wtorek, lipca 24, 2007

Wot, jasnowidz

Zapytany o ewentualny scenariusz, w którym w obecnym Sejmie powstałaby większość rządowa bez PiS, szef gabinetu odpowiedział, że taki rząd - na bazie Platformy Obywatelskiej i Samoobrony - byłby tylko pozornie "rządem fachowców". Tłumaczył, że postawienie na czele rady ministrów nawet profesora nie zmieni faktu, iż ta osoba i tak działałaby w jednym kierunku - żeby w Polsce nic złego nie stało się aferzystom, złodziejom i tym wszystkim, którzy korzystali z postkomunizmu. Natomiast na tych, którzy ośmieliliby się temu przeciwstawić, spadłyby represje - przekonywał premier. Jarosław Kaczyński dodał, że z pewnością tak by się działo, niezależnie od tego, czy taka osoba będzie zwana przez część mediów autorytetem czy też nie.
Z pewnością graniczącą z przypuszczeniem.

Etykiety: , , , ,

poniedziałek, lipca 23, 2007

Demokracja 2.0?

Profesor Stanisław Filipowicz w Gazecie Wyborczej:

"Demokracja wymaga pewnych zdolności intelektualnych i moralnych. My zatraciliśmy te zdolności. Nie potrafimy już posługiwać się instytucjami demokratycznymi, które odziedziczyliśmy. Nie rozumiemy ich sensu. [...] Prawda stała się niepotrzebna. Porzuca się ją w dowolnej chwili. Można zmienić sens każdej wypowiedzi. Jeśli została nagrana, polityk stwierdzi, że została źle zrozumiana. Nie ma żadnych mierników wiarygodności. [...] Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych wiedzieli, jaka jest hierarchia ważnych problemów w polityce, i nie bali się o nich mówić. Dziś nie wiemy, czy za dwa dni nie będziemy mówić o kolejnej seksaferze, chybionej akcji CBA albo wpadce jakiegoś polityka - jak gdyby to były sprawy najważniejsze. [...] W naszym kraju władzę zdobyła partia, która ma w nazwie "sprawiedliwość", ale ma na jej temat bardzo niewiele do powiedzenia. Od rządzących słyszymy słowo "solidarność", ale nie wiadomo, na czym ta solidarność miałaby polegać. Za to kiedy różne środowiska próbują solidaryzować się z protestem lekarzy, rząd mówi, że to spisek. Najważniejsze kwestie stają się tematami tabu, bo są niewygodne i trudne. Politycy nie potrafią mówić o żadnym projekcie, który wyrastałby poza sferę interesów partyjnych."

Już jakiś czas temu moją uwagę zwrócił fakt, iż sposób, w jaki media relacjonują politykę mniej ma wspólnego z, cóż, polityką, a więcej z operą mydlaną. Nawet bliźniacy są, zły i mniej zły, jeden z nich ma żonę, o której znany mułła Mu Shroom mówi, że to czarownica, jednak podobno taśmy zostały sfałszowane przez zazdrosną księżniczkę Stephanie, tak więc sprawa kończy się tym, że bliźniak LeDuc musi przeprosić mułłę za fałszywe oskarżenia. Następnie neurochirurg Drake Leppere nieomal ginie w wypadku w windzie, jednak uratowany w ostatniej chwili przez sułtana Romanno zakłada razem z nim firmę, która odbierze palmę pierwszeństwa w wydobywaniu diamentów bliźniakom LeDuc. Jednak na scenę wkracza dramatycznie Alexis, która oskarża Barbarę (która występowała w poprzednich sezonach serialu) o malwersacje. Barbara popełnia samobójstwo. Przystojny, choć nie wiedzieć czemu wciąż samotny prokurator Nullo obwieszcza, że ta pani nikogo już nie zasamobije. I tak dalej... A jakie ciekawe ustawy powstały w ostatnich miesiącach? Jakie jest rozwiązanie problemów służby zdrowia, jakie reformy proponuje rząd? W jaki sposób planuje się zaradzić ZUS-owi, który od kilku miesięcy balansuje na krawędzi bankructwa? Jak zachęcić dwa miliony Polaków-emigrantów do powrotu?

Tym mydlana opera pt. 33 1/3 RP się nie zajmuje, rozwiązania i problemy, jakimi się zajmuje muszą być interesujące i gorące medialnie, a cóż ciekawego jest w żmudnej pracy nad ustawami? Ciekawy to jest trwający praktycznie od początku istnienia koalicji pisilis kryzys polityczny, ciekawa jest nieustająca od trzech lat kampania wyborcza. Dlatego też ustaw jak na lekarstwo, a o tych, które jednak powstają mówi się półgębkiem, chyba, że są tak ważne i podniecające, jak wycofanie Gombrowicza ze spisu lektur przez Giertycha i próby umieszczenia go tam z powrotem przez Ujazdowskiego. Niczego Gombrowiczowi nie ujmując, Ferdydurke nie jest panaceum na problemy polskiego szkolnictwa, podobnie, jak mundurki i zakaz używania telefonów. Ale żeby rozwiązać problemy, trzebaby na czele ministerstwa umieścić kogoś, kto te problemy zna, rozumie i potrafi im zaradzić. Czyli -- o, zgrozo -- fachowca. Umieszczenie na czele ministerstwa edukacji Giertycha jasno pokazuje, że na rozwiązywaniu problemów nikomu nie zależy.

Pan profesor mówi: "Język współczesnych polityków nie wykracza poza materię wąsko rozumianych interesów politycznych. Oni nie mówią ani o racji stanu, ani o dobru wspólnym. To dla nich frazes. Na ogół mają na względzie tylko interes partyjny. [...] Przypominam sobie rozmowę z pewną posłanką - bodajże Samoobrony - którą widziałem w telewizji. Kiedy dziennikarka wykazywała jej, że mówi głupstwa, posłanka wytoczyła bezdyskusyjny argument: "Takie jest stanowisko naszej partii". Niczego nie udowadniamy, niczego nie rozstrzygamy, bo nie mamy wspólnych miar, które umożliwiałyby dyskusję. Mamy za to przekonania. Dlatego sfera publiczna staje się polem bitwy, a przekonania - narzędziem walki. Chcemy unicestwić przeciwnika, bo niemożliwe jest ustalenie czegokolwiek w dyskusji. Można tylko wyeliminować tych, którzy myślą inaczej."

O tym pisał niedawno TyciTyci: "dla mnie zastanawiające jest to, że prawakom wystarcza, że coś powiedział niszczarka - to jest prawda objawiona i na to ustawiajmy azymut". Nie ma dyskusji: jeśli pisolis malinowymi usty swych przedstawicieli coś powiedział, jest to prawda, czyste dobro i mądrość wcielona, niezależnie od tego, jak potworne są to głupoty. W Dzienniku napisano, że odrzucenie wniosku o ekstradycję Mazura to dowód, że szara sieć i jej macki sięgają USA. Jak daleko można się posunąć w bezkrytycznym wielbieniu grupy trzymającej władzę? Nie ma dyskusji, prokurator Nullo nie popełnia błędów, bracia LeDuc nigdy się nie mylą, jeden to wybitny strateg, drugi -- wspaniały mówca i znawca języków. A jeśli ktoś się nie zgadza, wysuwa argumenty, jeden, drugi, dziesiąty, pokazuje uzasadnienie wyroku sędziego Keysa, jeśli woła, że cesarz jest nagi? Kaśka Pyzol odpowiedziała na to pytanie na jednym z blogów (u prof. Sadurskiego?) mniej więcej tak: to dobrze, że cesarz jest nagi, bo widać, że niczego nie ukrywa. Jak z tym dyskutować?

