środa, września 19, 2007

O karze śmierci

Nie planowałem o tym pisać, ale znalazłem na ten temat notkę w zupełnie niespodziewanym miejscu. Autor bloga "Politologicznym okiem" pisze oto tak:
O karze śmierci trzeba rozmawiać

Najczęściej nie zgadzam się z agresywną publicystyką Bronisława Wildsteina, który pisze dziś w Rzeczpospolitej o karze śmierci we właściwym dla siebie tonie. W tym przypadku z eks-prezesem TVP zgadzam się przynajmniej w jednym punkcie, a więc w tym, iż temat kary śmierci jest na tyle kontrowersyjny, że nie można czynić z dykusji o nim tabu. Sprzeciw wobec kary śmierci jest najczęściej głoszony przez ludzi, którzy uważają się za przedstawicieli światlejszej i bardziej cywilizowanej części społeczeństwa. Przyjmując liberalne poglądy, uznają równocześnie, że niezgoda na karę śmierci jest integralnym elementem tego światopoglądu, dlatego też najczęściej nie ważą racji, tylko automatycznie w odpowiedniej rubryce wpisują "przeciw". [...] O karze śmierci trzeba myśleć i rozmawiać. [...] Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy kary śmierci, jeśli są pewni swych stanowisk i argumentów, nie powinni dążyć do zamknięcia dyskusji jakimkolwiek oficjalnym dokumentem czy deklaracją.
Problem -- tzn. dla mnie osobiście to oczywiście żaden problem -- w tym, że ta dyskusja dawno już się odbyła. W jej wyniku nastąpiło to, co nastąpiło, a mianowicie zakaz stosowania kary śmierci we wszystkich krajach w Europie oprócz Kazachstanu (jeśli założyć, że to kraj leżący w Europie) i Białorusi. Od zakończenia drugiej wojny światowej priorytetem Europy są prawa człowieka (to takie coś, co na ogół bardzo bawi polskich heteroseksualnych prawicowców płci męskiej). Ostatnim krajem Unii Europejskiej, który zakazał stosowania kary śmierci jest Wielka Brytania, która dokonała tego w 1998 roku -- tyle, że ostatni raz egzekucja odbyła się tam w roku 1964. Jeśli pominąć ten drobiazg, jakim jest Europejska Konwencja Praw Człowieka, jednym z powodów usunięcia kary śmierci z kodeksów jest ten drobiazg, że kary śmierci nie da się anulować w wypadku popełnienia błędu.

Podstawowy argument stosowany przez zwolenników kary śmierci brzmi mniej więcej tak: a co byś zrobił, gdyby jakiś bandzior zgwałcił/zabił Twoją mamusię/córeczkę/babcię? Otóż byłbym wściekły i chciałbym go udusić. Właśnie dlatego wymyślono sądy, które wydają wyroki nie bazując na emocjach. Czy sądy są doskonałe? Nie. Czy prawo jest doskonałe? Absolutnie nie. Ale czy ja byłbym lepszym sędzią we własnej sprawie, niż sędzia zawodowy? Jakoś nie sądzę. A jak bym się czuł, gdyby się okazało, że bandzior okazał się niewinny, a mordercą była zupełnie inna osoba? Chyba nie najlepiej...

Inny argument to: może niech kara śmierci dotyczy tylko naj-najgorszych bydlaków i zwyrodnialców, ludobójców, etc. Ogólnie, niech będzie orzekana wyłącznie wobec sprawców najgorszych przestępstw. Tu problem jest innej natury -- sprawców najgorszych przestępstw jest, ogólnie rzecz biorąc, mało. (I dobrze.) Nie mam wrażenia, żeby człowieka, który na przykład bierze do ręki karabin maszynowy i rozstrzeliwuje pół przedszkola przed popełnieniem tego czynu powstrzymała myśl "mój Boże, przecież ja za to mogę zostać skazany na karę śmierci". Za to przeraża mnie lekko myśl, że społeczeństwo np. polskie, które z ogniem w oczach i sercu domaga się kary śmierci, może się zacząć domagać jej orzekania i wykonywania. A skoro już i tak kara będzie w kodeksie, a akurat nie będzie pod ręką żadnych ludobójców, to może dobierzemy ze zwykłych morderców. Albo z osób popełniających przestępstwa gospodarcze na wielką skalę. Wielkość skali zdefiniuje minister Ziobro w zależności od terminu wyborów...

