny", ale patrząc na polski parlament mam wątpliwości) -- KöRWA! Skąd się tacy biorą?

środa, maja 16, 2007

Zieeeew...

"Jak powiedział Giertych, istotą projektu jest to, by organizacje zajmujące się propagowaniem homoseksualizmu nie miały wstępu do szkół. Według niego, "zjawisko to rzeczywiście się szerzy". Wyjaśnił, że o tym jakie faktycznie organizacje będą mogły wchodzić do szkół będą decydować sami dyrektorzy szkół.

Cytując uchwałę Sądu Najwyższego minister edukacji powiedział, że "propaganda to każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu danego przekonania w zamiarze przekonania do niego". "

Czy pan Giertych mógłby pokazać JEDNĄ osobę, która została "przekonana" do zostania homoseksualistą? JEDNĄ. Chyba nie wymagam zbyt wiele...

[dodane o 17:03]

"Odniesienie do komunizmu i faszyzmu pojawiło się, gdy wicepremier odpowiadał na pytanie, dlaczego zakładamy, że obecność organizacji homoseksualnych w szkole jest automatycznie propagowaniem samego homoseksualizmu. Na takiej samej zasadzie, jak - uważam - że organizacje komunistyczne czy faszystowskie nie miałyby prawa przychodzić do szkoły i mówić pogadanek o swoich postawach. Po prostu nie. To nie jest miejsce na tego typu prezentacje - stwierdził Giertych. Czy homoseksualizm jest tak samo zbrodniczy jak faszyzm - tego Roman Giertych już nie wyjaśnił."

Tego to ja już komentować nie będę, bo nie mam czasu. Idę zmienić kolegę kapo, nowy transport więźniów przyjechał.

wtorek, maja 15, 2007

Dziś zoologicznie: o owcach i o gnidach

Mimo tytułu, nie będę pisać o rzeczniku układu rządzącego. Dalsze dzieje lustracji także zostawiam tym, których to zajmuje. Nie będę pisać też o premierze Kaczyńskim, który był łaskaw wyrazić się o Adamie Michniku tak: "na wspomnienie, że Michnik spędził sporo lat w więzieniu powiedział: "O co walczył? Mówiąc najkrócej, czy walczył o zwycięstwo „Puław” nad „Natolinem”, czy o niepodległą Polskę? To jest pytanie, na które by trzeba było sobie dzisiaj, biorąc pod uwagę jego aktywność w ciągu ostatnich osiemnastu, co najmniej osiemnastu lat, odpowiedzieć (...)." Dlaczego nie będę pisać o premierze? Bo to, co mam ochotę o nim napisać, nie mieści się w słownikach. Najserdeczniej mu życzę, żeby spędził sześć lat w więzieniu. Jest mi wszystko jedno, za co. Może być za oszustwa podatkowe i mieszkanie z kotem. Skoro o tym mowa, zostawmy tematy zastępcze -- oto prawdziwie ważny temat dyskusji:

"
Próba regulowania spraw miłości i nienawiści jest niezwykle trudna. I choć razi mnie, że w pewnych miejscach pozwala się na adopcję dzieci przez homoseksualistów, to dla mnie jest to tylko dowód na starzenie się społeczeństw, upadanie naszej cywilizacji. Gdy już gdzieś, kiedyś ktoś ożeni się z owcą – to będzie to dowód na to, że i nasza cywilizacja dobiegła swego kresu."

W imieniu homoseksualistów i innych miłośników owiec serdecznie dziękuję panu Grupińskiemu z Platformy Obywatelskiej (takie mało ważne, zapomniane ugrupowanie kanapowe, przez niektórych zwane "Pis-Bis"). Pan Grupiński o swoich poglądach na temat homoseksualizmu mówi, cytuję, "Nie ma co jednak ukrywać, że każdy z nas ma jakieś poglądy w tej kwestii. Ja osobiście mam liberalne." Jak wspomniałem jakiś czas temu, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia; pan Grupiński nie każe obcinać homoseksualistom genitaliów, wieszać ich, ani nawet zakazywać pracy w niektórych zawodach, więc w Iranie byłby obwołany zgniłym liberałem, a może nawet łże-elitą.

