piątek, października 26, 2007

Zlew i honor

"Prezydent od niedzieli wyborczej zniknął. Nie pokazuje się publicznie."

To mnie nie dziwi. Dyspepsja wyklucza publiczne występy. Szybkiego ozdrowienia życzymy.

"Premier Jarosław Kaczyński twierdził, że jego brat prezydent jest obrażony "chamskimi" zachowaniami PO w kampanii. Obrazą miało być użycie przez lidera PO Donalda Tuska określenia "bracia Kaczyńscy". A to - według premiera Kaczyńskiego - określenie w sensie biologicznym, a nie politycznym. I że prezydent pogratuluje zwycięzcy dopiero po przeprosinach ze strony Tuska."

To jest zdecydowanie cytat roku. Oto Tusk ma przeprosić prezydenta za to, że jego brat jest premierem. Nie przeczę, dla mnie też to było obraźliwe (zwłaszcza w zestawieniu z nieobowiązującą zasadą "nie będę premierem, jeśli mój brat będzie prezydentem"). Ale trudno mi obwiniać za to Tuska. Już prędzej ciemny lud, który nabrał się na obietnice pana premiera Jarosława.

"Prezydent zapowiadał w dniu wyborów, że w ciągu kilku dni "powie, jaka była rola tych wyborów dla demokracji". Lecz do tej pory żadnego orędzia nie wygłosił. Wczoraj Kamiński zapewniał, że prezydent wystąpi w ciągu najbliższych dni, aby ocenić sytuację polityczną w kraju oraz swoje oczekiwania wobec nowej ekipy. Konkretnego terminu nie podał. - Prezydentowi chodzi jednak o to, by przemówić dopiero wtedy, gdy opadną emocje - tłumaczył."

Co na polski tłumaczymy, jak mniemam, że prezydent przemówi, kiedy mu przejdzie niedyspozycja, a nie przeczę, że po takiej porażce może być potężna. I za to Tusk powinien przeprosić. Wygrywanie wyborów z ludźmi do tego stopnia niezdolnymi do przyjęcia porażki do wiadomości to nie tylko sadyzm, to znęcanie się nad głową państwa, a to jest karalne.

Na szczęście jednak Jarosław zna już przyczyny porażki:

"Powodów było wiele. Po pierwsze, moja wpadka w debacie z Tuskiem. Poszedłem na nią wymęczony, trochę chory i jednocześnie nieprzygotowany. I skończyło się źle. Druga sprawa – to, że Aleksander Kwaśniewski swym zachowaniem odebrał LiD trzy – cztery procent poparcia i dorzucił je PO. Sądzę też, że zaszkodziła nam sprawa Beaty Sawickiej. Trzeba było dać sobie z tym spokój. Ale Mariusz Kamiński sądził, że jeśli ujawni kulisy akcji CBA już po wyborach, to nikt tego nie usłyszy. [...] Błędem była zgoda na debatę. Lepiej było wysłuchać jeszcze parę razy od PO, że jestem tchórzem. [...] Najbardziej spektakularnym elementem tej kampanii była akcja telewizyjna „Idź na wybory – zmień Polskę”, która trwała w TVP nawet podczas ciszy wyborczej."

Tak więc winni są: TVP, Kwaśniewski, Beata Sawicka oraz choroba. Żadnego cienia winy nie ma po stronie PiS, niezwiązanych ze sobą Jarosława i Lecha Kaczyńskich (wszelkie pogłoski, jakoby były braćmi to biologiczne wyzwiska i obelgi), Kurskiego, Kamińskiego i Bielana. Najgorsza ta akcja w TVP zachęcająca do zmieniania Polski. Przecież przez ostatnie dwa lata Polska była idealna, a wybory miały na celu wyłonienie Sejmu identycznego z poprzednim i wszelkie zmiany były niewskazane. Tylko po co w takim razie było organizować wybory? Tego też nie rozumiem, ale jestem pewien, że Tusk powinien za to przeprosić.

Wywiad w Rzeczpospolitej jest w ogóle interesujący, dowiadujemy się na przykład, że Urbański jest wymieniony imiennie w ustawie o radiofonii i telewizji:

"Andrzej Urbański w mechanizmie politycznym wprowadzonym ustawą o radiofonii i telewizji z 1993 roku był jedynym człowiekiem, który mógł zostać prezesem telewizji. Czy się komuś to podoba, czy nie, tak to zostało skonstruowane."

Niezwykłe. I to już 14 lat temu przewidziano! Ten Urbański to niesamowite plecy musiał mieć.

"Ale proszę nie zapominać, że przez dwa lata Platforma prowadziła z nami totalną wojnę na niebywałym poziomie agresji i kłamstwa. Wmawiała, że w Polsce jest tragedia, katastrofa gospodarcza i Polacy muszą się wstydzić tego, co się dzieje. To łgarstwa, które szkodziły Polsce. Robiono to w imię interesów establishmentu, bo Donald Tusk jest jego reprezentantem czystej krwi."

Całe szczęście, że w powyższej wypowiedzi nie pada żadna aluzja do braterstwa lub braci, bo Tusk musiałby się obrazić.

No i kto by pomyślał, że wyjdzie na to, że więcej honoru mają ludzie z LPR:

"Młodzież Wszechpolska przestanie istnieć. Poinformował o tym pełniący obowiązki prezesa Ligi Polskich Rodzin, Sylwester Chruszcz. Wyjaśnił, że "organizacja ta wystarczająco się już skompromitowała"."

I tak trzymać. LPR w zasadzie mogłaby przestać istnieć z tego samego powodu, ale nie kopmy leżącego. Przynajmniej nie domagają się przeprosin od Tuska, a to duży postęp w porównaniu z pewnymi dwoma absolutnie niespokrewnionymi politykami.

