środa, czerwca 13, 2007

Nowe lewice

W "Przeglądzie" Jerzy Domański pisze: "Dziennikarze tłumnie przybyli na konwencję programową SLD. I nie zawiedli się. To oczywiście mój pogląd, bo każdy usłyszał, co chciał, zarówno ci, którzy chętniej sytuują partię bardziej na lewo, jak i wyznawcy przemożnej roli wolnego rynku. Tyle że w przeciwieństwie do niedawnej przeszłości SLD wyraźnie skręcił w lewo. Tam, gdzie od dawna jest europejska lewica. Po stronie pracowników i ich praw. W obronie ludzi wykluczonych. Po stronie wszelkich mniejszości. Razem z nauczycielami i lekarzami, spółdzielcami i działkowcami. Nareszcie, po latach oburzającego kunktatorstwa, jasno powiedziano, że znacząco musi być podniesiona płaca minimalna. Że za to, co dziś dostaje polski robotnik, nie da się wyżyć. Podobnie jest z emeryturami i rentami. SLD przestał się bać, że takie stanowisko okrzyknięte będzie populizmem i nie spodoba się temu naszemu, pożal się Boże, przyspieszonemu kapitalizmowi, uwielbiającemu oszczędzać wyłącznie na kimś."

Bardzo to ładne. Tyle tylko, że niewiarygodne.

Zacznijmy od skrętu w lewo, gdzie od dawna jest europejska lewica. To prawda, że tam właśnie jest europejska lewica i to prawda, że SLD deklaruje, że zmierza w tym samym kierunku. Tyle tylko, że ani trochę mnie to nie przekonuje. SLD po prostu już kiedyś wygrał wybory hasłami lewicy, obrony mniejszości i ludzi wykluczonych, po czym prowadził politykę centro-prawicową, zajmując się już to generowaniem kolejnych afer, już to wślinianiem się między spocone pośladki hierarchów Kościoła, którzy niestety w nagłe nawrócenie SLD nie uwierzyli i apolitycznie wezwali wiernych do głosowania na PiS i LPR. Rządy SLD były tak niezwykle udane, że poparcie z 41% stopniało do 11%. Gdy chwalę "sukcesy", nie mówię o gospodarce (prywatnie uważam, że rząd Belki był jedną z lepszych rzeczy, jakie się Polsce przytrafiły). Mówię o realizacji tzw. idei lewicowych. SLD miało w tej dziedzinie duże możliwości. Można było zliberalizować ustawę antyaborcyjną, można było wprowadzić możliwość rejestrowania związków partnerskich, można było nie wysyłać żołnierzy do Iraku. Co z tego wynikło, wiemy wszyscy. Postawę SLD jako "europejskiej lewicy" znakomicie charakteryzuje dla mnie "uroczy bon mocik" Leszka Millera, który zapytany o stosunek do gejów odparł "wolę lesbijki". Ha ha, zaśmieli się ze zduszonym gardłem homoseksualiści, którzy uwierzyli w wyborcze obietnice europejskiej lewicy SLD. Ho ho, zaśmieli się pełną piersią posłowie prawicy.

SLD ma ciekawą właściwość. Otóż o obronie mniejszości nasi lewicowcy pamiętają wtedy, kiedy są w opozycji, lub mają małe poparcie. Z chwilą objęcia rządów mniejszości idą w zapomnienie. I fakt, że Robert Biedroń został w 2005 umieszczony na czwartym miejscu listy SLD niespecjalnie zmienia moją opinię, zważywszy na fakt, że było oczywiste, że osoba z czwartego miejsca mogła właściwie w wyborach nie startować. To właśnie robi SLD dla mniejszości: wykonuje gesty bez znaczenia. Co mnie obchodzi, że pan Olejniczak chwilowo odczuwa napływ chęci bronienia mniejszości? Akurat idealnie rok temu, 13 czerwca 2006 Wojciech Olejniczak "wyraził na łamach dziennika "Trybuna" opinię, że osoby homoseksualne w Polsce nie zgłaszają potrzeb uznania swoich praw, a więc problem nie istnieje." Skoro problem nie istnieje, to po co lewica nagle bierze się za obronę mniejszości?