Wywiad z profesorem Filipowiczem kończy się tak: "Nie jestem w stanie wyobrazić sobie gruntownych zmian. Demokrację sprowadziliśmy do bardzo prostej formułki - maszynki wyborczej. Mogę sobie wyobrazić zupełnie inny wynik wyborów. Nie mamy jednak żadnej gwarancji, że to coś zmieni." Pesymistyczna to wizja, ale sam uważam podobnie; jeśli wydaje nam się, że demokracja polega na tym, że co 4-5 lat idziemy do urny i oddajemy głosy, dzięki którym grupa ludzi robiących co chcą, kompletnie olewających własne przedwyborcze obietnice i mających głęboko w d... interes państwa, obywateli i w ogóle wszystko oprócz tego, czy ich partia ma dużo pieniędzy i stołków, to twórcy witryny bojkotwyborow.org mają rację -- nie ma sensu głosować. Nasze głosowanie to w rzeczywistości głosowanie w domu Wielkiego Brata, lub interaktywny serial -- "czy bracia LeDuc powinni stracić swoją kopalnię diamentów? zadzwoń teraz pod numer 0-700 i oddaj swój głos". Taką sobie zbudowaliśmy demokrację i żeby to zmienić, musielibyśmy zmienić szkołę, bo tak ludzie rozumują, jak umieją. A jak na razie doszliśmy do tego, że profesorowie to żadne autorytety, tylko łże-elity, a panaceum na problemy szkoły są mundurki.

Jak brzmi polemika wyborcy pisilisu z profesorem Filipowiczem? Tak: "Dyskutowac z belkotem Filipowicza nie sposob do ilosc pomyji jakie wylal nie sposob zagarnac scierka. Nasuwa sie jednak pytanie skad taki tlumek mieniacych sie "tytulami" wylegl jak na komende by jagotac w PO-lityce, TVN-WSI, PO-lsacie czy G.Wnie. Przeciez nikt ich nie WYBRAL w wyborach bo by wskoczyc na taka fuche jak "profesor" to trzeba miec po prostu CHODY !" Parafrazując myśl błyskotliwego prokuratora Nullo, ten człowiek nikogo już nie zrozumie.

Etykiety: , , , , , ,

niedziela, lipca 22, 2007

Mazur, wody glazur... etc.

Kompletnie nie ciekawi mnie sprawa Mazura, niemniej jednak nader symptomatyczne dla pisilisu i publicystów rządowych są następujące dwa cytaty:
W świetle prawa Edward Mazur jest niewinny. Sędzia uznał, że dowody jakie przedstawili prokuratorzy nie uprawdopodabniają nawet jego winy, że prokuratorzy nie mają nic - mówi mec. Roman Rewald. Prokuratorzy mieli miesiące na przekonanie sądu, że Mazur jest winny podżegania do zabójstwa gen. Marka Papały - mówi. [...] Władze amerykańskie i tak wykazały się dużą dozą dobrej woli - mówi Rewald. To zasługa ministra Ziobro, że przekonał władze amerykańskie, że trzeba dokładnie zbadać dowody. Ale ocena tych dowodów należała do sądu i sędzia przeprosił Mazura po orzeczeniu, i wypuścił go z aresztu. Bo prokuratura nie miała na niego nic.
Ci, którym zależało na tym, żeby Mazur nie został oddany w ręce polskiej policji, zacierają teraz z radością ręce. Jest bowiem w Polsce, o czym jestem przekonany, bardzo wielu ludzi, którzy mogą obawiać się jego zeznań. [...] Wpływ na wczorajsze postanowienie sądu w Chicago miała zapewne delikatna misja, jaką zlecono byłemu oficerowi SB, a później UOP i ABW pułkownikowi Ryszardowi Bieszyńskiemu. Bieszyński - przypomnijmy - pojechał specjalnie do USA, by stanąć za balustradą dla świadków obrony Mazura. Tylko naiwni mogą wierzyć, że były esbek z własnej nieprzymuszonej woli zrobił wszystko, by Mazur nie znalazł się w Polsce. [...] Może więc brak ekstradycji to nie słabość polskiej prokuratury, ale wpływy naszych rodzimych ciemnych sił, których macki sięgają aż na grunt amerykański?
Układ, panie, układ, szara sieć i stolik z bardzo długimi, eee, mackami. Wywalajcie dalej wszystkich ludzi po trzydziestce, z doświadczeniem i kwalifikacjami, przyjmujcie dalej pociotki i znajomych Ziobry i Leppera, będzie więcej sukcesów.

Etykiety: , , , , ,

piątek, lipca 20, 2007

Zdziwiony filozof i blogger-sklerotyk

W dzisiejszej Rzeczpospolitej Damian Leszczyński (podpis: filozof i publicysta) pisze tak:
Nie rozumiem ostatniej fali oburzenia na ojca Rydzyka. Słowa "czarownica" i "oszust" w odniesieniu do prezydenckiej pary to znacznie mniej niż słowo "s...syn", którego niedawno pod adresem Lecha Kaczyńskiego użył Lech Wałęsa. Czy wtedy ktoś domagał się użycia przeciw Wałęsie prokuratury? [...] Język Radia Maryja jest przeładowany emocjami i oskarżeniami, nietrudno też dostrzec, że pełni instrumentalną rolę wobec pewnej politycznej wizji. Pod tym względem przypomina język "Gazety Wyborczej" - jest językiem uczuć, nie rozumu - choć w obu wypadkach efekt uzyskuje się za pomocą innych środków. Zresztą Michnik i Rydzyk są do siebie dość podobni, oczywiście nie w poglądach, ale w sposobie uprawiania polityki. Obaj starają się kształtować ją z zewnątrz, środkami medialnymi, poprzez umiejętne dawkowanie przesady i wykorzystywanie ludzkich lęków - czy to przed "endecją" i "ciemnogrodem" czy też "masonami" i "liberałami". [...] Sądzę, że słowa "czarownica" i "oszust" odniesione do prezydenckiej pary to nic w porównaniu z określeniami, jakich używają na prywatnych salonach niektórzy z tych dziennikarzy i polityków, którzy dziś lamentują nad niegodziwością ojca dyrektora. Po drugie, ta hipokryzja widoczna jest również w próbie obrony czci prezydenta i domaganiu się wszczęcia śledztwa z urzędu przeciw o. Rydzykowi. Dopiero co pomstowano na ściganie bezdomnego Huberta, rechotano na wieść o prezydenckim oburzeniu kartoflanymi karykaturami niemieckich gazet, a teraz nagle się okazuje, że przekroczono jakąś granicę.
Felieton pana filozofa i publicysty jest zachwycający na wiele sposobów. Po pierwsze, interesujące jest oburzenie hipokryzją "pewnych publicystów i polityków", okazywane przez kogoś, kto obłudnie twierdzi, że nie rozumie ostatniej fali oburzenia na ojca Rydzyka. Naprawdę, kiedy ksiądz-dziennikarz-polityk, jedna z najważniejszych postaci publicznych w Polsce, człowiek, dzięki któremu PiS wygrał wybory, mówi o PiS-owym prezydencie "oszust", a o jego małżonce "czarownica", w kraju, w którym zagranicznych dziennikarzy ściga się z urzędu za nazwanie tegoż prezydenta "kartoflem" w satyrycznym felietonie, zupełnie jest niezrozumiałe, czemu ktokolwiek śmie domagać się takiego samego traktowania dla Rydzyka, prawda, panie filozofie?