Etykiety: , , , , , , ,

środa, października 24, 2007

Mały, żałosny człowieczek

Według premiera, PiS będzie opozycją "twardą", ale "biorącą pod uwagę interesy kraju". [...] Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że w ciągu najbliższych tygodni PiS wytoczy szereg procesów za obrazę, w tym także szefowi PO Donaldowi Tuskowi. - Możemy w tej chwili opierać się o doświadczenie dwóch lat opozycji, no niebywale wręcz radykalnej, brutalnej, niestety łamiącej zasady kultury. Wytoczymy teraz szereg procesów, bo nie chcieliśmy tego robić, kiedy byliśmy przy władzy, ale kiedy jesteśmy w opozycji, mamy rozwiązane ręce - mówił szef PiS, odpowiadając na konferencji prasowej na pytanie o współpracę z przyszłym rządem. Kaczyński uściślił, że będą to procesy cywilne, ale także karne - "za obrazę".
Za mało przegrali, jak pragnę zdrowia. Będą wytaczać szereg procesów za obrazę, biorąc pod uwagę interesy kraju...

Etykiety: , , , ,

wtorek, października 23, 2007

No i po wyborach

Radość powoli opada i pojawia się pytanie: co dalej?

Przede wszystkim (jak wiadomo, lubię być Kasandrą i przepowiadać najbardziej pesymistyczne rozwiązania, ponieważ jeśli moje przepowiednie się spełnią, mam ponurą satysfakcję, a jeśli nie, to jest lepiej, niż być mogło, co również jest przyjemne) -- na razie prezydent musi powierzyć misję formowania rządu Tuskowi, a nie na przykład bratu. Potem musi zaprzestać idiotycznych praktyk typu "skoro napisano, że prezydent akceptuje kandydatów, to znaczy, że może tego nie robić, a skoro nie zapisano, że ma na to jakiś okres czasu, to może ich nie akceptować w nieskończoność, etc." No ale załóżmy, że prezydent pomyśli, pogłówkuje i uzna, że do reelekcji nie wystarczy mu 30% głosów i zacznie się zachowywać normalnie. PO powoła rząd. Co z tego wyniknie?

W tematach obyczajowych -- nic się nie zmieni. Hanna Gronkiewicz-Waltz pokazała, że PO i PiS pod względem podejścia do kościoła i moralności różnią się głównie nazwą. Prywatnie liczę na to, że politycy PO nie będą się pojawiać w Radio Maryja, ale i tu mogę się przeliczyć; poza tym, być może akurat byłoby pozytywne, gdyby to robili, jeśli Tusk ma być premierem WSZYSTKICH Polaków. Nie mam zdania, ale jestem przekonany, że PO nie zrobi niczego, czym mogłoby się narazić hierarchom. Mniejszości seksualne, a w zasadzie ta ich mniejsza część, która nie wyjechała za granicę w nadziei, że w Polsce coś się zmieni, nie mają specjalnych powodów do zachwytu. Ateiści nie doczekają się zdjęcia krzyży w urzędach i szkołach. Kobiety nie doczekają się liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.

W tematach gospodarczych może być różnie. Głosy o Balcerowiczu w roli ministra finansów bardzo mi się podobają, głosy o tym, że Balcerowicz ma elektorat negatywny i może jednak wybrać kogoś innego świadczą o tym, że Platforma nawet z 95% poparciem bałaby się tego, co powie PiS, ojciec dyrektor i ludzie, którzy na Platformę NIE głosowali. Wzrost gospodarczy, osiągnięty dzięki wejściu do UE został w dużym stopniu przejedzony przez becikowe (pamiętam, że PO głosowała za), emerytury, odroczenia reform i ogólnie dzięki pani Gilowskiej, której nie należy tego zapomnieć; teraz nie można już symulować pracy nad reformami. Albo się je przeprowadzi szybko, albo za 5-10 lat w Polsce będzie można oglądać powtórkę z Argentyny. Dla ułatwienia, umieszczenie na środowisku ministra finansów osoby niekontrowersyjnej o poglądach akceptowalnych dla większości Polaków raczej nie zaowocuje błyskawicznym przeprowadzeniem reform...

W polityce zagranicznej gorzej być nie może, zatem musi być lepiej. Chyba nawet Lepper byłby lepszym ministrem spraw zagranicznych niż Fotyga, choć oczywiście nie można wykluczyć, że Platforma wygrzebie jakiegoś Kononowicza, który na początek oświadczy, że Niemcy oszwabili nas po drugiej wojnie światowej i mają nam natychmiast wypłacić sto bilionów euro, albo na nich zaatakujemy. Niemniej jednak liczę na to, że prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jest niskie i -- jednak -- będzie lepiej.

Bardzo podoba mi się to, co na razie słychać o mediach i służbach specjalnych; odpolitycznienie jednych i drugich to dokładnie to, co jest im potrzebne. (W obliczu przegranej PiS prawdopodobnie nawet Wildstein i Semka zgodzą się z tą opinią...) Pytanie, jak długo PO będzie przy tym pomyśle obstawać. Oby wystarczająco długo, żeby rzeczywiście się to wydarzyło...

Sprawiedliwość: oczywiście bardzo podoba mi się pomysł, aby ministrem został Andrzej Zoll. Nadzwyczaj ubawił mnie pełen oburzenia felieton pana Warzechy z Faktu, który stwierdził, że to zły pomysł, bo Zoll wierzy w jakieś pierdoły typu resocjalizacja, zaś Ziobro był lubiany i należy kontynuować jego politykę. Tak więc jeśli Zoll zostanie ministrem, to Tusk od Warzechy dostanie minusa. Mam nadzieję, że Donald Tusk nie przerazi się wizją posiadania minusa u czołowego europejskiego intelektualisty Warzechy i polityka Ziobry nie będzie kontynuowana :]

Na koniec -- jedno, co wiem na pewno, to to, że nastąpi zmiana języka polityki. Na lepsze. Widać to chociażby po wywiadach z Tuskiem i Komorowskim; nie ma ani słowa o ZOMO, o agresywnej totalitarnej opozycji, o zabójcach Popiełuszki, o froncie obrony przestępców, o hołocie, wykształciuchach, Irasiadach... Zdumiewające! Tak można? A tym, którzy stwierdzą, że front obrony przestępców wyniósł PO do władzy dedykuję zastanowienie, jakim cudem 42% głosujących może być przestępcami.

