piątek, września 28, 2007

Ale głupie te feministki!

W ogóle nie zauważyły, że polska konstytucja daje kobietom prawo do decydowania o aborcji!
Pani jest przeciw aborcji czy za aborcją? - pytała prowadząca program Monika Olejnik. - Ja jestem przeciw. I konstytucja też wyraźnie mówi, że kobieta ma prawo decydować, jak postąpić. Otóż kobieta, która się decyduje na aborcję, ma potem wyrzuty sumienia - uzasadnia Rokita.

- Przecież kobieta w Polsce nie ma prawa decydować o tym, czy ma być aborcja, czy nie - uściśliła prowadząca. A doradczyni prezydenta wyjaśniała, powołując się na Konstytucję, że ponieważ kobieta nie podlega za decyzje o aborcji karze, to znaczy że może sama decydować. - Tak, ginekolog podlega karze, ale kobieta może zdecydować, jak postąpić w tej ciężkiej sytuacji. Sama może podjąć decyzję - upierała się Nelly Rokita, pełnomocniczka prezydenta ds. kobiet i kandydatka PiS na posłankę.
Alicja Tysiąc, która jakoś nie zdołała sama zdecydować o aborcji, w końcu musi otrzymać pieniądze od polskiego rządu, który najpierw odmówił jej przysługującego prawa do aborcji, a potem zmarnował mnóstwo pieniędzy podatników -- nie, nie na pomoc pani Alicji, na idiotyczne odwołania. Co na to Nelly? Czy jej urząd pomoże pani Alicji?
Pełnomocniczka ds. kobiet nie odpowiedziała jednoznacznie na pytanie, czy w Polsce powinna istnieć instytucja, do której mogłyby się odwoływać kobiety, w podobnej sytuacji, jak Tysiąc: - To dobre pytanie - zwlekała z odpowiedzią. - Dobre pytanie - ciągnęła. Możemy się razem nad tym zastanowić - powiedziała wreszcie, podkreślając jednocześnie rolę rodziny w życiu kobiety: - Mi się wydaje , że w Polsce jednak dużą rolę odgrywa rodzina. Ważne jest, by kobieta miała wsparcie w rodzinie, a nie w instytucjach. Bo instytucje to są takie trochę twory martwe - wyjaśniła Nelly Rokita.
Kiedy tak słucham pani Nelly, to myślę sobie, że chyba już wiem, jaka jest bomba wyborcza PO. Podrzucić do PiS panią Nelly, która jest "prawie jak pisowiec" -- już się nauczyła, jakie ma poglądy, ale czasem zapomina, nie umie jeszcze łgać jak z nut i wygłaszać wyuczonych formułek z myśli zebranych Niewielkiego Brata. Małe myślozbrodnie ciągle się pojawiają, czasem pamięta, że 2+2 jest 5, czasem zastanawia się głośno, czy aby nie jest to 4 1/2. Jeśli pani Nelly na drugim miejscu listy PiS nie da wyborcom do myślenia, to znaczy, że ciemny lud naprawdę na takie rządy zasługuje.

PS. Znalezione u Joe.

Etykiety: , , , , ,

środa, września 26, 2007

Co myślisz o Dżarosławie?

W "Newsweeku" artykuł o sławnym na cały świat strategu, że zacytuję Musierowicz -- przez niektórych niedocenianym, przez niektórych nieocenionym, a przez innych zgoła przecenianym. W artykule ciekawy sondaż, na który pozwolę sobie też odpowiedzieć. (Odpowiedzi ankietowanych możecie znaleźć w załączonej infografice, należy kliknąć w link "więcej fotografii").

Odczucia wobec Jarosława -- czy:

Złości mnie - niewłaściwe określenie. Złości mnie to, że jego demagogia przemawia do ludzi, że wierzą bez zastrzeżeń w najgorsze bzdury, które Jarosław wygłosi. Sam Jarosław budzi we mnie uczucia podobne do tych, które przeżywam na widok pająków. Złość do nich nie należy.

Jest mi obojętny - nie.

Śmieszy mnie - już nie. Kiedyś mnie śmieszył. Teraz darzę go raczej niechętnym podziwem -- takiego aktora należy podziwiać.

Darzę go szacunkiem - jak powyżej. Jest fantastycznym aktorem, do swoich celów idzie po trupach. Ja tego nie potrafię. Tak więc podziwiam go, ale... nie szanuję. Po prostu dlatego, że uważam go za złego człowieka. Gdyby ograniczał się do występów sceniczno-filmowych, potrafiłbym go szanować.

Boję się go - Kaczyńskiego osobiście się nie boję. Boję się efektów jego działań.

Podziwiam go - jak widać powyżej.

Nienawidzę go - chyba w ogóle nikogo nie nienawidzę, najbliższe nienawiści uczucia wzbudza we mnie Jacek Kurski.

Ufam mu - czy ja na głupiego wyglądam? Oczywiście, że nie. Komuś, kto tak łże, obraca kota ogonem i zniekształca rzeczywistość nie zaufałbym nawet w kwestii pożyczenia zapałek.

Nie mam zdania - nie mieć zdania to można o Tusku.

Czy chciałbym:

Aby JK był moim sąsiadem - z jednej strony jestem pewien, że byłby sąsiadem cichym, z drugiej strony -- mam skojarzenia z Hiacyntą Bucket, nie chciałbym, żeby na mój widok spluwał, wznosił oczy do nieba, zgrzytał zębami i podrzucał mi na wycieraczkę zdechłe ptaki. Więc w sumie nie mam zdania.

Pożyczyć JK większą sumę pieniędzy - nigdy w życiu. Nie dość, że by nie zwrócił, to jeszcze oskarżył mnie, że to ja mu pieniądze ukradłem, a gdyby sąd zdecydował nie po jego myśli, uznałby, że przekupiłem sąd.

Kupić od JK samochód - tak samo, jak z pieniędzmi. W uczciwość Jarosława ogólnie wierzę w tym samym stopniu, co w jego obietnice zbudowania 3 milionów mieszkań.

Aby JK był moim wspólnikiem w interesach - chroń mnie Istoto od takich wspólników w interesach. Miałem kiedyś szefa, który obrażał klientów, na koniec wyrzucił mnie z pracy za to, że obierałem pomidory przed ich zjedzeniem. Od tej pory nigdy więcej niestabilnych emocjonalnie współpracowników.

Pójść z JK na piwo albo podryw - z abstynentem na piwo? z człowiekiem aseksualnym na podryw? Wolne żarty.

Wyjechać z JK na wakacje - nie wiem, jaki jest Jarosław w życiu prywatnym. Być może udałoby się z nim porozmawiać na jakiś temat niezwiązany z polityką? Z drugiej strony, cmokałby znacząco, gdybym postanowił wybrać się na piwo lub na podryw ;) Więc na początek może na weekend.

Pójść z JK na biegun - na biegunie jest zimno, niech sobie Jarosław sam tam idzie i najlepiej zostanie ;)

Na koniec drobna uwaga. Różnica między Jarosławem, a Donaldem jest taka, że Jarosław wzbudza we mnie głęboką niechęć (jak łatwo zauważyć z powyższych odpowiedzi), natomiast Donald nie wzbudza we mnie żadnych uczuć. Nie mam pojęcia, czy chciałbym wyjechać z Donaldem na wakacje lub czy chciałbym go jako sąsiada; nic właściwie o Donaldzie nie wiem i niespecjalnie mnie on interesuje. Różnica jest jak między absyntem, a herbatką z rumianku; absynt można ubóstwiać albo nienawidzić, można się nim struć i mieć potworny ból głowy (wiem, sprawdziłem :P). A herbatka z rumianku? Kto w ogóle zawraca sobie głowę myśleniem o herbatce z rumianku?

Etykiety: , , ,

Margines pozdrawia Marysię, jak tam gotowanko i pranko?

