czwartek, maja 03, 2007

Łoceniajcie naszy czyny! Naszych słowów nie łoceniajcie!

Mniej więcej takimi słowy, jak te w tytule ozwał się Marszałek Ludwik "Kamasz" Dorn do Parlamentu Europejskiego, który -- wciąż nie odzyskany, a co gorsza opanowany przez Michnika i Wałęsę pijących wódkę z komuchamy -- śmiał uchwalić łoburzajonco i gorszonco rezolucję o homofobii w Europie. Tak właśnie -- przykłady, przedstawione w rezolucji wcale nie pochodzą tylko z Polski, ale m. in. z Holandii; co nie znaczy, że nie ma powodu do zmartwienia: "Na 18 przykładów parlament aż 12 daje z Polski. Jeden raz nas chwali - za dopuszczenie do wcześniej zakazywanych parad równości i tolerancji, a 11 gani za poczynania Romana Giertycha i politykę edukacyjną rządu. Ponadto parlament cytuje homofobiczne słowa premiera, wiceministra edukacji Orzechowskiego i rzeczniczki praw dziecka."

Co na to polski rząd? To, co zwykle. Ludwik Dorn zaapelował, by oceniać "po czynach, nie po słowach". (Trochę to dziwna prośba w złotych ustach marszałka kraju, w którym za obrazę prezydenta i/lub uczuć religijnych -- słowem, a nie czynem -- można iść do więzienia.) Konrad Szymański (PiSs): "Termin "homofobia" w polityce europejskiej lewicy oznacza pałkę, której ochoczo używa się wobec każdego przejawu krytyki homoseksualnych postulatów, czy postaw." Tak, panie Konradzie, dobrze, że przypomniał Pan o pałowaniu demonstrantów w Poznaniu, Parlament Europejski z zadowoleniem zauważa, że jak na razie marsze i parady osób homoseksualnych odbywają się bez większych przeszkód. Józef Pinior (SdPl): "Kampania Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie Lambda przedstawiły Raport na temat sytuacji społecznej osób biseksualnych i homoseksualnych w Polsce za lata 2005 i 2006. Z raportu wyłania się obraz prześladowań. Co piąta osoba homoseksualna była popychana lub kopana. Połowa badanych była obrażana, nękana, szantażowana. W ostatnim okresie następuje natężenie prześladowań: wśród osób, które doznały przemocy fizycznej, prawie 42 proc. doznało jej w ciągu ostatnich lat więcej niż trzy razy." Ale co tam jakiś raport, kto by takie śmieci czytał. Pan Czarnecki z Samoobrony nie musi czytać, bo wie lepiej: "Głosowałem przeciwko, bo ta rezolucja oparta jest o przeinaczone, nieprawdziwe informacje, ma ona charakter ideologiczny, a nie merytoryczny. Zajmuje się głównie Polską, co jest kompletnym absurdem, choćby w kontekście zeszłotygodniowych doniesień prasy flamandzkiej o dyskryminacji homoseksualistów w Belgii." Tak, panie Rysiu, a w Stanach biją Murzynów, więc w Rosji jest lepiej...

No więc Parlament uchwalił rezolucję (jak zwykle), polski rząd wsadził głowę w piasek (jak zwykle) i urocze i niezwykłe jest tylko to, że w dzień po prośbie Dorna o ocenianie po czynach, Trybunał w Strasburgu ocenił Polskę po czynach. Konkretnie ocenił władze Warszawy pod wezwaniem Lecha "Nie traktuję prezydentury Warszawy jako przystanku w drodze po prezydenturę kraju" Kaczyńskiego. "Według Trybunału, władze Warszawy złamały zagwarantowane w art. 11 Konwencji prawo do zgromadzeń i pokojowego wyrażania poglądów, a także zakaz wszelkiej dyskryminacji (art. 14) i prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13). Trybunał zwrócił też uwagę, że wysocy urzędnicy państwowi powinni powściągać się w publicznym wyrażaniu swoich opinii, bo mogą być one traktowane przez podległych im urzędników jak niepisane instrukcje - mówił Nowicki. [...] Sędziowie Trybunału jednogłośnie [podkr. moje] odrzucili argumentację władz Warszawy i przyznali rację Fundacji Równości. W orzeczeniu podkreślili swoje "przywiązane do pluralizmu, tolerancji i ducha otwartości"."