Etykiety: , , , , , , ,

poniedziałek, października 22, 2007

IV RP RIP

Ach, Sejm bez Romana, bez Wojtusia, bez Krzysia Bosaka, bez Endrju, bez Begerowej, bez Łyżwińskiego, bez Cypriana, bez Sandry Lewandowskiej... Warto było. I chyba niewiele osób może zaprzeczyć, łącznie z tymi, którzy wierzą we front obrony korupcji obejmujący 70% Polaków. Niewiele, bo LPR i Samoobrona w sumie uzbierały 3% i (zapewne) nie dostaną subwencji budżetowych. Ach, ale szkoda...

Etykiety: ,

środa, października 17, 2007

Dlaczego PiS wygra wybory

Przed ciszą wyborczą (wiem, że mam jeszcze całe dwa dni, ale mam ważniejsze zajęcia niż jakaś tam polityka, konkretnie mam jutro egzamin z niderlandzkiego) chciałem parę zdań do szanownej publiczności.

PiS wygra, ponieważ na PiS się nie głosuje, w PiS się wierzy. Prawdziwy Polak głosuje na PiS. Prawdziwy katolik, prawdziwy patriota -- tylko PiS. Kochasz Polskę? Wybierasz PiS. Kto głosuje na WSZYSTKIE pozostałe partie według partyjnej propagandy PiS? Homoseksualiści, Żydzi, złodzieje, skorumpowani lekarze i inne wykształciuchy, element godzien pogardy, zdeptania i wygnania.

Tymczasem tak naprawdę -- wystarczy nie być wyborcą PiS, żeby to rozumieć -- my, którzy nie trawimy postkomuny w wydaniu dewocyjnym, nie jesteśmy bandą samych złodziei, pedałów i Żydów. Chociażby dlatego, że 70% obywateli Polski nie może być złodziejami. Ale to nie znaczy, że wybraliśmy sobie najgorsze szumowiny, wybudowaliśmy z nich PO i teraz na nie głosujemy. My, wykształciuchy, a określam tym mianem osoby myślące, posiadające wykształcenie powyżej średniego, czytające więcej niż jedną gazetę i znające z widzenia więcej niż jedną stację telewizyjną i portal internetowy, otóż my mamy SKRUPUŁY. Brzydzi nas Oleksy, nie przekonuje Olejniczak, niesmaczy nas Kwaśniewski, chory czy niechory, może jednak te komuchy to nie. Tusk taki jakiś bezbarwny, w partii ma opozycję pod postacią Gowina czy innej Marysi (chwilowo na chorobowym, margines niezmiennie pozdrawia), nieee, ta Platforma to tak nie bardzo. Może byśmy ewentualnie rozważyli PSL, ale to jednak partia wiejska, a co my w Warszawie, Poznaniu, Krakowie czy Londynie mamy ze wsią wspólnego? No więc może pójdziemy zagłosować, a może nie, może na PO, może na LiD, a może w ostatniej chwili zagłosujemy na Partię Kobiet żeby ratować honor i cnotę.

Wyborca postkomuny dewocyjnej nie miał problemu z pokochaniem Leppera, kiedy był koalicjantem, nie miał też problemu z oskarżaniem PO o obronę przestępców, kiedy Lepper przestał być koalicjantem, a PO nieśmiało spytała, co takiego konkretnie zrobił. Wyborca postkomuny dewocyjnej nie widzi niczego dziwnego w nagrywaniu, filmowaniu, szantażowaniu, kuszeniu do przestępstwa. (Śmiem nieśmiało zasugerować, że wyborca postkomuny dewocyjnej posrałby się z radości, gdyby przyszedł do niego agent CBA i zaproponował mu kwiatki i sto tysięcy, a ponieważ takowy agent nie przychodzi i nie proponuje, jest oczywistą oczywistością, że ten lub ta, do którego przychodzi to bydlę i świnia i trzeba mu/jej dowalić i udupić. Tak wyborca postkomuny dewocyjnej zrozumiał nauki swojego ukochanego papieża w kształcie ognia.) Wyborca, tudzież twórca postkomuny dewocyjnej nie widzi niczego złego w sugerowaniu, że wszyscy inni stoją tam gdzie ZOMO, jednak gdy pod swoim adresem usłyszy słowo "dyplomatołek", oburza się, gorszy i dostaje skrofułów, ach ach, cóż za paskudne wyzwisko, agresja totalitarnej opozycji bez przykładu.

Będę szczery. Czekałem na te wybory, a teraz -- kiedy nadeszły -- nie potrafię się nimi przejąć. Kraj, w którym ponad 30% wyborców chce głosować na postkomunę dewocyjną to kraj, który nie dorósł do wolności. Wykształciuchy moje drogie -- czas na decyzję. Albo bierzecie dupę w troki, wleczecie ją do urny i głosujecie na PO, PSL lub LiD, albo pakujcie się i zjeżdżajcie póki macie paszporty. Taki macie, matka kurka, obowiązek patriotyczny. W dupie mam wasze (i swoje) rozterki moralne. Obejrzyjcie sobie filmik poniżej i zastanówcie się, czy aby NA PEWNO premier Borowski, Tusk lub Pawlak, nawet z pijanym Kwaśniewskim, zdziwaczałym Palikotem i czym tam jeszcze byłby gorszy niż toto. A jeśli to Was nie przekonuje -- nie liczcie na to, że PiS będzie Wam wdzięczny za wygraną. Tam zobowiązuje tylko jedna zasada -- "spieprzaj dziadu".