Marysia w domu pichci i realizuje się w kuchni, co jak wiadomo jest marzeniem każdej kobiety, tymczasem Nelly Rokita kompromituje, chciałem powiedzieć promuje się w mediach:
Za komuchów to było lepiej, takie były głosy. I możliwe, że dla kobiet za komuchów to było lepiej, bez wątpienia nawet się zgodzę, w jakiś sposób tak: aborcja była dozwolona, pani mogła być traktorzystką i gwiazdą mogła być i (nieczytelne - PAP) takie imiona też były, później zniknęły. Otóż oczywiście, że tak, zniknęła też kobiecość. Wszystko tak ma dwie strony.
Dopytywana o stosunek do aborcji i czy zabieg ten powinien być dozwolony w przypadkach określonych obecnie ustawowo, Nelly Rokita podkreśliła: "dzisiaj i zawsze uważałam, że to jest własna decyzja kobiety i trzeba szanować decyzję kobiety". Zwróciła uwagę, że kobiety, które myślą o aborcji, potrzebują rady i powinny mieć możliwość konsultacji z dwoma lekarzami. - Jeżeli taka kobieta mimo takich szczerych rozmów w cztery oczy z lekarzami, jeżeli ona podejmuje taką decyzję (o dokonaniu aborcji), ja akceptuję to - powiedziała Nelly Rokita. Jak dodała, to "takie europejskie prawo, że kobieta może decydować".
W związku z nieścisłymi i nieprawdziwymi informacjami, dotyczącymi moich poglądów na ochronę życia poczętego, wyjaśniam, co następuje: uznaję aborcję za wielkie zło, jestem zwolenniczką ochrony życia od chwili poczęcia, popieram obowiązujące w Polsce prawo w tym zakresie, akceptuję program Prawa i Sprawiedliwości, mówiący o ochronie życia" - napisała Nelly Rokita w swoim oświadczeniu przekazanym PAP.
Wszystkie te cytaty pochodzą z jednego artykułu. Zaczynam tęsknić za Marysią, której zmiana zdania na przeciwne zajmowała dłużej, niż dwa dni... no i zgadzam się, że po odejściu Marysi z PO i wejściu Nelly do PiS w obu ugrupowaniach wzrósł potencjał intelektualny.

Etykiety: , , , ,

niedziela, września 23, 2007

Wybieram Kwaśniewskiego

Oto, jaką perłę wydusił z siebie dzisiaj premier Kaczyński:

"Co się dzieje, gdy dr. G. zostaje aresztowany? - pytał Kaczyński. - Mamy do czynienia z ostrym atakiem medialnym, adoracją doktora G., a następnie z decyzjami sądów, które odbiegają od normy."

A więc sądy dołączyły do Układu. Według Kaczyńskiego, Ziobry i ich kolesiów sądy wtedy podejmują decyzje nieodbiegające od normy, kiedy podejmują decyzje zgodne z oczekiwaniami Kaczyńskiego i Ziobry. Oczywiście wcale, ale to wcale nie nazywamy tego ręcznym sterowaniem.

Chciałem też dodać, że wczorajszej wypowiedzi Kaczyńskiego o tym, że wybór PO i LiD będzie powtórką z 13 grudnia 1981 TVP jakoś zapomniała nadać. Za to w TV 3 pojawiła się drobna pomyłeczka, mianowicie na pasku informacyjnym napisano, że rząd Kaczyńskiego oddał do użytku 500 km, zamiast 500 m autostrad. Cóż, takie drobne pomyłeczki i przeoczenia są w kraju równości i sprawiedliwości absolutnie zrozumiałe. Cieszy więc, że TVP nie przeoczyła nietrzeźwości Kwaśniewskiego podczas wykładu na Ukrainie, dzięki czemu uniknęła posądzeń o sprzyjanie opozycji. Alleluja.

Dzisiaj LiD zażądał debaty Kwaśniewski-Kaczyński i Kaczyński się zgodził. To szczerze mówiąc o wiele ciekawsza debata, niż Kaczyński-Tusk i tym ruchem LiD ma szansę wrócić do gry na większą skalę, niż 15%. Osobiście, mając do wyboru Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego, wybieram tego drugiego bez żadnego wahania. Nie dlatego, że mi się podoba, jak wychodzi nietrzeźwy na mównicę, albo że byłem agentem SB, albo -- bo lubię lewicowców nawróconych na konserwatyzm. Ale mając do wyboru człowieka, który na trzeźwo stwierdza, że przejęcie władzy przez opozycję będzie powtórką ze stanu wojennego, a sądy mają decydować tak, jak on sobie życzy -- i człowieka, który w stanie nietrzeźwości płynnie wygłasza wykład po rosyjsku i angielsku, nie muszę się długo zastanawiać. A w Kwaśniewskiego niech kamieniem rzucają wyłącznie abstynenci, którym przez całe życie nie zdarzyło się wypić o jeden kieliszek więcej, niż zaleca lekarz.

Etykiety: , , , , ,

sobota, września 22, 2007

Wiecie co...?

Pierwsi działacze SLD oddają legitymacje partyjne. Za Leszkiem Millerem z Sojuszu chcą podobno wyjść całe koła. We wtorek chwila prawdy: pierwsze zebranie sympatyków nowej partii Polska Lewica (PL)...

"Wiadomości" TVP oraz Fakty TVN wyemitowały nagranie z wykładu Aleksandra Kwaśniewskiego na Ukrainie. Były prezydent może na nim sprawiać wrażenie osoby pod wpływem alkoholu albo zmęczonej...

Nelly Rokita wystartuje z drugiego miejsca na warszawskiej liście PiS, pewny jest też start szefa kontrwywiadu wojskowego Antoniego Macierewicza - dowiedziała się PAP w piątek późnym wieczorem ze źródeł zbliżonych do PiS...

"Nie chcę używać wielkich słów, ale sądzę, że nota werbalna, która była przedstawiona Polsce w tej sprawie jest niestosownym dokumentem" - powiedziała minister dziennikarzom. Jak dodała, to my uczestniczymy w obserwacji wyborów, bo takie jest zadanie OBWE...

21 października, jeśli oni zwyciężą nie będą nowym 4 czerwca 1989 roku, lecz nowy 13 grudnia 1981 roku. Dlatego nie mamy wyjścia, musimy zwyciężyć. Nie trochę, zwyciężyć całkowicie...
Ja chyba przestanę prasę czytać...

Etykiety: , , , , ,

piątek, września 21, 2007

Margines pozdrawia Marysię i jej Nelly!

Nelly Rokita nie potrafiła wyjaśnić, po co poszła do Kancelarii Prezydenta, co chce zaproponować Polkom, ile ma na to pieniędzy i z kim chciałaby współpracować. Z jej ust padł tylko jeden ważny komunikat: żeby "broń Boże nie powoływać urzędu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn".
Nie komentuję, bo i co tu komentować.

Etykiety: ,

czwartek, września 20, 2007

Jak kończą prawdziwi mężczyźni

Leszek Miller na pierwszym miejscu listy Samoobrony? To na razie spekulacje, ale obawiam się, że idea pojedynku z Olejniczakiem bardzo Millera kręci. Pytanie tylko -- co dalej? Mam wrażenie, że Miller liczy na to, że Samoobrona do Sejmu nie wejdzie, on sam wygra z Olejniczakiem "na punkty", dzięki temu będzie miał satysfakcję, a uniknie czterech (bądź np. dwóch...) lat mieszania się z Wrzodakami i Lepperami. Ale co, jeśli się przeliczy? Czy "Leszek Miller, poseł Samoobrony" -- a coś mi mówi, że prasa z każdej strony sceny politycznej nie omieszka mu tego wypominać do końca życia -- czy to właśnie tak kończą prawdziwi mężczyźni?

Skoro już piszę o has-beens, jeszcze dwie uwagi. W nosie mam, co Kwaśniewski powiedział na temat polityki zagranicznej Niemiec wobec Polski i odwrotnie. O wiele bardziej zirytowało mnie co innego -- mówienie o Angeli Merkel per "my friend Angela". Tak samo irytowało mnie, kiedy Bush mówił o Kwaśniewskim per "my friend Alexander". Albo jesteśmy w pubie, albo jesteśmy prezydentami. Bush jest powszechnie uważany za przygłupa (i nie bez powodu), Kwaśniewski stara się robić wrażenie wybitnie inteligentnego męża stanu. Mąż stanu o głowie innego państwa nie mówi per "Angela" i nie ma potrzeby podkreślania "zakumplowania".

No i... Cimoszewicz. Cimoszewiczowi nigdy nie zapomniano sławnego "trzeba się było ubezpieczyć". Tyle, że w moich oczach ta wypowiedź przemawia na jego korzyść. Cimoszewicz miał odwagę powiedzieć ciemnemu ludowi: każdemu może się przydarzyć wypadek. Są takie firmy, które w takich okolicznościach wypłacają wam pieniążki na restart. Nazywają się agencje ubezpieczeniowe. Obowiązkiem państwa jest dbać, żeby agencje nie robiły was, drogi ciemny ludu, w wała. Obowiązkiem waszym natomiast jest albo dbać, żeby mieć ubezpieczenie na wystarczającą sumę, albo też modlić się na tyle skutecznie, żeby was powodzie omijały. Jeśli modły nie pomogą, a ubezpieczonka nie było, to macie cholerny problem.

