niedziela, sierpnia 12, 2007

Sugestia

Znowu na blogu Bartosza Węglarczyka: tym razem w komentarzach nadzwyczaj ciekawe myśli.

Aga: "No dobrze, wszyscy wiedzą, że to show. Nawet dziennikarze. Wiedzą, że Kaczyńskim zależy na szumie medialnym.
Więc czemu media tego nie ignorują? Czemu dziennikarze, nawet stacji uważanych za poważne i nobliwe, gonią za sensacją? Czemu tak łatwo połykają przynętę? Czy cyrk medialny miałby szansę zaistnieć, gdyby media selekcjonowały informacje, a nie robiły WSZYSTKO żeby tylko "mieć newsa"?"

Marzatela: "Trudno zignorować kompletnie konferencję przedstawiciela rządu - to się nie uda. Myślę jednak, ze dobrym wyjściem byłoby założenie przez dziennikarzy notesów z wykazem "spraw do zapytania". Jeżeli taki minister na konferencji prasowej dostałby od dziennikarzy kilka pytań w stylu "pół roku temu na konferencji prasowej powiedział pan, że (...). Na jakim etapie dziś jest ta sprawa ?" - to może zastanowiłby się przed masową produkcja takich newsów ?"

Aga: "Pomysł z notesem - świetny. Problem w tym, że rzadko jest tak, że jeden dziennikarz zajmuje się jednym politykiem/tematem i ten sam jeździ na konferencje. Zwykle wysyła się kogoś, kto jest pod ręką.
Nie chodzi o to, żeby ignorować konferencje. Każda może okazać się istotna. Ale mam wrażenie, że sami dziennikarze nie wiedzą, które słowa padające na konferencjach są istotne."

Thomas: "Nie chodzi tu o ignorowanie konferencji, ale o to, aby dziennikarze stanowili aktywną stronę w tej konferencji. Nie mogą tylko biernie retransmitować tego, co mówi polityk, bo w ten sposób zalewa nas potok bzdur. Potok, który sprawia, że społeczeństwo, z samymi dziennikarzami na czele, głupieje. [...] Już starożytni Rzymianie wiedzieli, że igrzyska odciągają społeczeństwo od poważnych spraw. Dlaczego jednak dziennikarze godzą się na udział w tym show, na bezkrytyczne powtarzanie nielogicznych, pozbawionych podstaw sloganów (nieważne lewych czy prawych) i tylko stoją z otwartymi ustami? – porażeni :)"

No właśnie. Dzisiaj Ziobro poleciał helikopterem na konfrontację zeznań z Andrzejem Lepperem. Po co? Jaka jest waga tej sprawy dla Polski? Jak wpłynie na obywateli? Czy takiej konfrontacji nie możnaby dokonać za pomocą wideokonferencji, czy pan Ziobro naprawdę jest tak ważny i zapracowany, że nie mógł pojechać samochodem, względnie polecieć samolotem rejsowym? Do Leppera wysłano ludzi na przesłuchanie o godzinie 21:30; naprawdę tacy byli zapracowani cały dzień, że nie mogli przyjść do byłego wicepremiera o uzgodnionej 18? To w końcu sprawa Leppera jest najważniejszą rzeczą dla Polski i Ziobro musi lecieć helikopterem, czy jest to kompletnie nieważna pierdółka i śledczy mogą się beztrosko rozmijać z umówioną godziną spotkania o 3,5h? (Pomijam tu, że gdyby nie chodziło o byłego wicepremiera, raczej nie miałby on możliwości odmówić zeznań i powiedzieć przesłuchującym, żeby się ganiali i że on ich nawiedzi jutro rano, bo tak mu pasuje...)

"W dniu jutrzejszym przedstawię prokuraturze dowód, którego nie spodziewa się Andrzej Lepper - powiedział minister Zbigniew Ziobro." Czy będzie to dowód porażający? Może będzie tak porażający, jak numeryczne konta polityków SLD, a może tak porażający, jak dowody zebrane w sprawie Barbary Blidy? Czy będzie to kilkadziesiąt butelek koniaku, czy pióro wieczne, jak w sprawie "Doktora Mengele"? Czy Lepper już żadnej ziemi nie odrolni, a może CBA już żadną łapówką go nie skusi?

Pytania Agi i Marzateli to te same pytania, które zadaję sam sobie co jakiś czas, przy każdym kolejnym spektaklu z serii "Misiu z Niszczarką". Rozumiem, że dziennikarzom zależy na pracy, na dojściach i tak dalej, że realia, że pensja i że dziennikarstwo śledcze odkryło metodą otrzymania telefonu od zaprzyjaźnionego posła, ale... po co nam tacy dziennikarze? Niech sobie Sejm założy portal internetowy i wrzuca tam relacje z konferencji organizowanych dla TVP, które pod niezwykle obiektywnym i wyzbytym chęci podlizywania się politykom kierownictwem sięga wyżyn obiektywizmu zarezerwowanych dla TV Trwam. Albo dziennikarze mediów prywatnych to lizusy, które w nadziei, że kolega poseł do nich właśnie zadzwoni rezygnują z dziennikarstwa i zajmują się wyłącznie nagłaśnianiem tego, co rządcy raczą z siebie wybąkać (i wtedy należy ich nazwać nie dziennikarzami, lecz wzmacniaczami), albo też są to ignoranci bez przygotowania, którzy nie zadają pytań, bo nie umieją (i wtedy należy ich nazwać jeszcze gorzej). To, że Platforma tych pytań nie zadaje jest dla mnie zrozumiałe (przy założeniu, że to żenujące ciapciaki i cieniasy, które w życiu nie podejmą żadnej decyzji i nie posiądą żadnego własnego poglądu na cokolwiek, dopóki pięć niezależnych sondaży nie powie im, że 80% wyborców uważa tak samo), ale dziennikarzom, do jasnej ciasnej, podobno za to płacą...?

A jak tam śledztwo w sprawie Gay Power? Jak tam śledztwo w sprawie dziennikarzy Rzeczpospolitej? Gdzie te niesamowita i szokująca zawartość szafy Lesiaka? Gdzie konta numeryczne SLD? Może przewodniczący komitetu organizacyjnego EURO 2012, niejaki Jarosław Kaczyński opowie nam o postępach? Jak postępuje budowa 3 mln mieszkań? Gdzie ten Układ i Stolik, które to pisilis rozbija w pocie czoła od początku kadencji? Skoro mowa o pisilisie, kto założył Samoobronę i czy panowie Kaczyńscy nadal uważają, że SB? Czy ja się doczekam dnia, kiedy ktoś te pytania zada i ktoś inny na nie odpowie? Dopóki się nie doczekam, pozostaję przy swojej sugestii -- spieprzajcie dziady, grupowo i pojedynczo, przy czym do grupy dziadów dołączam wybitnych tuzów dziennikarstwa, którzy są tacy porażeni wyznaniami Kaczmarka, że chyba się do Wigilii nie podniosą.

Etykiety: , , , , , , ,

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home