Etykiety: , ,

poniedziałek, października 15, 2007

Wszystko o tej kampanii

Oświadczenie, które Szczypińska ma opublikować brzmi: "Jolanta Szczypińska kandydatka na posła do Sejmu RP na konferencji prasowej w Sejmie 9 października 2007 r. w trakcie wypowiedzi podała nieprawdziwą informację jakoby PO nie miała swojego programu. Informacja ta jest nieprawdziwa bowiem w rzeczywistości PO posiada swój program".
I to mówi wszystko o wysokim poziomie kampanii wyborczej w 2007 roku.

Planowałem "agitować" przez ostatnie tygodnie przed wyborami, ale -- wybaczcie -- nie chce mi się. Oglądanie spotów, debat i tym podobnych wydarzeń medialnych osłabia mnie. Głównym uczuciem, jakie wzbudza we mnie lektura ostatnich wiadomości politycznych jest zażenowanie. Pojawia się też niesmak.

Pochwalę się za to swoim wyborem. Otóż... jeszcze go nie dokonałem. Zagłosuję albo na Marka Borowskiego, albo na Piotra Gadzinowskiego. Obaj wzbudzają we mnie sympatię, żaden nie wykonał numeru w moich oczach niewybaczalnego. Gadzinowski ma ten dodatkowy plus, że sam fakt jego istnienia powoduje u posłów prawicy wysypkę. Gdybym mógł, zagłosowałbym na Senyszyn, ale o ile wiem, profesora nie startuje z warszawskiej listy. Dlaczego LiD? Bo nie wejdzie w koalicję z PiS. To dla mnie wystarczający powód.

W słowach kończących mojego listu uprzejmie donoszę, iż "Tak, w tych czasach miałem taki malutki pistolecik, miałem, rzeczywiście miałem." Koniec i bomba, kto nie głosuje, ten trąba.

Etykiety: , , , ,

środa, października 10, 2007

Wykształciuch odpowiada

"Trzystronicowy "list otwarty do polskiego wykształciucha przed wyborami 2007 roku" ma być jedną z płatnych reklam wyborczych Prawa i Sprawiedliwości, zapowiada "Dziennik"."

Bogata partia, pogratulować.

"Dorn tłumaczy, że pisząc te słowa, kierował się "specyficzną ojcowską troską". Dlaczego ojcowską? Bo to właśnie on na łamach "Dziennika" w sierpniu ubiegłego roku pierwszy raz użył określenia "wykształciuchy", stawiając ich w opozycji do prawdziwej inteligencji."

Jak wiadomo, prawdziwa inteligencja według PiS składa się głównie z poety Rymkiewicza i muzyka Kilara, cała reszta to banda komunistów i wykształciuchów, począwszy od Szymborskiej (znana Żydówka, chwaląca Stalina) a skończywszy na Michniku (znany Żyd, pijący z Kiszczakiem). Tak więc poczuwam się do odpowiedzi panu marszałkowi. Z pewnością nie jestem najwybitniejszym przedstawicielem wykształciuchów, ale też przewiduję, że moja odpowiedź nie będzie jedyną.

"Dlaczego Dorn namawia takie osoby do głosowania na PiS? Marszałek podaje trzy argumenty. Pierwszy - wykształciuch został oszukany po 1989 roku i dopiero PiS przywraca mu wiarę w to, że ciężka praca może przynieść rzeczywisty sukces w postaci zdobycia dobrze płatnej pracy czy realizacji dużego zamówienia publicznego. - Dotąd oferowano Panu złudzenia, a my proponujemy twardą, ale realną umowę - kusi Dorn."

Duże zamówienia publiczne realizował jak do tej pory Ryszard Krauze, wsławił się w tej dziedzinie również pan Kulczyk, który dzięki PiS realizuje budowę autostrady o ponad połowę drożej, niż gdyby pan Polaczek nie spędził dwóch lat na bezproduktywnych wytryskach idei typu "a może państwo weźmie i samo zbuduje". Poza tym mam bardzo dobrze płatną pracę. W Amsterdamie. Wcześniej miałem dobrze płatną pracę w Warszawie, mimo, że nie realizowałem zamówień publicznych. Może dzięki temu udało mi się uniknąć gehenny z zakładaniem firmy oraz kontroli z CBA, NIK, PIP, CBŚ i wszystkich innych instytucji powołanych celem ułatwienia ludziom odnoszenia rzeczywistych sukcesów?

"Drugi argument ma przekonać wykształciucha, że to w PiS tkwi dzisiaj siła, a przecież tacy jak on zawsze woleli być po stronie "silniejszych batalionów". Dorn tłumaczy, że "nawet jeśli po wyborach dojdzie do zawiązania koalicji strachu przez panów Kwaśniewskiego, Tuska i Pawlaka, to jest jasne, że kształt przyszłości będziemy nadawać my"."

Jasne, panie marszałku, to jest to, że Ziobro prędzej czy później stanie przed Trybunałem Stanu. My, wykształciuchy, nie należymy do osób, które wierzą w każdą brednię, pod warunkiem, że wypowie ją ktoś na stanowisku; do ciemnego ludu z takimi tekstami. Być może, rzeczywiście, będziecie nadawać kształt przyszłości. Ale -- że posłużę się górnolotną metaforą -- Gomułka też przez jakiś czas nadawał kształt przyszłości, a jednak co poniektórzy ludzie, którzy w tej chwili są w PO czy LiD (niektórzy byli w PiS, ale nie wiadomo czemu odeszli) jakoś nie byli po jego silnej stronie. A niech pan nam powie, co też ciekawego robił Jarosław Kaczyński 13 grudnia 1981?

Słowa o silniejszych batalionach są dla mnie niezrozumiałe -- zapewne celem pana marszałka jest zelżenie wykształciuchów. Puszczę jego chamstwo mimo uszu.

"Wykształciucha ma w końcu przekonać to, że "czci sukces". "A dzisiaj w życiu politycznym sukces to my" - twierdzi Dorn. - Dlatego apeluję do Pana, by 21 października zacisnął Pan - jeśli trzeba - zęby i głosował na PiS - puentuje marszałek."