Po drugie, trudno mi już zrozumieć, co jest powodem nieustających totalnych, a nawet totalitarnych ataków pewnych środowisk ;) na Adama Michnika, któremu jako żywo trudno zarzucić, że jest dość podobny (może z profilu? obaj noszą okulary...) do księdza-przedsiębiorcy-polityka, który za pieniądze bliżej nieznanego pochodzenia i ilości organizuje prywatne imperium, w którego skład wchodzi uczelnia, po czym na tej uczelni wykłada o spisku żydowskim. Za Wikipedią: "Adam Michnik nie objął – według znanych oświadczeń udzielanych w wywiadach prasowych – ani jednego udziału w spółce "Agora", nie piastuje też, oprócz redaktora naczelnego, żadnego stanowiska zarządczego w tej spółce, co jest ewenementem w polskim życiu gospodarczym." Michnik nader rzadko udziela się publicznie, mało pisze. Nie organizuje spędów zwolenników SLD (o czym marzą niektórzy, niskich lotów, publicyści prawicowi -- ach, a gdyby jeszcze się okazało, że Michnik to Jaruzelski w przebraniu, że osobiście opozycjonistów szlachtował, najlepiej podczas swojego wieloletniego pobytu w więzieniu, które jak wiadomo w rzeczywistości było ośrodkiem wczasowym w Soczi), a podczas spędów, których nie organizuje nie ściska się czule z Oleksym i Millerem, którzy nie głoszą przy tej okazji, że "tu jest Polska". Jeśli przychodzi mi do głowy jakaś postać w Polsce podobna do Rydzyka, to jest to ksiądz Jankowski.

Po trzecie, pan filozof Leszczyński stosuje tę samą technikę wypowiedzi, dzięki której Jarosław Kaczyński tak udatnie mąci w głowach Ciemnemu Ludowi. Oto Michnik "umiejętnie dawkuje przesadę i wykorzystuje ludzkie lęki". Konkretów filozof nie podaje, oczywiście. Pewnie nie czas na konkrety, kiedy Michnik dawkuje. Metodą Jarosława, należy pewne rzeczy wyczytane w "Michnikowszczyźnie" powtarzać w nieskończoność, aż Ciemny Lud kupi. "Dzięki PiSowi rozwija się gospodarka" mówi Jarosław i zupełnie pomija drobny fakt, że jeśli PiS nie wprowadził żadnych ustaw mających wpływ na gospodarkę, a ta rozwija się aż miło, to znaczy, że Markowi Belce, a może i Millerowi należą się podziękowania. "Język Gazety Wyborczej jest językiem uczuć, nie rozumu" stwierdza filozof Leszczyński. Co według filozofa jest językiem rozumu? Cóż, zapewne jego felietony w Rzeczpospolitej.

"Po pierwsze, można iść o zakład, że słowa, na które pozwala sobie wobec prezydenta Kaczyńskiego o. Rydzyk, są niczym w porównaniu z określeniami, którymi obrzucają go prywatnie niektóre "autorytety moralne" stwierdza pan Leszczyński. Po pierwsze, panie Damianie, prywatnie, to można dużo mówić. Po drugie, prosimy pokazać dowody, nazwiska, nagrania. Ja mogę iść o zakład o władzę nad światem, że pan Leszczyński prywatnie o Adamie Michniku mówi takie okropności, że ho ho. Tyle, że pan Leszczyński to żaden autorytet moralny, w cudzysłowie, czy bez, więc nie chce mi się zakładać.

Jakiś czas temu chyba Daniel Passent zauważył, że reżim kaczystowski i wspierający go publicyści niestety nie bardzo mają się czym chwalić, wobec tego w charakterze wielkich zalet reżimu eksponują fakt, że IV RP jeszcze nie zamknęła wszystkich prywatnych mediów, jeszcze nie mamy Urzędu ds. Cenzury i Kontroli Widowisk, zaś krytyka prezydenta nie grozi więzieniem automatycznie, tylko dopiero po procesie, tak więc IV RP jest państwem w pełni demokratycznym, a każdy, kto ją krytykuje jest wrogiem Polski, komunistą i miał dziadka w Wehrmachcie. Szczerze mówiąc, smutne to trochę, że najlepsze, co wielbiciele pisilisu mają do powiedzenia, to "mogłoby być gorzej, a jeszcze nie jest". Przypomina mi się to, kiedy czytam felieton pana Leszczyńskiego: otóż ojciec Rydzyk nie ma się czego wstydzić, ponieważ pan Leszczyński może iść o zakład, że niektóre autorytety moralne prywatnie określają prezydenta gorzej, ponadto skoro pewne środowiska i łże-elity oburzały się ściganiem dziennikarzy Tageszeitung, nie mają teraz prawa domagać się ścigania Rydzyka. Panie Leszczyński, my, łże-lewaki, widzimy, że w IV RP prawo jest stosowane selektywnie, ludzi dzieli się na równych i równiejszych, do aresztowania wystarczą domniemania, a ściganie dziennikarzy za satyryczne felietony to żenada, ale czy na pewno chciał pan nam o tym po raz kolejny przypominać i czy na pewno to my mamy się z czego tłumaczyć?

W ogóle lektura Rzeczpospolitej dostarcza wielu iluminacji. Rafał Ziemkiewicz, który wcale ale to wcale nie ma obsesji na punkcie Michnika w swoim rzepoblogu pt. "Między Michnikiem a Rydzykiem" pisze tak: "Przypomniało mi się moje zdziwienie, gdy czołowa komentatorka „Polityki” oznajmiła nagle w telewizji, że przewodniczący Lepper okazał się znakomitym ministrem rolnictwa, bardzo fachowym i kompetentnym." W jakiej telewizji i jaka komentatorka, panu Ziemkiewiczowi się jakoś nie wspomniało. "Ale nie było mowy o pomyłce: pozytywną opinię o Lepperze powtórzyła publicystka kilkakrotnie, mało tego, nazajutrz wsparł ją redakcyjny kolega, ogłaszając wszem i wobec, że Lepper jest „najsympatyczniejszym facetem w tym rządzie”." dodaje wybitny publicysta i autorytet moralny. Możnaby sądzić, że skoro publicystka kilkakrotnie, to zapamiętał, jak się nazywała i w jakim programie opinię wypowiedziała, no, ale skleroza nie wybiera i RAZ-owi się jak raz zapomniało. Z pewnością nie bał się procesu, skoro nie było mowy o pomyłce, więc musiała to być nagła mgła niepamięci. Przykra cecha u publicysty, takie zapominanie nazwisk, dat i miejsc, prawda? Ziemkiewicz swoją notkę kończy tak: "Są dziennikarze, którzy mają pierwsi pewne informacje – są i tacy, którzy pierwsi znają właściwe interpretacje." O tak, panie Rafale, któż jak nie pan mógłby to wiedzieć najlepiej.

