środa, maja 09, 2007

O homofobii

'Homofobia' to słowo-klucz, słowo-wytrych, stosowane -- nad czym ubolewam -- często bezmyślnie i nie wtedy, kiedy by należało. Mianem homofoba określany bywa człowiek, który bezmyślnie palnie "ona wygląda jak lesba", człowiek, który ową lesbę chętnie wyśle do komory gazowej i człowiek, który jako liberał twierdzi, że oczywiście lesby mogą sobie żyć, tylko niech siedzą w domu, bo on się brzydzi.

Jestem osobą niezwykle wyczuloną na wszelkie przejawy homofobii. Nie mam poczucia humoru, kiedy opowiadane są dowcipy o pedałach, nie "ukrywam swojej odmienności", a co gorsza "afiszuję się z nią" oraz "promuję homoseksualizm". (Tak tak! Jeśli postanowisz zostać homoseksualistą, dam Ci batonika!) Często spotykam się przez to z niechęcią rozmówców, którzy uważają, że przesadzam, czepiam się i tak dalej. Co ciekawe, zirytowani rozmówcy należą do różnych grup: czasami są to homoseksualni mężczyźni, czasami heteroseksualne kobiety. Parę cech mają jednak wspólnych: odcinają się od feminizmu -- lewackiej ideologii stworzonej przez wariatki, uważają, że Małżeństwo i Rodzina to pojęcia zdefiniowane przez Tradycję i Moralność, odmawiają parom homoseksualnym prawa do adopcji, nie widzą potrzeby tworzenia ustaw o związkach rejestrowanych. W przypadku osób homoseksualnych zirytowani rozmówcy należą do osób, które nie lubią okazywać uczuć. Nie mają potrzeby trzymania się za ręce, witania pocałunkiem, tudzież przyznawania się w gronie znajomych, że Kazio to ich chłopak, a nie daleki znajomy, tudzież kuzyn. Co zastanawiające i zadziwiające, twierdzą, że wcale ale to wcale nie wstydzą się swojej orientacji, po prostu nie lubią obnosić się z uczuciami; zupełnym przypadkiem jednak nigdy nie zetknąłem się z przykładem pary heteroseksualnej, która udawałaby, że parą nie jest, lub zgoła pilnowała, żeby podczas przechadzki w parku zachować odpowiedni dystans, bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli. (Przypadek autentyczny.)

Wróćmy jednak do homofobii. Homofobia -- według wikipedii -- to "lęk przed zetknięciem się z osobami o orientacji homoseksualnej, wstręt, niechęć, nienawiść wobec osób o orientacji homoseksualnej lub potępianie takich osób z powodu ich orientacji." Definicja niby jasna, ale kontrowersyjna. Wiele osób oskarżanych o homofobię broni się słowami: nie jestem żadnym homofobem, po prostu brzydzę się pedałami/uważam, że demonstrowanie seksualności to przesada/tolerancja tak, promowanie nie. Osoby te poproszone o wytłumaczenie swoich słów na ogół nie potrafią tego zrobić, bo też ciężko -- bez argumentów typu "bo tak i już" -- wytłumaczyć, dlaczego para męsko-męska nie powinna się całować na ulicy, a para męsko-damska może; dlaczego dwie kobiety trzymające się za ręce obnoszą się ze swoją obrzydliwą orientacją, a kobieta i mężczyzna trzymający się za ręce tak słodko się kochają; wreszcie -- na czym polega mityczna promocja homoseksualizmu.