Uprzejmie też informuję, że ślub z kozą imieniem Rosa w międzyczasie już miał miejsce. W Sudanie. W związku z tym uprzejmie proszę pana Grupińskiego, żeby jak najszybciej dobiegł kresu. Razem ze swoją cywilizacją. (Oraz kozą imieniem Rosa, która -- biedaczka -- udusiła się poszukując pożywienia, co nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z podrygami medialnymi polityków Platformy Obywatelskiej.)

środa, maja 09, 2007

O homofobii

'Homofobia' to słowo-klucz, słowo-wytrych, stosowane -- nad czym ubolewam -- często bezmyślnie i nie wtedy, kiedy by należało. Mianem homofoba określany bywa człowiek, który bezmyślnie palnie "ona wygląda jak lesba", człowiek, który ową lesbę chętnie wyśle do komory gazowej i człowiek, który jako liberał twierdzi, że oczywiście lesby mogą sobie żyć, tylko niech siedzą w domu, bo on się brzydzi.

Jestem osobą niezwykle wyczuloną na wszelkie przejawy homofobii. Nie mam poczucia humoru, kiedy opowiadane są dowcipy o pedałach, nie "ukrywam swojej odmienności", a co gorsza "afiszuję się z nią" oraz "promuję homoseksualizm". (Tak tak! Jeśli postanowisz zostać homoseksualistą, dam Ci batonika!) Często spotykam się przez to z niechęcią rozmówców, którzy uważają, że przesadzam, czepiam się i tak dalej. Co ciekawe, zirytowani rozmówcy należą do różnych grup: czasami są to homoseksualni mężczyźni, czasami heteroseksualne kobiety. Parę cech mają jednak wspólnych: odcinają się od feminizmu -- lewackiej ideologii stworzonej przez wariatki, uważają, że Małżeństwo i Rodzina to pojęcia zdefiniowane przez Tradycję i Moralność, odmawiają parom homoseksualnym prawa do adopcji, nie widzą potrzeby tworzenia ustaw o związkach rejestrowanych. W przypadku osób homoseksualnych zirytowani rozmówcy należą do osób, które nie lubią okazywać uczuć. Nie mają potrzeby trzymania się za ręce, witania pocałunkiem, tudzież przyznawania się w gronie znajomych, że Kazio to ich chłopak, a nie daleki znajomy, tudzież kuzyn. Co zastanawiające i zadziwiające, twierdzą, że wcale ale to wcale nie wstydzą się swojej orientacji, po prostu nie lubią obnosić się z uczuciami; zupełnym przypadkiem jednak nigdy nie zetknąłem się z przykładem pary heteroseksualnej, która udawałaby, że parą nie jest, lub zgoła pilnowała, żeby podczas przechadzki w parku zachować odpowiedni dystans, bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli. (Przypadek autentyczny.)

Wróćmy jednak do homofobii. Homofobia -- według wikipedii -- to "lęk przed zetknięciem się z osobami o orientacji homoseksualnej, wstręt, niechęć, nienawiść wobec osób o orientacji homoseksualnej lub potępianie takich osób z powodu ich orientacji." Definicja niby jasna, ale kontrowersyjna. Wiele osób oskarżanych o homofobię broni się słowami: nie jestem żadnym homofobem, po prostu brzydzę się pedałami/uważam, że demonstrowanie seksualności to przesada/tolerancja tak, promowanie nie. Osoby te poproszone o wytłumaczenie swoich słów na ogół nie potrafią tego zrobić, bo też ciężko -- bez argumentów typu "bo tak i już" -- wytłumaczyć, dlaczego para męsko-męska nie powinna się całować na ulicy, a para męsko-damska może; dlaczego dwie kobiety trzymające się za ręce obnoszą się ze swoją obrzydliwą orientacją, a kobieta i mężczyzna trzymający się za ręce tak słodko się kochają; wreszcie -- na czym polega mityczna promocja homoseksualizmu.

