poniedziałek, lipca 23, 2007

Demokracja 2.0?

Profesor Stanisław Filipowicz w Gazecie Wyborczej:

"Demokracja wymaga pewnych zdolności intelektualnych i moralnych. My zatraciliśmy te zdolności. Nie potrafimy już posługiwać się instytucjami demokratycznymi, które odziedziczyliśmy. Nie rozumiemy ich sensu. [...] Prawda stała się niepotrzebna. Porzuca się ją w dowolnej chwili. Można zmienić sens każdej wypowiedzi. Jeśli została nagrana, polityk stwierdzi, że została źle zrozumiana. Nie ma żadnych mierników wiarygodności. [...] Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych wiedzieli, jaka jest hierarchia ważnych problemów w polityce, i nie bali się o nich mówić. Dziś nie wiemy, czy za dwa dni nie będziemy mówić o kolejnej seksaferze, chybionej akcji CBA albo wpadce jakiegoś polityka - jak gdyby to były sprawy najważniejsze. [...] W naszym kraju władzę zdobyła partia, która ma w nazwie "sprawiedliwość", ale ma na jej temat bardzo niewiele do powiedzenia. Od rządzących słyszymy słowo "solidarność", ale nie wiadomo, na czym ta solidarność miałaby polegać. Za to kiedy różne środowiska próbują solidaryzować się z protestem lekarzy, rząd mówi, że to spisek. Najważniejsze kwestie stają się tematami tabu, bo są niewygodne i trudne. Politycy nie potrafią mówić o żadnym projekcie, który wyrastałby poza sferę interesów partyjnych."

Już jakiś czas temu moją uwagę zwrócił fakt, iż sposób, w jaki media relacjonują politykę mniej ma wspólnego z, cóż, polityką, a więcej z operą mydlaną. Nawet bliźniacy są, zły i mniej zły, jeden z nich ma żonę, o której znany mułła Mu Shroom mówi, że to czarownica, jednak podobno taśmy zostały sfałszowane przez zazdrosną księżniczkę Stephanie, tak więc sprawa kończy się tym, że bliźniak LeDuc musi przeprosić mułłę za fałszywe oskarżenia. Następnie neurochirurg Drake Leppere nieomal ginie w wypadku w windzie, jednak uratowany w ostatniej chwili przez sułtana Romanno zakłada razem z nim firmę, która odbierze palmę pierwszeństwa w wydobywaniu diamentów bliźniakom LeDuc. Jednak na scenę wkracza dramatycznie Alexis, która oskarża Barbarę (która występowała w poprzednich sezonach serialu) o malwersacje. Barbara popełnia samobójstwo. Przystojny, choć nie wiedzieć czemu wciąż samotny prokurator Nullo obwieszcza, że ta pani nikogo już nie zasamobije. I tak dalej... A jakie ciekawe ustawy powstały w ostatnich miesiącach? Jakie jest rozwiązanie problemów służby zdrowia, jakie reformy proponuje rząd? W jaki sposób planuje się zaradzić ZUS-owi, który od kilku miesięcy balansuje na krawędzi bankructwa? Jak zachęcić dwa miliony Polaków-emigrantów do powrotu?

Tym mydlana opera pt. 33 1/3 RP się nie zajmuje, rozwiązania i problemy, jakimi się zajmuje muszą być interesujące i gorące medialnie, a cóż ciekawego jest w żmudnej pracy nad ustawami? Ciekawy to jest trwający praktycznie od początku istnienia koalicji pisilis kryzys polityczny, ciekawa jest nieustająca od trzech lat kampania wyborcza. Dlatego też ustaw jak na lekarstwo, a o tych, które jednak powstają mówi się półgębkiem, chyba, że są tak ważne i podniecające, jak wycofanie Gombrowicza ze spisu lektur przez Giertycha i próby umieszczenia go tam z powrotem przez Ujazdowskiego. Niczego Gombrowiczowi nie ujmując, Ferdydurke nie jest panaceum na problemy polskiego szkolnictwa, podobnie, jak mundurki i zakaz używania telefonów. Ale żeby rozwiązać problemy, trzebaby na czele ministerstwa umieścić kogoś, kto te problemy zna, rozumie i potrafi im zaradzić. Czyli -- o, zgrozo -- fachowca. Umieszczenie na czele ministerstwa edukacji Giertycha jasno pokazuje, że na rozwiązywaniu problemów nikomu nie zależy.

Pan profesor mówi: "Język współczesnych polityków nie wykracza poza materię wąsko rozumianych interesów politycznych. Oni nie mówią ani o racji stanu, ani o dobru wspólnym. To dla nich frazes. Na ogół mają na względzie tylko interes partyjny. [...] Przypominam sobie rozmowę z pewną posłanką - bodajże Samoobrony - którą widziałem w telewizji. Kiedy dziennikarka wykazywała jej, że mówi głupstwa, posłanka wytoczyła bezdyskusyjny argument: "Takie jest stanowisko naszej partii". Niczego nie udowadniamy, niczego nie rozstrzygamy, bo nie mamy wspólnych miar, które umożliwiałyby dyskusję. Mamy za to przekonania. Dlatego sfera publiczna staje się polem bitwy, a przekonania - narzędziem walki. Chcemy unicestwić przeciwnika, bo niemożliwe jest ustalenie czegokolwiek w dyskusji. Można tylko wyeliminować tych, którzy myślą inaczej."

