piątek, czerwca 22, 2007

Dwie sprawy, część druga

Dwie sprawy wzbudziły we mnie w ostatnich dniach mieszane uczucia; nie tyle sprawy, co cała otoczka im towarzysząca. Dziś o sprawie drugiej.

Wśród komentarzy dotyczących posta o sprawie pani Alicji Tysiąc pojawił się numer jej konta i zachęta do wpłat. Z jednej strony niby sytuacja jest jednoznaczna: kobieta potrzebuje, wpłacamy. Z drugiej strony -- budzi się we mnie bunt. Bo załatwienie tej sprawy w ten sposób jest zdejmowaniem odpowiedzialności. Bynajmniej nie z pani Tysiąc. Z państwa polskiego, które do urodzenia dziecka zmusza -- wbrew prawu,uzasadnionej aborcji odmawia -- wbrew prawu, ale przyznanego odszkodowania to już nie wypłaca. Bóg dał (dziecko), Bóg wyżywi.

Moje mieszane uczucia dotyczą też komentarzy. golem_t na przykład pisze: "Choć z drugiej strony - te wszystkie środowiska, które uczyniły z Alicji swój sztandar mógłby jej teraz pomóc." Jakie znowu środowiska? Jaki znowu sztandar? Środowiska zapewniły pomoc prawną, a nie musiały. Państwo musi zapłacić odszkodowanie, ale tego nie zrobi, bo liczą się procenciki poparcia dla kanapy Giertycha. Nie widzę drugiej strony. Wezwania rozmaitych kaczek do tego, aby wszyscy obywatele byli równi wobec prawa nie mogą dotyczyć tylko i wyłącznie polityków opozycji. Państwo zapisało w prawie, że w przypadkach takich, jak pani Tysiąc kobieta ma prawo do aborcji. Państwo nie wywiązało się ze swoich obowiązków. "Środowiska" zadbały o to, żeby po kilku latach prawnych batalii państwo musiało zapłacić za to, że nie wywiązuje się z obowiązków. W odróżnieniu od państwa "środowiska" w ogóle nic nie muszą, a fakt, że robią cokolwiek już stanowi przyjemną zaletę w porównaniu z ludźmi, którzy nie robią nic. Gdyby "środowiska" to, co zaczęły zrobiły ŹLE lub pogorszyły stan istniejący, wtedy możnaby je krytykować, ale mam wrażenie, że taka sytuacja nie zachodzi.

Hanna Samson napisała ostatnio w felietonie: "Nie, dziękuję, powiedziałam, gdy siedzący obok pan podsunął mi półmisek wędlin. Podsuwał dalej. Nie jem mięsa, jestem wegetarianką, przyznałam nieopatrznie, chcąc skończyć te nagabywania. I wtedy się zaczęło. [...] Warto rozmawiać, ale wynik rozmowy znamy z góry. Wyjdzie na to, że cały ten mój, pożal się, Boże, wegetarianizm nie ma sensu, prędzej czy później się złamię, stracę zdrowie, świata nie zmienię, a tak naprawdę jestem hipokrytką, no bo proszę, zgrabnym pytaniem mój rozmówca przygważdża mnie do ściany: Ale buty ze skóry to się nosi? Mistrzowskie zagranie, po którym to ja, która nie jem mięsa, muszę się tłumaczyć, że nie bronię zwierząt dość mocno, a nie on, który ich losem w ogóle się nie zajmuje. [...] Feministki są od tego, żeby zajmować się sprawami zwykłych Polek. Na naszym blogu www.stopfanatykom.blox.pl pojawiły się niedawno zarzuty, że feministki za mało zajmują się przemocą wobec kobiet. Nawet na własnym blogu muszą się tłumaczyć, że nie robią tyle, ile trzeba, bo przecież wszyscy wiemy, ile jeszcze trzeba zrobić."

Nie podoba mi się założenie, że "środowiska" które "wzięły Alicję na sztandar" teraz "muszą zrobić ściepę". Owszem, sam planuję wpłatę. Ale nie dlatego, że muszę, że środowiska, że sztandar. Dlatego, że mam taką fanaberię, nie lubię patrzeć, jak państwo odmawia kobiecie czegoś, co według ustanowionego przez państwo prawa się jej należy, a potem, kiedy zapadnie wyrok nakazujący państwu wypłacenie odszkodowania, państwo walczy dalej. Przeciwko obywatelce, na korzyść małej faszyzującej partyjki.

PS. Nie chciałbym, żeby ten tekst został odczytany jako atak na golem_t. Nie dostrzegam w jej (jego?) komentarzu złej woli, raczej pewną automatykę założenia, że sprawa pani Tysiąc to w rzeczywistości walka Polski sienkiewiczowskiej i gombrowiczowskiej i że w tej sprawie są dwie strony, obie równo silne, z równą ilością praw obowiązków. Tymczasem Polska jest jedna, a ja jak zwykle odmawiam stawania po jednej stronie barykady. Kaczki spędzają kolejne miesiące na wznoszeniu murów i obtykaniu ich drutem kolczastym. Nie ułatwiajmy im dzielenia nas na frakcje.

2 Comments:

  • Małe wyjaśnienie - po prostu nie lubię ludzi, którzy z głoszenia szczytnych idei uczynili dobrze płatny zawód. Czyli np. "zawodowych" ekologów, gay-ów, feministek, euroentuzjastów i eurosceptyków a przede wszystkim polityków.
    Dlatego uważam, że jeśli mówi się "A" czyli pomaga się Alicji 1000 dotrzeć ze swoją sprawą do Strasburga, to trzeba powiedzieć "B" i zapewnić jej i jej dzieciom byt.

    By Anonymous golem_t, at 12:17 PM  

  • golem_t: czegoś nie rozumiem. Czy chcesz powiedzieć, że skoro feministki (to uproszczenie, ale użyjmy tego wyrazu) nie miały możliwości pomagania pani Tysiąc finansowo, nie powinny jej pomagać w dotarciu do Strasburga? Albo wszystko, albo nic?

    By Blogger Oliveira, at 5:47 PM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home