Etykiety: , , , ,

Próbka PiS-bis, cz. II

Na Pradze-Północ mieszkają tylko chrześcijanie

Rada Pragi-Północ proponuje zaostrzyć zapisy statutu odnoszące się do Boga. Zdominowana przez PiS i wspierającą go Praską Wspólnotę Samorządową rada dzielnicy, opiniując wczoraj projekt statutu miasta, przeredagowała fragment zdania: "(...) ufni, że w pracy dla naszego Miasta nie zabraknie nam siły i wytrwałości, których źródłem dla wielu z nas jest wiara w Boga", wykreślając z niego: "dla wielu". - Zrobiliśmy to dlatego, że na Pradze mieszkają ludzie o chrześcijańskich korzeniach i chrześcijańskich poglądach, którzy pokładają nadzieję w Bogu - tłumaczył burmistrz Artur Marczewski. Dodał, że Opatrzność powinna dawać siłę do pracy również radnym Warszawy. Przeciwne takiej poprawce było SLD. - To jest Taliban - skomentował szef klubu Ireneusz Tondera. Ma nadzieję, że Rada Warszawy nie przyjmie tego pomysłu.
I co? I nic. A jak tam idzie usuwanie kupców ze stadionu?

Etykiety: , , , ,

czwartek, lipca 19, 2007

Pan premier mówi prawdę

To niezwykłe wydarzenie odnotowały wszystkie media.

"Nie jest wykluczone, że niedługo wystąpimy z inicjatywą powołania uniwersytetu państwowego, innego niż dotychczas, nowego typu [...] Jarosław Kaczyński podkreślił, że chodzi także o odrzucenie "terroru intelektualnego, intelektualnej poprawności", jakie - jego zdaniem - panują obecnie na wielu uczelniach." Tłumaczenie na polski: profesorowie nie chcą z nami rozmawiać, zatem w ramach odrzucania intelektualnej poprawności zajęcia na uniwersytetach poprowadzą osoby o dowolnych kwalifikacjach, jeśli tylko zostaną uznane za genetycznych patriotów. Poza tym gdzieś trzeba upchnąć absolwentów uczelni ojca Rydzyka, a żadna uczelnia kierująca się terrorem intelektualnym tego barachła nie przyjmie...

"Zupełnie inaczej (...) działa wywiad. Czasy, gdy miałem wrażenie siedząc tu w tym gmachu, że na stół kładzione są mi różne raporty i analizy pisane w innych stolicach skończyły się. A tak było" powiedział premier. Tłumaczenie na polski: wszyscy zagraniczni agenci polskiego wywiadu zostali zdekonspirowani i teraz nie ma już żadnych raportów z zagranicy oprócz wycinków z prasy.

"Ocenił, że jego rząd zdecydowanie wzmocnił pozycję Polski w Europie, czerwcowy szczyt UE w Brukseli nazwał "bardzo dużym sukcesem". "Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli przedstawić różnego rodzaju dowody (tego sukcesu), takie bardziej bezpośrednie." Innymi słowy, w końcu albo coś wymyślimy, albo wszyscy zapomną. Zresztą nadzieja matką, a w Polsce matki bardzo cenimy.

"Zrezygnowaliśmy z polityki zagranicznej, którą prof. Władysław Bartoszewski nazwał "polityką brzydkiej panny", zaczęliśmy prowadzić politykę panny urodziwej - podkreślił premier Jarosław Kaczyński" Niestety, nie zauważyliśmy, jakoby premier wyładniał, niemniej jednak złudzenia też są ważne.

Etykiety: , , ,

Próbka PiS-bis

Projekt statutu miasta odwołuje się do Boga. Współrządzący miastem LiD tego nie chce. - W mieście, którym rządzę, zapis o Bogu będzie - twierdzi Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO). [...] Za wstępem i Bogiem jest lider klubu PiS Marek Makuch. Tłumaczy mi, że wiara Boga jest dla radnych "natchnieniem do pełnienia służby publicznej": - Z wiary wielu czerpie inspirację. Opatrzność jest siłą, która czuwa nad naszymi poczynaniami. [To się nazywa spychanie odpowiedzialności -- Oliveira] Propozycje poprawek, które zapowiada SdPl, wyklucza. - Bez herezji! - słyszę. - Ateizm w Polsce występuje w formie szczątkowej. A wiary w Boga nie można porównywać z trendami politycznymi, np. wyznawcami socjalizmu, Marksa czy Lenina. Gdyby nie Kościół, Europa zostałaby zalana przez muzułmanów. [...] [Hanna Gronkiewicz-Waltz] politykom LiD zaleca zaś więcej otwartości. - Nie rozumiem, dlaczego ja mam być zawsze tolerancyjna. Przypominam konsensus Millera i Kwaśniewskiego wokół aborcji, niech to będzie wzorem postępowania.
No i co ja mam tu dodać? Jak wiadomo, jeśli Warszawie jedna rzecz jest pilnie potrzebna, to Bóg w preambule. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie rozumie, dlaczego ma być zawsze tolerancyjna -- oczywiście, polityków PO tolerancja obowiązuje tylko w parzyste dni tygodnia, kiedy uśmiechają się do elektoratu liberalnego obyczajowo, zaś w dni tygodnia nieparzyste politycy PO są katolikami łagiewnickimi i chronią Europę przed zalaniem przez muzułmanów za pomocą preambuł do statutów.

Donald Tusk w wywiadzie dla Polityki powiedział ostatnio, urażony, że bardzo go boli, gdy ktoś zarzuca PO, że jest partią bez właściwości, bo przecież każdy pogląd, jaki PO mogłaby ewentualnie zademonstrować mógłby kogoś urazić. No i proszę, ile miał racji, ledwie prezydenta Gronkiewicz-Waltz wzięła i zademonstrowała, a już lewackie szczekaczki komuny (tzn. ja) się uraziły. To może rzeczywiście lepiej nie demonstrować.

Etykiety: , , , ,

wtorek, lipca 17, 2007

Notka cytująca

Cytat za panem profesorem Wojciechem Sadurskim, którego blog (mimo, że na salonie24...) czytam ostatnio z równą przyjemnością, co blogi pp. Janiny Paradowskiej i Daniela Passenta:
W grudniu ub. roku w Polsce przybywał Komisarz Praw Człowieka Rady Europy (UWAGA: nie instytucja unijna, ale ogólnoeuropejska, grupująca wszystkie kraje naszego kontynentu poza Białorusią!), pan Alvaro Gil-Robles, który przyjrzał się realizacji w Polsce rozmaitych sugestii, sformułowanych w czasie poprzedniej takiej wizyty, dokonanej w 2002 roku przez jego poprzednika pana Thomasa Hammarberga. [...] W ustępach 54-56 Memorandum Komisarza, zwraca on uwagę na stosunek Ministerstwa Edukacji do homoseksualizmu: Komisarz krytykuje m.in. publikację, zalecaną przez Ministerstwo pt. „Wygrajmy młodość”, w której homoseksualizm określony jest jako nienaturalna skłonność, związana „ze strachem przed odpowiedzialnością, niewłaściwą hierarchią wartości, brakiem odpowiedniej idei miłości i postawą hedonistyczną, jak również z prostytucją” (ust. 54). Reakcja Komisarza: ”Komisarz uznaje takie podejście za złe. To przedstawienie i opisanie homoseksualizmu jest obraźliwe, niezgodne z zasadami równości, różnorodności i poszanowania praw każdego człowieka. (...) Ponadto Komisarz jest zaniepokojony propozycjami wprowadzenia przepisów penalizujących rzekome promowanie homoseksualizmu w szkołach” (ust. 55). W kolejnym ustępie Komisarz wyraża swoje „ubolewanie nad wszelkimi przypadkami mowy nienawiści w stosunku do homoseksualistów, które nie powinny być tolerowane przez polskie władze”.