Z cynicznym rechocikiem -- bez smutku i bez radości -- konstatuję, że polski rząd jak zwykle ignoruje radę Jacquesa Chiraca, żeby siedzieć cicho, jeśli można. Faktem oczywistym jest, że władze Warszawy jak najbardziej złamały prawo. Faktem oczywistym jest, że według standardów europejskich (według irańskich nie) w Polsce panuje usankcjonowana homofobia. Faktem oczywistym jest, że jednogłośne orzeczenie Trybunału powinno dać coś do myślenia. Faktem oczywistym jest, że w kraju demokratycznym demokratycznie wybrane i powołujące się na prawo władze powinny tego prawa przestrzegać w każdym szczególe, zwłaszcza gdy chodzi o możliwość pokojowego demonstrowania poglądów niewygodnych lub niesympatycznych władzuni, chociażby po to, żeby nie dawać opozycji pretekstów. (Z drugiej strony, do tego celu musiałaby w Polsce istnieć jakaś -- nie tylko nominalna -- opozycja.)

Wszystkie te oczywistości rozbijają się o mur, którym otoczyła się wszystkowiedząca władzunia. "Nie podzielam zdania Trybunału na temat tej sprawy - powiedział wcześniej Maciej Łopiński z Kancelarii Prezydenta, komentując dzisiejszy wyrok Trybunału. - Uważam, że nasze władze są liberalne w stosunku do mniejszości seksualnych - dodał Łopiński." (Członek PZPR przez 10 lat, dziennikarz, informacji o wykształceniu nie znalazłem. Więc może profesor prawa. Ciekawe, czy jakiś język obcy zna.) Jak już wspomniałem, wszystko zależy, z czym porównywać, jeśli z Hitlerem lub talibami, to władze polskie są niezwykle wręcz liberalne. Ostatecznie nikt homoseksualistów nie zabija, ani nawet nie wysyła do obozów koncentracyjnych. Na razie nikt ich też nie wyrzuca z pracy, tylko co jakiś czas się o tym wspomina, ale przecież oceniamy po czynach, a nie słowach. Chociaż być może pan Mieczysław Sielatycki mógłby tu coś niecoś wtrącić na temat czynów.

"Sekretarz Stanu zaznaczył, że - zgodnie z tym co mówił prezydent Kaczyński - czym innym jest tolerancja, a czym innym promowanie pewnego stylu życia." Niestety nadal nie wiem, na czym polega promocja homoseksualizmu, ponieważ zapytany przeze mnie o to drogą e-mailową europoseł Jan Kułakowski z Partii Demokratycznej, autor cytatu "Tolerancja - tak, niedyskryminacja - tak. Ale promocja - nie, bo promocja w tej dziedzinie nie jest miarą poszanowania praw człowieka" nie odpisał na mój list :( Może uczy się obsługiwać pocztę elektroniczną, może szuka sposobu na wstąpienie do windy, chciałem powiedzieć partii Marka Jurka, a może nie ma czasu, zajęty poszerzaniem swojego liberalnego i tolerancyjnego światopoglądu. A może biega po całym Parlamencie i promuje heteroseksualizm?