Uprzedzę złośliwców -- ubezpieczenie lub jego brak nie mają nic wspólnego z wrażliwością lewicową lub jej brakiem. Moja wrażliwość lewicowa sięga dokładnie tak daleko, żebym widział konieczność zadbania przez państwo o uczciwość koncernów ubezpieczeniowych i ewentualnego utemperowania ich chciwości. Na ubezpieczenie powinno być stać każdego i każdy powinien czuć wewnętrzną potrzebę jego posiadania. A jeśli mimo tego liczy na cud, np. na to, że bogate państwo zawsze sypnie pieniążkami? To -- jakkolwiek przykro by to nie brzmiało -- sorry, no bonus. Trzeba się było ubezpieczyć. I ktokolwiek Cimoszewicza za tę wypowiedź odsądza od czci i ateizmu, jest populistą, który szkodzi Polsce i jej obywatelom.

Etykiety: , , , , , ,

środa, września 19, 2007

O karze śmierci

Nie planowałem o tym pisać, ale znalazłem na ten temat notkę w zupełnie niespodziewanym miejscu. Autor bloga "Politologicznym okiem" pisze oto tak:
O karze śmierci trzeba rozmawiać

Najczęściej nie zgadzam się z agresywną publicystyką Bronisława Wildsteina, który pisze dziś w Rzeczpospolitej o karze śmierci we właściwym dla siebie tonie. W tym przypadku z eks-prezesem TVP zgadzam się przynajmniej w jednym punkcie, a więc w tym, iż temat kary śmierci jest na tyle kontrowersyjny, że nie można czynić z dykusji o nim tabu. Sprzeciw wobec kary śmierci jest najczęściej głoszony przez ludzi, którzy uważają się za przedstawicieli światlejszej i bardziej cywilizowanej części społeczeństwa. Przyjmując liberalne poglądy, uznają równocześnie, że niezgoda na karę śmierci jest integralnym elementem tego światopoglądu, dlatego też najczęściej nie ważą racji, tylko automatycznie w odpowiedniej rubryce wpisują "przeciw". [...] O karze śmierci trzeba myśleć i rozmawiać. [...] Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy kary śmierci, jeśli są pewni swych stanowisk i argumentów, nie powinni dążyć do zamknięcia dyskusji jakimkolwiek oficjalnym dokumentem czy deklaracją.
Problem -- tzn. dla mnie osobiście to oczywiście żaden problem -- w tym, że ta dyskusja dawno już się odbyła. W jej wyniku nastąpiło to, co nastąpiło, a mianowicie zakaz stosowania kary śmierci we wszystkich krajach w Europie oprócz Kazachstanu (jeśli założyć, że to kraj leżący w Europie) i Białorusi. Od zakończenia drugiej wojny światowej priorytetem Europy są prawa człowieka (to takie coś, co na ogół bardzo bawi polskich heteroseksualnych prawicowców płci męskiej). Ostatnim krajem Unii Europejskiej, który zakazał stosowania kary śmierci jest Wielka Brytania, która dokonała tego w 1998 roku -- tyle, że ostatni raz egzekucja odbyła się tam w roku 1964. Jeśli pominąć ten drobiazg, jakim jest Europejska Konwencja Praw Człowieka, jednym z powodów usunięcia kary śmierci z kodeksów jest ten drobiazg, że kary śmierci nie da się anulować w wypadku popełnienia błędu.

Podstawowy argument stosowany przez zwolenników kary śmierci brzmi mniej więcej tak: a co byś zrobił, gdyby jakiś bandzior zgwałcił/zabił Twoją mamusię/córeczkę/babcię? Otóż byłbym wściekły i chciałbym go udusić. Właśnie dlatego wymyślono sądy, które wydają wyroki nie bazując na emocjach. Czy sądy są doskonałe? Nie. Czy prawo jest doskonałe? Absolutnie nie. Ale czy ja byłbym lepszym sędzią we własnej sprawie, niż sędzia zawodowy? Jakoś nie sądzę. A jak bym się czuł, gdyby się okazało, że bandzior okazał się niewinny, a mordercą była zupełnie inna osoba? Chyba nie najlepiej...

Inny argument to: może niech kara śmierci dotyczy tylko naj-najgorszych bydlaków i zwyrodnialców, ludobójców, etc. Ogólnie, niech będzie orzekana wyłącznie wobec sprawców najgorszych przestępstw. Tu problem jest innej natury -- sprawców najgorszych przestępstw jest, ogólnie rzecz biorąc, mało. (I dobrze.) Nie mam wrażenia, żeby człowieka, który na przykład bierze do ręki karabin maszynowy i rozstrzeliwuje pół przedszkola przed popełnieniem tego czynu powstrzymała myśl "mój Boże, przecież ja za to mogę zostać skazany na karę śmierci". Za to przeraża mnie lekko myśl, że społeczeństwo np. polskie, które z ogniem w oczach i sercu domaga się kary śmierci, może się zacząć domagać jej orzekania i wykonywania. A skoro już i tak kara będzie w kodeksie, a akurat nie będzie pod ręką żadnych ludobójców, to może dobierzemy ze zwykłych morderców. Albo z osób popełniających przestępstwa gospodarcze na wielką skalę. Wielkość skali zdefiniuje minister Ziobro w zależności od terminu wyborów...

Głosy wzywające -- w Unii Europejskiej -- do rozmowy o karze śmierci, równie dobrze mogłyby wzywać do rozważań, czy kobieta ma duszę, albo czy czarnoskórzy zostali stworzeni przez Pana aby być niewolnikami białych. Ta dyskusja już się po prostu odbyła, po rozważeniu argumentów za i przeciw zapadła pewna decyzja, co do której zgadzają się absolutnie wszyscy rozmówcy -- oprócz Polaków, a i to nie wszystkich. To, że bracia Kaczyńscy nie wzięli w tej dyskusji udziału nie jest problemem Europy, tylko braci Kaczyńskich. Rozmawiać można oczywiście na każdy temat, nawet na ten, ile diabłów mieści się na końcu szpilki. Ale czy aby na pewno warto? Do zyskania mamy niewiele, do stracenia za to dużo. Pominąwszy reputację, która i tak w ostatnich latach cokolwiek się zszargała, możemy na przykład stracić członkostwo w Radzie Europy, a za to dołączyć do Białorusi i Kazachstanu. Przywołującym -- jak Imponderabilium, autor cytowanego bloga -- Stany Zjednoczone zwrócę nieśmiało uwagę, że Stany nie znajdują się w Europie, mają głęboko w jelicie grubym to, czy w Polsce jest kara śmierci, czy nie, a jako nasi ukochani i niemalże jedyni sojusznicy sprawdzają się dość kiepsko, że wspomnę tylko offset i wizy.

Etykiety: , , , ,

poniedziałek, września 17, 2007

Wybory kaczek w worku

Azrael napisał dzisiaj taką notkę:
Kampanie wyborcze są głównie kierowane do elektoratów partii – i nie zawierają żadnych programów i przesłania dla Państwa, dla obywateli. Są praktycznie wyprane z merytorycznych treści, stanowią zlepek haseł, reklam, spotów, pustych przemówień i socjotechnicznych zagrań.
Taki styl został narzucony przez PiS, Jarosława Kaczyńskiego, który kilkanaście dni temu ustawił kampanię słowami, że kampania roku 2007 to będzie plebiscyt. Osią kampanii PiS-u jest zdefiniowanie na nowo podziałów społecznych, jeszcze ostrzej i dosadniej, niż było to przy poprzednich wyborach. Podział na „my i oni” jest werbalizowany teraz w słowach biedni – bogaci, uczciwi – złodzieje, Polacy – Niemcy i Rosjanie. [...]
Retoryka Jarosława Kaczyńskiego została już całkowicie wypreparowana z odniesień i propozycji dla inteligencji, elit. Uznał on, że jeżeli te elity w ciągu ostatnich 2 lat jego rządów odrzuciły jego poglądy i zakwestionowały jego projekt IV RP – to nie należy się nimi przejmować.
Wszystko prawda. A jednak... 9 września odbyła się konferencja programowa Lewicy i Demokratów. Czy ktoś mi powie, co powiedziano podczas konferencji? (Na pewno nie powie mi tego strona LiD, która nie działa -- świetny moment swoją drogą) O tym, kto na listach będzie pierwszy, a kto drugi wiemy wszystko. Jaki program te osoby chcą realizować -- o tym nie wiemy nic.

Czyżby media uznały już, że wszystko, co obiecają, lub napiszą politycy to kłamstwo i brednie, którymi nie warto sobie głowy zawracać? Czy też może programy partii to dla mediów żadna pożywka i o takich pierdołach po prostu nie ma co pisać? Jak dowodzi współzawodnictwo między PiS a PO, nie trzeba mieć programu (program PiS prezentowany w nowej kampanii sprowadza się do "zagłosuj na nas albo jesteś złodziejem"), ważne, żeby głośno krzyczeć i organizować dużo konferencji prasowych.