Homofobia wcale nie dotyka tylko heteroseksualistów. Pominę tu postacie typu Johna Edgara Hoovera, który maniakalnie ścigał, prześladował i szantażował homoseksualistów, aby odwrócić uwagę od swojej -- khm -- zażyłości z Clyde'em Tolsonem. Mówię raczej o Męskich Gejach (nie wiem, jak to się przedstawia w środowisku lesbijek). Męski Gej szczyci się tym, że Nie Budzi Skojarzeń, Nie Jest Przegięty oraz jest Konkretnym Gościem. W ten sposób racjonalizuje homofobię otoczenia: otóż to prawda, że otoczenie brzydzi się homoseksualistami i dyskryminuje ich, niemniej jednak w oczach Męskiego Geja dotyczy to tylko homoseksualistów "gorszych", którymi on -- jako Nieprzegięty i Niekojarzący Się -- słusznie pogardza. Najbardziej jaskrawe przykłady pojawiają się w ogłoszeniach na portalach gejowskich; Męski Gej tak bardzo potrzebuje utwierdzenia swojej pozycji Prawdziwej Męskości, że nie wystarczy mu napisanie "poszukuję faceta niebudzącego skojarzeń". Męski Gej napisze: "cioty won", "przegięte ciotencje nie pisać". Podobnie, nawiasem mówiąc, będzie z osobami otyłymi -- Męski Gej nie napisze "proszę o odpowiedzi tylko od osób chodzących na siłownię", napisze za to "tłuściochy won", "worki sadła nie pisać". Męski Gej jest wyjątkowo żałosnym przykładem człowieka, który pozostaje pod wrażeniem, że kiedy bojówki wszechpolskie zaczną łomotać do drzwi homoseksualistów, na jego widok cofną się z respektem, mówiąc "och nie, pana nie bierzemy, pan jest taki męski i niebudzący skojarzeń". Co ciekawe, Męski Gej na ogół trzyma w łazience całe szafy kosmetyków, sobotnie przedpołudnia spędza u manikiurzystki, zaś niedzielne z odmładzającą maseczką z ogórka na gładziutko wygolonej buzi, niemniej jednak zupełnie nie kłóci się to z jego obrazem własnej osoby jako brutalnego macho. (Uwaga: przestrzegam przed próbami stosowania odwrotnego wnioskowania -- z faktu posiadania szafy kosmetyków nie wynika, że posiadacz jest Męskim Gejem.)

Homofobia nie musi się objawiać za pomocą bluzgów i rzucania kamieniami. Jedną z mniej przyjemnych jej postaci jest zinternalizowane przekonanie naszego rozmówcy, np. hrabiny Eleonory Sferycznej, że homoseksualista jest gorszym rodzajem człowieka, więc zasługuje na gorsze traktowanie. Tak więc w konflikcie między Ernestem Burczymuchą, który używa z upodobaniem wyrazów typu "pedał", "ciota" lub "pedzio", oraz Zenonem Pstrąg-Ciapkiem, delikatnym wykształciuchem, który mówi "zaprawdę powiadam, iż nie jest mą intencją obraza Waszmości, jednakowoż słowa Wasze ranią me delikatne bębenki słuchowe" hrabina Sferyczna stanie po stronie Ernesta, domagając się... tolerancji ("to ty jesteś nietolerancyjny, jak ktoś powie coś co ci się nie podoba, od razu chcesz cenzurować"), poczucia humoru ("no co ci szkodzi, że on powie dowcip o pedałach, przecież to nie o tobie, nie bądź taki ponurak") i oskarżając łże-Zenona o rozszalałą poprawność polityczną. Hrabina Sferyczna na ogół samą siebie uważa za tolerancyjną liberałkę, wszakże ma znajomych koloru brązowego i nie pozwala mówić o nich per "czarnuchy", ale w końcu muszą istnieć jakieś granice, w końcu pedały i feministki muszą wiedzieć, gdzie ich miejsce, inaczej rodzina wyginie, cywilizacja upadnie, a opustoszały świat obsiądą gęsto drag queen ze sztucznymi penisami we wszystkich otworach, łącznie z nosowymi.