Głosy wzywające -- w Unii Europejskiej -- do rozmowy o karze śmierci, równie dobrze mogłyby wzywać do rozważań, czy kobieta ma duszę, albo czy czarnoskórzy zostali stworzeni przez Pana aby być niewolnikami białych. Ta dyskusja już się po prostu odbyła, po rozważeniu argumentów za i przeciw zapadła pewna decyzja, co do której zgadzają się absolutnie wszyscy rozmówcy -- oprócz Polaków, a i to nie wszystkich. To, że bracia Kaczyńscy nie wzięli w tej dyskusji udziału nie jest problemem Europy, tylko braci Kaczyńskich. Rozmawiać można oczywiście na każdy temat, nawet na ten, ile diabłów mieści się na końcu szpilki. Ale czy aby na pewno warto? Do zyskania mamy niewiele, do stracenia za to dużo. Pominąwszy reputację, która i tak w ostatnich latach cokolwiek się zszargała, możemy na przykład stracić członkostwo w Radzie Europy, a za to dołączyć do Białorusi i Kazachstanu. Przywołującym -- jak Imponderabilium, autor cytowanego bloga -- Stany Zjednoczone zwrócę nieśmiało uwagę, że Stany nie znajdują się w Europie, mają głęboko w jelicie grubym to, czy w Polsce jest kara śmierci, czy nie, a jako nasi ukochani i niemalże jedyni sojusznicy sprawdzają się dość kiepsko, że wspomnę tylko offset i wizy.

Etykiety: , , , ,

9 Comments:

  • Do przytoczonych przez Ciebie argumentów dodałbym jeszcze takie rozumowanie:

    Zezwolenie na wykonywanie kary śmierci oznacza przyjęcie tezy, że zabicie człowieka w porównaniu z osadzeniem go na dożywocie w zakładzie karnym nie jest czymś złym o ile tylko dostarczone ku temu zostaną odpowiednie powody. Stoi to w jawnej sprzeczności z pryncypium o absolutnej i niepodważalnej wartości ludzkiego życia.

    Co za tym idzie, organizacja społeczna pozwalająca na wykonywanie kary śmierci stwarza „moralną rzeczywistość”, w której brak jej podstawowego argumentu uzasadniającego niemoralność zabójstwa.

    Godząc się z ideą kary śmierci niejako legitymizuje się morderstwo. Nie można w takiej rzeczywistości zbudować spójnej konstrukcji moralnej, etycznej czy jak tam zwał pozwalającej stwierdzić, że morderstwo jest złe. Jedyne, co pozostaje to błahe stwierdzenie, że morderstwo jest karalne śmiercią. Ale już za choinkę nie da się uzasadnić DLACZEGO.

    Jeżeli, tak duża część Polaków, jak mówią doniesienia, jest za karą śmierci to dowodzi to dwóch rzeczy:
    1) że są katolikami tylko w statystykach ;)
    2) że są (w najlepszym wypadku) bezrefleksyjnymi idiotami.
    W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego (i tutaj pozwól, że się z Tobą wyraźnie nie zgodzę) o tym rozmawiać, tłumaczyć, mówić (najbardziej wyświechtane słowo świata) wartościach, uczyć myśleć..

    Pozdrawiam,

    everythingthatcounts

    By Blogger Bartosz, at 2:51 PM  

  • Witam,

    Jako autor wpisu do którego się odnosisz, czuję się uprawniony do odpowiedzi :)

    Jako - piszę to literalnie, choć dla mnie jest to również oczywiste - przeciwnik kary śmierci uważam, że dyskusja o niej jest potrzebna z prostej przyczyny: skala poparcia dla kary śmierci jest ogromna. Chybione w związku z tym jest przyrównywanie tej kwestii do tematów w rodzaju prawa kobiet do głosu, czy - jak piszesz - posiadania przez nie duszy, bo nie są to dziś tematy kontrowersyjne.

    Stanu świadomości społecznej nie zmieni się ustanawiając odgórnie takie czy inne święto. Albo może - nie zmieni się tego tylko takimi działaniami. Zwolenników kary śmierci trzeba przekonywać, że jest ona nieefektywna. I o taką dyskusję tu chodzi. Tymczasem przeciwnicy kary śmierci boją się, że mówienie o "powrocie do rozmowy o karze śmierci" to zakamuflowana próba jej przywrócenia.