Smutny to obraz i -- co najgorsze -- chyba prawdziwy. Program PiS już zacytowałem. Program PO brzmi "zagłosuj na nas albo PiS wygra". Program LiD -- pewnie też jakoś brzmi, ale kto by się tym interesował? Ważne, że to postkomuchy i ateusze, czyli źli Polacy. (Aż dziwne, że te swoje 10% ciągle mają.) Nieważne, że do grona komunistów zalicza się aktualnie np. Frasyniuk, i tak wszyscy wiemy swoje. Program Samoobrony? "Proszę, nie odbierajcie nam koryta." Program LPR? "Sieg heil i z Unią precz. Aha, no i nie odbierajcie nam koryta." Chyba najlepiej na tym tle wypada PSL ze swoim "PSL = Normalność", nawet osoba tak nielubiąca wyrazu "normalność" jak ja po dwóch latach PiSpektaklu czuje pewien powab tego pustego hasełka. No i warto docenić, że Pawlak już dawno temu przewidział, że programy wyborcze skrócą się do kilku słów, własny zredukował do jednego wyrazu i teraz nawet PiS mu nie podskoczy, oni mają całe zdanie. Prawdziwe, czy nie, o to mniejsza...

Smutny to obraz i potwierdzający moją tezę, że dla Polski nie ma szans na -- ahem -- normalność w najbliższych kilku dekadach. Dzięki aktualnie obowiązującej ordynacji nowe ugrupowanie, pozbawione medialnych "gwiazd" typu Rokita, Kaczyński czy inny Miller nie ma szans zaistnieć w mediach. Same zaś gwiazdy podróżują z lewej na prawą stronę sceny politycznej (a określenia "lewa" i "prawa" są tu nader metaforyczne), ogłaszają dramatyczne odejścia i spektakularne powroty, jedne i drugie oczywiście dla dobra Polski. A co to ma wspólnego z przyszłością kraju, z którego w ciągu kilku lat wyjechały dwa miliony ludzi? Nic. Że zacytuję, przekornie, Igora Janke -- "Kampanie PiS i PO odwołują się wyłącznie do emocji i serc. Nasze umysły nie są na razie niepokojone. To nie jest żadna poważna rozmowa o Polsce." Ale czy aby na pewno warto rozmawiać? Czy w ogóle ktoś chce tej poważnej rozmowy słuchać?

Etykiety: , , , , , ,

sobota, września 15, 2007

Dlaczego PO przegra wybory...

...nie, nie przez odejście Jana Marii Władysława Rokity herbu Margines, ani nie przez to, że Nelly Rokita postanowiła zostać doradczynią prezydenta. Od dawna jestem przekonany, że osoby głosujące na Rokitę głosowały na POPiS i jego odejście daje nam może nie gwarancję, ale silny sygnał, że POPiSu nie będzie -- a to może Platformie notowania wyłącznie podnieść. Przez coś zupełnie innego:
Dzisiaj w Gnieźnie konwencja wyborcza PO - oficjalne otwarcie jej kampanii. [...] W o godz. 11 politycy PO wezmą udział w mszy świętej w katedrze gnieźnieńskiej, złożą kwiaty pod pomnikiem Bolesława Chrobrego. [...] W części nieformalnej wystąpią Stachursky, Tomasz Lipiński i zespół Feel.
Tak, kochani, oto prosta droga do zwycięstwa Platformy, liberalnej partii wykształciuchów, przeciwnej zbyt bliskim więzom Kościoła z państwem: najpierw msza, potem Stachursky. To już LiD się prędzej uczy.

Skoro o tym mowa, zauważyłem u siebie ciekawą ewolucję; 2 lata (i więcej) temu nie do pomyślenia byłoby dla mnie zagłosowanie na kogoś, kto był, na przykład, oficerem SB. Teraz już rozważałbym taką opcję. Jest to skutek polityki PiS, zgodnie z którą ten, kto nie z nimi, to ZOMO -- jeśli oficerowie SB, Adam Michnik i Stefan Meller to takie samo zło, to znaczy, że to SB nie mogło być aż takie złe... A na kogo zagłosuję tak naprawdę? To ciągle zależy od kształtu list wyborczych LiD. Jeśli będą na nich Miller, Dyduch, Oleksy i Janik, będę mieć duży problem. Jeśli ich nie będzie, problemu też nie będzie. Wczoraj myślałem, że Platforma bez Rokity może być pomysłem interesującym, ale po przeczytaniu programu konwencji w Gnieźnie mi przeszło.

Etykiety: , , , , , , , ,

czwartek, września 13, 2007

Dla tych ze złudzeniami...

Siedzący na stoliku poseł PiS, wznosząc toast, plami winem perłową koszulę. - My swoje przystawki już zjedliśmy, wy zjecie swoje i będzie jak w Ameryce!
- Za Amerykę! - chór lekko już zachrypniętych głosów płynie przez otwarte okno hotelu poselskiego razem ze smugami tytoniowego dymu. Za oknem cieplutka noc, w pokoju wręcz gorąco: prawie 10 mężczyzn na 15 metrach kwadratowych: dwóch z Platformy, reszta to PiS.

- Trochę jak w akademiku, co? - PiS-owski poseł z Wybrzeża, już bez krawata i jednego buta, częstuje dietetycznymi wafelkami. - Trzeba odreagować i alleluja! [...] Platforma wygra, my wygramy, potem znowu oni. Jeszcze będą polscy Republikanie i polscy Demokraci. I tak zostanie na sto lat!

- Sto lat! Sto lat! - podchwytują trzej koledzy posła próbujący gwałtownie dźwignąć się z tapczanu do kolejnego toastu.

Rozpoczętą pieśń przerywa brzęk butelek.

- No i się wylało, nie mówiłem?! - najszybszy z parlamentarzystów próbuje pochwycić zielone flaszki, z których wypływa spienione piwo.

Jest sobota 8 września. Niespełna cztery godziny temu rozwiązał się Sejm. [...]

- Ja... bardzo... ep! Proszę panów, ja dzwonię w sprawie do okręgu... dzwonię. Po kogoś... czekam. Czy tu jest zasięg wyłączony?

- Możemy panu pomóc wykręcić numerek.

Parlamentarzysta potrząsa głową i opiera się o szlaban.

- Nieeee... Mnie nie trzeba pomóc, ja wam mogę... pomóc zawsze.

- Dziękujemy. Ale to chyba panu bardziej pomoc potrzebna.

Poseł łypie na nas nieco podejrzliwie. - Nie róbcie sobie jaj z pogrzebu, co? Mnie ryba zaszkodziła zimna... Jeszcze będą... pozytywy.

Komórka spada na chodnik i rozpada się na trzy kawałki. Poseł próbuje je zebrać, po trzeciej nieudanej próbie pozwala sobie wreszcie pomóc. Składamy telefon do kupy, nasz nowy znajomy chowa go do kieszeni jasnej marynarki. Odprowadzamy posła do hotelu.

- Przekroczymy jeszcze próg, przekroczymy. To wszystko przez to, że było za dużo tego "my" i "wy"... Rozumiesz? Za mało zgody... W poprzedniej ka-ka-kadencji było więcej... więcej zgody.

- A teraz co? Nic miłego się nie zdarzyło w kadencji? - pytamy uprzejmie.

- Tam - tego... Są przyjemne chwile, to ktoś imieniny ma, nie? Ale mnie się rozchodzi o pracę. Za mało jest spotkań w regionie, nie? A dużo spotkań trzeba. Teraz do, do, duu... Przeeepraszam. Ep! Teraz będzie więcej spotkań, panowie. Więcej spotkań w regionie. Trzeba z ludźmi. Do ludzi trzeba. Ba-ardzo wam dziękuję. Przepraszam. Dziękuję.

- Też dziękujemy.

Etykiety: , , ,

wtorek, września 11, 2007

Sprawy doktora Garlickiego cd.

"Funkcjonariusze CBA zarówno Mirosławowi G., jak i jego małżonce wydali z depozytu przedmioty, na posiadanie których zostały przedstawione im dowody zakupu (paragon lub faktura). Łącznie 144 pozycje - mówi Temistokles Brodowski, rzecznik CBA. [...] Teraz Mirosław G., już bez rozgłosu, odzyskuje część zabranych mu wtedy rzeczy. Zaledwie kilka "prezentów" ujęto w zarzutach jako łapówki od pacjentów. - Mojemu klientowi oddano trzy z sześciu zabranych mu zegarków - mówi "ŻW" mecenas Magdalena Bentkowska- Kiczor, obrońca kardiochirurga. - Jeden z odzyskanych to plastikowa reklamówka, którą doktor G. otrzymał na jakimś kongresie naukowym - dodaje adwokat. Mirosław G. odzyskał również swój laptop, obrączkę, notesy i kasetę magnetofonową. - Jak się wydaje, agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego brali wszystko, co wpadło im w ręce, na przykład posrebrzane widelczyki w pudełku, filiżankę Rosentala i nagrania Joe Cockera - mówi mecenas Bentkowska-Kiczor. [...] Tylko trzy z dziesiątek rzeczy, które pokazano, sugerując, że to łapówki od pacjentów, ujęto w zarzutach. Kardiochirurg miał przyjąć od chorych: pudełko cygar oraz butelkę wina wartości ok. 40 zł i butelkę wódki Dębowa (tych dwóch ostatnich, notabene, nie znaleziono w jego mieszkaniu). Te "prezenty" są w zarzutach. O zegarkach ani wiecznych piórach w zarzutach nie ma mowy."