A sam Ernest? Czy Ernest jest homofobem? Na ogół nie, toteż dziwi go szalenie protest Zenona. Przecież Ernest nic takiego nie powiedział, po prostu zwrócił uwagę, że Dave Navarro jest jakiś taki spedalony, podzielił się obserwacją, że pedzie nie powinni pracować z dziećmi, ewentualnie wyznał, że sam jest tolerancyjny, póki go pedały nie podrywają. (Ernest jest na ogół głęboko przekonany o swojej atrakcyjności dla homoseksualistów, nawet, jeśli ma metr dziesięć wzrostu, cerę przypominającą kratery na Księżycu i z zawodu jest grabarzem.) Czy Ernest jest homofobem? Ależ skąd. Ernest jest normalny, tak, jak normalny był jego tata i normalna była jego mama.

Posłużę się tu tak zwaną Metaforą (uważajcie): wyobraźmy sobie, że w domu Ernesta hodowało się koty. Czasami koty plątały się pod nogami i wtedy mama i tata odpędzali je kopniakami. Ernest wyrósł na zupełnie normalnego faceta, wyzbytego nadmiernego okrucieństwa, jednak odwiedzając nas odruchowo kopie kota, który miał pecha przechodzić akurat przez pokój. Zenonowe protesty zaskakują go: przecież całe życie kopał koty i jakoś żadnemu nic się nie stało. (Hrabina Sferyczna wtrąca: "oj weź no przestań, to tylko kot, a nie człowiek, coś się taki delikatny nagle zrobił, trochę tolerancji dla Ernesta, nie wolno go ograniczać, chce sobie kopnąć kota niech kopie, boli cię to?") Czy Ernest nienawidzi kotów? Ależ skąd. Powiem więcej, wśród jego przyjaciół są nawet tacy o nazwisku Koteusz. Czy przez protest Zenona przestanie kopać koty? A skąd. (Co najwyżej nabierze do niego odrazy, jako zniewieściałego i przegiętego zwolennika pieszczenia się z kotami jakby sierściuchy co najmniej miały jakieś uczucia.) A kot? Co kogo kot obchodzi? Zenona obchodzi, ale już ustaliliśmy, że Zenon to stuknięty feminista i wykształciuch. Życie jest okrutne. Rach ciach sierściucha aż przez okno wyleci, w imię zaprzeczania rozszalałej poprawności politycznej wegetarian!

wtorek, maja 08, 2007

Bardzo krótka notka

"Jarosław Kaczyński wyraził żal, że w dzisiejszej Polsce stosuje się powszechnie goebbelsowską metodę "Kłam, kłam, a coś z tego zostanie". [...] Osoby stające w obronie kardiochirurga Mirosława G. w rzeczywistości bronią elit i grup interesów - powiedział premier, komentując wczorajszą decyzję sądu o możliwości wyjścia lekarza za kaucją."

piątek, maja 04, 2007

Biednej Platformie spada poparcie

"Teraz na partię Jarosława Kaczyńskiego stawia 27 proc. osób, które zdecydowanie lub raczej planują wziąć udział w wyborach. To prawie tyle samo, ile popiera najsilniejszą dotąd opozycyjną Platformę Obywatelską. Na PO postawiło 27 proc. zamierzających głosować. [...] Do Sejmu dostałyby się bowiem prócz PO i PiS jeszcze tylko dwa ugrupowania: Samoobrona (utrzymało 8-proc. poparcie) oraz Lewica i Demokraci (7-proc.)."

Ach, ach, podajcie sole trzeźwiące. Biedny Donald i jego Marysia doganiani przez Jarosława i jego kota. (Czy naprawdę to jest najlepsze, na co stać 36-milionowy kraj?) Ciekawe, czy ma to coś wspólnego z tą historią:

"Miasto powinno pomóc w budowie Świątyni Opatrzności - uważa przewodniczący Rady Warszawy Lech Jaworski. Ok. 80 mln zł pochłonie wykup ziemi, a kolejne 30 mln budowa nowej reprezentacyjnej ulicy do świątyni i osiedli na Polach Wilanowskich [...] Lech Jaworski (PO) stwierdził, że dokończenie budowy świątyni powinno być ważne dla każdego polskiego katolika. - Władze miasta są instancją, która w miarę możliwości musi pomóc usprawnić realizację tego przedsięwzięcia - przekonywał."

