piątek, maja 04, 2007

Biednej Platformie spada poparcie

"Teraz na partię Jarosława Kaczyńskiego stawia 27 proc. osób, które zdecydowanie lub raczej planują wziąć udział w wyborach. To prawie tyle samo, ile popiera najsilniejszą dotąd opozycyjną Platformę Obywatelską. Na PO postawiło 27 proc. zamierzających głosować. [...] Do Sejmu dostałyby się bowiem prócz PO i PiS jeszcze tylko dwa ugrupowania: Samoobrona (utrzymało 8-proc. poparcie) oraz Lewica i Demokraci (7-proc.)."

Ach, ach, podajcie sole trzeźwiące. Biedny Donald i jego Marysia doganiani przez Jarosława i jego kota. (Czy naprawdę to jest najlepsze, na co stać 36-milionowy kraj?) Ciekawe, czy ma to coś wspólnego z tą historią:

"Miasto powinno pomóc w budowie Świątyni Opatrzności - uważa przewodniczący Rady Warszawy Lech Jaworski. Ok. 80 mln zł pochłonie wykup ziemi, a kolejne 30 mln budowa nowej reprezentacyjnej ulicy do świątyni i osiedli na Polach Wilanowskich [...] Lech Jaworski (PO) stwierdził, że dokończenie budowy świątyni powinno być ważne dla każdego polskiego katolika. - Władze miasta są instancją, która w miarę możliwości musi pomóc usprawnić realizację tego przedsięwzięcia - przekonywał."

PO ma to samo zdanie w temacie Świątyni Opaczności, to samo w temacie lustracji, to samo (parę procent w tę czy w tamtą) w temacie aborcji, to samo w temacie zakazywania legalnych demonstracji osób homoseksualnych, to samo w temacie WSI... Naprawdę, zadziwiają mnie ludzie, którzy są wciąż głęboko przekonani, że PO różni się od PiSs. Jedyna różnica to ta, że Donald byłby odrobinę bardziej reprezentacyjny jako prezydent. (Zdaje się, że zna jakiś język oprócz polskiego.)

Są tacy, którzy uważają, że Platforma jako partia rządząca zachowywałaby się zupełnie inaczej niż PiSs. Nie sądzę, żeby tak było. Załóżmy, że wybory wygrała PO. Rozmowy z PiSs kończą się tak samo, jak się skończyły w rzeczywistości, czyli fiaskiem. Na wspomnienie o koalicji z SLD PiSs rozpoczyna jazgot o komuchach. Czy Platforma: 1. nawiązuje koalicję z SLD, odważnie patrząc w przyszłość i dając kolejną szansę lewicy mimo jej oczywistej niepopularności? 2. rozpisuje kolejne wybory? 3. nawiązuje koalicję z Samoobroną i LPR, oddaje im kilka ministerstw, co jakiś czas mamrocząc o konieczności i o tym, że to wszystko wina PiSs?

Widzę jedną potencjalną różnicę między premierem Rokitą, a premierem Kaczyńskim. Otóż w najśmielszych koszmarach nie potrafię sobie wyobrazić Rokity zatrudniającego Macierewicza i dającego mu dostęp do tajnych materiałów. Z drugiej strony nie potrafiłem sobie też wyobrazić Kaczyńskiego zatrudniającego Macierewicza i dającego mu dostęp do tajnych materiałów -- o ile pamiętam, kilka razy publicznie wyraziłem swe wątpliwości słowami "no nie, bez przesady, tacy głupi to nawet oni nie są".


PS. "Teraz prezydent i premier, stosując artyleryjski ostrzał przed wyrokiem w sprawie ustawy lustracyjnej, mówią raz po raz, że Trybunał Konstytucyjny ma za wielką władzę i należy ją ograniczyć. Ostatnio prezydent powiedział to w symbolicznym miejscu i czasie - w Trybunale Konstytucyjnym z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Trudno odczytać to inaczej niż groźbę: jak wyrok będzie nie po myśli władzy, to władza Trybunał ukarze. [...] W Polsce obowiązuje nie tylko konstytucja, ale też umowy międzynarodowe. I jeśli nie da się skarżyć do polskiego Trybunału - będziemy się skarżyć do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. A ten kilka dni temu - podobnie jak Strasburg wczoraj - orzekł, że wolność słowa przedstawicieli władzy jest ograniczona. A już ani Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ani prawa unijnego władze RP nie zniosą. Niech więc władza trzyma język na wodzy. Wszechwładna i tak nie będzie."

Chyba, że Polska wyjdzie z Unii Europejskiej. Mówicie, że tylko głupi mógłby wpaść na taki pomysł i doprowadzić do jego realizacji...?

3 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home