piątek, sierpnia 31, 2007

Czy badania prowadzi książę Świętopełk Światopełk...?

O "układzie" premier powiedział, że "niedługo się przekonamy, że istnieje". - Dziś o układzie można więcej powiedzieć niż kiedyś, nawet są prowadzone badania o charakterze naukowym, przy użyciu modelu komputerowego układu, by ukazać te wszystkie związki między różnego rodzaju ośrodkami sił społecznych w Polsce - mówi premier Kaczyński w wywiadzie dla "Gazecie Pomorskiej".
Miłego weekendu państwu życzę...

Etykiety: , ,

czwartek, sierpnia 30, 2007

Zatrzymania...

"O 7.30 rano ABW zatrzymało Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla. Prokuratura i ABW milczą w tej sprawie. Opozycja żąda wyjaśnień..."

Jeśli chodzi o opozycję, na razie pyskuje SLD, Samoobrona, LPR, wypowiedzieli się też Mazowiecki, Geremek i Wałęsa. A czym zajmuje się Platforma? Zdaję sobie sprawę, że to troszkę cios poniżej pasa, bo to informacja wczorajsza, a nie dzisiejsza, ale nieźle podsumowuje opozycyjność PO:

"Nie będzie odwołania do Boga w statucie miasta - tak zdecydowała wczoraj stołeczna komisja statutowa. - Nie odpuścimy Boga w statucie - zapowiada Paweł Czekalski, szef klubu PO w radzie miasta Stołeczni radni od ponad roku przygotowują statut, który określi kompetencje poszczególnych szczebli warszawskiego samorządu. Gotowy już projekt daje większe kompetencje władzom 18 stołecznych dzielnic. [...] Odwołanie do Boga wzbudziło ogromne emocje wśród radnych. Dyskutowali o nim przez ostatnie trzy dni. Wczoraj radni Lewicy i Demokratów wykorzystali nieobecność kolegi z PiS na posiedzeniu komisji i przegłosowali usunięcie całej preambuły. [...] Sprawa nie jest jednak przesądzona. Statutem zajmą się radni na najbliższej sesji rady miasta 6 września. Platforma nie odpuszcza i chce przywrócić preambułę. - Inwokacja do Boga zastanawia i inspiruje radnych do pracy. (podkr. Oliveira) Dlatego musi zostać - upiera się Paweł Czekalski."

Zacytuję Matkę Kurkę: "Bardzo proszę panie Rokita, może kilka ciepłych słów na temat CBA, albo komplementów dla pana Jarosława Kaczyńskiego, może jakieś wspólne zdjęcie wyborcze, co pan na to?? Fajnie jest w Polsce prawda, cyrk jakiego nie było za komuny, ale my inteligenci z PO uważamy, że najważniejsze są wybory, w których zbierzemy w tyłek, o ile wcześniej nie aresztuje nam IV PRL paru z topu i się rozlecimy."

Etykiety: , , , , , , , , , ,

środa, sierpnia 29, 2007

Parę kwiatków

Sąd uznał, że jeśli informacje na stronie są aktualizowane częściej niż raz na rok, to witryna powinna zostać zarejestrowana w sądzie. I to niezależnie od tego, czy autorzy tworzą serwis informacyjny czy stronę hobbystyczną. Jeśli nowe artykuły pojawiają się na witrynie internetowej częściej niż raz w tygodniu, to mamy zgodnie z przepisami do czynienia z dziennikiem, jeśli rzadziej - z czasopismem. [...] Jak pisze "Rzeczpospolita", w praktyce oznacza to, że większość polskich stron trzeba będzie zarejestrować. Na razie większość z nich działa bowiem nielegalnie. Za wydawanie czasopisma lub dziennika bez rejestracji grozi grzywna, a nawet ograniczenie wolności.
[...] W sierpniu pogorszyły się oceny koniunktury w gospodarce. Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce, w sierpniu spadł o 1,4 pkt. i osiągnął poziom z początku tego roku - poinformował w środę Bureau for Investments and Economic Cycles (BIEC), badający koniunkturę. Wiele przemawia za tym, że w końcu ubiegłego roku gospodarka sięgnęła szczytu swych dotychczasowych możliwości rozwojowych i jak na razie jej potencjał do dalszego wzrostu w najbliższych miesiącach został silnie ograniczony - napisała w środowym raporcie BIEC, Maria Drozdowicz. [...] Już czwarty miesiąc z rzędu opinie na temat ogólnego stanu gospodarki pogarszają się - oceniła ekspertka z BIEC.
Resorty gospodarcze ostrzegają, że podniesienie najniższego wynagrodzenia do 1126 złotych może mieć negatywne skutki. Zaproponowały mniejszy wzrost. Czy bezskutecznie? Minister finansów Zyta Gilowska oraz szef resortu gospodarki Piotr Woźniak ostrzegają przed negatywnymi skutkami podniesienia płacy minimalnej z 936 do 1126 zł. [...] uwagi resortów gospodarczych nie zostaną uwzględnione. Odrzucono także propozycję ministra Piotra Woźniaka, aby płacę minimalną podnieść od stycznia przyszłego roku tylko do poziomu 1030-1050 zł. Resort pracy nie podziela obaw przed ewentualnym spadkiem zatrudnienia czy wzrostem kosztów produkcji, które może wywołać taka podwyżka. Co więcej, zdaniem premiera Jarosława Kaczyńskiego, polski budżet stać na podwyżki płac.

Etykiety: , , , , , ,

poniedziałek, sierpnia 27, 2007

Nareszcie!

Nareszcie zrozumiałem, dlaczego rejestrowane związki osób homoseksualnych zagrażają świętej instytucji rodziny i małżeństwa!

Etykiety: , , , ,

sobota, sierpnia 25, 2007

Hear no evil, see no evil, speak no evil

Dziś rano przejrzałem informacje, po czym pomyślałem, że jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe poparcie dla ministra Ziobry. Z jednej strony -- oczywiście rozumiem podejście typu "a niech robi co chce, byle komuchom dowalić" i w tym ujęciu nawet gdyby Ziobro ogłosił, że liderzy SLD będą nabijani na rożny i smażeni nad ogniskiem, poparcie by się nie zmieniło, marszałek Dorn nie widział potrzeby powoływania komisji, a część wyborców wołałaby żarliwie, że Ziobro to najlepszy minister od sprzedwojny.

A jednak... Zeznań Kaczmarka nie znam, ale jest dla mnie oczywiste, że oskarżenia o inwigilację dziennikarzy i opozycji powinny prowadzić co najmniej do parlamentarnego śledztwa, nie mówiąc o zawieszeniu oskarżanego ministra. To nie jest oskarżenie o przyjmowanie łapówek w wysokości jednej kury i 30 zł. I zdawałoby się, że nie można polemizować ze stwierdzeniem, że takie oskarżenia muszą być wyjaśnione natychmiast, że nie można sugerować, że posądzany o czyny tej miary minister musi przynajmniej podać się do dymisji, pal diabli, czy premier ją przyjmie, ale z czystej przyzwoitości coś takiego powinno nastąpić, z czystej przyzwoitości Ziobro powinien zawiesić swoje funkcjonowanie jako prokuratora generalnego w sytuacji, kiedy prokuratury mają za zadanie rozsądzić konflikt, w którym bierze udział. Ziobro oczywiście niczego takiego nie zrobił. I tu pojawia się moje zadziwienie.

Kiedy na wierzch wychodziły kolejne afery SLD, kiedy lewicowy premier walczył o Jezusa w preambule do konstytucji europejskiej, wyborców SLD (zwłaszcza tych pamiętających obietnice przedwyborcze) trafiał straszny szlag. Nie dlatego bynajmniej, że afery wyszły na jaw. Dlatego, że SLD obietnic nie spełniał, za to wtykał jakieś przerażające indywidua na stanowiska celem własnych korzyści, nie bacząc na prawo i przyzwoitość. Dla mnie osobiście nie do przełknięcia był pan Łapiński. Na zakończenie rządów SLD zjechało z poparciem z 40% do 10% i było to absolutnie zrozumiałe. Tymczasem poparcie dla PiS jest nadal tej samej wysokości, co dwa lata temu. Wyborcom PiS niespełnione obietnice, brak postępów w przygotowaniach do Euro 2012, brak trzech milionów mieszkań, inwigilacja opozycji, podgrzewane chodniki przez Pałacem Prezydenckim, niezliczone gafy, przyjmowanie do rządu wicepremiera Leppera, potem wyrzucanie, potem kolejne przyjmowanie, a potem generowanie łże-afer celem pozbycia się go w tak elegancki sposób z rządu nie przeszkadza w najmniejszym stopniu. (Aczkolwiek dzięki temu przystawki pod postacią LiS wróciły do swoich 14%.) Jak to możliwe?

PiS generuje afery zupełnie innego rodzaju niż SLD; zamiast korupcji PiS specjalizuje się w tworzeniu tajnych służb, zbierających haki na każdego, kto nie jest po naszej stronie, co -- zdawałoby się -- powinno się wyborcom tak antykomunistycznej (acz z kadrami po PZPR) partii szalenie przeszkadzać. Ale nie przeszkadza. Na stronie TVN24, pod informacją o tym, że Ziobro "chlapał na prawo i lewo" i usunął szefa CBŚ ze stanowiska, ponieważ ten ośmielił się zwrócić na to uwagę, komentarz: "Jeśli opozycja odwoła Ziobre to będzie to ich największy błąd, jest to najlepszy minister od 89r, jeśli głosami PO i SLD Ziobro zostanie odwołany to sami wydadzą na siebie wyrok, mam nadzieje ze odbije sie to im na wyborach. Nie mogą znieść ze Ziobro cieszy sie największym poparciem spolecznym dlatego chcą go teraz zniszczyc, ale ludzie nie są slepi, odwdzięczą sie PO w wyborach jak kolejny raz je przegra !!! OBY !!! w tej chwili mamy powtórke NOCNEJ ZMIANY w 92 roku." To oczywiście jeden komentarz, ale bardzo typowy.

Teraz długi cytat, ale -- jak mi się wydaje -- stanowiący odpowiedź na wszystkie moje pytania. W "Rzeczpospolitej" poeta Jarosław Marek Rymkiewicz: "
To są jakieś brednie - ta gadanina o kryzysie polskiej demokracji. Kryje się pod tymi słowami wielka pogarda dla Polaków, którzy wybrali sobie takich a nie innych polityków, a więc taki, a nie inny los. Dopuszczam też niemiłą myśl, że ludziom, którzy mówią takie rzeczy, sprawia przykrość nie tylko to, że Polska jest, jaka jest, ale także to, że ona w ogóle jest - onichyba woleliby, żeby jej nie było. Jak pani widzi, trochę się uniosłem [...] Bracia Kaczyńscy muszą mieć strasznych i potężnych wrogów, ponieważ ktoś, kto pragnie, żeby w Polsce było lepiej i pragnie tu coś zmienić na lepsze, musi natknąć się na potężnych ludzi, którzy chcą, żeby było gorzej. [...] W Polsce nie wolno robić tylko jednej rzeczy - nie wolno szkodzić Polsce. Ci, którzy mówią, że bracia Kaczyńscy zaprowadzają rządy autorytarne czy totalitarne, szkodzą Polsce. Chcą odebrać Polsce, czyli nam wszystkim, tę wielką szansę, którą dostaliśmy, jakimś cudem, po latach niewoli. Ale nie dziwię się temu, że oni tak szkodzą, bo wiem, że tak było zawsze i tak będzie zawsze. Józef Piłsudski też miał potężnych i straszliwych wrogów. [...] Wszystko, co robi Jarosław Kaczyński, jest dobre dla Polski. Podkreślam - wszystko. To zdanie obejmuje także jego błędy, jego pomyłki, jego niepowodzenia, jego nieudane przedsięwzięcia. Nie udaje mu się wiele rzeczy. Oceniając ludzi, często się myli. Potem musi się publicznie dystansować od tych, którzy go zawiedli. [...] Ale to w ogóle nie jest ważne. Wszystko, co robił Marszałek, też było dobre dla Polski - choć niektóre decyzje Marszałka były wręcz fatalne [...] Ale z tych osiemnastu lat, które właśnie minęły, tylko ostatnie dwa lata można policzyć jako lata naprawdę wolnej Polski, bo przedtem to był tutaj jakiś pół-PRL czy ćwierć-PRL. [...] Ten wrzask, że w Polsce jest okropnie, że Kaczyńscy są paranoikami, że to w ogóle jest jakiś wariacki kraj, że tu nie można wytrzymać, w ogóle żyć nie można, robi więc, jak przypuszczam, niewielkie wrażenie na czytelnikach gazet. [...] Tak mówią gazety - wiem, że nie wszystkie, ale kilka wielkich gazet tak mówi. Życie mówi zaś Polakom coś zupełnie innego. Mówi im, że w Polsce dzieje się teraz coś wspaniałego. I Polacy - to jest rzecz dla mnie niezwykle ważna - znów są dumni z tego, że są Polakami. Słyszę to i widzę naokoło - że cieszą się ze swojego tutejszego życia. To jest właśnie wspaniałe, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu wstydzili się Polski i tego, że są z tego kraju."