Homofobia wcale nie dotyka tylko heteroseksualistów. Pominę tu postacie typu Johna Edgara Hoovera, który maniakalnie ścigał, prześladował i szantażował homoseksualistów, aby odwrócić uwagę od swojej -- khm -- zażyłości z Clyde'em Tolsonem. Mówię raczej o Męskich Gejach (nie wiem, jak to się przedstawia w środowisku lesbijek). Męski Gej szczyci się tym, że Nie Budzi Skojarzeń, Nie Jest Przegięty oraz jest Konkretnym Gościem. W ten sposób racjonalizuje homofobię otoczenia: otóż to prawda, że otoczenie brzydzi się homoseksualistami i dyskryminuje ich, niemniej jednak w oczach Męskiego Geja dotyczy to tylko homoseksualistów "gorszych", którymi on -- jako Nieprzegięty i Niekojarzący Się -- słusznie pogardza. Najbardziej jaskrawe przykłady pojawiają się w ogłoszeniach na portalach gejowskich; Męski Gej tak bardzo potrzebuje utwierdzenia swojej pozycji Prawdziwej Męskości, że nie wystarczy mu napisanie "poszukuję faceta niebudzącego skojarzeń". Męski Gej napisze: "cioty won", "przegięte ciotencje nie pisać". Podobnie, nawiasem mówiąc, będzie z osobami otyłymi -- Męski Gej nie napisze "proszę o odpowiedzi tylko od osób chodzących na siłownię", napisze za to "tłuściochy won", "worki sadła nie pisać". Męski Gej jest wyjątkowo żałosnym przykładem człowieka, który pozostaje pod wrażeniem, że kiedy bojówki wszechpolskie zaczną łomotać do drzwi homoseksualistów, na jego widok cofną się z respektem, mówiąc "och nie, pana nie bierzemy, pan jest taki męski i niebudzący skojarzeń". Co ciekawe, Męski Gej na ogół trzyma w łazience całe szafy kosmetyków, sobotnie przedpołudnia spędza u manikiurzystki, zaś niedzielne z odmładzającą maseczką z ogórka na gładziutko wygolonej buzi, niemniej jednak zupełnie nie kłóci się to z jego obrazem własnej osoby jako brutalnego macho. (Uwaga: przestrzegam przed próbami stosowania odwrotnego wnioskowania -- z faktu posiadania szafy kosmetyków nie wynika, że posiadacz jest Męskim Gejem.)

Homofobia nie musi się objawiać za pomocą bluzgów i rzucania kamieniami. Jedną z mniej przyjemnych jej postaci jest zinternalizowane przekonanie naszego rozmówcy, np. hrabiny Eleonory Sferycznej, że homoseksualista jest gorszym rodzajem człowieka, więc zasługuje na gorsze traktowanie. Tak więc w konflikcie między Ernestem Burczymuchą, który używa z upodobaniem wyrazów typu "pedał", "ciota" lub "pedzio", oraz Zenonem Pstrąg-Ciapkiem, delikatnym wykształciuchem, który mówi "zaprawdę powiadam, iż nie jest mą intencją obraza Waszmości, jednakowoż słowa Wasze ranią me delikatne bębenki słuchowe" hrabina Sferyczna stanie po stronie Ernesta, domagając się... tolerancji ("to ty jesteś nietolerancyjny, jak ktoś powie coś co ci się nie podoba, od razu chcesz cenzurować"), poczucia humoru ("no co ci szkodzi, że on powie dowcip o pedałach, przecież to nie o tobie, nie bądź taki ponurak") i oskarżając łże-Zenona o rozszalałą poprawność polityczną. Hrabina Sferyczna na ogół samą siebie uważa za tolerancyjną liberałkę, wszakże ma znajomych koloru brązowego i nie pozwala mówić o nich per "czarnuchy", ale w końcu muszą istnieć jakieś granice, w końcu pedały i feministki muszą wiedzieć, gdzie ich miejsce, inaczej rodzina wyginie, cywilizacja upadnie, a opustoszały świat obsiądą gęsto drag queen ze sztucznymi penisami we wszystkich otworach, łącznie z nosowymi.

A sam Ernest? Czy Ernest jest homofobem? Na ogół nie, toteż dziwi go szalenie protest Zenona. Przecież Ernest nic takiego nie powiedział, po prostu zwrócił uwagę, że Dave Navarro jest jakiś taki spedalony, podzielił się obserwacją, że pedzie nie powinni pracować z dziećmi, ewentualnie wyznał, że sam jest tolerancyjny, póki go pedały nie podrywają. (Ernest jest na ogół głęboko przekonany o swojej atrakcyjności dla homoseksualistów, nawet, jeśli ma metr dziesięć wzrostu, cerę przypominającą kratery na Księżycu i z zawodu jest grabarzem.) Czy Ernest jest homofobem? Ależ skąd. Ernest jest normalny, tak, jak normalny był jego tata i normalna była jego mama.