    Dla mnie w kwestii kary śmierci najistotniejszy i decydujący jest przytoczony we wpisie argument, a mianowicie fakt, że życie ludzkie jest wartością, której pozbawiać nikt nie ma prawa, nawet jeśli stoi za nim wspólnota państwowa. Dla mnie to wystarczy. Ale 70% Polaków myśli inaczej. Jest więc o czym rozmawiać.

    Pozdrawiam.

    By Blogger imponderabilium, at 3:17 PM  

  • imponderabilium: Wydaje mi się, że to nie jest kwestia rozmowy na ten temat, tylko raczej uświadamiania. Tak naprawdę sam sobie (i mi) odpowiadasz, pisząc na swoim blogu "Nie chodzi tu o dyskutowanie tematu kary śmierci wciąż od nowa - chodzi o doprowadzenie do sytuacji, kiedy większość społeczeństwa będzie przekonana, że kara ta jest nieskuteczna i niepotrzebna (o czym świadczą statystyki), a przede wszystkim - sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka." Obawiam się, że prowadzenie na ten temat dyskusji na forum międzynarodowym absolutnie do tego nie prowadzi, bo w Polsce jest kolejnym elementem polityki... wewnętrznej. Służy wyłącznie pokazywaniu, że PiS jest dobry, a Łunia zła i zdradziecka. Nie ma tu argumentów za ani przeciw karze śmierci, jest sprzeciw jako część kampanii wyborczej. W polityce zagranicznej -- rzecz zabójcza. W polityce wewnętrznej -- środek do wygranej. A w edukacji społeczeństwa, o której wspominasz...?

    Ech. Kurski tak sobie dobrze zapamiętał ten ciemny lud, że od dwóch lat PiS pracuje głównie nad podtrzymaniem "ciemności" ludu.

    By Blogger Oliveira, at 3:54 PM  

  • Podstawowe pytanie: o co nam chodzi? Przywrócenie kary śmierci jest nierealizowalne, z PiS-em u władzy czy bez niego. Nie chodzi więc o zapobieżenie temu przywróceniu, bo nie wchodzi ono w grę.

    Prawdziwym problemem jest więc według mnie to, o czym napisalem - skala poparcia dla kary śmierci, umożliwiająca choćby właśnie rozgrywanie tego tematu w kampanii wyborczej. (O skutkach międzynarodowych takich działań nie ma co mówić...)

    Ale może rzeczywiście jest tak, jak mówią socjologowie - tematy dotyczące wartości nie podlegają dyskusji. Jak jednak wtedy zmieniać postawę większości? Owszem, można ją zlekceważyć i stwierdzić, że kiedyś to "samo się zmieni". A co, jeśli nie?

    By Blogger imponderabilium, at 4:17 PM  

  • imponderabilium: "Przywrócenie kary śmierci jest nierealizowalne, z PiS-em u władzy czy bez niego."

    I o to bym się właśnie nie założył. W tej chwili jest nierealizowalne. Ale za kilka lat, kiedy w Sejmie znajdzie się większość wystarczająca do zmiany konstytucji...?

    By Blogger Oliveira, at 4:36 PM  

  • imponderabilium: w sumie, to mnie przekonałeś. Trzeba rozmawiać o karze śmierci. Tyle, że nie na forum międzynarodowym i nie w ten sposób, w jaki się to dzieje.

    Nawiasem mówiąc, mój post wziął się częściowo z wrażenia -- wynikłego z lektury Twojego posta -- że Ty karę śmierci popierasz, a rozmowa ma dotyczyć jej przywrócenia.

    By Blogger Oliveira, at 4:47 PM  

  • bartosz - calym szacunkiem - te argumenty to belkot w rzeczywistosci gdzie panstwo moze zarekwirowac samochod czy nawet dac mandat - stoi to w jawnej sprzecznosci z pryncypium o absolutnej i niepodwazalnej (zwrot sugerujacy ze brak autorowi arguemtentow i chowa sie za 'absolutami') wartosci wlasnosci. co za tym idzie, organizacja spoleczna pozwalająca na mandaty i zajmowanie pijanym samochodow stwarza „moralną rzeczywistość”, w której brak jej podstawowego argumentu uzasadniającego niemoralność kradzieży.

    Godząc się z ideą kary mandatu niejako legitymizuje się kradzież.


    ja rozumiem ze mozna miec zdanie takie lub inne, ale jak sie nie ma argumentow do swoich przekonan to lepiej nie przekonywac...