Frustracja, która bije z pana poety jest tak wielka, że nieomal czuję kropelki śliny na twarzy. Oto Jarosław Dobry, który nawet siedząc w toalecie czyni dobro dla Polski (skoro wszystko, to wszystko) spotyka się z oporem wrogów Polski, którzy chcą odebrać tę szansę (którą?). Ale nic to, bo przecież Jarosław jest jak Marszałek Piłsudski, jak książę Adam Czartoryski, jak ksiądz Hugo Kołłątaj. I tylko żeby ten ciemny, głupi lud to wreszcie pojął, a jeśli nie, to niech chociaż wsadzi mordę w kubeł i bulgoce cichutko. Albo emigruje, bo przecież Polacy (w odróżnieniu, jak mniemam, od komuchów i międzynarodowego żydostwa) są dumni z tego, że są Polakami, cieszą się ze swojego życia, etc. Te dwa miliony ludzi, które wyjechały za granicę, nie psują panu poecie obrazu kraju miodem i mlekiem płynącego pod rządami Samego Dobra najwybitniejszego od czasów Marszałka. Tylko te podłe wykształciuchy i inne Michniki, ci wrogowie Polski mogą (w swej podłości) krytykować samo dobro.

No i może to jest odpowiedź? Kaczyński i Ziobro zdołali wmówić swoim wyborcom, że Polska to oni, wzorem Busha, który jest Ameryką, a Ameryka jest nim. Krytykując Kaczyńskiego krytykujesz Polskę, atakując Ziobrę -- Polskę, matkę swą, Ojczyznę atakujesz, draniu jeden komunistyczny i wykształciuchu (znów cytat z poety: "Tych peerelowskich zawodowców trzeba traktować tak, jak na to zasługują, czyli pilnować, żeby za bardzo nie szkodzili Polsce. Mogą nawet przemawiać, coś mówić, ale trzeba im wtedy przypominać, że zostali wyprodukowani przez PRL, są amoralnym dziełem totalitaryzmu") za wiadomo czyje pieniądze finansowany.

Tak więc ci, którzy piszą, że Ziobro to najlepszy i najwybitniejszy minister od czasów Mieszka I w rzeczywistości patriotami są najgorętszymi, najbardziej kochają Matkę swą Polskę uosabianą przez Lecha, Jarosława, Kotta i Ziobrę i z tej miłości rzucają się, koszulę rozdzierając, aby powstrzymać Rosjan i Niemców, chciałem powiedzieć -- Platformę przed przejęciem władzy. Z takimi ludźmi żadne, najbardziej porażające i totalne, a nawet totalitarne fakty nie mają szans i dlatego czytanie zeznań Kaczmarka kompletnie mija się z celem; dopóki każdy wyborca nie zostanie w tych zeznaniach wymieniony z nazwiska, oni nadal będą stać po jego stronie, bo odejście od boku Ziobry byłoby zdradą Matki-Ojczyzny. I tylko może warto przypomnieć mało znany fakt, że Rejtan zrobił to, co zrobił, bo był chory umysłowo, a wojsko, przed którym tak patriotycznie padał było w rzeczywistości jednym oficerem, który zatrzymał się, aby napoić konia.

Etykiety: , , , , , , ,

piątek, sierpnia 24, 2007

Kochani rodzice, czyli notka queer, a nie politik

Dwoje rodziców, dwie wypowiedzi, dowodzące, że pewnych rzeczy powinno się nauczać w szkole -- i nie mówię tu o religii:

"Zawsze uważałam siebie za osobę bardzo tolerancyjną. [...] Starałam się też rozumieć ludzi o odmiennej orientacji seksualnej. Nie jestem zwolenniczką upublicznienia swych uczuć, jednak uważam, że życie za zamkniętymi drzwiami jest indywidualną sprawą każdego dorosłego człowieka. Kiedyś w trakcie rozmowy koleżanka stwierdziła, że tolerancja kończy się kiedy sprawy zaczynają dotyczyć nas samych.. jakże prorocze były to słowa. [...] Pewnego wrześniowego dnia bardzo źle poczułam się w pracy i wróciłam wcześniej do domu. W przedpokoju zauważyłam, że mój syn ma gościa. Byłam pewna, że przyszedł do niego kolega ze studiów. Weszłam do pokoju chcą zaproponować im herbatę i kanapki. Zastałam ich w łóżku tak pochłoniętych sobą, że nie zauważyli mojej obecności. [...] Próbowałam go przekonać, że to tylko chwilowa fascynacja, że powinien poszukać dziewczyny, że w jego wieku wielu młodych mężczyzn nie umie jeszcze określić swojej orientacji seksualnej. Po kilku dniach Norbert wyprowadził się z domu do swojego kochanka zostawiając mi na stole kartkę, że skoro nie umiem zaakceptować jego wyboru to on nie chce mieć ze mną nic wspólnego. [...] Od tamtego dnia minął już prawie rok. Norbert pojawił się w domu tylko raz na Święta Bożego Narodzenia zapraszając mnie do siebie i Jacka. Nie skorzystałam z tego zaproszenia. Czuję się zdradzona i samotna. [...] Dla matki największym szczęściem powinno być szczęście jej własnego dziecka, dlaczego więc nie potrafię zaakceptować wyboru Norberta?"

"Młodzi chłopcy, nawet ci z tzw. dobrych domów, bywają okropni. Dokładnie tak, jak to napisałaś. Są zarozumiali, traktują dziewczyny przedmiotowo, bardziej kochają siebie niż kogoś. [...] Przykro mi i przepraszam, bo choć wraz z żoną staramy się go wychować w poszanowaniu do kobiet i choć ma zupełnie inny - niż opisujesz - przykład stosunków damsko męskich w domu, chyba jest w stosunku z równieśnicami taki, jak to opisujesz. [...] Może w "tych" sprawach więcej właśnie masz do powiedzania Ty i Twoje koleżanki? Tzw. środowisko? [...] Tym bardziej, że łatw teraz o "wolny kwadrat", gdzie "starzy" nie trują, prezerwatywy są wszędzie a seks... No wlasnie - seks! Młody, niegłupi i niebrzydki chłopak dostaje go z taką samą łatwością, jak wszyscy inni dostają proļki np. sera albo jogurtu w hipermarkecie!!! [...] Wiesz? Jest takie stare ludowe przysłowie. Wulgarne, ale jakże prawdziwe: "jak suka nie da, pies nie weźmie". Tłumacząc to na bardziej cywilizowany język powiem Ci tak: JESLI CHCESZ, BY MOJ SYN CIE ZASZANOWAŁ, ZASZANUJ WCZESNIEJ SIEBIE. Na razie efekt jest taki, że nie mój syn może nie szanuje czegoś, co jest takie łatwie, takie proste. Pstryk! I jest! Wiesz - jak w kawale o piskownicy: jak "mięśko, co siamo przipełzło". A Ty? Ty swoim podejściem do seksu, pozwalaniem sobie na takie, a nie inne traktowanie, tym, że jesteś "łatwa" wytrąciłaś sobie największą kobiecą broń z ręki. Jesteś bezbronna, jedyne co możesz to pisać na forum i wypłakiwać się innym skrzywdzonym koleżankom."

Matka i ojciec. Matka, która odmawia swojemu synowi prawa do kochania tej osoby, którą wybierze i ojciec, który uczy syna, że kobiety dzielą się na dziwki i madonny (o "whore/madonna complex" więcej tutaj). Matka, która w dwóch kolejnych zdaniach pisze, że syn próbował nawiązać z nią kontakt mimo, że go odepchnęła, ona zaś nie skorzystała z zaproszenia, w związku z czym czuje się zdradzona i samotna. Trudno nie pomyśleć "masz, co chciałaś". Ojciec, który wraz z żoną wychowuje syna w poszanowaniu do kobiet, w związku z czym uważa, że osiemnastoletniej dziewczynie można zacytować przysłowie "jak suka nie da, pies nie weźmie" w dowód szacunku. W domu -- mamusia, istota aseksualna, święta, szanowana i podziwiana przez ojca i syna. Poza domem -- suki, mięsko, które "przypełzło" i "pozwala". Bo jak wiadomo mężczyźni kierowani są hormonami, nie posiadają mózgu, nie muszą "się szanować", seks to dla mężczyzny coś, co się bierze, odmowa seksu to największa kobieca broń.

Droga matko -- masz zasady, które nie pozwalają Ci kochać swojego syna. Bo tym właśnie jest Twoje odrzucenie jego wyboru -- nie kochasz swojego syna. Kochasz fantom -- heteroseksualnego mężczyznę, który wygląda jak Twój syn. Ten fantom nie istnieje. To Ty dokonałaś wyboru, to Ty unieszczęśliwiłaś siebie i Norberta. Wybór Norberta sprowadza się do tego, czy żyć z partnerem, z którym jest szczęśliwy, czy też spędzić resztę życia w celibacie, obwiniając za to Ciebie i Ciebie za to nienawidząc. Taki wybór dałaś synowi. Piękny to dowód miłości. Wybacz pewną emocjonalność, związaną z tym, że moja rodzina od dwóch lat spędza święta podzielona na dwie części, ponieważ moja ciotka brzydzi się moim partnerem. Ale nie martw się o mnie. Kilka samookaleczeń, rok przyjmowania środków antydepresyjnych, do tej pory trwająca psychoterapia i już prawie nie boli. A co do Twojej samotności? Jakoś trudno mi zdobyć się na współczucie. Masz zasady, niech Cię grzeją.

Drogi ojcze -- wychowywanie syna w przekonaniu, że kobiety dzielą się na dziwki i madonny prowadzi do tego, że będzie on mieć problemy w małżeństwie (żona = madonna = istota aseksualna, matka jego dzieci, z którą seks uprawia się wyłącznie dla prokreacji; na boku kochanka = dziwka -- skądś seks mieć trzeba, bo przecież mężczyzna, bezmózga istota hormonami sterowana, bez seksu nie przeżyje, ewentualnie będzie musiał kupić sobie kota o imieniu Alik). Koleżanki nie są do wychowywania syna. Powiedz mu, żeby się szanował, pilnował swojego dziewictwa dla tej jedynej, a nie balował z tanimi sukami, co dają. Chyba, że nie widzisz różnicy między swoim synem, a psem. Cóż, piszesz, że jest inteligentny. Jak na psa?

Etykiety: , , , ,

czwartek, sierpnia 23, 2007

Ale głupi ci Rzymianie

Zbigniew Ziobro dodał, że chciałby jak najszybszego ujawnienia materiałów śledztwa w sprawie przecieku o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Wyjaśniłoby to, jego zdaniem, wypowiedzi i postępowanie Kaczmarka. Minister sprawiedliwości powiedział jednak, że nie ingeruje w postępowanie w tej sprawie i decyzja w sprawie ujawnienia materiałów nie zależy od niego.
To brzmi wiarygodnie, zwłaszcza w obliczu poniższego niusa:
Ze stanowiska krakowskiego prokuratora rejonowego odwołano Piotra Kosmatego - dowiedział się RMF FM. Do nieoczekiwanej dymisji doszło w trybie pilnym, bez podania powodów [...]