Posłużę się tu tak zwaną Metaforą (uważajcie): wyobraźmy sobie, że w domu Ernesta hodowało się koty. Czasami koty plątały się pod nogami i wtedy mama i tata odpędzali je kopniakami. Ernest wyrósł na zupełnie normalnego faceta, wyzbytego nadmiernego okrucieństwa, jednak odwiedzając nas odruchowo kopie kota, który miał pecha przechodzić akurat przez pokój. Zenonowe protesty zaskakują go: przecież całe życie kopał koty i jakoś żadnemu nic się nie stało. (Hrabina Sferyczna wtrąca: "oj weź no przestań, to tylko kot, a nie człowiek, coś się taki delikatny nagle zrobił, trochę tolerancji dla Ernesta, nie wolno go ograniczać, chce sobie kopnąć kota niech kopie, boli cię to?") Czy Ernest nienawidzi kotów? Ależ skąd. Powiem więcej, wśród jego przyjaciół są nawet tacy o nazwisku Koteusz. Czy przez protest Zenona przestanie kopać koty? A skąd. (Co najwyżej nabierze do niego odrazy, jako zniewieściałego i przegiętego zwolennika pieszczenia się z kotami jakby sierściuchy co najmniej miały jakieś uczucia.) A kot? Co kogo kot obchodzi? Zenona obchodzi, ale już ustaliliśmy, że Zenon to stuknięty feminista i wykształciuch. Życie jest okrutne. Rach ciach sierściucha aż przez okno wyleci, w imię zaprzeczania rozszalałej poprawności politycznej wegetarian!

5 Comments:

  • Postscriptum: : Co trzeci respondent (32 proc.) przyznaje, że są takie środowiska, które często posługują się mową nienawiści. Ankietowani wskazywali na konkretne grupy: politycy, partie polityczne (ogólnie) - 24 proc., Młodzież Wszechpolska - 12 proc., młodzież (ogólnie) - 12 proc., Liga Polskich Rodzin ś politycy i zwolennicy tej partii - 11 proc., skini -11 proc., środowisko Radia Maryja - 9 proc., osoby związane z Kościołem katolickim 8 proc. [...] Spośród zaprezentowanych przez CBOS określeń dotyczących orientacji seksualnej najbardziej jednomyślnie jako obraźliwe są oceniane te, które dotyczą homoseksualnych mężczyzn: "pedał" (83 proc.) i "ciota"(80 proc.)."

    By Blogger Oliveira, at 4:10 PM  

  • Ciężko jest być wykształciuchem . A wrażliwym wykształciuchem to już bardzo. Ale trzeba próbować. Nie pozwalac kopać kota i nie pozwalać obrażać przyjaciół. Nawet nieintencjonalnie. Smutno mi.

    By Anonymous Meg, at 9:26 PM  

  • Bardzo, bardzo, BARDZO mądre... Tak naprawdę, zabrakło tylko stwierdzenia, że homoseksualiści są ludźmi nietolerancyjnymi - także wobec siebie (wiem z autopsji) oraz synonimów do homofobii - heteronormatywność, heteroszowinizm. Homofoby czują się bowiem wielce urażone, kiedy się o nich tak mówi... No to niech mają - toć to jedno i to samo! :)

    By Anonymous Anonimowy, at 10:46 PM  

  • doskonałe, a końcówka taka w stylu Cortazara - przepraszam za formę, która może wydawać się protekcjonalna, ale właśnie cmokam z zachwytem i nie mam czasu bawić się w subtelności.
    Poza tym, wracam do pracy... :|

    By Anonymous socjopatyczna_niewolnicza, at 11:59 PM  

  • Bardzo przepraszam, że nie odpisywałem na komentarze, ale Blogger przestał informować mnie o ich pojawianiu się 8-o

    Meg: my już na ten temat porozmawialiśmy. Szkoda trochę, że Hrabina Sferyczna nie odpisała na tę notkę. Może nie przeczytała. W sumie nie ma obowiązku.

    anonimowy: niestety, homoseksualiści nie są wyjątkowi w żadnej kwestii, poza gustami w doborze partnerów. Są homoseksualiści tolerancyjni i nietolerancyjni, mądrzy i głupi, przystojni i brzydcy, wysocy i niscy, nawet tacy, którzy głosują na LPR się trafiają. Polscy homoseksualiści są tacy, jacy Polacy ogólnie. Naprawdę, zakładanie, że polscy homoseksualiści to co do jednego liberalne łże-lewaki, jest dużym błędem. (A szkoda ;)) Aha, a o homofobach na ogół mawiam per "normalni". W moich ustach to obelga :)

    socjopatyczna: serdecznie dziękuję, porównanie do Cortazara to naprawdę gigantyczny komplement dla Waszego uniżonego sługi-pisarczyka :D

    By Blogger Oliveira, at 6:53 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home