A teraz odpowiedź Rządu polskiego: w komentarzu do paragrafów 54-56 rząd całkowicie odpiera wszystkie zarzuty, po czym stwierdza: „PRZEDSTAWIONA PRZEZ KOMISARZA OCENA SYTUACJI MNIEJSZOSCI SEKSUALNYCH W POLSCE NIE OPIERA SIE NA FAKTACH I JEST STANOWISKIEM POLITYCZNYM, INGERUJACYM W WEWNETRZNE SPRAWY POLSKI”. [...] Chodzi o coś innego: o tę mantrę o „ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski”.Starsi spośród Państwa pamiętają, że była to automatyczna reakcja komuny, gdy ktokolwiek za granicą ważył się skrytykować łamanie praw człowieka. Dziś, za ingerencję w ich wewnętrzne sprawy najchętniej denerwują się takie kraje jak Kuba, Korea Północna czy Myanmar (= Birma).
Makowski zatytułowałby tego posta jakoś tak: "znajdź 3 Różnice..."

Etykiety: , , , , , ,

poniedziałek, lipca 16, 2007

Polska. Polska. Polska. Bla. Bla. Bla.

Zauważyłem coś, co wydaje mi się szalenie interesujące: pan Bartosz Węglarczyk, dziennikarz Wyborczej chyba wyrwał się z matriksu. Oto jego najnowsza notka blogowa:
Przebiliśmy się na drugą stronę wszechświata. Żyjemy w rzeczywistości, w której obowiązuje fizyka odwrotna do tej obowiązującej w normalnej rzeczywistości.
Oto LPR i Samoobrona zakładają partię, która nie tyle nie zgadza się, co jest wprost przeciwna WSZYSTKIM priorytetom w polityce zagranicznej rządu, w którym jednak pozostaje.

LiS jest więc przeciwny przyjmowaniu nowego traktatu UE. Jest przeciwny tarczy antyrakietowej. Jest przeciwny pozostawaniu naszych wojsk w Iraku. W trzech najważniejszych priorytetach polityki zagranicznej dwie partie rządzące mówią rządowi „nie”.

[...] Już nawet nie ma tego jak komentować, bo dzięki braciom Kaczyńskim takie słowa jak „cyrk”, czy „kabaret” niewiele już znaczą. Jarosław Kaczyński wpuścił hołotę do rządu i ta zachowuje się konsekwentnie jak hołota. Oczywiście wszystko dla dobra Polski. Polska. Polska. Polska. Bla. Bla. Bla.
Pan Bartosz mniej więcej od początku Leppergate zaczął się zachowywać dziwnie. Zupełnie nie jak dziennikarz, któremu wszystko jedno, o czym i co pisze, byle płacono na czas. Pan Bartosz zachowuje się jak człowiek, któremu nie jest wszystko jedno, który posiada rozum, sumienie i uczucia. Gorące uczucia. W blogu nagle zaczęły się pojawiać po cztery notki dziennie, czasami pojedyńcze zdania, tak urodziwe, jak np. "Nasi przeciwnicy to strasznie mali ludzie, marni pod każdym względem - intelektualnym i moralnym" lub "Jeśli polityk staje się śmieszny, to źle, bo polityk jest skończony. Jeśli państwo staje się śmieszne, to jest tragedia" Autor pierwszego? Jak mawia Matka Kurka, 148 cm kompleksów. Autor drugiego? Sam Endrju, lisi założyciel.

Pan Bartosz wyraźnie nie wytrzymuje nerwowo takich oto wypowiedzi: "Zrobiono mi wielką krzywdę i mógłbym to potraktować emocjonalnie. Ale jest jeszcze nasza Polska - powiedział Lepper, zaznaczając, że bardzo zależy mu na realizacji programu." Nie trawi rewolucji moralnej polegającej na nasyłaniu służb specjalnych na wicepremiera-przestępcę wziętego do rządu celem realizowania szczytnych haseł o uczciwości.

W komentarzach pod cytowaną na początku notką pojawiają się zarzuty, że pan Węglarczyk obraża uczciwego Leppera słowem "hołota", a sam by wolał, żeby rządziły "elyty" pod postacią Geremka. Nie będę się wypowiadał za pana Bartosza, ale osobiście... tak, chciałbym, żeby Polską rządziły "elyty" pod postacią ludzi szanowanych w całym świecie, a nie wielokrotni przestępcy, eks-liderzy organizacji zajmujących się paleniem swastyk i rozpowszechnianiem twardej pornografii, tudzież genialni stratedzy, którzy mszcząc się za upokorzenia doznane w przedszkolu uprawiają mowę nienawiści, szczują jednych na drugich i praktycznie uniemożliwiają jakikolwiek dialog społeczny. Rezultatem rządów pisilisu będzie społeczeństwo głęboko skłócone, niezdolne do porozumienia, nienawistne, rozbite, dodatkowo dzięki rządom ministra Giertycha przygłupie i łatwe do sterowania. Obywatele IV RP, z pałami na świadectwie maturalnym, z religią podnoszącą średnią, dewastujący stadiony, w przerwach między akcjami służb specjalnych i podpisywaniem lojalek zaczytujący się biografiami Jana Pawła II, mierzący czas życia od poczęcia do kary śmierci. Piękny to obraz, prawda?

Pan Bartosz na ogół pisuje o Stanach Zjednoczonych. Z jego poglądami czasami się zgadzam, na ogół się nie zgadzam. Jednak z panem Bartoszem i jego poglądami można dyskutować; logicznie i bazując na faktach. Jak można dyskutować z Lepperem, który mógłby to potraktować emocjonalnie, ale dla dobra "naszej Polski" tego nie zrobi? Z Giertychem, który dzieli Polskę na gombrowiczowską i sienkiewiczowską? Z Kaczyńskimi, Fotygą, Edgarem, Macierewiczem...? Polska. Polska. Polska. Bla. Bla. Bla.

Etykiety: , , ,

Nieciekawe?

Żadna gazeta nie zainteresowała się tym, co na temat ewentualnych wyborów ma do powiedzenia Rzecznik Praw Obywatelskich. A do powiedzenia ma to:
Biuro Lustracyjne IPN nie może bowiem udostępniać Komisjom Wyborczym treści oświadczeń lustracyjnych kandydatów, złożonych wg zdelegalizowanego wzoru i mogących zawierać niezawinione wady oświadczenia wiedzy. Nie można również poprzestać na publikacji części A oświadczenia, gdyż wobec zmiany katalogu organów bezpieczeństwa państwa z art. 2 ustawy lustracyjnej, może ono być obarczone wadą [...] Brak zgodnego z Konstytucją RP, ustawowego wzorca oświadczenia lustracyjnego nie tylko czyni lustrację praktycznie niewykonalną, ale uniemożliwia moim zdaniem, przeprowadzenie ewentualnych wyborów parlamentarnych.
I co? I pstro.