Powody, dla których Polacy umieszczają polityków w rankingach uczciwości tuż za lichwiarzami są następujące:

1. Kompletny brak ideowości. Ludzie, którzy są w SLD nie są tam dlatego, że są europejską lewicą, tylko albo dlatego, że byli w PZPR, albo dlatego, że nie chcą ich w PiS. Ich poglądy zmieniają się w zależności od tego, czy partia jest w opozycji (żądania uznania postulatów mniejszości, liberalizacji ustawy antyaborcyjnej) czy też akurat rządzi. Jest to o tyle zabawne, że ani Kościół, ani tzw. normalni polscy katolicy w przemianę SLD nie uwierzyli, co więcej -- ani jej nie oczekiwali, ani też nie zmieniła ona ich zdania o złych komuchach.

2. Populizm. Populizm to nie tylko żądanie zwiększenia płacy minimalnej do 2000 zł. To również twierdzenia, że po wprowadzeniu liniowego podatku opustoszeją lodówki, odmowa reformy KRUS oraz obietnice 3 milionów mieszkań. Skutki tych obietnic są takie, że nikt nie wierzy politykom, natomiast głosuje się na tych, którzy naopowiadają najwięcej bredni, bo może przypadkiem zrealizują 1% i i tak będzie fajnie. Tyle, że ludzie odpowiedzialni nie obiecują, że wybudują 3 miliony mieszkań, bo wiedzą, że to zwyczajnie niemożliwe. Tak więc wybory wygrywają nieodpowiedzialni oszuści, którzy są gotowi obiecać cokolwiek komukolwiek.

3. Ordynacja wyborcza, która powoduje, że Giertych zostaje wicepremierem otrzymawszy 5 tysięcy głosów, a Tadeusz Mazowiecki nie wchodzi do Sejmu otrzymawszy głosów 30 tysięcy. Aktualnie PiS planuje jeszcze bardziej uwolnić obywateli od ciężaru decydowania, kto będzie rządzić, za pomocą głosowania na bloki wyborcze, dzięki któremu Giertych ma szansę zostać wicepremierem w kadencji 2009-2013 otrzymawszy głosów np. 300. Jeśli mój głos może nie tylko nie zmienić niczego w sytuacji mojego kandydata, ale również zostać policzony komuś z zupełnie innej partii, po cholerę mam w ogóle głosować?

4. Zajmowanie się pierdołami. Ustalmy coś: Polska, dzięki UE, przeżywa rozkwit. Ale to nie potrwa wiecznie. Już brakuje 200 tysięcy pracowników w budownictwie, eksperci już zaczynają nieśmiało przebąkiwać, że wzrost gospodarczy nie potrwa wiecznie. Czym zajmuje się rząd? Minister edukacji wycina lektury i wprowadza mundurki. Minister rolnictwa pije kawę w ministerstwie i nie ma czasu jechać do sądu. Premier straszy złą Unię swoim weto, nie wiadomo po co, ważne, żeby prowadzić politykę nie na kolanach. Ministra spraw zagranicznych straszy Rosję bombardowaniami. Minister budownictwa buduje wirtualne mieszkania, tym razem w liczbie 1,7 mln do 2012 roku. (Kto je zbuduje? Zwłaszcza, że do Euro 2012 priorytety będą zupełnie inne? Nie wiadomo.) Czym się zajmuje ministra finansów? Prezentowaniem propozycji do budżetu 2008, w którym mają wzrosnąć zarówno dochody, jak i wydatki. O reformach nie słychać. Słychać za to dużo o ważnych dla społeczeństwa problemach: morderstwach nienarodzonych, lustracji i koszulkach z liściem marihuany. I żeby chociaż słychać było w takim kontekście, że podczas nielegalnych aborcji umierają tysiące kobiet, lustracja do niczego nie prowadzi, co świetnie widać z historii Wałęsy, który opublikował swoją teczkę, ale pani Walentynowicz i tak wie lepiej, zaś w Holandii spożycie narkotyków jest mniejsze niż w Stanach...

