sobota, października 06, 2007

Samokrytyka

Wybaczcie, najdrożsi czytelnicy, że nie piszę o kampanii. Nie chce mi się marnować czasu na pierdoły w stylu spotów o oligarchach jedzących ananasy. Najlepiej wyraża to profesor Sadurski: "Kampania wyborcza prowadzona jest z myślą o kolegach/koleżankach, uczestniczących w tej kampanii po stronie przeciwnej, a nie o przypadkowym społeczeństwie, ktόre – jak wiadomo - zmienia się, a politycy pozostają. Treścią kampanii staje się sama kampania, adresatami – inni politycy, dowcipy mają charakter tzw. „in-house”, w pełni rozpoznawalny dla innych sztabowcόw politycznych, ale raczej niezrozumiały dla przeciętnego wyborcy. Nie ma to wszakże znaczenia, bo nie on jest adresatem spotόw. Można więc sobie wyobrazić Michała Kamińskiego, Adama Bielana i innych geniuszy politycznych Czwartej RP, zacierających z satysfakcją ręce i cieszących się, jak to dowalili kolegom z Platformy. W pełni można też uznać, że są całkowicie szczerzy gdy mόwią, że jeśli ktoś nie umie sprawnie i zabawnie przeprowadzić kampanii, to nie potrafi też rządzić, bo rządzenie kojarzy im się właśnie z wymyślaniem grepsόw na oponentόw, z kabaretowymi sztuczkami, a nie – przepraszam za gόrnolotne słowa, ze służbą na rzecz Dobra Wspólnego." Pełna zgoda. Tak więc niech sobie sami o sobie mówią, piszą i spoty kręcą, ja się w toto nie włączam.

Bardzo symptomatyczne dla nadchodzących rządów PiS (wg ostatniego sondażu dla "Wprost" 41% i 228 miejsc w parlamencie) wydaje mi się to wydarzenie:

Słynne, rozsyłane po całym kraju SMS-ami, hasło "Uratuj Polskę. Zabierz babci dowód na wybory" - wymyślił podpisujący się inicjałami "jk", 27-letni informatyk. [...]

Mówi się o "moherach", teraz krąży dowcip o tym, żeby babci porwać beret przed wyborami. Ci którzy to mówią, ci którzy szerzą tego rodzaju bardzo niedobre i bardzo głupie żarty, podnoszą rękę na was, ale podnoszą też rękę na cały naród polski - mówił Jarosław Kaczyński podczas środowego wiecu w Łapach. [...] Drwią sobie z naszego narodu, kpią z jego tradycji, drwią z tego co jest w nim tak na prawdę najlepsze. Drwią, bo nas nie lubią, a często nawet nienawidzą, bo chcieliby, żeby rządzili tacy sami jak oni - podkreślił szef rządu.

Choć jk zaznacza już na początku tekstu, żeby akcję potraktować z przymrużeniem oka, Miłosz Wilkanowicz z Państwowej Komisji Wyborczej podkreśla, że akcją powinien zająć się prokurator. - Czy jest to żart, czy nie, taki apel jest szkodliwy. Przeszkadzanie w swobodnym wykonywaniu prawa do głosowania jest karalne. Grozi za to pozbawienie wolności od trzech miesięcy do pięciu lat - tłumaczy Wilkanowicz. - Osoby, które poczuły, że ktoś narusza ich prawo, mogą zgłosić się do prokuratury.

Ludwik Dorn uważa, że za tym żartem stoi pogarda dla ludzi starszych. Marszałek wyraził przy tym zaniepokojenie, że inni politycy nie potępili tego "żartu".

Hasło zostało źle zrozumiane. Chodziło mi tylko o to, żeby przed wyborami... porozmawiać z seniorami - mówi "Życiu Warszawy" internauta. "W dniu wyborów zamierzam wsadzić swoją babcię i dziadka do samochodu i zawieźć ich do lokalu wyborczego" - deklaruje wyraźnie przestraszony. Więcej pisze w internecie: "Akcja została zmanipulowana i przekształcona na >>akcję przeciw PiS<<>Osobiście mam do o. Tadeusza wielki szacunek" - odnotowuje "Życie Warszawy" wyznanie internauty.

Muszę wyznać, że absolutnie mnie nie zaskakuje, że jk, przepraszam za wyrażenie, narobił w pory i poczuł, że musi złożyć samokrytykę, połączoną z wyrazami dozgonnej wierności ideałom Partii i marksi... chciałem powiedzieć, Ojca Tadeusza. Myślę, że czułbym się podobnie, gdybym zaczął "dla jaj" rozsyłać znajomym smsy o dowodzie babci, a kilka dni później urzędujący premier powiedziałby, że podnoszę rękę na cały naród polski (cały = ja i moi znajomi zostajemy w tym momencie wykluczeni z grona narodu), a Państwowa Komisja Wyborcza wspominała o pięciu latach pozbawienia wolności. Gdyby jk był członkiem rządzącego ugrupowania, jak np. pan Farfał kilka miesięcy temu, mógłby się bronić, wskazując na polityczne tło ataków, bądź sugerując, że on tylko zamawiał piwo, ale -- jak widać -- jk stoi po tej stronie, co ZOMO, tak więc w jego przypadku pięć lat za rozsyłanie SMSów mogłoby się urzeczywistnić, a nawet gdyby nie, to pewnie nie chciałby on spędzić trzech miesięcy w areszcie tymczasowym, być ciągany na przesłuchania i przepytywany, ile pieniędzy dostał od Platformy.

Nawiasem mówiąc, oto, czym zajmuje się aktualnie policja:

"Policjant: W której konkretnie kampanii wyborczej pracował pan dla Platformy Obywatelskiej?

Torzewski: W 2005. To była kampania prezydencka oraz wybory do parlamentu.

P: W jaki sposób został pozyskany czy też zwerbowany do pracy w Platformie? Kiedy?

T: (śmiech): Nie będę odpowiadał na takie pytania, bo to jest przesada!

P: Co pan robił? Z kim pan to robił? Czy samodzielnie? Gdzie pan to robił, dokładny adres?

T: Pracowałem dla Komitetu Wyborczego PO. Organizowanie spotkań kandydatów, załatwianie pozwoleń na umieszczanie plakatów, bannerów, zbieranie podpisów pod listami poparcia. [...]"

Gdybym nadal mieszkał w Polsce, to... to już bym w niej nie mieszkał i naprawdę trudno mi się oprzeć innej konstatacji. Skoro obywatele uparli się odtworzyć PRL wraz ze służbami specjalnymi, tajnymi współpracownikami oraz samokrytyką błędów i wypaczeń, to bardzo proszę, ale beze mnie. A najzabawniejsze jest to, że jedyna partia, która nie wykazuje tendencji do odbudowywania starych porządków, to tak zwani postkomuniści.

Etykiety: , , , , , , ,

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home