Etykiety: , , , ,

środa, lipca 11, 2007

Epitafium dla Andrzeja

Profesor Wojciech Sadurski w swoim blogu w Salonie24 pisze tak:
Od pewnego czasu nie ma w polskiej polityce takich głupstw, takich karamboli i takich zawstydzających wydarzeń, które prędzej czy później (ale raczej wcześniej niż później) nie uzyskałyby w oczach „analityków politycznych” misternej a skomplikowanej interpretacji, której konkluzją byłaby teza o geniuszu strategicznym Jarosława Kaczyńskiego. Najgorsze wpadki, najbardziej oczywiste pomyłki i najbardziej żenujące nominacje zbiegają się w tych interpretacjach w punkcie, jakim jest mózg Premiera, a ich – z osobna wzięte – minusy uzyskują w tym niezwykłym miejscu (czyli w umyśle lidera PiS) nagle wartość dodatnią i stają się kolejnym dowodem na to, jakim to znakomitym „rozgrywającym” jest Jarosław Kaczyński!
To prawda, że popierający Jarosława, jak i sam Wielki Strateg potrafią każde wydarzenie uznać za dowód jego geniuszu. CBA w pośpiechu spaprało prowokację? Trzeba im dać nagrodę, stwierdza Jarosław, a chór zawodzi: ach, jakie wspaniałe i bezstronne jest CBA, które sprawdza nie tylko polityków opozycji. (Tylko czemu tak po amatorsku...?) Rydzyk wyraził się o prezydencie o wiele gorzej, niż ścigani dziennikarze Tageszeitung? Ach, zapewne wypowiedź wyjęto z kontekstu, poza tym teraz Rydzyk wie (wie?), że musi słuchać się Stratega (musi?), bo inaczej Strateg mu... no właśnie, co mu Strateg zrobi? No, nie wiadomo, bo Strateg ten plan trzyma akurat w zakamarku swego genialnego umysłu, podobnie, jak dowody przeciw Lepperowi i powody, dla których zarówno negocjacje w sprawie traktatu unijnego, jak i spaprana prowokacja CBA są sukcesami.

Ciągle obstaję przy swojej teorii spiskowej, zgodnie z którą celem PiS było doprowadzenie do wcześniejszych wyborów. Tyle tylko, że Strateg nie przewidział, że dokona czego innego -- błyskawicznej destrukcji Samoobrony. W ciągu kilkunastu godzin z partii prowadzonej żelazną ręką Przewodniczącego Samoobrona zmieniła się w to, czym zawsze była -- zbieraninę wystraszonych, malutkich ludzików z kredytami na pralki do spłacenia. Lepper po to im był potrzebny, aby ich wprowadzić na salony i dopuścić do kasy; tak samo po to Lepperowi potrzebny był sam Strateg Kaczyński. W momencie, gdy kasa stanęła otworem, Lepper gotów był sławić rewolucję moralną, zaś Hojarskie i inne Filipki geniusz Przewodniczącego. W momencie, gdy zagroziło zamknięcie kasy, tudzież Przewodniczącego, posłowie, radni i wicedyrektorzy z wykształceniem złożonym z czterech klas podstawówki ośmielili się grupowo postawić Przewodniczącemu: o nie, nie, panie Andżeju, no tak to myśmy sieśmy nie umawiali, pan chyba żartuje, jakie wybory, pan popaczy na sondaże, ja żem widziała, że nie wchodzimy, a z mężem mamy do spłacenia snopowiązałkę i nowe diwidi, no za rok to może się zastanowimy, ale teraz to ja mandata nie składam. Mogę do pisu przejść, mnie tam wszystko jedno, pan rozumie, diwidi kupiłam, no.

Strateg ma teraz problem. Taki mianowicie, że wybory zorganizowane dlatego, że Lepper-malwersant zerwał koalicję, to dowód niezłomności moralnej Stratega; jeśli natomiast Samoobrona w koalicji pozostaje, większość w Sejmie nadal jest, tyle, że ministrem rolnictwa jest Maksymiuk, czy Filipek, zaś dodatkowo Lepper robi koło nogi, głośno żądając pokazywania dowodów i ukarania Kamińskiego, to Strateg ma problem. Na razie usiłuje emitować ten sam hałas, co zwykle, czyli bełkot o totalnej, a nawet totalitarnej opozycji. (Nawiasem mówiąc, trudno mi wierzyć, żeby Kaczyński wierzył w te banialuki o opozycji; przekonany jestem, że wygłasza je wyłącznie na użytek ciemnego ludu, który ma pamiętać, że na PiS trwa niezwykła nagonka.) Tyle, że tym razem może się nie udać. Wyborów na razie nie ma powodu organizować, większość jest, ministrem rolnictwa będzie kolejny członek Samoobrony, a jak się znajdą papiery na Maksymiuka czy Aumillera, to Begerowa już czeka w kolejce. Samoobrona nie po to dochodziła do rządów, nie po to brała kredyty na diwidi i sokowirówki, żeby teraz unosić się honorem i robić wybory. Nie ma takiego przywódcy, który tę bandę teraz zmusi do oddania stanowisk.

Leppera mi nie szkoda, oczywiście, aczkolwiek teza, że CBA jest prywatną policją polityczną Jarosława Kaczyńskiego na jego przykładzie została udowodniona z wyjątkową przejrzystością. Dodatkowo, na szczęście, udowodnione zostało, że doświadczenie, wykształcenie i tym podobne brednie jednak są potrzebne, jeśli chcemy organizować profesjonalne służby śledcze, a nie bandę napalonych chłopców z bardzo drogimi samochodami. Nawet Leppera nie udało się przygwoździć. I jak to sławne CBA ma sobie poradzić z prawdziwą korupcją, której samo nie wygenerowało za pomocą dziesiątek sfałszowanych dokumentów? Żal, żenada i wyrzucanie pieniędzy za okno dla czystej przyjemności popatrzenia, jak lecą.

Drugiej części teorii spiskowej nie będzie. Dlatego, że dla powodzenia planu Stratega niezbędne jest, aby Samoobrona wyszła z koalicji, a na to chwilowo nie ma co liczyć. Jeśli Lepper stwierdzi, że z koalicji wychodzi, błyskawicznie okaże się, że PiS wzbogacił się o kilkudziesięciu członków. Czy to Stratega zadowoli? Nie mam pojęcia. I nie wiem, czy Strateg sam jeszcze pamięta, po cholerę mu była ta cała władza.

Etykiety: , , , , , ,

wtorek, lipca 10, 2007

I Ty możesz mieć teorię spiskową!

Zgodnie z obietnicą, czas na moją teorię spiskową. Bez wstępów.

Uważam, że nader prawdopodobne jest, iż Kaczyński wiedział o taśmach Wprost. (Dziwne by było zgoła, gdyby nie wiedział, zwłaszcza po konferencji Ziobry na temat artykułu Gazety Wyborczej z następnego dnia.) Tę informację trzeba było czymś przykryć i musiała to być kołderka bardzo, bardzo duża. Nie wystarczyłaby teczka, chyba, że samego Rydzyka, albo np. Tuska.