Dobra, wyborcy pisilisu, ręka do góry, który pieści przy serduchu faktury na każdą butelkę wina, na wypadek, gdyby CBA pytało o pochodzenie tego tajemniczego i wysoce podejrzanego napoju.

Etykiety: , , ,

niedziela, września 09, 2007

Tusk, ty durniu.

"[...] Dzielenie elektoratu nie miałoby sensu, gdyby nie zostało dokonane umiejętnie. A tej umiejętności Kaczyńskiemu nie sposób odmówić. Dzięki sondażom dość dobrze wiemy, jak wygląda statystyczny zwolennik PiS. W grupie wyborców PiS dominują osoby o skłonnościach autorytarnych, gorzej wykształcone, starsze, uważające się za ofiary transformacji.
Ten elektorat dobrze więc przyjmuje działania PiS. Ataki na sędziów, na demokratyczne zasady? Zwolennik państwa autorytarnego przyjmie je z zadowoleniem. Jest kilka haseł wytrychów, które trafiają do duszy PiS-owskiego wyborcy, a partia te bez wahań ich używa.
Ten wyborca nosi bowiem w sobie kompleksy – wobec tych, którym się powiodło i wobec innych, a także poczucie krzywdy.
Gdy więc Kaczyński mówi, że walczy z bogatymi, że nie ma teraz świętych krów, bo ci „z góry” też mogą trafić za kratki, to wyborca PiS klaszcze z radości. Bo rząd, niejako w jego imieniu, poniża tych, którym zazdrościł. Zawiść, podejrzliwość – te paskudne cechy, które każdy z nas nosi w sobie, ale z mniejszym lub większym powodzeniem próbuje tłumić, nagle zyskały obywatelstwo.
Przecież gdy Kaczyński głosi, że walczy z korupcją, to jego wyborcy nie klaszczą mu dlatego, że uważają, iż dzięki tej walce państwo będzie sprawniejsze, tylko dlatego, że wyobrażają sobie tych zatrzymanych. Jakichś bogatych ludzi, których dobrobyt kłuł w oczy i którzy teraz, w imię ludowej sprawiedliwości, zostaną poniżeni."

"W archiwum w Cytadeli Warszawskiej odnaleziono dokumenty dotyczące kilku najbogatszych Polaków - dowiedział się „Wprost”. To teczki założone i prowadzone przez dawną Wojskową Służbę Wewnętrzną (WSW), a potem przejęte przez WSI. Są w nich materiały dotyczące kulis powstania i rozwoju od końca lat 80. kliku prywatnych fortun (część dokumentów ma pochodzić nawet z czasów rządu Leszka Millera). Jak wynika z informacji „Wprost”, jest to co najmniej pięć teczek dotyczących Ryszarda Krauzego, Jana Kulczyka, Zygmunta Solorza, Michała Sołowowa i Romana Karkosika (wszyscy są w pierwszej dziesiątce listy 100 najbogatszych Polaków). [...]"

Etykiety: , , , , , , , ,

sobota, września 08, 2007

Zaczęło się

"Pan prezydent będzie bronił interesu polskiej wsi. Będzie wetował każdą ustawę, która - jeśliby liberałowie wygrali wybory- będzie godziła w interes polskiej wsi. Prezydent nie zgodzi się na plany liberałów opodatkowania rolników, nie pozwoli finansowo złupić polskiej wsi."

"Premier wezwał w sobotę w Wierzchosławicach do odrzucenia idei liberalizmu, która pociąga za sobą "konkretny zamach" na interesy wsi i chce sięgnąć do "kieszeni rolników". [...] Jak dodał, chodzi "o konkretny zamach na interesy wsi, o sięgnięcie do kieszeni rolnika, chodzi m.in. o KRUS, o to ciągłe narzekanie, że polska wieś ma za dużo, że za dużo jej się daje. Otóż nie, daje jej się bardzo mało."

Etykiety: , , ,

piątek, września 07, 2007

Pokerek dla idiotów

Zgadliście, podglądam ostatnie (być może) posiedzenie Sejmu przed (być może) samorozwiązaniem. Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Posłowie przegłosowali 127 ustaw. Komentarz gazeta.pl -- "Posłowie mają do przyjęcia jeszcze około 20 ustaw - tyle ile przyjmują zwykle w kilka miesięcy (!)" Jestem przekonany, że debaty na wszystkie te tematy były długie, pasjonujące i poruszyły wszystkie drażliwe kwestie. Ostatnia przyjęta ustawa: "Znowelizowano ustawę o Państwowej Straży Pożarnej, której celem jest przeciwdziałanie korupcji wśród strażaków. Wprowadza ona m.in. zapis zakazujący strażakom podejmowania dodatkowej pracy bez pisemnej zgody przełożonego i obowiązek składania przez nich oświadczeń majątkowych." Ach, ci strażacy, korupcja wśród nich kwitnie, tylko na czym polega? Gaszą pożary szybciej, czy wolniej? A może do niektórych nie jeżdżą? Składanie oświadczeń majątkowych przez strażaków -- oto esencja IV RP. A co ze sprzedawcami gazet? Taki za łapówkę może powiedzieć, że już nie ma "Naszego Dziennika" i pani Genowefa z Psichkiszek nie przeczyta, jak Tusk z dziadkiem sprzedali Polskę Żydom i Niemcom, po połowie. Niech składają oświadczenia! Piosenkarki! Każda z nich może za pieniądze wystąpić w kampanii wyborczej PiS... a nie, przepraszam, Justyna Steczkowska (której tego nie zapomnę nawet kiedy ukaże się jej pośmiertne the best of) jest w porządku. Chciałem powiedzieć, że może wystąpić w czyjejś innej kampanii, albo na koncercie powiedzieć "nie głosujcie na mohery", a to się niewątpliwie wiąże z byciem przekupionym przez komuchów...

Wygłupiam się, oczywiście, absurdy opowiadam. Ale nie tylko ja. "Teraz kolej na kwieciste przemówienie posła PiS Jacka Kurskiego. Zaczął od tego, że przez rządy PO i SLD w Warszawie nie mógł dojechać do Sejmu z powodu korków i paraliżu komunikacyjnego stolicy." Tak, panie Jacku, Lech Kaczyński wyremontował wszystkie drogi w stolicy co do jednej, a potem przyszła HGW i je popsuła, osobiście dziury robiła, wredna jędza. "Kiedy mówi o tym, że dzięki PiS nie ma już głodnych dzieci, jest becikowe, na sali wybucha śmiech. Ze swoich słów, o dziwo, śmieje się sam Kurski!" Ale śmieszne, głodne dzieci, prawda panie Jacku? Pan na szczęście głodu nie cierpi, buzia okrągluchna jak zawsze.

"Wnosimy o skrócenie tej kadencji Sejmu, mimo że to jest dobry rząd - zapewnia Kurski. Nie mamy większości, więc jesteśmy uczciwi i dlatego wnosimy o samorozwiązanie - mówi Kurski." To ciekawa implikacja: nie mamy większości, więc jesteśmy uczciwi. Wbrew pozorom wiele mówi o tym, jaką grę rozgrywa Jarosław Kaczyński. Gra ta nazywa się pokerek. Po jednej stronie siedzi Jarosław, który ma na ręku następujące karty: zero pik, dupek żołędny, dama z podpaskami, pała z edukacji i as rydzykowy. Po drugiej stronie siedzi opozycja. Jarosław marszczy brew, grzmi, huka, przebija i sprawdza. Co robi opozycja? Ze strachu gubi karty, trzęsie się, spogląda trwożnie zza okularów, po czym cichutko mamrocze: "my będziemy lepsi, mamy lepsze karty, co prawda nie wiemy jakie, bo boimy się zajrzeć, ale na pewno wygramy tę grę, jesteśmy przecież lepsi, ale niech pan Jarosław już tak nie krzyczy".