    (dla ustalenia uwagi - powyzsze nic nie mowi o moich przekonaniach, tak jak moje oburzenie debilizmem argumentu 'wzorowi geje to lepsi rodzice niz pijani hetero' nie mowi nic o tym co uwazam o adopcji dzieci przez pary homoseksualne)

    By Anonymous bzk, at 5:55 PM  

  • bzk,

    „pryncypium o absolutnej i niepodważalnej wartości ludzkiego życia” jest nazwą pewnego pryncypium. Moja wypowiedź ustala logiczne relacje między tym jak się ma takie pryncypium do kary śmierci. Albo ja coś źle rozumiem, albo nie wyrażam się jasno, albo Ty coś źle rozumiesz. Nie pozostaje nic jak spróbować sprawy wyjaśnić.

    Aby odnieść się do tego, co napisałeś przyjmijmy pewną „hierarchię wartości”, w której prawo człowieka do życia jest na górze. Mam nadzieję, że Ciebie takie nierelatywistyczne sformułowanie nie zdenerwuje, jak tak to z góry przepraszam. Postaraj się jednak ochłonąć i spróbuj to zanalizować chłodno, po prostu logicznie, i powiedz gdzie jest błąd w rozumowaniu, co trzeba doprecyzować, whatever.

    Przy takiej "hierarchii wartości", odbieranie pijanemu samochodu można uzasadnić, przynajmniej teoretycznie, właśnie z idei chronienia czyjegoś życia (i nie mówię o życiu kierowcy, aczkolwiek przy okazji również).

    Dobrany przez Ciebie kontrprzykład jest zatem dobrym przykładem dla tego, o czym piszę. Pryncypium, tudzież ich hierarcha jest potrzebna żeby móc w ogóle rozmawiać merytorycznie o takich rzeczach. To jest zawsze jest rozmowa o wartościach. Jaki niby sens ma karta praw podstawowych? Że niby wolno nie wolno? Dla mnie jest to manifestacja wielowiekowego dorobku mądrych ludzi w kwestii dobre-złe.

    Wracając do samej kary śmierci, jeżeli X strzela sobie po ulicy do ludzi można mówić nawet o zasadności użycia względem takiej osoby siły, mogącej doprowadzić do jej śmierci. Pewnym wyjątkiem, w którym zabicie człowieka przez struktury państwowe mogłoby być dopuszczalne wydaje się, zatem sytuacja zagrożenia życia innych osób. Żeby coś takiego uzasadnić znów trzeba się jednak odwołać do czegoś, co określiłem tak drażniącym cię słowem „pryncypium” i powiedzieć – bo X stanowił bezpośrednie zagrożenie dla życia innych osób…

    Ale sytuacja, w której nie istnieje zagrożenie czyjegoś życia i przestępca, jakkolwiek brzydki typ, siedzi sobie za kratkami, podjęcie decyzji o jego zabiciu z tym „pryncypium” jest w sprzeczności. Względy ekonomiczne, satysfakcja pokrzywdzonych itp. przyjmując „hierarchię wartości”, w której życie ludzkie jest na górze po prostu nie wystarcza. A działanie prewencyjne kary śmierci (ewentualne uzasadnienie stojące jeszcze w duchu „pryncypium”) nie zostało udowodnione, a wręcz jak wiadomo zostało sfalsyfikowane.

    Z całym szacunkiem również,

    everythingthatcounts

    PS przyjmując hierarchię wartości, w której życie ludzkie wiedzie prym oczywiście pozostaje kwestia zdefiniowania czym życie ludzkie jest :] ale w tą dyskusję to na trzeźwo na pewno nikt mnie nie wciągnie ;)

    By Blogger Bartosz, at 7:52 PM  

  • "Nawiasem mówiąc, mój post wziął się częściowo z wrażenia -- wynikłego z lektury Twojego posta -- że Ty karę śmierci popierasz, a rozmowa ma dotyczyć jej przywrócenia."

    Rzeczywiście, napisałem tego posta trochę przewrotnie, z intencją wywołania pewnej kontrowersji. Nie lubię po prostu sytuacji, w której jedna strona jakiegokolwiek sporu stwierdza, że coś jest "oczywistą oczywistością" i nie ma co o tym rozmawiać, mimo że dana sprawa wcale taka oczywista dla innych ludzi nie jest.

    Pozdrawiam.

    By Blogger imponderabilium, at 2:12 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home