W czerwcowych sondażach Samoobrona po raz pierwszy dołączyła do LPR poniżej progu 5%. To doskonały moment na uderzenie w niekochanego koalicjanta. Jestem przekonany, że CBA i inne instytucje miały -- może formalny, może nieformalny -- nakaz poszukiwania haków na Samoobronę i LPR dokładnie po to, żeby móc uderzyć w najgorszym dla przystawek momencie. Być może gdyby nie taśmy Rydzyka, Kaczyński czekałby kolejny miesiąc lub dwa, obserwując spokojnie, jak Samoobrona traci kolejnych zwolenników i obiecując sojusznikom próg wyborczy 3%. Jednak musiał zadziałać już, natychmiast -- po odkryciu kokainisty w kancelarii prezydenta, po coraz silniejszych przepychankach wokół Joaniny i sukcesu tak wielkiego, że aż nie ma po co o nim wspominać, po pozbyciu się Zalewskiego z partii w dzień po ogłoszeniu go najlepszym posłem tej kadencji trzeba było rzucić karty na stół. Dodatkowym plusem było to, o czym wczoraj wspomniał Artur Zawisza -- odkrycia dokonała CBA, co ma dowodzić, że jest to instytucja apolityczna. Dowodzi co najwyżej tego, że Jarosławowi znudziła się koalicja z Samoobroną.

Dodatkowa kwestia to Euro 2012. Jarosław Kaczyński nie jest idiotą i wie, że ta impreza jest nie do zoorganizowania w Polsce. Wie też, że ciemny lud, chciałem powiedzieć wyborcy IV RP mogą darować wszystko, ale nie zaprzepaszczenie piłkarskiej imprezy na skalę światową. To trzeba zrzucić na PO i LiD. Widzę to mniej więcej tak:

* poparcie dla LPR spadło do 2%, na wejście do parlamentu mają szanse iluzoryczne
* Samoobrona spadła do 5% -- w tym momencie aresztowanie Leppera rozbija tę zbieraninę w proch, posłowie dietetyczno-kredytowi przybiegają ze łzami w oczach do Jarosława prosząc, żeby ich przygarnął
* Radio Maryja kogoś poprzeć musi, a wydaje się wątpliwe, żeby Rydzyk postawił na Prawicę RP, która jak na razie znajduje się w proszku; w razie, gdyby Rydzyk nie popierał wystarczająco energicznie, można postraszyć oskarżeniem z urzędu o obrazę prezydenta
* we wrześniu-październiku odbywają się wybory, wygrywa PO, silna opozycja -- PiS, koalicja z LiD; w parlamencie nie ma innych partii, bądź są niedobitki z PSL
* prezydent wetuje tyle ustaw, ile trzeba, żeby się upewnić, że PO Euro nie zorganizuje, autostrad nie wybuduje, etc.
* po kadencji PO-LiD PiS powraca w glorii chwały budować dalej IV Rzeczpospolitą, zamiast -- jak byłoby w wypadku pełnej kadencji z Samoobroną i LPR -- grupowo oddalić się na śmietnik historii. Tyle, że tym razem PiS ma większość i nie potrzebuje żadnych przystawek.

EDIT: Oto samorodny geniusz z PiS. Naprawdę wspaniałe umysły rodzą się w IV RP!
Jakub Porada, TVN 24: - Uważa pan, że jest potrzeba powiedzieć cokolwiek o Tadeuszu Rydzyku?
Zbigniew Girzyński, PiS: Miałem przyjemność być w Częstochowie z pielgrzymami. Myślę, że jest wiele dobrych rzeczy między innymi dzięki działaniom tego rządu.
- Czy mamy problemy z połączeniem? Pan nie odpowiada na pytanie. Czy słowa Tadeusza Rydzyka zasługują na pochwałę?
Panie redaktorze, ja pana doskonale słyszę, mam nadzieję, że pan mnie również.
- Ja też, tylko nie wierzę w to, co słyszę. Chciałbym usłyszeć komentarz do słów, które przeczytałem.
Ja mogę chętnie zrelacjonować, żałuję, że TVN nie relacjonował tego, co działo się w Częstochowie.
- Nie, my nie mówimy o Częstochowie. Chciałbym się skupić na tym, co publikuje „Wprost". Jak pan ocenia te słowa?
- Wielu ludzi, którzy chcą służyć ojczyźnie, często posługuje się językiem zbyt ostrym. Żałuję, że nie prosi pan, żebym skomentował słowa np. pani posłanki Julii Pitery z PO.
- Rozumiem, że pan pochwala słowa Tadeusza Rydzyka?
- Pan redaktor jak widzę posiada zdolności wnikania w cudze umysły. Ja takiej przenikliwości nie mam. Nie żyjemy w okresie Matrixu tylko w okresie normalnym.
- Panie pośle, to może raz jeszcze przeczytam. „Prezydentowa to czarownica, która powinna poddać się eutanazji". Jak pan to skomentuje?
- Już kilkakrotnie komentowałem. Mogę powiedzieć jedną rzecz, jest w języku politycznym zbyt wiele agresji.
- Poseł Kurski spokojnie podchodził do tych słów. Jakie jest pana zdanie?
- Moje zdolności pojmowania słów są dobre i nie musi pan ich mi powtarzać kilka razy. Wymienił pan mojego kolegę, Jacka Kurskiego. Za pół godziny jego żona będzie przechodzić operację. Jeśli mogę odnosić się do jego osoby, to wolałbym te myśli kierować w inną stronę. Jeśli chodzi o słowa, to wczoraj padło wiele cennych słów, także zwróconych do środowisk dziennikarskich...
- Proszę odpowiedzieć: czy Tadeusz Rydzyk przesadził?
Nie słyszałem słów o. Tadeusza Rydzyka przez niego wypowiadanych. Te relacje są obliczone na skłócenie Polski.

Etykiety: , , , , , , ,

poniedziałek, lipca 09, 2007

Pogromca czarownic w akcji

Wszyscy wiedzą, o co chodzi, a ja zwrócę uwagę na coś, co nader mało osób skomentowało:
Jeśli ta wpadka nie obali Rydzyka, to już go nic nie obali. Ale mnie śmieszy, że wszyscy komentują opinie Rydzyka o pani prezydentowej czy prezydencie. Wygląda to tak, jakby obrażanie rodziny premiera jest dziś najcięższą zbrodnią w tym kraju.

Mnie przeraża otwarty, prymitywny antysemityzm tego księdza. Oczywiście wśród księży też mogą się zdarzyć durnie, ale ten ksiądz opowiada takie rzeczy młodym studentom w uczelni, która mieni się szkołą katolicką.

To cytat z pana Bartosza Węglarczyka. Zgadzam się w pełni, choć wolałbym nie. Po prostu do mainstreamowego antysemityzmu już się w Polsce przyzwyczajono. Dowodzą tego kolejne, coraz częstsze, legalne demonstracje nazistów, dowodzą tego coraz to kolejni wszechpolacy na stanowiskach rządowych... Cała Polska, o której tak wzruszająco mówił wczoraj premier Jarosław, po prostu się z Rydzykiem zgadza. Skoro Rydzyk mówi, że prezydent oszukuje i jest narzędziem Żydów, to taka jest prawda. Całe szczęście jeno, że premiera ta zaraza oszczędziła.