Powiedziałbym, "pan chyba żartuje, szanowny panie marszałku", ale obawiam się, że żarcik na trzech stronach gazety jest troszkę przydrogi, tak więc możliwe jest, że marszałek mówi poważnie. W takiej sytuacji pozostaje mi tylko odpowiedź krótka, węzłowata i zrozumiała dla inteligencji popierającej PiS:

Spieprzaj, dziadu.

Etykiety: , , , , , ,

wtorek, października 09, 2007

Bez komentarza

Tekst zasługuje na wstawienie w całości, co niniejszym czynię.

*

Tabloidowa Demokracja
Witold Gadomski

"Mimo kłód rzucanych pod nogi na każdym kroku, mimo ataków, z jakimi nie spotykał się żaden rząd demokratycznej Polski, trwaliśmy na posterunku" - mówi czytelnikom "Faktu" Jarosław Kaczyński.

Takich lirycznych wyznań jest w tekście masa. Główny argument: "Prawo i Sprawiedliwość dowiodło nie tylko słowami, ale i konkretnymi działaniami, że chce Polski przejrzystej, uczciwej, prawdziwie europejskiej".

Przejrzystość? PiS robił wszystko, by nie dopuścić do powstania komisji śledczych, które wyjaśniłyby działania prokuratury i służb specjalnych.

Uczciwość? Premier wołał, że dawni działacze "Solidarności", którzy nie popierają PiS, są tam, gdzie stało ZOMO, choć w jego otoczeniu nie brak dawnych działaczy PZPR. Teczek dawnej bezpieki używa się jako pałki na wskazywanych przez siebie wrogów.

Europejskość? Chodzi zapewne o próbę niewpuszczenia do Polski obserwatorów OBWE i sprzeciw (jedyny głos Polski na 27 członków Unii Europejskiej) wobec Dnia przeciwko Karze Śmierci.

"Samodzielne rządy PiS to cztery lata spokoju bez rządowych kryzysów, bez konfliktów między różnymi ośrodkami władzy, w harmonijnej współpracy z prezydentem" - mówi premier.

Pamiętamy ostatnie dwa lata. Kto usunął z funkcji szefa MSW Ludwika Dorna, potem Janusza Kaczmarka, kto kilkakrotnie zmieniał szefa policji, pięciokrotnie (!) ministra finansów, dwukrotnie szefa telewizji i szefa MSZ? Kto odwołał marszałka Sejmu z PiS, wyrzucał ministra z Kancelarii Prezydenta, a potem obsadzał go na czele państwowej telewizji? Kto dwukrotnie zawierał z Samoobroną i LPR koalicję, a potem ją zrywał?

Pasmo konfliktów. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

„Przygotowaliśmy wielki program inwestycyjny przewidujący efektywniejsze niż dotąd wykorzystanie środków unijnych. Zostaną uchwalone ustawy reformujące finanse publiczne i » pakiet Kluski «”.

Dlaczego rząd Kaczyńskiego miałby zrealizować to, co położył przez ostatnie dwa lata? PiS miał czas na lustrację, awantury ze służbami specjalnymi, czystki w MSZ, a nie miał na autostrady i ułatwienia dla przedsiębiorców.

"Ewentualna zmiana władzy przyniesie Polakom tylko koszty. Widać jasno, kto dziś rwie się do władzy, że jest w stanie zawrzeć koalicję niemal z każdym".

Na miejscu szefa PiS, który był w koalicji z Samoobroną, choć wcześniej deklarował, że nigdy jej nie zawrze - bo to "brudna szmata" i "wycieraczka SLD" - nie używałbym w ogóle słowa "koalicja".

A wmawianie, że demokracja, czyli zmiana władzy poprzez wybory, to niepotrzebne koszty - to skrajne lekceważenie czytelników "Faktu". Premier uważa, że występując w tabloidzie, powinien prezentować tabloidową wersję demokracji?

Etykiety: , , , , , , , ,

Ofiary solidarnego państwa

W bielskim Szpitalu Pediatrycznym zmarła pięcioletnia dziewczynka. Gdy doszło u niej do zatrzymania akcji serca, lekarze musieli wzywać erkę, bo w szpitalu nie ma już intensywnej terapii. [...] Intensywnej terapii w szpitalu nie ma już od tygodnia. Nie ma też ani jednego zatrudnionego na stałe anestezjologa (na planowe zabiegi dojeżdża ze Śląska). W piątek rozmawialiśmy o tym z lekarzami. Mówili nam, że boją się nieszczęścia, że szpital bez anestezjologa nie może działać. [...] Co się dzieje w bielskim pediatryku? Lekarze, z których niemal każdy przepracował w tym szpitalu przynajmniej kilkanaście lat, nie godzą się ze zmianami wprowadzanymi przez dyrektora (np. łączenie oddziału), uważając, że są one szkodliwe dla małych pacjentów. Tłumaczą też, że nie da się dobrze pracować przy tak małym stanie kadrowym. - Na fali strajków próbuje się wszystkim dookoła wmówić, że nam też chodzi o kasę. To nieprawda! - tłumaczą lekarze. Tymczasem bielski starosta Andrzej Płonka, któremu podlega szpital, broni dyrektora. Tłumaczy, że wyprowadził szpital, któremu groziła katastrofa finansowa, z długów. Z taką argumentacją nie zgadzają się lekarze. - Szpital to nie jest firma, w której liczą się przede wszystkim wyniki finansowe - mówią.
Gdybym był populistą i brał udział w wyborach, teraz bym wstawił ten fragment o limuzynach Giertycha, remontach Fotygi, pogryzionych meblach Dorna (który bardzo się oburzył, ale jakoś na razie pozwu nie złożył) i Kaczyńskiego, mówiącego, że to nieprawda, że państwo jest biedne. Pewnie z Gilowskiej też by się jakis fajny cytat znalazł.