PO ma to samo zdanie w temacie Świątyni Opaczności, to samo w temacie lustracji, to samo (parę procent w tę czy w tamtą) w temacie aborcji, to samo w temacie zakazywania legalnych demonstracji osób homoseksualnych, to samo w temacie WSI... Naprawdę, zadziwiają mnie ludzie, którzy są wciąż głęboko przekonani, że PO różni się od PiSs. Jedyna różnica to ta, że Donald byłby odrobinę bardziej reprezentacyjny jako prezydent. (Zdaje się, że zna jakiś język oprócz polskiego.)

Są tacy, którzy uważają, że Platforma jako partia rządząca zachowywałaby się zupełnie inaczej niż PiSs. Nie sądzę, żeby tak było. Załóżmy, że wybory wygrała PO. Rozmowy z PiSs kończą się tak samo, jak się skończyły w rzeczywistości, czyli fiaskiem. Na wspomnienie o koalicji z SLD PiSs rozpoczyna jazgot o komuchach. Czy Platforma: 1. nawiązuje koalicję z SLD, odważnie patrząc w przyszłość i dając kolejną szansę lewicy mimo jej oczywistej niepopularności? 2. rozpisuje kolejne wybory? 3. nawiązuje koalicję z Samoobroną i LPR, oddaje im kilka ministerstw, co jakiś czas mamrocząc o konieczności i o tym, że to wszystko wina PiSs?

Widzę jedną potencjalną różnicę między premierem Rokitą, a premierem Kaczyńskim. Otóż w najśmielszych koszmarach nie potrafię sobie wyobrazić Rokity zatrudniającego Macierewicza i dającego mu dostęp do tajnych materiałów. Z drugiej strony nie potrafiłem sobie też wyobrazić Kaczyńskiego zatrudniającego Macierewicza i dającego mu dostęp do tajnych materiałów -- o ile pamiętam, kilka razy publicznie wyraziłem swe wątpliwości słowami "no nie, bez przesady, tacy głupi to nawet oni nie są".


PS. "Teraz prezydent i premier, stosując artyleryjski ostrzał przed wyrokiem w sprawie ustawy lustracyjnej, mówią raz po raz, że Trybunał Konstytucyjny ma za wielką władzę i należy ją ograniczyć. Ostatnio prezydent powiedział to w symbolicznym miejscu i czasie - w Trybunale Konstytucyjnym z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Trudno odczytać to inaczej niż groźbę: jak wyrok będzie nie po myśli władzy, to władza Trybunał ukarze. [...] W Polsce obowiązuje nie tylko konstytucja, ale też umowy międzynarodowe. I jeśli nie da się skarżyć do polskiego Trybunału - będziemy się skarżyć do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. A ten kilka dni temu - podobnie jak Strasburg wczoraj - orzekł, że wolność słowa przedstawicieli władzy jest ograniczona. A już ani Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ani prawa unijnego władze RP nie zniosą. Niech więc władza trzyma język na wodzy. Wszechwładna i tak nie będzie."

Chyba, że Polska wyjdzie z Unii Europejskiej. Mówicie, że tylko głupi mógłby wpaść na taki pomysł i doprowadzić do jego realizacji...?

czwartek, maja 03, 2007

Łoceniajcie naszy czyny! Naszych słowów nie łoceniajcie!

Mniej więcej takimi słowy, jak te w tytule ozwał się Marszałek Ludwik "Kamasz" Dorn do Parlamentu Europejskiego, który -- wciąż nie odzyskany, a co gorsza opanowany przez Michnika i Wałęsę pijących wódkę z komuchamy -- śmiał uchwalić łoburzajonco i gorszonco rezolucję o homofobii w Europie. Tak właśnie -- przykłady, przedstawione w rezolucji wcale nie pochodzą tylko z Polski, ale m. in. z Holandii; co nie znaczy, że nie ma powodu do zmartwienia: "Na 18 przykładów parlament aż 12 daje z Polski. Jeden raz nas chwali - za dopuszczenie do wcześniej zakazywanych parad równości i tolerancji, a 11 gani za poczynania Romana Giertycha i politykę edukacyjną rządu. Ponadto parlament cytuje homofobiczne słowa premiera, wiceministra edukacji Orzechowskiego i rzeczniczki praw dziecka."