"Na sali duża wesołość. Poseł Kurski mówi o tym, że Polska jest dziś ogromnym placem budowy i powstaje mnóstwo autostrad. Kolejny wybuch śmiechu. Kurski przeszedł do chwalenia się przedłuzeniem obowiązywania Traktatu Nicejskiego. Strasznie was denerwują te sukcesy! Zazdrościcie! Macie czego! - odpala Kurski, gdy posłowie reagują śmiechem i krzykiem na jego kolejne wypowiedzi: o ogromnym sukcesie, jakim jest organizacja Euro 2012, o pięknych F16 wznoszących się na błękitnym niebie... - Nie podajemy się do żadnej dymisji, rozpisujemy nowe wybory, które wygramy." Czemu nikogo nie zastanawia odpowiedź na pytanie: DLACZEGO PiS rozpisuje nowe wybory? (Nie miejmy złudzeń, to nie Sejm podaje się do dymisji, to Jarosław Kaczyński rozpisuje nowe wybory.) Pozwalam sobie odrzucić teorię, zgodnie z którą PiS-em kieruje troska o dobro kraju -- w końcu poseł Kurski tak długo wychwalał rząd PiS, że nie można uwierzyć, że w trosce o dobro kraju tak doskonały rząd miałby nagle podać się do dymisji. Takie tuzy jak Fotyga czy Ziobro powinny przecież dla dobra kraju rządzić nawet jako rząd mniejszościowy, przecież sam poseł Kurski nam to uświadomił -- nigdy już nie powstanie tak dobry rząd, takie mnóstwo autostrad (o ile pamiętam, w tym roku 6 kilometrów...?) i nie odbędzie się tak śliczne Euro 2012. Tak więc dla dobra kraju PiS powinien trwać u władzy w nieskończoność.

Odrzuciwszy hipotezę, zgodnie z którą Jarosław podaje swój rząd do dymisji dla dobra kraju rozważmy bardziej prawdopodobną możliwość: otóż Jarosław wie, że wybory wygra i że wygra je na tyle wysoko, że PiS będzie w stanie rządzić samodzielnie lub stworzyć jakąś koalicję. Z kim? LiD raczej odpada. LPR i Samoobrona... cóż, nic nie jest niemożliwe, ale taką koalicję już miał. PSL może do Sejmu wejdzie, a może nie, zresztą nie jest to ugrupowanie, które miewa mnóstwo posłów, poza tym władze PSL wydają się być nader wstrzemięźliwe, jeśli chodzi o koalicję z Jarosławem. Co pozostaje? Platforma... i tu pojawia się pytanie. Co Tusk usłyszał podczas czterogodzinnej rozmowy z prezydentem?

"Dlaczego wy tracicie władzę? Dlaczego sami złożyliście wniosek o skrócenie kadencji parlamentu? Przegrywacie na własne życzenie, boście się zagrali i rządziliście z ludźmi niewartymi tego! - mówił wyraźnie wzburzony poseł Komorowski." Chciałbym w to wierzyć, panie pośle. Ale taka ze mnie zła bestyja, że nie wierzę. Myślę, że oni nie przegrywają. Teraz zacznie się kampania, w której nie będzie komisji śledczych (bo Donald porozmawiał z prezydentem i uznał to za zły pomysł), ale za to będzie TVPiS, Radio Maryja, Nasz Dziennik, Ziobro i jego konferencje, haki, podsłuchy i nagrania. Naprawdę ciekaw jestem, co Tusk usłyszał podczas rozmowy u prezydenta. To raczej nie był byle dziadek.

Ta kampania wyborcza nie będzie zwykłą kampanią. To będzie walka: PiS przeciwko wszystkim. I jeśli Jarosław na to idzie... to znaczy, że coś nam pokaże. Co to będzie -- nie wiem. Może twórcze wykorzystanie jednej takiej ustawy, może jakieś fajne taśmy z dyktafonu cyfrowego. Ale, panie Donaldzie, jeśli mogę tak poufale -- proszę zadać sobie pytanie. Czy na miejscu Jarosława pchałby się pan do wyborów mając na ręku zero pik, dupka żołędnego, damę z podpaskami, pałę z edukacji i asa rydzykowego? Panie Donaldzie, jest 20:38, jeszcze nie jest za późno, żeby powiedzieć "sprawdzam".

Etykiety: , , , , , , , ,

czwartek, września 06, 2007

Dickheadwatch

Bartosz Węglarczyk (nie o niego chodzi w tytule, rzecz jasna) zapisał dla potomności taką oto wypowiedź Jacka Kurskiego:

"Naród nie wybiera sądów, wybiera partie. Wybrał PiS i walkę z korupcją. Uchybienia proceduralne w żadnym wypadku nie mogą przekreślić naszej determinacji oraz woli walki z korupcją, co czasem skutkuje takim sposobem zatrzymania. To nie musi się podobać sędziom, ale ma się podobać społeczeństwu. Na pewno tego rodzaju orzeczenia sądu nie wzmacniają dyscypliny aparatu państwowego w przedmiocie ścigania korupcji. Korupcja jest taką plagą, że trzeba stosować najbardziej twarde metody, żeby rozpalonym żelazem taką plagę wypalić."

Nie wiecie o co mu chodzi? Już wyjaśniam: to jest jego komentarz do wyroku sądu, który uznał, że Janusz Kaczmarek został zatrzymany bezzasadnie. Czy Kaczmarek został skorumpowany? Jest o to oskarżony -- czy przez sąd, czy nawet przez Samo Dobro albo Samo Ziobro? A skąd. Ale... ciemny lud, te sprawy.

Ciekaw jestem, czy kiedyś się znajdzie ciemny lud, który tę bandę rozliczy, każdego po kolei. I tego, który wyrok sądu kwituje "to nie musi się podobać sędziom, ale ma się podobać społeczeństwu" (to może rozpuścić do domów sędziów i adwokatów, a o zatrzymaniach decydować robiąc ankiety...?), i tego, który życzył doktorowi Garlickiemu "udanego pobytu w sanatorium", i tego, który obiecywał, że doktor już nikogo nie zabije, a teraz co dnia organizuje konferencje prasowe, na których opowiada o swoich nieistniejących sukcesach. Bo ja słuchając ich zaczynam rozumieć ludzi, którzy po 20 latach od upadku komunizmu chcą głosować ustawę deubekizacyjną. Ciekawe, ile będziemy czekać na ustawy depisizacyjne.

Etykiety: , , , , ,

środa, września 05, 2007

Kto ożywi zmarłych pacjentów doktora G.?

Oto słodki cytacik, znaleziony w komentarzach bloga pani Janiny Paradowskiej. Decyduję go tym, którzy sprawę doktora Garlickiego ochrzcili kryptonimem Mengele. Obyście zdechli. Najlepiej na serce. I to już.

“Zgromadzone do chwili zatrzymania podejrzanego - w dniu 12 lutego 2007 r. - dowody w postaci zeznań świadków, dokumentacji lekarskiej i opinii biegłych, nie wskazują na zasadność przyjęcia, że popełnił on umyślne zabójstwo. Przeciwnie, opinia biegłego kardiochirurga z dnia 8 lutego 2007 r. (k. 328-331, t. II akt) stwierdza m.in., że pacjent wymagał transplantacji, przeszczepu dokonano zgodnie z zasadami sztuki, zgon nie był spowodowany błędem lekarskim, a dopuszczalne ryzyko nie zostało przekroczone. Inny biegły kardiochirurg we wcześniejszej opinii z dnia 19 grudnia 2006 r. również uznał, że operacji dokonano zgodnie z zasadami sztuki (k. 673, t. V). Opinie uzupełniające uzyskane przez prokuraturę od tych samych biegłych już po zatrzymaniu podejrzanego, bo w dniu 13 lutego 2007 r., stwierdzają zgodnie, że przerwanie dalszych działań medycznych przez odłączenie urządzenia wspomagającego krążenie było decyzją prawidłową i podjętą we właściwym czasie (t. V, k. 727 i n.), niemniej wskazują, że może zachodzić prawdopodobieństwo, iż w procesie leczenia przekroczone zostało dopuszczalne ryzyko związane z transplantacją. Do chwili obecnej wskazane ustalenia i wnioski opinii nie uległy zmianie. Tym samym nie mogą one, jak chce skarżący, stanowić dowodów wskazujących na duże - w rozumieniu art. 249 § 1 k.p.k. - prawdopodobieństwo, że podejrzany popełnił umyślne zabójstwo. Dowodami takimi nie są również w żadnej mierze zeznania świadków, które skarżący wskazuje na potwierdzenie przyjętej we wniosku o przedłużenie tymczasowego aresztowania i w zażaleniu (k. 16-17 zażalenia) tezy jakoby zgromadzone dowody uzasadniały zarzut z art. 148 § 1 k.k.”