Śledztwo dotyczy rzekomego błędu lekarskiego, jakiego mieli się dopuścić lekarze z krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego leczący ojca ministra sprawiedliwości, Jerzego Ziobrę. Doniesienie o możliwym popełnieniu przestępstwa złożył brat Zbigniewa Ziobry, Witold. Śledztwo trwa już rok, sporządzono 6 ekspertyz, do tej pory cztery razy zmieniano prokuratorów, a końca sprawy nie widać. Nieoficjalnie wiadomo, że kolejni prokuratorzy rezygnowali z prowadzenia śledztwa, ze względu na ingerencję kierownictwa, które wskazywało, kogo przesłuchać, gdzie zamawiać ekspertyzy, itp.

Zasady zobowiązują, co? Zwłaszcza ta zasada, która mówi "prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

Etykiety: , , , , ,

środa, sierpnia 22, 2007

Strateg się zakiwał?

Ta notka będzie aktualizowana na bieżąco.

17:01 | "Spotkaliśmy się ze stanowiskiem, które chciało chronić przestępców. Takie podejście prezentują ci, którzy chcą dziś powołania komisji śledczej - stwierdził Ziobro i dodał, że mimo pośpiechu można było zmienić Kodeks Karny. - Była szansa na uchwalenie nowego kodeksu karnego – to była szansa dla ludzi, którzy mieli nadzieję, że przestępców można skuteczniej ścigać i karać. Kodeks proponował surowsze kary na przykład za zabójstwo czy gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Jak rozumiem z tego powodu kodeks ten nie spotkał się z aprobatą (opozycji - ph) - twierdzi Ziobro."

Pomyśleć, że ten człowiek wypłynął dzięki komisji śledczej... gdyby SLD miało jednego polityka tak nieskończenie bezczelnego jak Dorn, Ziobro i Jarosław Strateg, prawdopodobnie do tej pory rządziliby sobie bez żadnych przeszkód...

14:50 | W związku ze zbrodniczymi działaniami Układu gazeta.pl, rzeczpospolita.pl, tvp.pl nie otwierają się z zagranicy, zaś onet i interia umieszczają bieżące informacje w tempie jedna na dwie godziny, co utrudnia mi aktualizowanie notki... Ale dzięki tvn24.pl wiem, że pan Łyżwiński -- cóż za niezwykły przypadek -- rozchorował się biedaczek i dlatego debata o jego immunitecie została przeniesiona na jutro. Życzymy mu zdróweczka, oby jak najprędzej był w stanie wrócić do codziennych czynności, biedactwo, chucherko to nasze.

Taśmy (a konkretnie plik cyfrowy) Ziobry zostały uznane za autentyczne. Nadzwyczaj mnie interesuje sposób funkcjonowania dyktafonu cyfrowego, który pozwala na sprawdzenie, czy plikiem nie manipulowano (jak? zapisuje wszystkie przeprowadzone operacje? w jakiej pamięci? jak rozumiem, szyfrowanej kluczem i niedostępnej dla użytkownika, a jedynie biegłych?), kiedy dokonano nagrania (jak mniemam, data w urządzeniu ustawiana jest za pomocą radiowej komunikacji z zegarem atomowym i nie da się jej zmienić) oraz -- to mnie najbardziej ciekawi -- czy nie dokonano nagrania innym urządzeniem, nie wycięto kawałka, po czym nie dokonano nagrania z nagrania dyktafonem marki Gwóźdź. Przy czym absolutnie nie twierdzę, że Lepper mówi prawdę, dziwi mnie jedynie, że jest jakiś biegły, który gotów jest podpisać się pod stwierdzeniem, że cyfrowym nagraniem nie manipulowano... No i -- co to za dowód, taśma, na której Ziobro nie informuje Leppera o akcji? Mam w domu 1000 płyt CD i na żadnej z nich Ziobro nie informuje Leppera o akcji...

14:17 | "Przyjęcie ślubowania nowego prezesa NIK, rozpatrzenie wniosków prokuratury o uchylenie immunitetu i tymczasowe aresztowanie posła Stanisława Łyżwińskiego, a następnie sprawozdania z wykonania budżetu w 2006 r. - to zaproponowana przez marszałka Sejmu kolejność punktów porządku obrad obecnego posiedzenia Sejmu."

Czy mogę zadać głupie pytanie? Czemu aresztowanie Łyżwińskiego jest tak niesamowicie ważne, że musi się znaleźć na pierwszym posiedzeniu Sejmu? Na ustawę o emeryturach nie ma czasu, o Karcie Nauczyciela dyskusja ma być koło północy, a Łyżwiński już? Troszkę mi się to wydaje dziwne...

12:21 | "Wojciech Olejniczak wnioskuje o zwołanie Konwentu Seniorów. Lider SLD chce, by konwent zajął się sprawą powołania komisji dot. śmierci Barbary Blidy. [...] Marszałek Dorn nie widzi takiej potrzeby i ogłasza 45-minutową przerwę, w czasie której zbierze się Konwent Seniorów. O zwołanie posiedzenia Konwentu wniósł szef klubu PiS Marek Kuchciński. Według niego, podczas posiedzenia Konwentu przedstawiciele klubów powinni uzgodnić, którymi projektami ustaw Sejm musi zająć się w pierwszej kolejności."

Fajnie się całkiem bawią w tym Sejmie, wiele przyjemności sprawia mi fakt, że w tym roku już nie za moje pieniądze :)

12:10 | "Upór pana marszałka wskazuje, że jest on człowiekiem niebezpiecznym - powiedział dla TVN24 Janusz Maksymiuk z Samoobrony."

Naprawdę nie mogę czasem wyjść z podziwu nad tym, jak niesamowite zbiorowisko indywiduów udało się Polakom wprowadzić do Sejmu. (Ja się tam nie czuję odpowiedzialny, żadna z osób, na które głosowałem nie dostała się ani do Sejmu, ani do Senatu...) Sami Maksymiuk i Dorn mogliby dostarczać radości miesiącami, a są jeszcze Wierzejski, Kaczyńscy, Karski, Kurski, Giertych, Lepper, Hojarska, Sobecka, Jurek... Rozumiem, że polityka często przyciąga osoby -- powiedzmy -- o nietypowej umysłowości, ale czemu *wyłącznie*?

11:31 | "Destabilizacja może doprowadzić do tego, że Sejm nie będzie mógł przyjąć szeregu ważnych ustaw, które są szczególnie ważne dla milionów Polaków - mówi na konferencji prasowej Jolanta Szczypińska."

"Sytuacja kryzysowa – to stan narastającej destabilizacji powodujący intensywne, trwałe i długofalowe pogorszenie funkcjonowania społeczeństwa i państwa..."

11:07 | "Przecież większość posłów jest za odwołaniem marszałka Dorna. Marszałek trzyma się kurczowo swojego stołka, bo nie chce dopuścić do powołania komisji ds. akcji CBA. Pan marszałek dzisiaj broni układu, a układ to jest pan Kaczyński. Jeśli dziś marszałek nie zgodzi się na wniosek o jego odwołanie, postawimy ten wniosek jutro. Poprosimy także Trybunał Konstytucyjny, aby zbadał tę sprawę - dodał lider LPR."

Nie można się oprzeć konstatacji, że chyba nawet mityczny ciemny lud nie jest tak ciemny, żeby uwierzyć, że -- zgodnie ze słowami Jarosława Kaczyńskiego -- komisja ds. CBA byłaby wielkim triumfem PiS, ale PiS nie chce tej komisji z uwagi na niezwykłą skromność tego ugrupowania, które nie lubi się chwalić wielkimi sukcesami...? No i nie mogę się nie zgodzić z trafnym wypunktowaniem umiejscowienia Układu :)

Etykiety: , , , , ,

wtorek, sierpnia 21, 2007

Wyborom mówimy stanowcze i zdecydowane... nie?

Wydawałoby się, że to głupi pomysł, ale...

Popatrzmy w najnowszy sondaż: PO 34%, PiS 28%, LiD 16%, LiS 13%, PSL 5%.
Ostatni sondaż przed wyborami 2005: PO 32%, PiS 23%, SLD 11%, LPR 3%, Samoobrona 8%, PSL 4%.
Faktyczne wyniki: PiS 27%, PO 24%, Samoobrona 11%, SLD 11%, LPR 8%, PSL 7%.

Różnica między sondażami sprzed 2 lat i aktualnymi: PO -2%, PiS +5%, SLD/LiD +5%, LPR+Samoobrona +2%, PSL +1%.

Co konkretnie zmienią wybory? Nie sądzę, żeby tym razem PiS był niedoszacowany aż o 4%, prawdopodobnie sondaż w przypadku PO i PiS podaje wartości zbliżone do rzeczywistych. Prawdopodobnie niedoszacowane są LiD i LiS, czyli partie, do głosowania na które trochę (niektórym) wstyd się przyznać. Tak więc nader prawdopodobne jest, że po wyborach w Sejmie układ zmieni się bardzo nieznacznie. Może nawet PO będzie miała większość, ale na pewno niewystarczającą do samodzielnych rządów. Zdolność koalicyjna PO jest praktycznie zerowa, z samym PSL dużo nie zdziałają, każda inna koalicja prowadzić będzie do rozpadu partii. Kto zyskuje na wyborach? PiS, oddając (jak pisała prof. Staniszkis) odpowiedzialność w gorącym momencie, kiedy ludziom powoli przestaje wystarczać lustracja i deubekizacja i zaczynają się domagać, na przykład, podwyżek. Albo komisji śledczych w sprawie samego dobra i jego niszczarki...

Do 7 września SLD ma "podjąć ostateczną decyzję" w sprawie skrócenia kadencji Sejmu. LPR i Samoobrona już decyzję podjęły (chociaż nie są specjalnie dobrze znane z niezmienności podjętych decyzji) i skrócenia kadencji nie chcą. PiS i PO chcą skrócenia kadencji (a przynajmniej tak twierdzą). Zdanie PSL niespecjalnie się liczy.

Ciekawe, że nikt właściwie nie zauważa, że marszałek Dorn, wyznając, że "Obecny Sejm utracił rację bytu, ponieważ nie jest w stanie wyłonić rządu większościowego i zapewnić dobrej pracy ustawodawczej" stwierdza dwie rzeczy: 1. obywatele to kretyni i nie umieli wybrać dobrego Sejmu, 2. PiS-owi nie wystarczyło premiera, prezydenta, większości w Senacie, większości w Sejmie, biernych-miernych-wiernych na wszystkich ważniejszych stanowiskach, ponieważ i tak ugrupowanie to nie potrafi zbudować koalicji i zapewnić dobrej pracy ustawodawczej... Czy po wyborach nastąpi cud i skłócone śmiertelnie partie, po zmodyfikowaniu liczby posiadanych mandatów o kilka-kilkanaście w górę, bądź w dół nagle padną sobie w ramiona, oczywiście dla dobra Polski? Coś mi się nie wydaje... A jeśli nowy Sejm też nie będzie w stanie wyłonić rządu większościowego? Kolejne wybory? I tak do skutku? Aż wyłoni?

PS. "Ludwik Dorn zapowiedział, że nie wprowadzi do porządku obrad rozpoczynającego się w środę posiedzenia Sejmu ewentualnych wniosków o jego odwołanie z funkcji marszałka. Dorn stwierdził, że ewentualne wnioski o jego odwołanie miałyby większą siłę przekonywania, gdyby zapowiadające je kluby PO, LPR i SLD przygotowały jeden taki wniosek i złożyły pod nim wspólnie podpisy." Ha, szaraczki. Odwoływać się wam zachciewa? Przygotujcie jeden wniosek, to może pan marszałek łaskawie go wprowadzi do porządku obrad, o ile oczywiście większej siły przekonywania wystarczy. A jeśli nie, to może jeszcze PSL i Samoobrona się dopiszą? To by miało jeszcze większą siłę przekonywania... Zasady zobowiązują. Piękne hasło. I tylko wyborców pisilisu żal, tych, którzy wierzyli w rewolucję moralną.