Etykiety: , ,

sobota, października 06, 2007

Przegraliśmy

Nie, nie dlatego, że:

"PiS chce przed wyborami odzyskać dla siebie jak największą grupę ludzi z wyższym wykształceniem. Ataki na tę grupę mają ustać, a premier innym językiem mówi do mieszkańców wsi, a innym do rektorów szkół wyższych - pisze "Dziennik". Pierwszy krok w odzyskiwaniu inteligencji to zapisanie w budżecie większych wydatków na naukę. W środę premier mówił na spotkaniu z rektorami szkół wyższych, że jeszcze żaden rząd nie przykładał takiej wagi do dbałości o uczelnie i naukę."

Na przykład żaden rząd nie uczynił Romana Giertycha ministrem edukacji, nie usuwał Gombrowicza z listy lektur i nie obiecywał co miesiąc kolejnych dyrdymałów, o których błyskawicznie zapominał (i całe szczęście).

"
Dlatego PiS walczy z tym wizerunkiem. Premier innym językiem przemawia na spotkaniu z przedstawicielami wsi, a innym - na spotkaniu z rektorami. [...] Szef resortu edukacji, prof. Ryszard Legutko apeluje do inteligencji o poparcie, a tych, którzy są przeciw PiS - o dystans i roztropność. - Nie ma lepszej oferty dla polskiej inteligencji niż oferta PiS - ocenia."

I gdyby jeszcze inteligencja nie umiała czytać, nie oglądała telewizji oprócz reżimowej, nie miała dostępu do internetu i cierpiała na zaawansowanego Alzheimera, to może by się udało.

Przejdźmy do gospodarki. Nie przegramy dlatego, że:

"
Mamy szczęście, idzie nam znakomicie. Polska takiej fazy rozwoju nie miała od wielu lat - mówiła w czasie konwencji PiS w Łodzi wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. Opozycji zarzuciła, że w swoich programach proponują rozwiązania, które PiS albo właśnie wprowadza, albo już wcieliło w życie."

To, że mają szczęście, trzeba im przyznać, Kwaśniewski i SLD wprowadzili Polskę do Unii, po czym odeszli w niesławie, a pisiorki i Zyta zbierają owoce.

"Chwaliła się też m.in. zmniejszeniem obciążeń dla firm. Jej zdaniem nie można zgodzić się na pomysł PO, by jeszcze zmniejszać podatki dla firm. - Czy PO chce kosztem budowy dróg obiecywać coś ludziom, którym dziś i tak się nieźle powodzi? Mam nadzieję, że nie."

Pani Zyto, albo żyjemy w bogatym kraju w superfazie rozwoju, albo nie -- czemu zmniejszanie podatków dla firm odbyłoby się kosztem budowy dróg? Ale, oczywiście, kto by zadawał takie pytania.

Dygresja: tak naprawdę nie dziwię się Edgarowi Gosiewskiemu czy Karolowi Karskiemu, ludziom, których kwalifikacje, inteligencja i umiejętności w innym układzie politycznym pozwoliłyby zająć pozycje młodszych referentów do spraw drobiazgów bez znaczenia; dla nich wygrana PiS to być albo nie być, to złoty bilet od pana Boga, to awans podobny do tego, którego dokonał sam premier -- z wyśmiewanego kurdupla do wielkiego bonzy -- tyle, że premier sam sobie na ten awans zapracował, a Edgar i Karolek wiszą u poły jego garnituru i modlą się, żeby nie spaść. Ale Zycie Gilowskiej się dziwię. Kobieta z wykształceniem, zdawałoby się mądra, zdawałoby się z zasadami; ze wszystkimi się pożegnała, Lepper w rządzie przeszkadzał jej, póki go tam nie było, kiedy został wicepremierem już jej nie przeszkadzał; wiele razy straszyła, że jeśli nie uda się uchwalić tego czy owego odejdzie, nie udawało się, nie odeszła. W wykonaniu Zyty Gilowskiej, która NIE MUSI być ministrą w rządzie ewolucji moralnych, trzymanie się stołka tak kurczowo zadziwia. Czyżby szantażyk? Obawa przed losem TW Beaty? Naprawdę nie spodziewałbym się akurat po profesorze Gilowskiej (czy też Relidze, bo poniekąd w obu tych przypadkach jestem zafascynowany ewolucjami moralnymi) takiego zachowania bez powodu. A może jestem naiwny jak Donaldu Tusku i fakt bycia ministrem jest dla tych osób tak niezwykle ważny, że żadne zasady, żadna moralność, żadne śmierdzące kompromisy nie są w stanie przeważyć, gdy liczy się stołek...?

Ale to nie dlatego przegraliśmy te wybory, a przegraliśmy je z kretesem i nie ma szans na zmianę tego stanu. Dlaczego je przegraliśmy? O tym pisze Matka Kurka:

"Jak donosi dzisiejsza poranna prasa, młody 27 letni student, autor hasła `represjonującego' babcie, złożył samokrytykę. Nie, nie pomyliłem się, to nie były przeprosiny motywowane wyrzutami sumienia, to była samokrytyka złożona po wyraźnej sugestii władz. Trudno mi oceniać stan emocji tego młodego człowieka, ale jak relacjonuje dziennikarz, wyglądał młodzian na przerażonego. Co go przeraziło? Według porannej prasy, przeraziła go ostra krytyka ze strony władz. [...] Wysłuchał student tego wszystkiego i natychmiast złożył samokrytykę, mało tego sam zadał sobie pokutę, którą jest podwiezienie dziadków do urny i w końcu obiecał poprawę, wyrażając głęboki szacunek dla ojca Rydzyka. Przeczytałem, tę krótką historię, obrazującą brawurowy początek i żałosny koniec kariery młodzieńca i tak sobie myślę. Po pierwsze widać wyraźnie, że młodzian nie ma jaj, miał przebłysk świadomości, i natychmiast się go przeraził. Po drugie, może zostałby bohaterem swojego pokolenia, czy jak to się teraz nazywa, ikoną, jednak w konflikcie pokoleń dał się przełożyć przez kolano i poszedł klęczeć na grochu. Myślę sobie też, że nie ma obowiązku ów zagubiony młodzieniec, wychodzić naprzeciw moim, czy społecznym oczekiwaniom i koniecznie budować swoja postawą wizerunek uciskanego bohatera. Nie ma, zwłaszcza dlatego, że rzucił się na niego cały partyjny aparat represji, dla niepoznaki nazywany administracją. Tylko czy musiał na wezwanie władzy zachować się, aż tak karnie i jeszcze dorzucić coś od siebie?"