No więc -- podsumowując -- "Kancelaria Prezydenta rozważa odwołanie się od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. Parady Równości - wiadomo nieoficjalnie ze źródeł zbliżonych do Pałacu Prezydenckiego." Cóż, to jest chyba najlepszy sposób na wykazanie, że Polskę należy oceniać po czynach, a nie słowach, tudzież na podkreślenie słów pana prezydenta: "W ustroju demokratycznym nie ma wyjątków i nikt, nawet należący do najbardziej autentycznej elity, nie może nie podporządkowywać się prawu, które zostało uchwalone zgodnie z przepisami konstytucji". Nie ma wyjątków, to nie ma. Szkoda, że uwadze mediów umknął moment, w którym pan Lech "Nie Ma Wyjątków" Kaczyński przeprosił Mieczysława Wachowskiego, zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu. Bardzo jestem ciekaw, czy przeprosiny odbyły się w miłej, familiarnej atmosferze i czy pan Wachowski po katolicku wybaczył i nadstawił drugi policzek pod całus prezydenta, czy też gburowato burknął "no, należało się wreszcie". A co do rozważań kancelarii? Panie prezydencie, panie sekretarzu, wydrukujcie sobie maksymę Chiraca, powieście nad biurkami i jak Wam przyjdzie ochota coś powiedzieć, to patrzcie na maksymę tak długo, aż Wam przejdzie.

2 Comments:

  • no widzisz... a ja muszę tu żyć... ehh...
    z pozdrowieniami miedzymiastowa

    By Anonymous Anonimowy, at 11:36 PM  

  • "Co piąta osoba homoseksualna była popychana lub kopana." - i to ma wzbudzić zrozumienie? W Polsce? I dziwisz się, że rząd nie rozumie "o co biega z tą homofobią"? W kraju, w którym prawie każdy był kiedyś kopnięty w dupę, popychany i obdarzony "komplementem" (bo taki to juz kraj, pełen ludzi życzliwych) mało kto zrozumie, że co piąta osoba homoseksualna była prześladowana. Widzisz te zbaraniałe spojrzenia? To "e?, ale o so chodzi?" Tak samo byłoby, gdyby jako przykład prześladowań podać, że co piąty gej grał w nogę w podstawówce. Wszyscy grali, o co chodzi?
    Ten kraj nie trawi inności, a ponieważ większość z nas była kiedyś ,gdzieś, różna od otaczającej w danej chwili społeczności (szkoła, podwórko, blok, fabryka, wczasy, kolonie, komunia, bierzmowanie, etc.)- większość z nas dostała kopa w dupę. Większość z nas była też członkami społeczności dającej kopa w dupę, bo tolerancji dla odmienności u nas nie uczono. I dlatego większość z tej większości nie zrozumie. (Właściwie to mam wrażenie, że słowo tolerancja wypłyneło w tym kraju na szersze wody dzięki gejom. Czy tu kiedykolwiek szanowano jakieś inne odmienności od szablonu (wsiowego, miastowego, ogólnopolskiego)? Nie cholera, i nadal się nie szanuje. A że osoby homoseksualne wzięły i bezczelnie zażądały ostatniemi czasy szacunku, słowo tolerancja przylgnęło do gejów. Bo ta tolerancja jest czymś niezrozumiałym. Jak geje. Gdyby pierwsza o szacunek upomiała się jakaś inna społeczność, "tolerancja" przylgnęłaby do niej. Tu nikt nie myśli o tolerancji jako ogólnoludzkiej wartości, która powinna zacząć dotyczyć też gejów, bo dotychczas nie dotyczyła. Nie. Tolerancja, "live and let live" to jakieś dziwolągi, których domagają się jacyś dziwni. Śmiem przypuszczać, że jeśli organizacje gejowskie będą działać sprawnie, to kiedyś w końcu geje dostaną strzeżoną przez prawo tolerancję. I tylko geje. To będzie pojęcie prawne, nie wartość którą wszyscy rozumieją. Może po gejach ktoś inny dostanie tolerancję, bo będzie walczył. Ale dalej to nie będzie wartość, którą wszyscy rozumieją. Dalej ktoś na jakimś podwórku będzie bezinteresownie kopany w dupę za swoją odmienność. Taki kraj. Jeżeli Szanowny Autorze, kiedykolwiek przestaniesz być w Polsce kopany w dupę za to kim jesteś, to tylko dlatego, że wywalczysz prawo, które zakaże kopania w dupę geja za to, że jest gejem a nie dlatego, że zapanuje tu zrozumienie, że NIKOGO nie wolno kopać w dupę za to kim jest.
    Chociaż na razie i do wywalczenia takiego prawa droga daleka...

    By Anonymous eno, at 11:41 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home