Co się teraz stanie? Przyłączam się do tych, którzy uważają, że nic. Oto, jak gwałtownie zareagowała wierchuszka PiS:
Szefowa gabinetu prezydenta Elżbieta Jakubiak powiedziała portalowi "Gazeta.pl", że jest zaskoczona i na razie nie chce komentować sprawy. Zapowiedziała, że Kancelaria Prezydenta zajmie stanowisko po opublikowaniu nagrań.

Poseł Tadeusz Cymański mówi w rozmowie z nami, że nie chce mu się w to wierzyć. Jeśli jednak ojciec Rydzyk powiedział coś złego to powinien przeprosić.
Co teraz nastąpi? Redemptoryści, ewentualnie biskupi en masse powołają siedemnastą komisję ds. Radia Maryja, która to komisja zdziała to samo, co szesnaście poprzednich. Taśmy zostaną ogłoszone oczywistą manipulacją wiadomych środowisk, ewentualnie znajdzie się jeden taki biegły, który stwierdzi, że ich autentyczność nie może zostać stuprocentowo potwierdzona, a to pisiorkom wystarczy. I tyle. Jarosław wczoraj widział w Częstochowie 200 tysięcy wyborców, dzisiaj wrócił do kancelarii i zobaczył 200 zdesperowanych pielęgniarek. Zgadnijcie, co na nim zrobiło większe wrażenie. Nie zdziwię się, jeśli za kilka dni prezydent przeprosi Rydzyka.

EDIT: Nie napisałem tego i teraz głupio mi twierdzić, że to przewidywałem, bo nie ma dowodów. Ale spodziewałem się, że pojawi się historia, która usunie Rydzyka na margines. Co prawda myślałem, że raczej będzie to coś urodzonego w IPN, w stylu teczki Michnika, ale nie zaprzeczycie, że historia z taśmami nagle wydaje się malutka i nieważna :) Cóż, w nowych wyborach poparcie Rydzyka będzie niezbędne...

czwartek, lipca 05, 2007

Ale głupi ci Rzymianie...

Dzień dzisiejszy obfituje w zabawne informacje.

Po pierwsze primo, PiS zawiesił w prawach członka posła Zalewskiego, wybranego właśnie przez Politykę najlepszym posłem w tej kadencji Sejmu. Zawieszony został za to, iż ośmielił się stwierdzić, iż ministra Fotyga nie jest nieustającym wytryskiem geniuszu, fontanną intelektu, tudzież najbardziej aktywną ministrą spraw zagranicznych od sprzedwojny. Co jest oczywistym kłamstwem, porażającą nieprawdą, totalnym, a nawet totalitarnym atakiem, tudzież aktem nielojalności. Poseł Zalewski już złożył samokrytykę, tudzież przyznał się do licznych błędów i wypaczeń, niemniej jednak rewolucyjna czujność towarzyszy raczej nie pozwoli mu pozostać wiceszefem Partii. Zwłaszcza, że został wybrany najlepszym posłem przez różowy polskojęzyczny organ komuchów i dewiantów (innymi słowy -- nie przez Wprost, Rzeczpospolitą, tudzież Nasz Dziennik). A sami wiecie, co to znaczy. Pewne środowiska! Znane wszystkim inspiracje! A na dodatek wszystko z poduszczenia znanego komunisty i różowego lewaka Igora Janke! Ale my zdusimy hydrę kapitalizmu... komunizmu... no, tego, co nam w Partii wyrosło, my wygramy, zwyciężymy ku chwale Partii i Narodu. Tak nam dopomóż Lech*!

Po drugie primo, minister Ziobro już zdążył zdementować ohydne łgarstwa rozpowszechniane przez komunistyczną jaczejkę zwaną Gazetą Wyborczą. Co prawda minister (ani ja) jeszcze tych łgarstw nie widział, ale skoro GW pisze o samobójstwie Barbary Blidy, w sposób oczywisty są to łgarstwa i należy je zdementować. "Potem mówił o publikacji, która ma ukazać się jutro. Ma z niej wynikać, że na śledczych były naciski. Minister zapewniał, że do niczego takiego nie doszło." No, skoro minister zapewnia, że nie naciskał, to znaczy, że nie naciskał, wszakże któż ma wiedzieć lepiej, niż sam minister Ziobro! Do kraju wiecznej szczęśliwości i dwudziestu lat bez zawieszenia prowadź nas, Lechu*!

Po trzecie primo, pielęgniarki już naprawdę wkurzyły pana premiera i pana prezydenta. Tak więc "policjanci dostali polecenie "zadaniowania swoich osobowych źródeł informacji (OZI)" w tym kierunku, co oznacza, że mają zlecać zbieranie informacji o wskazanych grupach. Ci informatorzy to np. przestępcy stale współpracujący z policją." Oczywiście, OZI policjantów IV RP to zupełnie, ale to zupełnie co innego niż OZI z PRL. Zaszczytem jest pracować dla IV RP przy zbieraniu haków na pielęgniarki, zaś grzechem niewybaczalnym było pracować dla PRL przy zbieraniu haków na kogokolwiek w ogólności, ponieważ w PRL nie rządzili bracia Kaczyńscy i jak coraz częściej się okazuje była to podstawowa wada owego PRL. Alleluja i do PRL-bis, pod wodzą Lecha*!

A tymczasem, mimo tak zabawnych wydarzeń dnia dzisiejszego, ja pozostaję pod największym wpływem tej oto informacji:

Łódzcy policjanci zatrzymali 39-latka, który przesyłał w internecie swojej 18-letniej dziewczynie materiały pornograficzne z udziałem zwierząt i scenami przemocy. Teraz za rozpowszechnianie pornografii grozi mu kara do 8 lat więzienia. Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka łódzkiej policji nadkom. Magdalena Zielińska, mężczyzna wyszukiwał w internecie strony ze zdjęciami pornograficznymi i za pośrednictwem komunikatora internetowego przesyłał swojej dziewczynie linki do tych stron. [...] W czasie przeszukania mieszkania i samochodu należącego do 39- latka policjanci zabezpieczyli komputer oraz 35 płyt DVD i CD, na których m.in. znajdowały się zdjęcia pornograficzne. Natomiast w mieszkaniu jego 18-letniej dziewczyny zabezpieczono dwa komputery, dwie elektroniczne pamięci przenośne, płyty DVD oraz niewielkie ilości narkotyków. Dziewczyna przyznała się, że na jej koncie poczty elektronicznej znajdują się odnośniki do stron internetowych z "twardą" pornografią.

A teraz rzucę prowokacyjne pytanie: a skąd policja wiedziała, co pan przesyła pani za pośrednictwem komunikatora internetowego? Życzę miłego poszukiwania odpowiedzi tym mieszkańcom 33 1/3 RP, którzy jeszcze wierzą, że to, co piszą na Gadu-Gadu to ich słodka tajemnica... Lechu*! Zbawco narodów! Ty świeć nam dobrotliwym światłem!

------

* Oczywiście nie Wałęsa (znany komunista), tylko Kaczyński (wybitny opozycjonista, który skakałby przez płot, gdyby był troszkę wyższy, albo w pobliżu znalazł się jakiś stołek).