Dlatego przegraliśmy. Komunizm upadł w Polsce dlatego, że opluwani Michnik, Wałęsa, Geremek i Mazowiecki tak długo dawali dowody odwagi i tak długo walczyli z systemem, aż upadł. Teraz już nie ma Michników, nie ma Mazowieckich, jeśli byli, a sądząc po mizernych grupkach po 500 osób, jakie oglądałem podczas różnych demonstracji -- raczej nie było, to mieszkają w Londynie, Amsterdamie lub Berlinie, zmywają naczynia, projektują foldery lub prowadzą firmy budowlane. Oczywiście, student podpisujący się jk nie miał obowiązku wychodzić naprzeciw naszym oczekiwaniom, hardo odpowiadać, że nie będzie go właściciel burej suki uczył kultury, sławny strateg -- demokracji i polskości, szpicel z gwoździem -- szacunku dla prawa, a kacyk z Torunia -- miłości do Matki Boskiej i Ojczyzny. Nikt tego obowiązku nie ma i dlatego należy nade wszystko cenić tych, którzy 20-30 lat temu potrafili się postawić (nie należy do nich Jarosław, o którego waleczności i dzielności za komuny więcej tutaj). Ja nie potrafię; jk nie potrafi i co najgorsze wygląda na to, że w zasadzie nie potrafi nikt. I dlatego przegraliśmy. Również dlatego, że babciom do zaoferowania ma najwięcej Jarosław; Jarosław czyni z nich naród, Polskę, u której stóp wije się upokorzony student. Donald, Wojtek i ich koledzy mogą co najwyżej bąkać pod nosem bezradnie "eee, no my też was bardzo cenimy oczywiście, no i my też uważamy, że babcie to naród i oczywiście no nie można im zabierać dowodów", albo stanąć tam, gdzie ZOMO.

Jarosław prędzej, czy później (raczej prędzej) wybuduje sobie wymarzoną Polskę, gdzie służby specjalne będą o każdym obywatelu wiedzieć wszystko, każdy student będzie na żądanie sekretarza powiatowego składać w mediach samokrytykę, każdy niepożądany dziennikarz wyleci na mordę z mediów prywatnych czy publicznych, każde słowo ministra sprawiedliwości będzie przeważać nad wyrokiem sądu, nieważne, czy dowody będą autentyczne, czy zmanipulowane. Taką Polskę zbuduje nam Jarosław. A dlaczego to zrobi? Bo będzie mógł. Kiedy wygra wybory -- a wygra -- nikt mu nie przeszkodzi. I być może odpowiedź na moje złośliwe pytanie, które co jakiś czas zadaję: po co było obalać komunizm po to, żeby go potem w pocie czoła odbudować, wzbogacony o ojca Rydzyka i jego radyjo -- jest po prostu taka, że za komunizmu nikt Jarosława nie traktował poważnie (łącznie z SB) i teraz postanowił, że nie będzie takiego, co go poważnie nie potraktuje. 41% wyborców, popierających PiS uważa, że to dobry pomysł.

Etykiety: , , , , , ,

Samokrytyka

Wybaczcie, najdrożsi czytelnicy, że nie piszę o kampanii. Nie chce mi się marnować czasu na pierdoły w stylu spotów o oligarchach jedzących ananasy. Najlepiej wyraża to profesor Sadurski: "Kampania wyborcza prowadzona jest z myślą o kolegach/koleżankach, uczestniczących w tej kampanii po stronie przeciwnej, a nie o przypadkowym społeczeństwie, ktόre – jak wiadomo - zmienia się, a politycy pozostają. Treścią kampanii staje się sama kampania, adresatami – inni politycy, dowcipy mają charakter tzw. „in-house”, w pełni rozpoznawalny dla innych sztabowcόw politycznych, ale raczej niezrozumiały dla przeciętnego wyborcy. Nie ma to wszakże znaczenia, bo nie on jest adresatem spotόw. Można więc sobie wyobrazić Michała Kamińskiego, Adama Bielana i innych geniuszy politycznych Czwartej RP, zacierających z satysfakcją ręce i cieszących się, jak to dowalili kolegom z Platformy. W pełni można też uznać, że są całkowicie szczerzy gdy mόwią, że jeśli ktoś nie umie sprawnie i zabawnie przeprowadzić kampanii, to nie potrafi też rządzić, bo rządzenie kojarzy im się właśnie z wymyślaniem grepsόw na oponentόw, z kabaretowymi sztuczkami, a nie – przepraszam za gόrnolotne słowa, ze służbą na rzecz Dobra Wspólnego." Pełna zgoda. Tak więc niech sobie sami o sobie mówią, piszą i spoty kręcą, ja się w toto nie włączam.

Bardzo symptomatyczne dla nadchodzących rządów PiS (wg ostatniego sondażu dla "Wprost" 41% i 228 miejsc w parlamencie) wydaje mi się to wydarzenie:

Słynne, rozsyłane po całym kraju SMS-ami, hasło "Uratuj Polskę. Zabierz babci dowód na wybory" - wymyślił podpisujący się inicjałami "jk", 27-letni informatyk. [...]

Mówi się o "moherach", teraz krąży dowcip o tym, żeby babci porwać beret przed wyborami. Ci którzy to mówią, ci którzy szerzą tego rodzaju bardzo niedobre i bardzo głupie żarty, podnoszą rękę na was, ale podnoszą też rękę na cały naród polski - mówił Jarosław Kaczyński podczas środowego wiecu w Łapach. [...] Drwią sobie z naszego narodu, kpią z jego tradycji, drwią z tego co jest w nim tak na prawdę najlepsze. Drwią, bo nas nie lubią, a często nawet nienawidzą, bo chcieliby, żeby rządzili tacy sami jak oni - podkreślił szef rządu.