I teraz najlepszy fragment (o czym media nie pisały):

“Uzyskane w trybie niejawnym przez CBA materiały nie mogą bowiem stanowić dowodu w sprawie o zabójstwo. Ustawa o CBA wprowadza prawo korzystania z dowodów uzyskanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w trybie art. 17 ust. 1 ustawy w sprawach wskazanych w zamkniętym katalogu przestępstw wymienionych w art. 17 ust. 1 pkt 1 i 2 tej ustawy. Przepisy te nie wymieniają zbrodni zabójstwa, ani nieumyślnego spowodowania śmierci. Sprawia to, że uzyskane w tym trybie dowody nie mogą być podstawą ustaleń, jako zgromadzone w sposób sprzeczny z prawem, a tym samym nielegalne. (…) Na marginesie tylko, wobec bezprzedmiotowości powoływania się na bezprawnie uzyskany dowód, stwierdza Sąd Apelacyjny, że ocena jego treści w żaden sposób nie mogłaby zmienić przekonania o braku podstaw dowodowych do zarzucenia podejrzanemu umyślnego zabójstwa.
Reasumując tę część rozważań stwierdza Sąd Apelacyjny, że w sprawie brak jest dowodów wskazujących na prawdopodobieństwo, że podejrzany popełnił przestępstwo w formie zarzucanego mu w postanowieniu o przedstawieniu zarzutów umyślnego zabójstwa. Tym samym nie jest spełniona przesłanka stosowania tymczasowego aresztowania z powodu pozostawania podejrzanego pod zarzutem popełnienia zbrodni - jak to definiuje art. 258 § 2 k.p.k.”

Brawo, panie ministrze Ziobro. Ciekawe, czy dałoby się policzyć, za ile śmierci jest Pan odpowiedzialny.

UPDATE: (nie chciałbym zepchnąć tej notki)
"Sejm na obecnym posiedzeniu zajmie się projektami ustaw dezubekizacyjnej i o usunięciu z życia publicznego symboli komunizmu.
Były to punkty sporne porządku obrad, dlatego posłowie o ich utrzymaniu w planie posiedzenie decydowali podczas głosowania na sali plenarnej.

Za utrzymaniem projektu ustawy dezubekizacyjnej było 329 posłów, przeciw - 59, 38 wstrzymało się od głosu. Za utrzymaniem projektu dotyczącego usunięcia symboli komunistycznych było 327 posłów, 70 było przeciw, 34 wstrzymało się od głosu.
[...] Jednocześnie posłowie nie zgodzili się na utrzymanie innego punktu spornego - projektu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej."
Całe szczęście, że znają priorytety. Nasi kochani wybrańcy. W końcu nie da się zrobić wszystkiego, a mając do wyboru zajęcie się gospodarką lub usunięciem symboli komunizmu jasne jest, że muszą odrzucić pierdoły i zająć się tym, co naprawdę dla kraju ważne.

Etykiety: , ,

wtorek, września 04, 2007

Może i ja zagłosuję na PiS?

Pan `Donaldu Tusku' jest człowiekiem pozbawionym talentu politycznego, ten człowiek uważa, że politykę uprawia się przemówieniami. gdyby nawet tak było, to `Donaldu Tusku' i na tym polu przegrywa z Kaczyńskim i to dramatycznie. Tusku jest mdłym oratorem, opowiada rzeczy powszechnie widoczne i znane od lat, nie ma żadnej siły przebicia wśród elektoratu PiS i co gorsze zaczyna zniechęcać swoją indolencją elektorat własny. PO nie podejmuje, żadnych politycznych kroków, w każdym razie żadnych logicznych i przemyślanych kroków. Nie chce mi się analizować całego amatorstwa PO, robiłem to wielokrotnie, zwrócę uwagę na dwie rzeczy kompletnie nielogiczne, tak dla przykładu. [...] PO zgłasza wniosek o odwołanie wszystkich ministrów, czyli pokazuje, że PiS to dno i trzeba im odebrać władzę, dorzuca kilka dramatycznych komentarzy o łamaniu demokracji, praktykach esbeckich, powrocie do stalinizmu, ośmieszaniu Polski itd. Po tej litanii umywa raczki, uważa że to wszystko co do niej należało. Stawia diagnozę dramatyczną, nie odbiegającą od stanu rzeczy, a następnie mówi elektoratami, jesteście inteligentni to wiecie, że jakoś tak nie wypada z Lepperem i Giertychem ratować polskiej demokracji, co ludzie powiedzą, trzeba się szanować, my tu tacy mądrzy i elitarni i z takim plebsem będziemy się bratać? [...] Dlaczego Kaczmarek miałby dać za frajer PO cokolwiek, więcej nie za frajer, narażając własny tyłek. Kaczmarek prosił i błagał, dawał do zrozumienia, że pójdzie na całość, ale kiedy słyszał jak pan `Donaldu Tusku', mówił na konferencji,o nim i Ziobro jak o pojedyneku mafijnych bossów, to pan Kaczmarek zmądrzał. Kiedy zobaczył, że za nim stoi tylko Giertych z Lepperem, którzy już z moment zostaną odstrzeleni, to dał sobie siana, postanowił kryć tego co da mu cokolwiek. [...] Wygrana PiS oznacza jedno, tandetna, amatorska, bezpłciowa, pozbawiona lidera PO, która na własne życzenie przegrywa trzeci raz z rzędu, tym razem wszystko, znika z powierzchni ziemi, w to miejsce musi się pojawić silna alternatywa dla PiS. Donaldu Tusku gdy wyjdzie na trybunę, aby przemówić do elektoratu po trzecim nokaucie, zanim otworzy usta zostanie wygwizdany i obrzucony moherowymi beretami.
Kto napisał powyższe? Semka? Ziemkiewicz? Warzecha? A skąd. Matka Kurka, zadeklarowany wyborca PO.

Wczoraj gazeta.pl opublikowała informację o tym, że według najnowszego sondażu PiS wygrywa z PO o 4%. Nie dziwi mnie to absolutnie. Co robi PiS? Wywiesza billboardy, organizuje konferencje, korzysta bez zahamowań z prokuratury, służb specjalnych i odzyskanych mediów, w wolnych chwilach opowiadając dyrdymały dla ciemnego ludu o niezwykle brutalnej opozycji. Co robi opozycja, w tym PO? Trudno powiedzieć. Może jest na wakacjach, może przygotowuje kampanię wyborczą, może dłubie w nosie i czyta Jamesa Joyce'a. Może siedzi przy stoliku i gra w brydża. W każdym razie nie robi niczego zauważalnego.

Niewiele jestem w stanie dodać do notek Matki Kurki, bo punktują rzeczywistość bezbłędnie. Co zyskuje na wcześniejszych wyborach Donaldu Tusku? Nic. Jeśli je przegra, a działając tak, jak do tej pory przegra z pewnością, powinien się błyskawicznie oddalić w niebyt polityczny, ale ponieważ mówimy o człowieku, który jest nadal na czele partii, którą poprowadził do przegranych wyborów do Sejmu, Senatu i prezydenckich, zapewne kolejne przegrane wybory też niczego nie zmienią. Jeśli PO je wygra, załóżmy teoretycznie taką możliwość, z kim zawiąże koalicję? LiD to komuchy, PiS to PiS, o LPR i Samoobronie przez grzeczność nie wspominajmy. Każda koalicja, czy z LiD czy z PiS doprowadzi do rozpadu Platformy. Brawo Donaldu! Alleluja i do przodu!

Notowania PiS rosną. Nie ma się co dziwić -- Polska B całe lata czekała na polityków, którzy potwierdzą ulubioną tezę Polski B, a mianowicie tę, że politycy to złodzieje i kłamcy. No i proszę. Kaczyński i Ziobro nie byli w stanie znaleźć żadnych złodziei i kłamców w opozycji (jak mniemam, nie dlatego, że ich tam nie ma, tylko dlatego, że znaleźć ich nie umieli), więc wielkim nakładem sił i środków zmontowali układ, w środku którego zamontowali Kaczmarka i Leppera, po to, żeby ich móc potem triumfalnie obalić. Zastanawia kompletna bezmyślność klakierów PiS, którym nie przeszkadza to, że obalony układ stworzył genialny strateg i jego dyspeptyczny brat, ważne, że układ został pokazany. Nie przeszkadza im to, że podsłuchuje się -- jak widać z konferencji Ziobry -- praktycznie wszystkich ludzi na stanowiskach powyżej sprzątaczki w średnim zakładzie pracy. Nie przeszkadza im wykorzystywanie służb specjalnych i kompletnie dyspozycyjnej prokuratury, zlecanie badań słynnych taśm z dyktafonu cyfrowego kolegom Ziobry, których tenże umieścił na wysokich stanowiskach, nie przeszkadza im powtarzanie głosowań i przenoszenie śledztw z jednej do drugiej prokuratury tak długo, aż wreszcie uda się osiągnąć wynik zadowalający PiS. W sumie jakoś tam to rozumiem -- miło jest być po zwycięskiej stronie, miło jest kopać bliźnich po twarzy, dresiarstwu siła imponuje -- ale w takim razie po co było obalać komunizm, skoro komunistyczne metody są tak mile widziane? Było wstąpić do PZPR jak Kryże, Kaczmarek i Jasiński i nie zawracać głowy.

