czwartek, września 20, 2007

Jak kończą prawdziwi mężczyźni

Leszek Miller na pierwszym miejscu listy Samoobrony? To na razie spekulacje, ale obawiam się, że idea pojedynku z Olejniczakiem bardzo Millera kręci. Pytanie tylko -- co dalej? Mam wrażenie, że Miller liczy na to, że Samoobrona do Sejmu nie wejdzie, on sam wygra z Olejniczakiem "na punkty", dzięki temu będzie miał satysfakcję, a uniknie czterech (bądź np. dwóch...) lat mieszania się z Wrzodakami i Lepperami. Ale co, jeśli się przeliczy? Czy "Leszek Miller, poseł Samoobrony" -- a coś mi mówi, że prasa z każdej strony sceny politycznej nie omieszka mu tego wypominać do końca życia -- czy to właśnie tak kończą prawdziwi mężczyźni?

Skoro już piszę o has-beens, jeszcze dwie uwagi. W nosie mam, co Kwaśniewski powiedział na temat polityki zagranicznej Niemiec wobec Polski i odwrotnie. O wiele bardziej zirytowało mnie co innego -- mówienie o Angeli Merkel per "my friend Angela". Tak samo irytowało mnie, kiedy Bush mówił o Kwaśniewskim per "my friend Alexander". Albo jesteśmy w pubie, albo jesteśmy prezydentami. Bush jest powszechnie uważany za przygłupa (i nie bez powodu), Kwaśniewski stara się robić wrażenie wybitnie inteligentnego męża stanu. Mąż stanu o głowie innego państwa nie mówi per "Angela" i nie ma potrzeby podkreślania "zakumplowania".

No i... Cimoszewicz. Cimoszewiczowi nigdy nie zapomniano sławnego "trzeba się było ubezpieczyć". Tyle, że w moich oczach ta wypowiedź przemawia na jego korzyść. Cimoszewicz miał odwagę powiedzieć ciemnemu ludowi: każdemu może się przydarzyć wypadek. Są takie firmy, które w takich okolicznościach wypłacają wam pieniążki na restart. Nazywają się agencje ubezpieczeniowe. Obowiązkiem państwa jest dbać, żeby agencje nie robiły was, drogi ciemny ludu, w wała. Obowiązkiem waszym natomiast jest albo dbać, żeby mieć ubezpieczenie na wystarczającą sumę, albo też modlić się na tyle skutecznie, żeby was powodzie omijały. Jeśli modły nie pomogą, a ubezpieczonka nie było, to macie cholerny problem.

Uprzedzę złośliwców -- ubezpieczenie lub jego brak nie mają nic wspólnego z wrażliwością lewicową lub jej brakiem. Moja wrażliwość lewicowa sięga dokładnie tak daleko, żebym widział konieczność zadbania przez państwo o uczciwość koncernów ubezpieczeniowych i ewentualnego utemperowania ich chciwości. Na ubezpieczenie powinno być stać każdego i każdy powinien czuć wewnętrzną potrzebę jego posiadania. A jeśli mimo tego liczy na cud, np. na to, że bogate państwo zawsze sypnie pieniążkami? To -- jakkolwiek przykro by to nie brzmiało -- sorry, no bonus. Trzeba się było ubezpieczyć. I ktokolwiek Cimoszewicza za tę wypowiedź odsądza od czci i ateizmu, jest populistą, który szkodzi Polsce i jej obywatelom.

Etykiety: , , , , , ,

2 Comments:

  • dzieki ci, zawsze myslalam, ze to tylko ja (nieczula na ciezka dole polskiego rolnika elitist rich bitch snob) widzialam w tym akurat tekscie cimoszewicza glos rozsadku :)

    By Anonymous choyna, at 10:53 AM  

  • Cimoszewicz wycofał się ze swojego stwierdzenia mówiąc, że nie zdawał sobie jeszcze wówczas sprawy z rozmiarów powodzi, które wykraczały poza zwykłe wypłaty odszkodowań z firm ubezpieczeniowych.

    Wydaje mi się, że miał rację, ale:
    1) nie zmienia to twierdzenia, że póki katastrofa naturalna nie jest odpowiednio wielka, państwo nie ma obowiązku wypłacania odszkodowań, co było głównym punktem niezgody i w czym jestem po stronie Cimoszewicza;
    2) kto na to zwrócił uwagę? zarówno z krytyków, jak i zwolenników?

    By Blogger PAK, at 8:27 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home