Co na to polski rząd? To, co zwykle. Ludwik Dorn zaapelował, by oceniać "po czynach, nie po słowach". (Trochę to dziwna prośba w złotych ustach marszałka kraju, w którym za obrazę prezydenta i/lub uczuć religijnych -- słowem, a nie czynem -- można iść do więzienia.) Konrad Szymański (PiSs): "Termin "homofobia" w polityce europejskiej lewicy oznacza pałkę, której ochoczo używa się wobec każdego przejawu krytyki homoseksualnych postulatów, czy postaw." Tak, panie Konradzie, dobrze, że przypomniał Pan o pałowaniu demonstrantów w Poznaniu, Parlament Europejski z zadowoleniem zauważa, że jak na razie marsze i parady osób homoseksualnych odbywają się bez większych przeszkód. Józef Pinior (SdPl): "Kampania Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie Lambda przedstawiły Raport na temat sytuacji społecznej osób biseksualnych i homoseksualnych w Polsce za lata 2005 i 2006. Z raportu wyłania się obraz prześladowań. Co piąta osoba homoseksualna była popychana lub kopana. Połowa badanych była obrażana, nękana, szantażowana. W ostatnim okresie następuje natężenie prześladowań: wśród osób, które doznały przemocy fizycznej, prawie 42 proc. doznało jej w ciągu ostatnich lat więcej niż trzy razy." Ale co tam jakiś raport, kto by takie śmieci czytał. Pan Czarnecki z Samoobrony nie musi czytać, bo wie lepiej: "Głosowałem przeciwko, bo ta rezolucja oparta jest o przeinaczone, nieprawdziwe informacje, ma ona charakter ideologiczny, a nie merytoryczny. Zajmuje się głównie Polską, co jest kompletnym absurdem, choćby w kontekście zeszłotygodniowych doniesień prasy flamandzkiej o dyskryminacji homoseksualistów w Belgii." Tak, panie Rysiu, a w Stanach biją Murzynów, więc w Rosji jest lepiej...

No więc Parlament uchwalił rezolucję (jak zwykle), polski rząd wsadził głowę w piasek (jak zwykle) i urocze i niezwykłe jest tylko to, że w dzień po prośbie Dorna o ocenianie po czynach, Trybunał w Strasburgu ocenił Polskę po czynach. Konkretnie ocenił władze Warszawy pod wezwaniem Lecha "Nie traktuję prezydentury Warszawy jako przystanku w drodze po prezydenturę kraju" Kaczyńskiego. "Według Trybunału, władze Warszawy złamały zagwarantowane w art. 11 Konwencji prawo do zgromadzeń i pokojowego wyrażania poglądów, a także zakaz wszelkiej dyskryminacji (art. 14) i prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13). Trybunał zwrócił też uwagę, że wysocy urzędnicy państwowi powinni powściągać się w publicznym wyrażaniu swoich opinii, bo mogą być one traktowane przez podległych im urzędników jak niepisane instrukcje - mówił Nowicki. [...] Sędziowie Trybunału jednogłośnie [podkr. moje] odrzucili argumentację władz Warszawy i przyznali rację Fundacji Równości. W orzeczeniu podkreślili swoje "przywiązane do pluralizmu, tolerancji i ducha otwartości"."