Czemu Donaldu Tusku nie potrafi zdobyć się na... już nawet nie odwagę, na instynkt samozachowawczy -- i zrobić jedynej rzeczy, jaka może doprowadzić do wyborczego zwycięstwa nad PiS? Dla ułatwienia, nie chodzi tu o przyspieszone wybory, tylko o komisje śledcze, techniczny rząd fachowców, pozostawienie na swoich miejscach (jeśli się zgodzą) osób takich jak Kluzik-Rostkowska czy Gęsicka, premiera Balcerowicza czy Zolla, wszystko jedno, byle spoza czołówki PO. A potem... spokojne rozliczenie PiS. Bez Ziobry organizującego konferencje pt. "dziś kupiłem taki fajny gadżet", bez Fotygi, bez premiera Jarosława i jego orędzi zupełnie niezwiązanych z faktem prowadzenia kampanii wyborczej... Widzę dwa powody, dla których Donaldu tego -- zapewne -- nie zrobi. Pierwszy to ten, który sugeruje Matka Kurka -- niechęć do brudzenia rączek, a fu, ten pis to taką bzitkom kampanie robi, a my jeśteśmy gziećne platfuski i siedzimy na kanapie z łapkami na kolankach i czekamy aż na nas elektorat zagłosuje. Drugi -- który wydaje mi się o tyle bardziej prawdopodobny, że już najśliczniejszy minister to zasugerował -- to cyfrowe taśmy Ziobry.

Nie wiem, co na taśmach można znaleźć; może zdjęcia Marysi Rokity w skórzanych ciuszkach w seksklubie "Fist" w Amsterdamie, może Olejniczaka w kościele, może Tuska bijącego żonę, o czym niewinnie wspomniało źródło wiedzy wszelakiej pt. Wprost. Nie wiem -- i jeśli nie będzie komisji śledczych w sprawie Leppergate i śmierci Barbary Blidy -- to się nie dowiem. I tak najpewniej będzie. Komisji nie będzie, taśmy nie wyjdą na jaw, a wybory wygra PiS. I kiedy patrzę na tę, pożal się Istoto, opozycję pod postacią Tuska, Millera, Kwaśniewskiego, Rokity, Leppera, Giertycha, Wierzejskiego i tym podobnych tuzów, to sam się zastanawiam, czy na PiS nie zagłosować. Z czystego okrucieństwa. Bo nie mieszkam w Polsce i mogę. Chcecie, to macie, na coście zasłużyli.

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

sobota, września 01, 2007

Na noże

Kilka dni temu przeczytałem w blogu "Politologicznym okiem" coś, co mi utkwiło w pamięci:
[...] Koncepcją Schmitta było, zaprezentowane w pracy "Pojęcie polityczności", tworzenie identyfikacji grupowej poprzez opozycję do "wroga". Pozwolę sobie przytoczyć cytat ze Schmitta, zamieszczony już tutaj jakiś czas temu:

"(...) trzeba zredukować wroga za pomocą moralnych lub innych kategorii i sprawić, by stał się nieludzkim monstrum, z którym nie tylko prowadzi się walkę, ale które należy za wszelką cenę unicestwić".

Przenosząc Schmittowską logikę na dzisiejsze wydarzenia polityczne, do czynienia mamy po pierwsze z coraz większym demonizowaniem oplatającej Polskę "szarej sieci" czy "układu", po drugie zaś - z wydarzeniami nadzwyczajnymi w warunkach demokratycznych, za które komentatorzy uznają ostatnie aresztowanie Janusza Kaczmarka. Owo - jak jest to określane - ręczne i polityczne sterowanie prokuraturą ma posmak decyzjonistyczny. Istnienie wszechmocnego układu ma być argumentem na rzecz stosowania środków nadzwyczajnych.

[...] Prowadzi to do okopania się przez zwolenników wszystkich stron sporu na swych pozycjach. Konflikt ulega więc eskalacji, dotykając już nie tylko sfery polityki, ale i społeczeństwa. Niebezpieczne jest to przedkładanie identyfikacji grupowej nad identyfikację z państwem. Efektem tego będzie - po ewentualnym przejęciu władzy przez dzisiejszą opozycję - że znów znacząca część społeczeństwa (ok. 25% - czyli zwolennicy dzisiejszej władzy), uzna państwo za nieswoje.

Oczywiście, można powiedzieć, że obecna sytuacja, w której za nieswoje uważa państwo 75% Polaków jest czymś daleko bardziej nienormalnym. Jednak, aby pokusy autorytarne nie powróciły, nowa władza będzie musiała umieć znaleźć porozumienie również z elektoratem - mówiąc w uproszczeniu - Prawa i Sprawiedliwości.
Długi cytat, ale ważny.

Prowadzona przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich polityka szczucia przeciwko sobie grup Polaków, pokazywania wrogów, winnych wszystkiemu, co w kraju złe i organizowania seansów nienawiści, zwanych konwencjami partyjnymi przyniosła owoce. Dowiedział się tego ostatnio Igor Janke, który pozwolił sobie w salonie24 na notkę lekko krytyczną wobec postępowania Ziobry i usłyszał od komentatorów, że "kiedy rządził Miller to mu nie przeszkadzało" i w związku z tym jest "żydobolszewickiej orientacji". Janke jako bolszewicki wielbiciel SLD -- tego jeszcze nie było. Pan Igor nie zauważył nawet, kiedy znikła strefa niczyja, w której można było nie być fanem SLD, ale również widzieć pewne drobne problemy w polityce prowadzonej przez PiS. Teraz już nie można. Albo popieramy całym sercem, kochamy, tatuujemy sobie na czole "Ziobro forewer" i nagrywamy wszelkie prowadzone rozmowy, na wypadek, gdyby mogły się przydać -- albo jesteśmy członkami Układu, frontem obrony przestępców, komuchami i zgniłą czerwoną zarazą. Nawet jeśli jesteśmy panem Janke, lub chociażby ministrem Kaczmarkiem (do niedawna wspaniałym człowiekiem, obiektywnym ministrem i przyjacielem Lecha Kaczyńskiego) albo Jaromirem Netzlem (do niedawna świetnym prezesem PZU, który i hojność swą pokazał, sypiąc groszem dla rodzin pielgrzymów, i kwalifikacji dowiódł, ponieważ był atakowany przez opozycję, a to dla braci Kaczyńskich był dowód wystarczający.

Teraz Lech Kaczyński wygłasza przemówienia, w których stwierdza, że nie będzie "Polski dla bogatych". Jego wyborcy pamiętają zapewne wcześniejszą złotą myśl: "Jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma". Wydaje mi się, że takie jest właśnie przestępstwo, za jakie ma zostać aresztowany Krauze; ma pieniądze, trwa kampania wyborcza, jedno z drugim tak się wygodnie złożyło. Jakie jest przestępstwo Kaczmarka? Przecież bynajmniej nie to, że powiedział, że słabo zna Krauzego, a prokuratura za pomocą podsłuchów i filmów dowodzi, że zna go dobrze. Przestępstwem Kaczmarka jest wyjście poza cieniutką granicę oddzielającą front odnowy moralnej od frontu obrony przestępców. Ten jeden krok powoduje zmiany podobne do tych, opisanych przez Orwella w "1984" -- oto wczoraj walczyliśmy ze Wschódazją, ale dzisiaj walczymy już z Eurazją i zawsze walczyliśmy z Eurazją, a Wschódazja była naszym przyjacielem. Kaczmarek wczoraj był świetnym ministrem i wybitnym prokuratorem, dzisiaj jest członkiem Układu i oszustem i zawsze był członkiem Układu, czego zapewne dowodzi komputerowy model, oraz przyjacielem czerwonej szmaty Wyborczej i jej komunistycznych czytelników, czego dowodzą komentatorzy blogowi i forumowi.

A Igor Janke? Jeszcze może odzyskać przychylność -- w końcu nikt go na razie nie aresztował, a prezydent nie ogłosił, że zrywa z nim znajomość -- ale warto się pilnować. Granica między FOM a FOP jest cienka, tak cienka, jak dowody prokuratury przeciwko Kaczmarkowi, ale wystarczająco mocna, żeby twórca prawicowego salonu24, publicysta Rzeczpospolitej nagle stał się obrońcą SLD. I tylko nurtuje mnie pytanie: w jaki sposób odzyskamy wyborców PiS? Przecież nawet jeśli PiS straci władzę, i dzięki temu spełni się życzenie 75% wyborców, to pozostałe 25% też musi gdzieś żyć i fakt, że to Kaczyńscy doprowadzili do podziału, przez który Polacy nienawidzą się nawzajem z niespotykaną wcześniej zajadłością tego nie zmienia.

Etykiety: , , , , , , , , ,