Etykiety: , , , , , , , , ,

"Zasady"?

"Wicemarszałek Bronisław Komorowski po posiedzeniu Prezydium Sejmu poinformował, że Dorn zapowiedział, że nie wprowadzi w najbliższym czasie do porządku obrad Sejmu wniosków o powołanie komisji śledczych ds. akcji CBA i ds. śmierci Barbary Blidy."

"Zamrażarka marszałka" pozostaje zamknięta - Ludwik Dorn nie zamierza na rozpoczynającym się jutro posiedzeniu Sejmu, ani na następnym wprowadzać do porządku obrad wniosków o powołanie komisji śledczych ds. akcji CBA i ds. śmierci Barbary Blidy."

"Nie będzie śledztwa w sprawie "taśm Rydzyka" - postanowiła toruńska prokuratura. [...]
Do prokuratury w Toruniu wpłynęło w sumie 17 doniesień o przestępstwie."

"PiS rusza z ofensywą marketingową. Na razie wykupiło kilkaset billboardów w dużych miastach. Rusza emisja nowego spotu reklamowego. Hasło przewodnie: "Zasady zobowiązują".- Część billboardów już prawdopodobnie wisi - powiedział Tomasz Dudziński zajmujący się marketingiem partii. Hasło "Zasady zobowiązują" - jak zaznaczył - ma streszczać to co działo się w ciągu kilku ostatnich miesięcy."

"PRZYPOMNIJMY KŁAMCZUCHOWI TE JEGO ZASADY!!
1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem
2. Nie będzie koalicji z Samoobrona
3. Cieszę się, ze będę na pierwszej linii walki z Samoobrona (J).
4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy
5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sadu lub przeciwko komu toczą się sprawy sadowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS
6. W-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w wiezieniu działaczy opozycji w latach 70
7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań.
8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.
9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.
10. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa.
11. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD.
12. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencje.
13. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld).
14. Zredukujemy administrację państwową
15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.

Dla mnie, raz dane słowo, jest święte... (Jarosław Kaczyński 10 VII 2006) HAHHAHAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHAHHAHAHAHA HHAHA"

Etykiety: , , , , , , , , , ,

Smutne...

...musi być rozczarowanie swoim idolem, człowiekiem, który obiecał rewolucję, a przyniósł... cóż, niewiele. I dlatego szanuję panią Staniszkis, kiedy pisze:
Rządzenie to przede wszystkim rozwiązywanie problemów. Oddawanie w tej chwili przez PiS władzy jest ucieczką Jarosława Kaczyńskiego od odpowiedzialności. I nie chodzi tylko o nadużywanie służb specjalnych i podsłuchów, ale przede wszystkim o rozgrzebaną górę nierozwiązanych problemów: służby cywilnej, KRUS, systemu emerytalnego czy nawet VAT-u na budownictwo. [...] W dniu święta Wojska Polskiego prezydent Kaczyński miał wystąpienie w telewizji publicznej. I znów usłyszałam, że patriotyzm w narodzie już zanikał, ale od kiedy do władzy przyszedł on i brat - znowu rośnie. Jakaż to zdumiewająca megalomania w sytuacji, gdy blisko dwa miliony młodych ludzi wyjechało z kraju i wielu z nich deklaruje, że nigdy tu nie wróci! To wymowny dowód, że bracia Kaczyńscy nie mają poczucia rzeczywistości, ani tym bardziej odpowiedzialności za tę rzeczywistość. Ich sposób odnoszenia się do przeszłości jest przez to głęboko irytujący. Prezydentowi powinno dać do myślenia, że podczas wojskowej parady dużo większe niż on oklaski zebrał polski superczołg "Twardy". [...] Przeszłość jest ważna, tak jak i przyszłość. Ale dziś używa się jej w sposób zdeformowany, selektywny, pretensjonalny. Próżno braciom Kaczyńskim szukać analogii z marszałkiem Piłsudskim - przy ich podejściu do polityki jest to co najwyżej śmieszne.

Etykiety: , , , , ,

niedziela, sierpnia 19, 2007

Fanatycznej lewicy ubolewania nad upadkiem manier

Poziom dyskusji, na blogach, w realu, w telewizji i w prasie, systematycznie spada. Wczoraj pan Warzecha pisał o skretyniałej, fanatycznej lewicy, nieco wcześniej pan Węglarczyk o pożytecznych idiotach, obejmując tym określeniem jakiś miliard posiadaczy koszulek z Che Guevarą; politycy mówią o sobie... cóż, wiemy, jak. Sam dałem się sprowokować i zaatakowałem personalnie pana Warzechę -- fakt, że "on zaczął" mnie nie usprawiedliwia, bo to argument dobry dla przedszkolaków w piaskownicy.

Coraz wyższy jest poziom agresji między skłóconymi stronami, a kłócą się wszyscy ze wszystkimi. Szanowny pan premier raczył powiedzieć w "Sygnałach Dnia", że Giertych "ma wyobraźnię większą, niż wzrost". Roman Giertych stwierdził, iż "ma wrażenie, że prawdomówność premiera jest wprost proporcjonalna do jego wzrostu". W odpowiedzi pan Lipiński uznał, że wypowiedzi Giertycha to "szokująca prowokacja polityczna", "ataki niedawnych koalicjantów na PiS osiągnęły poziom rynsztokowy", dodatkowo pan Lipiński jest "przerażony poziomem agresji Samoobrony i LPR-u wobec PiS-u po rozpadzie koalicji". Panie Adamie, z góry przykład płynie, premier Kaczyński powiedział, że "Platforma jest za bardzo uzależniona od Niemców", co spowodowane jest "intelektualną fascynacją środowiska gdańskiego niemieckością". W odpowiedzi pan Komorowski "zwrócił uwagę, że szefowa polskiej dyplomacji Anna Fotyga też pochodzi z Gdańska" -- kto jaką bronią wojuje, etc.

Śliczne to wszystko, czasami troszkę bardziej salonowe, czasami mniej, czasami porażające, a czasami totalne, a nawet totalitarne. Nie ma się co dziwić panem Warzechą, skoro premier, znany żoliborski inteligent (przykro mi trochę, że to określenie zupełnie zmieniło swoje dawne znaczenie, prawdziwi żoliborscy inteligenci muszą się czuć szalenie dotknięci) tu filuternie nawiąże do czyjegoś wzrostu, choć zdawałoby, że powinien się akurat tego rodzaju żartów wystrzegać, tu zasugeruje tajne układy z najeźdzcą, tam pokaże takie taśmy, że buty spadają...

Pisałem ostatnio o Polsce A i Polsce B. Obie te grupy premier skłóca i napuszcza na siebie z równym powodzeniem, co dawnych koalicjantów na własną partię. Podjudzanie idzie mu doskonale, wycofywanie się już troszkę gorzej, bo z rozpędu zaczął podjudzać niedawnych przyjaciół przeciwko sobie. Rezultat jest taki, że Polska A -- że tak określę "warszawskie salony" -- nienawidzi Polski B, boi się jej i nie miałaby nic przeciwko postawieniu wielkich murów dookoła granic większych miast, zaś Polska B -- pan Stasio i koledzy -- nienawidzi Polski A, uważa, że Polska A nic nie wie o życiu, bo skąd ma wiedzieć, skoro to same komuchy, ateiści, co ojca Tadeusza nienawidzą, skretyniała fanatyczna lewica, możnaby powiedzieć.

Drogą wytrwałej pracy ojca Rydzyka, premiera Kaczyńskiego i wicepremiera-do-niedawna Giertycha udało się zapobiec możliwości szybkiego zjednoczenia społeczeństwa. To, co dwa lata temu stanowiło drobne pęknięcia, zamieniło się w przepaście nie do przeskoczenia. Przykładem sprawa Leppergate. Na portalu Onet pojawiła się sonda: "czy cieszysz się z Polski bez Leppera? Tak/Nie". Rzecz w tym, że ja chciałem odejścia Leppera z polityki, ale nie za pomocą nieudanej prowokacji służb specjalnych na usługach PiS. Chciałem, aby Lepper odszedł skompromitowany z uwagi na brak kwalifikacji, z uwagi na swoje prawdziwe, a nie generowane sztucznie przez służby problemy z prawem, chciałem, aby ludzie odwrócili się od niego i przestali głosować na jego ugrupowanie. Polska bez Leppera cieszyłaby mnie, gdyby była wynikiem wyborów, gdyby społeczeństwo -- nie czarujmy się, gdyby Polska B pokazała, że nie wierzy watażkom, którzy wymachując cepem zapowiadają, że więcej Wersalu w Sejmie nie będzie. Polska taśm, dyktafonów i spadających butów nie cieszy mnie ani trochę, z Lepperem czy bez. Ale na takie subtelności nie ma miejsca w świecie według PiS -- albo jesteś z nami (przeciw korupcji), albo przeciw nam (za korupcją). W ten sposób opozycja została zgrają typów spod ciemnej gwiazdy, popierających łapownictwo, a że w opozycji są w tej chwili wszystkie ugrupowania oprócz PiS, no cóż, sami widzicie, jak rozplenione jest łapownictwo.

Chamstwo i bezczelność objawia się i na inne sposoby; do wielkiej polityki powraca ni z tego, ni z owego Leszek Miller, zdawałoby się -- na zawsze skompromitowany. Ale co tam przyzwoitość, co tam uczciwość, nie ma Wersalu, w kraju, w którym rządzi się za pomocą nagrań, niszczarek i służb specjalnych nie można się skompromitować bezpowrotnie. SLD triumfuje: kiedy Tusk popija winko z prezydentem, a tak się składa, że prezydent nazywa się Kaczyński, ludzie przestają mieć wybór; jeśli chcą odsunąć od władzy PiS, muszą zagłosować na SLD. Po co SLD ma się oczyszczać, usuwać skompromitowanych? Przecież Polska A, ta skretyniała lewica i tak zagłosuje. PO -- z drugiej strony -- nie zdradza się z poglądami na żadną sprawę, nawet tak zdawałoby się ważną, jak komisja śledcza; już to jednego dnia komisja musi powstać, drugiego niekoniecznie, a trzeciego jest to sprawa zupełnie nieważna i można ją odłożyć na później. Może koalicja będzie z PiS, a może z SLD. Przecież Polska A, ci inteligenci żoliborscy, nie mają wyboru, muszą zagłosować na Tuska. Po co starać się o ich głosy? Same przyjdą.

I nagle jakoś mniej dziwne wydaje się, że z Polski wyjechały dwa miliony ludzi (plus minus, rzecz jasna), a w samej Holandii co miesiąc pojawia się 10 tysięcy nowych polskich emigrantów...

Jarosław Kaczyński odpowiada osobiście (warto o tym pamiętać) za bardzo wiele wyrządzonego zła; jego rewolucja moralna rzeczywiście wprowadziła zupełnie nowe standardy do polskiej polityki. W wyniku Jarosławowej rewolucji nie trzeba już zachowywać żadnych standardów, żadnej, nawet najbardziej elementarnej przyzwoitości, wszystko jest dozwolone, nie ma takiej kategorii jak cios poniżej pasa, nie można za bardzo podlizywać się Kościołowi, nie można nadużyć władzy, bo władza samego dobra jest "w oczywisty sposób" samym dobrem. Można powiedzieć i napisać wszystko o każdym (najlepiej na łamach pisma rządowego "Wprost", szalenie ostatnio dobrze poinformowanego, zwłaszcza o zbrodniach opozycji). Tego wcześniej nie było. Ale to były czasy przed dziadkiem z Wehrmachtu, przed Miodowiczem i Jarucką, przed epoką taśm i dyktafonów. Tylko fanatyczna lewica mogłaby chcieć wracać do czasów, kiedy w rządzeniu chodziło o tworzenie prawa, ułatwianie ludziom życia i dbanie o rozwój gospodarki. I tu rozumiemy wreszcie, o co chodziło panu Warzesze -- rzeczywiście, w dobie walki wszystkich ze wszystkimi, naparzania się kijami bejsbolowymi, walenia w krocze kłonicą i wciskania paluchów w niszczarkę namawianie do odstawienia broni i życia w pokoju musi się wydawać żałosnymi bredniami skretyniałej lewicy, kompletnie oderwanej od życia.