Pan Domański pisze: "Zobaczymy, czy historia da jeszcze jedną szansę tym, którzy robiąc wiele sensownych rzeczy, coś niecoś także spartolili, by mogli naprawić własne błędy." Tymczasem Łukasz Fołtyn, twórca Gadu-Gadu, bierze się za zakładanie Partii Socjaldemokratycznej. Mariusz Łapiński i Leszek Miller -- moi SLDowscy ulubieńcy -- zakładają kolejną partię Prawdziwej Lewicy. Obok czeka Sławomir Sierakowski i jego lewica, powiedzmy, intelektualna, skupiona wokół "Krytyki Politycznej". Tyle, że dzięki ordynacji wyborczej, która odbiera sens głosowaniu na konkretne osoby i nie dopuszcza do Sejmu ugrupowań o poparciu w skali kraju powyżej 5% mamy praktycznie pewność, że Zieloni 2004, otoczenie Sierakowskiego, czy też PSD Fołtyna niczego nie zdziała, chyba, że zblokuje się z SLD, dzięki czemu będzie mogła skończyć jak Unia Pracy.

Czy my naprawdę musimy dawać kolejne szanse Millerowi i Olejniczakowi? Czy naprawdę wybory 2009 muszą się odbyć pod hasłem "zgaduj-zgadula, w jakiej partii jest dzisiaj Rokita"? Mam w nosie to, co będą robić rewolucjoniści moralni spod znaku wyrokowców i neonazistów, mam gdzieś to, czym będzie się zajmował Donald "Walnąłbym w stół, ale boję się, że popsuję sobie manikiur" Tusk i Marysia "Margines" Rokita, mam w serdecznym poważaniu poczynania pana Olejniczaka, który przeczytał przedruk jakiegoś artykułu z "Tageszeitung" i odkrył, że europejska lewica zajmuje się mniejszościami, a on też jest lewica, więc od dzisiaj lubi już gejów i lesbijki, przynajmniej dopóki nie stracą czynnych praw wyborczych. Ale myśl o tym, że dzięki manipulacjom przy ordynacji wyborczej 20% ludzi odda głos na PiS, dzięki czemu Giertych zostanie wicepremierem, jednak mnie przeraża. A pamiętajmy, że Trybunał Konstytucyjny w końcu też zostanie odzyskany i wtedy już łże-rewolucjonistów nic nie powstrzyma.

Czy nie moglibyśmy mieć w przyszłej kadencji dwóch Sejmów? W jednym siedzieliby sobie Oleksy, Miller, Rokita, Lepper, Giertych, Sowińska i Kaczyńscy, wykorzystywaliby swoje jeszcze jedne szanse, lustrując się jak dzicy, wywieszając krzyże w toaletach sejmowych i prowadząc politykę zagraniczną nie na kolanach. Drugi Sejm zostałby wybrany za pomocą ordynacji zakazującej startu w wyborach osobom prawomocnie skazanym, nieposiadającym wyższego wykształcenia, zgadzającym się podpisać zobowiązanie, zgodnie z którym zostaną rozliczone z realizacji swoich obietnic wyborczych. Ordynacja nakazywałaby również obsadzanie stanowisk ministerialnych wyłącznie ludźmi posiadającym wykształcenie kierunkowe, dzięki czemu unikalibyśmy magistrów dmowskologii na stanowisku ministra rybołówstwa. Ordynacja ta mogłaby na przykład połowę miejsc obsadzać za pomocą jednomandatowych okręgów wyborczych, a połowę proporcjonalnie. A potem połowę Polski myjemy zwykłym szamponem, chciałem powiedzieć -- oddajemy w zarządzanie zwykłemu Sejmowi, a drugą -- drugiemu, nowemu Sejmowi. I zobaczymy, który sobie lepiej poradzi.