Z cynicznym rechocikiem -- bez smutku i bez radości -- konstatuję, że polski rząd jak zwykle ignoruje radę Jacquesa Chiraca, żeby siedzieć cicho, jeśli można. Faktem oczywistym jest, że władze Warszawy jak najbardziej złamały prawo. Faktem oczywistym jest, że według standardów europejskich (według irańskich nie) w Polsce panuje usankcjonowana homofobia. Faktem oczywistym jest, że jednogłośne orzeczenie Trybunału powinno dać coś do myślenia. Faktem oczywistym jest, że w kraju demokratycznym demokratycznie wybrane i powołujące się na prawo władze powinny tego prawa przestrzegać w każdym szczególe, zwłaszcza gdy chodzi o możliwość pokojowego demonstrowania poglądów niewygodnych lub niesympatycznych władzuni, chociażby po to, żeby nie dawać opozycji pretekstów. (Z drugiej strony, do tego celu musiałaby w Polsce istnieć jakaś -- nie tylko nominalna -- opozycja.)

Wszystkie te oczywistości rozbijają się o mur, którym otoczyła się wszystkowiedząca władzunia. "Nie podzielam zdania Trybunału na temat tej sprawy - powiedział wcześniej Maciej Łopiński z Kancelarii Prezydenta, komentując dzisiejszy wyrok Trybunału. - Uważam, że nasze władze są liberalne w stosunku do mniejszości seksualnych - dodał Łopiński." (Członek PZPR przez 10 lat, dziennikarz, informacji o wykształceniu nie znalazłem. Więc może profesor prawa. Ciekawe, czy jakiś język obcy zna.) Jak już wspomniałem, wszystko zależy, z czym porównywać, jeśli z Hitlerem lub talibami, to władze polskie są niezwykle wręcz liberalne. Ostatecznie nikt homoseksualistów nie zabija, ani nawet nie wysyła do obozów koncentracyjnych. Na razie nikt ich też nie wyrzuca z pracy, tylko co jakiś czas się o tym wspomina, ale przecież oceniamy po czynach, a nie słowach. Chociaż być może pan Mieczysław Sielatycki mógłby tu coś niecoś wtrącić na temat czynów.

"Sekretarz Stanu zaznaczył, że - zgodnie z tym co mówił prezydent Kaczyński - czym innym jest tolerancja, a czym innym promowanie pewnego stylu życia." Niestety nadal nie wiem, na czym polega promocja homoseksualizmu, ponieważ zapytany przeze mnie o to drogą e-mailową europoseł Jan Kułakowski z Partii Demokratycznej, autor cytatu "Tolerancja - tak, niedyskryminacja - tak. Ale promocja - nie, bo promocja w tej dziedzinie nie jest miarą poszanowania praw człowieka" nie odpisał na mój list :( Może uczy się obsługiwać pocztę elektroniczną, może szuka sposobu na wstąpienie do windy, chciałem powiedzieć partii Marka Jurka, a może nie ma czasu, zajęty poszerzaniem swojego liberalnego i tolerancyjnego światopoglądu. A może biega po całym Parlamencie i promuje heteroseksualizm?

No więc -- podsumowując -- "Kancelaria Prezydenta rozważa odwołanie się od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. Parady Równości - wiadomo nieoficjalnie ze źródeł zbliżonych do Pałacu Prezydenckiego." Cóż, to jest chyba najlepszy sposób na wykazanie, że Polskę należy oceniać po czynach, a nie słowach, tudzież na podkreślenie słów pana prezydenta: "W ustroju demokratycznym nie ma wyjątków i nikt, nawet należący do najbardziej autentycznej elity, nie może nie podporządkowywać się prawu, które zostało uchwalone zgodnie z przepisami konstytucji". Nie ma wyjątków, to nie ma. Szkoda, że uwadze mediów umknął moment, w którym pan Lech "Nie Ma Wyjątków" Kaczyński przeprosił Mieczysława Wachowskiego, zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu. Bardzo jestem ciekaw, czy przeprosiny odbyły się w miłej, familiarnej atmosferze i czy pan Wachowski po katolicku wybaczył i nadstawił drugi policzek pod całus prezydenta, czy też gburowato burknął "no, należało się wreszcie". A co do rozważań kancelarii? Panie prezydencie, panie sekretarzu, wydrukujcie sobie maksymę Chiraca, powieście nad biurkami i jak Wam przyjdzie ochota coś powiedzieć, to patrzcie na maksymę tak długo, aż Wam przejdzie.