Etykiety: , , , , , , , , , ,

sobota, sierpnia 18, 2007

Skretyniała lewica odpowiada prawicowemu intelektualiście

Wielce szanowny pan redaktor Warzecha ze znanej z nadzwyczaj wysokiego poziomu intelektualnego gazety "Fakt" raczył tak oto napisać o cytowanym notka niżej artykule: "Zdaje się, że już trochę napisano na Salonie o kuriozalnym tekście z piątkowej "Wyborczej" - niejakiego Tomasza Żuradzkiego, który usiłował udowodnić, że "patriotyzm jest jak rasizm". Tekst jest jednak tak kretyński, że nie sposób przejść nad nim do porządku dziennego." No, panie redaktorze, ja rozumiem, czasami człowiek musi, inaczej go zadusi. Kończ Stasiu i robimy.

"Autor prezentuje typowe dla fanatycznej lewicy przekonanie, że ludzką naturę należy kształtować od nowa, przezwyciężać i instrumentalizować. Nie istnieje dla niego coś takiego jak naturalne cechy człowieka, które są i przyjemne, i mniej przyjemne." Przypominam, że artykuł, o którym pisze -- czy jako kretyńska, fanatyczna lewica mogę użyć wulgaryzmu? -- szanowny pan redaktor zainspirowany został defiladą, a jak wiadomo w naturze nader regularnie pojawiają się czołgi i karabiny wyprodukowane przez zwierzęta, które następnie robią sobie przy tych czołgach zdjęcia, a nawet piszą o nich artykuły. No, ale skoro naturalne jest u człowieka podniecanie się na widok czołgu, nie rozumiem oburzenia pana redaktora, gdy pisze On -- "Gdzie mainstreamowa prawica gloryfikuje egoizm narodowy? Na czym on niby ma polegać? Nie wiadomo, ale w tym zdaniu mamy przemycony pogląd, że prawica gloryfikuje cechy, pochodzące od małp." Ach, no tak, przecież pana Warzechę i polskich polityków prawicowych stworzył Pan Bóg, jakież znowu małpy. Ale... jak to nie wiadomo? Przecież... ach, przeoczyłem nazwisko autora repliki. No, nie spodziewałem się w końcu po panu Warzesze rozumienia tekstu pisanego, poprzestańmy na założeniu, że nie wiadomo.

"[Żuradzki na defiladzie] Widzi jedynie "maszyny do zabijania" i coś moralnie odrażającego. I ogłasza, że do tego wyłącznie sprowadza się cała impreza. A że dla tysięcy innych chodzi w niej o co innego - to są przecież owe emocje pochodzące od małp, z którymi Żuradzki rozprawił się już na początku tekstu." A o co innego niż prezentacja maszyn do zabijania celem pokazania potęgi kraju-raju chodzi w defiladach, panie nie-od-małpy redaktorze? Niech pan nam powie. Ach, niestety na tym się akapit kończy, zapewne dla niepochodzących od małpy jak fanatyczna lewica odpowiedź jest jasna.

"Imputuje Żuradzki jakąś zasadniczą sprzeczność pomiędzy moralnością (szczególnie zabawne jest, że podpiera się tutaj moralnością chrześcijańską; niestety, znowu fałszywie) a poczuciem wspólnoty narodowej. Dziwna to etyka, w której nie ma miejsca na lojalność wobec tych, którzy są nam bliżsi z całkowicie naturalnych powodów." Naturalne powody, naturalne emocje, naturalne -- czy mogę? raz jeden? -- pieprzenie w bambus pana Warzechy niestety nie wyrasta poziomem argumentacji ponad "naturalnie naturalna natura naturalnie powoduje naturalne powody". "Gdyby Żuradzki konsekwentnie stosował moralność, jaką propaguje, powinien pozostać bierny w sytuacji, gdy bandyta będzie gwałcił jego żonę czy dziewczynę." stwierdza pan redaktor. Który niewątpliwie nie pozostałby bierny, tylko schwycił za F16 i w łeb gwałciciela. A może chwyciłby za aparat? W końcu "Fakt" lubi pikantne obrazki.

"Wojsko, wojna, defilady i pokazywanie własnej siły muszą istnieć, ponieważ taki jest realny świat. Nie można z nich zrezygnować, bo rzeczywistość jest, jaka jest." To -- excusez le mot -- naturalna argumentacja prawicy: ma być, jak nam pasuje, bo rzeczywistość jest, jaka jest. Aż dziwne, że nic jeszcze o Bogu pan Warzecha nie zdążył dorzucić. Prawo naturalne pojawiło się już w różnych kontekstach jakieś dziesięć razy a Bóg ani razu? To przeoczenie godnem jest pożałowania.

Reszty tekstu pana Warzechy nie chce mi się komentować. Artykuł pana Żuradzkiego pobudza do dyskusji i przemyśleń (nawet na najważniejszej stronie w całym Internecie, czyli w salonie24, ach, ach) -- artykuł pana Warzechy nudzi. Zakończenie brzmi tak: "Nie wiem, kim jest ten Pan, nigdy nie natknąłem się na inne jego wynurzenia i mam nadzieję, że się nie natknę, istnieje bowiem jakaś granica idiotyzmów, jakie może znieść normalnie funkcjonujący umysł." Kim jest pan Żuradzki, łatwo sprawdzić, gdyż notka biograficzna znajduje się na końcu jego tekstu. Ja zaś niestety na pana Warzechę natykam się częściej, niż bym chciał, ponieważ Interia niekiedy pod chwytliwymi tytułami ukrywa żenujące brednie przedrukowane z salonu24. Pocieszam się tym, że jednak pisanie do Gazety Wyborczej, będące udziałem pana Żuradzkiego jest postrzegane -- nadal -- nieco inaczej, niż produkowanie dla Faktu komentarzy na poziomie "Doda Elektroda mieszka z Elvisem na statku kosmicznym". Naturalnie. I dobrze.

Etykiety: , , , , , ,

O!

Pan Tomasz Żuradzki wyraził w swoim artykule mój pogląd na patriotyzm, militaria, defilady, wojsko i wszystko, co z tym związane -- wstawiam cytat, polecam (gorąco) całość -- pan Tomasz napisał to, co i ja bym napisał, gdybym umiał:
W środę pod moimi oknami przedefilowały setki ludzi wyszkolonych do zabijania innych ludzi. Przejechały dziesiątki pojazdów skonstruowanych w ten sposób, by jak najskuteczniej niszczyć inne pojazdy i eliminować ich kierowców. Przeleciało kilka samolotów przeznaczonych do walki z innymi samolotami i zrzucania śmiercionośnych bomb. Impreza zgromadziła tłumy: tatusiowie w podnieceniu robili zdjęcia, mamy próbowały choćby na chwilę usadzić swoje pociechy na krawędzi prawdziwego wozu bojowego - maszyny do zabijania, która w ciągu sekundy może rozwalić dziesiątki naszych wrogów. [...] Ta prawicowa fascynacja skłonnością do przemocy - elementem niewątpliwie zwierzęcym w człowieku - zawsze wprawiała mnie w zdumienie. Tym bardziej że wydaje się całkowicie sprzeczna z deklarowanym jednocześnie przywiązaniem do etyki chrześcijańskiej, która stara się oddzielić człowieka od reszty świata przyrody maksymalnie grubą kreską, a samą przemoc - nawet w stosunku do wrogów - potępia z całą surowością. [...] Wydaje się przecież, że masowa ekstaza warszawiaków na widok kilku maszyn do zabijania oraz wyjątkowe poważanie, z jakim traktuje się żołnierzy - ludzi, którzy dobrowolnie chcą zabijać innych - to jaskrawy przykład kultywowania skłonności morderczych. To tak, jakbyśmy zbiorowo podziwiali ociekającą krwią piłę, którą jakiś zwyrodniały morderca poćwiartował swoją ofiarę. I tak, jakby była ona wożona w specjalnej gablocie przez centrum stolicy na koszt państwa i ku uciesze gawiedzi...

Etykiety: , , , ,

Brat Anzelm komentuje

Jeżeli min. Legutko chce konfliktu, to będzie go miał - powiedział "Dziennikowi" abp Sławoj Leszek Głódź [...]
Zapowiedź zniesienia religii z listy przedmiotów wliczanych do średniej, bez konsultacji z Kościołem, uważam za arogancję. Episkopat za kilka dni zajmie oficjalne stanowisko w tej sprawie. Religia nie jest polem do eksperymentów, a Kościół manekinem, na którym można sobie prowadzić badania - mówi abp Głódź.
Bardzo słusznie moje baranki i owieczki. Nie może być tak, że minister edukacji będzie sobie bez konsultacji z Kościołem wybierał, jakie przedmioty liczą się do średniej. Gdybyśmy na to pozwolili, zaraz minister finansów by sobie zaczął bez konsultacji z Kościołem budżet tworzyć i może by na przykład zapomniał o dofinansowanku dla Świątyni Opatrzności Bożej albo zechciał opodatkować księży. Nasza jest edukacja i nie odpuścimy! Alleluja i do szkoły!

Najlepiej by było, gdyby teraz ten bezbożnik Legutko pokazał, że rozumie swoje miejsce w rządzie i ogłosił, że religia będzie się do średniej liczyć potrójnie, a język niemiecki, język okupanta -- wcale albo będzie odejmowany. Nigdy więcej na kolanach!

Etykiety: , , ,

czwartek, sierpnia 16, 2007

Wkurzyłem się

"Coraz więcej lokali w stolicy bez obaw i otwarcie deklaruje, że są przyjazne dla gejów. Na drzwiach lub w internecie ogłaszają: jesteśmy gay-friendly"

Och, to szczytna idea. A jakie to coraz liczniejsze lokale wymienia Wyborcza w artykule? Naleśnikarnię Bastylia przy pl. Zbawiciela, działającą od dobrych paru lat i założoną przez dwie lesbijki, kafejkę internetową i M25, założone przez twórcę Le Madame, Krystiana Legierskiego. Po odrzuceniu Bastylii i M25 pozostaje nam kafejka, która jest tak strasznie gay-friendly, że aż "tęczowej flagi nie mamy, bo nie pasowałaby do czerwono-białego wystroju lokalu".

No i mamy piękne podsumowanie artykułu -- tęczowe flagi do biało-czerwonego wystroju nie pasują. Tylko po co było pisać artykuł o niczym? Kanikuła dopiekła i nie było czym wypełnić osiemnastej strony?

Etykiety: , ,

środa, sierpnia 15, 2007

Maciej Zembaty i pan Stasio

Wywiad z Maciejem Zembatym w najnowszym "Przeglądzie" tłumaczy, dlaczego w Polsce nie będzie rozumnych rządów jeszcze przez dobre kilkadziesiąt lat.

Oto kilka cytatów:
W wyniku naszych narodowych tragedii, które dziś tak chętnie czcimy, właściwie wybito w Polsce inteligencję. Ludzi inteligentnych jest u nas najwyżej 5%...
Myślisz, że tylko pięć?
- Dobra. Niech ci będzie, dziesięć. W końcu dorastają już młodzi, piękni, mądrzy dwudziestoletni. [...]
Dziś rzeczywiście młodzi ludzie uciekają przed polityką, choćby do Anglii czy Irlandii. Gdzie im tam wzniecać anty-PiS-owskie rewolucje!
- To jest pokolenie strachu. Oni się boją. Wszyscy się boją, że stracą te swoje etaty w TVP.
[...] A przecież to właśnie młodzi ludzie powinni wzniecać rewolucje, buntować się, walić pięścią. Gdzie to jest? Ja takie rzeczy robiłem parę razy w swoim życiu.
Podział na Polskę A i Polskę B jest jak najbardziej żywy i potrwa jeszcze wiele lat. W Warszawie, Amsterdamie i Londynie siedzą sobie zadowoleni z życia, wysoko lub przynajmniej średnio opłacani pracownicy firm komputerowych, którzy zżymają się na Kaczorów i debatują o tym, czy warto głosować na Tuska, skoro tenże nie jest w stanie zadeklarować, czy będzie bronić praw osób homoseksualnych i czy zadba o powołanie komisji ds. CBA. W Pcimiu Dolnym natomiast mieszkają ludzie, którzy od 15 lat nie przepracowali ani dnia, główną rozrywką jest dla nich wino marki Sołtys, zaś jedynymi winowajcami ich problemów są Żydzi i komuchy. Głos wyborczy mieszkańca Warszawy ma tę samą wagę, co głos wyborczy mieszkańca Pcimia.