Choć jk zaznacza już na początku tekstu, żeby akcję potraktować z przymrużeniem oka, Miłosz Wilkanowicz z Państwowej Komisji Wyborczej podkreśla, że akcją powinien zająć się prokurator. - Czy jest to żart, czy nie, taki apel jest szkodliwy. Przeszkadzanie w swobodnym wykonywaniu prawa do głosowania jest karalne. Grozi za to pozbawienie wolności od trzech miesięcy do pięciu lat - tłumaczy Wilkanowicz. - Osoby, które poczuły, że ktoś narusza ich prawo, mogą zgłosić się do prokuratury.

Ludwik Dorn uważa, że za tym żartem stoi pogarda dla ludzi starszych. Marszałek wyraził przy tym zaniepokojenie, że inni politycy nie potępili tego "żartu".

Hasło zostało źle zrozumiane. Chodziło mi tylko o to, żeby przed wyborami... porozmawiać z seniorami - mówi "Życiu Warszawy" internauta. "W dniu wyborów zamierzam wsadzić swoją babcię i dziadka do samochodu i zawieźć ich do lokalu wyborczego" - deklaruje wyraźnie przestraszony. Więcej pisze w internecie: "Akcja została zmanipulowana i przekształcona na >>akcję przeciw PiS<<>Osobiście mam do o. Tadeusza wielki szacunek" - odnotowuje "Życie Warszawy" wyznanie internauty.

Muszę wyznać, że absolutnie mnie nie zaskakuje, że jk, przepraszam za wyrażenie, narobił w pory i poczuł, że musi złożyć samokrytykę, połączoną z wyrazami dozgonnej wierności ideałom Partii i marksi... chciałem powiedzieć, Ojca Tadeusza. Myślę, że czułbym się podobnie, gdybym zaczął "dla jaj" rozsyłać znajomym smsy o dowodzie babci, a kilka dni później urzędujący premier powiedziałby, że podnoszę rękę na cały naród polski (cały = ja i moi znajomi zostajemy w tym momencie wykluczeni z grona narodu), a Państwowa Komisja Wyborcza wspominała o pięciu latach pozbawienia wolności. Gdyby jk był członkiem rządzącego ugrupowania, jak np. pan Farfał kilka miesięcy temu, mógłby się bronić, wskazując na polityczne tło ataków, bądź sugerując, że on tylko zamawiał piwo, ale -- jak widać -- jk stoi po tej stronie, co ZOMO, tak więc w jego przypadku pięć lat za rozsyłanie SMSów mogłoby się urzeczywistnić, a nawet gdyby nie, to pewnie nie chciałby on spędzić trzech miesięcy w areszcie tymczasowym, być ciągany na przesłuchania i przepytywany, ile pieniędzy dostał od Platformy.

Nawiasem mówiąc, oto, czym zajmuje się aktualnie policja:

"Policjant: W której konkretnie kampanii wyborczej pracował pan dla Platformy Obywatelskiej?

Torzewski: W 2005. To była kampania prezydencka oraz wybory do parlamentu.

P: W jaki sposób został pozyskany czy też zwerbowany do pracy w Platformie? Kiedy?

T: (śmiech): Nie będę odpowiadał na takie pytania, bo to jest przesada!

P: Co pan robił? Z kim pan to robił? Czy samodzielnie? Gdzie pan to robił, dokładny adres?

T: Pracowałem dla Komitetu Wyborczego PO. Organizowanie spotkań kandydatów, załatwianie pozwoleń na umieszczanie plakatów, bannerów, zbieranie podpisów pod listami poparcia. [...]"

Gdybym nadal mieszkał w Polsce, to... to już bym w niej nie mieszkał i naprawdę trudno mi się oprzeć innej konstatacji. Skoro obywatele uparli się odtworzyć PRL wraz ze służbami specjalnymi, tajnymi współpracownikami oraz samokrytyką błędów i wypaczeń, to bardzo proszę, ale beze mnie. A najzabawniejsze jest to, że jedyna partia, która nie wykazuje tendencji do odbudowywania starych porządków, to tak zwani postkomuniści.

Etykiety: , , , , , , ,

czwartek, października 04, 2007

Tanie państwo

Nawet do kilkuset procent rosną przyszłoroczne wydatki tzw. świętych krów, czyli instytucji, które same sobie ustalają plan wydatków. Według gazety rząd może co najwyżej wyrazić wątpliwość, czy dana pozycja nie jest przypadkiem za wysoka.

Prezydent zażądał więcej pieniędzy na medale i bezpieczeństwo, więc w tym przypadku wydatki wzrosną w porównaniu z 2007 rokiem o 29,3 proc. Funkcjonowanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego będzie kosztowało o 13,3 proc. więcej. Według dziennika, Lech Kaczyński zadbał też o podwyżki dla swoich pracowników, uposażenia żołnierzy i funkcjonariuszy kancelarii. Mogą oni liczyć na podwyżki sięgające 5,25 proc.

O wiele bardziej wzrosną pensje pracowników Kancelarii Sejmu i uposażenia posłów - od nowego roku wydatki na ten cel zwiększa się o 14,9 proc. W przypadku Senatu zaś aż o 15,4 proc. Nie zmieni się tu jednak stan zatrudnienia, podczas gdy Kancelaria Sejmu ma zamiar zatrudnić 30 nowych osób. [...]
Z innych ciekawostek, czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego Polska Partia Pracy, która zarejestrowała listy we wszystkich okręgach, nie jest uwzględniana w sondażach, a Partia Kobiet tak?

O kampanii, a zwłaszcza debacie Kwaśniewski-Kaczyński i spotach PiS i PO nie będę pisał, bo mam już za dużo artykułów z tagiem "żenada".

Etykiety: , , , ,