O tym pisał niedawno TyciTyci: "dla mnie zastanawiające jest to, że prawakom wystarcza, że coś powiedział niszczarka - to jest prawda objawiona i na to ustawiajmy azymut". Nie ma dyskusji: jeśli pisolis malinowymi usty swych przedstawicieli coś powiedział, jest to prawda, czyste dobro i mądrość wcielona, niezależnie od tego, jak potworne są to głupoty. W Dzienniku napisano, że odrzucenie wniosku o ekstradycję Mazura to dowód, że szara sieć i jej macki sięgają USA. Jak daleko można się posunąć w bezkrytycznym wielbieniu grupy trzymającej władzę? Nie ma dyskusji, prokurator Nullo nie popełnia błędów, bracia LeDuc nigdy się nie mylą, jeden to wybitny strateg, drugi -- wspaniały mówca i znawca języków. A jeśli ktoś się nie zgadza, wysuwa argumenty, jeden, drugi, dziesiąty, pokazuje uzasadnienie wyroku sędziego Keysa, jeśli woła, że cesarz jest nagi? Kaśka Pyzol odpowiedziała na to pytanie na jednym z blogów (u prof. Sadurskiego?) mniej więcej tak: to dobrze, że cesarz jest nagi, bo widać, że niczego nie ukrywa. Jak z tym dyskutować?

Wywiad z profesorem Filipowiczem kończy się tak: "Nie jestem w stanie wyobrazić sobie gruntownych zmian. Demokrację sprowadziliśmy do bardzo prostej formułki - maszynki wyborczej. Mogę sobie wyobrazić zupełnie inny wynik wyborów. Nie mamy jednak żadnej gwarancji, że to coś zmieni." Pesymistyczna to wizja, ale sam uważam podobnie; jeśli wydaje nam się, że demokracja polega na tym, że co 4-5 lat idziemy do urny i oddajemy głosy, dzięki którym grupa ludzi robiących co chcą, kompletnie olewających własne przedwyborcze obietnice i mających głęboko w d... interes państwa, obywateli i w ogóle wszystko oprócz tego, czy ich partia ma dużo pieniędzy i stołków, to twórcy witryny bojkotwyborow.org mają rację -- nie ma sensu głosować. Nasze głosowanie to w rzeczywistości głosowanie w domu Wielkiego Brata, lub interaktywny serial -- "czy bracia LeDuc powinni stracić swoją kopalnię diamentów? zadzwoń teraz pod numer 0-700 i oddaj swój głos". Taką sobie zbudowaliśmy demokrację i żeby to zmienić, musielibyśmy zmienić szkołę, bo tak ludzie rozumują, jak umieją. A jak na razie doszliśmy do tego, że profesorowie to żadne autorytety, tylko łże-elity, a panaceum na problemy szkoły są mundurki.

Jak brzmi polemika wyborcy pisilisu z profesorem Filipowiczem? Tak: "Dyskutowac z belkotem Filipowicza nie sposob do ilosc pomyji jakie wylal nie sposob zagarnac scierka. Nasuwa sie jednak pytanie skad taki tlumek mieniacych sie "tytulami" wylegl jak na komende by jagotac w PO-lityce, TVN-WSI, PO-lsacie czy G.Wnie. Przeciez nikt ich nie WYBRAL w wyborach bo by wskoczyc na taka fuche jak "profesor" to trzeba miec po prostu CHODY !" Parafrazując myśl błyskotliwego prokuratora Nullo, ten człowiek nikogo już nie zrozumie.

Etykiety: , , , , , ,

4 Comments:

  • Co by prokurator Nullo powiedział z satysfakcją!

    Choć ja osobiście widzę w polityce nie tyle opere mydlaną, co zbiór okładek prasy brukowej. Takiego Faktu, powiedzmy.

    By Blogger PAK, at 2:39 PM  

  • amniewlasnie slowotworczo olsnilo: zamiast pisac "pisilis" powinnismy troche to zmodyfikowac. np.: (sy)p(h)islis. albo wyciac drugie od konca "s' i olac nawiasy: syphilis :>

    By Blogger trekker, at 5:00 PM  

  • "mułła Mu Shroom" - hahahahaha
    najgorsze jest to, że głupi naród słysząc, że wszystkiemu winny jest szatan nie każe się pierdolnąć premierowi w czoło...

    By Anonymous MG, at 8:09 PM  

  • odnośnie sprawiedliwości, to pamiętam, że można dzielić równo albo sprawiedliwie... więc sprawiedliwość wg PiSs'u jest zgodna z moją definicją sprawiedliwości...

    By Anonymous MG, at 12:30 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home