"Geniusz" Wielkiego Stratega Jarosława polega na tym, że zidentyfikował on właściwie problemy Polski B, po czym zaoferował rozwiązania zgodne z tym, co jej mieszkańcy sami uważali i chcieli usłyszeć. Nie macie pracy? To wina Balcerowicza. Nie macie gdzie mieszkać? Zbudujemy 3 miliony mieszkań, a jeśli się nie uda, to przez Platformę. Nie macie pieniędzy? Weźmiemy od Unii. Wkurza was młodzież? (taka grupa ludzi bez praw wyborczych) Dopier...my im mundurkami i szkołami specjalnymi, aż się nogami nakryją. A jeśli zostały wam jeszcze jakieś problemy, możecie się wyżyć, bijąc Żyda, komucha i pedała. My już zaczęliśmy od Blidy, komuchówy, winna czy niewinna, na pewno coś na sumieniu miała, skoro się zastrzeliła. Wszystkie media, które się z nami nie zgadzają to komunistyczne gadzinówki, a tylko Radio Maryja i odzyskane TVP to media polskie, a nie polskojęzyczne. Dodatkowo przypominam, że Kaczyńscy to żoliborscy inteligenci, a skoro żoliborski inteligent potwierdza to, co od lat głosił pan Stasio pod gieesem, to znaczy, że mundry to człowiek ten inteligient i można na niego zagłosować.

Po drugiej stronie mamy Donalda Tuska. Po pierwsze, nazywa się Donald, co jest grzechem nie do wybaczenia. Po drugie, miał dziadka w Wehrmachcie, już my panie dzieju wiemy, co to oznacza. Po trzecie, Donald się obraża na społeczeństwo i kiwa mu paluszkiem. Kaczyński puszcza mimo uszu to, co wyborcy mają do powiedzenia, póki poparcie trzyma się powyżej 20%, jeśli kogoś obwinia i obraża, to Układ i Platformę. Tusk natomiast frustruje się, czego dowiódł niedawny (acz nie mogę go znaleźć w archiwum) wywiad dla Gazety Wyborczej, w którym Donald wyznał, że wkurza go, kiedy GW go atakuje, bo przecież on chce dobrze i GW bardzo lubi.

Rewolucja moralna PiS to -- jak zwraca uwagę Zembaty -- taka dziwna rewolucja w wykonaniu pięćdziesięciolatków, którzy w politykę angażują się w różnym stopniu od lat trzydziestu. Dziwna rewolucja gębę ma pełną haseł o oczyszczeniu, moralności i tak dalej. Prawda wygląda inaczej, ale jeśli odrzucimy hipokryzję, to zrozumiemy, że prawdziwa obietnica wyborcza PiS brzmi: dowalimy wszystkim, którym jest za dobrze. Do pana Stasia z gieesu ta obietnica przemawia, bo jemu nie jest dobrze, a zatem czemu innym miałoby być? Obrywają lekarze (darmozjady w swoich pedalskich białych kufajkach), prawnicy, biznesmeni, politycy opozycji (pan Stasio polityków nie lubi ogólnie, ale woli tych, którzy dopierniczają innym politykom, niż tych, którzy rządzą, to znaczy kradną, te dwa słowa pan Stasio uważa za wymienne), przedsiębiorcy, najbogatsi, etc. Kolejna zaleta: PiSu nie lubi Gazeta Wyborcza, a pan Stasio tego szmatławca nie czyta, bo tam są zdania za długie i za okrągłe i nie piszą prawdy o Żydach. Gdyby PiS zamknął Wyborczą, pan Stasio byłby wniebowzięty. Nie przemówi do niego żaden argument typu: wolności obywatelskie, wolność słowa, dyskryminacja (dysk-co?). Pan Stasio w dupie ma wolności, a dyskryminacja to coś, co pedały wymyśliły, żeby ich normalni ludzie, jak pan Stasio nie mogli po mordzie lać, jak pan Bóg przykazał.

Dla pana Stasia nie ma żadnego problemu i w ogóle nic dziwnego w tym, że Lepper miesiąc temu był wicepremierem rewolucji moralnej, a teraz jest przestępcą. Nic nie zaskakuje w tym, że minister Kaczmarek niedawno był wybitnym, niezwykle uczciwym i obiektywnym człowiekiem, a teraz jest moralnym śmieciem, który okłamał PiS i podstępnie za plecami PiS budował Układ. Pana Stasia nie ciekawi, kto jest w danym momencie ministrem MSW, byle rząd trzymał Żydokomuchów i pedałów za mordę i nie popuszczał. W tym sensie Strateg rzeczywiście rządzi genialnie, bo dopóki udaje mu się napuszczać jedne grupy na drugie i samemu chyłkiem wycofywać się z konfliktów, poparcie ma zapewnione. Chociażby pomysł referendum w temacie podwyżki podatków dla najbogatszych (których z definicji jest mało) i przeznaczenia pieniędzy na lekarzy, czy też referendum w temacie obwodnicy przez Rospudę; oto pan premier pozwala ludowi zdecydować, żeby nie było, że do czegoś zmusza, demokracja jest, demos rządzi. Przecież pan premier nie może postąpić wbrew ludowi. Przypomina to trochę ustalanie przez referendum, czy Ziemia jest płaska, czy okrągła, niemniej jednak wyborców PiS absolutnie to nie zraża, zwłaszcza, że premier wielokrotnie powtórzył, że zwolennicy Ziemi okrągłej to komuchy, oszuści i inni liberałowie, którzy chcą sprzedać Polskie Niemcom. Tak więc pytanie w referendum mogłoby równie dobrze brzmieć: czy chcecie, żeby komuchy i liberałowie sprzedali Polskie Niemcom? i tyle samo wagi miałaby odpowiedź na nie.

Jedyne, co mogłoby naprawdę skompromitować PiS w oczach jego wyborców to uporczywe nagłaśnianie takich scenek, jak Jacek Kurski mówiący o ciemnym ludzie, bądź Karol Karski parskający śmiechem podczas opowieści o solidarnym państwie. Pokazanie czarno na białym, jak rząd Wolski, spożywając cztery czerwone wina, śmieje się serdecznie z pana Stasia i jego wina marki Sołtys. Komisja ds. CBA czy Blidy w niczym nie pomoże, jeśli na zakończenie jej prac prokuratura nie postawi zarzutów. Jeśli PiS nie chce tej komisji, to nie dlatego, że boi się, że Rokita zada mądre pytanie i elektorat się zniechęci, tylko dlatego, że najwyraźniej zarzuty można jak najbardziej postawić. A z więzienia pan Kamiński służbami kierować nie będzie.

Na wygraną PiS pracowały rządy kolejnych kadencji, obiecując gruszki na wierzbie, bijąc kolejne rekordy cynizmu i degrengolady tak długo, aż wyborcy podzielili się na dwie grupy -- tych młodych, co wyjechali do Irlandii i mają to wszystko w d... oraz tych, którzy pozostali i głosują dla śmichu, albo dlatego, że ksiądz kazał, albo dlatego, żeby dowalić poprzednim rządzącym -- no bo co za różnica, kto kradnie, a skoro wszyscy kradną, to niech przynajmniej zabawnie przy tym wyglądają. PiS nie wygrał dlatego, że nagle bracia Kaczyńscy wykazali jakieś niezwykłe zalety, których wcześniej nie mieli, PiS wygrał dlatego, że obiecywał dowalić SLD. Jeśli PO wygra nadchodzące (kiedyś tam) wybory, to nie dlatego, że Tusk nagle wespnie się na szczyty charyzmy, tylko dlatego, że ludzie uwierzą, że dowali PiSowi. Sam bym na nich zagłosował, gdyby obiecali solennie, że komisje śledcze na pewno będą. Ale nie obiecają, bo Donald się nie odważy. Poza tym to by było poniżej jego poziomu, mógłby sobie poplamić rękawiczki, albo coś. Więc może zagłosuję na LiD, a może nie, jeśli prawdą jest niedawne doniesienie Der Dziennika, że "lokomotywą wyborczą" będzie Miller. Co mi za różnica, w którym bagnie się taplam? Ja też mam ładne spodenki w kancik, jak Tusk, i też nie chcę ich poplamić.

I dlatego młodzi z etatami w TVP będą dalej chwalić ten rząd, który akurat będzie się pochwał domagać, młodzi z etatami w GW i Rzepie będą dalej relacjonować wszystkie kretyńskie konferencje ministrów i eks-ministrów, wystrzegając się zadawania niewygodnych pytań, zaś młodzi, którym się nie udało załapać na etacik będą jechać za granicę. A pan Stasio? Pan Stasio otworzy zębami kolejnego Sołtysa, kupionego za becikowe, splunie na ziemię i oświadczy filozoficznie "mnie, panie, to wszystko jest jedno". I życie będzie się toczyć dalej, niepomne na ogniste diatryby politycznych blogerów.

Etykiety: , , , , , , , , ,

niedziela, sierpnia 12, 2007

Sugestia

Znowu na blogu Bartosza Węglarczyka: tym razem w komentarzach nadzwyczaj ciekawe myśli.

Aga: "No dobrze, wszyscy wiedzą, że to show. Nawet dziennikarze. Wiedzą, że Kaczyńskim zależy na szumie medialnym.
Więc czemu media tego nie ignorują? Czemu dziennikarze, nawet stacji uważanych za poważne i nobliwe, gonią za sensacją? Czemu tak łatwo połykają przynętę? Czy cyrk medialny miałby szansę zaistnieć, gdyby media selekcjonowały informacje, a nie robiły WSZYSTKO żeby tylko "mieć newsa"?"

Marzatela: "Trudno zignorować kompletnie konferencję przedstawiciela rządu - to się nie uda. Myślę jednak, ze dobrym wyjściem byłoby założenie przez dziennikarzy notesów z wykazem "spraw do zapytania". Jeżeli taki minister na konferencji prasowej dostałby od dziennikarzy kilka pytań w stylu "pół roku temu na konferencji prasowej powiedział pan, że (...). Na jakim etapie dziś jest ta sprawa ?" - to może zastanowiłby się przed masową produkcja takich newsów ?"

Aga: "Pomysł z notesem - świetny. Problem w tym, że rzadko jest tak, że jeden dziennikarz zajmuje się jednym politykiem/tematem i ten sam jeździ na konferencje. Zwykle wysyła się kogoś, kto jest pod ręką.
Nie chodzi o to, żeby ignorować konferencje. Każda może okazać się istotna. Ale mam wrażenie, że sami dziennikarze nie wiedzą, które słowa padające na konferencjach są istotne."

Thomas: "Nie chodzi tu o ignorowanie konferencji, ale o to, aby dziennikarze stanowili aktywną stronę w tej konferencji. Nie mogą tylko biernie retransmitować tego, co mówi polityk, bo w ten sposób zalewa nas potok bzdur. Potok, który sprawia, że społeczeństwo, z samymi dziennikarzami na czele, głupieje. [...] Już starożytni Rzymianie wiedzieli, że igrzyska odciągają społeczeństwo od poważnych spraw. Dlaczego jednak dziennikarze godzą się na udział w tym show, na bezkrytyczne powtarzanie nielogicznych, pozbawionych podstaw sloganów (nieważne lewych czy prawych) i tylko stoją z otwartymi ustami? – porażeni :)"

No właśnie. Dzisiaj Ziobro poleciał helikopterem na konfrontację zeznań z Andrzejem Lepperem. Po co? Jaka jest waga tej sprawy dla Polski? Jak wpłynie na obywateli? Czy takiej konfrontacji nie możnaby dokonać za pomocą wideokonferencji, czy pan Ziobro naprawdę jest tak ważny i zapracowany, że nie mógł pojechać samochodem, względnie polecieć samolotem rejsowym? Do Leppera wysłano ludzi na przesłuchanie o godzinie 21:30; naprawdę tacy byli zapracowani cały dzień, że nie mogli przyjść do byłego wicepremiera o uzgodnionej 18? To w końcu sprawa Leppera jest najważniejszą rzeczą dla Polski i Ziobro musi lecieć helikopterem, czy jest to kompletnie nieważna pierdółka i śledczy mogą się beztrosko rozmijać z umówioną godziną spotkania o 3,5h? (Pomijam tu, że gdyby nie chodziło o byłego wicepremiera, raczej nie miałby on możliwości odmówić zeznań i powiedzieć przesłuchującym, żeby się ganiali i że on ich nawiedzi jutro rano, bo tak mu pasuje...)