Naiwne, co? Głupoty piszę, przecież wiem, jakie są uwarunkowania, znam ograniczenia, realizm, panie, tu się nic nie da zrobić, żadne wrzaski i krzyki nas nie przekonają, że czarne jest czarne, etc. Skoro tak, to dalej sobie wybierajcie między Lepperem a Millerem, dawajcie kolejne szanse. W końcu Endrju stwierdził, że Samoobrona powinna rządzić w Polsce przez 50 kadencji. Na razie, dzięki panu Kaczyńskiemu rządzi dopiero jedną, więc trzeba Samoobronie dać jeszcze 49 szans.

8 Comments:

  • 50? Lepper mowil o pieciu kadencjach.

    A to juz brzmi duzo bardziej optymistycznie.

    By Anonymous kuba, at 9:48 PM  

  • Mówił o 5, ale potem się poprawił na 50.

    By Blogger Michał, at 10:31 PM  

  • Na lewicy, robi się jak na prawicy: co ktoś z silniejszą osobowością, to zaczyna tworzyć partyjkę, które zaczną się między sobą licytować w pustosłowiu przymilaniem do wykluczonych. Foltyna chętnie pośledzimy, bo może będzie mówił konkretniej niż pozostali:
    http://klubkik.blogspot.com/2007/06/idei-nadszed-czas.html#links

    By Blogger KiK, at 11:23 PM  

  • See also:

    http://wo.blox.pl/2007/06/Gadu-gadu-o-Foltynie.html

    "Ordynacja sprawia, że partia, która nie jest w stanie zgromadzić ponad pięciu tysięcy podpisów w ponad połowie okręgów wyborczych, nie ma po co startować. To jest próg trudniejszy do przekroczenia od progu pięciu procent, bo wymaga by nowo powstająca partia na dzień dobry miała silną strukturę ogólnopolską. Zbudowanie takiej od zera jest nierealne, dlatego polska polityka przypomina kinematografię CSRS po roku 1968 - to ciągle kilku tych samych aktorów w nieznacznie zmieniającej się scenografii."

    By Blogger Oliveira, at 8:57 AM  

  • To jakie Ty masz w końcu poglądy na gospodarkę? Bo raz krytykujesz populizm, a potem tęsknisz za lewicą...

    By Anonymous grzesie2k, at 1:47 PM  

  • grzesie2k: Ileś razy już mówiłem, w tym również Tobie... ale przecież nie chodzi o odpowiedź, tylko o kolejne powtórzenie skojarzenia lewicy z populizmem, prawda?

    By Blogger Oliveira, at 4:14 PM  

  • Wydawało mi się, że po wyborze Kwaśniewskiego ludziom nie trzeba drugiego Wałęsy... Po ostatnich wyborach utwierdziłam się w przygnębiająco-nihilistyczno-realistycznym stwierdzeniu, że ludzie:
    a)w ogóle gówno wiedzą
    b)nie mają pojęcia czego chcą
    c)wiedzą doskonale czego nie chcą: mniej więcej dokładnie tego wszystkiego, co dostają.
    Lewica... prawica... ostatnio nie widzę żadnej różnicy. Ostatnio nie chce mi się patrzeć. Czego sie niby spodziewać po politykach? Przeciez oni reprezentuja społeczenstwo. A że społeczeństwo jest jakie jest, to i oni reprezentują - nie tyle godnie co reprezentatywnie.

    www.medithanera.blox.pl

    By Anonymous Medithanera, at 3:44 AM  

  • Wydawało mi się, że po wyborze Kwaśniewskiego ludziom nie trzeba drugiego Wałęsy... Po ostatnich wyborach utwierdziłam się w przygnębiająco-nihilistyczno-realistycznym stwierdzeniu, że ludzie:
    a)w ogóle gówno wiedzą
    b)nie mają pojęcia czego chcą
    c)wiedzą doskonale czego nie chcą: mniej więcej dokładnie tego wszystkiego, co dostają.
    Lewica... prawica... ostatnio nie widzę żadnej różnicy. Ostatnio nie chce mi się patrzeć. Czego sie niby spodziewać po politykach? Przeciez oni reprezentuja społeczenstwo. A że społeczeństwo jest jakie jest, to i oni reprezentują - nie tyle godnie co reprezentatywnie.

    www.medithanera.blox.pl

    By Anonymous Medithanera, at 3:46 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home