"W dniu jutrzejszym przedstawię prokuraturze dowód, którego nie spodziewa się Andrzej Lepper - powiedział minister Zbigniew Ziobro." Czy będzie to dowód porażający? Może będzie tak porażający, jak numeryczne konta polityków SLD, a może tak porażający, jak dowody zebrane w sprawie Barbary Blidy? Czy będzie to kilkadziesiąt butelek koniaku, czy pióro wieczne, jak w sprawie "Doktora Mengele"? Czy Lepper już żadnej ziemi nie odrolni, a może CBA już żadną łapówką go nie skusi?

Pytania Agi i Marzateli to te same pytania, które zadaję sam sobie co jakiś czas, przy każdym kolejnym spektaklu z serii "Misiu z Niszczarką". Rozumiem, że dziennikarzom zależy na pracy, na dojściach i tak dalej, że realia, że pensja i że dziennikarstwo śledcze odkryło metodą otrzymania telefonu od zaprzyjaźnionego posła, ale... po co nam tacy dziennikarze? Niech sobie Sejm założy portal internetowy i wrzuca tam relacje z konferencji organizowanych dla TVP, które pod niezwykle obiektywnym i wyzbytym chęci podlizywania się politykom kierownictwem sięga wyżyn obiektywizmu zarezerwowanych dla TV Trwam. Albo dziennikarze mediów prywatnych to lizusy, które w nadziei, że kolega poseł do nich właśnie zadzwoni rezygnują z dziennikarstwa i zajmują się wyłącznie nagłaśnianiem tego, co rządcy raczą z siebie wybąkać (i wtedy należy ich nazwać nie dziennikarzami, lecz wzmacniaczami), albo też są to ignoranci bez przygotowania, którzy nie zadają pytań, bo nie umieją (i wtedy należy ich nazwać jeszcze gorzej). To, że Platforma tych pytań nie zadaje jest dla mnie zrozumiałe (przy założeniu, że to żenujące ciapciaki i cieniasy, które w życiu nie podejmą żadnej decyzji i nie posiądą żadnego własnego poglądu na cokolwiek, dopóki pięć niezależnych sondaży nie powie im, że 80% wyborców uważa tak samo), ale dziennikarzom, do jasnej ciasnej, podobno za to płacą...?

A jak tam śledztwo w sprawie Gay Power? Jak tam śledztwo w sprawie dziennikarzy Rzeczpospolitej? Gdzie te niesamowita i szokująca zawartość szafy Lesiaka? Gdzie konta numeryczne SLD? Może przewodniczący komitetu organizacyjnego EURO 2012, niejaki Jarosław Kaczyński opowie nam o postępach? Jak postępuje budowa 3 mln mieszkań? Gdzie ten Układ i Stolik, które to pisilis rozbija w pocie czoła od początku kadencji? Skoro mowa o pisilisie, kto założył Samoobronę i czy panowie Kaczyńscy nadal uważają, że SB? Czy ja się doczekam dnia, kiedy ktoś te pytania zada i ktoś inny na nie odpowie? Dopóki się nie doczekam, pozostaję przy swojej sugestii -- spieprzajcie dziady, grupowo i pojedynczo, przy czym do grupy dziadów dołączam wybitnych tuzów dziennikarstwa, którzy są tacy porażeni wyznaniami Kaczmarka, że chyba się do Wigilii nie podniosą.

Etykiety: , , , , , , ,

sobota, sierpnia 11, 2007

[*]

PiS czeka obecnie na odpowiednie oświadczenie ze strony Platformy Obywatelskiej dotyczące wcześniejszych wyborów. Jego brak, zdaniem premiera będzie oznaczał sojusz PO z SLD. [...] Przedterminowe wybory mają być plebiscytem, w którym naród będzie musiał odpowiedzieć sobie jakiej Polski oczekuje. Czy takiej, która walczy z korupcją - czyli superpatologią Polski, nadużyciami. Czy chcą naszej Polski, bezpiecznej, walczącej z nadużyciami, gdzie chronieni są wszyscy obywatele zarówno prawnie jak i ekonomicznie, czy takiej którą proponują nasi oponenci, takiej, która chroni oligarchów i wszystkich silniejszych - powiedział premier Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej, po posiedzeniu rady politycznej PiS.
Spieprzaj, dziadu.

Etykiety: , , ,

Nastrój kabaretowy

"O akcji CBA powiedział mi na osobności minister Zbigniew Ziobro - ogłosił Andrzej Lepper. Na konferencji prasowej zwołanej po wyjściu ze szpitala szef Samoobrony szczegółowo opisał spotkanie, podczas którego miało dojść do przecieku. [...] Ziobro był wylewny, mówił dużo o różnych sprawach. Pan minister powiedział mi bardzo wyraźnie żebym uważał na to, co robię, bo CBA prowadzi szeroko zakrojoną akcję w ministerstwie rolnictwa dotyczącą spraw odrolnienia gruntów"

"Posłowie PiS bagatelizują i wyśmiewają słowa Andrzeja Leppera o Zbigniewie Ziobro. - Lepper jest niewiarygodny - mówi Marek Suski. - To jest absurdalne - komentuje Tadeusz Cymański. - Lepper chce odwrócić uwagę - dodaje Karol Karski. [...] Cymański jest zdania, że wystąpienie Leppera "pogłębia tylko nastrój kabaretowy"."

"Prokurator Krajowy Dariusz Barski wezwał w sobotę lidera Samooobrony Andrzeja Leppera do wstawienia się niezwłocznie w prokuraturze. "Z uwagi na wagę informacji przekazanych w dniu dzisiejszym przez Pana Andrzeja Leppera, a dotyczących bezpieczeństwa państwa, zgodnie z którymi to informacjami, osoba odpowiedzialna za przestrzeganie prawa w kraju, znalazła się w kręgu podejrzanych o ujawnienie tajemnicy o operacji specjalnej, proszę by Pan Andrzej Lepper niezwłocznie stawił się w prokuraturze bądź innym wskazanym miejscu celem natychmiastowego złożenia zeznań" - napisał Dariusz Barski w komunikacie."

"Giertych: Premier powiedział, że zrywa koalicję z LPR"

Wiecie co? Jadę po zakupy. Do widzenia.

Etykiety: , , , , , , , , ,

piątek, sierpnia 10, 2007

Donald, ty cieniasie

Matka Kurka wyraża to długo i węzłowato, ja powiem tyle -- "Najważniejsza jest jednak komisja ds. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. PiS jest przeciw jej powołaniu, PO do wczoraj była za. Ale po rozmowie z prezydentem Tusk komisję odpuścił, choć pod warunkiem, że jesienią będą wybory. Mgliście mówił o komisji w przyszłej kadencji: "Gdyby nie radziła sobie z tym nowa prokuratura"." Wiesz co, Donald? Jak ty masz tak szczwanie rządzić jako premier, to lepiej, żeby nie było wyborów. Z drugiej strony wtedy pisilis i jego rewolucja skompromitowaliby się doszczętnie, a PO otrzymałoby pełną władzę na tacy, a kiedy oglądam wyczyny Donalda i jego Marysi, to jakoś mnie ten scenariusz nie pociąga.

I tylko alternatywy nie widać. Kwak.

Etykiety: , , , , ,

czwartek, sierpnia 09, 2007

Dziś cytat

Za marzatelą:
"Po dojrzałym namyśle stwierdzam, że najważniejszą rzeczą doprawdy wszystkich obywateli jest naprawa zasadniczych praw, rządzących Rzeczypospolitą, gdyż stanowią one podstawę dla wszystkich praw, istniejących w państwie. Naprawa jest konieczna, gdyż niestety dotąd uniknąć nie można chaosu prawnego, istniejącego w Rzeczypospolitej.
Gdy przekonałęm się, że tej naprawy pomimo moich usiłowań dokonac nie potrafię zapomocą istniejącego obecnie sejmu, zdecydowałem się rozwiązać istniejący sejm i senat".
A teraz zgadnijcie, kto to powiedział. Potem dopiero kliknijcie w link i przeczytajcie nader celny komentarz marzateli...

wtorek, sierpnia 07, 2007

Tu jest prawdziwa Polska, pt. 2

"W centrum Görlitz niemiecka firma skupuje krew. Połowę dawców stanowią Polacy z okolicy. Zarabiają na wakacje, ciuchy, piwo. Anna ma 42 lata i mieszka w Zgorzelcu. Oddaje z mężem osocze w Niemczech mniej więcej co tydzień. Przy okazji zakupów. Damian ma 18 lat, też ze Zgorzelca. Jak zarobi na osoczu, pojedzie na tydzień nad morze. Przemek i Szymon zrobili w tym roku maturę, mieszkają w niedalekiej Bogatyni. Zbierają na malucha. 55-letni Zdzisław mieszka na wsi pod Zgorzelcem. Jako ochroniarz pilnuje budowy autostrady. W Niemczech nie chcieli jego osocza, to wygarnął pobierającemu krew polskiemu lekarzowi, że zdrajca, bo pracuje dla Niemców. W Polsce za oddanie krwi lub osocza można dostać najwyżej sześć tabliczek czekolady. W Niemczech na tym się zarabia. [...]"
(Gazeta Wyborcza)

"Była kiedyś moda na szczyty - szczyt głupoty, szczyt naiwności, szczyt obłudy... Uczestnicy Woodstocku (oby nie pijani czy znajdujący się pod wpływem narkotyków) mogą oddać i, jak słyszymy, oddają "honorowo" krew - dar życia. Honorowe oddawanie krwi ma wymiar ponadczasowy, symboliczny, ale też bardzo konkretny i aktualny. Oddać krew dla kogoś to znak poświęcenia, oddanie jakby cząstki samego siebie. Polacy nigdy nie skąpili tego daru z siebie dla innych i dla swoich. Szczególnie w sierpniu przychodzi czas na taką refleksję - Powstanie Warszawskie, Cud nad Wisłą... [...] Z Przystanku Woodstock płynie inny przekaz - w atmosferze przesączonej (dosłownie) promilami, łoskotem satanistycznej muzyki i przekleństw oddawana jest krew na potrzeby chorych. [...] Dlaczego na Woodstocku w ogóle ma miejsce to zdarzenie?! Jakie przesłanki kierują osobami wydającymi zezwolenia na tak dwuznaczną akcję? Jeśli powodem jest zbyt mała ilość krwi w bankach, należy udać się do środowisk, które nigdy nie zawiodły i które w sposób trzeźwy podejmują decyzję o oddaniu krwi. Ale tu chodzi o coś innego. Na Woodstock profanuje się wartość krwi. "Róbta, co chceta" osiągnęło absolutne dno, a zawołanie kojarzy się ze szczytem wulgarności i bezmyślności."
(Hanna Wujkowska)

"Codziennie potrzeba krwi od ponad 10 tysięcy dawców. Każda kropla krwi, niezależnie od grupy, jest na wagę złota - nigdy nie wiadomo, która grupa będzie w danym momencie najbardziej potrzebna i której może zabraknąć."
(Polski Czerwony Krzyż)

poniedziałek, sierpnia 06, 2007

Tu jest prawdziwa Polska

"Jan Paweł II zasługuje jedynie na miano 'Wielkiego Żyda' lub 'Wielkiego Rabina Rzymu'..., na pewno nie świętego Kościoła katolickiego" - można przeczytać na stronach Polonica.net, strony specjalizującej się w krzewieniu "patriotyzmu" polegającego na antysemityźmie.

"Polska bez żydostwa i żydzizmów", "judomatoły", "żydłactwo", "przeciwko zażydzaniu" - to tylko niektóre hasła ze strony głównej, obok których można odnaleźć Matkę Boską Częstochowską, logo "Solidarności", orła z żydowską głową oraz gwiazdą Dawida, a także link do strony episkopatu Polski - informuje "Dziennik Łódzki".

Policja zajęła się stroną internetową www.polonica.net szkalującą Jana Pawła II z doniesienia "Dziennika Łódzkiego" , który odkrył powyższą stronę.

Matka Boska Częstochowska, logo "Solidarności", link do strony episkopatu i fakt, że dopiero po odkryciu, że Jan Paweł II został nazwany "Wielkim Żydem" (a propos, czy ktokolwiek oprócz antysemity może coś takiego uznać za obelgę...?) policja zajęła się stroną, chociaż o tym, co strona zawiera pisano już dawno... Prawdziwa Polska w pigułce?

Czytując regularnie różne blogi, artykuły, eseje natykam się na sugestię: to hałaśliwa mniejszość wypisuje teksty o światowym żydostwie, rzuca kamieniami w gejów i lesbijki, to hałaśliwa mniejszość domaga się zakazu "zabijania dzieci poczętych", mniejszość zajmuje się piciem wódki bez zakąski, jeżdżeniem samochodem po pijanemu, biciem żon, etc. Jednak w rzeczywistości Polacy to naród inteligentny i światły, tylko jakoś się troszkę ów naród zagubił, ewentualnie zniechęcił, ale już-już, za miesiąc, rok czy trzy się odnajdzie i pojmie swoje błędy, zagłosuje na Platformę, stworzy rząd fachowców, odnajdzie w sobie niezmierzone pokłady tolerancji, pokocha brata Żyda i ucałuje siostrę-lesbijkę, po czym trzymając ich za ręce oddali się w kierunku zachodzącego słońca. Kurtyna.

Myśl, która nachodzi mnie, gdy czytam takie pełne nadziei utopijne wizje, to: a co, jeśli to gucio prawda. Jeśli Polacy rzeczywiście głęboko nienawidzą Żydów, jeśli ich hobby jest tłuczenie żon, najchętniej spędzaliby całe życie chlejąc wódkę "Luksusowa" pod sklepem spożywczym i głęboko żałują, że lincze są zakazane. Jeśli ci światli, tolerancyjni Polacy, którzy dyskutują o feminizmie, teorii gender, religioznawstwie, czytają więcej niż jedną-książkę-rocznie-wliczając-podręczniki to mniejszość, która nigdy nie zdobędzie wpływu na kraj? Czy to przypadek, że w Polsce nie ma żadnej partii, która rzeczywiście byłaby gotowa sprzeciwić się Kościołowi i stanąć po stronie dyskryminowanych mniejszości? Czy to przypadek, że w dyskusji na temat "taśm ojca Rydzyka" skupiono się niemal wyłącznie na obrażaniu Marii Kaczyńskiej, ignorując wątek o Żydach, którzy chcą "wyłudzić 65 miliardów dolarów"? A może to właśnie polonica.net jest tą prawdziwą Polską, a cała reszta dzieli się na mikroskopijną mniejszość, która rzeczywiście tak nie lubi i zdecydowaną większość, która na trzeźwo się nie przyzna? Ilu Polaków myśli tak? 1%? 10%? a może 95%?

Etykiety: , , , ,

Moi... Idiota

Poruszyło mnie to może bardziej, niż powinno, ale...

Z określeniem "użyteczny idiota" pierwszy raz zetknąłem się u Noama Chomsky'ego, który określił tak ludzi, którzy bezkrytycznie wierzą w to, co pokaże im telewizja, nie próbując weryfikować uzyskanych wiadomości w żaden sposób. Oryginalne źródło sformułowania pozostaje nieznane, chociaż przez długi czas uważano, że pochodzi on od Lenina. Dawniej używane jako określenie zachodnich piewców dobroci komunizmu, aktualnie oznacza ludzi, którzy pozwalają się sterować/manipulować ruchom politycznym, grupom terrorystycznym lub rządowi, niezależnie od powiązań z komunizmem lub braku tychże. (Za Wikipedią.)

Wydaje mi się, że w Polsce można zidentyfikować wiele grup użytecznych idiotów. Wyznawcy ojca Rydzyka doskonale wypełniają definicję; nawet w głowach nie postałoby im podawanie w wątpliwość mądrości zasłyszanych w Radiu Maryja, czy też wyczytanych w Naszym Dzienniku. (Nie bez powodu dziennik nazywa się "nasz", on jest nasz, a pozostałe dzienniki są obce, toteż czego by w nich nie pisano, automatycznie jest to nieprawda.) Podobnie ludzie, którzy uparcie stwierdzają "a ja będę głosować na PiS choćby nie wiem co, bo oni walczą z korupcją i wyrzucają przestępców z rządu", jako przykład walki z korupcją i wyrzucania przestępców przytaczając Leppera i ignorując smutny fakt, że Leppera wicepremierem uczynił nie kto inny, niż PiS.

Użyteczny idiota czasami nawet zna fakty, przeczące jego pożyczonym poglądom, ale je ignoruje. Dziesiątkom dowodów niewinności przeciwstawia zdania budowane mniej więcej tak: "jeśli nawet były dowody, to zostały zniszczone" oraz "niekiedy istnieje pewne domniemanie winy, które z braku dowodów nie może zostać udowodnione, ale i tak wszyscy wiemy, jak jest naprawdę". To oczywiście czyni idiota inteligentny, ponieważ większość idiotów buduje raczej wypowiedzi typu "panie, to Żydzi są wszystko i oni rozkradają i ten Kwaśniewski też Żyd". O takich właśnie ludziach mówił Jacek Kurski, używając określenia "ciemny lud"; można im wcisnąć wszystko, jeśli tylko odpowiednio często wrzuci się pomiędzy zdania "porażającą wiedzę", "wiadome środowiska", "pewne elity i salony", tudzież Układ i Stolik.

Tymczasem pan Węglarczyk napisał tak: "[...] dziś widziałem na ulicy w Warszawie młodego człowieka, który paradował w koszulce z podobizną Che. I tak sobie pomyślałem, że użytecznych idiotów jest sporo także w Polsce. A słusznie mówił minister edukacji Roman, że trzeba młodzież polską edukować, co to zło, a co to dobro."

Definicja użytecznego idioty zakłada, że ktoś dzięki niemu zyskuje. Kto zyskuje dzięki koszulkom z podobiznami Che? Czy miliony posiadaczy koszulek jeżdżą na Kubę i organizują demonstracje poparcia dla Fidela? Czy z każdej koszulki komunistyczny reżim otrzymuje pieniądze? Czy posiadacze koszulek z Che głęboko wierzą, że komunizm jest przyszłością, a rewolucja kubańska najwspanialszym (i kompletnie, rzecz jasna, bezkrwawym) wydarzeniem w historii ludzkości?

Rozumiem, że pan Węglarczyk ma poglądy raczej prawicowe, niemniej jednak przytaczanie frazy "użyteczny idiota" w kontekście koszulki z Che wydaje mi się równie mądre, jak złożenie przez radnego PiS pozwu za podobną koszulkę w związku z propagowaniem zbrodniczego ustroju totalitarnego. W centrum Amsterdamu na każdym rogu jest sklepik, w którym można kupić torbę z Che, koszulkę z Che, majtki z Che, skarpetki z Che i podstawkę pod piwo z Che. Czy kupujący głosują na partie komunistyczne, marzą o zamieszkaniu w Chinach i wieczorami oglądają z zapartym tchem rosyjskie wiadomości, na wypadek, gdyby Putin ogłosił powrót komuny?

Zdjęcie Alberto Kordy jest konterfektem kompletnie oddzielonym od osoby portretowanej, podobnie, jak w Polsce Jan Paweł II został kompletnie oddzielony od swoich dzieł i wygłaszanych poglądów, wszystko, co miał do powiedzenia zostało zagłuszone przez "zos-tań-zna-mi", a co poniektóre strony jego pontyfikatu są jakoś mało w Polsce nagłaśniane. Che Guevara ma jeszcze tę zaletę, że na wzmiankowanym portrecie wygląda nadzwyczaj urodziwie, a gdyby się nad tym zastanowić, tę samą zaletę ma niejaki Jezus i może dlatego koszulek z Jezusem widuje się sporo więcej, niż koszulek z papieżami. Czy pan Węglarczyk odważyłby się napisać o młodzieńcu ubranym w koszulkę z konterfektem Jezusa, bądź DżejPiTu per "użyteczny idiota"?

Co myśli (zapewne) nabywca koszulek z Che? Nabywca ma prawdopodobnie (choć niekoniecznie) poglądy lewicowe lub lewicujące, często sprowadzające się do "wyzwólmy się spod władzy koncernów! porozmawiajmy o tym pijąc Coca-Colę w McDonaldzie", nader rzadko sięgające uczestniczenia w manifestacjach komunistów i bezkrytycznego czytania ich pamfletów. Na ogół nabywca jest człowiekiem młodym. I tyle właściwie mają wspólnego miliony posiadaczy skarpetek i kubków z brodatym panem. Czy są idiotami? Niewątpliwie niektórzy tak, ale dla kogo właściwie, oprócz (tych kapitalistycznych świń) producentów koszulek są użyteczni?

A co robi Che w nagłówku mojego bloga? Che służy jako symbol poglądów lewicowych, uroda Che służy jako ozdoba, zaś jego makijaż służy jako symbol queer. I tyle. Nie wybieram się na Kubę, nie kocham Fidela, nie marzę o komunizmie na całym świecie, czytam "Rzeczpospolitą", "Politykę", "Wyborczą" i "Nasz Dziennik" (a ostatnio również wybrane fragmenty "Wprost", bo to od niedawna nadzwyczaj dobrze poinformowana gazeta). Trochę mi głupio, że tak się muszę tłumaczyć, ale też nie spodziewałem się, że pan Węglarczyk palnie coś takiego. No i to zdanie o Romanie na końcu... Jacek Kurski by się ucieszył. On lubi użytecznych.

Etykiety: , ,

niedziela, sierpnia 05, 2007

Idioci różnych gatunków

Szef Samoobrony Andrzej Lepper przyznał, że w projekcie uchwały Rady Krajowej jego partii było zobowiązanie ministrów z Samoobrony do złożenia dymisji, ale on zmienił to i zdecydował, że Andrzej Aumiller i Anna Kalata tylko oddadzą się do dyspozycji premiera. - Zmieniłem to dlatego, żeby nie dać satysfakcji, że ja naszych ministrów traktuje, jako ministrów, którzy nie zasłużyli się, ministrów, którzy podają się do dymisji dlatego, że nie dają sobie rady - bo tak to byłoby skomentowane - powiedział Lepper wieczorem w TVN24. [...] Pytany kiedy ujawni "porażające" informacje o PiS, premierze i CBA - o czym mówił na konferencji prasowej po niedzielnym posiedzeniu Rady Krajowej Samoobrony - Lepper powiedział, że cały czas się zastanawia.
Powyższy cytat oczywiście pozostaje bez związku z tytułem, zainspirowanym tym oto wpisem pana Węglarczyka. Endrju zastanawia się nad porażeniem, ja zaś zastanawiam się nad tym, czy naprawdę noszenie koszulki z szalenie konkretnym wizerunkiem Che, tudzież umieszczenie Che podmalowanego w nagłówku bloga oznacza, że popieramy tortury, tudzież zbrojną walkę celem wprowadzenia komunizmu na Kubie, czy też być może perhaps oznacza coś innego, a jeśli tak, to co.

Etykiety: , ,

piątek, sierpnia 03, 2007

Hardkor negosjejtors


Tropy komunistycznego łże-prowokatora, który to podsunął Makowskiemu już węszą dzielne bojówki CBA... sądząc po ostatnich sukcesach tej instytucji, z pewnością niedługo osadzą winnego. Alleluja!